Life and the city

Pimp my house, czyli jak zrobiliśmy TO w kuchni?

23 lipca 2017

Ok, może kuchnia w moim domu nie jest sercem, bo jednak więcej czasu spędzam przed kompem niż nad garnkami ;), ale… I tak to właśnie ona jest najważniejsza! Wiesz, nietrafioną kanapę czy fotel całkiem łatwo sprzedać/oddać/wyrzucić, za to kuchnia – no, ona zostaje z nami na lata. A ponieważ wszyscy goście czy to na urodzinkach dziecka czy na parapetówce tylko dla dorosłych starym polskim zwyczajem ostatecznie gromadzą się w kuchni – to ona staje się wizytówką każdego domu. Tworzy klimat. Lub wręcz odwrotnie. Z tego powodu jest to jedyne pomieszczenie, którego nie chciałam projektować sama. Bo choć uwielbiam zabawy wnętrzarskie, tutaj zwyczajnie nie czułam się na siłach i wolałam zaufać fachowcom.

A o fachowcach to ja bym mogła epopeję całą napisać! Ale nie jakiegoś tam nudnawego „Pana Tadeusza” z przydługawą inwokacją, o nie! Książka nosiłaby znamienny tytuł: „Nie miała baba problemu, więc wymyśliła sobie budowę”, a wartka akcja pełna nieoczekiwanych zwrotów wydarzeń wciągnęłaby czytelników już od pierwszego zdania.

ZUPEŁNIE JAK U FRYZJERA

Ponieważ kuchnia jest dla mnie taka ważna, to o niej zaczęłam myśleć jako o pierwszej. Kiedy na budowie wbijano pierwszą łopatę, ja siedziałam w salonie kuchennym i… Czułam się zupełnie tak jak u fryzjera. Nie, nie taka zrelaksowana. Bo musisz wiedzieć, że do fryzjera to ja chodzić nienawidzę (co niestety pewnie widać ;))!

Przede wszystkim dlatego, że nie jestem specem od moich włosów. Tak, wiem, przeżyłam z nimi 33 lata, ale jednak – po to idę do fryzjera, żeby to on się nimi zajął, bo gdybym ja potrafiła, to bym nie szła. Tymczasem zazwyczaj jest tak, że sadzają mnie na fotelu i pada pierwsze znamienne pytanie: „Czego pani sobie życzy?”. Na co ja, że zmiany. Na co fryzjer: „To co? Podcinamy końcówki?”. Na co ja oczy do nieba i zastanawiam się, czy wypada jeszcze uciec? Ale że grzeczną dziewczynką jestem, to podpowiadam tylko, że myślałam raczej o większej metamorfozie, ale sama nie wiem, co do mnie pasuje. Może pan doradzi, w końcu od tego pan jest? Ok, drugą część zdania to już tylko w myślach mielę ;). I nieśmiało proszę, żeby to była taka fryzura, której nie trzeba długo układać, bo ja czasu nie mam, proszę pana. Na co on rozkłada ręce. Na co ja, że daję zielone światło: możemy ciąć do łysego albo farbować na rudo. Na co on prawie już mdleje od nadmiaru odpowiedzialności, więc bierze mnie litość taka, że proponuję w końcu: „Może bob klasyczny?”, bo jest to jedyna fryzura, którą – obok trwałej! – znam z nazwy. Mam nadzieję, że to otworzy nam pole do dalszej dyskusji, ale nie, fryzjer już sadza mnie na myjce, już chwyta za nożyczki i nagle w czasie suszenia zauważa: „Ale pani się przecież kręcą włosy!”. Wzdycham. No tak. Było widać jak przyszłam z ulicy! A on znowu te ręce załamuje, że taka fryzura, bob taki do kręconych włosów to KATASTROFA, bo prostować codziennie trzeba, a ja nie chciałam, w dodatku za dużo mam tych włosów, to wszystko moja wina, że on nie potrafi i że nie może.

Mniej więcej to samo spotkało mnie w pierwszym salonie kuchennym, do którego poszłam. Powiedziałam, że chcę mieć dużo blatu, bo teraz mam mało, więc dostałam projekt, gdzie blat się szybciej kończył niż zaczynał. Na tym wizja projektanta niestety się skończyła i musiałam sama wymyślić nowy projekt kuchni od A do Z. Projektant naniósł po prostu do programu to, co mu podpowiedziałam – szafka po szafce, nie dodając NIC od siebie, chociaż czekałam, liczyłam na poradę przynajmniej w kwestii kolorów, jak nie ergonomii.

Ten pierwszy projekt wyglądał tak:

Byłam załamana. Kosztował niemało, a to, co dostałam, to ja mogłam sobie sama na karteczce ołówkiem za dwa zeta naszkicować!

Szybko zakończyłam współpracę i na własną rękę szukałam pomysłu, co zrobić z tą kuchnią, jak ją podkręcić, żeby była bardziej moja, ale im więcej nocy spędziłam na Pintereście, tym mniej wiedziałam, czego tak naprawdę chcę, bo podobało mi się dosłownie wszystko i… Sama niestety nie potrafiłam tego przenieść na bezduszny projekt :(.

ZMIEŃ MOJĄ FRYZURĘ, ALE JEJ NIE ZMIENIAJ!

Mniej więcej w takich nastrojach trafiłam do salonu kuchennego Mebel RUST (sprawdzonego już przez moich rodziców, bo korzystają z kuchni Rust od wielu lat). Wiedziałam, że sama sobie nie pomogę i albo wybiorę najlepszy salon kuchenny ever (bo w innym wiecie, co mnie spotkało), albo zostanę z nijaką kuchnią po wsze czasy ok, przez najbliższe kilkanaście lat przynajmniej.

Usiadłam więc przed drugim projektantem przy kawce i tak oto mu powiedziałam:
– zostawiamy cegłę, bo ją kocham,
– przyłącza też zostawiamy, bo kier. bud. (czyli mój osobisty ojciec) mnie zatłucze, jeśli będę chciała coś teraz, na krótko przed przeprowadzką zmieniać,
– ciągnie mnie do stylu industrialnego, ale się boję,
– mamy aluminiowe okna i myślę, że pasowałyby tu jakieś elementy aluminium, ale nie mam pojęcia jakie i gdzie,
– lubię styl nowoczesny, ale ostatnio ciągnie mnie do przytulnej klasyki,
– teraz mam kuchnię lakierowaną na wysoki połysk i jest całkiem ok, ale chyba mi się nudzi,
– podobają mi się w kuchni szafki bez uchwytów, ale syn nie potrafią otworzyć lodówki i zmywarki,
– mam taki pomysł, żeby zrobić jakieś otwarte półki, ale w sumie to nie jestem pewna, bo boję się efektu retro,
– ja to bym chciała białą kuchnię z elementami drewna, a mąż koniecznie szarą…

Rozumiesz? Taki klient to pewnie koszmar każdego projektanta, bo mówi dużo, ale nic z tego nie wynika i ogólnie zachowałam się tak, jakbym poszła do fryzjera i powiedziała: zmień moją fryzurę, ale jej nie zmieniaj, bo marzę o długich włosach, ale krótkich :).

Jednak pan, z którym rozmawiałam, zachował się bardzo profesjonalnie: nie tylko nie chwycił się za głowę, ale jeszcze spokojnie wszystko sobie zanotował i po kilku dniach odezwał się z – UWAGA! – projektem, który ściął mnie z nóg:

kostecka_1_1_2_1

proj. Mebel Rust, Jerzy Mołoń

Drży mi głos, gdy o nim mówię (dziewczyny z InstaStory miały okazję to usłyszeć!), drżą mi ręce nawet teraz, kiedy o tym piszę. Po prostu nie wierzę, że AŻ TAK można słuchać klienta i spełnić jego wszystkie, nawet niewypowiedziane marzenia!

I chociaż baaardzo długo siedziałam, żeby coś w tym projekcie poprawić, bo nie jestem przecież taka, że nie mam własnego zdania, to tutaj naprawdę nie mam się absolutnie do czego przyczepić. Co więcej! Ja już widzę, jak na aluminiowej (tak, jest aluminium, o którym nieśmiało wspomniałam!!!) obudowie okapu stawiam pierwsze doniczki z ziołami.

kostecka_1_1_5_1

proj. Mebel Rust, Jerzy Mołoń

Nawet ten niebieski kolor frontów – choć ja nie jestem za kolorami w stałej zabudowie – jest absolutnie genialny, niespotykany i jakby tworzony specjalnie dla mnie. Musi zostać, no!

kostecka_1_1_1_1

kostecka_1_1_4_1

proj. Mebel Rust, Jerzy Mołoń

Na drugiej wizycie przemalowywaliśmy w programie graficznym wyspę na biało i szybko okazało się, że jeśli cokolwiek w tym projekcie zmodyfikuję – kuchnia tylko straci swój niepowtarzalny klimat, bo jest przemyślana dosłownie w każdym calu i nic tutaj nie jest przypadkowe.

Na moment tylko zmartwiłam się, że mało będzie szuflad, za to dużo niewygodnych szafek, ale pan projektant szybko mnie uspokoił, że wewnątrz tych szafek są właśnie szuflady, co więcej! Pomyślał nawet o specjalnej płytszej szufladzie na filiżanki zaraz pod kawiarką :).

Zmienię więc jedynie kolor tej szarej ściany na wprost na coś ciut jaśniejszego. Do tego biały kamienny blat z delikatnymi żyłkami (takimi, jakie mamy na parapetach) i biały albo stalowy zlewozmywak.

kostecka_1_1_3_1

proj. Mebel Rust, Jerzy Mołoń

Kuchnia pojawi się u nas dopiero we wrześniu, ale jestem o nią spokojna ;). Najbardziej cieszy mnie to, że będę miała kuchnię nie tylko piękną, ale przede wszystkim niepowtarzalną. Taką zupełnie inną niż wszystkie, jakie dotychczas widziałam! Po prostu uszytą dla mojej rodziny na miarę.

A ty – co o niej myślisz?


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • Olka

    Taka kuchnia to moje marzenie nawet nie wiesz jak ci zazdroszcze!

  • mała mi

    Wow ta kuchnia jest fajoska!

  • Magda Czosnyka

    Nie dziwię się, że tak ci się podoba. W porównaniu z pierwszym projektem niebo a ziemia :)

  • Kasica

    Już Ci pisałam na instastory, że kuchnia jest boska! Bardzo mi się podoba.

  • Projekt przepiękny ?? Na takie połączenia chyba nigdy bym nie wpadła, projektant ma wspaniałą wyobraźnię. Ale odradzam biały zlewozmywak, mam u siebie… drugi raz bym go nie zamontowała. Jeden argument, kosmicznie ciężki w utrzymaniu, niezwykle szybko się odbarwia :(

    • A z czego masz zlewozmywak? I co go odbarwia?
      Tak naprawdę stalowego też się boję, bo: zacieki i szybko będzie porysowany, a biały to takie moje marzenie (teraz mam ciemny kamienny i też mega się brudzi, zwłaszcza od kamienia).

      • Zlew mam biały kamienny, odbarwia go np. pokrywka od garnka, którą włożę do zlewu na 10 minut. Kiedyś robiłam dżemy jagodowe, nie chcesz wiedzieć ile się namęczyłam, aby doczyścić zlew, więcej takich przetworów nie zrobiłam ;) Mój mąż ostatnio bób gotował odcedził na sitku i postawił na zlewie, zrobiła się taka plama, że niczym nie mogę jej doczyścić :( Biały to i moje marzenie, ale niestety zupełnie niepraktyczny chyba bardziej niż stalowy. Moja koleżanka ma kamienny w kolorze beżowym i nic na nim nie widać, może nie jest ładny, ale zdecydowanie prostszy w utrzymaniu. Ja kolejny brałabym jednak chyba stalowy, dwa kamienie już mi wystarczą ;) Powodzenia!

        • A to wiem, jeśli kamienny to tylko beżowy :). Absolutnie najpraktyczniejszy, ale nie wygląda ładnie.

          Co do białego, to ja chciałam ceramiczny :)

          • To jeżeli ten zlew się u Ciebie sprawdzi, to ja już widzę „zadowoloną” minę męża, kiedy będę go chciała u siebie ;)

  • Małgorzata Kurszewska

    Już nie mogę doczekać się efektu końcowego. Projekt jest obłędny ?

  • Projekt ciekawy, mam nadzieje że realizacja przebiegnie bezproblemowo. Nie widzę dokładnie czy niebieskie fronty maja elementy sztukaterii czy są po prostu ramiakowo płycinowe? Wiadomo, że funkcjonalnie to bez różnicy ;)

    Jaka jest odległość między piekarnikiem w wysokiej zabudowie, a ściana do niej prostopadła? Przemierzcie sobie czy wygodnie będzie się z niego korzystać.

    Jeżeli chodzi zaś o biały zlew to nie taki diabeł straszny jak go malują. Owszem brudzi się, odbarwia nie będę czarować, bo po co? ;) wszystko zależy czy na przedmioty dmuchacie czy traktujecie raczej po macoszemu? Bo ja nie bawię się w żadne cytryny- chyba ze mi zostają z lemoniady ?-tabletka do zmywarki i wrzątek i wyglada jak nowy. Podobno proszek do prania tez daje radę.

    Elementy industrialne fajnie się komponują, ale chyba wszystkie będą na zamówienie – Wiec i cena pewnie konkretna. Hokery w tym stylu powoli pojawiają się na naszym rynku,Wiec jest nadzieja. Opcjonalnie fajne stołki ma teraz ikea, ofc nazwy nie pamietam ;) sama rozważałam, ale jednak dla nas hoker z oparciem to hoker z oparciem.

    • Piekarnik od ściany jest odstawiony jakieś 10 cm. Teraz mamy mniej (jakieś 7) i jest ok (chociaż wiadomo – ścianę przy piekarniku muszę czyścić częściej niż inne ;)).

      Co do hokerów, to nie wiem czy konkretnie takie, czy jednak pójdę w stronę czegoś industrialnego. Lub tak jak piszesz – najwygodniej byłoby z oparciem, bo tak naprawdę to miejsce przygotowane dla dzieci :)

  • Cudowna! Nowa kuchnia to moje marzenie <3

  • Jestem zachwycona projektem. Bardzo oryginalny i odważny, ale na pewno będzie pięknie <3

  • Monika Flok

    Wow ale cudna”faktycznie inna niz wszystkie.Wlasnie jestem po zrobieniu naszej i zaluje ze dopiero tetaz ten wpis jest?

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Czy oni robią tylko kuchnie? Projekt od a do z z realizacją?
    Projekt bardzo mi się podoba. Ja byłabym chyba jeszcze gorszym klientem, bo mam małą przestrzeń i chcę na niej upchnąć maksymalnie dużo, a jeszcze musi się łączyć z salonem, na który nie mam pomysłu, a właściwie mam ich zbyt dużo na raz ;)

  • Olga

    Fajna kuchnia, choć blatów masz chyba mniej niż w pierwszym (swoją drogą ohydnym) projekcie :)