Mum and the city

Tylko od ciebie zależy, koło kogo twoja córka będzie się budzić co rano

25 kwietnia 2017

DSC_9304

Na pewno znacie te przysłowia: „córeczka tatusia”, „synek mamusi”. Zawsze się z nich śmiałam, bo jak to, przecież dzieci kocha i traktuje się zupełnie tak samo bez względu na płeć, bzdura jakaś, że mogłoby być inaczej! A potem sama urodziłam wymarzoną „parkę” i śmiać się przestałam.

Dzieci bawią się na dywanie. Nagle Basia wybucha głośnym płaczem. Odrywamy się z Piotrem od naszych zajęć. Kostek trzyma w górze – poza zasięgiem siostry – swoją starą książkę, którą ona koniecznie chce mu zabrać.

– Nie Basia! Nie możesz!!! – woła mój syn z przejęciem. Widzę w jego wzroku rozpacz. On już wie, że jeszcze moment i książka zostałaby porwana na strzępy.
– Łeee… Łeee… Ta-ta! – słyszy mój mąż. Widzi łzy swojej córeczki, która bardzo chciała dotknąć tej książki. Tylko przez chwilę, sprawdzić co jest na pierwszej i na ostatniej stronie, a potem może pomasować sobie nią dziąsełka, które bolą. Nic poza tym.
– Daj jej, przecież już jej nie czytasz. W zamian kupimy ci nową – mówi mój mąż do syna.
– Kochanie, nie musisz dawać. To twoja książka. Basia ma swoje – oponuję, podając Basi na wpół zjedzoną kartonową harmonijkę, którą ona wyrzuca, bo już dawno zdążyła się nią znudzić.

Takich sytuacji w naszym domu ostatnio jest całkiem sporo.
– Nie bij jej! – woła mój mąż na co dzień.
– Przecież nie bije – oceniam trzeźwym okiem całe zdarzenie na dywanie – tylko przytula z miłości.
– Ale za mocno. Nie można tak mocno, Kostek! Ona jest jeszcze mała, delikatna! Musisz na nią uważać, bo łatwo jej zrobić krzywdę.
– Nie chciał źle – bronię syna i idę go przytulić, bo widzę, że nagle posmutniał. W tym czasie Piotr bierze na ręce zapłakaną Basię, bo faktycznie brat wykręcił jej przez przypadek rączkę.

I gdybym przeczytała teraz samą siebie zanim urodziłam córkę, na pewno bym się oburzyła. No bo jak to, rodzice nie trzymają jednego wspólnego frontu przed dziećmi? Każde z nich kogoś faworyzuje?

Byłabym zła, gdybym zajrzała na chwilę do naszego domu. Że Basia biegnie do męża, ilekroć coś się stanie i to jego woła ze łzami w oczach, a nie mnie, matkę. Tak, czasami jest mi przykro. I obwiniam się, że to może przez to, że do małej najczęściej w nocy wstaje Piotr? To on ją nosi na rękach jak księżniczkę i rozpieszcza, jak tylko ojciec rozpieszczać potrafi.

Ale potem wyciekły te straszne nagrania. I odetchnęłam z ulgą.


JEŚLI WEŹMIESZ SOBIE ZA MĘŻA FACETA…

Zawsze chciałam mieć córkę. Ale tak głupio, jak głupio czeka się na Boże Narodzenie. Na śnieg, wolne od pracy, światełka na choince i świętego Mikołaja, bez głębszej refleksji. No to ja czekałam na spineczki we włosach, te wszystkie słodkie sukienusie i lalki, którymi nie bawiłam się od dobrych dwudziestu lat, a teraz w końcu będę miała okazję.

Ale kiedy najpierw urodził się synek, to pomyślałam sobie, że lepiej. Łatwiej w naszym świecie wychować mężczyznę, bo ten świat cały jest dla nich i takiego faceta rosłego to w sumie nikt nie tknie, nie skrzywdzi. Wtedy chyba po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, jaka ogromna odpowiedzialność ciąży na matkach małych kobiet.

Jeśli chcesz mieć w przyszłości córkę, to ta odpowiedzialność zaczyna się w momencie, w którym wybierasz sobie partnera. Od tego, jak będzie traktował ciebie i wasze dzieci zależy cała niemal dorosłość twojej córki. To ty piszesz jej scenariusz na życie. Nikt inny.

Jeśli na przykład weźmiesz sobie za męża faceta, który uważa, że twoim OBOWIĄZKIEM jest podać mu obiad pod nos bez względu na to, czy wrócił właśnie z pracy, czy jest weekend. Czy ty pracujesz, czy nie – to twoja córka też będzie te obiady podawać.

Jeśli weźmiesz sobie za męża faceta, który uważa, że ma święte PRAWO leżeć na kanapie z piwem w ręku, podczas gdy ty ogarniasz dom i dzieci – to twoja córka też będzie się obok jakiegoś gnoja uwijać na paluszkach. I to piwo mu przynosić.

Jeśli weźmiesz sobie za męża faceta, który ani do restauracji nie chce cię zabrać, bo kasy szkoda, ani na wakacje, bo zmęczony – to twoja córka też nie będzie do restauracji ani na wakacje jeździć.

Jeśli weźmiesz sobie faceta, który jest katem we własnym domu. Metodycznie i z zaciśniętymi zębami wymierza kary. Bo zupa za słona. Albo za późno podana. Bo zabawki rozrzucone. I za długo w pracy siedziałaś. Wyjścia z koleżankami ci się zachciało! Albo na fitness. A ty nic z tym nie zrobisz – to twoja córka do końca życia będzie z jakimś katem pod jednym dachem mieszkać.

Dla niej to będzie normalne. Innego życia nie pozna.

ALE NIE, TO NIE JEST WINA KOBIETY, ŻE STAJE SIĘ OFIARĄ

Tak naprawdę tekst ten powinien przeczytać każdy mężczyzna. Ojciec. Przyszły i teraźniejszy.

Kochasz swoją córkę? To nie spierdol jej życia.

Jeśli chcesz, żeby została kimś – nie wiem: lekarzem, prawnikiem, a może panią nauczycielką? – a nie tylko wydawała obiady, to rusz dupę i też te obiady zacznij robić. Nawet po pracy, nawet zmęczony. Jeśli nie chcesz, żeby komuś na szmacie całe życie usługiwała, to nie mów, że tobie się należy, bo przynosisz do domu pieniądze. Nie oczekuj oklasków za to, że „pomogłeś” odkurzyć podłogę. To również twój dom, twoja podłoga i twoje okruchy pod stołem.

Jeśli chcesz, żeby była szanowana – to też ją i jej matkę szanuj. Nie dawaj jej klapsa na dupę za złe zachowanie. Nie, to nie jest tylko klaps. To przemoc, której nikt nie ma prawa wobec niej stosować. Bo nie jest ofiarą i na ofiarę do bicia jej nie wychowuj! Traktuj ją jak księżniczkę i chroń w każdej sekundzie waszego życia, a zapewniam cię, że na inne traktowanie w przyszłości się nie zgodzi. A i sama nauczy się siebie chronić.

Tylko od ciebie zależy, koło kogo twoja córka będzie się budzić co rano. Czy facet wieczorami będzie ją nosił na rękach do sypialni, czy okładał pięściami, żeby tam poszła.


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • salus salus

    Amen. Szkoda, że jeszcze takie historie są… Że kobieta ciężko odejść, bo boją się.. Nie mają wsparcia…

  • To prawda, że ojcowie mają ogromny wpływ na swoje córki. Dobry tekst!

  • I kropka.

  • Łomatko! Moja córka ma dopiero 4.5 roku, a ja już nie lubię dziada, którego kiedyś przyprowadzi XD To moja księżniczka!

  • Udostępniam, ten tekst po prostu musi iść dalej w świat.

  • Kasia Kunegunda Błaszczyk

    Ja bym jeszcze dodała, że to jak Twój syn będzie traktował swoją kobietę w przyszłości, zależy również od tego, co zobaczy w domu. Zatem to nie wpis tylko dla matek dziewczynek, ale i dla matek chłopców!

  • Nie, wiem, nie rozumiem skąd wzięło się to, że ludzie myślą, że powiela się zachowania rodziców. W takim razie, ja z mężem, powinniśmy pić ile wlezie, no bo przecież mamy ojców alkoholików. Powinnam być pracoholiczką, bo moja mama nią jest, a mój mąż nie pracować bo przecież to wyniósł z domu. Bzdura kompletna.
    Co do kobieta ofiar, nie jestem w stanie tego pojąć, że nadal kobiety się na to godzą…

    • A ja jestem w stanie. Jeśli ktoś nie przepracuje problemów z dzieciństwa (większość jednak nie przepracowuje, bo potrzeba do tego: dużej świadomości, często kasy na terapię i odwagi) to powtarza je w dorosłym życiu.

      Jeśli mała dziewczynka od małego była uczona, że kobieta jest nikim, to ma niskie poczucie własnej wartości. Potem trafia na „księcia z bajki”, który ją docenia, ona jest mu tak wdzięczna, że oddaje mu wszystko (ciało, duszę, rodzi dzieci, bierze wspólny kredyt, oszczędności odkłada na wspólne czy też mężowskie konto, często też zostaje w domu jak tego wymaga pan i władca i jak to robiła jej własna matka, nie myśląc o zabezpieczeniu własnej przyszłości), a kiedy się budzi… Jest już za późno, żeby tak zwyczajnie bez problemów dać nogę.

      Plus ojciec, a później partner non stop powtarza, że jest nic nie warta, nie poradzi sobie i ona faktycznie w to wierzy. Że nie ma dokąd uciec, więc życie z katem wydaje jej się bezpieczniejsze od życia bez niego, bo takie życie zna, a sama zostać się boi.

      • Ja rozumiem, wszystko, to znaczy nie rozumiem, naprawdę. Miałam wzór z domu, taki standardowy, mąż, żona, i dziecko. Mój tata był panem i władcą moja mama służką, obiadek ciepły dwudaniowy, podany jak tylko wchodził, no ogólnie tak jak napisałaś, ciągle wpajano mi, że „tak trzeba”, że jak mężczyzna wraca do domu, po pracy to jemu się należy, obiad, seks, posprzątany dom, a wyrosłam na osobę która ma fajnego męża, któremu jak nie podam tego obiadu to świat się nie zawali, dbamy o siebie na wzajem, mimo innych wzorców wyniesionych z domu. Więc, może jestem wyjątkiem od reguły? Albo mam silny charakter?

        • Sonia

          Masz rację, nie ma ZAWSZE albo NIGDY. Co mają powiedzieć dzieci wychowywane w grupie w domu dziecka? Jaki jest ich wzorzec? Albo wszyscy wychowywani w rodzinach patologicznych bo czy to, że miałam/em ojca alkoholika stosującego przemoc skreśla mnie jako dobrego tatę albo robi ze mnie służkę? Dziwne podejście…Zgoda, wpływ wzorców w domu jest kluczowy dla naszego życia, ale przecież to nasze wybory a nie metryka determinują jakimi jesteśmy ludźmi. Po prostu wybierajmy bycie dobrym ojcem i dobrą matką a błędów i tak nie unikniemy bo kto z nas jest perfekcyjny?

        • Monika

          popieram! u mnie w domu tez mama podawala codziennie obiad i geralnie tata rządzil, a ja wcale tego schematu nie powieliłam. Mam inny charakter, inne piorytety i wybrałam do zycia innego faceta. Mimo tego, że przewaznie zgadzam się z postami autorki to tym razem zgodzić się nie mogę, bo mam zupełnie inne doświadczenia.

        • Agnieszka Michalak-Hille

          Dobre wzorce z domu to podstawa. Ale każdy ma swój rozum, światopogląd niezależnie od rodziców. Nie ma gwarancji, że dziecko będzie takie, jakie zapragniemy, aby było. Niestety sporo też przypadków w drugą stronę. W domu ideał(prawie, bo ich nie ma) a dziecko wybiera złą drogę. I córka i syn. Tekst prawi o córkach, ale to chłopcy powinni bardziej czerpać z dobrych wzorców, bo to oni mają syndrom Pana i władcy, który zakompleksiony leje po mordzie.

        • Michalina Parecka

          Również się z tym nie zgadzam. Z mojej perspektywy to wychowanie dziewczyny na księżniczkę najbardziej niszczy życie w dorosłości.

          • Nie na księżniczkę, ale z szacunkiem ;)

          • Też nie. Takie dziewczynki wiedza czego chcą, i wiedzą, że jak się uprą dostaną wszystko.

  • Red Justyna

    Po prostu Uwielbiam Cię całą Duszą za ten tekst!!!!
    Tak jest w istocie – córka potrzebuje Ojca a syn – Matki. Ojca, który pokarze swojej dorastającej córce jak powinien względem niej zachowywać się mężczyzna (w sposób uczciwy aby nie wychować małej flądry i bezradnej lali) a matka pokazuje synowi wzór niewieści (i też co by z syna nie zrobić miękkiej fajki i nie zatwardziały kamień) – po prostu normalnych ludzi!!!

  • Myślę, że tekst trafiony w sedno bo rzeczywiście ogrom rzeczy (w tym postaw) wynosimy z domu.

  • Beata Kos

    Z tym traktowaniem dzieci ze względu na płeć jak przypatrzyłam u znajomych szczerze różnie jest. Np moja koleżanka najpierw miała dwóch synów pojawiła się później upragniona córka to zarówno mama i tata córeczkę zdecydowanie faworyzują i niestety na niekorzyść chłopców. Z drugiej strony kolejna rodzina ojciec bardziej faworyzuje chłopców i dlatego, że nigdy nie miał dobrych relacji ze swoim ojcem i robi więcej dla synów niż dla córki osobiście nie podoba mi się faworyzowanie dzieci. Nie rzadko później przez coś takiego rodzeństwo ma ze sobą kiepskie relacje. Ja nie mam synów to nie wiem jakbym traktowała chłopca. Mam dwie córki i zarówno są mamusiowe jak i tatusiowe. W dzisiejszych czasach uważam, że zarówno chłopców i dziewczynki trudno się wychowuje. Moja siostra ma dwóch chłopców i jeden i drugi są bardzo delikatni, nieśmiali i kompletnie nie lubią wysokich zjeżdżalni, parków linowych i widzę, że ich ojcu trudno to zaakceptować bo to chłopcy bo powinni być twardzi itd. Wszystko takie poplątane. Na przyszłe życie np dziewczynki na pewno ma duży wpływ tata jak zachowuje się w stosunku do żony do córki czy jej poświęca czas itd. Ale to nie wszystko jeśli jest jeszcze syn i wyraźnie daje znać że chłopiec nie powinnien np odkurzyć czy pomóc przy zrobieniu obiadu to co córka będzie myśleć. To samo mamy jeśli wyraźnie wyręczają syna w wielu rzeczach bo to chłopiec także nie daje dobrego wzorca dla córki. I z drugiej strony jeśli tata faworyzuje córkę na księżniczkę i spełnia przeróżne zachcianki i syn patrzy czy też jest to dobre w końcu przyszła żona będzie rozszczeniowa i tylko będzie wręcz wykorzystywa?a męża a on napatrzył się w domu jak to siostra ósmy cud świata traktowana da się wykorzystać. Myślę, że to nie takie proste wymaga naprawdę usilnych starań zarówno ze strony mamy i taty, fakt dochodzą jeszcze czynnki typu każdy ma inną osobowość. Moja mama była wychowana typowo ona w domu tata w pracy nie ważne, że tata pracował 8 godzin dziennie siedząc przy biurku a ona 4 dzieci rok po roku. To i tak nie mogła liczyć na pomoc w domu i nie chodzi mi nawet o mycie okien czy podłóg. Ale o zwyczajne wyjście na spacer. Mama każdego dnia chodziła z nami na spacer. Tata no cóż na palca jednej ręki mogłabym policzyć ile razy z nami był oczywiście nie sam. On zawsze był zmęczony. Mimo wszystko ja nie jestem podobna do mamy i mój mąż to totalne przeciwieństwo mojego taty.

  • Dorota Głuch

    Brawo !!!!świetny wpis !!!

  • pestki

    Serio? No mój ojciec nie był za dobrym przykładem jeśli chodzi o traktowanie żony. Mama od zawsze podaje mu i obiady i śniadania i często też kolacje. Mam cztery siostry i u żadnej nie zauważyłam takiego powielenia. Mam też brata i nie dość że najmłodszy i mogłoby się wydawać, że się koło niego lata to nie, sam robi sobie śniadania, sam obiady nakłada i zdarza mu się pomóc przy obiedzie, a i sprząta. Wiele zależy od tego jakiego faceta spotka ta kobieta. Bardziej bym skłaniała się ku temu, że to facet szuka takiej kobiety jak matka, czyli jeżeli w jego domu mama podaje obiady itp. to tego samego wymaga od żony. Choć z moim to się nie sprawdziło do tego stopnia, że kiedyś mu mama powiedziała że mu współczuje że naczynia wkłada do zmywarki ?

  • Kasia

    To prawda, dzieci obserwują rodziców i na podstawie ich zachowań kształtują swoje życie. Nie oznacza to jednak, że będą zachowywać się tak samo, bardzo często uczą się na błędach rodziców i starają się żyć inaczej niż oni. Bo źle wspominają dzieciństwo i dla swoich dzieci chcą lepszego życia, takiego którego one nigdy nie miały. Dlaczego ten artykuł jest skierowany na krytykę jedynie ojców ?! Może to właśnie matkom wydaje się, że „ja urodziłam to mam wszystkie prawa, ja ja ja…” Bzdura, ojcowie spychani są na margines. Pracują całymi dniami, żeby nikomu w domu nic nie brakowało. Niestety wracają i zastają pustą lodówkę, syf w zlewie i pranie proszące się o wyprasowanie od tygodnia. Fitness ? Co to jest ? Niejedna nie potrafi się nawet schylić, nie wspomnę już o chodzeniu do pracy czy skończeniu porządnej szkoły. Jeśli chcesz dawać dobry przykład swojej córce, to zastanów się najpierw nad sobą. Spójrz w lustro i jeśli stwierdzisz, że nie wstydzisz się własnego odbicia, a gdy Twoja córka dorośnie z czystym sercem będziesz mogła jej powiedzieć dlaczego kiedyś coś się nie ułożyło, wtedy dopiero masz prawo z ojca robić człowieka drugiej kategorii. Gdyby nie on, Twojej córki nie byłoby na świecie…

    • Wpis odnosi się do ojców, bo dotyczy głośnej ostatnio sprawy Karoliny Piaseckiej (maltretowanej psychicznie i fizycznie przez męża, któremu nie podobało się, że chodzi do pracy i na fitness, zamiast podawać mu obiad, na co latami patrzyły dzieci). Jest nawet link do nagrań w treści ;).

      • Kasia

        Rzeczywiście po ziemi chodzi wielu gnojków którzy nigdy nie powinni zostać ojcami, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Widziały gały co brały…jeśli pojawiło się dziecko, żona jest nieszczęśliwa to p prostu odchodzi, a nie użala się nad sobą. Jeśli źle jej z mężem, to dlaczego pozwala by przyszło na świat kolejne dziecko ? Raz można się pomylić, ale nie dwa bo to już raczej źle świadczy nie o nim tylko o niej. Potępiam takie patologie jak np. przypadek p. Piaseckiej, ale tego typu problem kobieta może i powinna rozwiązać sama, bez pomocy mediów.

        • Rozwiązywać sama? Prać brudy w czterech ścianach, bo wynosić to, co się dzieje w rodzinie jest wstydem?

          Jeśli facet każdego dnia jej mówił: „Jesteś do niczego – beze mnie sobie nie poradzisz” i: „Jak odejdziesz – to cię zabiję”, wzywana policja odmawiała pomocy; sąsiedzi, bliscy i znajomi udawali, że nie widzą problemu, bo przecież szanowny małżonek „taki porządny”; ksiądz w konfesjonale uspokajał, że trzeba nieść swój krzyż; a politycy twierdzą, że nie można się wtrącać w to, co dzieje się między małżonkami, bo oni muszą te sprawy załatwić między sobą – to serio nie jest tak łatwo odejść. Nie mamy niebieskiej linii dla ofiar przemocy, za moment zamkną Centrum Pomocy Kobiet, bo wychodzą dokładnie z takiego założenia jak Ty – sama sobie poradzi. Sama musi sobie poradzić. To jej sprawa. Nie wynosi się tego, co dzieje się w domu na zewnątrz. Mężczyzna ma prawo zaprowadzać własny porządek. W końcu to tylko „wołanie o miłość”. Otóż nie. Co tydzień w Polsce w wyniku przemocy domowej giną trzy kobiety. Być może dzisiaj zginie jedna. Nadal uważasz, że nie powinno się o tym mówić głośno?

          To jedna sprawa, a druga… Serio nie rozumiem… Nie wiem, pewnie tak nas wychowali w poszanowaniu mężczyzn i że oni na piedestale, ale coś jest nie tak, jak jedna baba drugiej babie mówi: „To twoja wina. Tylko twoja. Jesteś po prostu głupia”. Zero zrozumienia i współczucia.

          Niestety, ale jeżeli ktoś bije/gwałci/robi cokolwiek niezgodnego z prawem to jest to wina tylko i wyłącznie oprawcy, a nie ofiary – warto to sobie wbić do głowy raz na zawsze, zapamiętać i nie usprawiedliwiać.

  • Ja nie mam ojca, więc mam prze..bane w kwestii relacji.

  • Bardzo mądry wpis.