Mum and the city

Dwa słowa do wszystkich matek, które lubią wtrącać się w życie innych

28 marca 2017

DSC_8703

Chcesz wkurzyć współczesną matkę? Powiedz jej, że twoja rodzina używa pasty z fluorem! Serio AŻ TAK. Wydaje mi się, że pisałam o tym już wielokrotnie, ale jakby grochem o ścianę. Być może właśnie osoby, do których kieruję swoje prośby, aby nie pouczały innych, po prostu nie wiedzą, że chodzi właśnie o nie. Więc na początek proponuję szybki test poglądowy. Sprawdź, czy ten wpis dotyczy właśnie ciebie!

DSC_8717

1. Jakaś matka głośno stwierdza, że nie chciała rodzić naturalnie i od urodzenia karmi mlekiem modyfikowanym:

a) nie znasz dokładnie sytuacji, więc nie oceniasz.

b) głośno wyrażasz swoje zdanie. Poród naturalny i karmienie piersią to najlepsze, co można dać swojemu dziecku. Nie wyobrażasz sobie na własne życzenie poddać się cesarce czy nie walczyć o laktację!

c) nie wierzysz. Własnym oczom nie wierzysz. I ona się nazywa matką??? Chyba krową, skoro daje swojemu dziecku mleko krowie.

2. Koleżanka mówi ci, że cała jej rodzina używa pasty z fluorem. Ty:

a) nic nie mówisz, bo koleżanka jest już dorosła i nie musisz jej wychowywać.

b) stwierdzasz: „A my używamy bez. Podeślę ci potem link do sklepu, w którym można ją kupić. Jest o niebo lepsza, bo fluor to neurotoksyna!”.

c) nawołujesz, żeby się opamiętała. Przypominasz jej, że skoro tak bardzo dba o zęby dziecka, to powinna była dłużej karmić piersią. Powołujesz się na wyniki badań na temat szkodliwości fluoru, a jeśli koleżanka mówi: „Ale tak nam poradził dentysta” to stwierdzasz, że dentysta jest głupi. A ona ograniczona. Zawsze o tym wiedziałaś, bo przecież kto normalny daje dzieciom frytki???!

3. Czytasz w sieci, że ktoś szczepi swoje dziecko:

a) scrollujesz ekran dalej, nie zatrzymując się dłużej nad tą deklaracją.

b) musisz napisać, że ty nie. Może ta osoba pod twoim wpływem zacznie szukać informacji i zmieni zdanie?

c) szybko przechodzisz na profil tej osoby i na podstawie zdjęć diagnozujesz u jej malucha autyzm. Pytasz, czy o tym wie? Czy w ciągu pół roku od szczepienia wystąpił NOP? Czy poinformowała o tym lekarza? Czy lekarz informował ją o możliwych skutkach ubocznych szczepienia? Czy ona wie, że faszeruje swoje dziecko rtęcią? Czy zdaje sobie sprawę ze spisku firm farmaceutycznych? Czy sama poddałaby się tylu szczepieniom, ile serwuje w pierwszym roku życia swojemu dziecku? Czy wie, że szczepienie nie daje 100% ochrony przed chorobą? Czy słyszała, jak mało osób umiera dzisiaj na odrę i że polio zostało całkowicie wyeliminowane, więc nie ma potrzeby szczepić właśnie na te choroby??? Aha, udało ci się! Zagięłaś ją, bo przestała się odzywać już po pierwszym pytaniu :).

4. Odkrywasz, że inna matka dała dzisiaj swojemu dziecku parówkę na śniadanie:

a) dochodzisz do wniosku, że każdy je co lubi. Podejrzewasz, że nie robi tego codziennie, a nawet jeśli – nie twoja sprawa.

b) mówisz: „My nie jemy takich rzeczy. U nas na śniadanie jest zazwyczaj owsianka. Polecam”.

c) uświadamiasz ją, że PARÓWKA ZABIJA, jak można być aż tak nieodpowiedzialnym, żeby karmić nimi swoje dzieci???! To przykre, że nie każda matka kocha swoje dzieci tak jak ty.

DSC_8714

DSC_8716

5. Osoba z forum nie zgadza się z tobą. Ignoruje twoje argumenty i dalej myśli, że to ona wie lepiej:

a) nie znasz takiej sytuacji. Z reguły nie kłócisz się w internecie.

b) jesteś zła, ale po krótkiej wymianie zdań postanawiasz zakończyć dyskusję i przekierować całą swoją energię na coś pożytecznego. Może nawet wymyjesz dzisiaj okna?

c) nie odpuścisz, dopóki twoje nie będzie na wierzchu. Stukasz w klawiaturę pół nocy i od samego rana, zapominając wymyć zęby. Krzyczysz na dziecko, że nie teraz, idź się samo pobawić, mama prowadzi właśnie bardzo ważną rozmowę! Tego dnia nie gotujesz obiadu, bo masz przecież poważniejsze sprawy na głowie, a mianowicie: ktoś w internecie NIE MA RACJI.

DSC_8712

WIĘKSZOŚĆ ODPOWIEDZI A: Wychodzisz z założenia, że opinia jest jak dupa – każdy ma własną. Żyjesz własnym życiem i dajesz żyć innym, poza tym nie masz czasu zaglądać innym do domów czy łóżek, a tym bardziej analizować ich spraw pod lupą, bo o! Dziecko cię właśnie woła!

WIĘKSZOŚĆ ODPOWIEDZI B: Przyznaj, lubisz się czasami dowartościować kosztem drugiej mamy? Niby nie, bo przecież nigdy nie hejtujesz, tylko wyrażasz własne zdanie, ale gdzieś tam z tyłu głowy towarzyszy ci przeświadczenie, że to ty masz rację, a inni podejmują decyzje nieświadomie, krzywdząc tym swoje rodziny. Masz więc misję nawracania tych innych, bo są zupełnie jak dzieci! Bez ciebie świat na pewno byłby gorszy i ginęłoby więcej małych, niewinnych kotków.

WIĘKSZOŚĆ ODPOWIEDZI C: pewnie nikt ci tego wcześniej nie powiedział – choć szczerze wątpię – ale twoje zachowanie nie jest normalne. Czytaj dalej, bo ten tekst jest ZWŁASZCZA dla ciebie.

TAK WIĘC OD POCZĄTKU…

Matka to osoba dorosła. Świadoma i dojrzała. Nie jest tak, że wszystkie swoje decyzje podejmuje impulsywnie oraz pod wpływem chwili. Ona wie co robi, bo dowodu osobistego nie dostała wczoraj i wcale nie uciekła z wariatkowa.

I jeśli na przykład jej dziecko raczkuje w centrum handlowym to nie dlatego, że ona nigdy nie słyszała o zarazkach i ty jej koniecznie musisz o ich istnieniu powiedzieć! Jeśli jej dziecko nie ma czapki to nie dlatego, że marzy o tym, aby się zaziębiło czy nie wie, co to jest zapalenie ucha środkowego. Jeśli używa pasty z fluorem, a tym bardziej pisze o tym na blogu (TUTAJ) ;) i na dodatek wspomina, że stanowiska w sprawie fluoru są różne – to znaczy, że ona te stanowiska ZNA.

Po czym rozważyła wszystkie za oraz przeciw i wybrała właśnie tak. Być może inaczej niż wybrałaś ty, ale hej! Jej święte do tego prawo.

Prosty przykład: wczoraj na Insta Stories pokazałam, jak moje młodsze dziecko je rzodkiewkę. Moje dziecko ma jedenaście miesięcy, ale jadło już prawie wszystko, z czym powinnam była czekać gdzieś tak do roku, a mianowicie: pomidora, imbir, czosnek czy cytrusy. Mogłabyś się popukać w głowę, bo kto to słyszał i co na to kalendarz rozszerzania diety, ale ja nie podałam jej tych rzeczy bezmyślnie. Nie jest tak, że nie słyszałam o alergiach! Jednakże, kiedy zostałam mamą po raz pierwszy, alergiami (i zadławieniami) martwiłam się tak bardzo, że mój synek wiele produktów dostał gruuubo po roku i w efekcie – właśnie ich nie je do dzisiaj. Dlatego przy drugim dziecku zdecydowałam inaczej.

Ale to nie znaczy, że będę teraz biegać z ryjem do mam kilkumiesięczniaków, żeby powiedzieć im: „Daj rzodkiewkę! Słyszysz?! Daj rzodkiewkę, bo JA WIEM, że tak jest lepiej, a ty jesteś głupia i nie wiesz nic!”. Każda z nas tę decyzję – oraz wiele, wiele innych – musi podjąć sama. W zgodzie ze sobą, swoim dzieckiem, w zależności od sytuacji w jakiej się znajduje i naprawdę nic mi – oraz tobie! – do tego, chociażby dlatego, że my tej sytuacji nie znamy.

Dlatego na sam koniec obiecane dwa słowa do wszystkich tych matek, które lubią się wtrącać w życie innych, pouczać, nawracać czy zwracać uwagę: GOŃ SIĘ. Po prostu się kobieto goń.

Typy matek


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • Gośka

    Przyznaję bez bicia.
    Właśnie skończyliśmy, niewyszukaną dziś, kolację w postaci parówek.
    ÷)

  • Marta Karolina Wierzbicka

    Punkt pierwszy szczególnie prawdziwy, jak na jakimś forum napisalam, ze mam adpotowanc corke i ze córcia je mleko modyfikowane to nawiedzone baby kazaly mi z półtorarocznym dzieckiem zgłosić się do banku laktacyjnego…. a dziecię było rodzone przez cesarkę i od urodzenia mleko modyfikowane tylko ????

  • Mi

    Swietny wpis i bardzo potrzebny- dzieki za glos rozsadku :-). A propos rozszerzania diety: mieszkam w Danii i tutaj dziecku zalecaja wprowadzanie pokarmow stalych od 4 miesiaca zycia. Od 6-go dziecko moze jesc wszystko z wyjatkiem miodu i orzechow. Od tutejszej lekarki uslyszalam, ze wysypka po nowych pokarmach jest czyms normalnym, dziecko powoli sie przyzwyczai to i wysypka przejdzie. Kolejna sprawa: maluchy hartuja sie tu od malego: czesty widok zima to wozek ze spiacym niemowlakiem (oczywiscie okrytym kocem) stojacy przed kawiarnia, podczas gdy mama pije kawe (w srodku) z kolezanka. Na poczatku mialam opory, ale postanowilam zaufac tutejszym doradcom. Efekt- moja dzis 3-letnoia corka nie ma alergii, praktycznie nie choruje (choc od 1go roku zycia jest w publicznym zlobku) i zjada ze smakiem (prawie ;-)) wszystko. Ale ile ja sie nasluchalam podczas wizyt w Polsce ze dziecko biega boso, bez czapki albo wcina truskawki (o zgrozo: nieekologiczne!). I jakos nikt nigdy nie byl ciekawy skad sie biora moje „szalone” pomysly na wychowanie dziecka- od razu atak. PS. Przepraszam za brak polskich znakow, nie mam ich w klawiaturze…

    • O, dokładnie! Orzechy, miód, truskawki – tego też młody nie je do dzisiaj, bo ze względu na mój strach przed alergią, dostał te produkty bardzo późno. Podobnie biały i żółty ser z mleka krowiego :).

      I tak jak piszesz – zamiast rozmowy od razu jest atak :/

  • Magdalena Baniewska

    Moja córeczka ma prawie 5 miesięcy. Ostatnio dowiedziałam się, że muszę zacząć dawać jej próbować jedzenie aby się zainteresowała bo inaczej nic nie będzie jeść. I odbieram jej dzieciństwo bo nie oglądam przy niej tv, a ona na pewno by chciała już bajeczki. Obojętnie co się wybierze, zawsze znajdzie się ktoś kto wie lepiej.

    • Serio? I to jest właśnie straszne!

      • Magdalena Baniewska

        Dlatego postanowiłam słuchać, przytakiwać i robić swoje. Bo najlepiej, jak się broni swojego zdania, (o swoim dziecku bez mówienia innym co mają robić) a ktoś powie, że się jest fanatykiem albo terrorysta ?

  • Natalia Wiszniewska

    Ilona, z każdym wpisem uwielbiam Cię coraz bardziej! I zdecydowanie strzelam w pierwszy typ Matek.

  • Olga Dziórzyńska

    Wszystkie odpowiedzi A.
    Ja obu synów urodziłam naturalnie. Pierwszego nie karmiłam nawet dnia, nie czułam tego, nie chciałam i nie dorosłym emocjonalnie do karmienia. Przez to spotkałam się z potepieniem teściowej (ona każde dziecko karmiła po 2 lata). Drugiego syna karmiłam przez 3 miesiące i zapał mi minął. Również tego nie czułam. Wręcz czułam się przygnębiona kiedy syn był przy piersi.
    Dlatego ja nie oceniam i nie ingeruje w cudze sprawy. Każdy orze jak może. Każdy ma swój świat i swoje kredki. Tego się trzymam od 10 lat. Pozdrawiam

    • Natalia K

      Ja mialam podobnie nie czulam karmienia i nie czuje do dzisiaj choc kocham moje Dziecko nad życie. Każdy jest dorosły i odpowiada za siebie. Nikt nie ma prawa nas oceniać. Pozdrawiam

    • Olga

      Ja karmiłam, ale jeśli ktoś mi opisuje jakąś euforię czy szaleństwo miłości przy karmieniu to sorry, dla mnie była to taka sama czynność jak zmiana pieluchy, tylko przy zmianie pieluchy nie można oglądać serialu :D

  • Olga Dziórzyńska

    A jeśli chodzi o rozszerzanie diety to u mnie zupełnie jak u Ciebie. Pierwszemu synowi bałam się rozszerzać dietę i też wielu potraw, owoców i warzyw nie jje. A drugi syn wsowa wszystko ze smakiem ponieważ od pierwszych miesięcy urozmaicalam mu dietę. Zresztą cała rodzina i wszyscy znajomi twierdzą że mój czterolatek niedługo dogoni dziewieciolatka.

  • Kinga BG

    Ja wychodzę z założenia, że jak dziecko wykazuje zainteresowanie jakimś jedzeniem – czyli tym co Mama lub Tata właśnie próbują konsumować – to czemu nie miałabym dać jej skosztować (w granicach rozsądku – gotowanego przez mnie chilli Mała, dla własnego dobra, jeszcze długo nie spróbuje ?). W związku z powyższym dziś na spacerze straciłam pół wafla duńskiego ?

  • Eve S

    Powiem ci, że to zależy. Obcym nie zwracam uwagi, bo niby z jakiej racji – też bym się obruszyła jakby mi ktoś na ulicy mądrości wciskał. Ale w gronie przyjaciół? Sama przyjmuję uwagi jeśli ktoś mi coś mówi, potem sama oceniam czy z nich skorzystam czy nie, tak samo na odwrót. Zdarzało się niejednokrotnie, że ktoś autentycznie nie wiedział o czymś istotnym i moja uwaga okazała się być przydatna. Także z wtykaniem nosa w nieswoje sprawy trzeba – jak we wszystkim – mieć umiar i takt.

  • Kam Al

    Wpis PETARDA :-) Mam nadzieję, że zamierzony efekt zostanie osiągnięty i kobiety „typu C” naprawdę będą się gonić, zanim wycedzą swoje krytyczne, oceniające komentarze z ust lub z klawiatury!

  • Kasia A.

    Super, że to napisałaś :)
    a wywalasz te komentarze matek C? :) bo ostatnio pod postem z pastą z fluorem ich nie zauważyłam :)
    i cos pod tym tekstem też coś nie widzę, same matki A :) a widzisz jaka tolerancja w narodzie do odmiennego zdania nastała :)

    • Pod przedostatnim wpisem cała akcja działa się na Facebooku. Jeśli ktoś mnie obraża to wywalam, jeśli wyraża swoje zdanie (matka B) – to zostawiam :).

      A pod wpisem ciiisza nastała :)

  • Olga

    Większość odpowiedzi A ;)
    Za to chyba jestem mamą z Twoich przykładów :P daję mojemu 2 latkowi parówki (ale nie codziennie :P), myjemy zęby z fluorem, odstawiłam dziecko w wieku 11 miesięcy zamiast czekać aż samo się odstawi, podaje mm i mama wyzywa mnie, że za cienko ubieram jej wnuka :P no i szczepimy :)
    co do czekania do roku z cytrusami, imbirem i bla bla bla – najnowsze zalecenia mówią, że nie ma zaleceń co do czego i to rodzice mają zdecydować co i kiedy wprowadzą dziecku do diety ;) byle zdrowo :)

  • salus salus

    Haha haha! ? ? ?

  • Sytuacja sprzed roku, moje urodziny. Kuzyn z żoną i dwójką niespełna rocznych bliźniaków vs. moja wszystkowiedząca babcia. Gwoli wstępu, w domu mojego taty, gdzie urodziny organizowałam, jest pies, bokser. Pies jak to pies, wszędzie biega, zostawia sierść, ślinę, odciski brudnych od błota łap. Ania (mama bliźniaków) położyła chłopców na czystym, świeżo odkurzonym dywanie, żeby sobie poraczkowali. Moja wszystkowiedząca babcia zaczyna po Ani krzyczeć „weź ich z ziemi, przecież tu brudno, przecież tu pies, przecież zaraz złapią wściekliznę albo innego pasożyta”. Ania spokojnie odpowiada, że u nich w domu też jest pies, dzieciaki są przyzwyczajone, a do tego nie chowane w sterylnych warunkach i odrobina zarazek krzywdy im nie zrobi. Nie, przecież ona wie lepiej, wychowała moją mamę i mnie z bratem i najlepiej wie jak wychowywać wszystkie dzieci świata. Myślałam, że jej coś powiem, ale powstrzymałam się. Ania przełknęła i dalej robiła swoje nie zwracając uwagi na wciąż gadającą, głównie do siebie, babcię. Kurtyna.
    Zgadzam się z każdym Twoim słowem. Niestety ludzie mają w zwyczaju pouczanie innych nie tylko jeśli chodzi o wychowywanie dzieci, ale w każdej dziedzinie. „Niejedzenie mięsa jest zdrowsze, a Ty zabijasz biedne zwierzęta”, „Trzeba oglądać wiadomości, bo musisz wiedzieć co się dzieje w kraju i na świecie”, „Jak możesz nie wierzyć w boga? No jak?”… Zajmij się swoim życiem, swoimi przekonaniami i daj żyć innym. Jeśli chcę podyskutować na jakiś temat i wymienić opinie, dam ci znać, tymczasem zostaw mnie w spokoju i jedz te swoje bezglutenowe pierożki ze szpinakiem, podczas gdy ja zjem hamburgera z frytkami.

  • e-milka

    O to, to. Zdecydowanie A. Nawet jesli widze cos, to wychodze z zalozenia, ze ta druga mama albo tez np. widzi, ale nie ma czasu sie tym zajac, albo na podjela pewna decyzje. Za to „wtracam” sie tylko wtedy, kiedy widze ze dziecku grozi bezposrednio niebezpieczenstwo. Jakbym np. dwulatka smigajacego na rowerku widziala, a wiemy przeciez jak szybkie a jeszcze nierozsadne sa dwulatki, a mama z tylu, nie zawahalabym sie zatrzymac go przed jezdnia, gdyby wygladalo na to, ze sam nie zamierza. Zaproponuje tez mamie pomoc np. czy wziac malucha za raczke, jak ona np. tacha po schodach wozek z drugim. Ale jakby mi powiedziala np. „Nie, dzieki, wlasnie cwiczy samodzielne wchodzenie po schodach” na pewno bym nie powiedziala „No ale na pewno spadnie, jednak lepiej wezme”. Raczej dyskretnie obserwowala.
    Mamy udzielajace rad czesto nie maja pojecia, jak zlozona jest sytuacja, sprzeczne zalecenia no i indywidualna tolerancja. A z alergiami – tez przy corce uwazalam, bo predyspozycje genetyczne i wtedy mowiono – im pozniej alergeny tym lepiej. Ale przy synu juz inaczej zalecano, ze wlasnie wczesne wprowadzenie pozwala uniknac pozniejszej alergii. Pisalam to ja – matka polka szczepiaca, flouryzujaca i parowki czasem dajaca. A moje dziecko raczkowalo w PKP, bo nie moglo usiedziec w miejcu te 3 godziny, dziwne jak na osmiomiesieczne niemowle. ;)

  • Zgadzam się, każda mama ma swój rozum i chce dla dziecka jak najlepiej. Każda z Nas robi jak czuje, każda jest inna i ma inne dziecko. No niestety nie ma uniwersalnej prawdy, którą da się z powodzeniem wprowadzić w życie w KAŻDYM przypadku. Dzieci są różne, więc i metody wychowawcze muszą być różne. To co szkodzi jednemu, drugiemu może przynieść korzyść. To, że Twoje dziecko dostało wysypki po zjedzeniu pomidora, nie oznacza, że moje też dostanie… Ale muszę się do czegoś przyznać. Raz jeden miałam ochotę krzyczeć. Tak, na drugą Matkę. Bo dodała na swój FB zdjęcie zakneblowanego synka, bo inaczej tego nie umiem nazwać. Dwumiesięczne dziecko, miało przywiązanego do główki smoka… Pod zdjęciem lawina komentarzy, pytania o ewentualny strach przed ulaniem i zachłyśnięciem. I co na to matka? Że inaczej smokiem pluje, płacze i się uśpić nie da. Hmmm mój syn też ciężko zasypia, ale serio nie wpadłabym na pomysł kneblowania. I tak, wtedy miałam ochotę zwrócić jej uwagę. Ochotę, bo się powstrzymałam.

    • Przykre :( słyszałam, że właśnie taki patent wykorzystuje się w szpitalach jeśli przy dziecku nie ma matki i w domach dziecka :(

      • Naprawdę ciężko to pojąć, ale jestem skłonna w to uwierzyć. Tym bardziej, że widziałam jak pielęgniarka na oddziale noworodków próbowała ‚nakarmić’ moje dziecko z butli – synek miał problem z ssaniem piersi (który o dziwno po tygodniu spędzonym ze mną w domu się rozwiązał, więc był chyba wyimaginowany, po prostu nie miał potrzeby ssania przez równe 15 min jak owa Pani sugerowała). Syn nie chciał jeść, a mimo to nie odsunęła butli w rezultacie zwymiotował… Wtedy nie zareagowałam, myślałam, ze tak trzeba. Nie miałam doświadczenia, w życiu nie widziałam noworodka. Nigdy nie rodziłam. Zaufałam, choć nie powinnam. Na szczęście nic poważnego się nie stało, bo sytuacja nie była aż tak groźna. Ale to wystarczyło, żeby się zrazić do oddziału, uważam, że niektóre pielęgniarki nie powinny mieć kontaktu z dziećmi, a na pewno nie z takimi maluszkami. Brak serca i delikatności. Brak szacunku do świeżo upieczonej mamy i jej dziecka. Niestety wciąż w wielu szpitalach tak to właśnie wygląda…

  • Lea

    Z jednym się nie zgodzę: „Matka to osoba dorosła. Świadoma i dojrzała.” Bo gdyby tak było, nie byłoby też takich matek, do których Pani kieruje swój wpis. Wtedy nie byłoby w ogóle potrzeby o tym pisać. Myślę, że matka to też człowiek, jak każdy inny – nie każdy dorosły jest przecież dojrzały, każdy ma własny ogródek i żyje tak, jak uważa – nawet, jeśli w opinii innych nie zawsze jego zachowanie jest dojrzałe. Przepraszam, że tak się wypowiedziałam, chociaż jestem singielką, ale poniekąd utożsamiam się z tym wpisem jako osoba pouczana przez matki w swoim wieku, że jestem nieodpowiedzialna, bo „już czas na dziecko, a nie na studia”. Dobrze, że Pani pisze o takich tematach, że każdy powinien żyć, jak chce, podejmować własne decyzje. Zawsze uważałam, że osoby wtrącające się w życie innych powinny bardziej się zająć własnym – chociaż czasami się zastanawiam, że może jest to kwestia potrzeby dowartościowania się. Też mam młodszą siostrę, która cały czas zarzuca mi „bycie dziecinną”, ponieważ „nie wiem, co to znaczy mieć męża i być matką”. Nie wiem – i jeśli kiedyś zechcę, to się dowiem, ale na razie takie życie mi odpowiada. Dobrze, że pisze pani otwarcie o takich sprawach, bo często też Facebook przedstawia wyselekcjonowane informacje i wyidealizowany świat, dlatego proszę się nie przejmować. Pozdrawiam serdecznie.