Health and the city

Uwaga na „zdrowe” słodycze!

21 stycznia 2016

Rodzic dla swojego dziecka chce wszystkiego co najlepsze. To stara i wszystkim bardzo dobrze znana prawda. Stąd pewnie te przepychanki matek dotyczące porodów naturalnych, karmienia piersią czy szczepionek. Ale ja dzisiaj nie o tym. Bo dzisiaj chciałam opisać, jak producenci potrafią tę naszą naturalną troskę o najmłodszych perfidnie wykorzystać.

Wszystko zaczęło się od tego, że napisała do mnie Czytelniczka (którą pozdrawiam!), żeby pokazać „zdrowe” (dostępne w aptekach!) lizaki:

f425ecaf-6c66-4a7c-8661-23f97ab3447e

Skład? Jak to w lizakach: cukier, syrop glukozowo-fruktozowy i… Owszem, są witaminy. Super! W końcu zawsze to lepiej dać słodycze, które nie składają się tylko z cukru, cukru i cukru? Jasne, ale producenci na stronie reklamują te produkty nie tylko jako „zdrowe”, ale wręcz przekonują rodziców, że są niezbędne w codziennej diecie dziecka:

Zrzut ekranu 2016-01-20 o 21.36.02 kopia kopia

Postanowiłam sprawdzić, czy takich słodyczy na sklepowych półkach nie ma przypadkiem więcej. I co? I bingo!

Są żelki z witaminami. Ale z syropem glukozowo-fruktozowym i cukrem na pierwszym miejscu.

Bez nazwy-1

Są karmelki z witaminą C. Też gdzieś przy samym końcu listy składników.

Bez nazwy-2

Są galaretki z witaminami.

DSC_4865

I cukrem ofc.

DSC_4866

A ile tych witamin właściwie jest?

DSC_4869

40-80% dziennego zapotrzebowania nie wygląda źle, ale trzeba pamiętać, że te dane dotyczą całego opakowania! Nie wiem jak ty, ale ja swojemu dziecku daję jednego, maksymalnie dwa, trzy cukierki/żelki/galaretki w ciągu dnia. A ten dzień zdarza się raz w tygodniu! Albo rzadziej. Czyli tak naprawdę witamin będzie tyle, co kot napłakał.

Nie jestem żywieniowym faszystą i wychodzę raczej z założenia, że niemal wszystko (w rozsądnych ilościach) jest dla ludzi, ale… Słodycze to słodycze. Niezbyt zdrowa przekąska, która oczywiście nie położy naszych dzieci trupem, jednak nie powinna być traktowana jako coś, co pomoże uzupełnić niedobory witamin w codziennym jadłospisie. Słodycze NIE zastąpią warzyw i owoców, a podawanie ich w zamian jest najgłupszym z pomysłów. Ja też nie polubiłabym brukselki, gdybym zamiast niej dostawała cuksa ;). A jedzenie takiego lizaka (żelków, cukierków czy galaretek – whatever) codziennie nie wydaje się być najlepszym pomysłem na utrzymanie zdrowia.

Dodaj komentarz

17 komentarzy do "Uwaga na „zdrowe” słodycze!"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewa
Gość

ze zdrowych słodyczy to banan, albo borówki, o! Wolę kupić dziecku opakowanie (10zł) niż słodycze, mimo że drogie jak na owoce. Można się przyczepić do pryskania, modyfikowania i innych kwestii, ale wybór jest prosty. A warto pamiętać, że nawyki żywieniowe wynosi się z domu. Marzę o własnym ogródku i własnej żywności, ale póki co sieję w synku miłość do warzyw i owoców, a w dziadkach tępię chęć dokarmiania cukierkami. „Na szczęście” mały zareagował kiedyś alergicznie na kawałek czekoladki, więc mam argument nie do przebicia :)

salus salus
Gość
salus salus

Zdrowe słodycze yyy a są takowe?!
Mandarynki, gruszki, granat, banan ?

Olga
Gość
Syn na razie ma 11 miesięcy więc jego słodycze to oprócz owoców -muffinka bananowa bez cukru mojego wypieku, oraz chrupki ryżowe lub kukurydziane ;) Ale już np. dostał w prezencie od znajomych teściów: czekoladę milkę, danonki i kinder kanapki… z czystym sumieniem informuję – zjedliśmy sami :D pomijając kinder mleczne kanapki, które są tak aromatyzowane, że ja ich ujeść nie mogłam bleee Ale wychodzę z założenia, że jak będzie starszy to raz na jakiś czas może zjeść niedzrowego słodycza. Wiadomo – zakazany owoc kusi ;) mam kuzynostwo, które wychowywano przez pierwsze 3 lata bez słodyczy. Teraz mając 10 i 7… Czytaj więcej »
Magda Dwa Plus Dwa
Gość
Idealnie byłoby gdyby moje dzieci jako słodkości wybierały suszone owoce zamiast żelków i batoniki Muesli zamiast czekoladowych, ciasteczka domowe zamiast Lubisiów. Dbałam bardzo o to co mój synek jadł ze słodkości do momentu aż poszedł do przedszkola. Chcąc nie chcąc musiałam odpuścić, bo z okazji urodzin dzieci przynoszą cukierki lub batoniki, a na podwieczorek często jest właśnie ten cały Lubiś (już nawet boję się myśleć ile chemii jest w czymś co jest ważne rok czy dwa i zachowuje wilgoć, brr) czy inne ciasteczka. Dobrze, że przynajmniej w domu mamy zasadę, że wolno zjeść ‚jednego słodycza’ dziennie, więc mały się upomni… Czytaj więcej »
Milka6300
Gość
Milka6300

Wiecie, co jest najlepsze? To zdziwienie ludzi, gdy mówię, że mojemu synkowi, który ma 20 miesięcy, nie chcę na razie za bardzo dawać słodyczy. Reagują, jakbym odmawiała mu najlepszego i najzdrowszego pokarmu. Dziwaki normalnie. Mały dostaje to, co sama upiekę i suszone owoce. Czasem zje kawałek czekolady, raczej gorzkiej. Ale to tylko dlatego, że nie udało nam się ukryć, gdy z mężem jedliśmy. Cwaniak wszystko widzi :-) Wszystkie słodkie prezenty mikołajkowe i świąteczne zostały mu skonfiskowane.
Ach, jeszcze jedno. Widziałaś w Rossmannie tzw. „zdrowy lizak”? Jego skład nie odrzuca tak, jak te klasyczne. Nie rządzi w nim cukier.

oll
Gość

„Ale to tylko dlatego, że nie udało nam się ukryć gdy z mężem jedliśmy ” – sorry ale głupie. Dziecku wmawiacie że nie zdrowe i jesc nie powinien a po kątach sie objadacie. Albo sie zdrowo odzywiam albo tylko o tym mowie ze odzywiam sie zdrowo.

Milka6300
Gość
Milka6300

Nie, nie wmawiamy nic dziecku. Po prostu na razie nie chcę, aby jadł słodycze. Co prawda, jak czasem zje coś słodkiego, to nic mu się nie stanie, ale wiem już po zachowaniu jednej babci, że dałaby mu do oporu tyle ile by się dało. Bo wnusio taki szczęśliwy i ładnie je słodkie. Wolę mieć kontrolę nad jego dietą, po prostu. A nie jestem jakoś zakręcona na punkcie zdrowego żywienia, chociaż etykiety czytam i szajsu nie kupuję.

oll
Gość

No i prawidlowo. Fajne podejscie. Ja sie spotkalam jak babcia moeila do mojego synka pij Kub***a bo to same witaminy ?! :| nie wiem czy to z glupoty wynika czy z czego?! Przeciez nie spedzila 20 lat w zamknieciu zatrzymujac sie na jakims etapi myslenia.

Chichotki Trzpiotki
Gość

A zęby tych dzieci, jak cierpią od takich witaminek… Pomijając fakt, że żołądki posklejane i nie ma miejsca na normalny posiłek. Ja robię mojej córce np. ciasto drożdżowe z malinami, śliwkami, czy ciasto marchewkowe, albo dyniowe. Jest słodkie, ale przynajmniej wiem, co jej daję, że bez chemii i w ogóle.

czytam, kiedy mogę
Gość

No i dlatego warto czytać etykiety!
Ten screen o lizakach to już stek bzdur, masakra jakaś! To lepiej mieć chore od cukru zęby, by dostarczyć sztuczne (i słabo przyswajalne witaminy) niż szukać witamin i mikroelementów w naturalnych jak najmniej przetworzonych pokarmach. No ale wiadomo specjaliści o reklamy musieli coś wymyślić, by sprzedać produkt….

majniaki
Gość

Teraz to już wszystko wymyślą, żeby przyciągnąć klienta. Najlepsze słodycze dla dzieci, to suszone owoce jak rodzynki, śliwki, czy żurawina, albo najzwyklejsza czekolada (byle nie wyrób czekoladopodobny). W rozsądnych ilościach na pewno nie zaszkodzą, a lizaki to mi się zawsze zdawało, że sprzyjają rozwojowi próchnicy. Ale co ja się tam znam…

Mamapasjioddana.pl blog
Gość

Świetny artykuł, ja przeszłam na słodycze z bydgoskich ekodelikatesów ekozakupy.pl i jestem uzależniona, skład tych słodyczy jest naturalny i krótki co potwierdza SMAK, nikt mi nie powie, że czekolada polskiej lub zagranicznej firmy z ceryfikatem z owocami goi czy suszonymi morelami i mango jest ściemą. to uzależnia, bo czuć tam czekoladę, prawdziwe owoce, nie cukier i syrop gluzkozowy. moje dzieci już nie chcą słodyczy ze sklepu, soków i batonów nie zjedzą :)

Ela
Gość

Ja także jestem za owocami, jednakże dzieci rządzą się „swoimi” prawami. One chcą być jak inni i nie zawsze da się wytłumaczyć.
Można natomiast samemu poszukać i znaleźć np coś takiego.
http://www.ksylitol.eu/santinki-lizaki-z-ksylitolem-5-szt-299.html

Alexa
Gość

Ze zdrowych słodyczy fajne są batoniki Oho Natura. W składzie mają same suszone owoce i warzywa, nie zawierają sztucznych słodzików czy produktów pochodzenia zwierzęcego, więc dla mnie bomba. myślę, że dzieciaki spokojnie je zjedzą, bo są słodkie (niektóre są też z kakao, np. mauro).