Mum and the city

Matka – takie nic…

7 marca 2014

DSC_1183

Wczoraj mąż mi dopiekł. Wrócił z pracy po dwudziestej i powiedział: „A może zrobisz posta o tym, jak z perfekcyjnej pani domu zamienić się w bałaganiarę?”.

W zlewie nieumyte garnki z dnia poprzedniego. Podłoga odkurzona, ale tylko dlatego, że od męża wspaniałego dostałam samochodzący odkurzacz. Ale co z tego, że podłoga względnie czysta, skoro na meblach kurz taki, że spokojnie mogłabym napisać: „BRUDAS”? A fronty szafek oblepione przez dziecko bananem? I piłeczki, wszędzie te piłeczki, małe klocki, plastikowe zabawki.

Więc tak: mogłabym napisać posta o tym, jak z perfekcyjnej pani domu stać się bałaganiarą. Jak mi zwisa i powiewa, że na obiad trzeci dzień z rzędu zupa kalafiorowa. W końcu ja tego obiadu nie jem – nie mam kiedy! Jak przestałam zwracać uwagę na zabawki, które są dosłownie wszędzie i przeszkadzają mi tylko wtedy, kiedy na nie nadepnę, biegnąc do syna, który właśnie się przewrócił. I że z kosza pranie się wysypuje, a kosz na brudy mam ogromny, chyba największy, jaki był w sklepie.

Ale nie będę o tym. Tylko, że czuję się czasami niedoceniona. Mówię na przykład do taty, który wpadł na pięć minut z wnukiem się przywitać, że musiałabym pościel zmienić, ale nie mam kiedy. Bo może zrozumie i zostanie trochę dłużej? Ale nie. Prychnięcie: „Ty? Nie masz kiedy? Przecież cały dzień w domu siedzisz!”. Albo brat, który pogania, bo kolejne pismo niepoprawione: „Całymi dniami się nudzisz, dwóch stron nie możesz przeczytać?”.

Bo praca matki to nie praca. A i blogowanie zajmuje maksymalnie pięć minut dziennie. A wiecie, co boli najbardziej? Nawet jakbym te gary pomyła, pranie zrobiła, nowej zupy nagotowała – kto to dostrzeże? Mąż zje, kolejny garnek w zlewie zostawi, nowe brudy wrzuci do kosza. Syn zabawki powyrzuca na dywan, a szafki tym razem jabłkiem obklei. Brat kolejne pisma do poprawienia podrzuci…

I żebyście mnie źle nie zrozumiały – lubię swoją nową rolę. Ale jest to najcięższa praca, jaką dotychczas wykonywałam.

Takie nic – mogłoby się zdawać. Tylko z dzieckiem w domu siedzę. Czasami skrobnę coś na bloga. Trzy zdjęcia zrobię. Tak łatwo mi to idzie: cyk, cyk i już mam. Usiądę i napisane, dopieszczone, zamieszczone. W tym czasie dziecko grzecznie się na dywanie bawi. Pomaga mi wytrzeć kurze i przebrać pościel. A świstak siedzi i zawija…

Bo drogi mężu – wczoraj Cię nie było do dwudziestej. A nasz syn ma trudny okres. Skok rozwojowy czy coś. Może ząbki? Kiedy nie jest na rękach, to płacze. Uczy się wstawać, ale nie wie, co dalej, więc jak wstanie, muszę być obok i pomagać mu klapnąć z powrotem na pupę. Jak mnie nie ma, bo wycieram właśnie kurze, przewraca się i uderza główką o podłogę. Śpi o dziwnych porach, a wczoraj tylko na spacerze w wózku. Zmarzłam na kość, żeby się wyspał. Pół dnia po ulicy krążyłam. Dzisiaj mam katar i łamie mnie w stawach, ale za moment znowu będę musiała wyjść na spacer i wrócę pewnie, kiedy zacznie się ściemniać. Bo tylko na spacerze Twój syn czuje się dobrze. Taki dziwny mamy właśnie czas…

Dlatego spokojnie mogłabym napisać posta instruktażowego o tym, jak z perfekcyjnej pani domu stać się bałaganiarą. Ale myślę, że nikt by z tych rad nie skorzystał. Bo moje Czytelniczki to w większości też mamy. One to wiedzą. Wiedzą, że dziecko czasami nie pozwala wyjść do toalety (ja dzisiaj siusiałam z Kukiem na kolanach! Yes, I did…), i że dom w tym pierwszym roku rzadko wygląda jak dawniej, a obiad często jest odgrzewany. Lub na wynos. Albo po 20. Czasami wcale go nie ma.

Moje Czytelniczki wiedzą też pewnie, jak to jest być niedocenianym. Kiedy ktoś im mówi, że cały dzień w domu. Nudzą się. Że niemowlę to tylko śpi. Że na macierzyńskim jest czas na wszystko…

Że matka – to ona w ogóle coś robi?

Dodaj komentarz

17 komentarzy do "Matka – takie nic…"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Anna Łupińska-Dubicka
Gość
Anna Łupińska-Dubicka

Lubię to :)
Nic dodać, nic ująć.

annNS
Gość

docenia to kiedys….moze…a poki co nie ma co ‚narzekać’ – nastaw nowa zupa, jutro posciel lozka, pojutrze wstaw pranie…a garnki wstaw do zmywarki i jakos to bedzie ;) hihi ;)

Piotr Kostecki
Admin

Halo halo a kto w końcu te garnki umył? ;)
Facet do tej 20:00 to też w barze nie siedzi tylko pracuje. Trzeba chyba przejść na styl amerykański.

Kuku-Mamuniu
Gość

Medal dla taty za wymycie garnka!

Żartuję Kochanie – Ty wiesz ;).

Gajzo
Gość

Ojj Mamunia dobrze prawi… Ja mam tylko psa, który tylko gubi sierść. Po pracy wracam zmęczona, ale muszę odkurzyć, muszę robić to codziennie (chociaż odkurzania po stokroć niecierpię). Facet tego nie zauważa, przecież w domu każdego dnia jest czysto. Nie dostrzega wysiłku włożonego w utrzymanie porządku… Aha, nie mamy dziecka… Co to będzie, gdy przyjdzie taki moment i się pojawi?

Kuku-Mamuniu
Gość

Myślę, że pies to jak dodatkowy członek rodziny – jesteś wprawione w bojach! ;)

Gajzo
Gość

Bleh, oddam go za darmo (gratis odkurzacz :D ) :)

monika
Gość
monika

dobrze napisane! u mnie tak samo, wczoraj usłyszałam od męża że córkę za bardzo rozpusciłam bo po kanapie biegała, no żesz … u nas też trudny okres bunt 2 latka- masakra jakaś pomału juz niewyrabiam

Gosik
Gość
skąd ja to znam :) co prawda mój mały ma 3 talka a nadal w domu bałagan i to jeszcze większy jak miał roczek. Czasem wstaje o piątej rano aby ogarnąć dom ale to nie jest dobry pomysł bo później przez cały dzień nie mam na nic siły i chodzę strasznie wypluta. Zajmowanie się dzieckiem to najcięższa praca na świecie i nikt tego nie doceni dopóki nie posiedzi 24 godziny na dobę z dzieckiem. Mój mąż jak zostaje z dzieckiem to tylko z nim się bawi ( nawet na spacer mu się nie chce dziecka ubrać)a ja mam na głowie… Czytaj więcej »
Magdalena Michalczyk
Gość
Magdalena Michalczyk

Ja mam w domu dwójkę dzieci i psa który zostawia mnóstwo sierści. Czasem już mi ręce opadają i nogi do tyłka wchodzą……
Też czuję się niedoceniana. Odwalam kawał roboty, a mężunio czasem nawet nie zauważy tego i jeszcze ma ”ale”.

Mistyk-Logistyk
Gość
Mistyk-Logistyk

Pozbądź się dzieci [może i mąż sobie za nimi pójdzie]. Pies to doceni. On jeden Cię rozumie.

Kasia
Gość

Oj tak…skąd ja to tak dobrze znam…słowa jakby mi z ust wyjęte. I nikt nie rozumie albo zrozumieć nie chce. Ze wszystkim od obiadów, przez kurze po zabawki mogłybyśmy sobie piątkę przybić. Kuk chyba z miesiąc od mojego gadziorka starszy i czasem jak Cię czytam to jakbyś o moim urwisie pisała. Pozdrawiamy

Urszula
Gość

Ależ się przykro zrobiło :( I mi się zdarza na toalecie siedzieć z synkiem.. a J. rozumie, bo ja codziennie na 1h wychodzę pobiegać i na palcach jednej ręki zliczę razy gdy Nitek nie dopiekł tacie ;) Zazwyczaj gdy wracam słyszę ‚he is very grumpy today’.. w środku się śmieję, bo grumpy to on wcale nie jest, a tata zmęczony.. :) A zmywanie? podobno najczęstsza przyczyna rozwodów ;) my się też do zmywania nie rwaliśmy, ale układ był prosty – zmywa ten kto nie gotuje inaczej nie ma obiadów ;) teraz mamy zmywarkę, a obiady – sporadycznie :D

Mama Filipa
Gość
Mama Filipa

Znam to. Uwielbiam to co robię, ale każdy lubi być za swoją pracę pochwalony. No przecież dziecko nie doceni, za małe jest. To może ten mąż??

Ozdoba
Gość
Ozdoba

Co prawda to prawda…Aż mi łzy spłynęły do oczy…

Kasia
Gość

jak wrocilam do pracy, to wydaje mi sie, ze lepiej mi poszlo ograniecie calego domu. moze im wiecej czasu, tym gorzej :)

Kogda
Gość

a weźmy tak żony Panów Pływających ! po 10-16 tygodni (lub więcej) w domu ich nie ma. skazane są na samotność i wszystko na ich głowach.
Ty to możesz się chociaż z tym mężem po 20 pokłócić.

error: Content is protected !!