Mum and the city

Święta z dzieckiem: oczekiwania kontra rzeczywistość

28 grudnia 2015

DSC_4149

Było pięknie! Jak na filmach prawie: kino familijne, holyłudzka produkcja z piękną muzyką, która rozbrzmiewa w głowach jeszcze długo po napisach końcowych. Jak wspomnienia minionych świąt z dzieckiem! Chociaż ostatecznie z zupełnie innych powodów, niż sobie wyobrażałam, zanim sama zostałam mamą…

DSC_4167

CIEMNA STRONA MOCY, CZYLI PRZYGOTOWANIA

Znienawidzone jeszcze w dzieciństwie. Pamiętam, że byłam takim chłopcem – choć dziewczynką – na posyłki: przynieś, wynieś, pozamiataj. Jak się komuś czegoś robić nie chciało, to wołał najmłodszą w rodzinie. Czyli mnie. Więc z utęsknieniem czekałam, aż tą najmłodszą w rodzinie być przestanę. I sama zawołam jakiegoś berbecia małego do wymycia parapetów. Cha!

Oczywiście, doczekałam się. Mogę wołać: „Podaj mi tę ścierkę z kuchni!” kiedy stoję na wysokościach i walczę właśnie z brudnym żyrandolem, tylko że… Po stokroć bardziej wolałabym być tą, która ścierkę podaje niż tą, która wszystko czyści, myje, pucuje, planuje, komenderuje, prosi, prosi, prosi, starając się zdążyć przed pierwszą gwiazdką.

No ale nie tak miało być. Zupełnie nie tak. Miałam olewać jakiekolwiek porządki, trochę na przekór mamie. Pokazać jej, że można przecież żyć inaczej. Nie pucować okien w grudniu, bo i tak za moment znowu zacznie padać. Nie piec żadnego ciasta, bo ciasto można kupić, a tak w ogóle to na święta do ciepłych krajów lecieć, żeby pośladki opalać, zamiast przez trzy dni pod rząd biegać do kościoła. A potem całkiem tradycyjnie wyszłam za mąż i urodziłam dziecko. Maleńkie jeszcze było, kiedy zaczęłam sobie wyobrażać, jak te wspólne święta mogłyby wyglądać. Jak stroimy razem choinkę i wycinamy pierniki. Jak je podjada, wylizując lukier palcem. No i się zapaliłam, żeby dokładnie taką atmosferę wprowadzić do domu, który właśnie tworzę.

Ale w moich myślach zawsze było CZYSTO. Nikt się nie foszył i nie grymasił. Dziecko posłusznie posypywało gwiazdkami ciastka, a nie stół cały i pół podłogi. I nikt nie skakał przez choinkę, nie biegał, nie zdejmował bombek, żeby pograć nimi w kosza i nie dekorował gałązek ulubionymi puzzlami. A ja w tym wszystkim byłam zrelaksowana i uśmiechnięta, jakbym właśnie pozowała do świątecznych zdjęć, a nie ze wszystkich sił starała się nie spieprzyć sernika.

DSC_4169

DSC_4160

DSC_4162

JASNA STRONA MOCY, CZYLI… ŚWIĘTA!

Mama się krząta, krząta się dziecko, nakrywając do stołu. Widelec obok talerza, a nie na krześle albo pod dywanem, że znaleźć potem nie można i dokompletować, więc goście muszą jeść łyżeczkami. Na stole karp upieczony przez dziadka, śledzie w śmietanie i ryba w galarecie. A dziecko wszystkiego próbuje z apetytem, chociaż ja sama nigdy niczego poza barszczem nie jadłam. Ale tak to już jest w naszych wyobrażeniach, że to co nie do końca wypieramy z zegarmistrzowską precyzją.

A kiedy Mikołaj z wielką poduszką zamiast brzucha przychodzi po kolacji, dziecko wspina się ufnie na jego kolana, zamiast z krzykiem uciekać na moje. Przebierając nogami, czeka na prezenty, którymi potem bawi się przez następny miesiąc, dając mi wypić w spokoju kawę i chociaż te kotlety na obiad ubić. Ale nie. Prezenty już następnego ranka leżą w kącie. Nie kupisz sobie spokoju matko za żadną cenę!

DSC_4178

A jednak to właśnie z dzieckiem w święta jest najwięcej radości.
I nagle odnajdujesz sens każdej pojedynczej – z pozoru bezsensownej – czynności. Sens tradycji, bo wszystko to dla najmłodszych przecież. To ich ta choinka cieszy najbardziej, nawet jeśli potem patrzą tylko, jak ją przewrócić.

I chociaż wszystko idzie zupełnie nie tak jak powinno, bo trudno, żeby z dzieckiem cokolwiek poszło według planu, to nic nie szkodzi. Bo przecież tego, co najlepsze i tak nigdy nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić!

DSC_4174

DSC_4182

legginsy mamy – Mamatu
bluzka Kostka – Mamatu
spodnie – Zezuzulla

DSC_4145

Dodaj komentarz

9 komentarzy do "Święta z dzieckiem: oczekiwania kontra rzeczywistość"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marta
Gość

Całe trzy dni przed Wigilią gotowałam, piekłam, do 1szej w nocy szykowałam własnoręcznie robione ozdoby na choinkę i dekoracje domu. Jednak to chwilę z moją dzielną dwulatką, która pięknie wycinała i dekorowała pierniki i obierała jajka na sałatkę, sprawiały że czułam magię Świąt. Chwile pełne śmiechu, buziaków klejących się od lukru, reakcji na prezenty „ale szał” :) to zapamiętam na dłużej niż czas z dorosłymi członkami rodziny spędzony przy stole. Dzięki mojemu brzdącowi już czekam na przyszłoroczne Boże Narodzenie.

majniaki
Gość
Ja kocham święta i jako dziecko też je kochałam, choć pamiętam, że w Wigilię zawsze głodna chodziłam, bo mięsa nie ma i nic jeść nie chciałam. Święta to magia! Nasz synek jeszcze malutki, więc nawet nie rozumie co to prezent, a choinka, to kolejna ciekawa rzecz , mebel, na który najchętniej by po prostu się wdrapał :) Aurelka zaś od miesiąca już śpiewała kolędy i w zasadzie teraz nie wyobrażam sobie jak nudne byłyby święta bez dzieci. A do ciepłych krajów można pojechać zawsze, choć nigdy nie ma czasu. Święta Bożego Narodzenia, to piękna tradycja, to nasza kultura i jedynie… Czytaj więcej »
Magda Dwa Plus Dwa
Gość
Ja święta zawsze lubiłam, ale odkąd zostałam mamą to lubię je jakby mniej… No bo te moje dzieci to świętami nacieszyć mi się nie dają, co chwilę muszę ratować stół świąteczny lub choinkę przed katastrofą, czasu na nacieszenie się własnymi prezentami i filmami o świętach też nie ma, wizyty u rodziny też obarczone stresem, no bo trzeba stoły i choinki tamtych ratować przed katastrofą i znowu nie ma czasu spokojnie zjeść i nacieszyć się prezentami… Ale człowiek szybko zapomina, że wcale tak różowo w święta nie było i za kilka miesięcy znów zacznę czekać na następne Boże Narodzenie, z nadzieją,… Czytaj więcej »
Olga
Gość

Uwielbiam Święta :) A że dziecko schowane za paczką próbuje zjeść papier pakowy? Że po Wigilii zamiast usiąść wygodnie musiałam wymiatać okruchy z dywanu? Pfff co tam :) Święta są :)

malaczki.pl
Gość
malaczki.pl

haha jakbym czytała o własnych Świętach <3 podobnie miałam z pierwszym stałym posiłkiem Oskarka czy ząbkiem ;)

Chichotki Trzpiotki
Gość

To prawda. Nie jest tak kolorowo jak w reklamie i czasem się człowiek wkurza, ale dla dziecka po prostu się chce. I nawet jak nie jest „różowo” to jest najlepiej jak się da. ;)

stylpasja by Magda
Gość
stylpasja by Magda

Bardzo fajne zdjęcia :-) pozdrawiam!!

Our Creative Steps
Gość

Jedno jest pewne – w grudniu czlowiek sklada sie w 65% z mandarynek :) Pozdrawiamy :*