Woman and the city

Przebiegłam 113 km w marcu, czyli jak zwalczyć swojego wewnętrznego lenia?

20 kwietnia 2017

DSC_9327

Po pierwszym porodzie wróciłam do ćwiczeń zaraz po połogu. Po drugim akcja motywacja trwała prawie… Rok. Pobiegałam trochę w sierpniu, a potem znowu to porzuciłam. Zupełnie nie mogłam się zebrać, bo ciągle znajdowałam tysiące powodów, dlaczego nie dzisiaj. No ale marzec to miesiąc, w którym w końcu udało mi się wytrwać w regularnych treningach: przebiegłam aż 113 kilometrów! Dla mnie to mały sukces, choć muszę jeszcze poprawić swój czas, bo okazało się, że jestem w tak złej kondycji, że na ścieżce wyprzedzali mnie nawet emeryci ;). Nie da się ukryć – sama jestem sobie winna! Tyle miesięcy przesiedziałam na kanapie albo przed kompem, że to nie mogło się skończyć inaczej! I teraz żałuję, że nie zabrałam się za te ćwiczenia wcześniej, bo dzięki nim czuję się FE-NO-ME-NAL-NIE. Szybko też okazało się, że wszystkie powody, przez które tak bardzo „nie mogłam” biegać, były zwykłymi wymówkami. No lenistwem, no!

DSC_9323


NIE MAM CZASU!

O matko z dzieckiem, ja wiem. Ja wiem najlepiej, jak to jest nie mieć czasu. Wstać rano, wypić kawę, a potem ze zdumieniem przetrzeć oczy, bo okazuje się, że jest… Dziewiętnasta!

Ja wiem, jak to jest nie mieć czasu nawet się ubrać i pół dnia przechodzić w szlafroku. Ja wiem, jak to… Męczy. I zauważyłam taką prawidłowość, że im więcej zadań sobie zaplanuję, tym szczęśliwsza potem chodzę. Jak pobiegam o świcie, a potem do bloga usiądę, obiad ugotuję i jeszcze zakupy w drodze z przedszkola zrobię. Wcale nie jestem wtedy bardziej zmęczona, wprost przeciwnie! Jakaś taka satysfakcja się pojawia, że tyle pożytecznych rzeczy zrobiłam, że to nie był kolejny dzień w rozmemłaniu.

40 minut. Dokładnie tyle potrzeba na trening na początku. I jak pomyślę, ile takich 40-minutowych treningów zmarnowałam w ciągu ostatnich miesięcy, jaki brzuch mogłabym teraz mieć ;), to zwyczajnie zła jestem na siebie! Że wolałam fejsa w telefonie scrollować albo oglądać kolejny odcinek „Przyjaciół” w sobotę rano. Że taka niby zajęta. A jakimś przecież cudem udawało mi się ćwiczyć, kiedy mąż chodził do pracy. Ba! Kiedy przebywał w delegacji, a ja z tym dzieckiem zupełnie sama.

Na siłowni – na którą kiedyś chodziłam i na pewno wrócę ;) – jest taki plakat: „KTO NIE CHCE – ZNAJDZIE POWÓD, KTO CHCE – ZNAJDZIE SPOSÓB”. Prawda, że prawda?


MAM MAŁE DZIECI, NIE ZOSTAWIĘ ICH!

Zdarzają mi się czasami jakieś takie głupie wyrzuty sumienia. Za każdym razem, kiedy mam zrobić coś tylko dla siebie. Kiedy zamykam się w łazience przed dziećmi. Kiedy piszę na kompie jakiś tekst zamiast bawić się z nimi na dywanie. Kiedy idę biegać bez większego celu i wyraźnej przyczyny. Bo męża z tymi dziećmi zostawiam, taką trochę egoistką jestem…

DSC_9318

I ja wiem, że to bez sensu! Że każda z nas powinna mieć jakąś swoją odskocznię! Jedne chodzą na hybrydę, inne na rzęski, a ja sobie biegnę do lasu i oddycham. Nikt mnie woła, nie potrzebuje i nie ciągnie za nogawkę. Śmieję się wtedy sama do siebie, a wszystkie muchy są moje ;).

Ale jak nie chcę za długo tego mojego męża z tymi dziećmi na pożarcie zostawiać, to umawiam się. Na przykład wiem, że musimy zrobić zakupy? Ok, to ja biegnę, ty jedziesz, za pół godziny widzimy się w Lidlu! Na budowie trzeba wybrać fugi? Zakładam buty do treningu i już mnie nie ma. Poruszam się biegiem zamiast tramwajem czy autem. Trwa to trochę dłużej, ale łączę przyjemne z pożytecznym i przynajmniej mam jakiś cel w tym moim bieganiu, no a jak jest cel, to nie ma wyrzutów sumienia :).

W POLSCE CIĄGLE NIE MA DOBREJ POGODY!

W Polsce jest właśnie najlepsza pogoda! Wiem, że początkujący biegacze ze startem czekają zazwyczaj do wiosny/lata, ale w ciepełku i na słoneczku biega się NAJGORZEJ. Wszystkie moje rekordy (czy to czasowe czy związane z dystansem) pobiłam, kiedy padał deszcz, a słupek rtęci nie przekraczał 10 stopni. Serio. Im zimniej, tym lepiej się biega.

NIE MAM SIŁY/KONDYCJI/ZDROWIA!

No toć przecież po to są te treningi, żeby siły nabrać i zdrowiem się cieszyć. To nie jest wstyd, że nie jesteś w stanie biec za swoim dzieckiem bez zadyszki czy męczysz się, wchodząc po schodach. Wstydem jest, że nic z tym nie robisz! 

NIE WYGLĄDAM TAK ŹLE. NIC SIĘ NIE STANIE, JEŚLI NIE BĘDĘ ĆWICZYĆ!

Te kilka kilogramów, które zostały mi po porodzie, to nic wielkiego. Akceptuję siebie. Kocham taką, jaka jestem. W końcu dałam życie, a nawet dwa. I to jest piękne!

Tak myślałam o sobie przez ten rok.

A po cichu wkładałam do sklepowego koszyka wielkie wyszczuplające gacie. Bo może w końcu ubiorę tę obcisłą sukienkę? Tę, którą tak lubię, tylko że nie nosiłam jej od czasu drugiej ciąży? Tak samo jak biodrówek czy bikini. Ostatnio na basenie przechodziłam obok swojego odbicia i odwróciłam wzrok.

To akceptuję siebie pod warunkiem, że w pobliżu nie ma lustra? Albo gdy zamiast ciuchów mam na sobie ukrywający kształty namiot?

No właśnie.

To nawet nie chodzi o to, czy moje bieganie da mi faktyczne mierzalne efekty. Na razie ważę tyle samo ;). Ale już teraz czuję się ze sobą o niebo lepiej! Wiesz dlaczego? Bo wiem, że nie pokpiłam sprawy. Że robię dla siebie coś cholernie dobrego.

A wraz z tym pojawia się prawdziwa akceptacja. Bo ona nie polega na tym, że: „Akceptuję, więc pierd*lę! Rozmiar w tą czy w tą, who cares!”. Tylko że kocham siebie. I szanuję. Więc o siebie dbam.

DSC_9341


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • Olga Dziórzyńska

    Ja biegam już 3 lata i nie mam zamiaru przestawać. Wszyscy wokół pytają „po co?”, dla siebie, dla kondycji, dla zdrowia, dla oddechu, dla figury i wreszcie, dla chwili samotności :) i nie musze stosować diet, nie ograniczam się w niczym i niejedna znajoma zazdrości mi figury i powera po urodzeniu dwójki dzieci :)

  • Och jak ja uwielbiałam biegać…przebiegłam nawet mini maraton, 5km, ale zawsze. I zmieściłam się w czasie!! Ale niestety, kolana i stawy nie wytrzymały. Mam ogólnie zakaz biegania. No to chodzę, choć też nie powinnam. Ale nie umiem wysiedzieć. Smaruję więc te moje kulasy, jem galarety wszelkiej maści i chodzę. Chodzę i chodzę. I te wymówki, o których piszesz, oj..jak ja je znam. Ale najciężej jest wyjść. Zebrać się i wyjść. Na szczęście mamy psa, więc po prostu nie mam wyjścia i muszę iść. Gdyby nie ona, suka znaczy, byłoby marnie. A muszę coś robić, bo grubas jestem, co oczywiście również, a może przede wszystkim, dobija mi stawy. Zamknięte koło…

    • e-milka

      Jak ja to znam. :( Pol biedy, kiedy kilogramy sa li i jedynie kwestia estetyki, niestety z wiekiem przeradzaja sie w problemy zdrowotne. Mowie z doswiadczenia. I chyba czekam na przyslowiowe siegniecie dna, zeby sie odbic. Podziwiam biegaczki i ciagle jeszcze mam tysiace powodow. :(

  • Ania

    „Ostatnio na basenie przechodziłam obok swojego odbicia i odwróciłam wzrok” – wydaje mi się, że to zdanie mogłabyś przemyśleć. Każdy widzi, że jesteś bardzo szczupłą osobą, więc taki komentarz może działać krzywdząco, deprymująco na te, które noszą nieco większy rozmiar niż Ty. Rozmiar xs/s i odwracanie wzroku – czy to jest ok? Nie wiem. Bieganie dla zdrowia i dobrego samopoczucia – tak!

    • Nie wszystkie szczupłe kobiety są zgrabne, tak samo jak to, że ktoś ma kilka kilogramów na plusie nie oznacza z automatu, że wygląda źle. Tak naprawdę waga nie jest żadnym wyznacznikiem atrakcyjności. Ale już zdrowe, jędrne, sprawne ciało – dla mnie tak.

      A mi po drugiej ciąży zdecydowanie brakuje jędrności i mięśni. Mogę to zmienić, niepotrzebnie tak długo zwlekałam. Takie jest przesłanie tekstu, a nie: odchudzaj się, chude jest piękne. Choć faktycznie mogło zabrzmieć niejasno ;)

      • Strasznie trzeba teraz uważać – cokolwiek nie napiszesz, możesz obrazić albo dziewczyny w rozmiarze small ( np. pełne kształty są kobiece i piękne), albo te large (ćwicz, zrzucisz kilogramy i poczujesz się lepiej)! ;) I nawet jak napiszesz o sobie, to i tak kogoś to może urazić, bo mówisz, że czujesz się źle ze sobą, ale przecież nie możesz, bo jesteś szczupła! :)

  • ABB

    O Boziu…dziękuję Ci za ten wpis…ja wlasnie ugrzęzłam z dupskiem na kanapie…i naprawdę codziennie ogarniam się, że jest już 19sta. Ale dosyć, ruszam 4 litery, skoro inni mogą ja tym bardziej :-)