Mum and the city

Skończył rok i nie chodzi?

14 października 2014

DSC_0712p

Jak wyżej. Nie zliczę już, ile razy słyszałam to pytanie w ciągu ostatniego półrocza! Przyjęło się, że dziecko, które skończyło dwanaście miesięcy, powinno chodzić. I już.

Czy to z troski o dziecko, które przemieszcza się na czworaka, czy z obawy o własny kręgosłup (wszak rodzic ciągle musi je nosić!) lub finanse (ach, te poprzedzierane na kolanach spodnie!) – pionizujemy nasze dzieci, podnosimy, stawiamy je na dwóch. Zachęcamy, uczymy, pertraktujemy, a na końcu tego wszystkiego – czujemy presję.

A jaką presję czują one! Nie jest tak, że dziecko – chociaż niewiele jeszcze mówi – nic nie rozumie. Oj, nie! Mój na przykład rozumie wszystko. Kiedy tylko słyszał zdanie: „Na nóżkach, Kochanie! Na nóżkach!” lub: „Chodzić, będziemy chodzić!” na znak protestu kładł się płasko na podłodze i ani kroku dalej. Nie tylko nie podnosił się na nóżki – on w ogóle nie chciał wstać! Nawet na kolanka, na apa czy do wózka. I gadaj z takim…

A rad było wiele. Daj mu czekoladę. Połóż na krześle, niech po nią podejdzie. No to on na kolanach do tego krzesła drwałował. Albo: skuś zabawką. Jak stoi przy meblu, pokaż zabawkę, żeby po nią przybiegł. Owszem, przybiegał. Na czterech. I jeszcze: rozłóż ramiona, żeby po całusa przyszedł. Nie z Kostkiem te numery! Jak mama chce całusa, to niech sama sobie po niego przyjdzie…

Takie mam właśnie dziecko. Myślę, że normalne. W nosie ma to, czego chciałaby jego mama. I czego oczekuje społeczeństwo. Że rówieśnicy już dawno po ulicy biegają, rowerki biegowe dosiadają, z hulajnogą się mocują. On sam musiał do tego dojrzeć. Poczuć gotowość do boju.

Bo za rączkę to i owszem. Od dwóch miesięcy chodził. Dwa, trzy samodzielne kroczki od mamy, do taty. Ale sam? Nie!

Byłam z tym u neurologa. Bo trochę wstyd podczas szczepienia, że na dorosłą wagę stawiają (ta dla niemowlaków do 10 kg tylko), a on stać nie potrafi i nie chce. To „nie chce” było tutaj kluczowe, bo neurolog orzekł, że dziecko zdrowe, sprawne bardzo, tylko ma blokadę w głowie. Musi przestać się bać. I że nie mamy go prowadzać za tę rączkę, to szybciej do samodzielnego chodzenia dorośnie. Bo jak prowadzą, to po co samemu? Z ręką mamy bezpieczniej przecież… I wiara we własne siły słabnie… Dlatego broń Boże żadne chodziki! Niech przy meblach, bokiem próbuje. Nawet jeśli wszyscy się dziwują, że taki duży chłopak i nie chodzi. Nawet jeśli miałoby to trwać i pół roku…

Więc tłumaczyłam sobie i sąsiadom (sic!), że raczkowanie to ważny etap w rozwoju dziecka. Lewa, prawa, lewa, prawa – półkule mózgowe rozwija, przed dysleksją chroni. Że im później, tym lepiej dla nas. I dla jego małych kości. Ale nie. Skończył rok i nie chodzi? Dziwne!

DSC_0690p

DSC_0677p

DSC_0683

A on ruszył. W swoim czasie. Nie poddał się łatwo presji :). Dokładnie dzień po tym, jak skończył osiemnaście miesięcy. W minucie, w której Polska strzeliła Niemcom pierwszego gola. Wybiegł na środek pokoju po piłkę. Święto nie do opisania! Szybko sms-y do całej rodziny i reakcja: „Czas najwyższy!”.

I wtedy sobie pomyślałam, że te nasze dzieci mądrzejsze są od nas, dorosłych.

DSC_0703p

  • Faszyrka

    Oj, znam te stresy matki. „Pół roku ma, a jeszcze nie siedzi? Posadź, na pewno będzie siedzieć.” Jasne, obłożone dziesięcioma poduszkami, będzie na nich wisieć, a nie siedzieć. „Roczek już ma? A czemu nie zakładasz bucików? Nie chodzi?” A no nie chodzi, próbuje dopiero. Tyle dobrze, że wtedy regularnie chodziliśmy do naszej kochanej pani rehabilitantki i ona nas wyszkoliła, że nie należy dziecka poganiać, nie zmuszać do siedzenia, nie prowadzić za rączki. Samo przeskoczy ten etap, gdy będzie gotowe. No ok, przyjmujemy do wiadomości, chociaż bardzo się stresujemy, że to jeszcze nie teraz, że jeszcze trzeba cierpliwie poczekać. Ale my to pestka. Wytłumacz swoim własnym dziadkom, z którymi masz przyjemność chwilowo mieszkać. Nie-wy-ko-nal-ne. I dzień w dzień słuchasz tego mędzenia… „Potrzymaj za rączkę. Pomóż. Postaw, to pójdzie.” To w sumie też jeszcze nie było najgorsze. Wiesz, co było najgorsze? Hasło moich dziadków: „Jak ją z nami zostawisz i nie będziesz widzieć, to ją nauczymy chodzić”. No więc skończyło się zostawianie choćby na pół minuty z pradziadkami. Podobnie próbowali mi małą podkarmić tortem robionym na mleku i na masie alkoholowej (jedno i drugie zabronione). I kto tu jest mądrzejszy? Starszy, prawie 80-letni człowiek, doświadczony przecież? Nie. Ale oni zawsze mają odpowiedź: „Bo to taka moda teraz”. Aha…

    • Buciki, haha, skąd ja to znam ;). U nas na buciki było – nie chodzi, bo nie zakładam butów ;).

    • Mój synek zaczął chodzić w wieku 16 miesięcy, raczkować dopiero po
      roku… To była dopiero pożywka dla osób dających dobre rady. Babci męża nawet na siłę chciała go uczyć raczkować, oczywiście nie
      pozwoliłam. Dziś ma 4 lata i zdążyć za nim nie mogę. Córeczka mimo wcześniactwa biegała tydzień po roku urodzeniowym, czyli biorąc pod uwagę wiek skorygowany – biegała przed rokiem. Nie chodziła – biegała od razu i nadal prawie biega cały czas ;-)

  • Faszyrka

    Oj, znam te stresy matki. „Pół roku ma, a jeszcze nie siedzi? Posadź, na pewno będzie siedzieć.” Jasne, obłożone dziesięcioma poduszkami, będzie na nich wisieć, a nie siedzieć. „Roczek już ma? A czemu nie zakładasz bucików? Nie chodzi?” A no nie chodzi, próbuje dopiero. Tyle dobrze, że wtedy regularnie chodziliśmy do naszej kochanej pani rehabilitantki i ona nas wyszkoliła, że nie należy dziecka poganiać, nie zmuszać do siedzenia, nie prowadzić za rączki. Samo przeskoczy ten etap, gdy będzie gotowe. No ok, przyjmujemy do wiadomości, chociaż bardzo się stresujemy, że to jeszcze nie teraz, że jeszcze trzeba cierpliwie poczekać. Ale my to pestka. Wytłumacz swoim własnym dziadkom, z którymi masz przyjemność chwilowo mieszkać. Nie-wy-ko-nal-ne. I dzień w dzień słuchasz tego mędzenia… „Potrzymaj za rączkę. Pomóż. Postaw, to pójdzie.” To w sumie też jeszcze nie było najgorsze. Wiesz, co było najgorsze? Hasło moich dziadków: „Jak ją z nami zostawisz i nie będziesz widzieć, to ją nauczymy chodzić”. No więc skończyło się zostawianie choćby na pół minuty z pradziadkami. Podobnie próbowali mi małą podkarmić tortem robionym na mleku i na masie alkoholowej (jedno i drugie zabronione). I kto tu jest mądrzejszy? Starszy, prawie 80-letni człowiek, doświadczony przecież? Nie. Ale oni zawsze mają odpowiedź: „Bo to taka moda teraz”. Aha…

  • Joska

    Nic mnie tak nie wkurza jak komentarze wszystko wiedzących sasiadów a nawet zupełnie obcych mi ludzi !!! Moj synek Bruno skonczyl 3 latka w lipcu. zaraz po urodzeniu byl bardzo chory, mial sepse, wyszedl z tego ale … mial nie chodzic, widziec, slyszec … kazali chodzic na rehabilitacje bo nie przewraca sie na boki !!! rehabilitacja takiego malego dziecka to zazwyczaj płacz, na sile obracane, przewracane .. brr do dzis mam ciarki. Sama zdeydowalam NIE !!! i co Bruno w swoim czasie obrocil sie na bok , usiadl i zrobil wszytsko to co mial zrobic !!! Ale nie chodzil – tragedia !!! A on co – w swoje pierwsze urodziny – wstal i poszedł !!! Brawo , dzielny chlopak !!! Ale co , nie mowi !!! Tragedia !! A Bruno co – w drugie urodziny , przemowil i do dzis buzia mu sie nie zamyka :) ale kolejna tragedia – jak to jeszcze pielucha, fuj, taki duzy chlopak !! no dramat !!! Bruno przeciez idziesz do przedszkola !!! No to Bruno w trzecie urodzinki poszedl do ubikacji i sie po prostu po mesku wysikal !!!! ale pozostaje tragedia nuemr cztery, zupelnie nie zrozumiala dla sasiadow , znajomych i nieznajomych – smoczek !!! dla mnie tez problem, chociaz nie wiem czy ze wzgledu na wszystkie zdrowotne minusy czy ze wzgledu na te glupie komentarze . No taki jest moj Bruno, gdy mu zle, gdy mu smutno , gdy czuje ze jest spiacy po prostu siega po swojego przyjaciela „pupusia” :) i co mam mu zrobic !!! Krzyczec , na sile zabierac ??? Idac tokiem myslenia mojego syna w czwarte urodziny wyrzuci smoczka !!! I co bedzie gorszy , niz inne dzieci ??? Mial nie widziec, nie slyszec , nie chodzic ….. rozwija sie znakomicie , jest madrym , inteligentnym dzieckiem !!! A ze robi wszytsko po swojemu …. zadna tragedia !!! widocznie tak ma byc !!!

    • Widziałam nawet pięciolatki ze smoczkami w Norwegii. Naprawdę sporo przedszkolaków je nosi. I NIKOMU to nie przeszkadza. Tylko u nas jest schiza smoczkowa. :)

  • jowital

    Moja starsza córka zaczęła raczkować jak miała roczek,a chodzić w miarę sprawnie w wieku 16 m-cy… tez się martwiłam, też jeździłam po neurologach … Młodsza (zresztą chyba równolatka Waszego Kostka ) wszystko robiła „książkowo”, tylko mówić jakoś nie chce … Pozdrawiam :)

  • Ilonko, u nas było podobnie. Kuba miał swój czas, a że to chłopak z charakterem, nie zamierzał z niego rezygnować, tylko ze względu na opinie większości. Ruszył również w 18 miesiącu życia. Tylko nam się trafiła „pediatra doskonała”, która ciągle powtarzała: dajcie mu spokój, chłopak wie co robi :) Pozdrawiam serdecznie i miłego biegania za Kostkiem życzę :)

  • olga

    I ja się dołączę bo temat bliski! Ignaś zaczął samodzielnie chodzić, niezdarnie jeszcze równo gdy skończył 15 miesięcy. Dwa tygodnie wcześniej zaczął robić kroki pierwsze samodzielne, a stał sam „dopiero” przed tuż przed skończeniem 12 miesiąca. Raczkował dobre pół roku, wszystkie dzieci dookoła już chodziły równo z „magiczną granicą”, martwiłam się, a może bardziej zmęczona byłam raczkowaniem, szczególnie poza domem (brudne rączki!!=zarazki=choroby). Na szczęście kuzynka jest fizjoterapeutką i ona bardzo mnie tonowała. Myślę, że trochę dałam się presji, brak doświadczenia, pierwsze dziecko. Wiem już z całą pewnością, że Dzieci są naj najmądrzejsze i nie wolno się czepiać. Choć czujność jest wskazana, napięcie mięśniowe itp. Pozdrawiamy z Poznania!! Czytamy regularnie! ;)

    • Czujność tak, dlatego w razie jakichkolwiek podejrzeń, strachów, baaardzo polecam wizytę u specjalisty. Najczęściej po to, żeby rozwiać wszelkie rodzicielskie wątpliwości. Jak głęboko i radośnie się oddycha po wyjściu z gabinetu! Ale masz rację: natura tak to urządziła i dzieci są najmądrzejsze, same wiedzą, co i kiedy. Również pozdrawiam.

  • Sonia

    Na pocieszenie i poprawę humoru opowiem historię mojego
    brata. Miał 15 m-cy i nadal nie chodził (tylko za rączkę albo od mamy do taty).
    Pewnego czerwcowego dnia nasz tata zirytował się ciągłym noszeniem na rękach i posadził
    go na betonowym podjeździe na podwórku babci. Brat miał na sobie króciutkie
    letnie spodenki i nie podobało mu się szuranie kolanami po betonie wiec szybko
    na czworaczkach poszedł w stronę trawy. Niestety trafił prosto w pokrzywy :)
    Wrócił stamtąd na nogach – i tak mój
    brat zaczął chodzić :) Historia prawdziwa.

  • Gajzo

    To trochę jak z nauką jazdy na rowerze :). Za dzieciaka, Tata bardzo intensywnie uczył mnie jazdy na dwóch kółkach. Trwało to i trwało. Pewnego dnia powiedział: ostatni raz z tobą wychodzę, zmęczony już jestem, a bmx z kijem wygląda słabo. Wyszliśmy z bloku, Tata wpadł na kolegę, zaczął gawędzić , a ja wsiadłam na rower i pojechałam :D. Każde dziecko ma swój czas. Ja niestety za malucha pomykałam w chodziku (dobrze, czy źle, nie wiem). Chodziłam w wieku 8-9 miesięcy. Tragedii w życiu z tego powodu nie odnotowałam :).

  • Oj mnie strasznie denerwują teksty w stylu „jak to jeszcze nie chodzi?”, „jak to, jeszcze nie mówi” itd. Każde dziecko rozwija się inaczej a widełki, kiedy może zacząć chodzić są bardzo szerokie. Wg rehabilitantów lepiej, gdy dziecko zaczyna chodzić później niż wcześniej. Lepiej dla kości, dla kręgosłupa. Mój też nie chodził, gdy miał roczek. Za rączkę tak, ale sam nie. Puszczałam mimo uszu głupie komentarze. W końcu sam zaczął chodzić a teraz to już biega :-).

  • http://macierzynstwo-czyli-zaw

    Każde dziecko jest inne i zaczyna wszystko robić w swoim czasie :) Znam różne dzieci i każde jest inne zaczyna wcześnie siedzieć a potem późno chodzić albo odwrotnie.. Nie ma się co stresować a tym bardziej dziecko zmuszać do siedzenia obkładając poduszkami :/

  • Jane

    Mój Wojtek jak na razie ma 10 miesięcy. To nie ważne czy chodzi czy nie. Do szału mnie doprowadza to porównywanie dzieci..A jak jeszcze słysze od znajomych mam „mój Antek, Jasiek, Tomek, Bolek… chodził siedział jadł KSIĄŻKOWO na 8 miesięcy, rok itd to się we mnie gotuje.. Dzieci same wiedzą kiedy jest ich czas. I każde jest inne. Pozdrawiam :)

  • xas

    Super :)

  • Ela

    Moja Córcia zaczęła chodzić sama jak miała 10,5miesięca;) a dwóch koleżanek córki 13 m-cY, a jednej znajomej syn 16 m-cY,tak ze rożnie to bywa z dzieciakami;)

  • Dominika

    społeczeństwo społęczeństwem ale ja sama na sobie presje wywierałam.. Bo przeciez pierwsza córka jeszcze 9 miesięcy nie miala i juz sama chodzila a młodsza mając 8 i jeszcze nie siedziała, bo starsza mówila, pokazywała oko, ucho, nos a młodsza widzi to tylko u mamy a jej słownik zawier moze ze 3 słowa. Ale w koncu przetłumaczyłam sama sobie, że każde dziecko ma swoje własne tępo i mimo, że geny te same może rozwijać się inaczej. Teraz ma roczek ( a dokładnie jutro) i dalej nie chodzi – fakt jak jej sie zechce to kilka kroczków postawi, ale zdecydowanie woli przemieszczeć się na czterech, taka już jej natura i nareszcie nauczyłam się to akceptować!

    • Ten tekst jest również trochę o tym, bo i ja presję wywierałam (niby dlaczego moje dziecko na słowa: „nóżki” i „chodzić” kładł się na podłodze?). Niby spokojnie, niby do niczego nie zmuszałam, ale on czuł, że mi zależy i stresował się tym, bo mama by chciała, a on jeszcze nie…

      Przy dwójce dzieci to już w ogóle trzeba być uważnym, żeby nie dać jednemu z nich odczuć, że jest gorsze tylko dlatego, że inaczej się rozwija :(. „Akceptacja” to słowo klucz. Pozdrawiam! :)

  • Stresowałam się tak z raczkowaniem, bo moja tylko się turlała. Nawet nie pełzała, rozumiesz. A tu siódmy miesiąc, ósmy… w końcu w dziewiątym zaczęła podpełzać. I uczyła się siadać. Jakie tam raczkowanie. I nagle, z tego siadu podciągnęła się do stania! Omal się nie zalałam herbatą, no bo przecież ona dzień wcześniej nawet siadać nie umiała. Ja schizowałam, a otoczenie mnie pocieszało, dokładnie na odwrót niż u Ciebie. No i w końcu zaczęła raczkować mając 10 miesięcy równolegle ze staniem i chodzeniem wzdłuż mebli. Samodzielnie łaziła mając 13 miesięcy. Czyli nadal więcej niż rok, ale z jak innego punktu startowała… wydawałoby się, że koniec ze stresem. A gdzie tam. Zaczął od nowa, bo ktoś tam wymyślił, że 270 słów na dwa lata. A u nas jest góra kilkanaście i to bardzo rzadko mówione. Więc znów schizuję, a tu mnie lekarka pociesza, że do trzeciego roku życia dziecko ma prawo nie mówić. Czyli jednak nie musi 270 słów? No i tak to. Dawniej matki miały lepiej, nikt nie stał im nad głową i nie mierzył, nie ważył, nie sprawdzał dziecka pod każdym kątem. Człowiek się cieszył, że przeżyło zimę…

    • 270 słów na dwa lata to mój stres numer 2 :). Też o tym słyszałam – od forumowych logopedów w dodatku (siła autorytetu ;))!

      • Ja się kontaktowałam z „żywym” pracującym na etacie i wiem tyle, że owszem, kilkanaście słów to mało, ale najważniejsze, że się porozumiewa, pokazuje palcem itd. Trzeba czekać i stymulować, robić ćwiczenia mięśnia twarzy (np. dmuchanie, picie przez słomkę, robienie min z użyciem języka) i tak dalej. Od siebie wdrażam się w Makaton, może uda się porozumiewać za pomocą gestów. Oczywiście terapia nie zaszkodzi, ale póki co nie znamy przyczyny opóźnienia, więc czekamy. Oby nie autyzm, wiadomo, ale póki co Klu to dość żywiołowe, nastawione na kontakty z innymi dziecko, raczej przeciwieństwo zamkniętych w sobie autystyków. No ale wiadomo, to też biorę pod uwagę, w końcu ja mam z 99% objawów Zespołu Aspergera, ciąża była trudna, ja po 30tce, miałam na początku grypę – obciążenie statystyczne jest spore (wbrew pozorom korelacja autyzmu ze szczepionkami nie istnieje, za to z wiekiem matki i przebiegiem ciąży już tak, nawet cc jest okolicznością wyższego ryzyka).

  • Edyta

    a moja córka za 2 miesiące kończy 2 latka i nie chodzi no ale cóż :) trzeba nosić 11 kg :P mimo, że to 1/4 ze mnie
    czworak-uje po betonie, po trawnikach, piaskownicach, sklepach, w przychodniach… i też słyszę głupie teksty na co zawsze (choć nie powinnam) mam ciętą ripostę, a uwaga, ze bierze brudne ręce do buzi odpowiadam, ze od dwóch lat na nic nie choruje – bo tak jest. system immunologiczny ma tak odporny, że sama jestem w szoku :D grunt to mieć cierpliwość. Pozdrawiamy :)

  • Gośka

    Moi synowie nauczyli się siadać ok. 9 miesiąca, a wstawać na nóżki (przy szczebelkach w łóżeczku) miesiąc wcześniej! Zarówno starszy jak i młodszy zaczął chodzić w wieku 15 miesięcy. Do drugiego roku życia jeden i drugi znał słowa: mama i tata. Po drugich urodzinach nagle rozkręcili się i zaczęli mówić zdaniami. Przynajmniej nie było porównań młodszego do starszego, bo obaj przeszli dokładnie tą samą ścieżkę rozwojową;) Ale starszy syn nie miał lekko – teściowa: Ty jeszcze nie siedzisz?!!! Twój tatuś w twoim wieku już chodził!!! :):):)

    • Kostek też najpierw wstał, dopiero potem usiadł (około 10. miesiąca życia) – zresztą, jak wszystkie dzieci w rodzinie :).

  • Kasia A

    dzieci same wiedza, kiedy jest na nie kolej. nasz akurat szybko zaczal chodzic, ale za to za nic w swiecie nie chcial jezdzic na rowerze. az pewnego pieknego dnia rzekl: przyniescie mi rower z piwnicy. po czym wsiadl i pojechal jak gdyby nigdy nic wprawiajac nas w oslupienie. takich historii mam duzo.
    upierdliwe sa tylko te komentarze wszystkich dokola.

  • Agnieszka – Kieruski.pl

    Jeśli dziecko zdrowe i normalnie się rozwija, to cóż w tym dziwnego, że jedno zacznie chodzić przed ukończeniem roczku, inne po, a jeszcze inne po 18 miesiącach. Za tydzień mój mały kończy roczek i nie chodzi, co jest niezłą pożywką dla niektórych osób. Dzisiaj byłam z nim w poradni okulistycznej, a że mój synek do małych nie należy, to wywołał zdziwienie u niektórych, ze taki wielki chłopak a nie chodzi. No nie chodzi, i co ja mu zrobię? Dla mnie ważniejsze jest to, że jest zdrowy, uśmiechnięty i radosny, a nie to, ze zdaniem innych osób powinien już chodzić. Przez rok jego życia zdążyłam przyjąć do wiadomości, że ma nogi i to w ilości 2 sztuki, a więc jestem pewna, że w końcu użyje ich do wykonania pierwszych kroków ku zaspokojeniu wszystkich niepocieszonych. Tak czy siak gratuluję pierwszych samodzielnych kroczków :) To jest dopiero wstęp do samodzielności.