Mum and the city

Rozmowy bez limitu #5: mądrości Kostka, czyli dlaczego czasami warto być głupim?

3 sierpnia 2017

Pamiętasz mój cykl z rodzinnymi dialogami? A więc najwięcej nazbierało się rozmówek z moim synem! Poprzednią część znajdziesz TUTAJ, a dzisiaj zapraszam już na kolejną, w której wychodzi na jaw: jak tata zajmuje się wieczorami dziećmi, kto w naszej rodzinie gotuje najlepiej i dlaczego czasami warto być głupim?

– Mamusiu… – mówi do mnie młody przymilnie. Zazwyczaj wieczorami to Piotr zajmuje się dziećmi, a ja piszę. No ale dzisiaj zostałam sama na placu boju, bo mąż musiał pojechać z samochodem do mechanika.

Więc nadstawiam ucha:

– Tak kochanie?
– Włącz sobie mecz i weź piwo, a ja tablet, dobzie?

***

Przymierzamy buty na zimę. Proszę więc Kostka, żeby przeszedł się chwilę po sklepie, po czym pytam:

– I jak się czujesz?
– Źle – odpowiedziało moje dziecię.
– Dlaczego? – zastanawiam się, gdzie go ciśnie: palec? A może pięta?
– Bo mam kaszelek.

***

Ponieważ cała rodzina po przebytej jelitówce nabrała apetytu, odstałam wczoraj w kuchni kilka godzin. W pocie czoła myłam, skrobałam, kroiłam, filetowałam, doprawiałam, a potem gotowałam, smażyłam i piekłam w nadziei, że ktoś to doceni.

– Pyszny obiadek! – zachwycił się młody, pakując do paszczy ostatni kawałek marchewki – Babcia zlobiła?

***

Kostek z tatą w sklepie:

– Tatusiu!!! Kup mi tablet! Ten!
– Synku, tata nie ma pieniędzy… Mama trzyma kasę.
– Aha… Tata nie ma piniendzy… – zmartwił się synek. Po czym nagle sobie o czymś przypomniał, więc zawołał rozpromieniony – Ale ma kaltę!

***

– A fajnie być głupim czy mądrym? – pytam synka podchwytliwie.
– Głupim! – nie zawahał się ani sekundy.
– Dlaczego? – zdziwiłam się.
– Bo wtedy nie musisz nic lobić!

***

Mój syn przed snem:

– Ktoś musi przyjść i mnie przytulić… Bo jak nikt nie przyjdzie i nie przytuli, to będzie mnie bolał brzuuuszek!

***

Byliśmy jakiś czas temu z Kostkiem i jego bolącym brzuszkiem u lekarza. Lekarz zalecił jeść mniej słodyczy, a więcej owoców, więc umówiliśmy się z młodym, że będzie dostawał kostkę (gorzkiej!) czekolady, raz dziennie, po obiedzie.

Jednak Kostek nie byłby sobą, gdyby nie zaczął kombinować. Już na drugi dzień przyszedł i powiedział:

– Mama! A dwa to jest mało?
– Yyy…
– Ja myślę, że mało!
– …
– Bo jak mało, to znaczy, że mogę dwa słodycze?
– Nie – nie chciałam naginać zasad, bo zacznie się od dwóch, a skończy na dziesięciu – dwa to jest dużo. Bardzo dużo. A pan doktor nie pozwolił jeść dużo słodyczy.

Młodzież coś tam się pobuntowała, ale w końcu zaakceptowała ten stan rzeczy. 

Aż tu nagle, kilka dni później, przy stole:

– Kochanie, zjedz obiadek… Chociaż kilka kęsów.
– Dobla! Zjem dwa. Dwa to jest dużo. Baldzo dużo! Sama mówiłaś…

***

– Najadłem się! – woła Kostek, wstając od stołu w czasie śniadania.
– Tak? – udaję, że nie wierzę – To pokaż brzuszek!

Tak naprawdę mam teraz pretekst, żeby wycałować go w pępek…

– No ja nie wiem… – przekomarzam się w trakcie gilgotek – ten brzuszek jest taaaki mały…
– Malutki – potwierdza Kostek – ale ty masz duzi!

***

Młody bardzo marudzi. Ale tak bardzo, bardzo. Nie chce jeść, ale wstać od stołu też nie chce. Nie ma pomysłu, w co się bawić, a na wszystkie nasze propozycje (chowanego? Orkiestra? Autka? Puzzle?) kręci nosem. Ciągle tylko: „Ja chcę coś innego, ja chcę coś innego!”.

W końcu Piotr nie wytrzymuje, bo chciałby zjeść kolację w spokoju, więc mówi do niego:

– Idź. Nie chcę cię już dłużej słuchać!
Na co Kostek wzrusza ramionami:
– To ty idź.

No w sumie racja: jeśli masz ze mną problem – to twój problem!

***

Lato rządzi się swoimi prawami, więc na śniadanie mój synek dostał dzisiaj sałatkę owocową z jabłkiem, gruszką, brzoskwinią, arbuzem i winogronami (winogron nie spróbował, bo zielone ;)).

Ale poza tym zjadł bardzo ładnie. Aż się uszy trzęsły. Pytam więc, kiedy miseczka jest już prawie pusta:

– To co? Który owoc smakuje ci najbardziej?

Kostek myśli, myśli, po czym wypala:

– Monte!

***

Z cyklu: życie z niejadkiem na pokładzie.

– Kostek! Obiad!
– Ale ja już jadłem obiad!!! – wybucha dziecko.
– Kiedy? – nie wierzę. Nie wierzę, że już zaczyna kłamać. I to w wieku trzech lat! Co będzie potem?
– Wciolaj. Wciolaj jadłem klopsika!


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • Też zapisuje takie teksty swojego dziecka i nie tylko, bo mój mąż potrafi wypalić z grubej rury :D

    • e-milka

      Swietne teksty!