Mum and the city

Trzy największe poporodowe koszmary

20 października 2015

DSC_2463

DSC_2486

To nie jest tak, że teraz boję się mniej niż w pierwszej ciąży. Ba! Teraz wiem, co mnie czeka po porodzie, więc boję się nawet bardziej. Czego? Że przy kąpieli nie będę umiała tego chucherka trzymać? Pieluchy przewinąć? Że nie wytrzymam bez snu tylu nocy ciurkiem? Nieee, tak było za pierwszym razem i choć nadal nie znam lekarstwa na kolki, wiem już, że z tym wszystkim sobie poradzę. Bo to tylko ode mnie zależy.

A ja się boję tego, co nie zależy. Na co wpływu większego nie mam.

Pobyt w szpitalu

Wczasy to nie są, choć mamy kilkulatków opisują pobyt w szpitalu jak długo wyczekiwane wakacje od codziennych obowiązków. Więc może punkt widzenia zależy od punktu siedzenia? To znaczy leżenia.

No, może. Może sobie odpocznę. Pośród gderania położnych, które tylko czekają, aż ktoś przyniesie świeżo upieczonej mamie czekoladę lub winogrona. „Tego nie można, pani karmi! Chce pani, żeby wzdęcia były? To już lepiej da te winogrona”. No jasne, już one się nimi zaopiekują na dyżurce. Zjedzą to znaczy, a tobie babo po porodzie szynka konserwowa z tych, co to nigdy dobrowolnie w sklepie byś nie kupiła! Że niby lepsza dla dziecka od owoców.

Przy dobrych wiatrach zupę ci przyniosą z trzema plasterkami marchwi. Bez sztućców. Przecież to oczywiste, że do porodu trzeba brać ze sobą łyżkę, widelec i nóż! Nie wiedziałaś? No ja nie wiedziałam, ale w sumie nie szkodzi, bo i tak nie byłam w stanie usiąść na dupie, więc nawet z łyżką nie mogłabym tej zupy zjeść. Ale to też złośliwość czysta dawać na porodówce takie obiady, kiedy baby tam na leżąco jedzą.

I jeszcze ta salowa o piątej rano. Zapala światło, żeby podłogi wymyć. A ostatnie dziecko w pokoju przestało płakać o 4:55!

Taaak, szpital… Przyda się końskie zdrowie, kiedy w nim leżysz.

DSC_2500

Baby blues

Kiedyś myślałam, że dotyka tylko jedną na dwie, więc dlaczego ma wypaść na mnie?
Teraz wiem, że dotyka aż jedną na dwie, więc prawdopodobieństwo, że to znowu będę ja – jest ogromne.

A to gorsze nawet niż szpitalne jedzenie! Siedzisz (o ile jesteś w stanie) i ryczysz. Leżysz i ryczysz. Stoisz i ryczysz. Spacerujesz i… Pewnie już wiesz, co robisz ;). Tak, ryczysz. Ale nie wiesz dlaczego!

Pamiętam, że jak na poporodówce leżałam z czterema babkami, tak wszystkie wyłyśmy w poduszkę. I tylko jedna z nas potrafiła powiedzieć, o co chodzi. Bo mąż, który przyszedł w odwiedziny, ubrał starszemu dziecku zieloną czapkę do granatowej kurtki. A przecież bardziej pasuje niebieska!!!

Karmienie piersią

Za pierwszym razem mi nie wyszło i nawet nie wiem, czy chcę próbować znowu. To znaczy wiem, że nie chcę, bo przecież jak ktoś raz spadnie z konia, to logiczne, że nie chce wsiadać na niego z powrotem.

Bo znowu to leżenie, a ja leżeć nie potrafię. Zawsze jak się w ciągu dnia położę, to widzę, psia kość, że pod szafką kurz się kotłuje. Wypadałoby wytrzeć. Albo starsze dziecko znowu pomyliło telewizor z tabletem i ślady palców zostawiło na ekranie. A tu drugie przy cycku, kiedy ja już tylko o tym myślę, żeby tego paprocha z podłogi zamieść. Średnio to sobie wyobrażam, zwłaszcza przy żywym trzylatku.

Choć ciągle mam nadzieje, że może tym razem trochę mądrzejsza będę? Bo już wiem, jak to jest. I jakie składniki trzeba dodać do tego dania, żeby całej rodzinie smakowało.
Miłość.
Cierpliwość.
Czas.

DSC_2488

Dodaj komentarz

38 komentarzy do "Trzy największe poporodowe koszmary"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
ajlin.pl
Gość
ajlin.pl
Mimo wszystko za drugim razem jest inaczej… nie wiem czy lepiej czy gorzej, ale inaczej, bo dziecko inne. Nie wiem czy było coś podobnie z moimi dziećmi… hm… kolki chyba tylko :P aaa i ten szpital. Rodziłam za drugim razem w innym, ale i tak miałam ochotę skoczyć z okna. Z resztą swoje cudowne przeżycia opisałam u siebie jako „szpitalna znieczulica” – tak to czułam, serio. Szczególnie jak mi lekarz powiedział, że przecież nie boli mniet tak bardzo skoro nie skaczę z okna… Totalna ignorancja i te teksty personelu… brrr… Pamiętaj, położna teraz kawę pije, nie waż się przeszkadzać bo… Czytaj więcej »
Kasia
Gość

oj moja bratowa to sobie świetnie poradziła przy drugim dziecku jeśli chodzi o karmienie piersią. Mała większośc czasu podróżuje w nosidełku zamiast we wózku i nauczyła się jeść w tej pozycji więc mama robi swoje, a mała się zajada ;)

Klaudia
Gość
Klaudia

Wpis zabawny, ale ugodził we mnie jako położną. Przykro mi, że wszystkie nas wrzucasz do jednego wora. Stąd się wlaśnie bierze negatywne nastawienie do personelu zanim jeszcze noga kobiety postanie w szpitalu. To smutne, że trafiłaś akurat na takie położne, strzelam, że były to starsze panie ;) ale gwarantuję, że istnieje dobra strona mocy! I porod u nas, młodych położnych, to czysta „przyjemność”:)) zapraszamy do Lublina:) a ze swojej strony proponuję poszukania innego szpitala, poczytania opinii na gdzierodzic.info :) Pozdrawiam

lavinka
Gość

Alez wystarczy poczytać książkę Jeanette Kality, która nazywa matki od cesarek leniwymi i wygodnymi. Jak traktować w naszym kraju położne z miłością, gdy na starcie dostaje się takie teksty? Jeśli dostaję jakieś wredne komentarze w internecie, najczęściej pisze je położna. Być może nieświadomie, ale jednak wredne teksty idą głównie od nich.

Misako - matka po japońsku
Gość
Misako - matka po japońsku

Pani Klaudio oczywiście nie można wrzucać wszystkich do jednego wora, ale przyznam się, że w mojej ciąży natknęłam się na naście położnych (a może ponad 20?) i tylko 3 wspominam dobrze, TO PRZERAŻAJĄCE, jak kobieta nie raz może krzywdzić inną kobietę w tak wyjątkowym momencie jak poród, kiedy jesteśmy bezbronne, a zwykłe „Brawo, dasz radę” zdziałałoby cuda. Niestety uważam, że wśród większości położnych panuje znieczulica :(

EL LA
Gość

Drugie zmienia życie, w moim przypadku całkowicie. Córeczkę rodziłam już prywatnie i uważam, że to moje najlepiej wydane pieniądze. Też nie karmiłam piersią, ale jakoś nie przeżywałam tego, jak przy pierwszej.

Klaudia
Gość
Klaudia

Wspolczuje doświadczeń szpitalnych! Szkoda, że nie masz mozliwosci rodzic w innym, chyba że wezmiesz pod uwagę przeprowadzkę na końcówkę ciąży;) ja akurat pobyt w szpitalu wspominam jako jedno z milszych doświadczeń tych pierwszych czarnych miesięcy, bo pozostałe doświadczenia mam bardzo podobne niestety. A już za jakieś trzy tygodnie przekonam się na własnej skórze jak to jest z drugim dzieckiem i zywotnym dwulatkiem;) ech… Życzę Ci, aby teraz było lepiej i żeby to była dziewczynka! A tak w ogóle to uwielbiam Twojego bloga, bo piszesz to co i ja myślę:)

Marzena
Gość
Marzena

Świetna puenta :) Chyba o to w tym wszystkim chodzi ;)

lavinka
Gość
Chyba miałam sporo szczęścia, bo trafiłam na dwuosobową salę, więc miałam tylko jednego ryczącego malucha a nie czwórkę (moja dała matce odpocząć i spała niemal bez przerwy, zasypiała tuż po nakarmieniu), kp nie wyszło, ale bardziej z przyczyn niezależnych ode mnie, więc nie mam ambicji na „tym razem będę lepszą matką”, w ogóle wydaje mi się, że przy drugim dziecku po prostu wyłączyłabym internet, żeby nie słyszeć tych wszystkich jęczących matek, jak im źle. Znowu wyjdę, że nie wiem co to znaczy zmęczenie, bo moje dziecko śpi i nie ma kolek, że jestem leniwa, bo karmię butlą i że w… Czytaj więcej »
Es
Gość
Szczerze powiem, że nie wiem o czym piszesz. Wspólczuje takich wspomnień. Dla mnie pobyt w szpitalu był pod względem opieki pielęgniarek rewelacyjny – każda życzliwa, służyła radami, nigdy nie nachalna a zawsze na każde zawołanie i z odpowiedzią nawet na najbardziej idiotyczne pytania. Jedzenie, jak to w szpitalu, zupy też były, a mimo szycia jadłam normalnie na siedząco. Był ból, ale bez przesady. Sztućce były, obsługa obiadowa również przemiła. Baby blues – nikt nie płakał bez powodu, mimo że byłam w wieloosobowej sali cały tydzień i kobiety często się zmieniały. Płacz zdarzał się tylko jak z dzieckiem były problemy i… Czytaj więcej »
BasiaR
Gość
BasiaR
Po raz kolejny odnajduję się w Twoim wpisie. Śledzę Cię (po cichu:)) od ponad roku. W prawdzie nie jestem jeszcze w ciąży (moja córeczka ma 6 miesięcy ) ale kiedyś w niedalekiej przyszłości planuję kolejne dzieci. Jednak lęk jest duży. U mnie nawet nie chodzi o sam poród (bałam się go baaaardzo, jednak jakimś cudem udało mi się urodzić w miarę szybko i bez większych komplikacji). To z czym spotkałam się na sali poporodowej do tej pory jest dla mnie największym koszmarem. Rodziłam w jednej z wiodących placówek w Warszawie, byłam tam 6 dni (z powodu żółtaczki i wolnego przybierania… Czytaj więcej »
Justyna
Gość
Justyna

Oj, skąd ja to znam??? Niby wszystko jest do przeżycia, no ale… Leżąc w szpitalu wszystko jest nie takie jak trzeba – płaczące dzieci, płaczące matki, a do tego jeszcze bułka z salcesonem na kolację (która jest o 17-stej… fuck – kto to wymyślił?!)… No i karmienie piersią – nikt nie obiecywał przecież, że będzie pięknie jak w spocie reklamowym, ale dlaczego jest to tak cholernie trudne? Przynajmniej do czasu, aż się tego nauczysz (a raczej nauczycie- ty i twoje dziecko).

majniaki
Gość

Ja ze spaniem z 8 płaczącymi noworodkami problemów nie miałam. Mam to szczęście, że jak już zasnę, to tylko na swoje się budzę :)
Ja się najbardziej bałam przy drugim porodzie, że mąż nie zdąży dojechać, a chciałam, żeby mnie chociaż chwilę wcześniej za rękę potrzymał… I wiecie co? Nie zdążył!

Może nie będzie tak źle Ilona :D Na razie zdrówka Ci / Wam życzę :)

http://www.majniaki.pl
http://www.szafamajniaka.blogspot.com

Anusia K
Gość
Anusia K

Też chcałam wyskoczc przez okno, myslałam,że mam nierówno pod sufitem , pocieszyłaś mnie:))

jamaska
Gość

baby blues przy pierwszym zaliczyłam, przy drugim ani łezki :D A położne i w ogóle całą poporodową ekipę miałam świetną. Obiady…..łel, taaak.

Chichotki Trzpiotki
Gość

Oj tak… Chwile po porodzie nie są łatwe. Ja byłam po CC na początku 9 miesiąca i nie miałam pokarmu wcale a wcale. Musiałam się prosić o mleko modyfikowane i chodzić z tym zdobytym mlekiem na wpół zgięta przez dłuugi korytarz. Przez to wszystko zrobił mi się „syndrom matki lwicy” zamiast „baby bluesa” więc chodziłam i wrzeszczałam na wszystkich co chcieli podważyć mój macierzyński instynkt, albo robili coś inaczej jak chciałam. Obrywało się też oczywiście mężowi… A to laktator nie taki kupił, a to herbatniki nie te przyniósł. Byłam potworem. :D

Olga
Gość
Ja rodziłam w tym roku w Poznaniu na Raszei. Położne bardzo miłe i pomocne. Nikt mi nie powiedział, że czekolada jest be… miesiąc po porodzie przeczytałam, że niektóre matki jak zjedzą czekolady trochę to podają odciągnięte wcześniej mleko aby alergeny nie zaszkodziły… a ja moje nieszczęsne dziecko od porodu czekoladą katowałam i katuję :D Jedzenie szpitalne pominę. Coś zjadłam, mąż donosił kanapki, banany i czekoladę :) Sztućce miałam własne i kubek! Zapomniałaś o kubku! :) Paprochy i kurz też zauważam podczas karmienia, choć aż tak mnie nie denerwują :) Za to przez pierwsze 6 miesięcy kiedy tylko mleko i mleko… Czytaj więcej »
Justa
Gość

Odnosnie karmienia piersia- niecaly miesiac po porodzie wrocilam na uczelnie. Kilka dni w tygodniu musze spedzic poza domem, wiec nie karmie regularnie i laktacja zanika. Tesciowa nie moze mi uwierzyc i przy kazdym odwiedzinach maca mnie po cycach,horror! :D zadnej swiezo upieczonej tego nie zycze. Ani nieustannych (tez odtesciowych): zle nosisz, zle przewijasz, daj, ja zrobie, nakarm, nie karm, dokarm i w ogole najlepiej wyjdz i nie wracaj :D

anjanka
Gość

I pozwalasz na to? W szoku jestem