Mum and the city

Przyjaciel z dzieciństwa

17 lutego 2014


DSC_1402

Mieliście w dzieciństwie swoją ulubioną zabawkę?

Ja miałam – bobasa Mariucha. Kiedy go dostałam, był większy ode mnie – siedziałam w wózku, trzymając go dumnie na kolanach. Przez wiele lat opiekowałam się nim jak dzieckiem, wierząc głęboko, że moja lalka czuje, myśli i rozumie wszystko, co do niej mówię. Karmiłam ją (brat prosto z Czechosłowacji przywiózł butelkę ze znikającym mlekiem!), pielęgnowałam, woziłam na spacery. Miała swój ulubiony kocyk i nie umiała beze mnie zasnąć (ekhm… Tak, dobrze czytacie – ona beze mnie ;)). Długo byliśmy z Mariuchem nierozłączni.

Wszystkich innych zabawek pozbyłam się bez żalu jeszcze w szkole podstawowej, ale Mariucha mam do dzisiaj (mąż twierdzi, że obciach pisać o tym na blogu, ale ja sądzę inaczej, dlatego wrócę do tego tematu pod koniec posta). Jest wielkości mojego syna. Raczej nie pozwalam na wspólne zabawy, bo Mariuch to staruszek z odpadającą głową i należy mu się szacunek. Spotkanie z torpedą, jaką jest Kuku, mogłoby się dla niego źle skończyć.

DSC_1376

DSC_13911

DSC_1484

DSC_1488

DSC_1411

DSC_1491

Podobno dzieci potrafią przywiązać się do zabawki już w szóstym miesiącu życia. Zazwyczaj jednak następuje to około dziesiątego miesiąca, kiedy maluch uświadamia sobie, że jest samodzielną istotą, a nie częścią mamy. Przeżywa wtedy tzw. lęk separacyjny, a przytulanka pomaga mu znieść w spokoju rozstanie z rodzicami.

Ponieważ Kuku z wszelkich teorii sobie drwi – od urodzenia jest największym indywidualistą, jakiego ziemia nosiła, a strach przed obcymi czuł w pierwszych miesiącach swojego życia, nie teraz – nie ma swojej ulubionej zabawki. Nie czuje potrzeby przygarnięcia misia ani tym bardziej potrzeby bycia przez misia przygarniętym.

Robię, co mogę, aby ukrócić samotne hulanki mojego syna po podłodze i od kilku tygodni z uporem podtykam mu pod nos Chudego, obserwując, jak rodzi się miłość.

DSC_1407

DSC_1444

DSC_1424

Dostał go od taty. Zabawka zachwyciła mnie do tego stopnia, że przez pierwszy tydzień stała w kartonie na komodzie i nikt, absolutnie nikt nie mógł jej dotknąć. Kiedy nabrała już mocy urzędowej, rozpakowałam ją i pokazałam synkowi, który powiedział z radością: „La-la”.

DSC_1458

DSC_1496

DSC_15002

DSC_1499

Istnieje więc spora szansa, że chłopaki zaczną wkrótce wymieniać nie tylko kapelusz, ale również uściski.

DSC_1216

DSC_1254

Są jednak dzieci, które nie mają ukochanej zabawki. Ba! Nie dbają o te, które mają, tak jak ja dbałam o Mariucha, dzięki czemu (mimo tendencji do odpadania głowy przywiązanej bestialsko przez producentów NA SZNUREK!) przeżył trzydzieści lat. Z przykrością patrzę na maluchy, które rzucają swoje zabawki w kąt, malują po nich pisakami, odrywają, niszczą, dewastują.

Moje zabawki miały pozapinane guziki, uczesane grzywki i pod koniec dnia zasiadały jedna obok drugiej na półce. Do każdej lalki i misia zwracałam się po imieniu, a patrząc na ich wygląd, byłam w stanie określić cechy charakteru. Z każdą bawiłam się inaczej: jedna – ta z największym brzuchem – lubiła gotować; ta w okularach chciała się bawić w szkołę; a najdelikatniejszą z blondynek tuliłam i głaskałam. Była też piegowata zadziora, która ponad wszystko lubiła wychodzić ze mną na huśtawkę.

Właśnie tego szacunku do zabawek (a więc w przyszłości do otaczającego świata!) chciałabym moje dziecko nauczyć. Wiem, dziwna jestem. Kiedyś, będąc w pokoju kuzynki Kuka (o której pisałam już tutaj), wyciągnęłam z przepastnego kosza powyginaną lalkę, której widok mnie zasmucił:
– Helenko, zobacz, jak przykro jest twojej lalce! Chodź, znajdziemy jej ładną sukienkę, uczeszemy i postawimy na półce! Na pewno zaraz się do nas uśmiechnie…
– Dobrze ciociu, tylko pamiętaj – pouczała mnie trzyletnia wówczas Helenka – to jest na niby!

DSC_1231

  • Ven

    „To jest na niby” – :-)

    Mamunia ja też miałam takiego misia Heńka, w zasadzie mam go do dziś, brak mu ucha, ale dziurę w dzieciństwie zaszyłam ręcznie na okrętkę, nawet przy okazji dokładałam mu watę do głowy. Sporo moich zabawek zwłaszcza z serii Barbie czeka na nowe pokolenie u Babci. Ja byłam nauczona szanować wszystko od zabawek, po ubrania, a już zwłaszcza jeżeli coś od kogoś pożyczałam – nie lubiłam tego, bo zawsze towarzyszył mi ten stres, że coś się stanie i nie spojrzę koleżance w oczy.

  • Żaneta Rakowiec

    Hmmm, moja Helenka też miała w nosie wszystkie zabawki świata, aż do dnia swoich drugich urodzin. Dostałą wówczas szmaciankę. Sama nazwała ją Julią. Od tamtej pory są praktycznie nierozłączne. Miłość od pierwszego wejrzenia;)

  • Kinia

    Śliczna zabawka:) pewnie z wycieczki do USA ?

  • Kasia

    Nasz syn dopiero jak skonczyl 3 lata, to sobie przygarnal 2 koty maskotki (jeden domowy, ktory wczesniej nie byl przez niego w ogole zauwazany; drugi – upatrzyl sobie u babci starego kota maskotke). Od tego czasu wszedzie z nimi chodzi, oglada bajki, spi, chodzi na spacery. jak sie rano budzi, to sie pyta najpierw: gdzie koty? :)
    ps. tak widze, ze Kuk sobie plasa w szelkach. Nasze dziecie od malenkiego nie dalo sie ubrac w zadne dodatkowe akcesoria typu szelki, krawat, pasek, nad czym ubolewa mama. Gdy idziemy na jakas uroczystosc, syn zawsze wystepuje w bluzce, bo guziki i kolnierzyk od koszuli go uwieraja;) nie moze byc rowniez zadnego zamka, guzika przy bluzce czy innego zatrzasku. nawet jak sie mamie uda go wcisnac w ubranie wyjsciowe, to po kilku minutach jest na nim specjalnie skombinowana plama lub inna ‚wada’ ktora powoduje, ze trzeba to zdjac :)

    • No popatrz, a myślałam, że nasz jest wrażliwcem nad wrażliwce!
      W dżinsach czuł się świetnie, na szelki w ogóle nie zwracał uwagi, humor dopisywał, hasał jak zawsze, więc wnioskuję, że było wygodnie.

      Jedyne co, to widać, że na zdjęciach ma granatowe skarpetki (szybko zgubił), a potem bordowe kapcie (posiał po kilku minutach), więc ostatecznie jak zwykle biega na boso. Najgorsze, że na spacerach też zaczął mi buty i skarpety zrzucać – dojeżdżamy do domu, patrzę, a on ma gołe nogi! Czasami znajduję jego buty na ulicy – w błocie albo powieszone na krzaku przez jakąś dobra duszę. Wczoraj w ciągu godzinnego spaceru zrzucił kapciuchy pięć razy!

      • Kasia

        ze Kuku ma bose stopy to sie juz przyzwyczailam, wiec nawet o tym nie pisalam :)
        to na spacerach troche problem :) ale jaki bedzie zahartowany! znam takiego osobnika, ktory wystepuje publicznie czesto boso i cieszy sie swietnym zdrowiem ;)
        nasz mial podobne upodobania, ale z butami. z tym, ze jak juz ruszyl na swoich nozkach w swiat, to sie jakos tak z czasem przekonal, ze w butach na zewnatrz bezpieczniej. w domu do dzis zdejmuje kapcie i leza w kacie, jedynie to babcia uparcie mu ciagle zaklada :)

  • Mama Filipa

    Ja też mam misia z dzieciństwa;) Połatany, z domalowanym oczkiem, ale jest. Tak samo wiele moich maskotek z dzieciństwa czy nastoletnich lat. Raz na jakiś czas prane, wiszą sobie w koszu i czekają, że może kiedyś Fi się nimi zainteresuje.

    Filip za to jeszcze nie bardzo czuje sentyment do zabawek, nadal najlepszą zabawą jest „bum, bum”, ale do pluszowego misia przytula się, gdy zasypia. To chyba dobry znak.

  • Mamine Skarby

    Ja też mam swoją ulubioną zabawkę z dzieciństwa. Patrząc na Laurę widzę, że jeszcze nie ma swojego faworyta i co rusz zmienia się jej ulubiony misiek czy lalka.
    A tekst 3 letniej Helenki- rozbrajający ;)

    • Oj tak, zawsze nas zaskakuje swoim spojrzeniem na świat: „Pobawimy się we wróżki, będziemy czarować, zamienię cię w pieska. Tylko nie bój się, bo to jest na niby!”.

  • Moja Ksania nie ma ulubionej zabawki. Nie przywiązała się jeszcze do żadnej. Może z czasem. Piękne zdjęcia. pozdrawiam

  • Też mam jedną maskotkę, wciśniętą głęboko w szafie, której nie pozwalam nikomu dotykać. Ale wiesz, to tak między nami ;)

  • Mo Bloguje Blog Mobloguje.pl

    Ja nie pamiętam żadnej swojej ulubionej zabawki z dzieciństwa poza krokodylicą z kinder niespodzianki, którą zabierałam do przedszkola (ponoć jak szłam do niego rano to ściskałam ją mocno w dłoni, a jak mama lub babcia mnie odbierały po południu to też tak samo ściskałam – czy robiłam to przez cały dzień? nie pamięta :P). Pamiętam za to dokładnie jak mój młodszy brat pielęgnował swoją gromadkę ulubionych pluszowych zabawek. Był kurczak Pulcha, prosiak Szczęściarz i lampart Lampi. Wszyscy mieli na noc przygotowywane specjalne posłanie, a na zimę dziergane przez naszą babcię swetry. Raz całą rodziną pojechaliśmy do jakichś znajomych i wizyta przedłużyła się do wieczora. I wtedy nagle mój mały wówczas braciszek (teraz już nie jest taki mały, to dorosły mężczyzna 2 razy większy niż ja) z obawą w głosie powiedział: „My tu siobie siedzimy i gadiamy, a Pulcha siam w domu!!!”.

  • Marta Osikiewicz

    Chudy!!! Aaa! Szok! Właśnie dziś wyświetliła mi się ta podpowiedz posta. O co mi chodzi? Wczoraj kupiłam synowi buzza i chudego. Czekają na 3.12 na 1 urodziny. Nie sądziłam że ktoś oprócz moich dzieci jeszcze ogląda tą bajke! Super! Co do ulubionych zabawek córka ma kitka i kilka innych o ktore bardzo dba. Pokochala kita jak miala 9m. Syn na razie ma lwa z którym lubi spać ale to jeszcze nie ta miłość… Mam nadzieje ze ją pozna bo moim zdaniem to bardzo ważna lekcja w życiu