Mum and the city

Sprawdzone sposoby na niejadka

17 sierpnia 2015

DSC_1223

Artykułów o niejadkach jest w sieci mnóstwo. Kiedy odkryłam, że moje dziecko jest typowym monofagiem (do pełni szczęścia wystarczy mu na talerzu mięso i… Mięso), zaczęłam szukać sposobów na urozmaicenie jego diety. Bo o ile nie przeszkadza mi kompletnie, że Kostek je mało i rzadko, to naprawdę bardzo martwi mnie jego niechęć do wielu (zwłaszcza tych zdrowych!) produktów spożywczych.

To, co wyczytałam, wprowadziłam w życie i… Bardzo szybko doszłam do wniosku, że autorzy internetowych mądrości w życiu nie mieli do czynienia z prawdziwym, upartym niejadkiem. Bo mój na przykład bardzo chętnie gotuje razem ze mną, ale czy chętniej potem je? No nie! Czy sięga po szparagi, kiedy widzi, że dorośli zajadają je z apetytem? Też nie! Patrzy za to z obrzydzeniem co też ci rodzice i prewencyjnie zasłania buzię, na wypadek gdyby przyszło nam do głowy poczęstować go tym samym. Czy ślini się na widok kanapki przypominającej autko? Ależ skąd! Skutek jest wręcz odwrotny, bo nie chce psuć całej tej konstrukcji. Czy to, że je samodzielnie, sprawia, że zjada więcej? Hahaha! Zjada tylko to, na co ma ochotę (dwa kęsy) i znudzony odchodzi od stołu, bo od jedzenia zdecydowanie bardziej woli zabawę.

Jedzenie jest zawsze ostatnie na liście to do niejadków.

Ale nie traćcie nadziei kochane mamy, bo jest coś, co NAPRAWDĘ na nasze dzieci działa:

1. Szlaban na soki.

DSC_1205

Niby wiemy, że jak dziecko nie chce jeść obiadu, to całkowicie trzeba odstawić słodycze, ale jeśli chodzi o soki to… Nie jest to już takie oczywiste. Przynajmniej dla mnie nie było. Każdego dnia serwowałam dziecku sok ze świeżo wyciskanych owoców, bo witaminy i te sprawy. A przy okazji cukry. Dużo zapychających żołądek cukrów. Naturalnych, ale mimo wszystko zmieniających smak. O czym dowiedziałam się, kiedy po raz pierwszy napisałam o naszym problemie z niejadkiem.

Pod wpływem waszych komentarzy (dzięki Kamil!) odstawiłam soki i… Kostek jeszcze tego samego dnia zaczął jeść. Serio. Dzisiaj pije wodę lekko zabarwioną sokiem (ale naprawdę tego soku jest tyle co nic, jeden centymetr na dnie) i nawet jeśli wypije szklankę takiej „wody” do obiadu, to nie traci apetytu. Pijąc soki, potrafił przez cały dzień nie jeść nic. Soki to złooo.

DSC_1215

2. Odpowiedni talerz.

Śmiejcie się, śmiejcie, ale dobry talerz to 100% sukcesu. Teraz pytanie za sto punktów: który z tych dwóch uważacie za dobry dla niejadka?

DSC_1199

Pewnie większość z was wskazałaby pierwszy, bo na dnie są obrazki, które zachęcają malucha do jedzenia i można na nim ładnie wyeksponować jedzenie. Tak też radzą wszelkiej maści „eksperci” od niejadków.

Otóż… Nie. Przez kilka miesięcy podawałam dziecku obiady w tym talerzu i co? Zjadał tylko mięso, nie tykając nawet warzyw. Po czym przypomniałam sobie, jak sama w dzieciństwie – programowy niejadek – mieszałam wszystko na talerzu w jedną papkę i dopiero wtedy niektóre produkty były do przełknięcia, a ziemniaki zmieszane z buraczkami smakowały nawet lepiej niż osobno. Zresztą, do dzisiaj tak jem. Więc spróbowałam w ten sposób podać jedzenie mojemu dziecku. Nagle okazało się, że przestały mu przeszkadzać zielone warzywa, o ile są nabite na widelec z ulubionym mięskiem i wymieszane z sosem, a nawet z kaszą. W ciągu kilku dni spróbował więcej produktów niż w ciągu całego swojego życia!

3. Przemyt.

Podobno nie można oszukiwać dziecka i powinno widzieć, co je, tylko że jak mój widzi, to właśnie wtedy nie je.

Ponieważ Kostek przede wszystkim nie je warzyw, staram się je przemycić np. w klopsach. Nie tknie też surowych pomidorów, więc na naszym stole bardzo często jest grany sos z pomidorów z puszki (wystarczy je dodać do mięsa i lekko poddusić).

Ostatnio poszłam krok dalej i zaczęłam chleb smarować pastami, np. hummusem (twaróg + cieciorka) czy masełkiem z awokado. Na to odrobina ketchupu (ketchup to pomidory!) i kanapka szybko znika z talerza.

4. Ban na produkty, po których dziecko nie chce jeść niczego innego.

U nas takim produktem są kabanosy. U innych być może są to słodycze lub wspomniane wyżej soki.

Ja wiem, że rodzic niejadka wpada czasami w pętlę myślenia: „Byle zjadł cokolwiek!”. Więc kupujemy te najulubieńsze z produktów, czasami chowamy je przed dzieckiem i wyjmujemy dopiero jako niespodziankę po zjedzonym do połowy posiłku. Żeby dopchać.

Ale dziecko cały czas wie, że to tam jest. Przynajmniej mój dwulatek doskonale pamięta, że dwie godziny wcześniej mama płaciła przy kasie za kabanosy. Albo że jak tata wrócił z zakupów, to szybko je schował do lodówki. I w porze posiłku będzie krzyczeć o te kabanosy tak długo, aż w końcu skapitulujemy. Albo celowo zje tyle, żeby zostawić sobie na nie miejsce w brzuchu. Czyli tyle, co nic.

Sposób? Zaprowadzić do lodówki i pokazać: „Nie ma! No zobacz, naprawdę nie ma! Ale widzę, że jesteś głodny? Spróbujemy obiadku?”.

5. Rozmowa.

U nas działa. Na pół godziny przed posiłkiem tłumaczę dziecku, co będziemy jeść. Zaczynam zazwyczaj od wybadania, czy jest głodne. Jeśli kiwa głową, że tak, to opowiadam, że mama przyszykuje kaszkę z ulubionymi borówkami. Jeśli wie, co go czeka, istnieje spora szansa, że nie ucieknie na widok talerza ;). Również w trakcie posiłku nie przestaję opisywać tego, co jemy: „To jest budyń. Budyń czekoladowy. I smakuje jak czekolada! Lubisz czekoladę? Może spróbujesz?”. Jeśli bardzo nie chce, negocjuję dalej: „Kochanie, jedna łyżeczka… Jeśli nie będzie smakować, zawsze możesz wypluć i mama już więcej nie da!”. W pogotowiu mam papierowe chusteczki i chociaż słyszałam, że nie powinno się dziecka do niczego „przymuszać” (a jego „nie” znaczy: NIE), to wiecie co? Te papierowe chusteczki rzadko idą w ruch. Bo choć moje dziecko boi się spróbować (jadłowstręt wizualny czy cuś ;)), zazwyczaj ta pierwsza łyżeczka pobudza jego łaknienie i właśnie dzięki niej zaczyna jeść z apetytem.

DSC_1227_2

Po wprowadzeniu tych prostych trików praktycznie zapomniałam, jak to jest mieć w domu niejadka. A ty masz jakieś swoje tajne sposoby?

  • Fajnie, że pomogło

  • Linda

    Jestem przerażona. Kiedyś trafiłam tu na wpis o tym, że ci, co nie mają niejadkow nie powinni się wypowiadac bo nie zrozumieją… i zgadzam się z tym względem wielu innych spraw, ale w kwestii jedzenia… gdy jest ona przedstawiona w ten sposób… jako ciągła walka o kolejną łyżeczkę, o kolejny podany posiłek, kolejne spróbowane danie… już nie jestem w stanie w ten sposób myśleć. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że takie dziecko-niejadek już zostało do jedzenia zniechęcone. Już nabyło doświadczeń, w których podczas jedzenia musiało walczyć o swoją autonomię bo ‚mama wiedziała lepiej czy, kiedy i ile mam zjeść’… Wiem, ze brak zaufania do dziecka bierze sie z obaw o to, czy jest najedzone, dobrze odzywione i wspolczuje rodzicom, ktorzy nie moga sie wyzbyc takiego automatycznego myslenia na korzysc zaufania dziecku i niezburzenia w nim naturalnej potrzeby i checi jedzenia. Jednoczesnie jednak wyobrazam sobie, jak taki dorosly niejadek totalnie nie potrafi rozpoznac odczuc glodu/sytosci, i w dalszym ciagu je wybiorczo bo ten przyslowiowy kalafiorek, nie mowiac o szpinaku, staje mu oscia w gardle a widzac go w wyobrazni ma wedrujaca do gardla lyzeczke z tymze.
    Dlatego wszystkim przyszlym mamom odwiedzajacym to miejsce z calym szacunkiem dla tradycyjnych metod zywienia polecam BLW – nie jako sekciarskie zapedy marchewkowo-kalafiorowe ;) ale naturalna droge rozszerzania diety, w ktorej na pierwszym miejscu sa potrzeby dziecka, a nie mamy. Poczytajcie, wybierzcie swiadomie. Wybor talerzyka naprawde nie musi byc tak istotny.

    • Polecam czytać TEKST, a nie same zajawki na FB ;).

      I przypominam: http://mumandthecity.pl/okiem-mamy-zalety-blw/ – tak, tak, mój syn miał rozszerzaną dietę metodą BLW. I jest niejadkiem. Szok. Niedowierzanie. Ale jak to? Ale na pewno? Coś zrobiłaś źle!!! ;)

      • Nie jest niejadkiem, tylko Ty masz urojone poczucie tego, co powinien zjeść. Dziecko potrzebuje tylko kilka kęsów dziennie i dużo pić. Wszystko. Dzieci w Polsce mają jakieś koszmarne normy żywieniowe. Jeśli dziecko je tyle, ile żąda dietetyk z ministerstwa – bardzo szybko łapie nadwagę.

        • Nie mam pojęcia, ile żąda dietetyk. Tak jak Ty nie masz pojęcia, ile je (sorry: jadło) moje dziecko ;).

      • Linda

        Ilona, przeczytalam tekst. Dokladnie. Nie wiem, czym dla Ciebie bylo BLW gdy je wprowadzalas. Nie wiem, jak rozumiesz BLW – moze o tym pisalas, nie znam Twojego bloga na wskros.
        BLW nie jest gwarancja, ze Twoje dziecko zje tyle ile Ty oczekujesz. Jest zaakceptowaniem tego, ze dziecko samo decyduje czy, ile i kiedy zje. Im starsze dziecko, tym bardziej powinno byc to oczywiste, choc pewnie moze byc trudne, bo rozne sa dzieci i rozne etapy przechodza – moze byc np.kilkutygodniowa faza na jakis okreslony produkt plus mleko mamy zamiast wszystkiego innego.

        Ty nadalas dziecku etykiete niejadka. Ty sie tym nakrecasz. Ty szukasz na nie sposobow. Manipulujesz, kombinujesz – bo o ‚pomoc’ krzyczy Twoja potrzeba bycia wystarczajaco dobra matka dziecka dobrze odzywionego i najedzonego. Potrzebujesz miec pewnosc, ze wszystko robisz jak trzeba, jak najlepiej, ze kontrolujesz wszystko i wciaz nie nawalasz jako ta matka, jaka chcesz byc – czego dowodem bylby pusty talerz.

        A ja Ci powiem tak: dowodem na to bedzie Twoj szczesliwy syn, na ktorego nikt nie wywiera presji, nie naciska, nie negocjuje, ktorego traktuje sie powaznie i z szacunkiem.

        Niestety, jedzenie juz stalo sie u Was trudnym tematem a on to doskonale wie i wyczuwa. Byloby to ogromne wyzwanie wywrocic swoje myslenie do gory nogami i na nowo dac mu wolnosc i tak zwany, przyslowiowy swiety spokoj, zeby mial jeszcze szanse przestac byc tym niejadkiem, ktorym tak usilnie go widzisz.

        • Skoro przeczytałaś uważnie, to polecam przeczytać przedostatnie zdanie.

          U nas BLW nie działało, bo w pewnym okresie mały zaczął wybierać TYLKO mięso. Przez rok (tak: mięso, nie warzywa, nie mleko, kaszkę, cokolwiek innego. Nie karmiłam piersią, żeby móc dostarczać mu jakiekolwiek inne wartości odżywcze). Więc zmieniłam taktykę. Od tego czasu jest ok. No moja wina, że samego warzywa nie tknie, a w paście lub wymieszane z mięsem to już do samego końca? To jest manipulacja? Może. To jest zmuszanie? Nie sądzę. A nawet jeśli, to tak: czasami zmuszam do czegoś moje dziecko. Na przykład, żeby stało na czerwonym świetle na chodniku, a nie na ulicy. Zapięło pasy w foteliku samochodowym. Rozmową, ale zmuszam, jak już tak chcesz to nazywać.

          Oj, zła matka. Myśli tylko o sobie (jak „być wystarczająco dobrą matką”), a nie o zdrowiu i bezpieczeństwie swojego dziecka.

          • Linda

            Nie napisalam, ze jestes zla matka, a zamiast ‚wystarczajaco dobra’ powinnam byla napisac ‚idealna’. Niepotrzebnie napisalam tez, ze dowodem bylby Twoj szczesliwy syn – bo opatrznie mozna zrozumiec to tak, jakbym teraz zakladala, ze jest nieszczesliwy – nie to chcialam przekazac. I nie chodzilo mi o swiadome myslenie tylko o sobie. Tylko o ‚chcenie’ za bardzo, o przekonanie, ze ja wiem lepiej od swojego dziecka, czy, kiedy, ile ma zjesc i automatyczne poszukiwanie trikow, sposobow na to, by zjadl cos innego niz to mieso, ktore tak uporczywie wybieral. Czy to kwestia zdrowia i bezpieczenstwa? Sama nie wiem. Na pewno jest to kwestia Twojego spokoju i przekonania, ze zadbalas o swoje dziecko najlepiej jak potrafisz.                                           
            W Twoich wpisach i komentarzach    widac, ze temat zywienia jest dla Ciebie mocno emocjonalny. A moze takim go przedstawiasz, bo tak sie lepiej sprzedaje? Tego nie wiem, choc piszesz, ze ‚w Twoim domu Twoj syn nie jest niejadkiem’ oraz ‚jak nazwac problem, zeby matki wiedzialy co tu znajda?’
            Na pewno doskonale o tym wiesz, ze to co raz opublikowane w sieci, juz tam zostaje na zawsze – a mimo to, rozdzielasz swiat wirtualny od rzeczywistego. Niestety, etykieta nadana w sieci tez nia bedzie juz zawsze.
            A co do nazywania problemu – kiedy czytam tak emocjonalny opis strategii w walce o zjedzenie przez dziecko czegos innego niz mieso mysle o pozostalych matkach, ktorych swiatopoglad rodzicielski ksztaltujesz. I niestety mam przekonanie, ze czesc z nich z duza szansa nie bedzie o swoich dzieciach TYLKO pisac per ‚niejadek’, o zjedzonym obiedzie jako o sukcesie, ktory zostal odniesiony dzieki trikom, sposobom i przemycie. Odpowiedzialnosc spoleczna blogera to wazna sprawa. Mozesz przyczynic sie do tego, ze wieksza czesc rodzicow zacznie traktowac swoje dzieci podmiotowo i z szacunkiem – a jednak wybierasz rozmowe, w ktorej dziecko jest przedmiotem walki i silowania sie – tak z nim, jak i z innymi ludzmi, Twoimi czytelnikami. Swoim komentarzem chcialam zaproponowac Ci – w dosc bezposredni sposob, przyznaje – refleksje nad tym, co Toba kieruje gdy szukasz sposobow na swojego ‚niejadka’. Widze jednak, ze sa rzeczy, ktore wprost jest trudno przyjac, i ktore w najlepszym razie zostana one odebrane jako hejt w najgorszym stylu. Niech sie kreci i sprzedaje, byle kiedys nie odbilo sie to czkawka tym, dla ktorych chcesz najlepiej :)
            Powodzenia!

          • Wiesz co jest najgorsze? Czepiasz się słówek (niejadek, przemyt). I na tej podstawie oceniasz, czy robię dziecku krzywdę.

          • Linda

            Slowa jakimi piszesz w zalozeniu odzwierciedlaja Twoj sposob myslenia. Jesli on jest inny niz pokazuja slowa to… o czym w ogole rozmawiamy? I po co?

          • Anka Skakanka

            Nie rozumiem, Lindo, Twoich dziwnych doprawdy ataków. Jak sama zaznaczyłaś – nie jesteś matką. I to widać, bo Twoje wypowiedzi są czysto intelektualne. Tymczasem macierzyństwo (jak zresztą każda relacja z drugą istotą) jest sferą wypełnioną emocjami. Jak mogłoby być inaczej? Zgadzam się z Twoimi argumentami, że rodzic może podświadomie robić problem z jadłowstrętu swojego dziecka. Na pewno zdarzają się tacy rodzice. Za bardzo skupieni, nadopiekuńczy. I w wyniku takiego wychowywania dzieci pojawiają się z czasem również inne problemy. Ale w tym wypadku problem leży gdzie indziej. Jestem mamą 4-letniego chłopca z silnym charakterem o własnych poglądach. Z uwagi na skazę białkową ma mocno ograniczony jadłospis. Ale to też nie byłby problem, bo stosuję zamienniki. Słodyczy praktycznie nie je (praktycznie=raz w tygodniu). Mimo to przez większość dni mógłby zjeść bułkę na śniadanie i bułkę na kolację. Prawie nie jada mięsa. Czy wobec tego mam „zaufać” jego intuicji dietetycznej i pozwolić, by zwyczajnie nie jadł? Bo ma ważniejsze „sprawy” na głowie (np zabawa)? Dla mnie wpis Pani Ilony jest bardzo cenny. Mój syn od kilku miesięcy namiętnie pije soki owocowe. I choć zawsze wybieram „zdrowe” , bez dodatków i nie z koncentratów, to widzę, że ma przez to graniczny apetyt. Podobnie „trik” z talerzem. Wypowiedzi pseudo psychologów, Pani Lindo, powinny mieścić się w granicach zdrowego rozsądku, by nie szkodzić pozostałym zainteresowanym. I brać pod uwagę wszystkie wszystkie „za” i „przeciw”. W tym wypadku chodzi o dobro najcenniejszej dla matki istoty – dziecka.

          • aga1234

            dobrze napisane, ja jestem mamą rocznej dziewczynki nie chciała nic jeść i co to mam jej pozwolić nie jeść? ludzie, którym brak doświadczenia, którzy takich sprawy nie przeżyli niech się nie wypowiadają…teoretycy phiii

        • marzena

          Linda nie ma scisle okeslonej granicy po przekroczeniu ktorej nazywamy kogos niejadkiem. To jest termin umowny, wiec nie czepiajmy sie szczegiolow, kiedy ktos jest juz niejadkiem a inny to jeszcze nie, bo za duzo je.
          Po drugie z tym dawaniem wyboru dzecku w kwestii co, kiedy i ile chcialby zjesc to nie przesadzajmy. Jak widzisz moga zdarzyc sie osoby takie jak Kostek, ktory wybierzeTYLKO MIESO, sa dzieci ktore wybiora TYLKO SLODYCZE, a sa dzieci (jak moj dorosly juz kolega), ktory wybierze tylko biale produkty (makaron bez sosu, ryz – tak tak idac do restauracji zamawia tylko porcje ryzu). Nie wiem z czego to wynika, ale poniewaz my, rodzice jestesmy za nasze dzieci ODPOWIEDZIALNI to do nas nalezy przypilnowanie zeby dziecko rozwijalo sie dobrze. A chyba zgodzisz sie ze mna, ze rozwoj dziecka bardzo zalezy od odzywienia organizmu. Skoro Kostek mial objawy niepokojace (niedobor wapnia) to chyba normalne, ze Ilona chciala zapobiec postepowi urozmaicajac diete. Czy to robi z niej zla matke.

    • Dokładnie. Nie ma nic gorszego, niż „zachęcanie do jedzenia”. Mnie tak czasem dokarmiają koleżanki. No weź zjedz, bo jesteś chuda. Drugi kawałek ciasta. A mnie mdli już po pierwszym i odmawiam. więc mi się wmawia, że mam anoreksję. Na szczęście nie mają dzieci.

      • chaber

        hmm.. no to właśnie w zaciekłości ataków widać kto tu ma obsesję na punkcie jedzenia?
        Wyluzujcie! Ja z Iloną nie zawsze się zgadzam, ale agresja od niektórych mam BLW jest porażająca (wiem, czytałam książki, korzystam z metody).

      • marzena

        Wez Ty lavinka sie idz przebadaj, bo moze masz jakies pasozyty przewodu pokarmowego. Z tego co piszesz to wszyskie objawy na to wskazuja (niechec do jedzenie, wstret do niektorych produktow, niestrawnosc, w dziecinstwie uwielbianie soku marchewkowego- naturalny lek przeciwpasozytniczy, drazliwosc na poruszanie tematu jedzenia,). Moze jakas tasiemczyca lub glistnica Cie dopadla? I nie pisze tego zeby Ci dopiec tylko naprawde wychodze tylko z rada/sugestja. Moze nawet nie zdajesz sobie sprawy.

        • Od dziecka nie wskoczyłam do siatki centylowej, zawsze poniżej trójki, a wzrostem szybko przebiłam 97. Wiesz ilu mnie specjalistów badało? Ile wpychano witamin? Nic nie pomogło. Tarczyca w normie, pasożytów brak. U mnie w rodzinie to się często zdarza, moja mama przed menopauzą nie przebiła 40kg wagi. Tylko byłą niższa. Marchewka po prostu była słodka, a ja lubię słodkie. Teraz po latach wiem, że tego typu niestrawności mogą być objawem alergii pokarmowej. Po prostu mam alergię na większość roślin strączkowych, kasz i być może duże dawki pszenicy (nie mylić z glutenem, akurat po glutenie nic mi nie jest, ale po pszennej napakowanej chemią bule często mnie wzdyma). Ale to tylko gdybanie. To także częsty objaw u ludzi z autyzmem, a ja w dzieciństwie miałam podręcznikowe objawy Zespołu Aspergera, teraz już się zasymilowałam, tylko unikam tłumu, hałasu i mam bardzo wybiórczą dietę, która zresztą może mieć podłoże sensoryczne, bo jak zjem osobno pomidora czy ogórka, to nie przełknę sałatki z pomidorem i ogórkiem razem. W dzieciństwie, kiedy już jadłam trochę więcej – nie tknęłam ziemniaka, jeśli dotknął do startej marchewki. A sama marchew jak i przetwory z niej jest bardzo zdrowa. Byleby niegotowana.

    • kkk

      fantki metowy blw zaczynaja ja traktowac jak religie, powaga to co czasem czytam jest juz troszke chore. Moje dziecko rozwijało sie bardzo szybko, zaczoło jako tako siedziec jak miał 4 miesiace a jakm miał 4,5 to chcial jesc to co ja jadlam wiecc TO BYŁ DOBRY MOMENT NA JEDZENIE ja go karmiłam jadł sam i tak jest do tej pory a ma 10 miesiecy karmie go ale i on ma cos na blacie i sobie podjada i nie widze w tym nic dziwnego. Niejadek moze być z wielu powodów

      • Wiem, to jest przerażające. Ja stosowałam BLW, ale na luzie. Dziecko nie dostało ani razu kaszy jaglanej, no chyba że w plackach, ale takiej gołej to nie. Od początku jadło to samo, co my na talerzach. Taka jest idea BLW, ale na polskich grupach i forach to jest jakaś masakra i rzucanie się z hejtem na każdego, kto da dziecku coś innego niż przewiduje „święty jadłospis”, hi hi. Najlepsze są jęki mam z grup, że one to i owszem, ale dziecko woli karkówkę i frytki od tatusia. Zawsze parskam, jak to czytam. :D

  • Kaś Nerc

    My nie mamy problemów z jedzeniem, ale Leo lubi jeść że wszystkimi i jak czegoś nie chce to mówię,że nie musi jeść,ale chciałabym, żeby chociaż spróbował… Staram mu się dawać też różne rzeczy na talerzu np fasolka, brokuły, kukurydza i kurczak/jajko sadzone i mówić co jest do jedzenia. Jak jednego dnia czegoś nie chce to innego daje. Bardzo fajne przemyślenia….A te soki to nie wiedziałam:)

    • Wiesz, u nas wybierał tylko mięso. Albo nic. Każdego dnia próbowałam, ale dopóki nie podałam warzywa zmieszanego z mięsem – nie przełknął (ani kaszki, ta musowo z borówkami ;)). Jakiś rok nie jadł żadnych warzyw. Do dzisiaj jest mnóstwo produktów, których nigdy nie posmakował (jajko, wszystkie warzywa na surowo typu pomidor, ogórek, sałata, większość warzyw zielonych, buraczki, ser żółty. Ostatnio po raz pierwszy zjadł fasolkę i myślałam, że się popłaczę ze wzruszenia). Rok to zdecydowanie za długo, żeby cierpliwie czekać, gotować i podawać w nadziei: „Może tym razem?”.

      • Ja przez całe życie wymiotuję fasolą. Wiesz, że on może odmawiać niektórych produktów, bo ma na nie alergię? Tylko jedynym jej objawem jest niestrawność?

        • Ale to nie jest niestrawność. On po prostu NIGDY tego nie posmakował.

          Coś mu podejrzanie wygląda na talerzu – nie je. Jeśli przemycę to np. z mięsem, to istnieje spora szansa (90% do 10%), że jednak mu zasmakuje i zaczyna to jeść. Z apetytem, nie niestrawnością.

        • asia

          Linda i reszta atakujacych-czy wy wiecie jak to jest, kiedy dziecko nie chce jesc? Ale tak naprawdę nie chce? Szczerze wątpię. I błagam, nie przekonujcie ze dziecko powinno sobie wybierać co chce jesc i jesli codziennie je sucha bulke i popija herbata to należy mu na to pozwolić. Nie przekonujcie ze to jest ok, i ze nic mu nie będzie bo samo wie najlepiej co jest dla niego dobre. Nie przekonujcie ze to jest zdrowe i optymalne.
          Szlag najjaśniejszy mnie trafia jak czytam zlote rady: Dziecko wie co dla niego dobre a ty, mamo, jestes przewrażliwiona.
          Jesli twoje dziecko tak sie odzywia to twoja sprawa ale nie próbuj innych przekonywać ze tak jest zdrowo i dziecko otrzymuje wszystkie składniki odżywcze potrzebne do optymalnego rozwoju.

          • Moje wybiera i żyje. Tak jest napisane w książce do BLW i się tego trzymam (opisany był w książce eksperyment, gdzie niemowlęta mogły same wybierać, co chciały jeść przez kilka miesięcy, nawet jeśli chciały jeść tylko jajko przez tydzień – po zsumowaniu tego co jadły – wyszła piękna zbilansowana dieta, ale za każdym razem inna u każdego dziecka). Dziecko wie lepiej, co powinno jeść. Poza tym warto wiedzieć, że jakieś 80% Europejczyków ma geny łowców-zbieraczy z peleolitu, a tylko 20% geny rolników z neolitu (upraszczam), co ma spory wpływ na metabolizm. Bardzo dużo dzieci źle znosi kasze i potrawy ogólnomączne(nie tylko glutenowe), a niestrawność często mylona jest z alergią. Dużo dzieci lepiej znosi mięso, owoce morza, czy w ogóle rzeczy rosnące na drzewach typu oliwki czy rosnące na krzakach typu jagody. A nie kasze jaglaną i sałatę. To co dobre dla Azjatów nie musi być dobre dla Europejczyków. Niestety póki co nie da się określić z góry rodzaju metabolizmu, trzeba się obserwować. Nie można nawet powiedzieć, czy geny z mitochodnriów i chromosomu Y odzwierciedlają podział genów odpowiadających za metabolizm. A ten się różni, nie bez powodu u dzieci afrykańskich nietolerancja mleka krowiego zdarza się 3x częściej niż w Europie. Odziedziczyliśmy po przodkach pewne zaszłości, które mają wpływ na nasze życie. Ale jesteśmy mieszańcami z grubsza dwóch nacji i z góry określenie, że to i to jest zdrowe dla wszystkich – to ruletka. Były próby powiązania metabolizmu z grupą krwi, ale oczywiście spaliły na panewce. Nie udowodniono związku, choć sam pomysł był ciekawy, bo rzeczywiście grupy krwi mają związek z tym, skąd pochodzą nasi przodkowie.

          • Gośka

            Wow, jestem pod wrażeniem. Mam pytanie. Lavinka, czy Ty,
            prócz problemów związanych z odżywianiem, rozmyślasz może na jakiekolwiek inne tematy? Bo wiesz przeglądam sobie dyskusję i nasuwa mi
            się jeden wniosek, w którym to wniosku trudno nie utwierdzić się,
            czytając komentarz osoby, orzekającej na temat cudzego dziecka (znanego
            sobie zresztą aż z internetów), iż: „Nie jest niejadkiem, tylko Ty
            (matka własna;))
            masz UROJONE poczucie tego, co powinien zjeść” oraz twierdzi, że: „Nie
            ma czegoś takiego jak dziecko niejadek. To są zawsze UROJENIA
            rodziców, którzy sami za dużo jedzą i chcą, by ich dziecko było takie
            samo GRUBE JAK ONI”. Lavinka, no więc osobiście nie jestem ekspertką,
            aby stwierdzić czy autorka bloga oraz jej mąż mają UROJENIA. Nie jestem
            też zbyt przekonana czy ZA DUŻO JEDZĄ. Ale jedno jest pewne – chcą aby
            ich dziecko było takie samo GRUBE JAK ONI:)
            A tak poważnie, wniosek nasuwa się jeden: obsesja żywieniowa. Z tym
            problemem należy jednak udać się do specjalisty, bo forum internetowe
            raczej nie pomoże.

      • Kaś Nerc

        Ty Go znasz najlepiej. Te komentarze niektóre to jakaś parodia:) Ja bardzo lubię słuchać sposobów innych mam,bo może kiedyś skorzystam,ale żeby tak forsować swoje „jedyne słuszne zdanie” na temat cudzego dziecka to żenada.

        • Olga Jordan

          Witam na jednym z forum napisała Pani ze kupuje kaszki Holle w Niemczech. W jakich sklepach? Pozdrawiam

          • Kaś Nerc

            Sun Baby kupowałam w Kauflandzie za ok 1,5 euro i w niemieckim Rossmannie taka 3 ziarna bez mleka i cukru też polecam. W Polsce w ekosklepach są dostępne za ok 15 zł Holle i Sun Baby.

    • Z tego co wymieniłaś, zjadłabym tylko jajko sadzone. Przestały mi smakować brokuły w zeszłym roku. Czy łapię się na niejadka? ;)

      • karjola

        lavinka- czepiasz się. Naprawdę uważasz,że Kostek jest dzieckiem zamęczanym przez matkę? Bo z Twoich postów wynika,że matka się nad nim znęca dając mu jeść. Każda matka wie najlepiej co jest dobre dla jej dziecka…i nie sądzę,żeby Kostek potrzebował obrońcy uciśnionych;)

        • Nie, uważam, że mama nazwała go niejadkiem, bo woli jeść co innego niż ona by chciała. Moja mama też była ekosreko, a dziecko od robionego w domu sera wolało nutellę przysłaną z Włoch przez babcię. Złe_dziecko ;)

          • karjola

            to chyba dwa różne teksty czytałyśmy….gdzieś ty to wyczytała???
            A ja uważam,że jesteś niegrzeczna i robisz niepotrzebne zamieszanie.

          • Ana

            Wczytuję się w całą dyskusję… ale „ekosreko”? Nie wiem ile masz lat i jakiej jakości jedzednie dostawałaś od swojej mamy (bo kiedyś było lepsze jakościowo), ale to chyba naturalne, ze rodzice chcą dla dziecka jak najlepiej. A w obecnych czasach, gdzie chemia jest wszechobecna, to chyba dobrze, ze matki starają się zdrowo karmić dzieciaki…

  • Olka

    My czasami stosujemy przy obiedzie taktyke ” chyba tego calego brokula zje tata” i wtedy moj syn bierze pierwszy widelec i „ja ja ja nie tatooo”. Albo robimy zawody kto zje wiecej kukurydzy z salatki:)

    • Ale masz niejadka? Bo niejadek to się cieszy, że ktoś inny zje za niego i ani myśli się ścigać ;).

  • Jako czołowy rodzinny niejadek powiem Ci, że nigdy nie miałas do czynienia z niejadkiem, skoro piszesz takie rzeczy. Jakby ci dziecko nie jadło NIC przez tydzień, dałabyś mu nawet nutelli. Serio, potrafiłam tyle nie jeść, bo to co dostawałam – nie smakowało mi, więc nie jadłam.Wykrzykując mamie, że wolę umrzeć z głodu, niż zjeść np. mięso. Tak, po kilka dni z rzędu, zanim mama się załamała i zaczęła mi dawać cokolwiek, bylebym zjadła. I tak tygodniami jadłam tylko razowy chleb popijany sokiem z marchwi (sokowirówka). Jedyną zupę, którą akcpetowałam przed pójściem do podstawówki był rosół. Wszystkim innym wymiotowałam. Woda? Kobieto, ja do dziś dnia nie przełknęłabym więcej niż trzech łyków wody. Moje dziecko żywi się litrami soków, kompotów i mlek roślinnych. I wiesz co? Ma apetyt. Je ogromne ilości jedzenia. To znaczy wg mnie. Znajomych dzieciak je tyle samo. Jest uważany za niejadka, pakują w niego siłą witaminy, żeby więcej jadł (jest tego samego wzrostu i wagi co moje dziecko, górne rejestry siatek centylowych). Nie ma czegoś takiego jak dziecko niejadek. To są zawsze urojenia rodziców, którzy sami za dużo jedzą i chcą, by ich dziecko było takie samo grube jak oni. Ale dzieci są mądre. Wiedzą, czego ich organizm potrzebuje. Wiesz, że moje dziecko może jeść tyle słodkiego, ile zechce? Serio, wolno jej się opychać po sufit. Zupełnym przypadkiem je cały obiad, mimo że zaczęło od ciasta, którego zjadło kilka kęsów, a potem wróciło do klopsików czy kaszy gryczanej w zupie. Albo rzuca się na rzodkiewki mimo że ma do wyboru lody. Wg niektórych ludzi moje dziecko pewnie jest niejadkiem, bo często odmawia zjedzenia obiadu. Je wtedy, kiedy zgłodnieje. Np. zamiast obiadu bagietkę i popija ją sokiem z marchwi. Czy musze dodawać, że prawie nie choruje, jest wysoka, silna jak byk, żadnych anemii i ma zdrowe zęby?

    • „urojenia rodziców, którzy sami za dużo jedzą i chcą, by ich dziecko było takie samo grube jak oni” – dzięki ;).

      A tak całkiem serio: opisujesz zupełnie inną sytuację. Twoje dziecko je po wypiciu soku? Super! Moje nie jadło. Nie odpowiadało mi to. Postanowiłam odstawić soki. To samo zrobiłabym ze słodyczami lub czymkolwiek innym, co zaburzałoby apetyt mojego dziecka (słone kabanosy). Jeżeli by nie zaburzało, też pewnie miałabym to gdzieś.

      Twoje dziecko nie choruje? Super! Mój złamał zęba po małej wywrotce (odmawia mleka i innych mlecznych produktów).

      Je wtedy, kiedy zgłodnieje? Zazdroszczę! Moje dziecko nie głodniało (bo zapychało się sokami). Koło się zamyka.

      • Skoro najadało się sokami to oznacza, że mu wystarczały. Małe dziecko nie musi w zasadzie wiele jeść. Soki mu wystarczą. My na przykład prawie nie jemy mięsa. Dwie porcje mięsa dziennie dla malucha? Już prędzej dwie porcje w tygodniu. I wszyscy żyjemy i mamy się dobrze.

  • karjola

    Z komentarzy wygląda,że Twoje dziecko jest przekarmione,nie niedożywione;)widzisz, internet zawsze wie lepiej niż ty sama….;)a tak na poważnie, świetne te rady, takie życiowe według mnie. Jednak każdy człowiek jest inny i inne sposoby na niego działają. Przy drugim i trzecim niejadku to pójdzie jak z płatka ;D.

  • Moje na szczęście niejadkami nigdy nie były, ale starszy nagle w wieku 2,5 z wszystkożernego ( i warzywożernego dziecka – jaka byłam z niego dumna wtedy :) stał się strasznie wybredny. Tak z dnia na dzień, sam z siebie bo do przedszkola wtedy jeszcze nie chodził, i szlag trafił teorię, że dobre nawyki żywieniowe można wyrobić przez pierwsze lata. Wyrabiałam i co? Doszła do głosu jego natura dziecka, które teraz z warzyw to tylko małe pomidorki, z mięs kurczaki, a chleb bez skórki i naprawdę nie wiem skąd mu się to wzięło.
    A z tymi sokami to potwierdzam, znajoma też po odstawieniu soczków przestała mieć w domu niejadka. Przecież soczek, zwłaszcza gęsty to jak posiłek.

  • Mam jadka, a nawet Jadka:) i wiesz jak zrobie cos inaczej niz pisalas, to zaczynaja sie problemy. Dodalabym jeszcze w moim przypadku: uwaga na dziadkow:) bo: ojej, nie zjadl obiadu? To chociaz ciasteczko. I do tego non stop dopychanie jedzeniem bez przerwy. Dobrze ze spotkania sa nieczeste. Powodzenia na placu boju:)

    • O, u mnie dziadki podobnie ;). Nie istnieje pora stałych posiłków ;). Tzn. istnieje, ale w międzyczasie bieganie z: jabłuszkiem, banankiem, czekoladą, kanapeczką ;). Kompletnie tego nie rozumiem, bo tak jak pisałam – nie mam problemów z tym, że dziecko je małe porcje: widocznie takie potrzebuje. Martwił mnie po prostu brak wapnia i witamin w diecie (zero warzyw i zero produktów mlecznych, bo to mały uparciuszek jest. Kurde, znowu będzie, że etykietuję ;)).

  • marzena

    łącze sie w bolu z mamai niejadkow.Kiedy nie mialam dziecka dziwilam sie mamom, ktore sie martwily, ze ich dzieci nie chca jesc i myslalam, ze to takie widzimisie dziecka (ze niby za duzo w dupie maja i od tego wszyskomienia wybrzydzaja). Utwierdzal mnie w tym przekonaniu fakt, ze dzieci w Afryce jakos nie wzgardza zadym jedzeniem. To wszystko do momento kiedy mnie to spotkalo. Kochane mamy dzieci jadkow naprawde cieszcie sie z tego, bo nawet nie zdajecie sobie sprawy jaki los na loterii wygralyscie. To jest nieopisana ilosc czasu jaka zaoszczedzacie (nie stoicie przy garach gotujac 3 obiady dziennie ze nadzieja ze chociaz cos zje, karmienie nie ciagnie sie godzinami i nie wymaga dwoch osob- tata tobi teatrzyk/wygibasy/atrakcje, a mama karmi, nie chodzicie po dietetykach i nie dostajecie programu zywienia, nie macie wymogu chodzenia rutynowo do lekarza na badania czy chociaz jakies parametry sie poprawily, nie jestescie sprawdzani co kilka tygodni czy bilans dziecka sie poprawil ( jakby te kilka tygodni akurat mialo cudownie wplynac na wage skoro ta nie zmieniala sie od ponad roku). Pomijam juz fakt ze dyskretnie jestescie sprawdzani czy ta niedowaga aby nie wyplywa z tego, ze zaniedbujecie dziecko. No i nie wspomne sytuacji kiedy slyszycie na kazdym kroku: jaka ona malutka, jaka ona szczuplutka, fajna taka drobniutka, a tobie gula w gardle rosnie, bo wcale nie chcesz zeby tak bylo i robisz wszysko zeby ten stan poprawic.

    • Moja mama miała takie dziecko, to znaczy mnie i po którymś głupim tekscie lekarza stwierdziła, żeby się odczepił. Lekarz zrobił wielkie oczy, a mama wyszła ze mną z gbinetu. I od tamtej pory w ogóle nie chodziła ze mną do lekarzy, ciągłe badania też się jej znudziły tym bardziej że poza tym byłam zdrowa jak byk. Mimo że wagą nigdy nie wskoczyłam do siatki centylowej i panie higienistki załamywały ręce patrząc na mój szkielet (skóra i kości, serio, w liceum ważyłam 45-47kg mając 178cm wzrostu) to żyłam sobie spokojnie. Udało mi się utyć na studiach do 52kg i osiągnąć mniej więcej wymiary Anji Rubik. Ot, taka moja natura.

      • Gajzo

        Chwalisz się, czy żalisz? Serio myślisz, że na tym blogu są ludzie których interesuje to, że jako dziecko beznadziejnie się odżywiałaś (tak beznadziejnie) i w dalszym ciągu to robisz? Żeby nie było- oceniam Twój jadłospis na takiej samej zasadzie, na jakiej i Ty oceniasz sposób żywienia Kostka (czyli po przeczytaniu kilku zdań i skonfrontowaniu ich z własnymi przemyśleniami). Jedyna osoba, która ma tutaj SKRAJNY problem z żywieniem, to niestety Ty. Nie pijesz wody? Jesteś taka duża, a przełknięcie 3 łyków źródlanej doprowadza Cię do wymiotów? Woda nie ma smakować. Ona ma za zasanie usprawniać organizm. Płukać nerki, usuwać toksyny, utrzymywać elektrolity na odpowiednim poziomie. Woda (naturalny płyn), a nie soki. Soki to dodatek do zdrowej diety, a nie jej fundament ;).

        Nie wiem, czy masz świadomość, ale opisałaś w komentarzach wielopokoleniowy problem odżywiania w swojej rodzinie ;).

        Ale Ilo… Dostałaś od koleżanki genialną radę. Olej mleko i wapń. Zabierz dzieciaka zimą do ciepłych krajów. Wszystko Wam się piknie wyrówna. I jeszcze świata zwiedzicie… I nowe nocie będą ?!

        • Nie, próbuję uzmysłowić niektorym rodzicom, że dziecko może być szczupłe i zdrowe. I nie musi jeść tego, czego cchą, by było zdrowe. Mimo tego, że wyglądałam bardzo chudo, co potęgował wysoki wzrot – byłam zupełnie zdrowym dzieckiem. I wyrosłam na szczupłego, zdrowego człowieka. I nic mi nie jest. I nadal wcale nie jej ekosreko kasz, sałaty i mnóstwa innych niby zdrowych rzeczy. Po prostu taki mam metabolizm i taki organizm. Jem to, co mój żołądek potrafi bez problemu strawić i to, co zapewnia mi odpowiednią ilość składników, z których mój organizm wyprodukuje witaminy. Akurat przypadkiem szkodzą mi kasze, rośliny strączkowe i większe ilości czerwonego mięsa, nie mogę też przesadzać z indykiem. Najlepiej opary kurczaka jako dodatek do potrawy, przy czym nie jestem weganką. Moje dziecko bywało, że jadło w ciągu dnia tylko ogórka i pomidora, popijając wodą lub kompotem. Przez kilka tygodni, bo były upały. Albo jak złapała ospę, jadła cytrynę jak jabłko. Po wyzdrowieniu – przestała i nie może na nią patrzeć. Trzeba słuchać swego dziecka, jeśli mówi, że nie chce jakiegoś produktu.

          Poza tym to była rada dla dziecka bezmlecznego. Niedobór wapnia trzeba wyrównać, a nie da się tego zrobić bez słońca. Ile by zdrowej żywności w dziecko nie wpychała, z obniżonym poziomem witaminy D przy niskim nasłonecznieniu tej części świata dziecko i tak tego wapnia nie przyswoi, dotarło? Stąd rada na wyjazd do ciepłych krajów, zresztą zimą są promocje i można w całkiem rozsądnej cenie wylądować na Malcie czy Krecie, zresztą Egipt też nie jest zły, choć ostatnio sytuacja polityczna niestety nie zachęca. Ostatecznie można machnąć się do Bułgarii w listopadzie, jest może nieupalnie, ale na pewno dzień jest dłuższy, a to ważniejsze dla dziecka z niedoborem niż sama plaża.

        • asia

          Zgadzam sie z Gajzo w 200%! Lavinka gratuluje myslenia pt ‚skoro syn autorki żywil sie sokami to na pewno mu to wystarczalo’. Na pewno tez soki dostarczyly mu wapnia i calej gamy witamin, baaa i moze tez kwasów omega. Śmiech normalnie :)

  • Magda

    Ja jestem na początku drogi, ale już widzę że rośnie mi dziecko, dla którego ostatnią rzeczą, którą trzeba zrobić to zjedzenie czegokolwiek… :)
    Ile się przez to nastresowałam to moje, ale trafiłam na książkę „Moje dziecko nie chce jeść” C. Gonzaleza. Bardzo polecam, dla mnie genialna. Pozwala totalnie wyluzować. Czytałaś może?

  • Mnie się od początku wydawało, że moja starsza córka była niejadkiem, skakałam więc nad nią, latałam z warzywami, wymyslałam a potem… odpusciłam i przestałam. Zaufałam lakarzowi, który powidział, że się nie zagłodzi i faktycznie tak się nie stało. Potrafiła nie jeść dwa dni, pijąc tylko odrobinę wody, czy mleka przed pójściem spać potem zjeść odbrobinę obiadku i kolejne dwa dni postu i… przeżyła. A później sama zaczęła wyjadać z talerza to, na co miała ochotę a to co jej nie pasowało zostawiała. Do teraz a ma już osiem lat jest strasznie wybredna, ale ja postanowiłam, że nie będę gotować dla każdego innego posiłku. Staram się oczywiście podawać to, co wszyscy lubimy, ale czasem się nie da.

    Jestem jednak zdania, że każda mama czuje, co dla jej dziecka jest najlepsze i jak powinna zadbać o jego rozwój. Jeśli uważasz, że metody, które stosujesz, przynoszą rezultaty a Kostek nie cierpi tylko wręcz przeciwnie, to powinnaś dalej je stosować. Życzę powodzenia, wytrwałości i duuużo zdrówka!

    • Wiesz co, ale mi lekarze nigdy nie mówili: odpuść, nie zagłodzi się, dostarcza wszystko, czego potrzebuje.

      Wręcz przeciwnie, od specjalistów (nieinternetowych ;), czyli trzech pediatrów, jednej dentystki) słyszałam: tak, to jest problem. Proszę robić wszystko, żeby dostarczyć mu codziennie równowartość wapnia znajdującego się w jednej/dwóch szklankach mleka (moje dziecko nie je mlecznych produktów, nie pije mleka).

      • Widzisz… generalnie we Francji podchodzi się do kwestii żywienia inaczej niż w Polsce i jak widać nawet lekarze mają inne poglądy (ja też zasięgałam rady u pediatry i to całkiem dobrego ;)). Tak jak napisałam w drugiej części komentarza, jeśli Twoje metody działają a jednocześnie nie robicie sobie tym krzywdy, to nie widzę nic złego. samo wyłączenie soku z diety uważam za pomysł bardzo dobry. Szczerze Ci napiszę, że czytałam Twój pierwszy post o niejadku i kręciłam głową na Twoje sposoby i karmienie dziecka kabanosami czy pojenie sokiem. Widzę jednak, że starasz się na wszelkie sposoby, poszerzasz wiedzę, próbujesz i to właśnie jest ok.

        • Ja nie wiem, co Wy wszyscy macie do kabanosów, ale to serio najzdrowsza z wędlin.
          Zdrowsze od szynki, kiełbasy, parówek, itp. Pod warunkiem oczywiście, że czytamy składy ;).

          • O tak, kabaniosy nie są złą opcją, brat mając silne alergie na większość wędlin (alergeny były w dodatkach) był w stanie jeść kabanosy bez duszenia się, ale tylko jednej firmy, bodaj z Sokołowa. Mój brat cioteczny też, mama była dużym wsparciem dla cioci pod tym względem. Były lata, gdy mój brat mógł jeść tylko wafle ryżowe i pić mleko. Wszystko inne go uczulało, nawet o zgrozo marchewka, kasze czy pomidory. Tylko ryż i kukurydza dawały radę, ale mąka kukurydziana bez domieszek glutenowych była trudno dostępna, więc w zasadzie jadł przez dwa lata wafle i płatki kukurydziane na mleku. I ważył więcej niż ja w jego wieku, hi hi. Nie miał anemii, tylko często kaszlał, jak to alergicy ze skłonnością do astmy. Jak już mógł jeść kabanosy, mama była wniebowzięta, bo wreszcie mógł jakieś mięso. Generalnie, co Wy wiecie o niejedzeniu i dietach. :D

      • A wiedzieli, że wapń z produktów niemlecznych wchłania się inaczej niż z mleka i dostarczanie go na siłę typową dietą z roślin to w zasadzie starta czasu w polskich warunkach klimatycznych (niskie nasłonecznienie)? Ja zamiast męczyć dziecko olałabym lekarzy, albo poszukała rozsądnych. BTW w kerfurze ostatnio trafiłam mleko ryżowe wzbogacane o wapń, powinno być niezłym zamiennikiem. A poza tym dziecię powinno dostawać dużo witaminy D, bo inaczej wapń się nie wchłonie. Czyli im więcej na słońcu tym lepiej i trza zbierać na wakacje w ciepłych krajach zimą. Ciekawe co stanowiło dla nich problem. Że dziecko nie wygląda jak klucha? Moja pediatra zawsze zaczynała pytaniem czy mała dobrze je, bo się spodziewała niejadka po takiej chudzinie. A ona będąc chudziną była w 75 centylu z wagą. Jak to się na oko można pomylić. BTW z dnia na dzień jej BMI schodzi coraz niżej czyli dziecko dąży do typowego w mojej rodzinie szkieletyzmu. Ale się przejmuję, normalnie nie śpię po nocach, hi hi. Ale my oboje tacy z Niemałżem. On też przez kilka dni w dzieciństwie potrafił nie jeść. Na szczęście teściowa jest normalna i tylko dawała mu do picia wodę. I na tej wodzie żył całymi dniami. Też nie bardzo mu szło wskakiwanie do siatki centylowej. Teraz ma 184 cm wzrostu i waży ledwo 60kg. No i co. Żyje.

        • joanna sulak

          Lavinka, przez te Twoje teksty o rodzinie, nastawienia na „ja” ciągle przemawia Asperger,ciągle bełkoczesz o swoich zaburzeniach odżywiania (z tego co piszesz to żadna alergia, tylko zaburzenia) przekonanie, ze wszyscy chcą tuczyć swoje dzieci, . jakiś masz problem z centylami, w każdej wypowiedzi odnosisz się do chudości swojej i swojej rodziny 1 co kogo obchodzi twoja chudość

  • O Boże! Co to za idiotyczna dyskusja pod takim fajnym postem! Spodziewałabym się: a u mnie pomogło to, a mój niejadek to taki jest, sraki, owaki – wszystkich dobrych rad Internetu, ale nie takiej bezproduktywnej jatki o wątpliwe pryncypia żywieniowe :/ Widzę to tak: droga autorko (nie piszę Ci po imieniu, bo pierwszy raz tu zaglądam), zazdroszczę Ci takiego niejadka!! Przynajmniej je mięso chętnie i opcję „niech zje cokolwiek” masz zawsze odhaczoną. Ja niestety żyję w myśl zasady: „Wspomnij słowa matki, jedz mięso a zostaw ziemniaczki” ;) – moja córka nie chce jeść NICZEGO!!!!! Jak jest głodna i już woła, że to stan krytyczny, zje dwa kęsy i już koniec.

    Śniadanie:
    Ona: Mama, jajo, jajo!
    Ja – robię jej jajo – jajecznicę, na miękko, sadzone – wszelakie.
    Ona: NIE! (i w ryk).

    Obiad: zje, pod warunkiem, że oglądamy bajkę. Bajka trwa 6 minut. Przez pierwszą (czołówka) i ostatnią (końcówka) nie je. Zostają mi 4 minuty na karmienie. I kolejny odcinek, i kolejny, a ja już rzygam tą bajką bo ma 20 odcinków i znam WSZYSTKIE na pamięć. Obiad trwa godzinę i zjada chochelkę zupy, kawałek ryby itp. Jak się uprze to na cały obiad zjada cztery łyżki ryżu.

    Kolacja: Kromka, plasterek wędliny – zjada połowę. Przez godzinę.

    Nie je pomiędzy posiłkami, nienawidzi słodyczy, pije tylko wodę bo innych rzeczy nie lubi. Jest niejadkiem do tego stopnia, że przez kilka miesięcy brała lek przepisany przez pediatrę na poprawę apetytu. Spadała od 4-go miesiąca życia na siatce centylowej, bo nawet mleka nie chciała pić. Więc w kwestii niejadka – level expert. I powiem Ci, że jedyne do czego doszłam to moja ciężka depresja spowodowana żywieniową ignorancją mojej córki.

    I dogłębnie, szczerze i intensywnie pierdolę wszystkie cuda wianki, eko-sreko i żywieniowych oszołomów, którzy w naszej sytuacji szukaliby psychologicznych czy ideologicznych błędów z mojej strony, bo spróbowałam wszystkich rad mądrzejszych ludzi niż banda internetowych hejterów, po drugie polecam się jako matka, psycholog dziecięcy (w trakcie studiów) i pedagog. Za wulgaryzmy przepraszam, poniosło mnie.

    Podsumowując: Tobie gratuluję, że się udało nakarmić niejadka, podziwiam za spokój i determinację w chęci polepszania żywienia syna. Przede wszystkim uważam, że to bardzo odważne – przyznać się, że skorzystałaś z czyjejś rady, a nie jesteś wszystkowiedzącą Matką Polką z powołania.

    Pozdrawiam Cię ciepło,
    Olga

  • Beata

    Jak dla mnie świetne triki. A ta metoda BLW hmm jednak pozostawia wiele do życzenia. U Nas też się nie sprawdzila. Dla niego jedzenie na Naszych talerzach czy swoich było wprost jedną wielką zabawą.

    Zacznę wprowadzć Twoje triki. Super.

  • Tomek

    Prawie wszystko fajnie :) tylko to głupie zdanie „Soki to złooo.” jest bardzo nie fajne … :/

    • Masz rację, duża generalizacja. Pewnie nie wszystkim dzieciom picie soku zaburza apetyt, ale warto obserwować i nie dawać soków zbyt często (raz dziennie – tak, kilka razy dziennie – nie, po to jest woda).

      • Tomasz Karas

        Zgadza się, dziękuję za odpowiedź :)

        • marzena

          Tomek, w bardzo duzym uproszczeniu to wlasiwie tak jest. No chyba, ze mowimy o sokach warzywnych. To inna bajka.
          Juz coraz czesniej sie slyszy, zeby zalecanych 5 porcji owocow i warzyw na dzien zamieniaac jednak na 5 procji glownie warzyw (pomijajac owoce). Owoce maja jednak cukier, a sok (i mowie tu o naturalnych wyciskanych sokach-o tych doladzanych nawet nie wspomne) jest bardzo skoncentrowany i podwojnie upakowany w ten cukier (bo zeby przygotowac 1 szklane soku potrzbujesz co najmniej kilka owocow, a jedzac owoce w formie nieprzetworzonej zjadlbys moze jeden/dwa- co juz i tak uwazane jest za sporo). Nie bez przyczyny wszystkie koktajle dietetyczne (te miksowane blenderem) opieraja sie glownie na warzywach z dodatkiem jednego owocu.
          Wiec z jednej strony soki to witamimy (ktore mozemy dostarczyc podajac warzywa) ale i tez spora dawka cukru. Dla takiego malego 10kg cialka to moze byc totalna bomba, ktora zaburza calkowicie chec przyjmowania innych pokarmow.
          Ufff… takich to madrosci dowiedzialam sie od dietetyka.

          • Tomasz Karas

            Tak jest, ale czy czasem zdrowy organizm nie jest w stanie wydzielić nadmiar cukru, np. poprzez aktywnie spędzony czas, na sportowo ? ;)

  • a u mnie sprawdziły się te sposoby: http://malekulinaria.pl/jak-zachecic-dziecko-do-jedzenia-jak-nie-wychowac-niejadka/
    Ja soki wyciskane podaję ale jako dodatek do drugiego śniadania lub w ramach deseru. A z miseczkami się zgadzam, moja córka wywalała całą zawartość miski, żeby popatrzeć na kotka na dnie :)

    • Tak, sok który nie jest głównym napojem jest ok. Moje dziecko teraz tez czasami (co kilka dni) dostaje sok, ale pilnuje, zeby to nie było zamiast ważnego posiłku (śniadanie – obiad – kolacja).

  • A kompot? Od kiedy babcia gotuje mojemu synowi kompot, dzień w dzień, też nie chce jeść… za to wypija kilka butelek kompotu.

    • Spróbuj podawać z woda źródlana. Najpierw pół na pół, potem coraz mniej. Kompot to cukier, cukier uzależnia i zaburza apetyt :(. Od czasu do czasu jest ok, ale nie jako główny napój.

      • Właśnie. Od początku podawałam wyłącznie wodę źródlaną, wcześniej przegotowaną teraz prosto z butelki. Potem babcia dała soczek i Junior nie chciał pić samej wody – więc rozcieńczałam soki, jak mogłam najbardziej. A od 3 tygodni babcia gotuje kompoty, bo ja ‚wyrodna matka’ biednemu dziecku daje samą wodę… I wychowuj tu dziecko po swojemu :(

  • Joanna

    Nie mam jeszcze dzieci, ale cały rok szkolny pracowałam w przedszkolu. Wydaje mi się, że czasy wpychania dzieciom jedzenia na siłę w przedszkolach minęły, ale jednak zdarzały się nauczycielki, które zostawały z dzieckiem jeszcze 15minut przy stole i choćby dziecko miało zwymiotować, miało zjeść. Ten czas utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że każde dziecko jest inne. W komentarzach panie piszą swoje złote rady o swoich dzieciach, ale przecież na Twoje dziecko może działać zupełnie coś innego! W mojej grupie były dzieci, które jadły wszystko co dostały, takie które większość jadły lub takie które jadły niewiele, ale zdarzały się (bardzo rzadkie) wyjątki dzieci, które nawet nie usiadły do stołu, albo w totalnie drugą stronę – trzeba było powstrzymywać od wzięcia dziesiątej kanapki (sześciolatek ważył tyle co ja). I na ogół dopóki nikt dorosły nie wtrącał się w ich posiłek, jadły tyle ile potrzebowały. Jeśli nie zjadły obiadu, zjadły więcej kanapek na podwieczorek. Najgorsze jest, kiedy dzieci nawet nie mają ochoty spróbować nowego, a jedyne co zjadają to biały chleb czy ziemniaki, bo jest dla nich najmniej podejrzane. Fakt, serce mi się kroiło, kiedy po każdym posiłku wyrzucane były całe wiadra nieruszonego jedzenia. Dlatego tak dumna jestem z mojego siostrzeńca, który miał różne okresy jedzeniowe (najgorszy był ten, kiedy nie chciał jeść, ale kiedy ktoś inny chciał zjeść jego danie lub odstawić talerz, zaczynał się cyrk :D), ale teraz próbuje wszystkiego. Nie wszystko mu smakuje, ale wszystko SPRÓBUJE. Ostatnio nawet mocno nieatrakcyjne małże próbował – byłam tak dumna jak Ty z fasolki :D całkiem możliwe, że Twój syn w przedszkolu zacznie jeść wszystko – otoczenie rówieśników i to, że wszyscy w tym momencie jedzą to samo, może być przełomowe. pozdrawiam! :)

  • Kochana, a spróbuj zrobić klopsy/pulpety (najlepiej drobiowe, inny rodzaj mięsa może być zbyt wyrazisty) z kasza, np. gryczana (proporcje: pół na pół albo więcej kaszy ;)). Ja nie lubię mięsa, ale tak zrobione jem z apetytem (bo nie czuję mięsa).

    A poza tym – pilnuj tylko anemii i się nie przejmuj :).

    • Kasia

      Próbowaliśmy już różnych kombinacji, kurczak, indyk, schabik, cielęcina, wędlinę z kanapek cwaniak pozdejmuje, kawałeczek parówki miętosi w buziaku przez godzinę. kabanosów nie próbowałam jeszcze muszę rozejrzeć się za jakąś lepszą wersją – polecasz jakieś?

  • Magda Baker

    Kazda matka ma swoj sposob. o ile dziecko je to znaczy ze to dobry sposob. Po co atakowac Ilone? szczegolnie zwracam sie do kobiet ktore nie maja dzieci. sorry ale nie macie pojecia jak to jest kiedy dziecko je chce jesc. Ilona swietny artykul. Powodzenia:)

  • Dentystka też zabraniała ;).
    Stwierdziła nawet, że dzisiaj coraz młodsi przychodzą z próchnicą (leczenie kanałowe u dziesięciolatka! Zgroza…) wcale nie ze względu na słodycze, tylko przez soki.

    • Pewnie przeczytała o tym w internecie, bo zmartwię Cię, ale nie ma na to dowodów (że soki szkodza bardziej niż owoce). Tak samo szkodzą na szkliwo i soki, i owoce, i warzywa. Tak naprawdę na jakość szkliwa ma bardzo duży wpływ zawartość wapnia w organizmie. Niedobór osłabia szkliwo i próchnica gotowa. Serio znam dzieci, co mają już czarne plamy na zębach, choć piją tylko wodę. Ale były do drugiego roku życia karmione piersią, nie dostawały mleka od krowy i nieszczęście gotowe. O próchnicy butelkowej też pewnie słyszałaś? Moje od trzech lat butelkowe dziecko nie ma ani jednej plamki. Smoczka też używała. Ja – karmiona piersią, miałam czarne zęby już w trakcie wyrzynania, na długo zanim dostałam pierwszy sok w życiu (nie chciałam nic poza piersią pół roku z hakiem, pierwsze zęby szły w rejonie 5-6 miesiąca właśnie).

  • Paulina Balcerzak

    Gratuluję i zazdroszczę!! Moja niejadka niestety nie pomagają prośby, przemyt ani talerz do wszystkiego. Albo mięso albo nic. Nawet po dżemie truskawkowym się otrząsa ze wstrętem. Więc mamy jajko, mięso i parówki. Jak na widelcu jest coś oprócz mięsa to ściąga. Nawet w zabawie w sklep ze starszą siostrą nie kupi frytek (ziemniaków też nie je). Pozdrawiam

  • Linda

    Problemy z BLW, o których piszecie wynikają IMO z niepełnego zrozumienia metody. Baby Led Weaning oznacza, że rodzic podąża za dzieckiem w zakresie rozszerzania diety, to dziecko ‚decyduje’ kiedy jest gotowe na spożywanie stałych pokarmów. Oczywiście, dziecko zjada to, co wybierze z tego, co zaproponuje rodzic. Jeśli będzie miało do wyboru wyraźne słone, słodkie smaki (słodycze, wspominane tutaj kabanosy, keczup i inne) to będzie je najprawdopodobniej preferować bo to dla nas ludzi, naturalne, że słodkie i słone wybieramy.
    Zaryzykuję stwierdzenie, że BLW nie może się nie sprawdzać, o ile rozumiemy je i decydujemy się na zdrowe żywienie całej rodziny. Osobiście proponuję mojemu dziecku (tak, mojemu, nie przypominam sobie Anka, żebym gdziekolwiek napisała o swojej bezdzietności; BTW, jadłowstręt to jednostka chorobowa, z którą mam nadzieję żadne z naszych dzieci nie będzie miało nic wspólnego) tylko zdrowe rzeczy, które również sama zjadam. Nie jem słodyczy, tylko owoce. Nie jem zbyt wiele mięsa, ale za to jem mnóstwo różnorodnych warzyw. Młodej, by zapobiegać zaparciom, serwuję suszone owoce, warzywa, pieczywo polewam oliwą, do jej porcji dodaję olej kokosowy. Zaparć brak. Wyniki badań krwi, tak jej jak i moje wszystkie rewelacyjne…

    Być może moje dziecko też kiedyś będzie miało okres niechęci do określonego jedzenia ale jestem pewna, że i tak będzie jadło zdrowo bo tylko zdrowe rzeczy będzie miało do wyboru. Do tej pory nawet jeśli spróbowało słodyczy nie robiło to na nim specjalnego wrażenia. Z przyjemnością wracało do standardowego ‚menu’.

    Tylko po co nam znów ta dyskusja, skoro tutaj i tak wszystkie chcecie się licytować, bo każda swoje wie (choć nierzadko osobiste doświadczenie niesłusznie wygrywa z wiedzą) a monopol na prawdę ma tylko autorka bloga?

    Chciałam już zignorować dalszy ciąg tej dyskusji bo pisząc przykładam rękę do tego, czego nie popieram. Wydawało mi się, że pewien poziom dyskusji jest tu mile widziany i bardzo się rozczarowałam.

    Niech ten komentarz będzie ostatnim, nie ma sensu już strzępić języka. Mówimy w innych językach, w tym Waszym konstruktywny tekst oparty na wiedzy, przesycony wręcz niestety emocjami (o których pisałam wprost – o przerażeniu, a do tego spory ładunek złości) jest nie do przyjęcia. Trudno :) niech każda robi swoje, żyje po swojemu i będzie tym usatysfakcjonowana i szczęśliwa w tym, co ma.

    • Wiesz co, wyobraź sobie taką sytuację: dziecko kończy rok i kategorycznie odmawia picia mleka. Idziesz do lekarza, jednego, drugiego, trzeciego, żeby dowiedzieć się o co chodzi i co robić. Lekarze wykluczają nietolerancję pokarmową, stwierdzają: taki typ, ale proszę robić WSZYSTKO, żeby dostarczać równowartość wapnia z dwóch szklanek mleka dziennie. Bo dieta mleczna to dla dziecka podstawa.

      Co robisz? Ok, podajesz różne zdrowe produkty, w tym kaszki, jogurty naturalne, kefiry, maślanki, twarogi, sery. Mleko mm, mleko krowie, mleka roślinne. Dziecko nie chce tego tknąć. Dodajesz owoce do kaszek/jogurtów/kefirów/maślanek. Nie chce. Cukier. Nie chce. Robisz kakao. Nadal nie chce. Przewraca się, łamie zęba. Dentystka mówi: „MUSI pani nakłonić go do picia mleka”. Oczami wyobraźni widzisz, jak za kilka lat na boisku w ten sam sposób przez małą wywrotkę złamie kości. Lekarze kazali raz dziennie dwie szklanki, a on od miesiąca nic? Kompletnie nic??? Co teraz, co teraz??? Panikujesz. Szukasz sposobu. Żółty ser: do kotleta. Nie chce, wyjmuje, zjada samo mięso. Zupa serowa – nie chce. Naleśniki, pierogi z twarogiem – nie ma mowy.

      Serio, próbowałam wszystkiego.

      I nagle świta w głowie… Grzanki z serem! Nie chce, polewasz ketchupem, zjada odrobinę. Pizza – zjada! W sklepie trafiasz na… Kabanosy z serem. Może to? Ufff… Zjada, chociaż coś.

      A potem Monte (mój nie lubi, ale serio nie zawahałabym się użyć!), mleczne kanapki i inne rzeczy, które ze zdrowiem nie mają nic wspólnego, ale WAPŃ, mają choć odrobinę WAPNIA. Lepszy rydz niż nic.

      Dlatego kiedyś stwierdziłam, że rodzice, którzy nie znają problemów niejadka, nie powinni się w tym temacie wypowiadać. Bo NIGDY nie wiedza, jakby postąpili. Jasne, mogą sobie teoretyzować lub oceniać, ale zrozumieć? Nie są w stanie. A tym bardziej pomóc ;).

      • Moje dzieci mają nietolerancję na mleko krowie, ale za to jedzą dużo kasz, owoców, warzyw, orzechów, fasolę (tak, tam też jest wapń, a współczesne mleko pochodzi od krowy, która jadła paszę sojową i faktycznie – dziecku może nie podejść), nie łamią się, jakaś tam próchnica się pojawia, ale jak to u dziecka. Z kolei te mleczne dzieciaki, pijące ileś szklanek, zalecanych przez lekarza – bach i gips. Bo w diecie ważne są mikroelementy, a nie jedynie mleko i wapń. To apropos uświęconego mleka, po którym często jest się kaleką, może mały polubi orzechy, pistacje, migdały?

  • Aleksandra Siast

    co prawda moja ma 4 lata ale jutro wypróbuję pani metody, bo sił i argumentów mi brak chwilami na przekonywanie mojej chudziny do jedzenia…

  • coca-cola

    a mi się bardzo spodobal ten tekst i z pewnością postaram się jeszcze więcej tłumaczyć mojemu dziecku co jest na talerzu, jakoś zachęcać go do jedzenia, bo tak jak u Ciebie tak i u mnie – gotuje z mamusia bardzo chętnie, ale jedzenie? Wybrane produkty w małych ilościach. próbuje różnych sposobów, najlepiej do tej pory działało straszenie, że jak nie zje to nie pójdzie na dwór albo bawić się z dziećmi, wiem – „matka-terrorystka” ale zrozpaczony rodzic chwyta się wszystkich metod, przecież nie chce zrobić dziecku krzywdy, wręcz przeciwnie! Wymyslam, gotuję, piekę… są postępy, są ulubione dania, byle by do przodu ;) a i warto zaznaczyć, że sama byłam typowym niejadkiem – zasypiałam przy obiedzie, żeby tylko nie musieć go kończyć, chowałam jedzenie za regałem (serio) i w wielu innych miejscach i co? na złe mi to nie wyszło, w sensie takim, że nie mam awersji do jedzenia, uwielbiam jeść, gotować, eksperymentować! I na prawdę dobrze mi to wychodzi. Wydaje mi się po prostu, że każdy rodzic smyka-niejadka musi znaleźć swój bezpieczny sposób na przemyt jedzenia, przecież robimy to z myslą o dobru dziecka! I dopóki nie sprowadza się to do ingerencji fizycznej (co jest niedopuszczalne) to wszystkie inne chwyty – DOZWOLONE

  • weronika

    Dzięki wielkie za wskazówki – z pewnością wykorzystam patent z talerzykiem. Wszystkim rodzicom niejadków polecam także serię filmików Vademecum Świadomego Rodzice na YT, w którym psycholog daje także ciekawe pomysły.

  • ala

    drogie mamy. moj roczny synek ma AZS. miał robione badania alergiczne i wiem na co ma alergie na co nie. od miesiąca czasu staje się stopniowo niejadkiem. z dnia na dzień zjada coraz mniej. jednak nie tylko w kwestii jedzenia zauważyłam różnice. od czasu kiedy skonczył miesiąc spi sam oraz zasypiał sam w łóżeczku bez płaczu itp. był dzieckiem idealnym nie sprawiającym problemów oprócz AZS. Problemy z jedzeniem czy spaniem czy humorkami tylko w okresie ząbkowania, ale jak dostawał czopulca lub syropek był jak nowo narodzony i wszystko wracało do normy. Jak wspomniałam wczesniej około miesiąc temu wszystko zaczeło zmieniać się o 180 stopni. pobudki w nocy, przerwy w spaniu w nocy po 2 godziny i chęć na zabawę, odstawianie pewnych pokarmów, które wczesniej zjadał ze zmakiem np pomidory… wcinał az uszy się trzęsły. teraz za każdym razem czy to sniadanie obiad czy kolacja pierwszą łyżeczkę muszę wmuszać, aby posmakował co to jest. moja teoria: okres buntu i wyznaczania granic. przykłady: wyciąga rączkę do gniazka z prądem (nie mam blokad zabezpieczających, jestem z tych matek, które wolą pilnować i tłumaczyć że nie wolno aby nauczyło się) mówię że nie wolno, zabiera rękę, patrzy na mnie i znoów próbuje złapać za gniazko, znów mowie że nie wolno – pisk na całą okolicę, jak by conajmniej obdzierała go ze skóry; kolejny przykład odkładam dziecko do spania, jak co dzien, synek lezy spokojnie i prawie zasypia, w pewnym momencie pisk, wrzask, płacz (słysze że to manipulacja i wymuszanie) wchodzę do pokoju synek smieje się; próbuje go nakarmić np bananem, nie chce odpycha łyżeczkę, wysypuje banana na tacę, myśląc sam się na karmisz, jeden kawałek w budzi, raszta na podłodze i super zabawa dla dziecka. przykładów mogła bym pisać mnóstwo, jednak nie w tym rzecz. uważam, iż zarówno w kwestii jedzenia, spania, zabawy czy bezpieczenstwa mój syn stara się wyczuć i postawić sobie granicę, na ile może sobie pozwolić, albo inaczej, na ile ja jemu jako matka pozwolę. sytuacja ma się inaczej w chwili gdy mój mąż jest z synem. jest on osobą stanowczą i opanowaną. syn czuje w nim autorytet, wystarczy że powie synkowi raz ze nie wolno synek odsuwa się i więcej nie próbuje. myślę że granicę u męża już wyznaczył, u mnie jeszcze jej szuka. ale wiem że muszę być stanowcza. w kwestii jedzenia dziecko potrzebuje pewnych porcji wapnia, żelaza itp. tego nie unikniemy. jezeli nasze dziecko będzie jadłlo przykładowo, tylko frytki, flipsy, parówki itp (w zależności od wieku) co z niego wyrośnie? wszędzie trąbią o zdrowym trybie życia. duzo o dietach jednak wiem sama po sobie (nie należę do szczupłych) że 5 posilków o stałych porach to jest sukces. to jest coś, co dobrze wpływa nie tylko na wagę, ale także metabolizm czy też prawidłową pracę zolądka i jelit. drogie mamy, czy jeżeli wasze dziecko nie je przez cały dzień a chce na noc nawcinać się parówek w liczbie 4-5 szt pozwolicie na to? jeżeli tak to same tak zróbcie przez tydzien czasu, zobaczycie jak wasz organizm będzie zmęczony, cera włosy paznokcie zmenią się na niekorzysc. my po to jestesmy matkami aby pokazywać i tłumaczyć naszym dzieciom co w życiu jest dobre co złe. czy jeżeli pozwolimy tylko na to co dziecko chce to co z niego wyrośnie? w wieku 14 lat pojdzie do sklepu ukradnie bo tak chciało. albo uderzy kogos bo krzywo spojrzał a jemu się to nie spodobało?. w chwili kiedy zostajemy matkami zostajemy osobami odpowiedzialnymi za to na kogo wyrosną nasze pociechy. także ja także kombinuje jak tylko mogę aby wmusić w moje dziecko choć by pół porcji które mu przygotowuje (przygotowuje na dzien dzisiejszy minimum jakie musi dostawać) oczywiście bez przemocy, ale dzięki manipulacji, którą mój syn także wiele razy w ciągu dnia stosuje wobec mnie :) także drogie mamy, kochajcie swoje pociechy i jeżeli uważacie że wasze dziecko musi to zjesc bo to dla jego zdrowia, bezpieczeństwa i przyszłości, kombinujcie, bądzie sprytne tak jak nasze małe urwisy, bo przecież czym innym jest niejedzenie, rozrabianie itp jak nie sprytem? bierzmy przykład z naszych dzieci, one doskonale pokazują nam jak łatwo można kogoś zmianipulować przecież robią z niami to tak często w ciągu dnia :) pokonajmy nasze niejadki ich własną bronią !! :D

  • Natalia Madej

    Ciekawe rady, mam nadzieje, ze przydadza sie mamom niejadkow. Ja nie mam takiego problemu, moja corka zje posilki, problem tylko taki, zeby ja zatrzymac przy stole.
    Co do metody BLW, to sama ja stosowalam, moze nie jako czysta metode, ale jej elementy. Zosia byla normalnie, tradycyjnie karmiona, a oprocz tego miala mozliwosc jesc raczka warzywa, chleb, mieso itp. Mieszkam w Szwajcarii, tutaj jest to polecane – jako metoda laczona. Skutkuje to swietna koordynacja reka-oko. Ale oprocz tego nie widze efektow. Zawsze byla zachecana do samodzelnego jedzenia, ale po prostu na pewnym etapie juz nie miala ochoty na siedzenie i jedzenie (mimo, ze to swietnie potrafi). Samodzielnie zjadlaby tak ze dwa kesy i polecialaby sie bawic. I ktos moze tu powie, jej to moze wystarcza. Niestety, nie. Widze, ze jak zje tylko tyle ile sama wybiera, wychodzimy gdzies i jest po prostu glodna. Stoi, nie ma energii, nie bawi sie, mowi , ze chce spac. Tak ze karmimy ja z ksiazeczka lub (o zgrozo) telewizja.
    Wiec jednak nie zgadzam sie, ze BLW jest takim lekarstswem na wszystko, bo dzieci sa rozne, maja rozne etapy i fazy. A dla dzieci niestety jedzenie jest czyms nudnym i nawet fakt ,ze sie moze samodzielnie, jakos tego nie zmiena.

    Jedno co mi sie nasunelo z wlasego doswiadczenia –
    – czasem dzecko ma inny rytm niz rodzic, np. pora glodu przychodzi np. pol godziny po planowanej godzinie posilku, warto to wziac pod uwage
    – moje dziecko potrafi duzo zjesc tak od niechcenia np. cos tam robie, ona przaleci i dostaje np. kawalek jablka ktore kroje na szarlotke, czy surowego brokula, ktore pryzgotowuje na salatke. Albo stanie na krzesle przy blacie i wyjada ze sloika bo to jest bardziej cool
    – wychodze z dzieckiem dwa razy dziennie na spacer, jak pobiega to jest glodna. Jako przekaske na spacer zabieram owoce sezonowe (np. w lecie truskawki, arbuz, borowki, teraz winogrona, banan, jablko, gruszka) lub warzywa np. pokrojona marchewke, kalarepke, ogorek. I je. Nie daje jej jako przekasek zapychaczy, choc czasem dostanie na dworze np. ciastko.

  • Zapraszam do mnie na wpis z propozycjami fajnych talerzy i akcesoriów do karmienia :) Choć w domu mam córkę, to w zestawieniu znalazło się więcej zestawów chłopięcych (np z wozem strażackim lub policyjnym), może coś Tobie i synkowi wpadnie w oko? :)
    http://opiniemamy.pl/pierwsze-naczynia-i-akcesoria-do-karmienia-przeglad/

  • Iwonka Miłuch

    czy potrafiłybyście się przyznać co robicie kiedy Wasze maleństwo nie zje? nie opisujcie proszę swej frustracji, bardziej zależy mi na sposobach lub ewentualnej prowokacji,która w konsekwencji doprowadzi do przełknięcia obiadowej porcji.kiedyś praktykowano metode za mamusie,za tatusia… etc. osobiscie uważam,że takie traktowanie tematu prowadzić może do przykrych skutków i nie stosuje,zwłaszcza gdy maniery,łzy i trzęsące sie ciało na widok jedzenia, sprawiaja wrazenie jakby na talerzu leżały żyletki lub coś obrzydliwego. to naprawdę przykre.

    • Ha! Hahahaha! Spróbuj zmusić moje dziecko do CZEGOKOLWIEK, a dam Ci Nobla.
      Albo nie, nie próbuj, bo po co? U nas działa rozmowa. „Może spróbujesz tego? Zobacz, to wygląda jak… i smakuje jak… Jeśli nie będzie ci smakować, nie musisz jeść drugiej łyżeczki”. Czasami jednak potrafi zasmakować, dlatego nie zrezygnuję z tej metody ;). Samo eksponowanie nowej potrawy (bez rozmowy) kończy się u nas krzykiem i niechęcią do zjedzenia czegokolwiek, co znajduje się na tym samym talerzu.

  • Wow! Mam w domu prawdziwego niejadka i stwierdzam, że to pierwszy tekst, który czytałam, który dotyka rzeczywistości, a nie jakiś wyidealizowanych bzdur. Spróbuję tego przemycania i bana na ulubione płaty ryżowe, którymi myślałam, że nauczę małą czerpania radości z jedzenia w ogóle… Została miłość jedynie do ryżowych chrupków. :D

  • Koperkowa mama

    Kurcze niby wszystko ładnie, pięknie, ale u mnie się nie sprawdza, no po prostu się nie sprawdza. Młody ma teraz 4 lata i mógłby jeść na okrągło: pomidorową, ogórkową, żurek, kluski śląskie z sosikiem, pulpety, pierogi ruskie, płatki kukurydziane z mlekiem, kanapkę z serem i szynką, suche naleśniki, kurczaka i najlepiej suchy makaron, czasem jest to spaghetti bolognese. Tyle, finito. Czasem sięgnie po surową marchewkę lub zażyczy sobie rzodkiewki na kanapce. Ale to tylko czasem. Jada owoce, np jabłka, pomarańcze, mandarynki, winogrona, brzoskwinie czy nektaryny. Ale żeby nakłonić go do zjedzenia czegokolwiek innego… No jest problem. Odstawiałam słodycze, wodę pije chętnie od zawsze, bo go nauczyłam. Nawet da się ostatecznie nakłonić na spróbowanie czegoś, ale pluje tym dalej niż widzi. Dziwi mnie to, bo jak był mały to wprowadzałam mu wszystko i wszystko chętnie jadł i próbował a teraz to jest koszmar… Nie jest chętny na nowe smaki a jego dieta przy okazji jest uboga. Daję mu jedzenie na jednym talerzu, że ostatecznie może sobie wszystko wymieszać – nie wymiesza, bo jego ulubione jedzenie będzie brudne. Jak jest głodny to owszem, zje płatki z mlekiem albo kanapkę. Kiedy jemy coś, czego on nie ruszy to nie lecę do kuchni i nie szykuję mu niczego innego, ale to też niewiele daje, bo nawet nie przyjdzie spróbować, choćby go skręcało z głodu. Straciłam wszelką nadzieję. :(

  • Asia B.

    Czy Wy też posuwacie się bardzo nieetycznie do różnych podstepów? Jakieś przemycanie wierszyków o jedzeniu, figurki z jedzenia itepe a później pożeranie tego ziemniacznego albo mięsnego potworka? Tak tak.. robię tak… Ale co innego jeśli czasami nic nie działa i każdy posiłek to meczarnia i stres i dla mnie i dla córki? Przerobiłam już wszystkie dziecięce ksiażeczki o jedzeniu, poluję na każdą nową z nadzieją, ze ta akurat pomoże. Zośka ostatnio podspiewywała już nawet wierszyk z książki Pampi na talerzu: bardzo dobra jest pietruszka, zaproś ją do swego brzuszka. Skutek? Zgodziła się na wrzucenie pietruchy do rosołku a nie jak zwykle goły, jeśli w ogóle. Ale ile można? A może tylko ja tak świruję?

  • Ania Berger

    A my ostatnio dużo czytamy o jedzeniu z moim niejadkiem, żeby odczarować temat, bo niestety babcie robią swoje ;/ Kilka dni temu kupiłam książkę Pampi na talerzu. Super książka, bo temat bardzo fajnie przedstawiony. Jest tam mleczne jezioro, rosołowi piraci i chlebowe miasta :D Nawet wyskubaliśmy z Antkiem jedno chlebowe miasto a potem zatopiła je pomidorowa powódź. I jakoś obiad tak bezboleśnie minął.

  • Kalina Borowiec

    U nas było szaleństwo na czekoladę, a jak zabroniłam, to każda rzecz bez: mleko be, budyń, be naleśniki be, jak zaczęliśmy dosypywać, dodawać czy posypywać mixfixem, to się spodobało, owszem nie nagminnie, aby w drugą stronę nie przegiąć, w weekendy celebrujemy kakao takie z gotowaniem i pianką. granulowanym kakao, taki

  • Kalina Borowiec

    Przemyt to i ja stosowałam, np. pulpety wymieszane z pure ziemniaczanym, jak dziecko miało fazę na „bezmięsną” a gdy był problem z piciem mleka, to dosypywałam mix fix cao np. i dawałam słomkę i tez szlo, tak robiłam też gdy od smoczka odzwyczajałam – tego w butelce, do butelki słomkę wkładałam i szło.

    • Pamiętam z mojego dzieciństwa – bo ja ogólnie jestem bezmięsna – że to był jedyny sposób, żebym chociaż odrobinę przełknęła. Mieszałam więc pulpety z ziemniakami, zrazy z ziemniakami i buraczkami, itp. Do dzisiaj tak jem (tak, na talerzu mam jedno wielkie bajoroko). Albo mięso z ketchupem. Albo klopsy z kaszą. Niestety nie mogę przejść na dietę w pełni wegetariańską, bo mam problem z wchłanianiem żelaza (tabletki to za mało, poza tym mają skutki uboczne), więc zmuszam się dla własnego dobra ;).