Life and the city

Pieniądze to nie wszystko, bo szczęście jest gdzie indziej

24 września 2015

unsplash-bonus

Południe, jedna z najpopularniejszych kawiarni w mieście. Co ja piszę! W tej części Polski. Albo i w całym kraju? Na ile popularna jest u was sieć Sowa? Bo u nas tak bardzo, że najwidoczniej nie muszą już dbać o każdego klienta.

Mocno spóźniona kelnerka przynosi moje zamówienie. A raczej coś, co miało być moim zamówieniem, ale na pewno nim nie jest.
– Przepraszam, nie zamawiałam herbaty mrożonej! – mówię na widok wielkiej, oszronionej szklanki, którą chce przede mną postawić.
– Yyy… Jak to? – kelnerka w popłochu zerka na rachunek.
– Mam chore gardło – wskazuję szalik owinięty wokół szyi – prosiłam o CIEPŁĄ herbatę z cytryną.
– Dobrze, sprawdzę, co da się zrobić.

Podniosłam brew do góry. Sprawdzi, co da się zrobić? A czegoś się nie da?
Wzruszyłam jednak ramionami i nalałam soczek do szklanki syna, niczego jeszcze nie podejrzewając. Niespodziewanie jak chmura burzowa pojawiła się nad moją głową pani, która przyjmowała zamówienie. W ręce trzymała herbatę. Mrożoną oczywiście.

– Zamawiała pani herbatę Lemon Fresh! – wypaliła.
– Tak – odparłam spokojnie.
– Yyyy… To znaczy… – zerknęła na rachunek, który wyjęła z kieszeni brązowego fartuszka – Zamawiała pani herbatę Bitter Lemon!
– Nie.
– Tak!
– Słucham? – moje oczy musiały przypominać spodki od filiżanki. Tej samej, której mi nie przyniosła. Z moją herbatką. Ciepłą. Chlip.
Jednak najlepsze było dopiero przede mną.
– I teraz pani tę herbatę wypije! – nie wierzyłam własnym uszom.
No ładnie. Baba nie zna menu, pomyliła podobne do siebie nazwy, a teraz ja mam przez to cierpieć?
– Nie wypiję mrożonej herbaty. To nie jest z mojej strony złośliwość! Po prostu nie mogę, bo mam chore gardło. Proszę mi przynieść ciepłą. Z cytryną. Tę, którą zamawiałam.
– Nie przyniosę pani nowej herbaty!!! – zaczęła na mnie krzyczeć – Nie mogę!!! Bo stracimy dwadzieścia złotych!
– Dwadzieścia złotych? – powtórzyłam za nią trochę bez sensu. Po pierwsze dlatego, że zupełnie nie takiego finału się spodziewałam, a po drugie: nie mogłam pojąć, jakie u diaska dwadzieścia złotych? Przecież za jedną z herbat już zapłaciłam! Dokładnie dychę, a ciepła nie mogła kosztować więcej niż pięć?

Mogłam stanowczo poprosić o moje zamówienie.
Mogłam.
Lub o zwrot kasy.
Też.
Ostatecznie o rozmowę z kierownikiem.

Zamiast tego wstałam i wyszłam.

DSC_1840

DLACZEGO?

Bo jestem ciepłą kluską, która nie potrafi walczyć o swoje? To też ;).
Ale przede wszystkim dlatego, że żadna kasa: pięć, dwadzieścia czy nawet tysiąc złotych nie jest warta tego, żeby szczekać na drugiego człowieka.

Ja wiem, ja wiem. Nie ma lekko. Być może ona pracuje na te pięć zeta pół godziny w pocie czoła, przyjmując za elegancką ladą zamówienia, których nie jest w stanie zapamiętać.

No ale bez przesady!

PIENIĄDZE SĄ ALBO ICH NIE MA

Z przerażeniem patrzę na ludzi, którzy o tę głupią złotówkę są się w stanie zabić. Dla kasy zrobić wszystko i… Jeszcze więcej. Oszukać, okłamać, okraść.

– Muszę zapłacić podatek – mówię zmartwiona do mojego brata.
– To zapłać – wzrusza ramionami.
– Ale nie dostałam jeszcze tej kasy od firmy! Spłuczę się do zera.
– Życie! – kwituje swoim zwyczajem – Zapamiętaj: pieniądze raz są, a raz ich nie ma. Nie warto się do nich przywiązywać.

I uzależniać od nich poziomu swojego szczęścia.
Ale przede wszystkim nie warto robić wszystkich tych rzeczy, przez które człowiek sam przed sobą musi potem udawać, że nic wielkiego się nie stało, żeby w spokoju spojrzeć w lustro.

  • Brak pieniędzy rodzi frustrację. Frustracja przekłada się na warczenie. Masz rację nie warto, ale tutaj chodzi o prace nad sobą. To trudniejsze, niż zarabianie ;)

  • „Zapamiętaj: pieniądze raz są, a raz ich nie ma. Nie warto się do nich przywiązywać. I uzależniać od nich poziomu swojego szczęścia.” dokładnie tak.

  • Aga

    Ja też nie potrafiłam walczyć o swoje, aż do momentu w którym chciano ubić konkretny interes moim kosztem. Na szczęście mój chłopak postawił mnie do pionu. Od tej pory nie straszne mi zwrócenie uwagi Pani przy kasie, że źle nabiła rachunek (tak, kiedyś wolałam to przemilczeć, nawet kiedy nadwyżka do zapłaty była całkiem spora), czy upomnienie się o rozwiązanie ważnej dla mnie sprawy w dziekanacie. I wcale nie chodzi tu o pieniądze, bo one faktycznie nie mają większego znaczenia.Chodzi raczej o zasady – skoro oczekuje się ode mnie takiej, a nie innej postawy, to ja takiej samej oczekuję od nich, bo to w końcu ich praca. W życiu wszyscy jesteśmy równi, bez względu na to jak bardzo wypchany jest nasz portfel. Dlatego należy się szanować, nawet w takiej pozornie głupiej sytuacji w kawiarni. I walczyć o swoje! Pozdrawiam serdecznie! :)

  • asik

    A dlaczego nie wystawilas faktury proformy! !?

  • Zgadzam sie każdy pracuje i ma prace cięzką, niezaleznie co robi. każda praca jest cięzka, bo jest pracą. Ale do jasnej ciasnej swoją prace sie wykonuje dobrze, przeciez się dostaje za nią pieniądze. Nie jest wazne jakie. Płacą, to robisz dobrze. Robisz źle, to cierp na swoje własne życzenie. Nie wazne, że pai miała zły dzień. jest w pracy. Ja tez mam zły dzień, ale jak jestem w pracy, to nikogo prócz mnie nie obchodzi. I ja bym zażądała zwrotu kasy, bo to były pieniądze, na które ja tak samo cięzko pracowałam, jak ta kelnerka. Dlaczego przez czyjeś gapiostwo/ zły dzień/ okres/ brak seksu/ cokolwiek mam je stracić? I też mam prace fizyczną i za swoje błędy odpowiadam. Ta pani powinna tak samo.

    • Tylko że ona się upierała, że zamawiałam herbatę mrożoną – mogłyśmy się tak spierać jeszcze kilka dni ;).

      • domyśliłam się. Sytuacja patowa, można się spierać i robić widowisko cały dzień. Strasznie denerwuje mnie, gdy ktoś nie szanuje cudzej pracy i jednocześnie życzy sobie, by inni szanowali jego pracę. ta pani nie szanowała Twojej pracy.

  • Katarzyna Nowak

    „Zapamiętaj: pieniądze raz są, a raz ich nie ma. Nie warto się do nich przywiązywać. I uzależniać od nich poziomu swojego szczęścia.” – dzięki za tę notkę, trochę łatwiej przełknąć mi łzy kiedy z konta znika ok. 2550 zł (ach, kilka wizyt u Dentysty: leczenie kanałowe + zabieg chirurgiczny) ;-)
    Ale jeśli chodzi o zwracanie uwagi czy walczenie o swoje to … nie odpuszczam! Robię to spokojnie i uprzejmie (żadnego Duńczyka nie pobiję), ale mam misję ‚wychowywania’ ludzi, zwłaszcza jeśli chodzi o wpychanie się do kolejki do kasy :P

  • caramel and white

    Eno..ale mowa -przede wszystkim chyba- o podejściu do klienta… nie wytrzymałabym…i nie mówię o byciu kłótliwą babą…to zakrawało na etap misek z łańcuchami…a ten już dawno za nami… Rany, co za miejsce..brr…

    • Dokładnie! Dokładnie tak sie poczułam :/.

      • KasiA

        A to dopiero strategia dla dobra klienta :D

  • Pieniadzjestkobieta

    Nie ładnie ….zachowanie z ich strony swiadczy o poziomie, obsługa kuleje najwyraźniej na dużym poziomie. Niektórzy czasami robią coś jak za karę, a potem się dziwią, że nie zarabiają więcej, że nie mogą dostać lepszej propozycji pracy itd. Nawet gdyby ta Pani miała rację, w końcu klienci też są bardzo różni, powinna zaproponować jakieś rozwiązanie i to w kulturalny sposób. Widocznie nie znaja standardów obsługi klienta, które powinny płynąc z góry. Dziwne w tych czasach :)

  • ehh no tak… mądre to nasze polskie porzekadło, ale prawda leży gdzieś po środku.. pieniądze szczęścia nie dają..ale już ten wewnętrzny spokój daje szczęście, a jego nie osiągniemy, jeśli np lodówka będzie świeciła pustkami a dziecko poprosi choćby o jogurcik.. niestety..

  • A ja nie chodzę do takich miejsc. Dlatego, że oszczędzam. Może i lepiej? Wydając pieniądze płacimy innym swoim czasem, który poświęciliśmy na ich zarobienie. Więcej zaskórniaków to dla mnie mniejszy stres o budżet firmy, herbata jest pyszna w domu. Często ludzie zaskakują mnie swoją frustracją, np. mailowo, gdy jestem dla nich klientem. Na ogół są to panie odpowiedzialne za sprawy administracyjne, którym wydaje się, że leżę i pachnę, czasem napiszę jakiś tekst, a interes się kręci. Strasznie je ta podkoloryzowana wizja wkurza. A mi się obrywa ;)

  • Muminek

    Ja miałam zawsze słabość do tego miejsca i chodziłam do nich często mimo, ze nie jest to najtańsza kawiarnia/cukiernia. Ale po tym co napisałaś stwierdzam, ze chodzić już nie będę. Wiem, ze nic to nie zmieni w ich słupkach sprzedaży, ale to będzie mój mały prywatny protest. I najbardziej chyba mnie wkurzyła ta obsługa klienta, która Ci odpisała. Jest to dla mnie nie do pomyślenia! I wcale nie mam się za niewiadomo kogo, ale jedyne czego nie mogę podarować to brak szacunku i robienia z ludzi idiotów. A jeszcze tak sobie psuć opinie dla herbaty, której nie ma się co oszukiwać, koszt wynosi ok kilkudziesięciu groszy.
    Pozdrawiam !

  • Katsumori Luna

    Nigdy sie nie spotkałam z takiego typu obsługa w Sowie. Pracownice są bardzo miłe :) wiem że praca w Sowie nie należy do łatwych i wnioskuje zachowanie kelnerki tym że po prostu ona zostałaby w tym mmncie zmuszona do zapłacenia za tę herbatę, a nie firma ;) jest to przykre z jednej strony ponieważ wg mnie każdy może się pomylić, ale jak widać nie w tej firmie ;)

    • Wiesz co, tez tak myślałam, dopóki nie dostałam odpowiedzi mailowej od kierownictwa. Wynika z niej jednoznacznie, ze taka jest polityka firmy (przynajmniej w Poznaniu), a biedna pracownica po prostu wykonywała polecenia kierownictwa („Idź i załatw tak, zebysmy nie musieli robić drugiej herbaty”).

  • Teresa

    Hmmm… zdziwił mnie pani wpis, a śledzę tego bloga już od dawna. Bardzo często wraz z moimi dziećmi odwiedzamy Cukiernie Sowe i jak do tej pory nie spotkała mnie tam żadna nieprzyjemna sytuacja. Ostatnio wpadłam w ostatniej chwili po Dakłasa (którego uwielbiam;) )i spotkałam się z bardzo dużą cierpliwością pani kasjerki, która próbowała wytłumaczyć pewnemu panu, że za 2 minuty zamykają kawiarnie i nie może zaoferować mu kawy na miejscu. Mimo grzeczności i tłumaczeń została zbluzgana z błotem.. Czasami nie warto bić się o małe rzeczy :) ja na pewno do Sowy jeszcze zawitam.