Mum and the city

Teraz poleż i poczekaj, a mamusia zaparzy sobie kawę…

25 sierpnia 2016

DSC_2140

Bycie matką w dzisiejszych czasach kojarzy mi się z balansowaniem w rozkroku nad życiem, w dodatku z dzieckiem trzymanym w ramionach. Nie, że dziecko to jeszcze chodzić nie potrafi. Wprost przeciwnie! A jednak boimy się postawić je na ziemi, bo upadnie… Zupełnie niedorzecznie chwiejemy się z nim coraz bardziej, bo my matki mamy obowiązek, chęć i siłę, choć słabnącą, to jednak zawsze. Jakbyśmy nie zdawały sobie sprawy, że nam też grozi wywrotka. I wtedy nasze dziecko spadnie z jeszcze większej wysokości, i jeszcze gorszego guza nabije, niż gdyby na własnych nogach stało.

Wmówiono nam, że poświęcenie jest wpisane w życie matki. To nie tak, że tylko te noce nieprzespane i krechy rozstępów na brzuchu, który kiedyś był zgrabny. To nie tak, że mija. Że jak ono dorośnie, to ty sobie odeśpisz, bo potem musisz przecież śniadanie nastolatkowi wyszykować przed szkołą i do szkoły również. I jeszcze sprawdzić, czy na pewno wszystko do plecaka zapakował! A jak dorośnie, to telefony, że w pracy źle, szef nie rozumie, z żoną, mężem nie wiadomo co będzie, a wnuki babci potrzebują, jej dżemu truskawkowego i żeby na weekend zabrała do siebie chociaż na godzinkę.

Przecież wiem, bo sama tak robię ;).

KIEDY URODZIŁAM DZIECKO ZROZUMIAŁAM, JAKIE TO NIEODWOŁALNE

Już zawsze będę matką, do późnej starości przed snem właśnie o dziecku swoim będę myśleć i pewnie zaraz po przebudzeniu również. Nie, że narzekam.

Fajnie mieć taką istotkę małą, na której widok serce się raduje i duma rozpiera, że „to moje”. Ale dzisiaj z tej miłości trzęsiemy się nad dzieciakami jak nad jajkiem surowym, a nie zagotowanym.

Nie karz dziecka. Tłumacz.
Nie podnoś głosu. Rozmawiaj.
Do niczego nie zmuszaj. Czekaj, aż samo zrozumie.
Nie odmawiaj! Niby czemu tak często mówisz: „Nie”? Dla własnej wygody pewno?

Do jasnej ciasnej: tak! Dokładnie tak!

Bo o ile masz jedno dziecko, to zgoda: te rady są super jak oglądanie „Kubusia Puchatka” w jesienny wieczór z kubkiem gorącego kakao w ręce. Ale jeśli zdarzyło ci się magiczne rozmnożenie, to pewnie ilekroć starszak chce iść na boso po zakupy, a młodsze ubrane w czapeczkę wyje z gorąca i zmęczenia w wózku, masz ochotę przywalić z bezsilności głową w ścianę. Lub podjąć radykalne kroki. Wynieś jedno i drugie pod pachą, a nie tłumaczyć, rozmawiać i czekać, aż piękna stokrotka zakwitnie na twojej dłoni. Tak, bo ona zakwitnie prędzej niż twój kilkulatek zmieni zdanie w kwestii butów. I nie, cierpliwość cię w tym momencie NIE URATUJE!

PRZY DWÓJCE TO JUŻ NIE JEST KWESTIA TEGO, CZY WYPIJESZ CIEPŁĄ CZY ZIMNĄ KAWĘ, ALE CZY W OGÓLE JĄ WYPIJESZ

I czy uda ci się zjeść śniadanie przed piętnastą.

Ja wiem, że leżącemu niemowlakowi trudno powiedzieć: „Teraz poleż i poczekaj, aż mamusia zaparzy sobie kawkę i zje kanapkę”, ale w dzisiejszych czasach nawet odmawianie czegokolwiek trzylatkowi jest odbierane jako zbrodnia przeciwko ludzkości.

Więc teraz opowiem ci straszną historię. Taką rodem z rodzicielskich horrorów: jeśli masz słabe nerwy, lepiej zamknij oczy lub przescrolluj tekst do samego dołu. Jeśli jednak jesteś normalną matką, której zdarzają się wpadki większe lub mniejsze, spokojnie czytaj dalej.

***

To był taki zwykły poranek. Po kolejnej nieprzespanej nocy miałam ochotę tylko siąść i płakać w rękaw, ale nie miałam w czyj, bo Piotr na budowie, a ja sama byłam w bluzeczce na ramiączkach. Ledwo co położyłam Basię spać na pierwszą drzemkę i wiedziałam, że mam naprawdę niewiele czasu, żeby zrobić zdjęcia i odpisać na dziesięć pilnych maili. Ale Kostek mnie zawołał, więc najpierw pochyliłam się nad nim, żeby wysłuchać, co chce mi powiedzieć:

– Chcię jeść!
– Dobrze. Dam ci jogurt – otworzyłam pierwszy, brzoskwiniowy.
– Nie chciem tego jogultu!
– Ok – zanurkowałam głową w lodówce – a co powiesz na wiśniowy?
– Mozie być – zgodził się synek, po czym nagle, na widok czerwonego czegoś w plastikowym kubeczku, zawołał jak oparzony – Nie! Kostek tego nie luuubiii!!!
– To co chcesz zjeść?
– Ebek. Ebek z selkiem.

Dobra, niech ci będzie. Nic nie mówiąc, kątem oka zerknęłam na zegarek. Wiedziałam, że zaraz odezwie się Basia i nici z mojej roboty, ale poszłam do kuchni zrobić tę kanapkę. Pieczołowicie rozsmarowałam najpierw twarde masło, byle cieniutko i ulubiony serek śmietankowy. Odcięłam skórki z brzegu chleba, pokroiłam kromkę w drobne kwadraciki półtora centymetra na półtora centymetra. Dokładnie tak, jak lubi.

– Ale ja nie chciem takiego ebka! – przypomniał sobie młodociany przestępca na widok talerza – Chciem mlećną kanapkę! Mama, no! Ej!!! – i szarpnął mnie za rękę. W tej chwili coś we mnie pękło.
– To ją sobie weź – wypaliłam. I poszłam robić zdjęcia.

Wiedziałam, że nie dosięgnie do lodówki. On też to wiedział. Jeszcze chwilę pokrążył przy mnie, aż w końcu skapitulował. Nie, nie zjadł kanapki z serem, która ciągle leżała na stole. Ani żadnego z dwóch jogurtów. Tego ranka nie zjadł na drugie śniadanie nic. 
I żyje.

Co więcej: następnym razem bez słowa sprzeciwu zgodził się na kanapkę, której nawet nie pokroiłam w kostkę, tylko złożyłam na pół i dałam mu do ręki. Ze skórką!

Jak złą jestem matką? Ja myślę, że wcale nie taką najgorszą ;).

DSC_2155

CHOĆ DOPIERO UCZĘ SIĘ STAWIAĆ GRANICE

Wcześniej było tak, że miałam ogromne wyrzuty sumienia, ilekroć zajmowałam się czymś innym niż moje dziecko. I wcale nie chodziło o odpoczynek, a na przykład o sprzątanie domu czy pracę! To był absurd, bo z jednej strony słyszałam: „Kobieta powinna mieć własne pieniądze!” czy: „Porządek w domu to kwestia organizacji. Czyżbyś nie umiała się zorganizować?”, a z drugiej: „Musisz poświęcać jak najwięcej czasu swojemu dziecku! Jego rozwój zależy od ciebie! To, czy będzie miało wystarczająco mocne podstawy i pewność siebie” oraz: „One tak szybko rosną, jeszcze zatęsknisz za wspólną zabawą, zobaczysz!”.

Czułam, że stoję w jakimś rozkroku, jedną nogę trzymając na brzegu „ja”, a drugą na brzegu „dzieci”. A pode mną płynął nieprzewidywalny nurt życia. Tak naprawdę – próbując jakoś wszystko ze sobą pogodzić – nie byłam ani tu, ani tu. Bawiłam się z dzieckiem i notowałam pomysły na posty w telefonie; siadałam przed komputerem, obok którego jedną ręką układałam z Kostkiem klocki. Aż w końcu dotarło do mnie, że zaraz się wykopyrtnę. Nakryję nogami i tyle ze mnie będzie pożytku. Więc uczę się przeskakiwać. Raz jestem na brzegu „ja”, a raz na brzegu „dziecko”.

DSC_2152

Nie wiem dlaczego mówi nam się, że jako matki musimy zdjąć z siebie sukienkę swoich potrzeb i rzucić ją gdzieś w szafie obok noszonych kiedyś obcasów. Dziecko na pierwszym miejscu, ale jak nie zadbasz o siebie, to nie będziesz mieć siły zadbać o nie! Jeśli zaczęlibyście tonąć, to też najpierw ty musisz złapać oddech, żeby wyciągnąć z wody malucha. To nie jest tak, że po pracy MASZ OBOWIĄZEK bawić się w układanie Lego, a wieczorem pichcić obiad na drugi dzień, żeby zerwać się rano i kroić chlebek w równą kosteczkę. Odrabiać lekcje z nastolatkiem i sprawdzać, czy na pewno niczego nie zapomniał do szkoły. Sprzątać jego pokój i przebierać pościel.

Ty też masz prawo do odpoczynku. Masz prawo powiedzieć: „Nie”. Nawet: „Nie teraz”. Ile razy biczowałam się za to zdanie w myślach, a przecież nie ma w nim niczego złego! Nie mówię, że możesz na swoje dziecko krzyczeć czy tracić cierpliwość, bo nie będziesz musiała, jeśli wyznaczysz jasne granice i nauczysz je szacunku do tego, co robisz. Że mama też może nie mieć czasu. Bo może. Wbrew temu, czego o rodzicielstwie możesz się dowiedzieć ze współczesnych teorii. Być może powtarzają je rodzice, którzy sami mają problem z wygospodarowaniem piętnastu minut dla swojego dziecka. Ale kaman! Jeśli JESTEŚ z nim na co dzień, to te pół godzinki na wieczorny serial bez wyrzutów sumienia po prostu ci się należy.

Więc na serial marsz! I już :).

DSC_2138

Dodaj komentarz

7 komentarzy do "Teraz poleż i poczekaj, a mamusia zaparzy sobie kawę…"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
salus salus
Gość
salus salus

Oj Tak! Też kiedyś miałam wyrzuty sumienia! Byłam zapracowana w korpporacji, zawsze błysk w domu, pranie uprasowane i zabawa do wieczora z dzieckiem! Kąpiel mąż – bo nie dawałem rady! I tak przychodzila godzina 21a ja padalam na twarz! Az zbuntowalam sie! Zaczelam przewartosciowac swoje życie! I teraz mam swój stan! Taki idealny..

Kasia
Gość

Jak zawsze sie zgadzam :)

e-milka
Gość
e-milka
Mnie do refleksji sklonily tez narodziny drugiego dziecka. Wlasciwie wtedy zaczelam sie zastanawiac, czy obralam dobra droge? Z pierwszym weszlam w kierat – pobudka o 4 po nocce jak zwykle podziurawionej, o czwartej, zeby choc kawalek pracy dyplomowej napisac (w naiwnosci przeddzieciecej myslalam, ze robienie drugiego dyplomu z niemowlakiem swietnie sie komponuje). Jesli mialam szczescie, a nie zawsze, czas do szostej. Wyszykowanie jej do przedszkola to jakies 3 godziny, bo wlasnie jogurt nie ten, spodenki cisna, po drodze wystawy sklepowe, pieski, zuczki. Pedem na uczelnie, pedem z uczelni, quality time z corka, w domu chaos, trwajace godzinami usypianie i zasypianie… Czytaj więcej »
Martyna-HealthyLifeConnoisseur
Gość
Wyrzuty sumienia towarzyszą nam – matkom, które są świadome, wyedukowane, niestety… Im człowiek mniej wie, ty mniej wyrzutów sumienia ma. I takim ludziom lepiej się żyje. Bo ja ciągle zastanawiam się, czy bawię się z moim dzieckiem wystarczająco „rozwojowo”… a moja mama mi mówi, że ona w ogóle nie wie o czym ja mówię, że ona nie stresowała się tak, była wyluzowana i zadowolona, że ma dzieci zdrowe i tyle. Nawet nie skupiała się na tych nocach nieprzespanych, nie zastanawiała, jak my dziś. A mnie jako dziecku nigdy nie zabrakło rozmowy z rodzicami, kreatywnie spędzanego czasu (oczywiście jak na tamte… Czytaj więcej »
madeinania
Gość
madeinania
Ja z kolei mam wrażenie, że z każdej strony jestem atakowana, że powinnam sobą się zająć, w domu posprzątać, myśleć o powrocie do pracy itd. A wolałabym o dziecku myśleć, bawić się z nią, a nie zastanawiać się kiedy ostatni raz okna myłam. I naprawdę ta nowa sukienka nie jest mi potrzebna do szczęścia, do szczęścia potrzebna jest mi Zosia. Myślę, że te kwestie się zmieniają, tzn. za jakiś czas będę chciała nową kieckę :) A co do wyrzutów sumienia- koleżanka ma teorię, że je mamy, bo stare już jesteśmy ;) Kobiety, które urodziły jak miały po 20 lat podobno… Czytaj więcej »
e-milka
Gość
e-milka
Mysle, ze nie ma niczego zlego w symbiozie mamy z noworodkiem, czy niemowleciem. Ale latwo sie zapedzic za daleko, podporzadkowujac dziecku wszystko. Niestety, a mowie to z dziewiecioletniego „podwojnego” doswiadczenia – to mama musi wyznaczac granice. Mowie to jako mama, ktora wyznaczania granic musiala sie uczyc. To jest bardzo delikatna gra – z jednej strony dziecko wlasnie takiej symbiozy potrzebuje by, paradoksalnie, zaczac sie od mamy oddalac, male dzieci chca byc z mama (lub tata) 24/7, z drugiej strony latwo przegapic moment, kiedy wlasnie ta calodobowa opieka nie jest potrzebna. Trudno wypracowac zloty srodek miedzy „zimnym chowem” PRLu a rodzicielstwem… Czytaj więcej »
Seso
Gość

O rany :) Mam dziecko ledwo 3 miesiące, ale powoli zaczynam rozumieć, że jak nie dam sobie tych 5 minut to oszaleję. „Ja wiem, że leżącemu niemowlakowi trudno powiedzieć: ?Teraz poleż i poczekaj…” cóż, ja tak robię, jeśli nie płacze, tylko spokojnie mnie obserwuje, inaczej w ogóle bym nie jadała. Mam wyrzuty sumienia, że nie organizuję mu stymulujących zabaw w każdej minucie jego życia, ale powoli zaczynam rozumieć, że nudzić też się trzeba nauczyć, a jemu chyba przyjemność sprawia, jak tylko sobie leżymy i śmiejemy się do siebie ;)