Mum and the city

Sprawdź, czy znasz te trzy słowa klucze, które otwierają drzwi do udanego macierzyństwa!

12 września 2017

Pamiętam, jak napisałam kiedyś, że Basia daje nam popalić w nocy. Od razu odezwały się czytelniczki: „A moje dziecko śpi pięknie. Zasypia o 20, potem budzi się tylko na mleczko o 24, 3 i dopiero o 6 rano wstaje, więc nie mam na co narzekać”. Pomyślałam sobie… Oh, wait! To zupełnie tak jak moje?!


Do napisania tego tekstu zainspirował mnie komentarz jednej z was pod moim ostatnim wpisem o locie samolotem razem z dziećmi: „Niestety, nie zgadzam się. Bardzo zazdroszczę autorce bezproblemowej podróży, ale nie dla każdego rodzica będzie ona tak wyglądać. Moje bliźniaki się bały, odmawiały jedzenia i siedzenia w wózku. Miały problemy z zaśnięciem. Kontrola bagażu trwała wieki, bo sprawdzano każdą buteleczkę, a nawet torbę z pieluchami, gdzie nie było żadnych płynów. Musiałam je przewijać w samolocie. Wszystko wyszło na opak, płakały i teraz boję się wracać…”.



NIE OCZEKIWAŁAM, ŻE BĘDZIE IDEALNIE!

I wtedy sobie pomyślałam, że tak naprawdę mój tekst o locie mógł wyglądać zupełnie inaczej. Mogłam go zacząć od słów: „Basia całą odprawę przeszła na moich rękach, bo nie chciała wejść do wózka. Z dzieckiem na rękach miałam też osobistą kontrolę, w której sprawdzano nawet, co mam w staniku. Lot opóźnił się o godzinę, więc koczowaliśmy na lotnisku, a krótko przed wejściem na pokład mój syn zaczął płakać, że jest głodny. I nie chciał zjeść przyszykowanej wcześniej kanapki, więc Piotr biegł specjalnie dla niego po pizzę, a ja szalałam z niepokoju, że nie zdążymy! Na starcie Basia zrobiła ze strachu w pieluchę, a po przewinięciu długo płakała w Tuli, bo nie mogła zasnąć. Synek co pięć minut pytał: daleko jeszcze??? A ja wylałam wodę na pasażera siedzącego za mną, kiedy sięgałam po bagaż podręczny!”.

Ok. Czyli skłamałam w swoim tekście, że nie trzeba bać się lotu z dziećmi? Nie! Bo ja właśnie wspominam go pozytywnie!

Dolecieliśmy cało i bezpiecznie. Prawie o czasie. Dzieci nie wyły całą drogę, nikt się nie pochorował i absolutnie nikt z pasażerów (nawet oblany pan) na nas nie skarżył. Dla mnie to już ogromny sukces. Wiesz dlaczego?

Bo nie oczekiwałam, że będzie idealnie!


MOJE BĘDZIE INNE!

Najgorzej mają pary, które myślą, że po porodzie ich świat szybko wróci do „normy”. To są zazwyczaj młodzi rodzice, którzy noworodka widzieli co najwyżej w serialu w tv. A seriale – jak wiadomo – z prawdziwym życiem mają tyle wspólnego, ile polityka prowadzona przez nasz rząd z prorodzinnością.

To są ci ludzie, którzy na widok rozhisteryzowanych w sklepie dzieci mówią, że „moje na pewno będzie inne!” czy „ja wychowam lepiej!”. To są te matki, którym macierzyństwo jawi się jako spokojny spacer wyczesanym wózkiem po prostym chodniku z wymalowanymi ustami, a słowo „niemowlak” kojarzy się li i jedynie z rozkosznym, zaróżowionym bobasem co uśmiecha się bezzębnie od rana do wieczora.

I ja taką matką byłam. Przyzwyczajona do spania w weekendy po 12 godzin, do wypucowanych na błysk kranów, do ciszy, spokoju, do uporządkowanego nie tylko mieszkania, ale i całego życia – przeżyłam szok totalny. Armagedon.

Uspokoiłam się dopiero wtedy, kiedy zdałam sobie sprawę, że owszem – kiedyś wszystko wróci do „normy”. Dziecko podrośnie, przestanie tyle płakać i ulewać, zacznie samo zasypiać, a potem może nawet jeść, ubierać się oraz bawić? Tylko że norma z dziećmi w domu to nie jest ta sama norma, którą znałam z czasów panieńskich!


PIERWSZE MACIERZYŃSTWO POZBAWIA NAS ZŁUDZEŃ

Często mówi się, że drugie macierzyństwo jest łatwiejsze. I tak, i nie. Nie, bo drugie dziecko daje przecież popalić tak samo! W dodatku teraz do ogarnięcia masz dwójkę, więc teoretycznie dwa razy tyle roboty i o połowę mniej czasu dla siebie. 

Tak, bo pierwsze macierzyństwo pozbawia nas wszystkich złudzeń, więc od drugiego oczekujemy tylko tyle, żeby… Przetrwać. Jakoś.

A kiedy to się udaje – no to się cieszymy :).

Wiesz, to tak jak z tym wstawaniem. Jeżeli przed porodem zakładasz, że twoje dziecko będzie spać do dziesiątej, bo ty jesteś śpiochem i na pewno odziedziczy to po mamie – no to się załamiesz. Jeśli jednak wiesz, że dzieci potrafią budzić się nawet co 15 minut – no to pobudka co dwie-trzy godziny może co najwyżej wywołać uśmiech na twojej twarzy, że „uff… Nie jest tak źle!”.

To tak jak z tą podróżą samolotem. Jeśli zakładasz, że będzie spokojnie, czyli tak jak było, kiedy latałaś sama, bez dzieci, no to już teraz możesz zamawiać panów z kaftanem bezpieczeństwa, żeby odebrali cię z lotniska zamiast taksówki.

Jeśli jednak wiesz, że: dzieci płaczą i jest to całkiem normalne. Dzieci nie zasypiają na zawołanie i jest to całkiem normalne. Dzieci większość czasu spędzają na rękach rodziców, a nie w wózku – i jest to całkiem normalne! Oraz robią kupę akurat w chwili, w której robić jej nie powinny (czyli: na starcie w samolocie; w korku w centrum miasta; na autostradzie, gdzie w promieniu 300 km nie ma ANI JEDNEJ stacji z przewijakiem czy też w trakcie odpieluchowania na środku dywanu) – no to o pierwszej podróży samolotem będziesz opowiadać wszystkim w samych superlatywach, nawet jeśli to co opisałam przydarzy wam się po drodze :).

Kiedy masz dzieci, nie na wszystko jesteś w stanie się przygotować. Zawsze coś pójdzie niezgodnie z planem. Bo dzieci mają twoje plany w dupie! Z czym warto się pogodzić jak najwcześniej, żeby nie ześwirować! Elastyczność, spokój i luz – to trzy słowa klucze otwierające drzwi do udanego macierzyństwa.


NIE TYLKO TY MASZ POD GÓRKĘ

To nie jest tak, że tylko ty masz pod górkę, a inne matki jakieś grzeczniejsze dzieci, co to dużo śpią, prawie wcale nie płaczą, nie wpadają w histerię i nie rujnują swoim rodzicom planu dnia. Nawet jeśli te matki tak twierdzą ;). Absolutnie wszystkie jedziemy na tym samym wózku!

Za każdym razem, kiedy piszę, że moje dziecko mało je, odzywają się matki: „Moje dziecko też nic nie je. Warzywa tylko z zupki, a z surowych to może marchewkę, pomidora, ogórka. Ziemniaczki bez mięsa. Makaron, naleśniki, bułę suchą albo z serem – nigdy z wędliną” oraz drugi obóz: „Moje jedzą prawie wszystko. No może poza mięsem, serem, marchewką, ogórkiem, pomidorem, sałatą (tutaj długa litania produktów), ale ogólnie nie mamy większego problemu z jedzeniem”. Na wakacjach mój osobisty syn jadł rybkę z marchewką oraz ziemniaczkami i nie było dnia, żebym nie marudziła Piotrowi, że on to tylko trzy produkty na krzyż, podczas gdy obok siedziały dzieci, które wpindalały ryż z ketchupem i ich matki się cieszyły, jak ładnie obiad znika z talerza.

Rozumiesz już? Wszystko zależy od naszych oczekiwań i nastawienia! Może czasami po prostu wymagamy od dzieci zbyt wiele (żeby siedziały prosto, nie krzyczały, nie płakały, nie robiły kupy, kiedy nie ma na to czasu, spały i jadły tak jak my) zamiast zwyczajnie zaakceptować, że to są po prostu… dzieci?

Wyżaliłam się kiedyś mojemu tacie: „To nie fair, że Sławek (mój brat) ma takie spokojne dzieci!”. Wiesz co mi wtedy odpowiedział? „Wydaje ci się, że są spokojne, bo to nie ty je wychowujesz!”. I właśnie z tymi słowami zostawiam cię na koniec, bo są one najlepszym z możliwych podsumowań :).


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • polajkujesz go albo udostępnisz na moim fanpejdżu,
  • dasz mi o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz mojego Facebooka, żeby być ze wszystkim na bieżąco,
  • dołączysz do nas na Instagramie :)
  • Olga

    A moje dziecko spało do 10 w pierwszym półroczu życia (a, że zasypiało o 23 na nocny sen, to inna historia,ale wtedy nawet tak było nam wygodniej ;))
    Przed porodem usłyszałam radosne „no to teraz się zacznie, sobie nie pośpicie hehe” więc jak mi się dziecko budziło na cyca co 2-4h to byłam zadowolona. W lutym rodzę drugie i nastawiam się na armagedon i małego hnb wyjca, bo wszyscy mówią, że drugie dziecko jest całkowitym przeciwieństwem pierwszego – więc jak będzie tak będzie ale to przetrwam no bo co zrobię? Zamknę starszaka w szafie i wyjdę? (no dobra czasem, szczególnie w takie marudne dni jak dziś o tym marzę ;))

  • e-milka

    Jakiez to prawdziwe. Przybijam piateczke, juz niejednokrotnie pisalam, ze tez taka matka bylam. OK, z jednym wyjatkiem – jestem balaganiara, ale z tych balaganiar, ktore nie zawalaja rzeczy waznych. Ogolnie wiedzialam zawsze, ze dam rade. Przeciez zawsze dawalam, przeciez zawsze mialam czas i ochote na cos dodatkowego, kolejne zobowiazanie, a tu taki „Zong”. Dlatego tez nie raz sie zastanawialam – czy synek jest HNB? Przeciez ze spaniem identycznie jak corka, tyle tylko, ze z nim karmilam na spiaco, bez zludzen, ze sobie obejrze cos po 20stej. No dobrze, nie plakal „prawie” wcale, ale czy to lezy w jego naturze, czy po prostu corka nauczyla mnie prawidlowych reakcji, dzieki czemu nie dopuszczalam do eskalacji?
    Odwiedzilam ostatnio mloda, choc nie najmlodsza mame. Czekala na to dziecko bardzo dlugo, udalo jej sie „rzutem na tasme”. Mowi mi – „Jest taka kochana, taka grzeczniutka”. I jest – ale przeciez widze, ze tez ciagle na rekach. Ja mowie tak dopiero o mlodszym synku, ze byl takim kochanym dzieckiem, a przeciez de facto chetnie poznalabym patent Magdy Komsty (wymagajace.pl) na krojenie chleba jedna, najlepiej lewa reka, bo i synka sie nanosilam. Ale z zupelnie innym nastawieniem, bez oporu, bez walki, bez tego protestu w glowie, no bo ilez mozna, panie dziejku, nosic?! Przy pierwszym czlowiek sie dziwi, ze znowu pieluchy sie skonczyly, przy drugim po prostu kupuje hurtowo i tak to chyba jest tez z tym drugim macierzynstwem. Pod dewiza: „Zaakceptuj, czego nie mozesz zmienic”.

  • Izolda

    Czytam Cie od dawna, jakies 2,5roku tyle ile ma moja cora. Ja odkad zostalam mama to slysze, ze jestem taka wyluzowana i wlasnie chyba odkrylas moj sekret :-) nie oczekuj cudow ani idealnego dziecka, bo takich nie ma. Ja do mojego dziecka podchodze jak do malego doroslego. Przeciez ja tez nie zawsze mam ochote na wrzywa, isc wczesnie spac czy wstaje czasem lewa noga i pol swiata mam ochote udusic :-) to samo moje dziecko. Mala ma dopiero 2.5 roku, a leciala samolotem wiele razy z racji tego, ze mieszkamy za granica. I czasem bylo super,a czasem obie mialysmy dosc po pol godzinie lot. Przezylysmy lot 7 godzinny i teraz planujemy nastepna podroz. Ja mysle, ze najwazniejsze to zaakceptowac, ze dzieci nie zawsze robia to, co bysmy chcieli. I to, ze placza, krzycza itp. tez jest normalne. Trzeba skupiac sie na pozytywach,a zycie od razu bedzie latwiejsze :-)

    • O! Ja na przykład nie mam problemu ze zrozumieniem syna, choć dla kogoś z boku jego charakter mógłby się wydawać chwilami „trudny” (i Piotr nie raz, nie dwa traci cierpliwość). Ale ja wiem, że synek na przykład dzisiaj jęczy, bo chce mu się spać albo nie wymusza, tylko nie potrafi pogodzić się z odmową/zapanować nad emocjami. Skąd wiem? Bo zachowuję się dokładnie tak samo, haha!

      I zawsze, kiedy krzyczy, że nie dostanie czekolady myślę sobie ze spokojem: „No tak Ilona. Wyobraź sobie, że masz na coś ochotę i nagle mąż ci mówi, że nie możesz”. No utłukłabym, a na końcu i tak zrobiła swoje! Jeszcze jęczałabym do wieczora (albo przez najbliższy rok ;)), jakim prawem on w ogóle decyduje za mnie o mnie? Więc takie myślenie o dziecku jak o małym dorosłym naprawdę baaardzo pomaga przejść przez wszystkie cięższe chwile (zamiast krzyczeć: „Nie możesz i już!”, staram się wytłumaczyć tak, żeby w przyszłości sam wiedział, dlaczego marchewka jest lepsza od czekolady na obiad ;)).

      • Kasia A.

        Robię tak samo, tzn. wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji jak jest dziecko. To pomaga mi ogarnąć sytuację i łatwiej mi nie stracić cierpliwości :) Mój Mąż z tym tez ma problem i wtedy mu się staram łagodnie (:))) własnie przekazać np zeby sobie przypomniał jak ja mu np KAŻĘ coś zrobić – jak on na to reaguje. Zeby było mu łatwiej zrozumieć nasze dzieci.
        Teraz mamy tez taki cięższy okres, bo Młodszy syn poszedł do przedszkola i bardzo to przeżywa (mimo chodzenia na zajęcia adaptacyjne, zna zresztą to przedszkole bo chodził często po starszego brata). Każdego ranka jednak płacze/chce zostać w domu/nie chce się ubrać itd ale reaguje na to ze spokojem, bo jak by zareagował człowiek który idzie do miejsca, ktorego na razie nie lubi (np niektorzy do dentysty/na rozmowe o prace/do Teściowej;). Po prostu mu się nie dziwię, przytulam go, spokojnie niosę na ręce – jeżeli tego potrzebuje.

  • dokładnie tak jest :) wszedzie dobrze tam gdzie nas nie ma ;) życie pokazuje nam prawdziwe oblicza macierzyństwa ,ale co tam podnosimy koronę i lecimy dalej ;)

  • Kasia A.

    Właśnie tak! Znów się muszę zgodzić :)
    co do podróży – to u nas mieliśmy okres, że starszemu dokuczała choroba lokomocyjna, a Młodszy nie spał całą drogę/równiez się nie dał niczym zająć i wyrażał swoje niezadowolenie z jazdy rykiem (bo trudno to nazwać płaczem).
    Więc się co chwilę zatrzymywaliśmy jadąc autem (niedobrze Starszy/płacz Młodszy).
    Obecnie jak jeżdzimy i dzieci nam ‚tylko’ marudzą, krzyczą, wiercą się to jesteśmy cali szczęśliwi :) To na nas nie robi wrażenia i przyjęlismy po prostu, że jest częścią drogi z naszymi dziećmi. Byle dojechać na miejsce w całości :)