Life and the city

Ucieczka na wieś

26 czerwca 2014

DSC_2571

DSC_2497

Wyszłam na spacer z dzieckiem. A nie, wróć! Zacznę od początku…

Kostek obudził się po drzemce, więc nakarmiłam go, ubrałam mu kurtkę, zawiązałam buciki, sama wsunęłam nogi w pierwsze lepsze mokasyny wiernie czekające na mnie przy drzwiach. Takie, których zakładanie nie wymaga schylania się. Czyli dzień jak co dzień.

Przypięłam dziecko pasami do wózka i… W drogę!

Godzina wałęsania się po osiedlu, pół godziny marszu wzdłuż ulicy, żeby poobserwować śmigające auta. Dosłownie chwila w lesie, bo to – dla mojego dziecka – zdecydowanie najnudniejsza część programu! Po drodze zajrzeliśmy jeszcze do sklepu i zaopatrzyliśmy się w świeże owoce oraz suchą bułę na ząb. Ząb rosnący, jeśli mam być precyzyjna.

No. Czyli w skrócie byliśmy wszędzie. A tam – gdzie nas nie było – i tak ostatecznie zaszliśmy. Czułam się wyśmienicie, bo ludzie mi się przyglądali, nawet odwracali się za mną! Zarówno mężczyźni jak i kobiety. Taka ze mnie seksi mama! Z każdą minutą rosłam we własnych oczach, a moja pewność siebie pączkowała. To pewnie te nowe dresy… Szłam tanecznym krokiem i cały świat należał do mnie.

A potem wróciliśmy do domu. O mało nie upuściłam wyjętego z wózka dziecka, kiedy w wiatrołapie przechodziłam obok lustra. Moja odrastająca grzywka była nawinięta na papiloty! Dokładnie dwa!! Dwa kolorowe papiloty nad czołem, z boku, po prawej!!!

Wakacje potrzebne od zaraz…

To już wiecie, gdzie byłam, jak mnie nie było.

DSC_2535

DSC_2539

DSC_2550

Pospiesznie zapakowałam wszystko, co do życia niezbędne – w tym dziecko – i uciekłam do rodziców.

DSC_2501

DSC_0035

DSC_2492

DSC_0086

DSC_2516

DSC_2523

DSC_0053

Nie spieszy mi się do rzeczywistości…

DSC_0129

DSC_2536

DSC_2583

DSC_2592

DSC_0010

DSC_0121

DSC_0098

DSC_0131p

Czekam, aż na osiedlu wszyscy o mnie zapomną.

A do sklepu nie pójdę już nigdy, o!

DSC_0117

  • Ven

    Ilona dałaś czadu ;) Takie historie się zdarzają na co dzień, u mnie to już prawie była norma: wychodzenie z koszykiem ze sklepu i zwracanie na to uwagi dopiero pod klatką schodową.

    Lepiej zatrzymaj wspomnienie tego jak się czułaś jako seksi mama, a papilot ot szczegół.

    • O! Właśnie mi przypomniałaś, jak w pierwszych dniach po porodzie mąż pojechał po coś do sklepu, a ja do niego zadzwoniłam, że nie wiem, co robić, bo dziecko bardzo ulewa i nie może beknąć (takie mieliśmy problemy ;)). Kilka minut później przerażony mąż był już z powrotem w domu. Bez zakupów. Z koszykiem w ręku O_o.

      My mieliśmy dosyć uporządkowane życie do czasu narodzin pierworodnego, więc dla nas takie sytuacje to SZOK!

  • Dobra historia :v A nie zabrakło Ci gestu odrzucania grzywki? Nie zdziwiło Cię, że nie leci do oczu? ;)
    Boskie zdjęcia <3

    • Nie, grzywka jest już długa, prawie jak reszta włosów, ale nadal dziwnie się układa. Zazwyczaj przytwierdzam ją wsuwką i byłam przekonana, że tym razem też mam wsuwki we włosach :). Nie sprawdziłam, bo z moim dzieckiem zawsze pełne ręce roboty! Tu picie, tam chleb, tam owoce, tu parasolka od słońca, znowu buty zgubił, szukanie skarpet na ulicy, czapkę gdzieś wyrzucił i jakoś tak zeszło.

  • Haha tez mi się to zdarzyło ;) ależ ci zazdroszczę ze masz takie miejsce wypadkowe i to jeszcze u rodziców ehh

    • Dorota Mnich

      Dołączam się do zazdraszaczającej Agnieszki :) Nawet dzieci kilka razy nam wyrzucały: „My to nawet do babci na wieś nie możemy pojechać” (w sensie, że tak blisko mieszkamy, 10 min spacerkiem i już jesteśmy)

      • To teraz ja zazdroszczę, że tak blisko możesz na obiadek podskoczyć lub dzieci w każdej chwili podrzucić!

  • Takie historie to ja lubię! Dzięki za dawkę śmiechu do kawy :D.

  • annNS

    obecnie mam ten sam problem z grzywka (w dodatku nie jestem w stanie sobie przypomniec gdzie odkladam te wsuwki!?;) papilotow moze nie uzywam, ale czasami nosze opaske z uszkami (taka swiateczna, miala kiedys rogi, ale zostaly odseparowane;) no i zdarzylo sie pare razy ze w nich wyszlam na spacer ;)
    rodzicow na wsi rowniez ‚zazdraszczam’…na szczescie jest jeszcze dom po babci ktory nam sluzy jako domek letniskowy…niecala godzina jazdy samochodem i czas zatrzymuje sie w miejscu…jutro ruszamy :)