Life and the city

SF: Wypad do miasta

13 lutego 2014

Od ostatniego posta minęło trochę czasu, ale po powrocie do domu nie miałem go zbyt wiele. Jednak (żona pogoniła – przyp. Mamunia) już dziś zapraszam Was na zwiedzanie San Francisco.

Jak już wspominałem (tutaj) w Ameryce bez samochodu ani rusz, tak więc, by móc zwiedzać San Francisco, warto wspomóc się czterema kółkami…

1

…bo przecież w Stanach drogi długie i szerokie. Uważam się za dobrego kierowcę, ale kiedy wyjechałem na 6 pasów i samochody pędziły z każdej strony, w pewnych momentach kierownica drżała z niepewności.

2

Bardzo mnie zaskoczyło, że na drogach jeździ coraz mniej amerykańskich samochodów. Niestety, dziś zobaczyć mustanga czy inne american muscle nie jest tak łatwo. Od dawna wiadomo, że Amerykanie lubują się w japońskich autach, ale coraz więcej jest również niemieckich samochodów, które są ostatnio bardzo cenione za oceanem. W sumie – nic dziwnego!

18

San Francisco – jak wszystkie duże miasta tutaj – jest świetnie zorganizowane i obsiane biurowcami.

3

IMG_0232

Miasto jest niezwykle popularne wśród turystów. Nie ma się czemu dziwić, gdyż jest tu naprawdę wiele niezwykłych miejsc i niesamowita atmosfera. Zacznijmy od tego, że miasto słynie ze specyficznych tramwajów. Ponieważ pogoda w zimie rzadko spada poniżej 15 stopni Celsjusza, komunikacja miejska jest „otwarta”.

IMG_2924

8

A jakie są atrakcje w San Francisco?

Z pewnością pierwszym miejscem, które warto odwiedzić, jest przystań. To miejsce tętni życiem 24 godziny na dobę przez cały tydzień.  Mnóstwo sklepików, restauracji, barów i turystów.

IMG_0282

IMG_3066

11

Ale co najważniejsze, z doków można zobaczyć lub dostać się do więzienia Alcatraz.

12

A teraz ciekawostka.

Co łączy więzienie Alkatraz z Golden Bridge?

Rekiny!

Tak, rekiny. Ta wysepka zaraz przy San Francisco została wybrana specjalnie na budowę więzienia, gdyż w zatoce roi się od rekinów. A czemu wspomniałem o Golden Bridge? Nie wiem, czy pamiętacie, ale jest to most najczęściej wybierany przez samobójców. Jeśli nie zabije Cię uderzenie o taflę wody, to właśnie rekiny dokończą sprawę.

Oprócz dużej ilości muzeów, parków i oczywiście klubów nocnych, miasto ma niesamowite uliczki. Zbudowano je na bardzo zróżnicowanym terenie, przez co w pewnych miejscach ulice są naprawdę strome. Te widoki często są wykorzystywane w amerykańskich filmach.

13

14

Jak wspominałem w poprzednim poście, miasto jest znane z tolerancyjnych mieszkańców. Ale nie tylko! Podobno właśnie tu bardzo łatwo utrzymać się bez pracy.

Tak, dokładnie, nie posiadając konkretnej pracy, można żyć na dobrym poziomie. Trzeba tylko mieć jakiś talent lub dobry pomysł. Na wystawach w księgarni eksponuje się książki typu: „Jak przeżyć w San Francisco bez pracy”. Znanym przykładem jest Buszmen.

15

Podobno od wielu lat chowa się za krzakami i z zaskoczenia straszy ludzi, za co dostaje od nich sporo pieniędzy.

Ale można też zarobić na inne sposoby, przecież w mieście roi się od turystów.

16

A już w następnym poście wspomnę o zakupach i samym życiu w Ameryce.

 

NEXT >>>

  • Myślałam, że tam jest ładniej, ale jak widać – Amerykanie do perfekcji opanowali pokazywanie na filmach najpiękniejszych miejsc w Californii, a my smrodu i ubóstwa (nie licząc kilku kiepskich komedii romantycznych z Zakościelnym sprzed kilku lat). Potem oni oglądają nasze filmy i nam współczują, a my oglądamy ich – i zazdrościmy.

    • TaKu

      Ano nie przykładają się do detali i ładnych chodników, ale trzeba pamiętać, że zdjęcia były robione zimą ;) Oczywiście, filmy sa kręcone w najładnieszych, wypieszczonych ulicach. Wielokrotnie potrafią „odmalować” całą ulicę na potrzeby scenariusza. Same budynki czy ulice nie są zbudowane ze złota, ale oczywiście jakość życia jest dużo większa.

      • Kasia

        a na czym polega ta lepsza jakos zycia? :) oprocz lepszych drog?

        • Pewnie za przeciętną pensję można więcej kupić.

          • Kasia

            bo ja wiem.. mam rodzine, ktora mieszka w stanach, wprawdzie nie w san francisco ;)
            oboje sa nauczycielami pracujacymi, maja dwojke dzieci.
            i generalnie nie zauwazylam, zeby ich status zyciowy byl jakos specjalnie lepszy. mieszkanie maja na kredyt i jakos nigdy o rewelacyjnych zarobkach nie mowili. na wakacje dzieci przylatuja do dziadkow na koszt dziadkow (z polskiej emerytury :p) na leczenie tez sie zdarza ze przylatuja do Polski.
            uwazam, ze jak sie ma w polsce w miare dobra prace, to naprawde nie ma czego zazdroscic.

          • U nas pracujący nauczyciele nie dostaną kredytu na mieszkanie ;).

            Jasne, że u nas dobra praca = fajne, w miarę spokojne życie, ale jednak tam status życia jest wyższy. Biedniejszym żyje się lepiej. U nas biedny nie ma, co do garnka włożyć, tam nie ma za co zatankować drugiego samochodu ;).

        • TaKu

          Dokładnie,
          1. Oczywiście pensje mają znacznie większe a w sumie ceny w sklapach na naszym poziomie;
          2. Jeśli wycieczka to przy wyższej pensji za granicą stać ich na znacznie więcej;
          3. Dużo większa dostępność towarów i usług. Dużo by wymieniać i więcej jeszcze napiszą, ale np. Coca Cola o smaku vaniliomym, czy truskawkowym. Wiele marek u nas po prostu nie ma lub idealny przykład: Kitchen Aid: US=1300zł. PL=2700zł. i podobnie wiele innych produktów. Dużo łatwiej im o „luksus”. :(

    • Kasia

      wlasnie, zazdroscimy, a moze tak naprawde nie ma czego :) dla mnie za duzy tlok :) jedyne co, to drogi by sie przydalo odwzorowac.

  • Kasia

    ps. w tamtym roku czytalam ksiazke polskiego dziennikarz Marcina Wrony, ktory pare lat mieszkal w stanach (razem z zona i dwojka malych dzieci): Wrony w Ameryce. mozna przeczytac i zobaczyc jak naprawde wyglada american dream. mi w ogole nie odpowiada. ale kazdy lubi cos innego :) zaciekawil mnie np watek o edukacji przedszkolnej (tak na temat:))

    • Ja pracowałam kiedyś z kobietą, która całe dorosłe życie spędziła w Ameryce i z tego, co opowiadała – spodobałoby mi się tam.
      Przede wszystkim ustrój – na wskroś kapitalistyczny. U nas promuje się słabszych, pomaga się im na każdym kroku, tam musisz sobie radzić sam, żeby przetrwać. Dzięki temu tam tyle jednostek odnosi sukces, a u nas promuje się bylejakość – nie warto się wysilać i tak ci pomogą, a jak jesteś za dobry, zrównają cię z ziemią.

      Świetnie to widać na przykładzie szkoły – w Polsce 99% zajęć pozalekcyjnych to praca z uczniem słabszym. Brakuje kółek zainteresowań, zajęć przygotowujących do konkursów. Jak uczeń chce wziąć udział w konkursie – musi się przygotowywać sam, sam poszerzać swoją wiedzę. Musi mieć samozaparcie + szczęście. Natomiast jak nie chce się uczyć – wszyscy mu pomogą, przepchną, obniżą wymagania, żeby na trójkę zdał. W efekcie dzieciaki widzą, że nie warto się starać: uczeń dobry testy zdaje na jakieś 80-90%, uczeń słaby na 70-80% (testy są tak formułowane, że łatwo przeskoczyć pułap 70%, a 90% jest niemal niemożliwe). Wszystkich równają do średniej.

      • Kasia

        to widac, ze przez te wszystkie testy w szkole (na wzor zachodni :P) i tego, zeby dobrze w nich wypasc, obnizyla sie jakos szkolnictwa :P
        za czasow, gdy jeszcze ja chodzilam do liceum, to bylo troche inaczej :P (fakt, ze to bylo sporo czasu temu;P)
        mielismy kolka zainteresowan i mozna bylo sie rozwijac do woli. rowniez jak bralam udzial w roznych konursach, to nauczyciele czesto zostawali z nami po lekcjach i sie przygotowalismy wspolnie. nikt nie obnizal tez poziomu prowadzenia lekcji, po prostu ktos dostawal 2 i tyle ;)
        jak jest teraz w szkolnictwie, nie wiem, moja wypowiedz sie opiera na ilus latach wstecz (mojej wlasnej edukacji:P).
        ale to smutne, jezeli celem obecnej edukacji jest TYLKO wyrobienie normy.
        nie do konca zauwazylam, zeby w Polsce na kazdym kroku pomagalo sie slabszym. nie zauwazylam tego ani w pracy (kto slabszy odpada, a jak odpadnie to ciezki jego zywot na zasilku dla bezrobotnych za 600 zl przez pol roku – czy to jest pomoc slabszym?, ani w sluzbie zdrowia (kto sie odpowiednio sprytnie nie zapisze do panstwowego lekarza, to nie zostanie w ogole przyjety) itd. pisze to z przymruzeniem oka, ale wydaje mi sie ze polski system wlasnie promuje rozwoj przedsiebiorczosci (jak nie pokombinujesz to marny twoj zywot) :P

        • Kombinatorstwo tak, ale kombinatorzy świetnie sobie radzą w każdym kraju, niezależnie od ustroju ;).
          Natomiast promowanie dobrze pojętej przedsiębiorczości? Już niekoniecznie.

          W szkolnictwie też nie rozumiem, dlaczego bierzemy przykład z Anglii, gdzie oświata kuleje, a nie np. z Finlandii, gdzie system edukacji jest najlepszy na świecie.