Health and the city

Produkty eko – cała prawda na ich temat

26 października 2015

DSC_2669

Pamiętam dobrze, że jeszcze kilka lat temu półki ze zdrową żywnością były w marketach rzadkością. I zaglądały tam tylko zielone świry. Dzisiaj są już wszędzie (te półki, chociaż zielone świry też ;)). Bo bycie eko jest w modzie. Mamy coraz większą świadomość. To dobrze. Ogromną wagę przykładamy do tego, co jemy. To jeszcze lepiej. Ale producenci szybko zwietrzyli, że za zdrową (czyt. ekologiczną?) żywność jesteśmy w stanie zapłacić więcej… Jednak: czy warto?

DSC_2677

TO CO NA PÓŁCE EKO ZAWSZE JEST ZDROWE?

Powinno być. W idealnym świecie ten kąt sklepu widzę jako azyl dla ludzi, którzy chcą dbać o swoje zdrowie, ale nie są małymi chemikami i nie potrafią rozszyfrować składu produktów. Albo zwyczajnie im się nie chce. Lub tylko w danej chwili nie mają na to czasu. A zgłodnieli! Więc kierują swoje kroki w stronę półki, gdzie z założenia wszystko powinno być w 100% bezpieczne i…

Znajdują ciastka owsiane. Brzmi nie tylko pysznie, ale również zdrowo! W czym dodatkowo utwierdza nas napis na opakowaniu: bez cukru.

ciastkaowsiane1

Spodziewałabym się jednak, że do ośmiu ciastek w cenie 12 zł dodano lepszy tłuszcz niż najtańszy olej palmowy, który jest źródłem szkodliwych tłuszczów nasyconych odpowiedzialnych za wzrost złego cholesterolu i… Rozwój cukrzycy.

Olej palmowy można znaleźć również w „zdrowym” muesli.

Musli

Grunt, że „ekologiczny” ;).

Podobnie przejedzie się ktoś, kto sięgnie po mleko sojowe Alpro. To na pozór zdrowy zamiennik pełnego cukru (tej wstrętnej laktozy, fuj!) mleka krowiego.

mlekosojowe

Tylko że tutaj też mamy wodę z cukrem.

Czy serio taki napój powinien stać na półce ze zdrową żywnością?

POZA PÓŁKĄ EKO MOŻNA ZNALEŹĆ TAKIE SAME, A CZĘSTO NAWET ZDROWSZE PRODUKTY

Wystarczy tylko dobrze poszukać, bo często wyroby wiodących firm – jeśli chodzi o skład – pozostają daleko w tyle za tymi, których nazw nie znamy z reklam.

konfitura

dzem

Na przykład jeśli chodzi o przetwory z czarnych porzeczek – w wyrobie „nieekologicznym” jest dwa razy więcej owoców, a zamiast cukru dodano sok z winogron.

CZYM WIĘC RÓŻNIĄ SIĘ PRODUKTY Z PÓŁKI EKO OD INNYCH?

Żeby to odkryć, przygotowałam zestawienie. Po lewej produkty ekologiczne, po prawej – zwykłe.

oliwa

maka

makaron

koncentrat

(2 x koncentrat pomidorowy 30%)

słonecznik

rodzynki

olej

Ceną.
Głównie ceną. To na pierwszy rzut oka.
A różnica jest kosmiczna!

Z czego ona wynika? Trochę z tego, że na produkty eko panuje właśnie moda, zwłaszcza w społeczeństwach rozwiniętych – w końcu świadomy człowiek jest w stanie zrobić wszystko dla swojego zdrowia! Więc producenci zwęszyli biznes. I wykorzystują prostą psychologiczną zasadę: jeśli coś jest droższe, wydaje się być lepsze.

Jednak czy produkty eko na pewno są lepsze od tradycyjnych?

Co prawda podczas upraw nie stosowano chemicznych nawozów, środków ochrony roślin oraz GMO, ale dyrektywy unijne dopuszczają stosowanie pestycydów naturalnego pochodzenia, które wcale nie są zdrowsze od tych sztucznych. W różnych testach (m.in. przeprowadzanych przez niemiecką Fundację Warentest) na zawartość szkodliwych substancji żywność ekologiczna wcale nie wypada lepiej od tej konwencjonalnej.

Jednak mnie najbardziej uderzył fakt, że większość produktów na półce eko pochodzi z zagranicznych upraw. Tak, w kraju rolniczym sprowadzamy i promujemy jako lepszą cudzą mąkę pszenną, której u nas jest pełno! Dzisiaj wszystko stanęło na głowie. Ekologiczna żywność to biznes, w którym nie ma miejsca dla małych rolników czy lokalnych producentów. Czyli dla tych, którzy znają się na niej najlepiej. Liczą się krzykliwe dopiski na opakowaniach: „bio”, „bez cukru”, „z ksylitolem”, „bez glutenu”, „bez laktozy”, a nie smak prawdziwego jedzenia. Szkoda!

Bo ja osobiście wolę kalafior ze straganu pani Krysi, niż ten dokładnie obejrzany pod lupą przez setki unijnych urzędników i opatrzony odpowiednią pieczątką z certyfikatem.

Mam wrażenie, że gdzieś w pogoni za tym, co zdrowe, coraz bardziej oddalamy się od natury.
A przecież nie o to chyba chodzi?

  • asik

    teraz to mniej ale zawsze mnie dziwilo , że jeśli jest zdrowa żywność to jaka jest pozostała???? taki suchar co mnie zawsze wkurzał

  • Natalia

    Żywność ekologiczna nie znaczy że jest pozbawiona cukru czy też ma w składzie same najzdrowsze zamienniki. Tu chodzi o to,ze surowce pochodzą z pewnych upraw, gdzie nie są stosowane modyfikacje genetyczne oraz nie są stosowane sztuczne nawozy czy też pestycydy. Więc nie mylmy tego. Żywność ekologiczna to żywność bezpieczniejsza, bez zbędnych ulepszeń, co nie znaczy,ze mamy brać w ciemno i nie sprawdzić składu, bo żywność ekologiczna to nie żywność najzdrowsza, ale po prostu bezpieczniejsza pod względem samego procesu powstawania:)

    • Ależ dokładnie o tym napisałam: że różni się ceną oraz sposobem uprawy.

      Natomiast nie da się zaprzeczyć, że:
      – półki (sklepy) z żywnością eko są często nazywane półkami (sklepami) ze „zdrową żywnością”,
      – producenci żywności eko poszli krok dalej i pozbywają się ze swoich produktów glutenu, jaj, cukru (moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie!), wręcz krzyczą o tym na opakowaniach, więc na zdrową logikę człowiek może sądzić, że ma do czynienia z czymś zdrowszym, podczas gdy… Nie ma.

      • Natalia

        Mas rację iż niestety w dzisiejszych czasach rządzi producent – już nie chodzi o to,aby produkować potrawy ekologiczne,ale aby użyć tego hasła w celu zwabienia niczego nieświadomych klientów i osiągnięcia jak najwyższych zysków. Wniosek zawsze pozostaje jeden- robić wszystko w domu,bo tylko wtedy będziemy mogli się cieszyć w miarę zdrowymi ciastkami lub np daniami bez długich list dodatków do żywności :)

        • Julia

          Witam mumandthecity, bardzo poprosze o jaśniejsze wytłumaczenie produktów skoro soya. Moja córka ma
          Alergie na krowie mleko i lekarz wskazał mi to mleko jako najlepsze i najzdrowsze. Z gory dziekuje

          • Jeśli chodzi o mleko sojowe, to szukamy go tylko na półce eko, żeby mieć pewność, że nie jest z upraw GMO (czyli jak najbardziej firma Alpro). Ale lepiej znaleźć mleko niesmakowe (tutaj pokazałam waniliowe i czekoladowe).

          • Alexa

            Więc należało porównywać albo mleko roślinne naturalne z naturalnym krowim, albo smakowe roślinne ze smakowym krowim, bo i takie są. Piszesz że promuje się smakowe mleko roślinne jako „zdrowszy zamiennik” mleka krowiego nieposiadającego dodatków smakowych – a ja wśród licznych oszołomów jakich poznałam, nie trafiłam na nikogo, kto by tak myślał.
            Reszta artykułu jest bardzo dobra, ale nie trzeba było naciągać faktów taką manipulacją, tekst broniłby się sam.
            To tak, jakbyś porównując konfitury wzięła wysokosłodzoną eko i niskosłodzoną normalną, i ojojała że eko ma więcej cukru. Reszta tekstu jest dobra, ale zupełnie nie rozumiem, po co manipulować faktami. Już wystarczy, że producenci manipulują, faktycznie opychając produkty o gorszym składzie, ale z upraw ekologicznych, nie trzeba dodatkowo manipulować w tekstach które mają obnażać ich bezczelność.

          • marta

            mleka roślinne dostępne w sklepie Rossmann mają najlepszy skład i są bez cukru.

          • Mi alergolog i dietetyczka nakazała używać różne rodzaje mlek – czyli owsiane (uwaga na gluten!), sojowe, ryżowe, migdałowe, kokosowe (na to okazało się że ma uczulenie), gdyż samo mleko sojowe i sojowe produkty w nadmiarze też są szkodliwe dla dzieci ze względu na fitoestrogeny. Obliczono, że dziecko karmione sojowym mlekiem i odżywkami sojowymi otrzymuje dawkę estrogenu równą pięciu tabletek antykoncepcyjnych. (źródło: http://articles.mercola.com/sites/articles/archive/2004/12/4/soy-truth.aspx)

  • Oj te różnice cenowe są okropne. Ostatnio stawiam na orkisz, bo nie uczula mojego dziecka, tak jak pszenica. Razową mąkę orkiszową w trzech zwykłych, nieekologicznych sklepach można kupić w przedziale cenowym od 15 do 2,50zł. To chyba przesada. Kupowałam i tą najdroższą i najtańszą. Nie odnajduję różnicy, ani w smaku, ani w samopoczuciu całej rodziny, czy w stanie skóry mojej córki, która dostaje wysypki od „złego” glutenu.

    • Dostępna już nawet w Biedronce za niecałe 5zł, ta sama, co w Tesco jest po 10-producent Gdańskie Młyny…

    • Alexa

      Nie ma czegoś takiego jak „zły gluten” i „dobry gluten”. Gluten jest niebezpieczny dla chorych na celiakię, a wszystkim innym nie szkodzi. Gluten jest obecny w orkiszu tak samo jak w konwencjonalnej pszenicy, i nie jest w niczym „lepszy”.
      „Ograniczanie glutenu” to ściema dla osób, które mają za dużo wolnego czasu i lubią sobie wmawiać choroby. Gluten się albo eliminuje całkiem, albo wcale, a częściowe „ograniczanie” glutenu ma jeszcze mniej sensu, co częściowe ograniczanie seksu żeby nie zajść w ciążę. Gdyby gluten szkodził aż tylu osobom i był tak „zły”, to i lekarze, i nie-lekarze odkryliby to wiele wieków temu – tak jak od wieków wiadomo, że dziecko może mieć alergię na krowie mleko, Oczywiście na wszystko można być uczulonym, w tym na pszenicę, ale pitolenie o „złym glutenie” to ściema – ludzie jedzą pszenicę od wieków, w starożytności chyba jeszcze nie było Nestle i Monsanto?

      Oczywiście różne rzeczy mogą komuś szkodzić, ale nagonka na gluten jest absurdalna, Celiakia to prawdziwa choroba, alergie to też prawdziwe choroby, natomiast „nietolerancja glutenu”, którą się leczy „ograniczaniem złego glutenu” to też zupełnie prawdziwy… zespół uwarunkowany kulturowo, czyli po ludzku mówiąc choroba, na którą jest moda.

      Polecam książkę Alana Levinovitza „Glutenowe kłamstwo”. Normalne, racjonalne żywienie jest oczywiście ważne, oczywiście, jak jakiś produkt nam szkodzi, to trzeba z niego zrezygnować, ale przekonanie, że są jakieś szczególnie „złe” składniki, to naiwność. Idzie to często właśnie w parze z dzieleniem jedzenia na „dobre” i „złe”, z przypisywaniem mu wartości moralnej, nawet z „wyrzutami sumienia że zjadło się coś złego”. Autor zwraca uwagę właśnie na to, że KULT „zdrowego odżywiania” zastępuje ludziom religię, w końcu ma, między innymi, zapewnić życie (niemal) wieczne.Jak kiedyś księża pod kołdry, tak teraz strażnicy moralności chcą zaglądać wszystkim do talerza. W poszukiwaniu złego glutenu, złego cukru, złego tłuszczu, złego cholesterolu. Trzeba więc było wymyślić dobry gluten, dobry cukier, dobry tłuszcz i dobry cholesterol, by grzesznik spożywający je miał poczucie, że grzeszy trochę mniej.
      Widocznie nawet ateiści jednak nie mogą się obejść bez religii.
      Ciekawe, czy gluten w hostii to dobry gluten, czy zły? Nie można, niestety, wypiekać tych opłatków z czegoś innego niż pszenica, i chociaż stworzono wersję niemal-bezglutenowej, całkiem bezglutenowo się nie da. Nie wiem, jak bezglutenowi chrześcijanie radzą sobie z faktem, że to z pszenicy przygotowuje się hostię… Jak miałby być w tym ZŁY gluten?

  • stylowoizdrowo.blogspot.com

    Zgadzam się z Tobą jeśli chodzi o sklepową żywność ekologiczną, chociaż czasami możemy znaleźć tam prawdziwe perełki! Ale EkoBzary, które są lokalną inicjatywą są super i polecam korzystanie z nich.

  • Właśnie, jesli widzę napis „zdrowa żywność” to oczekuję czegoś więcej niż oleju palmowego i ton cukru! Kiedyś właśnie z takiej półki kupiłam sobie ciasteczka pełnozbożowe. Skład miał podobny do zwykłych ciastek. I tak ludzi robią w balona.

  • Paul

    Dla mnie największą sciemą są produkty tzw. 100%. Cały czas liczę i nie mogę się doliczyć jak ich w składzie jest 100% jeżeli dodano 32% soku winogrnowego i peknynę do połączenia soku z owocami. Dla mnie 100% to byłoby gdyby do tego produktu użyto TYLKO porzeczki i nic więcej. A tak to jest oszukaństwo.

    • Technolog żywienia kiedyś mi to tłumaczył, chyba chodzi o to, że z owoców odparowuje woda w procesie podgrzewania.
      Podobnie do produkcji ketchupu zużyto więcej pomidorów niż wynosi jego objętość i jeśli chodzi o dobre wędliny – też.

      • Natalia

        Dokładnie! Tak samo Łowickie powidła śliwkowe mają 182g śliwek na 100g produktu. Po odparowaniu wody te 182g śliwek zmniejsza swój gabaryt, ale nadal pozostaje więcej koncentratu „śliwkowości”. I jest to lepiej niż w Łowickich dajmy na to konfiturach (a ich dżemy mają podobnie), które mają 60g jagód na 100g produktu – jeśli one zmniejszą gabaryt podobnie jak śliwki to ile więcej nienaturalnych upychaczy musi być by dobić do tej setki?

        Szkoda, że jestem za leniwą bułą, by robić własne powidła śliwkowe:( Ale skład Łowickich przy ich cenie najbardziej mnie na rynku zadowala. Podobnie jak skład ketchupu Heinz – porównajcie go sobie ze składem każdego innego rynkowego ketchupu i odpowiedzcie sobie sami, który lepiej wybrać:)

  • annika

    jeśli zerknie Pani na oryginalne przepisy na mleko roślinne, w tym sojowe, to stanie się oczywiste dlaczego zawartość ziaren/orzechów jest taka niewielka.

    • tysia

      dokładnie. gdyby było tam więcej % soi, nie byłoby to mleko ;)

  • Nilaa Haati

    Zgadzam się z Tobą, że na tak zwaną zdrową żywność trzeba uważać, bo pełno jest bubli. W dodatku żeby się w tym wszystkim zorientować, trzeba jednak większej wiedzy. Osobiście wolę kupić eko sok słodzony eko cukrem trzcinowym niż zwykły z sokiem z winogron, które są jednymi z bardziej pryskanych owoców. Tańsze rodzynki czy inne owoce suszone często są konserwowane dwutlenkiem siarki. Podobnie z tym tańszym olejem kokosowym 100%, z którego też korzystałam…chyba coś do niego dodają, bo naprawdę ma inną strukturę i inaczej nawet pachnie podczas obróbki niż taki z upraw organicznych. Poza tym są pewne ilości składników, które nawet jeśli są dodane, nie muszą być umieszczone w składzie na opakowaniu. Tak jest z cukrem, który jest w małych ilościach dodawany do tzw. soków 100% i producent nie musi o tym informować, a kto wie, czy nie ma innych takich składników. Jeśli chodzi o ten kalafior od pani Krysi, to też trzeba uważać:). Jeśli go sprzedaje we wrześniu, to ok…ale ja znam takie panie, co kalafior sprzedają w środku zimy…i skąd one go mają?. Więc nie tylko lokalnie, ale i sezonowo :). Poza tym, powiem Ci, że jeśli przez dłuższy czas jest się „zdrowym świrem” to nawet zupa pomidorowa na zwykłym koncentracie pomidorowym smakuje gorzej :)

  • Niestety (smutna) prawda jest taka, że jeśli rzeczywiście chcesz spożywać jedzenie bio/organic/eko/natural/itp. itd. to musisz kupować produkty albo od znajomego rolnika, rzeźnika, czy babki, która ma 10 kur i wiesz czym je karmi; a najlepiej to wyhoduj sam :(

  • tyska

    tu w większości nie chodzi o fuj laktozę z mleka krowiego, i ze ktoś chce ją zastąpić, ale o to, że po takie mleko sięgają najczęściej weganie ;) więc fajnie mieć jakiś zamiennik dla mleka krowiego (które wcale nie jest zdrowe, bo powoduje osteoporozę i wiele innych)

    • Yep, za to woda z cukrem jest super zdrowa ;).

      • sandra

        A ja uważam, że tu nie chodzi o panikę przed laktozą, ale o wybór. I niekoniecznie to co pokazałaś, ale ja jako mama kp której nie wolno mleka krowiego, cieszę się, że jakiś wybór mam. I że mogę zrobić sobie naleśnika do śniadania a moje dziecko nie przypłaci tego zdrowiem.

  • Hmmm… Tak czytam i czytam, i nie wiem, jak sobie beki nie robić ;).
    „WYSOKA zawartość mięsa przetworzonego w diecie” „prawdopodobnie” „podejrzewa się”, że „mogła spowodować” 34 tysiące zgonów. Na 7 miliardów ludzi na całym świecie!

    Czyli ryzyko wynosi… Czekaj, czekaj… 0,0005%?
    Masakrycznie wysokie!
    Tak synek, od dzisiaj szlaban na mięso ;). Na pasztet od babci też! Tak na wszelki wypadek ;).

  • sissi

    To ja dodam tylko ze gospodarstwa ekologiczne są wielokrotnie rzadziej kontrolowane pod wzgledem pozostalosci srodkow ochrony roślin od tych konwencjonalnych. Zalezy to od woli inspektora a w produkcji konwencjonalnej lub integrowanej jest nakaz takich kontroli. Polecam produkty ze znakiem integrowanej produkcji, najlepszy wybor. A co do straganu pani zosi to najgorszy wybor. Pani zosi nikt nie sprawdzi czy w swoim ogrodku ma w glebie metale ciezkie, czy nie sypnie nawozem dwa dni przed zbiorem, nikt analizy chemicznej jej kalafiora nie przeprowadzi. Ja wybieram nieekologiczny kalafior z supermarketu. Pozdrawiam, pracownik inspekcji ochrony roślin.

  • druzynabloga

    Zwróciły moją uwagę ciastka owsiane. Nie do końca zgodzę się informacjami zawartymi w poście. Jak zostały wyprodukowane ciasteczka? zapewne zostały upieczone w jakimś piecu. Olej palmowy,kokosowy jest wyjątkowy pad tym względem ponieważ zawiera tak wysoki poziom kwasów nasyconych, co jest tylko na plus, powoduje on że olej się nie utlenia przy podgrzaniu z taką intensywnością jak inne. Czym większa ilość kwasów nasyconych tym mniejsza szkodliwość dla organizmu podczas kiedy podgrzewamy ten olej. Owszem tłuszcze nienasycone są zdrowe, są niezbędne do prawidłowego funkcjonowanie organizmu, ale dopóki ich nie podgrzewamy.

    Jeśli chodzi o rodzynki i słonecznik to zgodzę się ze różnica w cenie jest przegięciem. Bo pewnie niczym się nie różnią.

    Oleje, dużo też zależy od tego czy olej jest rafinowany czy nie, cena oleju nierafinowanego (bio) jest zazwyczaj dwukrotnie większa niż oleju rafinowanego (oczyszczonego z wszystkiego co dobre).

    Kiedy przy produkcji oleju nierafinowanego już nic nie możemy wydusić, przy podgrzaniu otrzymamy jeszcze dodatkowy olej czyli ten rafinowany.

    Faktem jest to, że jako społeczeństwo nie umiemy dobrze czytać etykiet, tyczy się to również mnie. Nie każdy bio jest bio, a czasem te zwykłe mogą być lepsze. Eko czy nie eko, nauczmy się czytać etykiety, a to będzie sukces.

  • Tylko często pani Krysia zaopatruje się w hurtowni jak każda Biedronka. Dla mnie targi już są podejrzane

  • Rolniczka

    Jeszcze sporo powinna się Pani nauczyć, bo własnie sposób uprawy decyduje w dużej mierze o tym dlaczego eko produkty są droższe, ale zkimś dla kogo liczy się tylko cena nie da się dyskutować. Dodatkowo produkty kupowane bezpośrednio od eko rolnika, często są tańsze niż w sklepie, np. 1kg certyfikowanej dyni hokkaido albo pomidorów za 3zł to dużo???!!!???!!!Wystarczy chcieć i dobrze poszukać, bo eko żywność nie musi być droga!

    • Czyli że sposób uprawy wpływa na cenę czy jednak narzuty firm, bo eko jest w modzie? Myślę, że nieświadomie potwierdziłaś w komentarzu to, o czym ja sama napisałam.

      Ale ja nie piszę o całej eko żywności, tylko o tej na półkach w dużych marketach. Czasami warto przeczytać cały tekst zamiast od razu komentować, bo jakieś pojedyncze zdanie o cenie nas zbulwersowało :).

      I tak, wiem, że uprawa bez tych wszystkich chemicznych nawozów, środków ochrony roślin jest bardziej pracochłonna, więcej produktów nam wypada, cena musi być przez to wyższa. I ja jestem ją w stanie zapłacić. Polskiemu rolnikowi. Nie trzeba mi sprowadzać makaronu z Włoch czy mąki pszennej spoza Unii. Nie szukam certyfikatu, kiedy szukam tego, co zdrowe. Taki jest sens tego tekstu.

  • Krolowa Margo

    Witam:) ciekawy post. Też staram się zdrowo odżywiać ,ale z rozsądkiem ,szerokim łukiem omijam produkty bio i eco ,niestety też się mocno zdziwiłam jak zaczęłam czytać składy. Ostatnio kupiłam chleb bezglutenowy ,nie chciało mi się piec. W sklepie nie spojrzałam na skład ,naiwnie myśląc że chleb to mąka i woda. Tablica mendelejewa mogłaby się powstydzić.
    Jeszcze odniosę się do upraw ekologicznych. Mieszkam na wsi ,mam ogród ,uprawiam warzywa,owoce. Staram się żeby nie było chemii ,nawozów.
    Jednak nie da się niestety,moje niepryskane jabłka są robaczywe i parchate a u sąsiada piękne jak ze sklepu (on pryska) , jak się trafi rok mszycy albo innego robactwa ,to albo jesz z mszycą ,albo pryskasz niestety. Tak samo zboże ,z którego się robi później mąkę „bio” uwierzcie mi że jak rolnik nie popryska to od razu widać. Chabry ,rumianki, mietlicha, osty ,zboża nie widać ,więc co później jest w takiej mące „bio” ?
    Jak pójdziecie na ryneczek i zobaczycie małe parchate jabłka ,albo koślawe marchewki to możecie przypuszczać że są nie pryskane.
    Jeszcze jesli mogę to polecę książki Beaty Pawlikowskiej „Największe kłamstwa naszej cywilizacji” i „Największe skarby naszej cywilizacji ” bardzo ciekawie i prostym językiem jest napisane o dobrych i złych produktach .
    Pozdrawiam :)

    • leszek

      Mamy piękne marchewki i uprawy bez mszyc i wszystko bez pestycydów. Jestem ogrodnikiem ekologicznym i dla tego nie robię butów :)
      Ochrona przed chorobami wyciągi z roślin np. drzewa herbacianego mszyce „załatwiamy” okrywaniem naszych upraw specjalnymi siatkami przez które nie mogą się dobrać do warzyw :)

  • leszek

    Uprawiam ekologiczne warzywa, aby zrozumieć dlaczego są one droższe o tych „zdrowych inaczej” należało by np. przyjechać do nas na 2-3 miesiące. I razem z nami pracować w jakimś jednym cyklu uprawy np. jarmużu. Zapraszamy Panią serdecznie :). Niemcy z Walddorf schule mają taki fajny program edukacyjny dla młodzieży, kilkutygodniowe praktyki w gospodarstwach które należy zaliczyć z dobrą oceną. Efekt – późniejsi konsumenci wiedzą za co płacą. Pozdrawiam Leszek Czekaj

  • A ja sobie dzisiaj zrobiłam sama mleko sojowe i za jakieś 1,5 zł mam litr niesłodzonego eko mleka :D, a z resztek jutro kotleciki zrobię. Nawet na soi było napisane, że nie modyfikowana.

  • Justyna Pawlita

    Przyczepię się do oleju kokosowego – ten eko za 36 zł jest nierafinowany, ten zwykły jest chyba rafinowany, stąd różnica w cenie ;)

    • Wiesz co, mozliwe, chociaż nie napisali tego na opakowaniu (ani jednego, ani drugiego).

      • Justyna Pawlita

        Na tym droższym widać napis ‚nierafinowany’, gdy się wytęży wzrok :P A te tańsze kojarzę we sklepów, one są na 99 procent rafinowane….

        • Prawda! Powiększałam obraz w komórce i gapa nie zauważyłam.
          Teraz siedzę przed kompem i widzę jak wół na czerwonym :).

          • Alexa

            Nierafinowany ma zapach kokosa, który nie do wszystkiego jednak pasuje. Więc jeżeli nie wyznajesz religii w której wszystko co nierafinowane jest „dobre” a rafinowane „złe”, to przyznasz chyba, że rafinowany też się może czasem przydać. Czasem stoją obok siebie tej samej firmy rafinowany i nierafinowany, co kto potrzebuje, a czasem rafinowany jest ładniej nazwany na etykietce „bezzapachowym”. Ja tam nie do wszystkiego lubię zapach kokosa… No, chyba, że ktoś chce smażyć na (nierafinowanym) smalcu. Z drugiej strony, w smalcu jest cholesterol, a cholesterol, i to ten jakoby „zły”. Problemy powyższe skrupulatny wyznawca kultu zdrowego jedzenia może rozwiązać następująco: w ogóle nie smażyć, przecież smażenie jest „złe”.
            Ciężki żywot wyznawcy kultu zdrowego trybu życia.

  • Matylda

    To czym jest zdrowe jedzenie każdy może mieć nieco inne zdanie. Produkty sklepowe z etykietą ?EKO? czy ?BIO? to takie, które są zgodne z przyjętymi normami uznającymi produkt za ekologiczny i ten kto posiada odpowiedni certyfikat może w świetle prawa posługiwać się tymi nazwami. Zgadzam się z tym,że są producenci, którzy nadużywają nazwy ?ekologiczny?, a to służy ich biznesowi. Nie oznacza to jednak, że należy wszystkie produkty ?eko? i ?nieeko? traktować jedną miarą. Bo są takie, które różnią się od tych zwykłych. Trzeba znaleźć je, przeczytać składy i mieć
    trochę pojęcia o nich. Najważniejsze jednak to kierować się własnym rozsądkiem. Dla mnie każdy produkt z długim terminem ważności (np. przedstawione ekologiczne musli, ketchup czy mleko sojowe w kartonie) musi mieć w składzie coś, co go konserwuje, niezależnie od tego czy jest eko czy nie. Osobiście uważam, że to co może być najlepsze dla człowieka w dzisiejszym świecie przepełnionym chemią, to własnoręczne przygotowywanie posiłków z prostych, nieprzetworzonych składników. Nawet jeżeli marchewka rosła w nawiezionej glebie, to jednak ta jej najprostsza postać straganowa to lepszy wybór niż marchewka w słoiku. Dzisiaj dostępnych jest wiele informacji i pomysłów jak prosto i jednocześnie smacznie gotować, musi nam się tylko chcieć robić to samemu.
    Uważam, że przedstawione ceny w artykule niekoniecznie są wywindowane przez producenta, a bardziej przez market, który bardzo jawnie
    został ukazany. Bo te same produkty z grupy ekologicznych można kupić dużo taniej w innych miejscach.

  • Stroszypiorka

    Chcemy zdrowej marchwi? Spróbujmy wyhodować ją samemu ;) bądź zaopatrujemy się u lokalnych dostawców. Komuś wówczas trzeba zaufać.

  • Majag

    W Polsce uprawy ekologiczne niestety sie nie sprawdzaja ze wzgledu na nasz klimat i titejsze szkodniki i choroby, ktorych sie naturalnie zwalczac nie da za bardzo, stad jak chcemy eko to niestety nie polskie. Ale ale, eko ma certyfikat ale nikt tego pod lupa nie sprawdza, z zalozenia elo ma byc bez srodkow chemicznych i nikt nie sprawdza czy tak w rzeczywistosci jest. Natoniast e calej Europie i w Polsce tez obowiazuje uprawa integrowana, co oznacza generalnie minimalizacje uzywania srodkow chemicznych, uzywanie tylko gdy jest taka koniecznosc oraz brak prewencyjnego zabezpieczania roslin. I te uprawy sa sprawdzane, nalezy odpowiedni dzienniczek prowadzic a owoce/warzywa wyrywkowo sa sprawdzane pod katem obecnosci substancji szkodliwych. Koniec koncow ja wybiore stragan pani Krysi bo maz pani Krysi musial sie przylozyc zebym tego kalafiora mogla kupic i wiem ze jest bezpieczny.

    • leszek

      Z przerażeniem czytam co Pani pisze, ma się to nijak do rzeczywistości. „tutejsze szkodniki” A gdzie są nietutejsze ? matka natura tylko nas obdarzyła szkodnikami?- porażające. Następne – ma Pani certyfikat Bio? Ja mam, w tym roku mieliśmy dwie kontrole na zawartość niedozwolonych środków ochrony. Próbki są pobierane z pola pakowane i plombowane a następnie wysyłane do dwóch różnych laboratoriów. W takiej analizie można wykryć nawet to czy nasiona były zaprawione chemicznie. Uprawa integrowana czyli chemia zintegrowana z rośliną. Gdybym nie znał różnicy może dałbym się nabrać. Chemia w uprawach jest po to żeby mąż Pani Krysi nie musiał się zbyt przykładać- smacznego

  • Ostatnio też zwróciłam uwagę na półki z eko-żywnością w Piotrze i Pawle właśnie. I zauważyłam, że przemycają oni ‚zwykłe’ ciastka lub chrupki wyglądające lub promujące się na produkt bio. Z całą sympatią do tego sklepu – to im akurat nie wyszło.
    A mój sposób na zdrową żywność? Kupuję to, co lokalne i zdrowe w poznańskiej kooperatywie spożywczej. Szczerze polecam, bo można poznać gospodarstwo i gospodarzy, którzy dbają o swoje warzywka i zwierzątka, a ceny są praktycznie takie same jak za produkty nie-eko w markecie (aż sama się zdziwiłam!). Tylko – wiadomo – kooperatywa to nie tylko ‚zakupy’. To COŚ WIĘCEJ. A tego czegoś nie każdemu chce się doświadczać (czyt. wspólnota).

  • sandra

    Tak, a pani Krysia swój kalafior kupuje w Makro :)

  • brecol

    Szkoda, że pani Krysia nie sprzedaje kalafiora wyhodowanego przez siebie, a kupionego od hurtownika, który z kolei zaopatrzył się u rolnika prowadzącego wyławiającą ziemię i sprowadzającą plagi szkodników (a na to najlepsze są kolorowe buteleczki) monokulturową uprawę. I taki kalafior niby z targu ciągnie za sobą smrodkowy ślad węglowy i kiepskie dla Ziemi i nas konsekwencje. Szukajmy więc pań Kryś, które sprzedają swoje własne warzywa…

  • magda

    Warto obejrzeć ten film i pytanie czy kupować żywność z kontrolowanego rolnictwa jest konieczna.
    https://www.youtube.com/watch?v=69NlCIYaN-g

  • magda
  • magda

    Warto obejrzeć film na youtube świat według Monsanto.

  • Trafiłam tu od „Matkitylkojednej”, bardzo dobry wpis!

  • Kasia

    Zawsze trzeba czytać etykiety, tylko tak dowiemy sie co naprawdę jest w składzie niezależnie, czy to produkt „eko” czy tez nie… ale nie o tym chciałam napisać; niektóre (zagraniczne) produkty w Polsce sa po prostu drogie i nie ze względu na skład, ale jakość i producenta. Porównałas produkt Alce Nero (włoski) z Melissa (grecki) – to tak, jakby porównywać Mercedesa z Seatem – niby to samo bo samochód, ma silnik i jeździ, ale to jednak inny producent i inna marka, no i jednak różnica w użytkowaniu jednak finalnie jest inna, bo jakość jest inna. I tak samo jest z włoskimi i innymi makaronami. We Włoszech wszystkie makarony sa z pszenicy durum, ale sam proces produkcji moze być nieco inny, i konsystencja makaronu po ugotowaniu moze być tez juz inna dla różnych producentów. Chodzi tez o grubość i kształt… bo to wbrew pozorom tez u różnych producentów jest różne. W pokazanym przez ciebie porównaniu nie chodzi jednak o skład, który wpływa na cenę, ale najzwyczajniej o jakość i producenta. Makarony Alce Nero (czy to z etykietka bio lub bez) we Włoszech po prostu kosztują ponad 2 euro za 500gr, wiec cena w Polsce za te markę nie odbiega wcale, a makarony marki Melissa – we Włoszech nie występuje (ja przynajmniej nigdy nie widziałam). Poza tym, z doświadczenia wiem (wypróbowałam) makaron marki Melissa rozgotowuje sie dosyć szybko i nie nadają sie do potraw włoskich typu al dente (i tu chodzi naprawdę o grubość tego makaronu). Oba sa z pszenicy durum, jedno jest oznakowane bio a drugie nie… wg mnie porównanie tych dwóch makaronów jest zwyczajnie nietrafione… tu nie chodzi o etykietkę Bio, ale zwyczajnie o jakość!
    Ja kupuje różne makarony, zawsze z pszenicy durum, na polskim rynku można juz kupić makarony Rummo, obecna jest prawie wszędzie Barilla (i wcale nie kosztuje dużo), z Włoch przywożę Alfieri, Garofalo, Voiello – głównie kupuje te kształty, których w Polsce nie ma, ale ponad wszystko kieruje sie jakością. I czy to produkt bio, czy nie bio – zwracam uwagę na jakość. I tym wlasnie powinnismy sie kierować przy wyborze – jakością. No i żeby cos porównać… to należałoby najpierw spróbować :) a nie kierować sie tylko ceną. Pozdrawiam!

  • aco

    pozostała żywność to mączka kostna , która są karmione kury znoszącejaja , imazil -em (rakotwórczym )nafaszerowane pomarańcze żeby nie zgniły warzywka na sterydach zeby szybciej roslły jak i kurzaczki sterydy antybiotyki żeby im bakterie te naturalne w przewodzie pokarmowym nie przeszkadzały szybko rosnąc oraz też mączką kostną bo co zawiera więcej wapna i fosforu

  • Jest dokładnie tak jak piszesz. Ja na przykład warzywa.uwielbiam kupować ma straganie, bo tamtejsze warzywa smakują warzywem. Już nie wspomnę o tych z domowego ogródka! Kiedyś nie analizowalam składów, teraz jest to dla mnie podstawa zarówno w przypadku kosmetyków jaki i jedzenia :) Pozdrawiam ;)

  • Paulina Linek

    Ja sie tak na prawde za bardzo nie przejmuje „eko” itd bo mam catering dietetyczny z mrrollo i zawsze dostaje zdrowe i pyszne jedzenie :P