Woman and the city

O tym, jak o mało nie rozwiodłam się z mężem

20 sierpnia 2015

Czasami jesteśmy jak typowe włoskie małżeństwo. Może nie kłócimy się zbyt często, a jak już, to o sprawy kluczowe dla naszego małżeństwa („Dlaczego nie włożyłeś nowego worka do pojemnika na śmieci?!”), ale kiedy dochodzi co do czego – talerze latają. A do największych awantur doprowadzał pewien z pozoru błahy temat.

Prasowanie.

Więc kiedy odezwała się do mnie firma Philips z pytaniem, czy nie zechciałabym przetestować ich nowego produktu – żelazka z generatorem pary Philips PerfectCare Elite – pomyślałam, że gorzej trafić nie mogli. Ja i żelazko? Ja i prasowanie? Dobre sobie!

No ale zgodziłam się (bo kto by się nie zgodził?) z góry zastrzegając, że opinia będzie w pełni subiektywna, nie mogą ode mnie oczekiwać samych ochów i achów, bo ja o prasowaniu w ochach i achach pisać nie potrafię. W końcu o mały włos nie rozwiodłam się przez nie z moim mężem!

A więc to nie był zwykły test. Tym razem nie chodziło tylko o to, żeby przekonać do produktu moje czytelniczki. Najpierw ja sama musiałam się do niego przekonać. I przy okazji rozwiązać nasze konflikty małżeńskie związane z prasowaniem. Czy wyszło?

DSC_0535

Konflikt 1: Zniszczyłaś mi ubranie!

KIEDYŚ: No nie potrafiłam. Kompletnie nie wiedziałam, jak dostosować temperaturę prasowania do koszuli męża. Czy to jeszcze „nylon” czy już „cotton”? W efekcie co jakiś czas słyszałam oskarżenie: „To moja jedyna biała koszula! Wiesz, ile kosztowała?!”. No wiem, w końcu sama ją wybierałam! Żeby była na długo…

Ze strachu, że znowu coś sknocę, kiedy nie musiałam, nawet nie zbliżałam się do deski. A jak musiałam, to zaganiałam do tej roboty męża, dla którego oczywiście różnica między jedwabiem a lnem jest taka, jak dla mnie różnica między benzyną a ropą. Who cares?!

TERAZ: Żelazko Philips PerfectCare Elite samo dostosowuje temperaturę do prasowanego materiału. Serio, nie ma na nim absolutnie żadnego pokrętła! Nie wiem, skąd ono to wie, ale wie lepiej ode mnie. I tak właśnie powinno być! Włączam, a po chwili, gdy powiadomi mnie cichym pikaniem, że jest gotowe do pracy, przykładam je do ubrania i… Jadę z koksem. Mogę mu zaufać bardziej niż mojemu mężowi, kiedy wyjeżdża na imprezę integracyjną ;).

DSC_0569

DSC_0581

Konflikt 2: Nie możesz pomóc, kiedy prasuję?

KIEDYŚ: Zawsze, ale to zawsze w czasie prasowania makaron zostawiony na włączonej płytce zaczynał kipieć. Albo Kostek tonem nieznoszącym sprzeciwu (właściwie innego tonu nie używa ;)) wołał mnie do zabawy. Już, teraz, natychmiast! Ja wiem, że on jest rozpieszczony, ale co ja na to poradzę, rzucam wszystko, jak stoję i biegnę.

Tak, prasowanie też rzucałam. A potem smród, dym, przypalone spodnie. Oczywiście, nie mogłam mieć pretensji do makaronu czy do dziecka. I wiadomo, że nie do siebie ;). Obrywało się więc mężowi: „Nie możesz mi pomóc, kiedy widzisz, że prasuję?!”.

TERAZ: Wiem, że jedynym winnym było… Stare żelazko! Bo żelazko Philips PerfectCare Elite z generatorem pary można zostawić włączone na… Ubraniu. I nic, kompletnie nic się nie przypali! Jest bezpieczne jak polityk z immunitetem.

DSC_0619

DSC_0673

DSC_0645

Konflikt 3: Po co ci kolejna marynarka?

KIEDYŚ: Rezygnowałam z zakupu sukienek oraz bluzek z delikatnych materiałów. Z pliskami, falbankami, żabotami. Które tak bardzo lubię! Więc zupełnie nie rozumiałam, dlaczego mój mąż nie potrafi zrezygnować z zakupu kolejnej marynarki? Że do pracy? Ale jak to potem uprasować, kiedy zagniecie się u dołu pleców? Jeśli tak bardzo mu zależy, to niech to sobie sam wiezie do profesjonalnej pralni.

Nie, aż tak mu nie zależało…

TERAZ: Dzięki dużemu wyrzutowi pary i lekkiej wadze nowego żelazka mogę przeprasować ubranie w pionie, na wieszaku – tak, te wszystkie delikatne materiały, pliski, falbanki czy marynarki. Mogę poprawić nawet prasowanie zawieszonych w pośpiechu zasłon!

DSC_0758

DSC_1170

DSC_0728

Konflikt 4: Spalisz chatę!

KIEDYŚ: Stały scenariusz. Szybkie prasowanie tuż przed wyjściem z domu. Wszystko w biegu. Zapakować siebie i dziecko do torebki. Wróć! Nie dziecko, a jego pieluchy, picie i zabawki. Wyjść z domu. Fotelik! Gdzie jest wózek? Dobra, pasy zapięte? Jedziemy!

– Wyłączyłam żelazko? – pytałam męża zazwyczaj wtedy, kiedy oddaliliśmy się już kilka kilometrów od domu.
– Wyłączyłaś żelazko? – przedrzeźniał mnie, bo niby skąd miał to wiedzieć? No tak, ja też nie wiedziałam.
– Nie pamiętam… – przyznawałam się po krótkiej chwili ciszy.
– Jak to: nie pamiętasz?! To ja mam pamiętać za ciebie?!!!
– Czasami byś mógł… Wszystko na mojej głowie! Nie mogłeś sprawdzić przed wyjściem?
– Nie, to ty powinnaś sprawdzić!
– No… Nie sprawdziłam… – spuszczałam głowę ze skruchą – Ale chyba wyłączyłam…
– Chyba czy na pewno?!
– Chyba… Chyba musimy wrócić do domu – zamykałam oczy, udając, że wcale mnie tu nie ma, kiedy zawracał z piskiem opon.

TERAZ: Kiedy robiliśmy zdjęcia do wpisu, usiadłam przed komputerem, żeby sprawdzić, czy na pewno mam to, co chciałam. Żelazko zostawione na ubraniu (w końcu nie przypala!), a ja przeglądam sto fotek. No nie. Nie o to mi chodziło. Co prawda zdjęcia jak zdjęcia, całkiem ok, ale ta moja mina! Tu zmarszczka, tam grymas. Muszę się więcej uśmiechać! Luuuz Ilona i robimy od nowa.

Podeszłam do deski, mąż zajął pozycję z aparatem w ręce, chwytam żelazko, puszczam parę… A tu nic. To ono się samo wyłącza? Tak, ono się samo wyłącza, jeśli o tym zapomnisz!

I wiesz co jeszcze? Nowe żelazko parowe Philips przekonało nieprzekonanego. Okazało się, że ja nawet lubię całe to prasowanie, ale… Dotychczas nie miałam dobrego sprzętu!

Teraz tylko czekam, aż pranie w końcu wyschnie.
– Kochanie! Idź z Kostkiem na spacer, bo ja mam górę prasowania! – wołam do męża, po czym jak na szpilkach odliczam minuty, aż za chłopakami zamkną się drzwi. Zaparzam kawę, włączam ulubiony serial lub nowy film z Jennifer Aniston, zajmuję strategiczne miejsce przy desce i prasuję… Jednym palcem! Taki mam sposób na relaks.

Tylko ciii… Nie mówcie o niczym Piotrowi, bo będzie chciał się zamienić. I znowu zaczniemy się kłócić o prasowanie!

DSC_0681

* Jeśli sama chciałabyś wypróbować żelazko z generatorem pary Philips PerfectCare Elite, do końca grudnia trwa promocja: jeśli nie będziesz zadowolona, w ciągu 60 dni od daty zakupu możesz oddać żelazko, a Philips zwróci ci pieniądze. Jestem jednak bardziej niż pewna, że jedyne co będziesz chciała zwracać, to… Swoje stare żelazko ;).

Witaj w świecie łatwego prasowania: http://philips.to/1LmjHM9

DSC_0583

  • Asia

    Od dawna zastanawiam się nad zakupem żelazka parowego a ten wpis tylko potwierdził że warto dzięki!

    • Kasik

      Ja też mam parowe (dużo prasuje, bo małż chodzi do pracy w koszulach) i nie wyobrazam sobie go nie mieć :)

  • marzena

    No nie powiem, fajne ono. Ale ja tak samo jak ty-prasuje kiedy naprawde musze. Wstd sie przyznac ale bedzie tego moze 3-4 razy w roku (poza imprezami w pracy, nie mamy az tak duzo slubow w rodzinie ;-) wiec i okzaji do prasoania mniej)
    A z Kostkiem i jego tonem nieznoszacym sprzeciwu to … moze to jednak nie rozpieszczenie. Moja cora wieksza czesc dnia spedza w przedszkolu, a wieczorem jestemy na tyle znmaczeni, ze nie jestesmy w stanie spelnic polowy, ba nawet 30% jej zachcianek (wiec nie wydaje mi sie, ze ja specjalnie rozpieszczamy), a ona nadal nam rozkazuje i ustawia po katach. Chyba TEN TYP TAK MA i to jest mega meczace. Wspolczuje Tobie i sobie tez.

    • Ja prasuję raz na trzy lata, jak już znajdę żelazko. :)

  • Wpis sponsorowany, ale ty tak fajnie piszesz, że mi to zupełnie nie przeszkadzało :) aż mam ochotę coś przeprasować.

  • Jak zacznie już samo zasuwać i nie zrobi podwójnego kantu tam gdzie jest pojedynczy – biorę w ciemno ;)

  • KasiA

    Przekinalas mnie! Nie znoszę prasowania i zawsze z tym mam problem :) kupie to żelastwo :D

  • Karolina Chmielowiec

    Świetny wpis! :)

  • bee

    Mam zelazko, co prawda innej firmy… ale sa boskie!!!

  • Ilona. P

    Strasznie sztucznie napisane. No nie uwieżę w takie gadki u was w domu. Typowy wpis sponsorowany, ale koniec końcu zachęciłaś mnie na tyle, że się zastanawiam nad nim i nawet sobie go wygooglowałam

  • Nienawidzę prasować ! Mój facet z takiego sprzętu na pewno by się ucieszył :-) Bo to on zawsze wykonuje tą czynność:-)

  • karjola

    Zastanawiałam się na czym wypróbowałaś,że żelazko nie przypala zostawione na ubraniu,ale już widzę,że na sukience, a nie na marynarce męża;) masz rację, lepiej nie ryzykować,rozwód to jednak długotrwały i drogi biznes;)
    ja nie mam dziecka, do pracy wychodzę sama i na spokojnie a ostatnio wracałam spod pracy do domu,żeby się przekonać,że jednak wyłączyłam…. Mam całkiem nowe żelazko…..chyba muszę go zepsuć :D

    • Wiesz, wybrałam sukienkę, bo chciałam pokazać, że nawet tak delikatnego materiału nie przypali ;). Ale strach był, wiadomo, nowa sukienka, w dodatku moja ulubiona ostatnio :). Niepotrzebnie! To żelazko serio nic nie przypala :).

  • Nie ma chyba na świecie nikogo, kto przekonałby mnie do prasowania. Po prostu NIE MA. Prasuję tylko kiedy absolutnie muszę, albo zaganiam chłopa. Flejtuch ze mnie pod tym względem straszny, ale uch…
    PS. Czy z tego żelazka też trochę kapie, gdy się nim prasuje?

  • Gośka

    A nie, co ja gadam. Nie powinnaś zmieniać fachu, bo piszesz przecież świetnie. Powinnaś jakoś połączyć i wykorzystać te dwie umiejętności:)

  • Marta

    Wow. Piękna sukienka, super wygląda na zdjęciach. Podzielisz się informacją gdzie ją kupiłaś?

  • Podoba mi się jak ugryzłaś temat żelazka nadal pisząc bardzo lekko i w swoim stylu. Wle żart z tym, że prasujesz w takiej kiecce, jest kiepski :P

    • Piotrek mówił mi to samo! „Teraz przegięłaś”, haha ;).

      • Przeginka po całości :) Ciebie czytają tysiące i wpędzasz je tym w kompleksy, miej to na uwadze!

  • Fajnie pomyślane. Rzetelne, subiektywne i nienachalne a wręcz kuszące. Gratuluję pomysłu :)

  • Żelazko parowe, akurat też Philips PerfectCare tylko starszy model, to był mój pierwszy zakup po ślubie, czyli 3 lata temu. Może nie pokochałam dzięki niemu prasowania, bo w dalszym ciągu nie lubię spędzać kilku godzin przy desce, ale gdy już muszę, to nie jest to przynajmniej frustrujące ;) Nie wyobrażam sobie prasowania innym żelazkiem <3 I KONIECZNIE zawsze robię to przy filmie lub serialu. Bez tego, to dla mnie strata czasu :)

    Też nie mam pojęcia, skąd ono wie, jaki materiał prasuję, ale zna się na tym o wiele lepiej niż ja :P Minus tego jest taki, że przyzwyczajona do tego luksusu, nie sprawdziłam raz pokrętła przy starym, tradycyjnym żelazku u teściowej i spaliłam sobie nową sukienkę ;)

    Warto jeszcze wspomnieć o bardzo prostym odkamienianiu, żelazko nie zawala się kamieniem i służy przez laaaataaaaaa :)

  • Patrycja Sewerska

    Ja polecam do prasowania panią Jankę. Gorzej jak całe pranie nie zdąży wyschnąć do jej przyjścia, wtedy niestety muszę się tym zająć. Przy dwójce dzieci i zabawach w ogrodzie i na placu zabaw, pralki praktycznie nie wyłączam. Czekam na żelazko, które postawię przy koszu z rzeczami do prasowania, a po chwili wszystko wyprasowane znajdzie się w szafach i będzie pookładane ;) Dajcie znać jak takie wymyślą.

  • Mój mąż zostawił raz włączone żelazko… Na szczęście nasze też się samo wyłącza, ale.. tylko w pozycji pionowej, a on zostawił na takiej kratce przy desce do prasowania. Nowe żelazko… Takim to i ja mogłabym poprasować!

  • Nihiru

    Ha, różne wpisy sponsorowane czytałam, ale ten jest pierwszy, który mnie zachęcił do zakupu produktu:D. Możesz się pochwalić firmie że kampania udana:D

  • Ola

    Powinni Ci dużo zapłacić za tą reklamę. Bo właśnie zamarzyłam o żelazku. Tym żelazku. Teraz, natychmiast, już! Nigdy tak o niczym nie marzyłam. A już na pewno o żelazku!

  • Koala

    Babki od marketingu w philipsie piszczały, gdy to czytały :D

  • Nie cierpię prasowania! Mam żelazko parowe.. i dalej nie cierpię prasowania.
    Minusem jest, że głośne, więc nocami przy dzieciakach nie poprasuję. Za dnia przy dzieciakach.. w sumie też nie poprasuję. Zasłony niby można prasować gdy już wiszą, ale nie zapominajmy, że najpierw trzeba przytargać żelazko z całą stacją pary w miejsce ich zawieszenia, więc aż takie praktyczne to wcale nie jest. Zasadniczo moje żelazko pokrywa się kurzem,ja intuicyjnie wybieram ciuchy, które się nie gniotą, a mąż.. cóż, swoje koszule prasuje w pracy. Mają tam deskę i jakieś żelazko, najwidoczniej jakoś sobie radzi, bo nie widziałam go w przypalonej koszuli :)
    Ale tekst fajny :)