Mum and the city

Obecność ojca przy porodzie? Obowiązkowa!

20 stycznia 2016

DSC_4852

Podobno mężczyźni są w tych kwestiach bardzo wrażliwi. Mdli ich zaraz po przekroczeniu progu szpitala; bledną, kiedy pielęgniarka wyciąga strzykawkę; a na widok krwi potrafią nawet zemdleć. Wierzę, bo jak idę z brzuchem na morfologię, najczęściej muszę stać nad półleżącymi na krześle facetami, którym słabo nie tylko w czasie pobrania lub zaraz po, ale również na samą myśl o spotkaniu z igłą. Słyszałam, że z tego powodu lepiej ich nie zabierać na porodówkę, bo kobieta ma wtedy na głowie dwójkę dzieci: to, które próbuje się wydostać na świat i swojego partnera. Jednak… Szczerze? Nie bardzo mnie to obchodzi!

Ja też jestem wrażliwa. Jeżeli kiedykolwiek czytałyście starodawne romanse o tych słabowitych kobietkach, które cierpią na nawracające migreny i anemie, narzekają na globus – cokolwiek to jest! – i noszą przy sobie sole trzeźwiące, bo mdleją od byle podmuchu wiatru – to trochę tak, jakbyście czytały o mnie.

JEDNAK MNIE NIKT NIE PYTAŁ, CZY SOBIE PORADZĘ W CZASIE PORODU

Chcę mieć dziecko? To znaczy, że muszę dać radę!

No właśnie. A facet to już nie musi? Mam go prosić? Uważać na jego słabą psychę? Niczego nie sugerować, do niczego broń Boże nie zmuszać? Dać wolny wybór i uszanować, nawet jeśli miałby się ode mnie odwrócić na pięcie?
Bo???

Jest słabszą płcią? Zapytaj którego, to ci powie ;).
To sprawa tylko kobiety? Tak samo jak opieka nad dzieckiem, gotowanie i sprzątanie? Całe szczęście żyjemy już w innych czasach.
Nie jest rodzicem tak samo jak matka? Dobre sobie.
Jego obecność na porodówce jest zbędna? Każda, która leżała tam kilka godzin wie, że nie masz jak wsparcie bliskiej osoby w tych najtrudniejszych chwilach. Kogoś, kto otrze pot, poda wodę, potrzyma za rękę, a w kluczowym momencie zadba o to, żeby położna za bardzo się nie wydzierała lub – żeby w ogóle raczyła na rozwiązanie przyjść.
I argument najczęstszy, choć najgłupszy: bo potem może mieć obrzydzenie do swojej partnerki. Ja za to miałam pretensje do męża, że przez niego to wszystko. Szybko jednak o tym zapomniałam, czy też – wydoroślałam. Bo to argument niedojrzałych dupków jest.

W końcu daliśmy sobie najpiękniejszy prezent na świecie – dziecko. Dzisiaj już tylko to się liczy.

JEST JEDEN NAJWAŻNIEJSZY POWÓD, DLA KTÓREGO ABSOLUTNIE KAŻDY FACET POWINIEN PRZEŻYĆ PORÓD

I nie, nie jest nim chęć zemsty ;), a… Szacunek.
Tylko tyle i aż tyle.

Szacunek do swojej kobiety. Do matki, która wiele zniosła, żeby on mógł żyć. Do każdej pojedynczej babki na ulicy. Bo kurka, no! Dzielne jesteśmy niesamowicie! Silne jak stu chłopów zebranych razem nigdy nie będzie. Wspaniałe, nieważne, czy poród naturalny czy cesarka. Kaman! Oni umierają, kiedy na termometrze widzą trzydzieści siedem stopni!

PORÓD JEST BARDZO CIĘŻKI, ALE…

Moja kuzynka powiedziała kiedyś: ciąża nie jest fajna, ale da się przeżyć. Poród? Poród jest bardzo ciężki, ale… Da się przeżyć. Największy hard core zaczyna się potem. Największym hard corem jest… Wychowanie!

Jeżeli faceta przerasta to, co może zobaczyć w czasie porodu, jak zniesie całą resztę, która nastąpi później?

DSC_4854

Dodaj komentarz

41 komentarzy do "Obecność ojca przy porodzie? Obowiązkowa!"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
salus salus
Gość
salus salus

Przy 1 porodzie Tomek był przy mnie.. 12 godzin później przewiezienie na cesarka. . Tam go nie wypuścili.. był obecny.. potrzebny! Jestem mu wdzięczna za to…

Magda Zemła
Gość
Magda Zemła

Dzieki Bogu, moj maz byl razem ze mna przy porodzie. On mnie dopingowal i ciagle przypominal : oddychaj brzuchem, oddychaj brzuchem! Podal wode i ocieral pot z czola i dopingowal, gdy mowilam, ze juz nie dam rady. Tez mdleje na widok struzki krwi, ale byl bardzo dzielny.

joana
Gość

Świetny tekst. Mamy z mężem identyczne podejście. Daliśmy rade dwa razy, pomimo tego że on przy pobieraniu krwi zawsze mdleje :) dla nas naturalnym były porody rodzinne. . Niestety spotkałam setki kobiet które muszą znieść to wszystko same. . A potem „w nagrodę ” dostaną jakieś wisior od jubilera albo jakiegoś badyla. . Żal.

Sandra
Gość
Sandra

ze mna był moj narzeczony i nie wyobrażam sobie żeby go nie było, położna sobie poszła na godzinę i siedziałam sama a raczej lezałam, gdyby nie on to czułabym sie jeszcze bardziej zestresowana, sami oby ludzie dookoła którzy maja Cię gdzieś, bo taka prawda :) partner przy porodzie musi być! chociażby po to żeby kopnąc lekarza w dupę zeby podał znieczulenie lub zabrał na cesarkę jeżeli porod niemiłosierne sie przedłuża.

Aga
Gość

Mój mąż był ze mną od początku, nie wyobrażam sobie porodu bez niego. Nie było opcji, ze miałabym tam leżeć tyle godzin sama. Nawet pępowinę przeciął, a ponoć należał do tych typów, co na krew patrzeć nie mogli. Wszystko siedzi w naszej głowie, kreujemy mylne wyobrażenia.

Kasia A.
Gość
Kasia A.

Świetnie napisałaś!!! :) zgadzam się w 100% :)

Kasia A.
Gość
Kasia A.

ps. tez jakos nie bardzo rozumiem argument, ze faceta przeraza co moze zobaczyc. a nas to moze nie przeraza? jezeli facet tak by mi powiedzial, to chyba nie po drodze mi z nim. moze sie wypowie jakas kobieta, co rodzila bez meza/partnera?

Magda Dwa Plus Dwa
Gość

Ha, ale my tego nie widzimy, tylko czujemy ;) A dociekliwy facet może zobaczyć ;)

Kasia A.
Gość
Kasia A.

to jak jest dociekliwy, to na własną odpowiedzialność :) moj przy obu porodach byl ‚od strony glowy’ i niczego poza nieco oblepionym dzieckiem nie widzial :)

Olga
Gość

Mąż był przy mnie jak rodziłam i myśl, że mogłoby go tam nie być jest straszna… Przecież położnej nie ma z nami przez cały czas… miałabym leżeć sama i umierać ze stresu… plus pewnie bym się udusiła bo to mąż mi przypominał, że jest coś takiego jak oddychanie :) I to od męża dowiedziałam się, że po Dolarganie przysypiałam między skurczami :D Nic z tego nie pamiętam :)

Magda Dwa Plus Dwa
Gość
Dla mnie to, że mąż będzie przy porodzie było oczywiste, dla niego za pierwszym razem też. Problem zaczął się, gdy założyłam, że przy drugim porodzie również oczywiście będzie. I tu spotkałam się z oporem, że może sam powinien zdecydować, czy chce, bo może nie chce, a jak go przycisnęłam, to wyszło, że jednak po pierwszym miał lekki uraz psychiczny i boi się powtórki ;) Ale i tak mnie to dotknęło, bo myśl, że mogłabym być tam sama zdana na łaskę położnej i lekarza, bez wsparcia i kogoś kto w razie czego zadziała, była straszna. Koniec końców stanęło na tym, że… Czytaj więcej »
Oskabook
Gość

Świetnie napisane, jak zawsze masz rację! A tak trochę odbiegając od tematu posta- świetny blog! Uwielbiam Cię czytać, ostatnio urządziłam sobie maraton całego archiwum- świetna lekturka ;)

pestki
Gość
pestki

To tak jak ostatnio pisałam mojemu zaczyna się robić słabo jak mowię o porodzie który niebawem ale chyba nawet sam sobie nie wyobraża, że mogłoby go tam nie być, szczególnie, że już wie jaki to wysiłek dla kobiety. Po prostu nie zostawiłby mnie samej w tak ciężkiej chwili. I mimo, że na codzień nie leżę i nie liczę, że zrobi w domu sam wszystko, to na obecność na porodówce wiem, że mogę liczyć w 100%. ??

Okiem Mamy
Gość

Nie wyobrażasz sobie, abym mogła zostać sama podczas porodu.

Matko Zabawko
Gość

Mam takie samo podejście! Facet musi być przy porodzie. Karol był ze mną przy wywoływaniu porodu, spał na podłodze i trzymał za rękę przy próbach rodzenia.
Niestety później przewieźli mnie na sale operacyjną – tam go nie było, była taka opcja ale płatna, a my nie przewidzieliśmy pieniędzy na ten cel.

Natalia
Gość
Natalia

Moj Mąz byl przy mnie i do dzisiaj wspominamy te chwile jako najbardziej magiczną, najszczesliwszą w calym naszym dotychczasowym życiu! Buziaki

Kuba Osiński
Gość

Byłem przy obu porodach. Słabo robi mi się na widok igieł, a nie krwi i innych przyrządów. Przy pierwszym porodzie nogi ugięły mi się na widok nożyc zaciśniętych na pępowinie. Przy drugim byłem twardszy. Nie wyobrażam sobie, żeby mnie przy żonie nie było. Wierzę w to, że jej pomogłem. A szacunek i podziw jaki dla niej mam urósł do poziomu niewyobrażalnego. Zawsze ją podziwiałem, ale po porodach wiem, że jest najtwardszą osobą jaką znam.

Tylko dla Mam.pl
Gość

O Jezu, jak pięknie to ujęłaś :) prosto i dosadnie. Oczwiście, że to ich obowiązek, ale chyba przede wszystkim przywilej. Tylko głupiec nie skorzysta z takiego przywileju.

Natalia Hoffmann
Gość
Natalia Hoffmann

Oczywiście że obowiązkowa , nasze dziecko to i niech rodzi ze mną . A tak szczerze to mój mąż był trochę nie zdecydowany w tej kwestii czasem chciał czasem nie a na końcu jak przyszedł poród to pierwszy leciał na salę porodowa i dziękuję mu za to chociaż mój poród trwał niecałe 2 h . I obiecał że przy drugim też będzie.

asik
Gość

jak czytam twoje posty to mi się odechciewa być w ciąży i być matką, strasznie zniechęcasz

Monika Mo Dawidowicz
Gość

Asik, jeśli Cię to zniechęca to znaczy, że nie jesteś gotowa aby zostać matką. Ale spoko, kiedyś do tego dorośniesz. Może.

Averre
Gość
Averre

Zgadzam się w zupełności z takim podejściem. Mężczyzna powinien wspierać kobietę w takiej chwili. Poza tym uważam, że obecność partnera przy porodzie zbliża. Bo niby w jaki inny sposób partner może wiedzieć przez co przechodziła jego ukochana? Narodziny dziecka to sprawa ważna zarówno dla matki, jak i ojca. Ale najważniejsze jest chyba poczucie odpowiedzialności za to, do czego się przyczyniło… Mężczyzna, który będzie wspierał przy porodzie, później będzie czuł większą odpowiedzialność za to, co dzieje się z jego rodziną.

Chichotki Trzpiotki
Gość

Racja! Ciąża i poród to takie przedbiegi. Jak facet kocha, to zwyczajnie chce być z tą swoją kobietą i dzieciątkiem w tak ważnej chwili, chce ulżyć w bólu, podtrzymać na duchu. Poza tym moim zdaniem, to zwyczajnie praktyczne. Facet może dopilnować wszystkiego, jak kobieta zwija się z bólu. Życie jest życiem, czasami trzeba opierdzielić leniwą położną, kontrolować sytuację, mieć łeb na karku w tak ważnej chwili. A kobieta, dziwnym trafem ;), w takiej sytuacji nie ma do tego głowy. :D

Monika Mo Dawidowicz
Gość

Ze mną przy porodzie był ojciec mojego dziecka i myślę, że to jedno z niewielu fajnych wspomnień, które zabiorę o nim do grobu :)

Marta
Gość

Świetny wpis ;) ja czekam na poród, niestety czeka mnie cc, a cicho chciałam by przy porodzie naturalnym był ze mną i właśnie nabrał tego.. Szacunku (co nie znaczy że go nie ma ale wszystkie wiemy o co chodzi). moim zdaniem wszyscy mężowie powinni być przy kobietach w tych momentach. i zawsze jak ktoś będzie argumentował inaczej będę podawać argumenty z tego wpisu :) bo Jeżeli faceta przerasta to, co może zobaczyć w czasie porodu, jak zniesie całą resztę, która nastąpi później?”

majniaki
Gość

Dobry tekst! Mój niestety ani na pierwszy ani na drugi nie zdążył (drugi trwał 45 minut) haha :) Chociaż bardzo chciałam, żeby był, to kilka minut się spóźnił. Takie uroki rodzenia w innym mieście. Na szczęście byłam w świetnym szpitalu i była rewelacyjna opieka począwszy od położnych, lekarzy, skończywszy na salowych. Ale masz ładny brzunio już! :)

A tak poza tym to faceci też mogą dostać bóli krzyżowych, więc tak jakby na prawdę ten poród przeżywali. Moja ciocia (pielęgniarka) opowiadała mi kiedyś jak rodziła żona ginekologa i ten tak się w ten poród zaangażował, że musieli go znieczulać :D

Zdrówka kochani!

Monia
Gość

Absolutnie facet MUSI być przy porodzie. Dobrze, że dla mojego męża to zawsze była oczywista oczywistość :D

magdalena g
Gość
magdalena g
Rozmawiałam z kilkoma koleżankami i wiem że jeśli facet nie będzie przy porodzie to najczęściej nie potrafi nas docenić tak bardzo jak na to zasługujemy, dlatego że oni nie zdają sobie sprawy z tego jak wygląda poród (w filmach przecież to 15min krzyku z dużą dawką humoru). Mój facet był ze mną i wielokrotnie powtarzał że nie miał pojęcia że to TAK będzie wyglądać. Niestety nie wiedział co robić, żałuję że wcześniej nie ustaliliśmy tego do czego może się przydać, masowanie pleców czy coś żeby czuł się bardziej potrzebny. Co innego jak kobieta ma znieczulenie (poród bajka), ja miałam 1cm… Czytaj więcej »
magdalena g
Gość
magdalena g

nie dodałam że mój facet był przy pierwszym porodzie, a przy drugim dziecku zażyczył cesarkę:)

Aśka Ś.
Gość
Aśka Ś.

mój mąż też był ze mną przy porodzie i chwała mu za to! Nie wiem co bym bez niego tam sama zrobiła..pielęgniarki miały mnie gdzieś i tylko on był przy mnie w tych najlepszych a zarazem najgorszych chwilach. I on przynajmniej wszystko pamięta w odróżnieniu ode mnie ;) jeśli będę kiedyś jeszcze rodzić – bez niego ani rusz! Pozdrawiam Was ciepło :) :*

Anna Boruch
Gość
Anna Boruch
Nie. Mężczyzna przy porodzie być NIE MUSI. Ważne, że może być. Ale najważniejsze jest czy kobieta tego CHCE. Denerwuje mnie ta nagonka na tatusiów „jak to nie będziesz przy porodzie?”. Bo widzicie, ja nie chciałam, żeby mój mąż był. Chciałam, żeby czekał za drzwiami, chciałam, żeby była ze mną inna kobieta – poprosiłam mamę. I za każdym razem kiedy słyszałam „nie tłumacz go, nic go nie usprawiedliwia, zrobił to powinien z tobą tam być”, to mnie telepało wręcz ze złości. Wyszło inaczej. Przy CC nie ma asysty. A mąż był, trzymał za rękę podczas kroplówki, odprowadził na salę i tulił… Czytaj więcej »
ajs
Gość

Nie wyobrażam sobie mojego porodu bez męża, To, że było z kim pogadać i się pośmiać, to pikuś. On wołał i ponaglał po porodzie średnio już zainteresowane mną położne, jak mnie bolało z powodu krwotoku wewnętrznego. Nie wiem, co by było, jakbym była sama..

Wojenka
Gość
Wojenka

Moj byl ze mna ! I szczerze mowiac gdyby nie on to chyba bym nie urodzila. Nie mialam siły podskakiwac na pilce on trzymal mnie i podnosil. Nawilzal usta, polewal woda i pilnował zebym czula sie najlepiej. Widzialam ze bylo mu ciezko patrzec jak sie mecze ale na koniec sam powiedzial ze dzieki temu ze byl i widzial to wszystko ma do mnie wielszy szacunek

Morrrigan
Gość
Morrrigan
A mi się nie podoba takie parcie na to, żeby tych ojców na porodówki wypychać. I śmieszkować, bądź dziwić się, że są tacy słabi i nieraz tego nie wytrzymują. Położne często skarżą się na porody rodzinne, bo faceci po prostu tam zawadzają, nie wiedzą co robić, albo faktycznie gorzej się czują. I to NIE jest śmieszne ani żałosne. Kobiety z natury są przygotowane lepiej fizycznie i psychicznie do tego wysiłku, dla facetów to jest dużo większe obciążenie psychiczne. Z tego powodu facet przy porodzie to wcale nie jest krok ku sprawiedliwości. Kobieta nadal będzie obciążona fizycznie, bo facet tego bólu… Czytaj więcej »
www.kajzarowie.net
Gość

a gdy pierwszy raz urodziłam, mój mąż siedział przy mnie, patrzył na mnie załzawionymi oczami i powiedział: „dziękuję”. Będę te oczy pamiętać do końca życia. I to dziękuję.
Za drugim razem było weselej, za trzecim nie zdążył dojechać, czekamy na czwarty raz :)

Janina Mazurek
Gość

Mój mąż też był przy porodzie. Prawdę mówiąc gdyby nie on, to ciężko by mi było ;) Spisał się na medal ;) Pozdrawiam :)