Mum and the city

Rozmowy bez limitu #8: historie przedszkolne

10 listopada 2017

Podobno im starsze dziecko, tym trudniej, ale ja się zupełnie z tym nie zgadzam! Dla mnie prawdziwa frajda z macierzyństwa zaczyna się wtedy, kiedy całe dnie nie przebiegają już według ściśle określonego schematu: przewijanie – karmienie – spanie, przewijanie – karmienie – spanie, czyli nuuuda. Kiedy można od dziecka usłyszeć coś więcej niż: „A gu-ga-ga”. O! Taki przedszkolak na przykład! Z przedszkolakiem to można sobie porozmawiać!


Rekrutacja w przedszkolu. Sprawdzam listę przyjętych i nagle uradowana wołam do syna:

– Super kochanie! Dostałeś się do przedszkola!!!
– To telaz w naglodę chcem jajo!

***

Pierwszy przedszkolny kryzys. Kostek caaały boży ranek kombinuje, co by tu powiedzieć, żeby móc zostać w domu. W końcu – krótko przed wyjściem – wymyślił:

– Mamusiu! Przedszkole jest niezdlowe!

***

Jemy obiad. Nagle młody staje na krześle. Nigdy wcześniej nie miał takich pomysłów, więc od razu znalazłam winnego – przedszkole!

– Czy w przedszkolu stajecie na krześle?
– Chłopiec staje. I inne dzieci też – mówi Kostek. I podskakuje.
– A pani pozwala wam stawać na krześle? – próbuję wybadać sytuację.
– Nie.
– To dlaczego stajesz?
– Bo tutaj nie ma pani!

***

Piotr uczy Kostka podstaw „samoobrony”. Czyli co ma robić, kiedy kolega z grupy zagradza mu drogę i nie pozwala przejść dalej. Mąż tłumaczy, że można wtedy zawołać: „Nie rób tak!”, „Przesuń się!”, „Zrób mi miejsce!” i tak dalej.

– Kostek, teraz powiedz mamie, co się robi w takiej sytuacji?

Młody myśli, myśli, po czym wypala:

– Mówi się „PSEPLASAM”!

***

Mój czterolatek wraca zaaferowany z przedszkola i od razu rzuca mi się na szyję. To zresztą taki nasz rytuał, że tuż po jego powrocie – a jeszcze przed obiadem – mamy czas tylko dla siebie, na tulenie się

Wtedy też zazwyczaj opowiada mi o swoim dniu. I tak na przykład wczoraj mówi:

– Mieliśmy dzisiaj angielski mama!
– O! I co robiliście na tym angielskim? – zainteresowałam się, spodziewając się odpowiedzi w stylu: „poznaliśmy wylaz jelloł” albo: „licyliśmy do tzech”.
– Opowiadaliśmy oblazki.
– Po angielsku??? – byłam szczerze zaskoczona.
– Nie. Po niemiecku.

***

Słyszę jak młody śpiewa sobie pod nosem: „Ej, bi, si, di, i, ef, dżi…”, więc wyciągam telefon, żeby nagrać to dla babci, ale Kostek na widok kamerki wymierzonej w swoją stronę jak zwykle zamilkł.

– No… – zachęcam go łagodnie – Kochanie, powiedz alfabet!
– Alfabet! – wypalił dumny z siebie.

Cóż, dzieckiem się nie pochwalisz…

***

Synek ma katar. Prawdopodobnie zaraził się czymś w przedszkolu, bo od kilku dni coraz mniej dzieci przychodzi na zajęcia. W każdym razie dzwonimy do babci, która zmartwiona pyta:

– I jak się czujesz kochanie?
– Źleee… – odpowiedział markotnie Kostek.
– Ooo… Słyszę, że masz chrypkę. A coś cię boli?
– Tak. Za duzio wychlałem i telaz boli mnie bzusiek.


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

Dodaj komentarz

5 komentarzy do "Rozmowy bez limitu #8: historie przedszkolne"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Patrycja Rudź
Gość
Patrycja Rudź

„…Za duzo wychlalem” padłam ? ja ostatnio uslyszalam od mojego prawie trzylatka: „kto wyżarł wszystkie cukierki ja sie pytam?!” ?

Marta Banaszek
Gość
Marta Banaszek

Twój syn jest genialny ? zawsze mega się uśmieje czytając te historie :D

e-milka
Gość
e-milka

Tez sie usmialam z tego „wychlalem”. :) Moj prawie pieciolatek przybiegl kilka dni temu z placzem i zapytany, dlaczego odpowiedzial „Siostra zranila moje uczucia”.