Mum and the city

Udupione przez państwo

22 stycznia 2015

DSC_1070_1

Kiedy po raz pierwszy odważyłam się głośno nazwać swoje poglądy, otrzymałam informację zwrotną: „Ty? Jesteś feministką? I siedzisz z dzieckiem w domu?”. Bardzo dobre pytanie!

Chwilę później pojawił się mój ulubiony komentarz: „Cześć, mam na imię Małgorzata i jestem durną feministką. Mój mąż pracuje zawodowo, ja natomiast – wychowawczo (póki co). Tfu. Wróć. Mój mąż PRACUJE, ja natomiast NIC NIE ROBIĘ tj. SIEDZĘ w domu 24/dobę i się opieprzam. A co, wolno mi! W końcu w czasie, kiedy ja sobie SIEDZĘ, naszymi dziećmi i gospodarstwem domowym zajmują się krasnoludki…”.

DSC_1112_1

Nie chcę się tutaj rozwodzić, czy opieka nad dzieckiem i domem jest ciężką pracą, bo już o tym pisałam w Waszym ulubionym tekście, ale w mojej głowie faktycznie pojawił się alarm: „Czy owo siedzenie w domu nie jest przypadkiem niweczeniem wszystkiego, o co walczą feministki?”. Długo nie musiałam się zastanawiać, bo odpowiedź znam!

W końcu – dla kogo my te dzieci rodzimy i wychowujemy? Tylko dla siebie? Czy jednak dla społeczeństwa również? Jeśli więc chcesz siedzieć (tak, tak, to moje ulubione słowo w tym tekście!) z dzieckiem w domu, to nikt nie ma prawa krzywo na to patrzeć. Odwalasz kawał naprawdę dobrej roboty!

DSC_1088_1

DSC_1093_1

DSC_1092_1

DSC_1086_1

DSC_1091_1

Najczęściej jednak nie jest to nasz wybór, a konieczność. Państwo – przedłużając urlop macierzyński, zamykając żłobki i przedszkola – skutecznie nas udupiło.

Bo na rynku pracy nie mamy takich samych szans jak mężczyźni. Im nikt nie zagląda do łóżka na rozmowie kwalifikacyjnej, zadając pytania o plany reprodukcyjne tudzież aktualny stan przychówku. Nikt ich nie skreśla tylko dlatego, że mają małe dzieci, które oznaczają kłopoty: choroby, nieobecności. Wiem to, byłam tam. Mimo, że mój zawód jest sfeminizowany (z tej strony wita Was pani nauczycielka!), a może właśnie z tego powodu, jeśli obok mojego CV leży życiorys jakiegoś faceta, przegrywam z kretesem. Nie dlatego, że on ma lepsze kwalifikacje czy doświadczenie, wcale nie! Tylko dlatego, że jest mężczyzną…

Ten medal ma oczywiście dwie strony: jeśli to Twój mąż chce zostać w domu, nikt nie powinien oburzać się, że facet w fartuchu wygląda niemęsko. Tylko dzięki przekazaniu części kobiecych obowiązków mężczyźnie, a co za tym idzie upowszechnieniu urlopów ojcowskich staniemy się w oczach pracodawców tacy sami. Dlatego tak ważne jest partnerstwo w związku.

Równouprawnienie to wolność. Wolność wyboru. Ja tego wyboru – niestety – nie miałam, ale chciałabym, żeby nasze córki żyły już w świecie, w którym na rynku pracy rubryki: „Wykształcenie” i „Doświadczenie” będą się liczyć bardziej niż rubryka: „Płeć”.

Bez nazwy-1

  • Joanna Joanna

    Nauczycielka?? Czego uczysz???

  • Nawet tak nie pisz, bo właśnie zaczynam szukać nowej pracy (starą zostawiłam prawie 400 km stąd). Pewnie łatwo nie będzie, ale jakby co, zawsze mogę wrócić na Węgry. Tam mi nikt do łóżka nie zagląda. Nikt się nie przejmuje, że jestem kobietą i że mam małe dziecko. Nawet koleżankę zatrudnili, gdy była w 3 miesiącu ciąży i o tej ciąży wiedzieli.

    • Serio, serio?

      Wiesz, nie chciałam demonizować, pewnie dużo zależy od zawodu (przynajmniej mam taką nadzieję, że nie wszystkie mamy pod górkę ;)).
      W każdym razie trzymam mocno kciuki!

  • Msrn

    Nigdy! Przenigdy nikt nie zadał mi na rozmowie pytania o plany rozrodcze albo stan cywilny (ZAWSZE chodziłam z obrączką na palcu, mimo, że słyszałam o dziewczynach, które zdejmują…). Takie pytania są niezgodne z prawem i gdyby ktoś odważyłby się je mimo wszystko zadać, nie miałabym problemu żeby go o tym poinformować. Zrobiła to zresztą moja koleżanka i… uwaga dostała pracę!
    Przedłużony urlop macierzynski natomiast, uważam za najlepsze, co mogło mnie spotkać. Nigdy (z własnego wyboru) nie wróciłabym do pracy zostawiając 6 miesięczne dziecko.

    Jest jeszcze druga strona medalu, o której w kręgu Matek Polek mówić praktycznie nie można… Bo Matki Polki nikt nie może skrytykować, a nie daj Boże inna matka. Prawda jest niestety taka, że rzesze kobiet najzwyczajniej w świecie oszukują pracodawcę i okradają państwo. Zaraz po otrzymaniu umowy o pracę zachodzą w ciążę, idą na naciągane L4, po powrocie do pracy częściej biorą opiekę na dziecko niż są w pracy. Po prostu nie szanują ani pracy, ani pracodawcy, ani tak na prawdę siebie samych… bo w gruncie rzeczy jakie sobie wystawiają świadectwo… To jest złe i niesprawiedliwe, ale trudno się dziwić, że pracodawcy mają swoje obawy, często oparte na wcześniejszych doświadczeniach. Takie są niestety realia.
    Uważam, że nie tylko mężczyźni korzystający z rodzicielskiego mogą coś zmienić w tej kwestii, ale przede wszystkim MY SAME. Traktując poważnie naszą pracę i pracodawcę.

    Ja miałam szczęście, że nie miałam w ciąży większych problemów i pracowałam do 34tc. Po pierwsze dlatego, że lubię moją pracę, po drugie dlatego, że chciałam, po trzecie dlatego, że mogłam. Ale już od pierwszego usg położne i lekarz wciskali mi L4 na ciąże (na narty mogłam jechać bez problemu, bo przecież to nie choroba…). Co wizytę. Do samego końca.

    Nie każda kobieta musi pracować i nie każda powinna jeżeli nie daje to jej satysfakcji i spełnienia. Prowadzenie domu jest wspaniałą pracą, która może dawać nie mniej satysfakcji. Nie powinno się ulegać presji i oglądać na innych i mieć z tego powodu kompleksów. Ale jeżeli idziesz do pracy to traktuj ją po prostu poważnie.

    Zamiast narzekać na państwo, system i niesprawiedliwość na rynku pracy, powinnyśmy zacząć od siebie. Jeżeli chcemy pomóc naszym córkom musimy uczyć je tego żeby były samodzielne i niezależne, że praca jest ważna i jest wartością, że wybierając kierunek studiów, czy zawód powinny kierować się nie tylko tym, czy jest on dla nich interesujący, ale również jaką będą miały pozycję na rynku pracy.
    Nie nauczą się tego słysząc, że nie muszą się uczyć, bo wystarczy że znajdą bogatego męża (moja nauczycielka w liceum). Pokażmy lepiej córkom, że lubimy swoją pracy, szef wcale nie jest taki głupi i w ogóle to nie chce nam się do niej chodzić. Nie namawiajmy ich w ciąży na L4 na ciążę, nie krytykujmy kobiet, które realizują się zawodowo i robią karierę, nie zakładajmy, że są głupsze niż faceci.

    Niestety z mojego doświadczenia wynika, że największą krzywdę kobiety robią sobie same.

    • Ja praktycznie na każdej rozmowie miałam takie pytania :). Stan cywilny, dzieci, plany, itp.

      Masz sporo racji, najbardziej spodobał mi się fragment o tym, że nie każda musi chcieć robić karierę (to jest właśnie ten wolny wybór!) oraz że należy dawać przykład naszym córkom.

      Jednak wybierając studia niestety rzadko wiemy, który kierunek będzie miał przyszłość – za moich czasów najmodniejsza była: psychologia, turystyka (tak, tak, ponad 20 osób na miejsce!), ekonomia… Bo po tym miała być praca. Biologiczka namawiała mnie na biotechnologię (wchodzimy do unii, granty na naukę, to jest przyszłość!). I co? Pewnie się teraz śmiejesz, bo wiesz, jaka to przyszłość…

      I przede wszystkim ja jednak myślę, że kiedy kobieta ma porządną pracę, bezpieczną umowę na stałe, godziwe zarobki – to tę pracę naprawdę szanuje. Nie ucieka na L4, nie kombinuje, pracuje dopóki zdrowie jej pozwala i z przyjemnością (a nie ze strachem!) wraca po macierzyńskim. Obserwuję wokół i naprawdę babki szanowane przez pracodawcę szanują jego i to, co od niego dostają.

      Jeśli natomiast ciągle są niepewne swojej przyszłości, dostają śmieciowe umowy, zarabiają śmiesznie niskie pieniądze, a ich prawa nie są w żaden sposób przestrzegane, w dodatku wiedzą, że po porodzie nie mają czego w pracy szukać – wtedy zaczynają kombinować, migać się, uciekają na L4, na wychowawczy. Tak naprawdę często jest to po prostu walka o przetrwanie…

      • Sprout

        Msrn, dziękuję za ten komentarz. Jakże inny od „feministycznych”. Jakże prawdziwy, również.

        Ilona, masz zapewne sporo przykrych doświadczeń. Ja mam zupełnie inne – nikt mi nie zadawał nigdy, podczas ponad 15 lat pracy, pytań o plany dotyczące powiększania rodziny, bo to zwyczajnie niezgodne z prawem (warto znać zasady). Nigdy nie wynagradzano mnie gorzej niż kolegów, a pracowałam w branżach uznawanych za męskie. Nigdy płeć nie determinowała tego, jak i na jakich warunkach pracuję, a szefowie często podkreślali, że nawet wolą pracować z kobietami.

        Jednak sporo moich koleżanek przychodziło do pracy z założeniem, aby jak najszybciej zajść w ciążę, a nasiliło się to jeszcze bardziej po ostatnich zmianach. Kilka osób w czasie zatrudnienia więcej czasu spędziło na zwolnieniach, macierzyńskich i wychowawczych, niż faktycznie w pracy (to nawet opłacalne w dobrze płatnej pracy). A wiesz, jak trudno znaleźć kogoś wykwalifikowanego tylko na umowę zastępstwo?…
        Niestety, kobiety nader często same sobie wystawiają niezbyt pochlebne świadectwo. Gwoli ścisłości, wychowywanie dzieci i zajmowanie się domem uważam za normalne, pełnoetatowe, ważne zajęcie. Ale niestety nie rozumiem, dlaczego ma za nie płacić dotychczasowy pracodawca, zwłaszcza, jeśli jest z premedytacją wykorzystywany (choć nijak nie może tego dowieść).

        I ostatnia rzecz – jeśli uważasz, że z dwojga kandydatów to mężczyzna ma „zawsze większe szanse”, to jesteś w błędzie. ;-) Firmy, a zwłaszcza korporacje, często silą się na „poprawność” i w imię parytetów (co w moim odczuciu już zakłada, że kobiety są gorsze, skoro tak im trzeba pomagać) wybierają kobietę, nawet, jeśli odpowiada im bardziej mężczyzna z uwagi na kwalifikacje i doświadczenie. W ten właśnie sposób całkiem niedawno bliski znajomy nie dostał pracy – bo „centrala na tym stanowisku chciała mieć kobietę „. Kwalifikacje były rzeczą drugorzędną. Oczywiście, nikt tego nigdy głośno nie powiedział i nikt się do tego za nic nie przyzna – bo to działanie wbrew prawu. ;-)

        Ilona, żeby było jasne, nie mam zamiaru wykazać, że Twoje racje czy przekonania nie są słuszne. Jednak na pewno nie jest tylko tak, jak opisujesz i Twoja racja nie jest jedyną. A tytuł postu jest już całkiem mylący… Pozdrawiam! :-)

        • Wiem, że to niezgodne z prawem – i co z tego? Mogę postraszyć, odmówić odpowiedzi, wyjść z rozmowy. Co mi to da? No właśnie!

          • Ven

            Ilona warto zadać sobie pytanie czy chciałabyś podjąć zatrudnienie u Pracodawcy, które takie pytanie zadaje już na rozmowie kwalifikacyjnej? Bo ja nie! U mnie w korporacjach również była przewaga kobiet niż mężczyzn, a podejście Pracodawców akurat bardzo prorodzinne.

          • Msrn

            Moim zdaniem może dać dużo.
            Po pierwsze, sama nic nie tracisz. Skoro masz małe dziecko i – tak jak piszesz – w Twoim zawodzie jesteś na straconej pozycji, prawdopodobnie przyznając się do tego pracy i tak nie dostaniesz. Wychodzenie z rozmowy nie uważam za szczególnie kulturalne i tu zgodzę się, że dużo nie da ;). Co innego grzeczne poinformowanie, że pytanie jest niezgodne z prawem i nie czujesz się w obowiązku odpowiadać. Może Tobie się nie uda, może kolejnym dziewczynom, które zrobią tak samo też nie. Ale może w końcu jakaś kobieta już go nie usłyszy.
            Trudno oczekiwać, że pracodawcy nagle przestaną pytać o życie osobiste, skoro wszyscy – mimo dyskomfortu – na te pytania odpowiadają ;).
            Tak jak pisałam wcześniej, mam koleżankę, która odmówiła odpowiedzi na to pytanie i mimo wszystko (a może właśnie dlatego, że pokazała jaja?) dostałą pracę.

        • Kasia A.

          Ja też byłam pytana o chęć posiadania dzieci, wiem ze to niezgodne z prawem. i też powiem co z tego. Mogłam nie odpowiedzieć albo wyjść.

          Chciałabym się dowiedzieć gdzie rzeczywiście te parytety są stosowane. Ja pracuje w średniej firmie (60 osób) w duzym miescie i wielokrotnie słyszałam komentarze do koleżanek, ktore maja dzieci, np Aha, nie, jej tego nie damy, bo znow wezmie opieke nad dzieckiem albo a bo ona wychodzi o 15, to tego nie zrobi. Powiem szczerze, ze choc wole pracowac z mezczyznami, to kobiety rzetelniej wywiazuja sie ze swoich obowiazkow w pracy. I to wlasnie te, o ktorych szef ma opinie, ze iles tam razy do roku bierze opieke nad dzieckiem (ktos sie musi przeciez zajac chorym dzieckiem, wiem, wiem mozna poszukac opiekunke itd) albo odbiera o 16 dzieci ze szkoly (jak to o 16 – tak wczesnie wychodzi, przeciez tu sie siedzi do 18 itd). Kobiety potrafia lepiej sobie zorganizowac czas i sa bardziej wydajne. Oczywiscie jak zawsze sa wyjatki :)

          • To pewnie dlatego, że uczą się ten czas organizować właśnie przy dziecku ;). Nie pozwalają sobie na puste przebiegi, robią kilka rzeczy na raz, itp.

            Ja na przykład widzę, że teraz jestem wydajniejsza w tym, co robię. Prosty przykład: wcześniej sprzątałam dom 4 godziny (serio! Nie mam pojęcia, co robiłam przez tak dłuuugi czas ;)), teraz – chociaż przy małym bałagan jest większy – potrafię się sprężyć i mam błysk po dwóch godzinach + gotujący się na kuchence obiad + zabawione dziecko ;).

          • marzena

            O boze! ale ze niby codziennie 4 godziny czy raz na tydzien?
            Odnosnie pytan dotyczacych rodziny i dzieci moja kolezanka powiedziala mi ostatnio, ze zeby uniknac bezposrednich pytan ( i do tego nielegalnych) pracodawcy czesto sparwdzaja jaki jezyk obcy podaje kobieta w CV i kaze jej powiedziec kilka zdan o sobie w tym jezyku. Jak ktos sie czuje na silach to wybrnie, a jak to sa tylko podstawy to kazda zaczyna mowic o rodzinie i dzieciach-bo to najlatwiej. I tak oto dowiaduja sie wszystko co chca wiedziec. Jak kktoras sie wybiera na rozmowe to dziewczyny badzcie swiadome.

      • Drop

        Hmm, no nie wiem… podobnie jak Msrn znam naprawdę sporo przypadków kobiet, które pracę mają godziwą, porządną, z bezpieczną umową etc. i niestety kombinują jak mogą. Na L4 idą od razu (ewentualnie – żeby nie zapeszyć i żeby ludzie nie gadali – dopiero po 1 trymestrze). Co więcej, odstępy czasowe między dziećmi planują tak żeby z każdego możliwego urlopu wyciągnąć jak najwięcej.

        Sama pracowałam do końca 7 miesiąca i na każdym kroku spotykałam się ze strony koleżanek ze zdziwieniem, niedowierzaniem – że jak to, serio? Chce Ci się? Czemu nie pójdziesz na zwolnienie? Muszę przyznać, że tak w okolicach 5 miesiąca nawet lekarz był zaskoczony, że nadal mam ochotę pracować, kiedy on – cytat – „naprawdę, bez żadnego problemu może mi wystawić L4” :o

    • kasia g.

      Dlaczego uwazasz, że kobiety, które dostają umowe o pracę zachodzą w ciążę? To ja teraz tylko przytoczę swoją historię żebyś i mnie mogła uznać za oszustkę. Dostałam pracę w małym mieście,gdzie naprawdę trudno znaleźć normalne zatrudnienie, firma znana, praca dobrze płatna, właściwie 8h przy komputerze. Byłam zadowolona, Mąż również, wszystko pięknie tylko, że pewnego dnia po powrocie z tejże pracy bardzo źle się poczułam.Ominę szczegóły, okazało się, że jestem w ciąży.Umowę mam tylko na okres próbny ale oczywiście automatycznie przedłuża się do dnia porodu.Pewnie jestem oszustką?Przepracowałam dwa tygodnie kiedy okazało się,że zaszłam w ciążę.Myślisz, że zobiłam to specjalnie,celowo i z premedytacją, żeby wyciągnąć pieniądze z ZUSu? Otóż nie…Moje małżeństwo trwa prawie 4 lata i próbowaliśmy wcześniej starań o dziecko tylko okazało się, że mam problemy z zajściem w ciążę, po prostu kwestie zdrowotne.To,że teraz się udało było zaskoczeniem zarówno dla mnie jak i mojego lekarza.Bardzo się cieszę i nie uważam,że kogokolwiek oszukałam.Chciałam pracowac,jednak ze względu na moj stan zdrowia nie mogę a nie jest moim marzeniem leżenie w łóżku przez całą ciążę.Powiem tak,czasami warto poznac historie „oszustek” a potem je tak krytykować.

      • Anna Boruch

        Otóż to. Najłatwiej przykleić wszystkim taką samą łatkę. O tym, że jestem w ciąży dowiedziałam się parę tygodni po tym jak odebrałam przedłużenie umowy po okresie próbnym (czyli zaszłam w momencie kiedy moje zatrudnienie nie było pewne). Dostałam zwolnienie, bo ze względu na ciążę musiałam przerwać leczenie i przestałam móc siedzieć (a pracuję przy biurku). Szefostwo zachowało się wspaniale, ale to co usłyszałam od współpracowników na swój temat… szkoda słów.
        Nie uważam, że „wyciągam” pieniądze z ZUSu, bo od lat pracuję i odprowadzam składki, więc nie widzę powodu dla którego świadczenia miałyby mi się nienależeć. Zresztą… czasem się zastanawiam, czy wg. głoszących ideę „matek naciągaczek”, kobieta planująca dziecko/po zajściu w ciążę nie powinna w imię uczciwości się zwolnić z pracy i żyć szczęściem i energią astralną…

        Podziwiam kobiety, które pracują do końca (znam np. taką która do ostatniego dnia dyżurowała w szpitalu i w 2h po dyżurze urodziła zdrowego chłopaka), ale nie rozumiem traktowania którejkolwiek z grup ciężarówek (czy to pracujących czy leżących na L4) jako lepsze/gorsze. Czy to tak trudno zrozumieć, że każda sytuacja jest inna, tak jak nie ma dwóch identycznych kobiet?

        Co do pytań o stan rodzinny i plany dzieckowo-matrymonialne… niby nie wolno, a jednak pytają – mnie też, niejednokrotnie, zawsze odpowiadam, bo nie zawsze mogę pozwolić sobie na odrzucenie propozycji pracy. Na marginesie: nie tak dawno usłyszałam od znajomej „szukają specjalisty u nas w firmie, znasz kogoś? tylko nie może być kobieta, szef nie chce, żeby znowu mu pracownik zaciążył”.

  • Monika

    Ilona, spójrzmy prawdzie w oczy, jeśli ktoś nie wyrzuci Twojego cv (tak, takie sytuacje się zdarzają, dobrze o tym wiemy) i zada sobie trud, by je chociaż przeczytać już można uznać to za pewien sukces. Dobrze, jeśli dostanie się pracę i nie jest to wynikiem układów, układzików, wcześniej przez Ciebie wspomnianych, ale jeśli nie jesteś jakimś super truper specem w swojej dziedzinie i akurat nie mają nikogo z rodziny lub znajomych by zając to stanowisko możemy uznać, że są jakieś szanse na dostanie posady, niestety taka prawda, albo najlepiej mnie rozwalało stwierdzenie..”no ale nie ma Pani doświadczenia”… (byłam zaraz po dziennych studiach) rozwoziłam cv gdziebądź, jeździłam po wioskach, szukałam w necie, na stronie kuratorium i nie piszę tego, żeby się użalać, bo pracę dostałam, kiedy już byłam w rozpaczy, że nigdy nie zacznę pracy w zawodzie.. Nie wiem może mój młody wygląd zrażał, może myśleli, że nie dam rady, bo wyglądam jak uczennica haha niech ich nie zwiedzie… ostatecznie dostałam pracę w szkole ponadgimnazjalnej, gdzie młodzież uznaje się za „trudną”, nie żaden renomowany ogólniak, szkoda tylko, że na zastępstwo… Praca moich marzeń, teraz przynajmniej będę mogła wpisać coś w cv w rubryce Doświadczenie, a jak to powiedział Dyrektor, jak dasz radę w tej szkole, to w renomowanym ogólniaku możesz siedzieć i pić kawę za biurkiem :) Ja uczę niemieckiego, byłam wymagająca i konsekwentna a tego wbrew pozorom właśnie uczniom brakuje, nauczyciel kumpel to nie mój typ. Jeśli chodzi i mężczyzn w tym zawodzie, jak dla mnie zbyt mało :P wiadomo- im więcej kobiet, tym gorzej, tym więcej kłótni, obgadywania itp :)

    • Dlatego właśnie mężczyźni dostają pracę w szkole, jeśli tylko się do niej zgłoszą :).
      W jednej ze szkół, w której pracowałam, dyrekcja (kobieta) na rozmowę zapraszała tylko mężczyzn (no chyba że żaden nie aplikował na stanowisko), więc wiem jak to wygląda :).

  • Faszyrka

    Ja nie czuję się udupiona. Czuję się szczęśliwa. Fajnie mi na wychowawczym. Wolę domowy kierat od pracowego :-) Okazuje się, że ten mi bardziej służy. Przynajmniej mogę sama zdecydować, co danego dnia zrobię (np. dla urozmaicenia: w poniedziałek dwa razy pranie i mycie okien, za to we wtorek tylko bieżące ogarnianie przyrody ;-) ). Niedzielne wieczory z okresu, gdy pracowałam, wspominam źle, bardzo źle. Już od popołudnia człowiek myślał, że następnego dnia trzeba iść do pracy, a tam czeka przemiła i przesympatyczna szefowa ze swoimi humorami.
    Myślę, że na moje pozytywne odczucia niemały wpływ ma fakt, że lubię sprzątać i bywam pedantyczna ;-)
    Wydaje mi się, że nauczycielki są częściej przepytywane ze swoich planów niż kobiety pracujące w innych zawodach, ponieważ w połowie roku szkolnego trudno taką panią zastąpić na szybko kimś nowym. Nie wiadomo, ile potrwa zwolnienie, czy kobieta wróci przed rozwiązaniem i tak dalej. Wiadomo, że młodzież przyzwyczaja się do swojego nauczyciela, zasad przez niego wprowadzonych. A tu przychodzi ktoś nowy i nagle wszystko się zmienia. No i dzieciaki potrafią wykorzystywać takie sytuacje.

    • Tak, dokładnie tak! I jeszcze – jeśli nauczyciel ma małe dziecko, które dużo choruje – no to na dyrekcję/wychowawcę spadają baty od rodziców za jego częste nieobecności (poza tym to źle wpływa na realizację podstawy programowej;)).

      • Msrn

        Hmmmm, czyli niby niesprawiedliwie, ale same podajecie sensowne argumenty, które przemawiają za niezatrudnianiem kobiet w szkole. Rozumiem, że będąc dyrektorem szkoły, też nie spieszyłybyście się do zatrudniania młodych mężatek ;)… Czy jednak zdecydowałybyście się na to ryzyko?

        A zwolnienie nigdy nie wiadomo ile potrwa. I myślę, że żadnego pracodwacy, niezależnie od branży, nie stawia to w komfortowej sytuacji.

        • Wiesz co, może to nie wynika jasno z mojego tekstu, ale ja nie oceniam negatywnie pracodawców, bo znaleźli się między młotem a kowadłem. To system jest chory, nie oni. Politycy powinni się tym zająć, ale nie tak jak dotychczas, bo mamy piękne państwo prorodzinne – tylko i wyłącznie w deklaracjach. Swoimi posunięciami – rocznym macierzyńskim, likwidacją państwowych placówek, składkami – wyoutowali kobiety w wieku rozrodczym z rynku pracy.

          A znaczek „;)” przy mojej wypowiedzi oznacza pewną ironię, bo dopóki w szkołach ważniejszy od człowieka (nie mam tutaj na myśli tylko nauczyciela, ale również ucznia) będzie program nauczania – nie będzie dobrze.

  • Oczywiście, że siedzenie w domu to nic złego. Po prostu z feminizmem nie ma nic wspólnego i tyle. :)

    • Ojej, tu sie trochę mylisz, bo wystarczy poczytać Graff czy Chutnik…

      • A co ma Graff wspólnego z feminizmem, tym prawdziwym, hihi? Walczy o to, by było więcej kobiet w radach nadzorczych. Kupa czczego gadania nie mająca kompletnie nic wspólnego z praktyką. Promo aborcji to nie feminizm. Pierwsze feministki były przeciwne aborcji na życzenie, bo ona zdejmuje odpowiedzialność za ciążę z mężczyzny. Wiedziałaś o tym? Graff i Chutnik to lewackie bojówki kobiece z feminizmem nie mające nic wspólnego.

        • Ja o jednym, Ty o czym innym… Trochę mi to przypomina przerzucanie piłeczki w politycznej debacie, które ma za zadanie odwrócić uwagę od problemu – i nie bardzo interesuje mnie taka dyskusja.

  • Malagga

    Siedzi w domu… uwielbaim ten teskt… Czekam tylko na moment, kiedy sama go usłysze, jak będę wychowywać moje dziecko.

  • majniaki.pl

    Gdyby prawa pracowników były przestrzegane przez każdego pracodawcę i państwo kontrolowałoby umowy czy zgodne są z rzeczywistością, to wcześniej poszłabym na zwolnienie i zostałabym na nim dłużej. Nie dlatego, że mi się nie chce czy nie chciało pracować. Pod koniec ciąży było mi w pracy na prawdę ciężko i nikogo to nie obchodziło. Praca na nogach przez 11 godzin… Na zwolnienie poszłam w 34 tygodniu ciąży, bo czułam się fatalnie i bałam się, że urodzę wcześniaka, brzuch mi się stawiał już od dłuższego czasu. Urodziłam w 37 tygodniu. Do pracy wróciłam po 20 tygodniach po porodzie czyli minimum. Chętnie zostałabym dłużej mimo, że lubię pracować, ale czułam, że Borys jest za mały, żeby widywał mnie co drugi dzień. Ale mus to mus. Tak na prawdę państwo ma nas w dupie. Od 475 – 595 zł wynagrodzenia za miesiąc… Żałosne.

  • Zgadzam się z Tobą, ludziom się wydaje że siedzenie z dzieckiem w domu to czysta przyjemność, sądzą że kobieta lezy i pierdzi w kanapę. Ja siedziałam z moim maluchem przez rok i wiem, że bywało ciężko. Z powrotem do pracy nie miałam problemu, pracodawca przyjął mnie z otwartymi rękami. Mam koleżanki, które rodzą dziecko po dziecku, bo nie mają do czego wracać…Więc lepsze to, niż szukanie pracy i odpowiadanie na te głupie pytania. Tylko co będzie potem? Pozdrawiam,

    • Tu nawet nie chodzi o samą pracę w domu, ale z tym „siedzeniem” związanych jest dużo innych problemów: nuda, uczucie samotności, wykluczenia ze społeczeństwa, nieprzydatności, braku większego celu w życiu, problem z ułożeniem relacji partnerskiej (w końcu mąż wraca zmęczony po pracy i ma jeszcze sprzątać w domu?). Taki głupi przykład, pierwszy z brzegu: mój jak wraca to nie marzy o niczym innym, tylko o chwili spokoju, ciszy, samotności. A mnie – jak tylko staje w progu – buzia się nie zamyka, bo W KOŃCU mam okazję pogadać z kimś dorosłym. On milczy i głowa mu pęka, ja jestem zła, bo mnie nie słucha/nie odpowiada.

      No, ale to tematy na osobne wpisy :).

      • Ilona, dzwoń do mnie jak chcesz pogadać:) . Rozumiem Twojego męża, ja tez tak mam. Ale chwila spokoju po pracy jest nierealna, chyba ze pójdę na siłkę to wtedy mam względny spokój. Pamiętam, ze jak siedziałam w domu i chciałam pogadać z kumpelami, to wychodziło na to, ze wszystkie pracują i nie mają czasu rozmawiać w pracy. To był zonk…Została wtedy rozmowa z synem.

  • Ale super wypowiedź! Z przyjemnością czytałam każde słowo, bo prostu – nie sposób się z Tobą nie zgodzić!

  • Kasia A.

    Myślę, że żadna osoba, ktora spędziła choć 1 dzień z małym dzieckiem, nie powie, że siedzenie w domu to właśnie nicnierobienie.
    Dlatego jak słyszę takie właśnie komentarze – ale masz fajnie – siedzisz w domu – tez bym tak chciał (to koledzy z pracy, ktorzy nie maja dzieci:P)! to proponuje delikwentowi zamienic sie ze mna na ten 1 dzien i wtedy jestem gotowa do rozmowy.

    • Msrn

      Ha! Ja mam zupełnie inne doświadczenia. Najgorsze moim zdaniem są inne kobiety. I to one najbardziej potrafią zdołować. Wcale nie tak często słyszy się, że rozumieją jak jest ciężko. Raczej próbują pokazać jakimi one są przykładnymi matkami i żonami. Nigdy nie śpią z dziećmi, smoczek fe, nocnik w użyciu zanim zacznie siedzieć, mówi od urodzenia, a w ogóle to jeszcze czyta i liczy :P. Oczywiście codziennie wymyślny obiad z 3 dań na stole, prasowanie to przyjemność, a okna to myją przynajmniej raz na tydzień ;). Wszystkie wiemy ile z tego prawdy.

      Moje dziecko od urodzenia jest grzeczne, ale też bardzo aktywne, towarzyskie i niezwykle ciekawskie. Nie było nigdy mowy o tym żeby zostawić je na macie i iść gotować/sprzątać. Nie było takiej opcji. Never. Chciał być z mamą, bawić się, słuchać głosu, mieć kontakt wzrokowy. W odpowiedzi na moje żale dotyczące ilości czasu na cokolwiek innego, nasłuchałam się od teściowej, że WSZYSTKO jest kwestią TYLKO i WYŁĄCZNIE dobrej organizacji, że teściowa 3 dzieci na raz wychowała i różne inne motywacje tego typu. Oczywiście nie wpłynęły w żaden sposób na stan mojego mieszkania, bardzo natomiast na poczucie własnej wartości.
      Nadszedł jednak taki piękny dzień, kiedy teściowa została z dzieckiem na kilka godzin i zamiast obiadem, którego nie zdążyła przygotować przywitała mnie wykończona słowami: „A to on taki jest?!?!?! Wiesz, z nim to ty nic nie możesz zrobić” :D.

      Tak jak nie lubię sobie nic obiecywać, tak mam wielkie postanowienie, że jeżeli moja przyszła synowa lub córka będzie mieć bałagan i żywić się pizzą, bo czasu wystarczyło jej tylko na ugotowanie zupki dla dziecka, zwyczajnie przyjadę z obiadem w termosie, odkurzę i poskładam jej pranie :).

  • Dominika

    A ja mieszkam w Belgii i mam dwie cudowne córki! jak urodzilam pierwszą z nich nie pracowalam i za zadne skarby swiata nie chcialam pracować dopóki Laura nie skończy 2 lat.. a jednak… sytuacja zmusiała mnie do podjecia pracy kiedy córcia miała rok i 3 miesiące… póżniej zaszłam w ciąże i pracowałam do 38 tc bo tu według wszystkich lekarzy „ciaża to nie choroba”, dobrze sie czułam wiec nie było to dla mnie problemem po porodzie zostalo mi 13 tygodni macierzyńskiego ( w sumie jest 15 ale to co bierzesz przed porodem też wlicza sie w macierzyński) po tym okresie postanowiłam dobrać jeszcze miesiąc urlopu BEZPŁATNEGO ale niestety kiedy Nikosia miala 4,5 miesiąca musiałam wrócić do pracy ( w przeciwnym razie nie miałabym gdzie wracać a z jednej pensji ciężko się utrzymać) i naprawde wolałabym „siedzieć w domu” bo obowiązki domowe mnie nie omijają, wracam z pracy, gotuje obiad, sprzatam, prasuje, piore itp… no ok mąż pomaga ale zazwyczaj to ja w domu jestem pierwsza… być może nie mam co narzekać bo dzieki mojej pracy mozemy sobie pozwolić na tak zwane życie bez kredytu ale z drugiej strony mam ogromne poczucie winy wobec córeczek ze nie poswiecam im maximum czasu, ze musza byc w żłobku, przedszkolu kiedy ja pracuje a jak wracam z pracy i odbieram dzieci to zamiast pobawic sie z nimi musze zajac sie obiadem, sprzataniem, DOMEM… Na bycie ze sobą zostaje naprawde niewiele czasu.. Ale za to kooochamy weekendy :) wtedy robimy to na co mamy ochote :) no.. Nikolka jeszcze niepotrafi wyrazićsłowami czego chce ale po jej radości wnioskuje ze lubi te nasze „rodzinne weekendy: :)

  • Aspirant

    Witam.

    Prowadziłem działalność zatrudniłam dziewczynę, urodziła ok. potem chorobowe w ciąży na przełomie roku z przerwą wiec zapłaciłem 2 pensje chorobowego plus urlop bo się naliczał, jak urodziło się dziecko był macierzyński, potem wychowawczy. A jak skończył sie wychowawczy wypowiedzenie umowy i odprawa za 3 miesiące. Wtedy powiedziałem sobie – nigdy juz nie zatrudnię baby. I nie jest to jedyne odosobnione stanowisko. Polityka i prawo zniechęca do zatrudnienia kobiet. Nie pomogą przedszkola za 1 PLN, becikowe, ulgi na dzieci. Potrzebna opieka prawna nad kobietą i przejęcie ciężarów za trud wychowania. Duży koncern może nie odczuwa z tym problemu ale mały zakład usługowy tak. Załóżmy, ze zatrudni Pani kobietę pracownika i nagle musi Pani zapłacić ekstra za 5 miesięcy 10-15 tys to przysłowiowy GUL strzeli.

  • Marta

    O jak dobrze Cię rozumiem :/ może nie doświadczyłam tego typu pytań od pracodawcy, ale będąc obecnie w ciąży i idąc na zwolnienie (głównie ze względów zdrowotnych) usłyszałam, że „wszystko ukartowałam i zrobiłam (czyt. zaszłam w ciążę) dla pieniędzy”. Dodam, że pracuję (albo lepiej pracowała) jako nauczyciel oraz logopeda w przedszkolu (1,5 etatu).
    pozdrawiam z nadzieją, że będzie lepiej :)

  • Gośka

    O, jak mi miło:)

  • Gośka

    O, jak mi miło:)