Mum and the city

Twoja praca nie jest lepsza! Słowo od mamy „siedzącej” w domu do tej pracującej

14 grudnia 2016

DSC_6039

Za każdym razem, kiedy jakaś blogerka na swoim Facebooku napisze, że na macierzyńskim jest huk roboty albo… Albo że dzisiaj to nie wie, jak się nazywa ze zmęczenia lub całkiem wprost, że laski zajmujące się dziećmi na pełny etat są wielkie – wyjmuję popcorn. Uwielbiam przyglądać się starciu tytanów, które następuje chwilę potem :). A matki walczyć potrafią jak nikt inny! W końcu wyostrzyły sobie pazury w trakcie tych wszystkich jatek o czapeczkę, o szczepionki i o to, które dziecko pierwsze oraz najlepiej. Matki pracujące zaczynają więc okładać wirtualnymi pięściami te, co w domu. Że przecież nieprawda, to właśnie one mają najgorzej, a siedzieć w domu to luksus. Czyżby?

NIEPRACUJĄCA MATKA TEGO NIE MA

I żeby nie było, że zupełnie nie wiem o czym mówię Droga Mamo Pracująca! Trochę wiem, bo też muszę codziennie usiąść do komputera, coś naskrobać, jakieś zdjęcia obrobić, dodać na Facebooka, odpisać na komentarze i maile. Nie jest to oczywiście 8 bitych godzin, choć czasami zdarza się 12, a nawet 20 w ciągu doby. Ale czasami tylko 4. Tylko że ja nie bardzo narzekam, prawdopodobnie dlatego, że lubię to, co robię, czy jak to się potocznie mówi: „Muszę, inaczej się uduszę”.

Przez pierwsze trzy lata blogowania moje pisanie wyglądało tak, że zabierałam się za nie, kiedy dziecko spało. Za każdym razem czułam, że wykradam jakieś cenne chwile tylko dla siebie. Przed komputerem moje myśli spowalniały, odpływały w niebyt, w sprawy mniej przyziemne niż zmiana pieluchy czy gotowanie obiadu.

No więc niepracująca matka tego nie ma.

Teraz wszystko wygląda trochę inaczej, bo do pomocy mam męża. Kiedy ja zajmuję się pisaniem, on ogarnia dom. I powiem ci coś w największej tajemnicy, tylko nie mów nikomu, a już na pewno nie mojemu mężowi: czasami, kiedy jest bardzo źle, a ja czuję się zmęczona bujaniem ząbkującego dziecka, przekazuję je mężowi i wycofuję się cichaczem, mówiąc: „Sorry, Winnetou, ale mam terminy! Musisz sobie radzić sam!”. Potem siedzę przed komputerem, jestem tylko ja i kursor myszki na ekranie, a za plecami sajgon, który nie bardzo mnie dotyczy. Tak, do pracy „chodzę” odpocząć.

DSC_6044

No więc niepracująca matka tego nie ma.

I kiedy synek wraca z przedszkola głodny, bo na obiad były kluski z twarogiem, których on nie tknie nawet widelcem, a u mnie ziemniaki jeszcze nieobrane, kiedy na dywanie w salonie wala się pół pokoju dziecka, a Basia nie ma czystych bodziaków, to zawsze mogę powiedzieć: „Przepraszam. Miałam ważne maile. Może pojedziemy do KFC?”. I wiesz co? Nikt nie ma do mnie pretensji! Jeszcze fanfary, że dzieci ogarniam, choć nie ogarniam i że dom stoi, nieważne w jakim stanie.

No więc niepracująca matka tego nie ma.

Prawda jest taka, że w dni, które w całości spędzam z dziećmi – bez Piotra – jestem bardziej wykończona niż w te, w które piszę i zajmuję się domem tylko popołudniami. Mój mąż też jest teraz na tacierzyńskim bardziej zmęczony niż wtedy, kiedy do pracy wychodził. Standardowo co wieczór powtarza jedno zdanie: „Jak matki to robią?”, a jest w tym zdaniu podziw oraz szacunek wielki dla ich nadludzkiej siły.

I tylko jedno w tym wszystkim mnie smuci…

Że dopóki nie został w domu, nie miał o tym pojęcia! A ty masz pojęcie, bo przecież też przez to przechodziłaś. Dobrze wiesz, jak to jest nie mieć żadnej taryfy ulgowej, żadnej niani, babci, co do twoich dzieci przyjdzie i zabawi je przez pół dnia. Wiesz jak to jest myśleć tylko o innych i ani trochę o sobie. Jak to jest zaczynać dzień nie od zrobienia makijażu, a od siusiu z dzieckiem na kolanach. Jak dni się rozłażą, kiedy jeden jest podobny do drugiego. I jak czasami łatwo o frustrację, o to odbierające siły uczucie niedocenienia, kiedy jedynym twoim celem na dziś jest zrobienie obiadu, żeby dzieciom smakowało.

Powinnaś pamiętać, że ona wieczorami nie może powiedzieć, jak bardzo jest zmęczona, bo zaraz usłyszy: „Czym niby? Tym siedzeniem w domu?” – i najsmutniejsze jest to, że ty też jej to mówisz.

DSC_6042


NIKT NIE DOCENIA PRACY W DOMU

Nie powinniśmy deprecjonować tego, co robimy w domu, bo potem nie dziwota, że jak facet wraca z pracy, to on ma prawo położyć się na kanapie, a matka już nie bardzo, choć to ona musiała swojego szefa cały dzień nosić na rękach, nie on.

Tak, wiem, nie masz lekko. Godzenie życia zawodowego z rodzinnym jest jak chodzenie na szpilkach po linie. Ale ona wcale nie ma lżej! A to, co robi, ani trochę nie jest gorsze od tego, co robisz ty. Pamiętaj, że zdecydowała się na czas jakiś – rok czy lat kilka – odwiesić na haku swoje życie, oddać je innym. Być może nie miała innego wyjścia, bo pracy brak albo zarobki niewystarczające, żeby opłacić z nich nianię. Być może to nawet nie była jej decyzja, tylko splot jakichś niesprzyjających okoliczności. A nawet jeśli – nieważne!

To ona potrzebuje oklasków, bo ciebie szef poklepie po plecach albo społeczeństwo, żeś taka dzielna. Ona co najwyżej usłyszy, że dzień cały w szlafroku i pielucha w głowie. Mam tylko nadzieję, że nie od ciebie.

DSC_6036

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

– polajkujesz go albo udostępnisz na moim fanpejdżu,
– dasz mi o tym znać komentarzem,
– zaobserwujesz mojego Facebooka, żeby być ze wszystkim na bieżąco,
– dołączysz do nas na Instagramie :)

Dodaj komentarz

20 komentarzy do "Twoja praca nie jest lepsza! Słowo od mamy „siedzącej” w domu do tej pracującej"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agnieszka Klecha
Gość
Agnieszka Klecha

Dziękuję, mam dzisiaj taki dzień, że te słowa były i bardzo potrzebne…Dzięki wielkie:)))

Niedoskonała Mama
Gość
W stronę kobiet niepracujących pakowane jest mnóstwo pogardy od innych kobiet… Doświadczyłam tego w pierwszym półroczu macierzyństwa, potem zaczęłam przyjmować zlecenia i wiesz kto te gromy ciska? Kobiety, które same się czegoś wstydzą, podam przykład. Sekretarka z męża pracy zaczęła go wypytywać, co ja robię, pewnie siedzę w domu, a on na to, że firmę prowadzę, wycofała się ślimaczym ruchem. Potem się okazało, że jak ktoś mówi o niej per sekretarka, ona jest A S Y S T E N T K Ą. I wielki ból o to sformułowanie. To jest próba dowartościowania się kosztem tej, która nie jest gorsza.… Czytaj więcej »
Magdalena Komsta
Gość

Matki siedzące w domu z hajnidem – oksymoron, nie, Ilona? Pozdrawiam ciepło!

e-milka
Gość
e-milka

Dolaczam sie. Za przeproszeniem nawet w wychodku trudno usiasc. ;) Ale ja tez tak myslalam przed dziecmi „posiedze sobie, drugie studia spokojnie skoncze, zaleglosci ksiazkowe ponadrabiam.” Ot, bezdzietnosc, naiwnosc.

Kasia A
Gość
Kasia A

Kurczę i ja tez tak myślałam :)

dojoanny
Gość
Myślę sobie, że „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”… Matki pracujące nie rozumieją matek siedzących w domu, a te nie rozumieją kobiet pracujących, twierdząc, że uciekają w pracę od rodzinnych obowiązków. Oba te podejścia są smutne , bo każda matka robi, albo przynajmniej stara się robić to, co jej odpowiada z korzyścią dla rodziny i relacji. Nie mówię o kobietach z granicy patologii, bo takie też się zdarzają. Podziwiam kobiety z ilością dzieci większą niż cyfra 1, nie ważne czy pracuje zawodowo w firmie, czy w domu, czy ma swoją firmę. Ale Matki , które naprawdę z własnego świadomego wyboru… Czytaj więcej »
e-milka
Gość
e-milka

„Wyjmuje popcorn” – boskie. Znam obie strony barykady i dlatego tak trudno byloby mi sie opowiedziec po jednej stronie. Ale kiedy juz dzieciaki zaprowadze, po drodze zakupy zrobie i w pracy kubek kawki pierwszej to wyrywa mi sie takie „uff, nareszcie”. I tez nie mam za bardzo wyboru – nie „robie kariery”, po prostu zarabiam na zycie. Po prostu. A zawsze cos jest czyims kosztem.

mamazpowolania.pl
Gość

Ja uważam, że bycie w domu jest poświęceniem. Szczególnie wtedy, gdy praca, która wykonujemy jest ambitna i pozwala nam się realizować. Wtedy ten macierzyński to nie jest ucieczka tylko rezygnacja z czegoś co jest dla nas ważne. W imię większego dobra. Ja nie żałuję tego poświęcenia ale nie ukrywam, że jest to wymagające zadanie. Z tym, że ja mam też swoją małą odskocznię -bloga, a w wolnych chwilach programuje. Więc nie żyje tylko domem, pielucha i obiadem. Fajny tekst :)

Joanna Wojciechowski
Gość

Ja wyznaję filozofię, że każdy jest kowalem własnego losu i każdy powinien patrzeć na siebie a nie na innych. Sama jestem mamą pracującą, dodatkowo żoną żołnierza, którego nigdy nie ma, bez rodziny do pomocy. Czasem mi ciężko, czasem mam ochotę plakać z bezsilności. To jednak nie znaczy, że będę się wyżywać na matkach „siedzących w domu”. Nie będę, bo nikt mnie nie zmuszał do pójścia do pracy. Sama do niej poszłam, bo wiedziałam, że to „siedzenie” potrafi tak samo dać w kość, jak ciężka praca zawodowa. Czasem jeszcze dodatkowo obniżyć poczucie własnej wartości

Olga
Gość

Dzięki :)
Siedzę już 22 miesiące i będę siedzieć dalej ;-)

anka skakanka
Gość

Się popłakałam… Tak to jest… A ja dopiero 4 miesiąc z dzieckiem na macierzyńskim i czasem wieczorem kiedy już na prawdę nie wiem jak się nazywam, idę jeszcze popracować te bodziaki… Eh. Supermoce przybywajcie!

pestki
Gość
pestki

Makaron z twarogiem, podstawa żywienia mojego syna. Dzisiaj wyjątkowo nie wrócił z przedszkola głodny ?. A ja podziwiam te pracujące bo muszą i dom i dzieci i prace ogarnąć a ja tylko dzieci i dom i średnio mi to wychodzi ? Boję się powrotu do życia zawodowego, że nie ogarnę. Przedszkole, szkoła, zajęcia dodatkowe, dom, praca na razie mnie to przeraża ?

Magda
Gość
Ja właśnie jestem taka mama pracującą co o 5 wstaje. Odprowadzam dzieciaki do przedszkola i do pracy Lecę. Po pracy odbieram i do domu już razem lecimy. Obiad zajecia dodatkowe zabawa kolacja kąpiel czytanie i spanie. A później mam czas dla siebie i męża czyli pranie sprzątanie prasowanie :) Na mamy nie pracujące nie narzekam bo nie mam … Siły i czasu;) Mam męża który również pracuje i razem działamy na polu dzieci bo one nasze:) Żal mi czasem moich dzieci kiedy po raz któryś pytają czy mama musi pracować ?Bo mama … Nie pracuje i on/ona nie musi tak… Czytaj więcej »
Julia
Gość

Kokoko, tak robią mamusie, które siedzą w domu. 500 + plus dostały to stwierdziły, że mogą posiedzieć w domku. Nie opłaca im się iść do pracy. Dziecko jest najważniejsze. One żyją dla dzieci. O sobie zapominają. Często nic innego nie umieją robić, bo ich matki robiły to samo! I jeszcze marudzą,że im jest ciężko. Dziwne. Kobiety pracujące mają te same obowiązki, Często też nie mają od nikogo pomocy. Jakoś umieją to pogodzić.

IZA
Gość

Ja tylko chcialam napisac..DZIĘKUJĘ

Kasia A.
Gość
Kasia A.

Siedzenie w domu wydaje mi sie trudniejsze :) tak Se mykam do pracy i mam pare godzin spokoj :) mogę sobie wśród dorosłych, którzy nie placza, nie bija sie, nie oblewają domu woda, nie skacza po parapetach w tzw świętym spokoju zrobić co trzeba :)

oli82
Gość
Przed ciaza , lub bardziej przed prodem tez dziwilam sie kobietom, jak moga siedziec w domu i, ze w ogole takie siedzenie z dzieckiem to nic nierobienie i bez sensu. Dzis chyle czola kobietom, a w sumie mam ( odpukac) malo wymagajace dziecko i nie powinnam narzekac. Za pare miesiecy wracam do pracy, ktora bardzo lubilam przed macierzynskim i w , ktorej sie realizowalam. Czesc mnie nie moze sie juz doczekac, a czesc wolalaby zostac z dzieckiem w domu. Jedne i drugie mamy maja swoje problemy i ciezkie dni. wiele zalezy od dziecka, od mamy i od pracy, ktora mama… Czytaj więcej »