Mum and the city

Obecność ojca przy porodzie? Obowiązkowa!

20 stycznia 2016

DSC_4852

Podobno mężczyźni są w tych kwestiach bardzo wrażliwi. Mdli ich zaraz po przekroczeniu progu szpitala; bledną, kiedy pielęgniarka wyciąga strzykawkę; a na widok krwi potrafią nawet zemdleć. Wierzę, bo jak idę z brzuchem na morfologię, najczęściej muszę stać nad półleżącymi na krześle facetami, którym słabo nie tylko w czasie pobrania lub zaraz po, ale również na samą myśl o spotkaniu z igłą. Słyszałam, że z tego powodu lepiej ich nie zabierać na porodówkę, bo kobieta ma wtedy na głowie dwójkę dzieci: to, które próbuje się wydostać na świat i swojego partnera. Jednak… Szczerze? Nie bardzo mnie to obchodzi!

Ja też jestem wrażliwa. Jeżeli kiedykolwiek czytałyście starodawne romanse o tych słabowitych kobietkach, które cierpią na nawracające migreny i anemie, narzekają na globus – cokolwiek to jest! – i noszą przy sobie sole trzeźwiące, bo mdleją od byle podmuchu wiatru – to trochę tak, jakbyście czytały o mnie.

JEDNAK MNIE NIKT NIE PYTAŁ, CZY SOBIE PORADZĘ W CZASIE PORODU

Chcę mieć dziecko? To znaczy, że muszę dać radę!

No właśnie. A facet to już nie musi? Mam go prosić? Uważać na jego słabą psychę? Niczego nie sugerować, do niczego broń Boże nie zmuszać? Dać wolny wybór i uszanować, nawet jeśli miałby się ode mnie odwrócić na pięcie?
Bo???

Jest słabszą płcią? Zapytaj którego, to ci powie ;).
To sprawa tylko kobiety? Tak samo jak opieka nad dzieckiem, gotowanie i sprzątanie? Całe szczęście żyjemy już w innych czasach.
Nie jest rodzicem tak samo jak matka? Dobre sobie.
Jego obecność na porodówce jest zbędna? Każda, która leżała tam kilka godzin wie, że nie masz jak wsparcie bliskiej osoby w tych najtrudniejszych chwilach. Kogoś, kto otrze pot, poda wodę, potrzyma za rękę, a w kluczowym momencie zadba o to, żeby położna za bardzo się nie wydzierała lub – żeby w ogóle raczyła na rozwiązanie przyjść.
I argument najczęstszy, choć najgłupszy: bo potem może mieć obrzydzenie do swojej partnerki. Ja za to miałam pretensje do męża, że przez niego to wszystko. Szybko jednak o tym zapomniałam, czy też – wydoroślałam. Bo to argument niedojrzałych dupków jest.

W końcu daliśmy sobie najpiękniejszy prezent na świecie – dziecko. Dzisiaj już tylko to się liczy.

JEST JEDEN NAJWAŻNIEJSZY POWÓD, DLA KTÓREGO ABSOLUTNIE KAŻDY FACET POWINIEN PRZEŻYĆ PORÓD

I nie, nie jest nim chęć zemsty ;), a… Szacunek.
Tylko tyle i aż tyle.

Szacunek do swojej kobiety. Do matki, która wiele zniosła, żeby on mógł żyć. Do każdej pojedynczej babki na ulicy. Bo kurka, no! Dzielne jesteśmy niesamowicie! Silne jak stu chłopów zebranych razem nigdy nie będzie. Wspaniałe, nieważne, czy poród naturalny czy cesarka. Kaman! Oni umierają, kiedy na termometrze widzą trzydzieści siedem stopni!

PORÓD JEST BARDZO CIĘŻKI, ALE…

Moja kuzynka powiedziała kiedyś: ciąża nie jest fajna, ale da się przeżyć. Poród? Poród jest bardzo ciężki, ale… Da się przeżyć. Największy hard core zaczyna się potem. Największym hard corem jest… Wychowanie!

Jeżeli faceta przerasta to, co może zobaczyć w czasie porodu, jak zniesie całą resztę, która nastąpi później?

DSC_4854

  • salus salus

    Przy 1 porodzie Tomek był przy mnie.. 12 godzin później przewiezienie na cesarka. . Tam go nie wypuścili.. był obecny.. potrzebny! Jestem mu wdzięczna za to…

  • Magda Zemła

    Dzieki Bogu, moj maz byl razem ze mna przy porodzie. On mnie dopingowal i ciagle przypominal : oddychaj brzuchem, oddychaj brzuchem! Podal wode i ocieral pot z czola i dopingowal, gdy mowilam, ze juz nie dam rady. Tez mdleje na widok struzki krwi, ale byl bardzo dzielny.

  • joana

    Świetny tekst. Mamy z mężem identyczne podejście. Daliśmy rade dwa razy, pomimo tego że on przy pobieraniu krwi zawsze mdleje :) dla nas naturalnym były porody rodzinne. . Niestety spotkałam setki kobiet które muszą znieść to wszystko same. . A potem „w nagrodę ” dostaną jakieś wisior od jubilera albo jakiegoś badyla. . Żal.

  • Sandra

    ze mna był moj narzeczony i nie wyobrażam sobie żeby go nie było, położna sobie poszła na godzinę i siedziałam sama a raczej lezałam, gdyby nie on to czułabym sie jeszcze bardziej zestresowana, sami oby ludzie dookoła którzy maja Cię gdzieś, bo taka prawda :) partner przy porodzie musi być! chociażby po to żeby kopnąc lekarza w dupę zeby podał znieczulenie lub zabrał na cesarkę jeżeli porod niemiłosierne sie przedłuża.

  • Aga

    Mój mąż był ze mną od początku, nie wyobrażam sobie porodu bez niego. Nie było opcji, ze miałabym tam leżeć tyle godzin sama. Nawet pępowinę przeciął, a ponoć należał do tych typów, co na krew patrzeć nie mogli. Wszystko siedzi w naszej głowie, kreujemy mylne wyobrażenia.

  • Kasia A.

    Świetnie napisałaś!!! :) zgadzam się w 100% :)

  • Kasia A.

    ps. tez jakos nie bardzo rozumiem argument, ze faceta przeraza co moze zobaczyc. a nas to moze nie przeraza? jezeli facet tak by mi powiedzial, to chyba nie po drodze mi z nim. moze sie wypowie jakas kobieta, co rodzila bez meza/partnera?

    • Ha, ale my tego nie widzimy, tylko czujemy ;) A dociekliwy facet może zobaczyć ;)

      • Kasia A.

        to jak jest dociekliwy, to na własną odpowiedzialność :) moj przy obu porodach byl ‚od strony glowy’ i niczego poza nieco oblepionym dzieckiem nie widzial :)

  • Olga

    Mąż był przy mnie jak rodziłam i myśl, że mogłoby go tam nie być jest straszna… Przecież położnej nie ma z nami przez cały czas… miałabym leżeć sama i umierać ze stresu… plus pewnie bym się udusiła bo to mąż mi przypominał, że jest coś takiego jak oddychanie :) I to od męża dowiedziałam się, że po Dolarganie przysypiałam między skurczami :D Nic z tego nie pamiętam :)

  • Dla mnie to, że mąż będzie przy porodzie było oczywiste, dla niego za pierwszym razem też. Problem zaczął się, gdy założyłam, że przy drugim porodzie również oczywiście będzie. I tu spotkałam się z oporem, że może sam powinien zdecydować, czy chce, bo może nie chce, a jak go przycisnęłam, to wyszło, że jednak po pierwszym miał lekki uraz psychiczny i boi się powtórki ;) Ale i tak mnie to dotknęło, bo myśl, że mogłabym być tam sama zdana na łaskę położnej i lekarza, bez wsparcia i kogoś kto w razie czego zadziała, była straszna. Koniec końców stanęło na tym, że się zgodził, ale wiedziałam, że chyba bardziej dla świętego spokoju. Na szczęście rodziłam w wodzie, a poród przebiegał ekspresowo i żeby jednak mu oszczędzić widoku wanny pełnej różowej/czerwonej wody na finał go wywaliłam z sali. Ale miałam swoją położną i akurat na dyżurze był mój lekarz prowadzący i jeszcze kilku innych się zleciało (bo jednak poród w wodzie to dla nich wciąż atrakcja) więc czułam się pewnie i bezpiecznie.

  • Świetnie napisane, jak zawsze masz rację! A tak trochę odbiegając od tematu posta- świetny blog! Uwielbiam Cię czytać, ostatnio urządziłam sobie maraton całego archiwum- świetna lekturka ;)

  • pestki

    To tak jak ostatnio pisałam mojemu zaczyna się robić słabo jak mowię o porodzie który niebawem ale chyba nawet sam sobie nie wyobraża, że mogłoby go tam nie być, szczególnie, że już wie jaki to wysiłek dla kobiety. Po prostu nie zostawiłby mnie samej w tak ciężkiej chwili. I mimo, że na codzień nie leżę i nie liczę, że zrobi w domu sam wszystko, to na obecność na porodówce wiem, że mogę liczyć w 100%. ??

  • Nie wyobrażasz sobie, abym mogła zostać sama podczas porodu.

  • Mam takie samo podejście! Facet musi być przy porodzie. Karol był ze mną przy wywoływaniu porodu, spał na podłodze i trzymał za rękę przy próbach rodzenia.
    Niestety później przewieźli mnie na sale operacyjną – tam go nie było, była taka opcja ale płatna, a my nie przewidzieliśmy pieniędzy na ten cel.

  • Natalia

    Moj Mąz byl przy mnie i do dzisiaj wspominamy te chwile jako najbardziej magiczną, najszczesliwszą w calym naszym dotychczasowym życiu! Buziaki

  • Byłem przy obu porodach. Słabo robi mi się na widok igieł, a nie krwi i innych przyrządów. Przy pierwszym porodzie nogi ugięły mi się na widok nożyc zaciśniętych na pępowinie. Przy drugim byłem twardszy. Nie wyobrażam sobie, żeby mnie przy żonie nie było. Wierzę w to, że jej pomogłem. A szacunek i podziw jaki dla niej mam urósł do poziomu niewyobrażalnego. Zawsze ją podziwiałem, ale po porodach wiem, że jest najtwardszą osobą jaką znam.

  • O Jezu, jak pięknie to ujęłaś :) prosto i dosadnie. Oczwiście, że to ich obowiązek, ale chyba przede wszystkim przywilej. Tylko głupiec nie skorzysta z takiego przywileju.

  • Natalia Hoffmann

    Oczywiście że obowiązkowa , nasze dziecko to i niech rodzi ze mną . A tak szczerze to mój mąż był trochę nie zdecydowany w tej kwestii czasem chciał czasem nie a na końcu jak przyszedł poród to pierwszy leciał na salę porodowa i dziękuję mu za to chociaż mój poród trwał niecałe 2 h . I obiecał że przy drugim też będzie.

  • asik

    jak czytam twoje posty to mi się odechciewa być w ciąży i być matką, strasznie zniechęcasz

    • Tak, bo ciąża, poród i macierzyństwo to same endorfiny, latające motylki, róż i plusz :).
      Ale spoko, jest dużo miejsc w sieci w tym klimacie. Dla każdego coś miłego ;).

    • Asik, jeśli Cię to zniechęca to znaczy, że nie jesteś gotowa aby zostać matką. Ale spoko, kiedyś do tego dorośniesz. Może.

  • Averre

    Zgadzam się w zupełności z takim podejściem. Mężczyzna powinien wspierać kobietę w takiej chwili. Poza tym uważam, że obecność partnera przy porodzie zbliża. Bo niby w jaki inny sposób partner może wiedzieć przez co przechodziła jego ukochana? Narodziny dziecka to sprawa ważna zarówno dla matki, jak i ojca. Ale najważniejsze jest chyba poczucie odpowiedzialności za to, do czego się przyczyniło… Mężczyzna, który będzie wspierał przy porodzie, później będzie czuł większą odpowiedzialność za to, co dzieje się z jego rodziną.

  • Racja! Ciąża i poród to takie przedbiegi. Jak facet kocha, to zwyczajnie chce być z tą swoją kobietą i dzieciątkiem w tak ważnej chwili, chce ulżyć w bólu, podtrzymać na duchu. Poza tym moim zdaniem, to zwyczajnie praktyczne. Facet może dopilnować wszystkiego, jak kobieta zwija się z bólu. Życie jest życiem, czasami trzeba opierdzielić leniwą położną, kontrolować sytuację, mieć łeb na karku w tak ważnej chwili. A kobieta, dziwnym trafem ;), w takiej sytuacji nie ma do tego głowy. :D

  • Ze mną przy porodzie był ojciec mojego dziecka i myślę, że to jedno z niewielu fajnych wspomnień, które zabiorę o nim do grobu :)

  • Marta

    Świetny wpis ;) ja czekam na poród, niestety czeka mnie cc, a cicho chciałam by przy porodzie naturalnym był ze mną i właśnie nabrał tego.. Szacunku (co nie znaczy że go nie ma ale wszystkie wiemy o co chodzi). moim zdaniem wszyscy mężowie powinni być przy kobietach w tych momentach. i zawsze jak ktoś będzie argumentował inaczej będę podawać argumenty z tego wpisu :) bo Jeżeli faceta przerasta to, co może zobaczyć w czasie porodu, jak zniesie całą resztę, która nastąpi później?”

  • Dobry tekst! Mój niestety ani na pierwszy ani na drugi nie zdążył (drugi trwał 45 minut) haha :) Chociaż bardzo chciałam, żeby był, to kilka minut się spóźnił. Takie uroki rodzenia w innym mieście. Na szczęście byłam w świetnym szpitalu i była rewelacyjna opieka począwszy od położnych, lekarzy, skończywszy na salowych. Ale masz ładny brzunio już! :)

    A tak poza tym to faceci też mogą dostać bóli krzyżowych, więc tak jakby na prawdę ten poród przeżywali. Moja ciocia (pielęgniarka) opowiadała mi kiedyś jak rodziła żona ginekologa i ten tak się w ten poród zaangażował, że musieli go znieczulać :D

    Zdrówka kochani!

    • Dzięki :* 30 tydzień już – nie mam pojęcia, kiedy to zleciało! :)

  • Absolutnie facet MUSI być przy porodzie. Dobrze, że dla mojego męża to zawsze była oczywista oczywistość :D

  • magdalena g

    Rozmawiałam z kilkoma koleżankami i wiem że jeśli facet nie będzie przy porodzie to najczęściej nie potrafi nas docenić tak bardzo jak na to zasługujemy, dlatego że oni nie zdają sobie sprawy z tego jak wygląda poród (w filmach przecież to 15min krzyku z dużą dawką humoru). Mój facet był ze mną i wielokrotnie powtarzał że nie miał pojęcia że to TAK będzie wyglądać. Niestety nie wiedział co robić, żałuję że wcześniej nie ustaliliśmy tego do czego może się przydać, masowanie pleców czy coś żeby czuł się bardziej potrzebny. Co innego jak kobieta ma znieczulenie (poród bajka), ja miałam 1cm przez kilka godzin więc o znieczuleniu mogłam pomarzyć.

  • magdalena g

    nie dodałam że mój facet był przy pierwszym porodzie, a przy drugim dziecku zażyczył cesarkę:)

    • Ha! To dokładnie tak jak mój ;).
      Jeszcze nie doszliśmy do porozumienia w tej kwestii.

  • Aśka Ś.

    mój mąż też był ze mną przy porodzie i chwała mu za to! Nie wiem co bym bez niego tam sama zrobiła..pielęgniarki miały mnie gdzieś i tylko on był przy mnie w tych najlepszych a zarazem najgorszych chwilach. I on przynajmniej wszystko pamięta w odróżnieniu ode mnie ;) jeśli będę kiedyś jeszcze rodzić – bez niego ani rusz! Pozdrawiam Was ciepło :) :*

  • Anna Boruch

    Nie. Mężczyzna przy porodzie być NIE MUSI. Ważne, że może być. Ale najważniejsze jest czy kobieta tego CHCE. Denerwuje mnie ta nagonka na tatusiów „jak to nie będziesz przy porodzie?”. Bo widzicie, ja nie chciałam, żeby mój mąż był. Chciałam, żeby czekał za drzwiami, chciałam, żeby była ze mną inna kobieta – poprosiłam mamę. I za każdym razem kiedy słyszałam „nie tłumacz go, nic go nie usprawiedliwia, zrobił to powinien z tobą tam być”, to mnie telepało wręcz ze złości.
    Wyszło inaczej. Przy CC nie ma asysty. A mąż był, trzymał za rękę podczas kroplówki, odprowadził na salę i tulił nasze Maleństwo gdy mnie zszywali i zanim się obudziłam. Był i jest dla mnie ogromnym wsparciem, ale nie chciałam i nie chcę go podczas porodu.

  • ajs

    Nie wyobrażam sobie mojego porodu bez męża, To, że było z kim pogadać i się pośmiać, to pikuś. On wołał i ponaglał po porodzie średnio już zainteresowane mną położne, jak mnie bolało z powodu krwotoku wewnętrznego. Nie wiem, co by było, jakbym była sama..

  • Wojenka

    Moj byl ze mna ! I szczerze mowiac gdyby nie on to chyba bym nie urodzila. Nie mialam siły podskakiwac na pilce on trzymal mnie i podnosil. Nawilzal usta, polewal woda i pilnował zebym czula sie najlepiej. Widzialam ze bylo mu ciezko patrzec jak sie mecze ale na koniec sam powiedzial ze dzieki temu ze byl i widzial to wszystko ma do mnie wielszy szacunek

  • Morrrigan

    A mi się nie podoba takie parcie na to, żeby tych ojców na porodówki wypychać. I śmieszkować, bądź dziwić się, że są tacy słabi i nieraz tego nie wytrzymują. Położne często skarżą się na porody rodzinne, bo faceci po prostu tam zawadzają, nie wiedzą co robić, albo faktycznie gorzej się czują. I to NIE jest śmieszne ani żałosne. Kobiety z natury są przygotowane lepiej fizycznie i psychicznie do tego wysiłku, dla facetów to jest dużo większe obciążenie psychiczne. Z tego powodu facet przy porodzie to wcale nie jest krok ku sprawiedliwości. Kobieta nadal będzie obciążona fizycznie, bo facet tego bólu i tak nigdy nie poczuje, a sam może zmagać się z różnymi uczuciami i to jest FAKT, że często po takim doświadczeniu relacje partnerów pogarszają się. Nie jest to naprawdę nic śmiesznego choć wiem, że kobieta może tego nie zrozumieć, co sobie facet wtedy myśli co czuje, bo racjonalne to być nie musi. Sama jestem kobietą ale zamierzam pozostawić partnerowi prawo do ostatecznej decyzji. A co do kwestii szacunku – jeśli do tej pory facet nie szanował kobiet i musi zobaczyć jej krew pot i łzy żeby zacząć, to sorry ale nie jest wartościowym człowiekiem. Nie można szanować bardziej lub mniej. Albo się szanuje albo nie. Są ludzie którzy mają mentalność cierpiętnika i chcą aby wszyscy, w
    szczególności bliscy patrzyli na to, jak im źle. Osobiście uważam to za
    egoizm. Związek partnerski to związek w którym decyzje podejmuje się wspólnie. Ja będąc kobietą akceptuję realia takie jakie są. Natura tak to pomyślała, że to ja będę znosić trud ciąży i porodu, a nie partner. Pech? Może tak. Ale nie zamierzam przymusowo zrównywać i zmieniać tego porządku. Nikt nie zmusza mnie do posiadania dzieci i rodzenia. A partner, który się boi, jest w stresie, jest przymuszony, i tak nie pomoże podczas porodu! To nie jest to samo co przyniesienie zakupów leżącej ciężarnej partnerce, ugotowanie obiadu czy zmiana pieluch.

    • Z tego co napisałaś widzę, że jeszcze nie rodziłaś, więc najlepiej poczekaj i wtedy będziesz mogła stwierdzić, czy faktycznie:
      – kobiety są przygotowane lepiej fizycznie i psychicznie (śmiem wątpić, że ktokolwiek jest przygotowany ;)),
      – położne skarżą się na porody rodzinne – położnych nie ma w czasie porodu, bo jest jedna na oddział, na którym rodzi kilka kobiet równocześnie, więc taki facet jest im bardzo na rękę: pomaga oddychać; woła, kiedy jest potrzeba, itp.
      – relacje partnerów pogarszają się po porodzie – to jest jakiś cholerny mit powtarzany z ust do ust. Relacje się pogarszają, jeśli bliskiej nam osoby nie ma przy nas w chwili, w której jest potrzebna (i poród jest tą chwilą, a nie zakupy w sklepie). Poród to bardzo zbliżające partnerów doświadczenie. To ogromny wysiłek, ale również cud. Mężczyzna nie powinien być w tej chwili odstawiony na boczny tor jako ktoś, kto się „nie nadaje”.

      • Morrrigan

        Nie masz racji. Patrzysz wyłącznie z perspektywy własnych doświadczeń, a wszystko inne z góry uważasz za mit. To jest klasyczny błąd poznawczy. Rozmawiałam z wieloma kobietami (także w rodzinie) po porodzie, które nie wyobrażają sobie, że ich mężczyzna miałby to oglądać. Czytałam zwierzenia kobiet, które gdyby mogły cofnąć czas nigdy nie zaprosiłyby partnera na porodówkę. Położne na znajomym oddziale historiami o ojcach mdlejących, zagubionych, czy nawet grających na smartfonie podczas porodu sypią wprost z rękawa. Wielokrotnie piszę to w komentarzach na blogach: ludzie, patrzcie trochę dalej niż czubek własnego nosa. Ja widzę cały horyzont, Ty widzisz ćwierć. A nie promuję nic więcej jak tylko zdrowy rozsądek i partnerstwo. Bo zmuszanie kogokolwiek do czegokolwiek w związku – to nie jest partnerstwo.
        A jeżeli faktycznie szacunek uznajemy za synonim podziwu, to oczywiście można kogoś podziwiać bardziej lub mniej, niemniej i tak nie jest to argument który by przemawiał za tym, że mężczyzna MUSI być świadkiem porodu. Nie musi. Rozumiem, że należy oczekiwać wsparcia od siebie nawzajem będąc w związku. Ale to nie jest takie proste. Moim zdaniem tego rodzaju wymuszanie to czysty egoizm. Potrzebuję cię (tak sądzę) więc masz przy mnie być. Jak księżniczka. Poród to nie byle co, ale są gorsze rzeczy na świecie. Wiesz, jak ludzie coś przeżyją to lubią się stawać na piedestale, krzyczeć na cały świat że wiedzą wszystko. Ty rodziłaś, ale nie wiesz wszystkiego. Nie wiesz i nie rozumiesz nawet 10% tego wszystkiego, bo nie jesteś jedyną kobietą na świecie, nie jesteś jedyną osobą która rodziła, nie jesteś jedyną osobą której towarzyszył mąż. A życie pokazuje, że to jest tak naprawdę loteria. Dla jednej pary wspólny poród to cud który zbliża, dla innej koszmar przez który seks i jakakolwiek w ogóle bliskość przestaje istnieć. Meandry psychologii, to nie jest coś wartego lekceważenia czy wyśmiewania.
        I tylko dlatego, że nie jesteś na świecie jedyna (nie zaś przez swoje indywidualne braki), tak jak i każda inna osoba na świecie nie masz prawa wiedzieć wszystkiego! I nie masz prawa wypowiadać się za wszystkich. „Mężczyzna nie powinien być w tej chwili odstawiony na boczny tor” – to naprawdę zuchwałe mówić innym co powinni a co nie, zresztą masz na to jakieś badania, mówiące o tym że mężczyzna przy porodzie to rozwiązanie tak idealne i konieczne, że aż trzeba wywierać presję? Tobie i wielu kobietom partner pomógł. To istotny głos na „tak”. Ale zamykanie się na inne głosy to głupota. Dla ciebie problemy które opisuję to mit, bo tego Ty ani żadna Twoja psiapsióła nie przeżyła – potężny błąd. Więcej otwartości umysłu, a mniej mądrzenia się.
        Kiedy ja urodzę, jedyne co się zmieni jeśli chodzi o stan mojej wiedzy to moje prywatne doświadczenia, odmienne od doświadczeń innych kobiet. Będę wtedy mogła wypowiedzieć się za siebie, czy MÓJ poród był ciężki, czy też poszedł jak z płatka. Zastanowię się wtedy, czy JA podjęłam dobrą decyzję, czy też złą. Jakakolwiek inna kobieta która podjęła taką samą decyzję może wydać zupełnie odmienny werdykt. I ja to szanuję. Nie jestem pępkiem świata. Potrafię postawić się w roli potrzebującej pomocy kobiety jak i zagubionego mężczyzny. Ty nie chcesz postawić się w roli mężczyzny. Ja przeżyłam masę rzeczy w moim życiu, wiem jak to jest robić coś dla kogoś choć to ponad siły. Nie wyobrażam sobie zmuszać kogoś do patrzenia jak cierpię. Z drugiej strony chciałabym pomóc kochanej osobie gdyby mnie potrzebowała. Dlatego decyzja powinna być podjęta wspólnie.
        Z biologicznego punktu widzenia dla kobiety poród to coś naturalnego więc w statystyce, jak i w życiu da się zauważyć jej istotnie lepsze naturalne przygotowanie. Są oczywiście takie które nie są w stanie tego znieść, zapadają na depresję lub przynajmniej rodzą przez cesarkę. Ale uwierz mi, to rzadsze niż wstrząśnięty mężczyzna. Sama się śmiejesz, że faceci mający 37 stopni są obłożnie chorzy – tak zwykle jest. I to nie jest rzecz ich charakteru. Już dawno udowodniono, że faceci w większości mają większą wrażliwość i mniejszą odporność niż kobiety. Nie chodzi mi o to, aby zniechęcić do porodu rodzinnego. Chodzi tylko o to, by się nie zmuszać. Czy chcecie czy nie, są mężczyźni, którzy tego nie zniosą. I wtedy część z was może żałować, bo będą problemy. Ale twierdzić, że to mit jest wygodniej.

  • a gdy pierwszy raz urodziłam, mój mąż siedział przy mnie, patrzył na mnie załzawionymi oczami i powiedział: „dziękuję”. Będę te oczy pamiętać do końca życia. I to dziękuję.
    Za drugim razem było weselej, za trzecim nie zdążył dojechać, czekamy na czwarty raz :)

  • Mój mąż też był przy porodzie. Prawdę mówiąc gdyby nie on, to ciężko by mi było ;) Spisał się na medal ;) Pozdrawiam :)