Mum and the city

Wyprawkowe hity i kity, a raczej… Kity i kity ;)

16 października 2013

Kiedy w ciąży przygotowywałam wyprawkę dla mojego dziecka, odwiedziłam niemal wszystkie fora oraz serwisy internetowe i niczym najpilniejsza uczennica – notowałam wskazówki na temat rzeczy potrzebnych w pierwszych miesiącach życia dziecka. Później usiadłam i zaczęłam kreślić – tak na zdrową logikę, chłopski rozum. Ostatecznie pokazałam notes z tajemnymi zapiskami bratu (który szczęśliwie dopiero co odchował dwójkę niemowlaków) i w ten sposób z pięciu zapisanych kartek pozostała jedna.

Mimo, że byłam chyba najlepiej przygotowaną mamą na planecie ziemia, również i ja nie uniknęłam wielu zakupowych wpadek. Poznałam za to gorzką prawdę: na pewno nie są to produkty, które mają służyć matce i dziecku – służą raczej pomnażaniu zysków firm. Nie nabierajcie się na to. Z powodzeniem można się bez wielu z nich obyć lub zastąpić czymś, co w każdym domu się znajduje.

_DSC0104

Oto moja lista wyprawkowych bubli:

1. Pieluchy inne niż zielone Pampersy – KIT.

A wypróbowaliśmy niemal wszystkie dostępne na rynku. Inne pieluchy są tańsze – ok, ale jest to oszczędność pozorna. Co z tego, że kosztują kilka groszy mniej, skoro muszę je zmieniać dwa razy częściej? Strach to założyć i wyjść z domu bez całej paczki pieluch zapasowych.

Nie testowaliśmy jeszcze pieluch Dada z Biedronki – są podobno tak samo dobre jak zielone Pampersy.

2. Ubranka w rozmiarze 56 (lub mniej) – KIT.

Kuku ubrania w rozmiarze 56 miał na sobie tylko raz – w dniu wyjścia ze szpitala. Nie wiem, jakim cudem go w nie wcisnęli – ja po powrocie do domu za Chiny ludowe nie potrafiłam tego dokonać. Były małe, ciasne, niewygodne. Trzeba wiedzieć, że takie maleństwo zaraz po porodzie ma bardzo cieniutką skórę, przez co jest nadwrażliwe na dotyk (Kuku płakał wniebogłosy, kiedy tylko ktoś się do niego zbliżał). Najlepiej czuje się nago lub w czymś, co jest obszerne, nie krępuje ruchów, czego nie czuć na ciele (czyli rozmiar 62 wzwyż).  Z tego powodu po kilku (nieudanych) próbach założenia wszystkie ubranka w rozmiarze 56 powędrowały do reklamówki: „Na sprzedaż”. Nieużywane.

3. Ubranka-komplety (np. pajac + czapka; body + spodnie) – KIT.

Bardzo szybko okazało się, że Kuku jest niewymiarowy, a wszelkie komplety nieużyteczne. Czapki dołączone do pajaców były już w dniu urodzenia za małe (czy też za duże, niektóre do teraz spadają z jego główki, chociaż z pajacy wyrósł kilka miesięcy temu), spodenki za ciasne, rękawiczki niedopasowane. Nie polecam.

4. Ubrania z metkami.

Nie do uniknięcia.

Jedno wielkie ALE do producentów dziecięcej odzieży w ogóle – czy naprawdę tak trudno przez chwilę pomyśleć, jak bardzo metki wewnątrz ubrań muszą nasze dzieciątko uwierać? Dlaczego robi się ich aż tyle? Pięć metek wewnątrz każdej czapeczki, metka przy szyi, trzy metki z boku brzucha, kolejne trzy na udzie – paranoja! Spróbuj to potem odciąć tak, żeby nie zostawić gryzącej końcówki ani nie zrobić żadnej dziury w ubraniu. Powodzenia droga Mamo, trzymam kciuki! Sama męczyłam się godzinami. Widzę to, jakby działo się wczoraj: ja, stos ubrań dla noworodka na moim wielkim brzuchu, nożyczki małe, duże, średnie, każde możliwe po prostu i wywalony na wierzch język z przejęcia.

5. Stojak na wanienkę – KIT.

Zajmuje sporo miejsca, jest brzydki, niestabilny, szybko staje się bezużyteczny (u nas w piątym miesiącu życia Kuka, kiedy maluch odkrył, jaką frajdę sprawia chlapanie). Mała wanna powędrowała do dużej wanny. Tata, który od urodzenia trzyma maleństwo w czasie kąpieli, stwierdził, że tak jest o wiele wygodniej – można uklęknąć, oprzeć się o kant wanny, a nie pochylać nad stojakiem. Dodatkowo wylewanie wody z wanienki dziecka przestało być już problemem – wystarczy ją przechylić i chlup! Woda leci do odpływu. Wcześniej nie byłam w stanie podnieść wanienki ze stojaka i opróżnić jej.

6. Materacyki/gąbki do kąpieli – KIT.

Siedlisko bakterii. Tyle w temacie.

7. Przewijak – KIT.

Dziwnym trafem dziecko nie robi kupy w jednym pomieszczeniu. Raz zdarza się ona w sypialni, raz w salonie, innym razem na spacerze. Latanie z każdą pełną pieluchą do przewijaka szybko potrafi się znudzić. Wówczas dziecko jest przewijane wszędzie – na łóżku, na kanapie, na podłodze, nawet na stole. Wystarczy w kilku newralgicznych miejscach trzymać zapas pieluch + mokre chusteczki i przewijak okazuje się kolejnym bezużytecznym klamotem. W dodatku dziecko szybko z niego wyrasta (już teraz Kuka nogi wystają poza przewijak). Jeśli maluch jest ruchliwy, strach go na takim przewijaku położyć. Ja wolę kłaść go na dużej powierzchni (np. łóżko, podłoga), z której nie spadnie, bo Kuku bardzo lubi przewracać się z pleców na brzuch i odwrotnie, a ja nie znam dnia ani godziny. Jedną ręką go nie utrzymam (drugą sięgam po pieluchę, zakładam nową, myję pupę).

Nie wiem, czy ktokolwiek używa przewijaka. Podejrzewam jednak, że nie ma osoby, która odważyłaby się go nie kupić.

8. Octenisept – KIT (nad kity).

Kupiłam go, bo usłyszałam w aptece, że nie warto brudzić siebie i dziecka starą, dobrą gencjaną. „Na pewno chce się pani tym babrać?” – aptekarka zza lady przyglądała mi się wnikliwie, więc skapitulowałam. Potem na oddziale poporodowym opowiadałam dumna, że ja do pępka swojego dziecka będę Octeniseptu używać, taka jestem postępowa, aha! Odezwała się jedna matka (jedyna wieloródka), że ona też używała i dziecko musiało mieć koniec pępowiny obcinany chirurgicznie, bo Octenisept niczego nie wysuszył (czyt. pępuszek sam nie odpadł). Podpytałam więc lekarzy/położne, którzy tylko utwierdzili mnie w przekonaniu, że nie ma to jak Octenisept (czy oni wszyscy przypadkiem nie byli niedawno na wczasach w Egipcie?), więc stosowałam go zaciekle przez blisko miesiąc. Gdyby nie gencjana (zamiennie ze spirytusem), po którą jednak sięgnęłam pewnego pięknego dnia – prawdopodobnie do dzisiaj nie zobaczyłabym pępka Kuka. Dodam tylko, że wszelkie gaziki, plasterki, itp. też nie są potrzebne – pępuszek osuszamy i dopiero potem ubieramy dziecko. Bez obaw, nic się nie zabrudzi, a dopływ powietrza też jest ważny podczas gojenia.

9. Kosmetyki dla noworodków – (z grubsza) KIT.

Po co coś tak pięknego jak gładka skóra noworodka czymkolwiek smarować? Ponieważ skóra dziecka jest bardzo wrażliwa, produkty dla niemowląt są zbyt delikatne, aby mogły sobie poradzić z jakimikolwiek problemami (przesuszeniem, wysypką). Trzeba wtedy sięgnąć po lekarstwa. W codziennej pielęgnacji wystarcza krem na odparzenia + oilatum/emolient dodawany do wody na kąpiel. My używamy jeszcze szarego mydła, które zawsze się w naszym domu znajdowało.

10. Specjalne nożyczki dla niemowląt – KIT.

Nobla dla tego, kto potrafi takimi nożyczkami obciąć paznokcie dziecka! Są tępe, a ich końcówki stanowczo za grube. Nie ma możliwości. Mieliśmy trzy pary, bubel za bublem, w końcu powędrowały do kosza, a paznokcie od pierwszych dni obcinamy nożyczkami dla dorosłych. Raz dwa i po krzyku.

11. Patyczki do uszu dla niemowląt – KIT.

Producenci takich patyczków prawdopodobnie nigdy nie czyścili uszu małych dzieci. Czyszczenie polega na zebraniu brudu z małżowiny usznej. I już. Nikt nie wkłada patyczka do ucha środkowego, więc zabezpieczenie w postaci zgrubienia jest niepotrzebne, co więcej – tak grubym patyczkiem z trudem operuje się wokół małego ucha dziecka. Zdecydowanie lepiej sprawdzają się zwykłe patyczki dla dorosłych.

12. Gruszka do nosa – KIT.

Lepiej od razu zaopatrzyć się we fridę (aspirator). Plus maść majerankowa, która potrafi zdziałać cuda.

13. Elektroniczny termometr – KIT.

Idealne, aby doprowadzić matkę do rozpaczy. Innego zastosowania nie widzę. Kiedy dziecko się budzi, termometr wskazuje ok. 38 stopni. Pięć minut później jest już 37. Zanim matka zdąży zamówić wizytę u lekarza i wyszykować swoje dziecko w podróż do przychodni – temperatura dziwnym trafem spada do 35,5 stopni Celsjusza. Oczywiście po zabawie z powrotem wskaże stan podgorączkowy. Do dzisiaj nie wiem, od czego te pomiary zależą, ale jedno jest pewne – na 100% nie od temperatury ciała dziecka!

14. Elektroniczna niania – KIT.

W domu i tak wszystko słychać. Ba! Matka nawet z ogrodu usłyszy każde kwilnięcie swojego dziecka. Jeśli natomiast chce stawać dęba przy byle szeleście dobiegającym z jego pokoju lub podbiegać do łóżeczka, gdy tylko westchnie przez sen – warto nianię kupić. Nieprzespane noce gwarantowane. My mamy nianię z kamerką, od kilku miesięcy leży wyłączona głęboko w szufladzie. I ja jestem spokojniejsza, i dziecko – któremu nie przeszkadza się tylko dlatego, że poruszyło główką – lepiej sypia.

15. Monitor oddechu – chyba KIT.

Nie wiem, nie kupiliśmy. Przez moment miałam taki pomysł, ale przeczytałam opinie w internecie. Podobno alarm włącza się bez powodu. Goniłabym w piętkę, mając takie urządzenie.

16. Leżaczek – KIT.

Kuku włożony do leżaczka zaczął kwilić. Był dziwnie zwinięty, jak precelek. Kiedy go stamtąd wyjęłam, krzyczał przerażony – okazało się, że nie mógł wydobyć z siebie głosu, więc pewnie nie mógł oddychać. Pomijam fakt, że ZAWSZE przypięty pasami (czy to w foteliku samochodowym, czy w wózku) próbuje się wyrywać, jakby chciał, ale nie mógł pobiec daleko przed siebie. Jego radość po wypięciu i wyjęciu – bezcenna. Nie wiem, po co dziecko unieruchamiać – nie lepiej położyć na podłodze, niech wierzga nogami, kręci się, sięga po zabawki, ćwiczy małą i dużą motorykę?

Dodatkowo leżaczki nie są zdrowe dla kręgosłupa i bioder. Jeśli dziecko nie siada, niech leży.

Leżaczki mogą być przydatne, gdy zaczynamy wprowadzać stałe pokarmy, ale wystarczy wtedy kupić rozkładane krzesełko, które posłuży dwa lata, a nie kilka miesięcy, a zamiast dwóch klamotów mamy jeden.

17. Materac kokosowy – KIT?

Podobno trzeba bardzo uważać, aby nie zamókł, ponieważ jest wspaniałym siedliskiem bakterii i łatwo się na nim rozwijają grzyby. Jest również za twardy dla niemowlaków (o małym ciężarze ciała). My – po małym researchu – wybraliśmy materac lateksowy, mimo że sprzedawcy polecali ten z kokosa (wiadomo – droższy).

18. Poduszka dla niemowlaka – KIT (a co za tym idzie – komplety pościeli za bajońskie sumy również).

Najlepiej, żeby dziecko do drugiego roku życia spało bez poduszki. Jeśli nie wierzysz, zapytaj lekarza.

19. Ochraniacze do łóżeczka – KIT.

Zasłoń dziecku widok na pokój. Posłuchaj jak (zdezorientowany) krzyczy wniebogłosy, nie wiedząc, czy mama jest gdzieś w pobliżu, czy już jej nie ma. Albo sam połóż się tak, żeby nie mieć możliwości niczego widzieć (np. tyłem do drzwi) – fajnie, co? Spokój przed snem gwarantowany.

Kuku wędruje po całym łóżku, ale nie zdarzyło mu się przydzwonić głową o szczebelki. Czasami wpycha pomiędzy nie nogi/ręce, ale po co miałabym mu odbierać tak fajną zabawę? Kto z nas tego nie robił? Czy ktokolwiek zna za to niemowlaka ze zwichniętą/złamaną kończyną?

Ochraniacze mogą być przydatne, kiedy dziecko zaczyna wyrzucać smoczek „za burtę”, ale wtedy wystarczy tasiemka na smoczek, którą można zabrać również na spacer.

20. Karuzelka nad łóżeczko – KIT.

Podobno dzieci relaksują się, patrząc na przesuwające nad głową zabawki i słuchając elektronicznej muzyki. Podobno ćwiczą wzrok, słuch, a matka może w tym czasie odpocząć. Podobno karuzelka ułatwia zasypianie – dlatego właśnie ją kupiłam.

Kuku wpada w histerię, ilekroć ją włączymy. Wiadomo, że – jak każdemu człowiekowi – również jemu łóżko służy do spania. Jest tam odkładany, gdy okazuje oznaki zmęczenia. Bombardowanie dziecka bodźcami zewnętrznymi (muzyka, ruch zabawek, często światło) w czasie zasypiania to nie najlepszy pomysł. Natomiast po obudzeniu jest tak żądny wrażeń, że pozostanie w łóżeczku kilka minut – nawet z włączoną nad głową karuzelką – jest dla niego najgorszą z kar.

21. Gryzaczki – KIT.

Najlepsze są palce taty. Ewentualnie mamy (jak da). A tak serio – na rynku jest bardzo dużo gryzaczków. Przeważająca większość (nawet te, na których jest napisane, że zostały zaprojektowane przez pediatrów oraz dentystów) jest po prostu za duża. Nieforemna. Dziecko nie tylko nie potrafi tego chwycić, a potem utrzymać – ono nawet nie zmieści tego w buzi!

22. Elektroniczny odparzacz – KIT.

Co za różnica czy nowe zabawki/naczynia wygotujesz w garnku, czy odkazisz w specjalnie do tego przygotowanym urządzeniu? Czas odparzania ten sam. Przedmioty po wyjęciu i tu, i tu gorące (trzeba uważać, najlepiej odczekać). Nie widzę sensu.

23. Podgrzewacz do butelek – KIT i HIT.

Wszystko zależy od tego, czy dziecko budzi się w nocy na karmienie. Jeśli tak – a Ty karmisz butelką – fajnie postawić coś takiego przy łóżku, koniecznie w trybie ON, żeby mieć podgrzaną wodę bez biegania do kuchni i to zaraz po przebudzeniu. W innym przypadku podgrzewacze średnio się sprawdzają. O wiele szybciej można podgrzać wodę/zupkę w garnku.

24. Specjalne szczoteczki do mycia butelek – KIT.

Nie można ich wymyć zwykłą ściereczką? Lub szczotką do mycia dużych butelek?

25. Naczynia dla niemowlaka, gdy wprowadza się stałe pokarmy – KIT.

Nie wiem, czy tylko moje dziecko ma taki apetyt, ale miseczki przeznaczone dla niemowląt są stanowczo za małe. Kuku (nie licząc „pierwszych łyżeczek” na próbę) je o wiele większe porcje, niż przewidzieli producenci asortymentu dla niemowląt. Z tego powodu kaszki/zupki podajemy w naszych „dorosłych” miseczkach (pojemność: od 250 do 500 ml). Nawet jeśli nie zje więcej niż 250 ml (rzadko), to weź człowieku rozmieszaj w tej mikroskopijnej miseczce kaszkę tak, żeby nic się nie wylało!

26. Naczynia do mrożenia zupek – KIT.

A po co? Po pierwsze małe, po drugie drogie. Lepiej kupić srylion zwykłych, plastikowych pojemników do przechowywania żywności (takich o pojemności ok. 0,5 litra). Wystarczą na dłużej.

27. Śliniak – KIT?

Karmimy Kuka bez śliniaka. Zabrudzi się tak czy siak. Dodatkowo śliniak bardzo przeszkadza, dziecko ciągle bierze go do buzi, bawi się nim w czasie jedzenia, przenosi marchewkę ze śliniaka na wszystko, co znajduje się w pobliżu. Jako śliniaka można użyć pieluchy tetrowej lub nie używać niczego jak my.

Rozumiem jednak, że śliniak (a raczej fartuch) może się przydać później, kiedy dziecko będzie się uczyło samodzielnie jeść.

28. Kubki niekapki – oj, KIT jakich mało.

Rodzice je kupują z obawy o zgryz dziecka. Boją się również tzw. próchnicy butelkowej. Prawda jest jednak taka, że z medycznego punktu widzenia niekapki niczym się nie różnią od butelek ze smoczkiem.

29. Adaptery do wózka na fotelik samochodowy – zdrowotny KIT.

Nie kupiliśmy. Kilkakrotnie przeklinaliśmy ten pomysł, ale dzięki temu nigdy nas nie kusiło, aby trzymać w foteliku samochodowym dziecko przez dłuższy czas. Wyjmowanie dziecka z fotelika przed każdymi zakupami i wkładanie oraz zapinanie go po zakupach było uciążliwe, ale do wytrzymania. Kuku od początku swojego fotelika nie lubił, dlatego staraliśmy się trzymać go w nim najkrócej, jak się da. Przykro się robi, kiedy widzi się w centrach handlowych maleńkie, zwinięte w precelek noworodki w takich fotelikach (mam tu na myśli dzieci poniżej pierwszego miesiąca życia).

30. Baza do fotelika samochodowego – dobry pomysł, ale niestety KIT.

Pomysł świetny – baza na stałe przymocowana w samochodzie, a fotelik wpina się i wypina za pomocą jednego guziczka, czyli szybko. Każdy, kto podróżuje z dzieckiem wie, jak uciążliwa potrafi być czynność mocowania fotelika w aucie.

Problemem bazy jest jednak jej cena. Wyższa niż cena fotelika. Średnio dwukrotnie. I jak długo taka baza posłuży? Prawdopodobnie przez około rok, bo później już się fotelika nie wypina, a dziecko śmiga na własnych nóżkach.

_DSC0115

Już w następnym wpisie o tym, co w pierwszych miesiącach okazało się u nas niezbędne.

  • hania

    Oj tak zgadzam sie tyle rzeczy sie kupilo niepotrzebnie albo po prostu nie byly takie jak sobie wyobrazalismy i nie spelnily naszych oczekiwan

  • Ven

    Super!! Teraz ja pobawię się w skrzętną uczennicę.

  • Gajzo

    To jest to na co czekałam. Być może uda mi się dzięki tej notce uniknąć kiedyś zakupowych bubli… Chociaż kto wie. Obaliłaś wszystkie moje zakupowe plany. No bo jak to tak bez przewijaka -.-” (?!)

  • Milena

    Oj ile ja tych bubli kupiłam przy pierwszym dziecku, przy drugim już tylko to co zostało z pierwszego. Trochę lat minęło, gdybym teraz była matką naprawdę oprócz zakupu porządnego wózka całą resztę bym sobie darowała. A już na pewno karuzelę ( niecierpię !!!! i moje dzieci też nie lubiły) i właśnie ochraniacze na łóżeczka.

  • Kasia

    a ja sie zdecydowanie nie zgadzam co do termometru elektronicznego.
    probowalam na poczatku uzywac zwyklego (i takiego tradycyjnego i takiego z pomiarem elektrycznym kiedy trzeba iles tam odczekac), niestety nie bylo to mozliwe przy moim ruchliwym dziecku. ani razu nie wysiedzialo do czasu pomiaru.
    potem dostalam w prezencie termometr w smoczku – to dopiero byl KIT. dziecko go wypluwalo (bo byl troszke wiekszy niz zwykly smoczek) zanim temperatura zdazyla sie zmierzyc.
    w koncu kupilam termometr elektroniczny. nie zanotowalam takich dziwnych pomiarow. uzywam go od dwoch lat.
    fakt, trzeba uwazac, zeby nie mierzyc temperatury jak np wczesniej dziecko biegalo, bo wtedy temp jest troche wyzsza.
    wedlug mnie obowiazkowa pozycja dla dziecka, ktore zaczyna chorowac.
    rowniez w szpitalach uzywaja – z tego co zauwazylam na roznych oddzialach (od momentu gdy kupilam termometr zaczelam na to zwracac uwage podczas odwiedzin u chorych) takich termometrow.
    uzywalam rowniez nozyczki dla dzieci, dobrze mi sie nimi obcinalo.
    reszta zgadzam sie ze KITy.

    • Tak, w szpitalu faktycznie używali elektronicznego.

      Ja przy dzieciach alternatywy dla niego nie widzę – dlatego nie używamy żadnego termometru, ale prawda jest taka, że pomiary elektronicznym nie są niestety dokładne. Pomyłka o 1 stopień to naprawdę dużo, a u nas zdarza się notorycznie.

      • Kasia

        kazda mama raczej pozna czy dziecko ma podwyzszona temperature, wiec w sumie termometr nie jest raczej potrzebny. co innego gdy dziecko powaznie zachoruje i temp sie utrzymuje, to jednak trzeba jakos zmierzyc czy to jest 38 czy 39. Mamuniu, zycze Wam zdrowia, to termometry nie beda potrzebne.

      • MagdaZZZ

        A ja sobie bardzo chwaliłam termometr elektroniczny zbliżeniowy. Wystarczy zbliżyć do czółka dziecka, przejechać w kierunku skroni i jest pomiar. Zawsze identyczny. Można nim mierzyć także temperaturę otoczenia i innych przedmiotów (po przełączeniu przycisku).
        U nas świetnie się sprawdził do momentu, aż moje (już nieco starsze) dziecko upodobało sobie go jako najlepszą zabawkę. Po paru miesiącach wzmożonych testów się poddał.

        Jeszcze tylko dodam, bo nie wiem, czy każda Mama to wie: temperatura mierzona w różnych miejscach i różnymi termometrami ma spore odchyły. Można znaleźć specjalne tabelki prezentujące te różnice (u nas była dołączona do termometru). Ten sam termometr wskaże inną temperaturę badaną w buzi, inną w pupci, inną pod pachą, a jeszcze inną na czole. Ale dzięki takiej tabelce, wiemy ile jest naprawdę.

        • Właśnie sprawdziłam naszym. Pierwszy pomiar: 36,7, drugi (po kilku sekundach w tym samym miejscu – na czole): 35,8.
          Może to zależy od firmy?

  • Kasia

    ps. co do stojaka to sama na poczatku uzywalam i pomimo, ze kupilam (podobno dobry i porzadny stojak) podczas ktorejs kapieli po prostu pekl i wszystko polecialo na podloge. na szczescie trzymalam dziecko akurat w rece i nic sie nie stalo. od razu wyrzucilam to cholerstwo i bylam jeszcze z reklamacja w sklepie, bo przeciez atest jest, ale podobno to sie 1 raz zdarzylo (?).

  • Kasia

    ps.2. aha jeszcze te kubki niekapki – swiat oszalal. probowalam kiedys kupic zwykly kubek, ale taki zamkniety z twardym dziubkiem. niestety nie znalazlam, same niekapki roznej masci, nie wiem tez czy ktos trafil na taki kubek 360 st. jest to taki kubek z przykrywka z dziureczkami, pije sie z brzegu kubka mozna go wywracac na rozne strony nic sie nie wylewa. dziecko dostalo w prezencie. raz uzylo i stwierdzilo ze nie umie z tego pic. takze uzywam zwykle kubki dla dzieci. otwarte, co to sie z nich wylewa – a w podroz z dziubkami jak sie uda kupic. pozdrawiam!

  • classic

    7. Przewijak z Ikei-Hit:) ten dmuchany:) innego nie miałam, choć myślę, że ten tradycyjny mógłby być byłby kitem. my używaliśmy i używamy, ale nie mebel, tylko materacyk. materacyk był a to na podłodze, a to na łóżku, a na początku na dwóch Malmach z Ikei postawionych do siebie plecami, i wszystko było pod ręką i chusteczki i pieluchy i ubranko na zmianę jakby się trafił wyciek. a przejście kilku kroków do pokoju zajmuje pewnie tyle samo czasu co zgarnięcie kilku klamotów ze stołu i zgarnięcie pieluch, tetry linomagu itp by tam je przebrać;)
    8. octanisept, słyszałam, że kiedyś to był dramat, teraz podobno się poprawiło, choć czytam, że nie. drogie mamy-pielęgniarki, położne i lekarze nie mogą mówić nic co wybiega poza wytyczne nfz. bo jeśli poradzą Wam coś innego, dziecku „coś się stanie” to mają po głowie:( i nie o wczasy w egipcie tu chodzi;/
    15. monitor oddechu-mamy i ani razu nie użyliśmy, ale rozumiem jeśli ktoś chce nabyć aby czuć się bezpieczniej, nie powiem czy hit czy kit
    21. gryzaczki-u mnie hit, dziecię maltretowało je długo, mieliśmy przeróżnych firm i u nas się sprawdziły
    24. szczoteczki-u nas taka mini mini to butelek dr. brown była idealna-ale to do zakamarków, gdzie zmywakiem nie dało by rady-rozumiem, że Mamuni chodziło o inny typ szczoteczek
    27. sliniak- u nas powodował wściekłość dziecięcia, dodam, że bez niego dzieciątko jadło dużo czyściej, skupiało się na jedzeniu a nie zrywaniu szeleszczącego cuda z szyi. tetra a nawet lepiej zwykła chustka zawiązana na szyi jest lepiej tolerowana:)
    28. kubki niekapki – u nas chyba do ok 10 miesiąca kit-dziecko nie umiało sobie z nimi poradzić, i dzióbki służyły jako gryzak;)) jak już dziecięce załapało to lubi iż używać. z kubkiem 360st na razie sobie odpuściliśmy bo tez szło kiepsko, może znowu spróbujemy??

    Dodam od siebie mięciutkie maty edukacyjne z inteligentnej pianki- nie miałam, ale widziałam w sklepie-i jak tu dzieciątko ma na niej ćwiczyć obracanie się?

    Reszty z listy Kitów Mamuni nie posiadamy, więc chyba nie jest z nami tak źle;)) znajomi posiadający takie cuda tez często mówili, że to źle wydane pieniądze-zwłaszcza bujaczki-lub (o zgrozo!!!) takie leżaczki bujaczki co wibrują

  • Kasia

    co do octeniseptu – poniewaz mam juz troche wieksze dziecko – co to sie przewraca i miewa zdarte kolana.
    ja na takie cus dawalam wode utleniona. tyle ze dziecko niemilosiernie przy tym wykrzykiwalo i uciekalo, gdzie pieprz rosnie. wiec udalam sie do apteki zapytac czy czasem nie wymyslono czegos dla dzieci nowego. to mi pani odpowiedziala:
    koniecznie OCTENISEPT – wod utlenionych sie juz nie uzywa. wiec skruszona kupilam znow Octenisept, bo pomyslalam – skoro juz tyle lat go polecaja i tak wychwalaja, to moze maja racje.. ale jeszcze go nie otworzylam i nie uzylam:)
    co do pepka to polozna oficjalnie w szpitalu kazala smarowac pepek octenispetem. ale poniewaz po dosc dlugim czasie nie chcialo odpasc to co powinno, zapytalam ja ‚prywatnie’- powiedziala ze ona na swoich dzieciach stosuje stare metody i mi tez radzi juz ostawic ten octenisept. tak tez zrobilam. jednakze znam mamy, ktore stosowaly, pepek sie zagoil ladnie itd.

    • Octeniseptu sama używam – kupuję go razem z nowymi butami (na odciski), jest świetny, naprawdę znieczula, ale do pępka – nie polecam.

  • Ania Yokasta

    To i ja skomentuję.

    Ubrania 56, nie posłużyły długo ale dziecko w nich było poręczne, a w za dużych już nie bardzo.

    Przewijaka na początku nie uzywaliśmy, ale teraz czasem by się przydał choć obchodzimy się bez i jest spoko.

    Na pępek najlepszy jest spirytus 70% i zdania nie zmienię. Octenisept za to super na ranę po cc.

    Kosmetyki – zalezy od dziecka. Dla alergika nie da się BEZ :no: a i od wody wiele zależy, nikt w świetej wodzie z Lichenia dziecka nie myje. Nasza woda bardzo wysusza skórę i natłuszczenie/nawilżenie od początku grało dużą rolę. Dla suchej skóry są super kosmetyki dla niemowlaków, ale po prostu ich nie wypróbowałaś bo tego nie potrzebowaliście. Skóra mojego małego nigdy nie była taka aksamitna jak po A-dermie Exomega.

    Elektroniczna niania się przydaje. Od początku nie uzywałam bo byłam z dzieckiem non-stop ale u nas na dole nie słychać malucha za zamkniętymi drzwiami. A jak się naprawdę rozryczy to trochę za późno na interwencję. Niania właśnie po to jest żeby NIE biegać przy każdym westchnięciu Mamuniu.

    Leżaczek – u nas HIT. Mamy płaski, na którym Młodzież spała swojego czasu w ciągu dnia, mobilny, mogę wyjść z nim bez wózka na dwór i spokojnie nakarmić dziecko.

    Ochraniacz do łóżeczka – HIT nad HITY. Nic nie rozprasza młodego przy zasypianiu, nie obija się o szczebelki a potrafił boleśnie przydzwonić. Tasiemki do smoczka są niebezpieczne w nocy a ponadto Młody potrafi je odpinać. WSZYSTKIE.

    Gryzaczki nam się przydają. Może trafiliśmy na jakieś fajne.

    Szczotka do butelek to moje wybawienie, ale ja dużej nie miałam bo mi niepotrzebna.

    Naczyń też używamy dla maluchów….

    Jak widać, każdemu co innego się przydaje, czego innego uzywa a i tak wszystko wychodzi w praniu dlatego na początek lepiej mniej, a potem sobie kupić czego brakuje.

    • MagdaZZZ

      Dokładnie, myślę, że nie ma reguły. Każdy ma inne potrzeby, a ponadto nie ma okazji przetestować pełnej oferty rynku, i faktycznie może trafić na bubel. Co nie znaczy, że cała reszta podobnych produktów też jest do niczego.
      Ja akurat przy tym poście nie zgodziłabym się co najmniej z połową tej listy.
      Chociażby ze stelażem do wanienki i przewijakiem…
      Nie wiem, jaki sprzęt miała Mamunia, ale ja np. wybrałam wanienkę na stelażu na kółkach razem z uchylnym przwijakiem (po uchyleniu przewijaka mamy wanienkę).
      U nas sprawdziło się to DOSKONALE! Z wanienki korzystaliśmy mniej więcej do pół roku, potem już tylko z przewijaka, ale z niego, to chyba do 18 miesiąca. My wysocy jesteśmy i ten przewijak (bardzo wysoki) był dla nas wybawieniem. Pod spodem miał 2 półeczki, gdzie odstawiałam wiklinowy biały koszyczek wyściełany piękną „dzieciową” tkaniną. Miałam w nim cały zestaw do przewijania – poukładany stos pieluszek, pudełko z chusteczkami, talk, kremy, maści itp. Ponadto na tych półkach miałam poskładane pieluszki tetrowe i flanelowe oraz ręcznik i kosmetyki do kąpieli.
      Dzięki temu „wózkowi” kąpiel to był pikuś. Nic nie trzeba było kompletować. Kładliśmy małą na przewijak i jechaliśmy do łazienki (uwielbiała te przejażdżki). Wszystko jechało z nami, nie było szans o niczym zapomnieć i nie trzeba było biegać. Szczególnie było to ważne, gdy na polu walki zostawał jeden rodzic.
      No i tak… a dodam jeszcze, że jak brat się spodziewał dziecka, to się z bratową bardzo bronili przed tym „kombajnem”, a potem przyznali, że to był największy HIT. Do dziś, mimo że małego kąpią od dawna już w dużej wannie, jadą tym przewijakiem do łazienki. Bo wszystko mają pod ręką, a poza tym jest gdzie odłożyć malucha po kąpieli, wysmarować, ubrać pieluszkę, założyć piżamkę itp. Dokładnie tak samo robiliśmy, mniej więcej do 14-16 miesiąca życia.
      Jak widać – zależy kto co czego potrzebuje i jak się trafi. U nas to był MEGA HIT. A do tego dodam – był bardzo ładny. I wąski, nie za duży, wszędzie się zmieścił.

      No i mogłabym jeszcze wiele KIT’ów Mamuni podważyć… Chociażby niania z monitorem oddechu – ja sobie macierzyństwa bez niej nie wyobrażam. Monitor oddechu to jest takie coś, że gdy nie zakupimy a nasze dziecko dotrwa do 4-6 miesiąca życia, to zawsze powiemy: kasa w błoto, dobrze, że się nie nabrałem, KIT. Inaczej powie ten, którego dziecko cierpiało na bezdech i faktycznie zdarzyło się, że mata ten bezdech wykryła. Śmierć łóżeczkowa to straszna rzecz. Całkowicie niepotrzebna i bezsensowna, bo przecież tak łatwo w dzisiejszych czasach jej zapobiec. Temu, komu się przydarzy, myślę, że do końca życia nie darowałby sobie tego, że przyoszczędził na takiej macie.

      Sama niania też była dla nas koniecznością. Hania spała od RÓWNO 2 miesiąca życia u siebie w pokoju. Od początku przesypiała całe noce, a my z nią. Dodam, że mamy bardzo silny sen. Gdyby nie niania, nie mielibyśmy szans jej usłyszeć. Świetnie się też sprawdzała na różnego rodzaju wyjazdach, chociażby do moich rodziców, gdzie dom ma 3 piętra i naprawdę nie ma szans usłyszeć dziecka, a już tym bardziej, gdy jest wesoło, większa grupa ludzi siedzi przy stole i głośno gada.
      My prowadziliśmy bardzo aktywny tryb życia z naszym maleństwem, ciągle gdzieś wyjeżdżaliśmy, a dzięki niani mogliśmy położyć ją spać o normalnej porze, a sami iść do pokoju przyjaciół w drugiej części korytarza czy do ogrodu i gadać do rana – niania dawała nam ten komfort.
      No i znowu ten sam wniosek – dla każdego co innego.

      Piszę to tylko po to, żeby przyszłe mamy to czytające nie brały tej listy tak serio. Jest bardzo subiektywna (jak i moje wypowiedzi) i ważne, aby dobrze przemyśleć, czego NAM potrzeba.

      Pozdrawiam Mamuniu.

      • Sama podkreśliłam, że to moja lista wyprawkowych bubli – np. z tą karuzelką – znam dzieci, które uwielbiają i bez niej nie zasną.

        Natomiast na rynku jest wiele produktów, które mają ułatwiać życie z niemowlakiem, a tylko je komplikują. Współczesna mama nie wyobraża sobie bez niektórych akcesoriów życia (niania, przewijak, stojak do wanny) i na pewno kupi je przed porodem, zamiast tak jak radzicie (i nie sposób się z tym nie zgodzić!), dokupić je potem, jeśli okaże się, że taka potrzeba zaistniała.

        Ja jestem minimalistką, do szczęścia naprawdę potrzebuję niewiele i kiedy przed porodem mój dom zaczął obrastać w rzeczy konieczne (później okazało się: kompletnie nieprzydatne), pogubiłam się w tym wszystkim, dom stał się graciarnią i dopiero teraz powoli go odgruzowuję, pozbywając się tego, co miało być tak niesamowicie pomocne, a było w użyciu zaledwie kilka razy (np. odparzacz, podgrzewacz, niania, itp.).

        Nadal jestem zdania, że lepiej nie kupować zbyt wielu przedmiotów i próbować je zastępować tym, co w domu już jest, ale to moja osobista filozofia życia.

  • yuka

    Witam Cię Mamuniu:)
    i napiszę co dla mnie (mamy trójeczki;)) się sprawdziło:
    Przewijak – HIT Wypróbowałam dopiero za trzecim razem, leży na komodzie , na dole w szufladach wszystko co potrzebne. Wygodnie bardzo. Fakt, ze mój bączek ma pokój na parterze więc nie muszę wspinać się po schodach z każdą zmianą pieluszki, a pieluchy/chusteczki/akcesoria nie są porozkładane po całym domu. Polecam szczerze. Nie posłuży pewnie zbyt długo, bu już mały z niego wyrasta, ale nie jest to znowu duży koszt, a w pierwszych miesiącach według mnie niezastąpiony!

    Octenisept do pępuszka też się nie sprawdził, używałam spirytusu, ale dopiero jak nie odpadł po octenisepcie.

    Nożyczki dla niemowląt – ja używam, dla mnie te zaokrąglone końce są super, wczoraj np. mały machnął mi rączka przy obcinaniu paznokietków, zwykłymi dla dorosłych pewnie by się „zarysował”

    Patyczki do uszu – według mnie są bardziej „miękkie” od tych dla dorosłych, a już niezastąpione przy pielęgnacji pępka.

    Ochraniacze do łóżeczka: nie raz błogosławiłam kiedy poszłam po małego a on z główką wciśniętą w róg łóżeczka (wiecie, pozycja pupa w górę i odpycha się nóżkami). Tylko tym razem mam takie ochraniacze na pół łóżeczka, przy starszej córci okalały całe łóżeczko i tym razem lepiej.

    No i niania elektroniczna – nie mam, a czasami by się przydała… jak np. chciałabym popracować w ogrodzie a mały śpi w domu, albo jak jest impreza na tarasie…

    Zgadzam się w 100% co do gruszki, stojaka na wanienkę (chociaż nie próbowałam;)), gąbek/materacyków do kąpieli, kubeczków niekapków

    Gryzaczki… może nie znalazłaś odpowiedniego?

    Aaaa i śliniaki teraz jeszcze za wcześnie u mnie, ale po poprzednim dziecku bardzo sobie chwalę, ale fakt, jak dzidziuś starszy:)

    • Gryzaczki mamy z cztery. Przy czwartym powiedzieliśmy: koniec!
      Może kiedyś, na razie Kuku woli gumową krowę od wuja, a ostatnio zwykłą skórkę chleba.

      • stenia

        Ze skórką trzeba uważać żeby dziecko się nie zadławiło.

  • Ania Yokasta

    Skórka rulez! My już mamy dwa zębole.

    • O_O szybko poszło!
      Mam nadzieję, że w miarę bezboleśnie?

  • dorkota

    A ja się nie zgodzę co do Pampersów zielonych, dla mnie były jakies za małe, ceratowate i Mały wszystkie przesikwał. Przewijak – nie wyobrażam sobie życia bez niego, nie raz próbowałam przewijać na stole, kanapie. Skutek – zasilany i stół i kanapa – slabo… A na podłodze? Super niewygodnie. Zaluje, że nie ma większych rozmiarów, bo Bartek zaczyna wyrastać. Co do pępka – tylko spirytus, nieważne co mowie w szpitalu, nam kikut po spirytusie odpadł po 3dniach. Chyba tyle…
    Inna sprawa, a też ciekawa, na temat wyprawki do szpitala – moze któryś z następnych postów Mamuniu??

    • Nooo… Tutaj to już zupełnie popłynęłam… W czasie pierwszych skurczy wyszykowałam kanapki dla męża na porodówkę, zabrałam ze sobą balsam antycellulitowy, żeby od pierwszych dni zacząć kurację, odżywkę do włosów (aha, zgadnijcie, ile razy tego użyłam?), a nie miałam sztućców – nie przyszło mi do głowy, że będą potrzebne.

  • dorkota

    Aha, stojak na wanienkę, u nas tez przydatny, bo zginanie się do dużej wanny
    … Plecy bola na sama myśl.

  • dorkota

    Balsam antycellulitowy… dobre
    No właśnie ja sztućców też nie wzięłam… W moim szpitalu krzywo patrzyli na duze torby przynoszone przez ciężar e, wiec ja spakowalam tylko minimum, czego baaaaaardzo żałowałam.
    Jeszcze co do lezaczka – ja miałam Tiny love, rozkładany od pozycji siedzącej do leżącej, jak dla mnie hit, bo nie musiałam Małego zostawiać w łóżeczku, czego nie tolerował, ani na podłodze, a bałam się go zostawić samego na brzuchu np, jak miałam coś do zrobienia w kuchni itp.
    Nożyczki mamy takie normalne, bezpieczne z okrągłymi końcówkami, nie te mikro dzieciece, których nie można utrzymać w rękach.

  • Ania Yokasta

    Mamuniu, ja wiem czy szybko? Wciąż wychodzą, zaczęły po skończeniu 6 miesiąca. Bez gorączki, póki co spokojnie, oby tak ze wszystkimi poszło. W nocy gorzej ze snem (połowa nocy w swoim łóżeczku, połowa w moim) ale jest ok.

  • Ania Yokasta

    U nas w szpitalu też krzywo patrzyli patałachy, komentarze były a ja mimo sporej torby i tak musiałam o parę rzeczy prosić męża czy teścia żeby przywieźli.

  • Aga

    Pozwól, że skomentuje punkty, z którymi miałam inne doświadczenie od Twojego:
    7. PRZEWIJAK – jak dla nas HIT, mała uwielbia, jak ją na nim przewijam, mam możliwość pochylić się nad nią i pobawić. Czasami przewijanie trwa 30 minut, bo tak szalejemy. Poza tym świetnie się sprawdza jako punkt, gdzie trzymam wszystko począwszy od kosmetyków, aż po ubranka. No i nie wala mi się wszystko po całym domu.
    8. Zaleca się, żeby pępuszek zostawić samemu sobie i nie grzebać w nim, a sam odpadnie. My tak zrobiliśmy, a kikut odpadł w 6 dniu. Broń boże spirytus, to metoda sprzed 50 lat!
    11. PATYCZKI DO USZU używam i sobie chwalę
    13. tak samo sprawa się ma z ELEKTR TERM.
    20. KARUZELA NAD ŁÓŻECZKO u nas to istny HIT. Mała wpatruje się i przy tym słucha muzyki (wybór Bach lub MOZART). Czasem odpływa nawet na godzinę dwie, bardziej ją to stymuluje, niż usypia. Dzięki niej mała zaczęła wydobywać z siebie gamę wszelakich nowych dzwięków włącznie a a-gu ;)
    22. ODPARZACZ używamy, jesteśmy zadowoleni, niby można na inne sposoby, ale już się przyzwyczaiłam i mi z tym wygodnie.
    Poza tym SPOT ON! Dzięki za super zestawienie! Agnieszka

  • Zuzia

    Co do pkt 19 – moja teściowa w wieku 7 miesięcy złamała sobie rękę będąc w łóżeczku. Nie wiadomo dokładnie, w jaki sposób, bo była wtedy sama w pokoju (jej mama wyszła na chwilę do kuchni), ale faktem jest, że złamała.

  • Anika

    Nie zgodzę się z wpisem na temat fotelika. Nie kupujemy go dla wygody, tylko dla bezpieczeństwa, a fotelik z bazą ma dużo lepsze wyniki w testach zderzeniowych … Cała reszta brzmi rozsądnie :)

  • Boże – wychodzi na to, że są same kity. Z wieloma muszę się zgodzić, ale część tych kitów była dla mnie wybawieniem.

  • Ula Błaszczyk

    Mam wrażenie, że na takie elektorniczne nianie najczęściej nabierają się młodzi rodzice, tzn tacy, którzy mają pierwsze dzieciątko. Co do śliniaków, to trochę podobnie ale z drugiej strony mamy gryzakośliniaka (superro) i to jest naprawdę fajna rzecz, bo jest co gryźć pod rączką, a ślina nie moczy koszulki. Mamy takiego z klonowym gryzakiem, jest bardzo lekki.

  • Monika

    Pierwszy raz pozwalam sobie skomentować, ponieważ okropnie sie nie zgadzam!
    Nie mozna pisac niedoświadczonej mamie, ze to na pewno kit bo każda sytuacja jest inna. Większość Twoich kitow to u mnie hity i tylko dla przykładu. Rozmiar 56. Ciąża książkowa, wszystko cudnie – do porodu półtora miesiąca, a tu nagle odchodzą wody i z dnia na dzień mam maluszka o wadze 2 kg. I te ciuszki przydały mi sie bardzo bo Kulka wolno rosła. Przewijak cudna sprawa. Przewijam tylko tam, nie zostawiam Małej samej na przewijaku bo nie widze takiej potrzeby – zmieniam pieluszkę/ubieram/przebieram i zabieram dziecko. Kręgosłup mnie boli, nie muszę kucać, nachylac sie itp. Dla mnie jedna z ważniejszych rzeczy. Stojak na wanienkę cudo! Mam prysznic z wysokim brodzikiem i poki Córka sie mieści nie chce jej tam przenosić bo tak jest wygodniej jej i mnie. Monitor oddechu u nas sie sprawdził bardzo i moze to sprawa rodzaju sprzętu ale nigdy sie sam nie włączył bez powodu. Karuzelka dla przykładu to moje wybawienie bo odkładam Maluszka do łóżka i zasypia sama w dwie minuty. Tak jest przywiązana do swojej karuzelki ze jak śpimy poza domem to mam nagrany jej dźwięk bo bez niej ciężej zasypia. I mogłabym tak długo bo mnie większość Twoich kitow sie sprawdziło i uważam, ze to jedne z ważniejszych i potrzebniejszych rzeczy. Pozdrawiam!

  • Olga

    Ubranka 56 nasz synek nosił przez dobry miesiąc, a urodził się w terminie. Pływał w nich przez pierwsze 2 tygodnie, w 62 to bym go szukała. Przewijaka na łóżeczko używam do teraz – 8 miesięcy. Stojak na wanne – super, brak bolących pleców, doceniam teraz kiedy młody zaczął chlapać i musieliśmy przenieść wanienkę do dużej wanny. Śliniak super jak się dziecko ślini, po co mam co godzinę zmieniać bluzkę/bodziak jak mogę zmienić ślinik? :)

  • http://www.hityikity.pl/talerz

    Super lista. Ja testowałam też Dady ale nie ma porównania z zielonymi Pampersami, są znacznie gorsze. Ale za to Octenisept to u nas Hit. U mnie opinie na temat dziecięcych artykułów, zapraszam do odwiedzin
    http://www.hityikity.pl/

  • Katsumori Luna

    Bardzo fajny wpis :) również oczekuję dziecka i już wiem, że przewijaka na pewno nie kupie, a takowe plany były :P

  • Nie możemy się zgodzić z panią co do monitorów oddechu. Monitor oddechu należy traktować jako pewien rodzaj ubezpieczenia i tak samo jak w przypadku ubezpieczenia -Warto je mieć, ale obyśmy nigdy nie musieli z niego korzystać. I tak samo jak w przypadku ubezpieczeń pojawia się problem – Które wybrać? Po odpowiedź na to pytania zapraszamy serdecznie na naszą stronę.

  • Meganka 89

    Czyli wszystko to kit …. jakoś odechciało mi sie czytać po którym kicie. Nie każde dziecko rodzi sie duże na 62cm taka mała uwaga