Woman and the city

Porażka jest sukcesem

11 czerwca 2015

DSC_0044_1

Boimy się jej. Bo też na samą myśl o niej włącza się w głowie czerwona lampka: „A co jeśli się nie uda?”. Skutecznie nas obezwładnia. Porażka.

A teraz spójrz na swoje życie. Wstecz. Usuń z niego wszystkie porażki. Gdzie byś była, gdyby nie one? Na pewno krok dalej niż jesteś teraz?

Opowiem Ci moją historię.

***

Czerwiec. Mam dwadzieścia kilka lat i jestem zakochana. Podobno z wzajemnością.

Od kilku miesięcy moje życie przypomina jazdę na rollercoasterze. Raz u góry, raz na dole. Raz cholernie dobrze, raz bardzo źle. Aż dostaję od tej jazdy bez trzymanki mdłości i postanawiam wysiąść. Boli, wiadomo, ale nie mam innego wyjścia. W końcu walczę o siebie. Czuję, że wiążąc z tym człowiekiem swoje życie, będę musiała iść przez nie sama. Bo na nim nie mogę polegać wcale.

Niby to wiem, ale wylewam morze łez.

Kilka miesięcy później poznaję miłego chłopaka. Takiego… Normalnego. Ale ja już wiem, że właśnie tej normalności szukam w związku. Że miłość to nie fajerwerki, bo nawet najpiękniejsze sztuczne ognie kiedyś się wypalą i zostanie po nich tylko pusta, ciemna noc.

Byliśmy na etapie luźnych spotkań, kiedy broniłam magisterkę. Przyjechał do mnie zaraz po pracy, żeby dowiedzieć się, jak poszło. Przywiózł ze sobą pięćdziesiąt róż. Wielkich, czerwonych róż, które niemal całkowicie go zasłaniały, gdy stanął z nimi w drzwiach. Pojedyncze płatki powoli już opadały, bo kwiaty kupował rano, przed pracą, a upał był wtedy niemożliwy.

Kupił je jeszcze przed moim egzaminem.
Kupił je, choć nie znał wyniku.
Wiedział, że mi się uda.

Dzisiaj jest moim mężem. Najlepszym mężem, jakiego mogłam sobie wymarzyć. Wspierającym, obecnym, odpowiedzialnym. Jest na dobre i na złe. Jest tak, jak być powinno.

DSC_0053_1

***

Czerwiec. Mam dwadzieścia osiem lat, rozpoczynają się właśnie kolejne wakacje, a ja znowu szukam pracy.
Jak co roku o tej porze.
Bo wiem, że pod koniec sierpnia moja umowa zostanie rozwiązana. Nauczycielka, którą zastępowałam, wraca z urlopu zdrowotnego, a dla mnie etatu nie ma. Chociaż miał być. Cały rok słyszałam, że jak wezmę wychowawstwo, to mnie zostawią na dłużej. Jak napiszę sprawozdanie z rady. Jak przygotuję te plany, których nikomu nie chce się robić. Przedstawienia zrobię. Do świetlicy zajdę. Siedzę więc po godzinach i liczę na cud.

W sumie pamiętam tylko ten pierwszy raz. To był Dzień Dziecka i jechałam z moją klasą na wycieczkę, kiedy zostałam wezwana do dyrekcji.
– Poczekajcie na mnie, po przerwie wrócę! – mówię do zebranych na korytarzu uczniów i wchodzę do gabinetu za ciężkimi, brązowymi drzwiami.
– Dzień dobry.
– Dzień dobry, proszę usiąść.
Na moment odrywa się od ekranu komputera i mierzy mnie wzrokiem – od góry do dołu – ale niczego jeszcze nie podejrzewam.
– Nie możemy pani przedłużyć umowy. Proszę szukać innej pracy.
W głowie mi dudni, ale wychodzę do uczniów – przecież na mnie czekają! – zabieram ich do autobusu, jedziemy. Cały dzień mija jak we śnie. Dopiero kiedy zostaję sama, ścina mnie z nóg. Siadam na krawężniku i tak sobie siedzę. Nie mam pojęcia, ile czasu mija. W końcu zaczynam płakać. Wyć właściwie, a obcy ludzie oglądają się za mną, ale nie bardzo to do mnie dociera. Bo straciłam pracę. Nie znaczę nic.

Potem? Potem już człowiek przywyka. Przecież wiem, że sytuacja jest beznadziejna. W szkołach zwalniają, a nie zatrudniają. Zachodzę w ciążę, rodzę dziecko i po raz kolejny nie mam do czego wracać po wakacjach. Więc zakładam bloga, bo przecież nic do stracenia…

Nareszcie czuję, że robię to, co kocham.

DSC_0069_1

DSC_0068_1

***

Początek roku. Mam wspaniałą rodzinę, bloga i jedno małe marzenie: dostać się do finałowej dziesiątki w konkursie Blog Roku. To ważny konkurs, w mojej branży najważniejszy, dzięki niemu mogłabym w końcu zacząć COŚ znaczyć. Taka tam trampolina do sukcesu.

Od początku konkursu jestem w pierwszej dziesiątce (a nawet trójce ;)), więc ogłoszenie wyników to czysta formalność. W południe odświeżam stronę. Nie ma. Odświeżam jeszcze raz. No nie ma! W ostatniej chwili spadłam na miejsce… Jedenaste!

Kiedy w końcu zaczynam wierzyć w to, co widzę, wpadam w histerię. Pewnie ją pamiętacie ;). Dla mnie przegrana oznacza tylko jedno: kolejny rok wytężonej pracy, żeby ktoś zwrócił na mnie uwagę. Żeby czytelników zdobyć i chociaż pojedyncze zlecenie dostać. To kolejne zarwane noce i… Coraz lepsza treść. Zabrałam się za Facebooka, który leżał i kwiczał, bo zrozumiałam, że bez Was jestem nikim.

Tak to teraz widzę. Gdyby nie przegrana, stanęłabym w miejscu. Znam takie blogi. Osiągnęły pułap, zaczęły dobrze zarabiać i… Nie muszą się już starać. Bo sukces oznacza stagnację, a porażka – rozwój.

DSC_0056_1

Dlatego, ej! Nigdy nie załamuj rąk! Nie układa się z facetem? Możesz mieć lepszego! Straciłaś pracę? W końcu masz okazję spróbować robić to, o czym marzysz!

Patrzę na moje życie wstecz. I widzę, że gdyby nie porażki, byłabym teraz zupełnie gdzie indziej. Tam, gdzie być bym nie chciała.

DSC_0064_1

Dodaj komentarz

15 komentarzy do "Porażka jest sukcesem"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
francuska_bombonierka
Gość

Zgadzam się! Gdyby mnie w pierwszej pracy we Francji nie zwyzywali od „Polki” (w ramach przekleństwa), pewnie nie poszłabym tutaj na drugie studia i nie dostała mojej wymarzonej pracy! :)

Żaneta
Gość

Sama prawda! I niestety w życiu nie ma lekko. No chyba, że ma się plecy… A jak ich nie ma to trzeba dawać z siebie 200% z nadzieją, że ktoś to zauważy ;) Pozdrawiam

Sonia
Gość

Fajny tekst :) Lubię czytać Twój blog bo nie jest tu tak „na maxa dzieciowo” a ja dzieci nie mam a i tak mnie ciekawisz (i o dzieciach owszem poczytam bo może kiedyś będę miała, to mi się przyda ;)). Życzę Ci jak najwięcej porażek, które przekujesz w sukces.

Dominika
Gość
Dominika
A ja mam taka glupia historyjke ppotwierdzajaca, ze nie ma tego zlego co na dobre by nie wyszlo. Niedziela. W koncu jest cieplo wiec fajnie byloby wypoczac nad woda ???? jedziemy nad jezioro ???? pakujemy corki i naszego najnowszego czlonka rodziny (pieska) do auta i jedziemy… Jestesmy na miejscu. Podchodzimy pod brame resortu a tam wielki znak Zakaz wprowadzania psow!! Zostaje 2 wyjscia. Wracamy do domu zostawic psinke i wygrzewamy sie nad jeziorkiem ???????????? ale zaraz zaraz… Szkoda troche tej naszej psiaczynki… Calymi dniami sama siedzi bo my w pracy dzieci w zlobku i przedszkolu to chociaz na weekend niech… Czytaj więcej »
Marzena
Gość
Marzena

Bardzo motywujący tekst :) Dzięki, tego mi było trzeba :)

Kuba Osiński
Gość

I tym wpisem zrobiłaś mi dzień… :)

Kasia Szreder, HaloMisiu
Gość

To dopiero motywacja :) Dziękuję :)

Matko Zabawko
Gość
Matko Zabawko

Bardzo motywujący tekst i dodający skrzydeł. Każda porażka kończy się sukcesem :)

karjola
Gość
karjola

Oblałam niemiecki na studiach. Ale to tak fest:zawalony rok, wtedy myślałam:rok do tyłu. Rozpacz, masakra, rodzice zawiedzeni. ALE: gdybym nie zawaliła roku, nie poznałabym Zu.Gdybym nie poznała Zu,nie dostałabym pracy w HD, gdybym nie dostała pracy w HD, nie poznałabym O., a gdybym nie poznała O.nie dostałabym pracy w mojej ukochanej szkole:)a uwielbiam moją pracę. nie ma tego złego…zawsze jest coś po coś:)

Nadine
Gość
Nadine

Czyli jak ja obleję niemiecki na studiach (też akurat mam i też będzie rok w plecy), to BYĆ MOŻE okaże się, że „tak właśnie miało być”, bo będzie to początek łańcucha przyczynowo – skutkowego, który doprowadzi mnie do czegoś więcej? ;)

karjola
Gość
karjola

Na pewno!:)chociaż teraz ci się tak nie wydaje. Jedynie czego nie rozumiem to czemu mnie to tyle kasy kosztowało! Ale widocznie wydałabym na głupoty;)Ale tak na serio: ten oblany rok naprawdę był dla mnie w końcu czymś dobrym. więc mam nadzieje,że w twoim również:)

Kasia
Gość

Fajnie, ze to napisalas :) czasem nawet nie chodzi o porażkę, bo trudno mówić o niej jezeli świetnie pracowalas, a mimo tego nie przedluzyli Ci umowy lub chłopak sie okazał nieodpowiedni. Czasem uklada sie w zyciu inaczej niż bysmy sobie wyobrażali, a potem okazuje sie, ze dokladanie tak musiało być, żebyśmy znaleźli swoje miejsce w zyciu.

Agnieszka
Gość

Moja dewiza jest chyba podobna: jeśli Pan Bóg zamyka przed Tobą drzwi, gdzieś indziej otwiera drugie… od kiedy w nią wierzę, porażki przestały mnie tak dołować i od razu planuję, jak przekuć je w sukces… podobną zasadę stosuję w kontaktach międzyludzkich – przestaję pasować do towarzystwa? nie ma co zmieniać się na siłę, pod kogoś, trzeba się rozejrzeć, na pewno gdzieś niedaleko jest ktoś, kto właśnie na mnie czeka…

Asia
Gość

Piękny, osobisty post. Publiczne szkoły to jest beznadzieja. Poza tym praca na etat nie jest dla wszystkich- np nie jest dla mnie. Sama sobie szefem- sto razy lepsze niż lizanie d.. kierownikowi. No i oczywiscie, można sobie kawę odliczyć od kosztów ;) A moze i obiad w restauracji :D

carameladwhite
Gość
carameladwhite

Dziękuję..