Mum and the city

Niezawodne sposoby na bunt dwulatka, trzylatka… Drugi działa nawet na męża!

8 grudnia 2016

DSC_6027

Po ostatnim wpisie na moim Facebooku pojawiły się komentarze, że w sumie kłopoty z niemowlakiem to nic w porównaniu z tykającą bombą zegarową jaką jest dwulatek, trzylatek, czterolatek. Że jak ten wpadnie w histerię, to już nic nie jest w stanie zatrzymać zniszczeń. Uśmiechałam się tylko do siebie, bo zupełnie się z tym nie zgadzam! Wcale nie dlatego, że mój syn się nie buntuje. O nie. I u nas awantury zdarzają się często. Jednak znam niezawodne sposoby na jego bunt. I chociaż wiem, jak dzieci się od siebie różnią, to idę o zakład, że moje metody (a przynajmniej któraś z nich!) przy twoim maluchu również się sprawdzą. A kto wie, może zadziałają także podczas małżeńskiej kłótni?

Kiedy Kostek zaczął się buntować, słyszałam, żeby takie zachowania ignorować. Żeby wiedział, że nie ze mną te numery i więcej nie próbował. Cóż… U nas to absolutnie nie działało! Kiedy mój synek nie widział reakcji – nakręcał się coraz bardziej, bo myślał, że zwyczajnie go nie słyszę, a skoro go nie słyszę, to usłyszeć muszę, więc w efekcie… Słyszała go cała ulica ;). Zaczęłam więc kombinować inaczej i tak metodą prób oraz błędów odkryłam, że najlepszą odpowiedzią na bunt są trzy zachowania rodzica.

1. Rozmowa.

Ten sposób wymaga od ciebie anielskiej cierpliwości i zrozumienia jednej podstawowej kwestii: dziecko nie krzyczy po to, żeby zrobić ci na złość. Nie krzyczy dlatego, że jest rozkapryszone albo – nie wiem – za punkt honoru postawił sobie doprowadzić cię do psychicznej ruiny. Nie. Ono po prostu nie potrafi poradzić sobie z własnymi emocjami. Ty też nie zawsze potrafisz, a przecież od swojego dziecka jesteś o dwadzieścia-trzydzieści lat starsza! Uwierz mi: jego ta sytuacja męczy jeszcze bardziej niż ciebie.

Więc… Skoro jesteś starsza, musisz to jakoś rozwiązać. Tak, ty. Przeprowadzić swoje dziecko bezpiecznie na drugą stronę. Wyjaśnić mu, co czuje. Często wydaje nam się, że dzieci krzyczą „bez powodu”, ale powód jest zawsze, tylko może ono samo nie wie jaki? Twoim obowiązkiem jest z dzieckiem do tego dojść. Może jest zazdrosne o to, że więcej czasu poświęcasz jego rodzeństwu? A może coś się stało w przedszkolu? U nas często krzyk jest zwiastunem choroby: Kostkowi nic się nie podoba, bo najzwyczajniej w świecie zaczyna czuć się źle.

Nie ignoruj buntu swojego dziecka! Oczywiście to nie oznacza, że masz od razu spełniać wszystkie jego zachcianki.

Lepiej tłumacz, dlaczego nie możesz się na coś zgodzić. Zawsze spokojnym tonem, nawet jeśli robisz to po raz tysięczny. Nie daj się wyprowadzić z równowagi, bo to na pewno nie pomoże! Kiedy dziecko zrozumie, że „nie” znaczy „nie” (zazwyczaj po kwadransie-dwóch, chociaż rodzicowi wydaje się, że to trwa wieczność!), przytul je i wytłumacz, co przed chwilą czuło. Powiedz, że krzyczało, bo było złe, chciało dostać czekoladę, ale nie może, bo zaraz będzie obiad, a czekoladę zjemy na deser. Jeśli masz starsze dziecko, zamiast nazywać jego emocje, możesz zadawać pytania, niech ono opowie, jak się czuło i dlaczego. Ważne, żeby wiedziało, że to była złość, złość jest normalna, każdy ją czasami czuje, ale zawsze lepiej wtedy wszystko sobie wyjaśnić i dojść do jakiegoś rozwiązania niż się przekrzykiwać.

2. „Chcę się do ciebie przytulić!”.

Najlepszy sposób, kiedy jesteście w centrum handlowym i nie chcesz odstawiać szopki na środku korytarza. Reakcja mojego kilkulatka jest… Natychmiastowa! Wystarczy, że – kiedy krzyczy – powiem do niego: „Jest mi źle. Mogę się do ciebie przytulić?”, a on zamiera w pół słowa. Wtedy ja biegnę do niego z otwartymi ramionami oraz mokrymi całusami, ściskam go i obejmuję mocno, równocześnie czując, jak nagle cały stres z niego opada (no bo przyznaj sama – kto się nie lubi przytulać?). Mówię mu przy tym, jak bardzo tego potrzebowałam i chociaż on nie odpowiada nic, to wiem, że potrzebował tego jeszcze bardziej ode mnie. To ważne, żeby nie pytać: „Chcesz się przytulić?”, bo dziecko jest na ciebie złe i na pewno odpowie, że nie, nie ma ochoty, nie teraz, w tej chwili – słuchaj mamo! – to ja chcę czekoladę!!!

Pamiętaj – to ty potrzebujesz przytulenia. Nie znam osoby, która by odmówiła (a próbowałam nawet z moim mężem!). Synka zawsze wtedy głaskam po głowie, sadzam sobie na kolanach i tłumaczę mu na ucho: „Widzisz jak fajnie się przytulać? Lepiej się przytulać niż na siebie krzyczeć”, a kiedy on przyznaje mi rację, gładko przechodzimy do punktu pierwszego czyli do rozmowy o emocjach.

3. Naśladowanie.

Widziałam to na jakimś filmiku na Facebooku i pewnego dnia postanowiłam spróbować. To raczej nie jest sposób do wykorzystania przy ludziach, no chyba że masz gdzieś komentarze innych. Sprawdza się przy błahych kłótniach i szybko rozładowuje napięcie. Nie próbuj, kiedy dziecko jest zmęczone, rozdrażnione albo zdążyło się już na dobre rozkręcić.

W skrócie chodzi o to, żeby zacząć je naśladować. Ono krzyczy: „Chcę czekoladę! Teraz chcę czekoladę! Masz mi kupić czekoladę, słyszysz?!!!”, na co ty zaczynasz w podobnym tonie: „A ja chcę sukienkę! Teraz chcę nową sukienkę! Kupisz mi sukienkę???”. Kostek zawsze na to wybucha śmiechem :). Jeszcze coś tam próbuje powiedzieć, ale że jestem nad wyraz uparta i naprawdę chcę nową sukienkę, to szybko dochodzi do wniosku, że nie ma sensu wykłócać się z kimś tak niepoważnym i niedojrzałym jak ja.

Plus jest taki, że całą „awanturę” kończycie w naprawdę dobrych humorach, zanim w ogóle się zacznie. Po takiej scenie mój trzylatek rozumie, że krzyk nie jest żadnym rozwiązaniem, i że lepiej porozmawiać.

Bo w tym wszystkim wcale nie chodzi o to, żeby nasze dzieci były grzeczne, ciche i spokojne. Żeby przestały walczyć o swoje i więcej się nie upierały. Nie, upór to całkiem fajna cecha charakteru :). Więc niech mówią! Co czują, czego chcą… Ale z poszanowaniem granic innych.

podwpis

Dodaj komentarz

10 komentarzy do "Niezawodne sposoby na bunt dwulatka, trzylatka… Drugi działa nawet na męża!"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
pestki
Gość
pestki

Nie ze mną takie numery rzekł by mój trzylatek ?? Ale fajnie, że u was działa.

MyLittleAntS
Gość

u nas najlepiej działa przyłączenie się do gry: A gdzie to? lub A co to? Wtedy rozśmiesza się nawet najbardziej ponury skorpion.

e-milka
Gość
e-milka

1. Nie ignoruje, ale przeczekuje. To znaczy tlumacze swoje stanowisko i pozwalam dac ujscie emocjom, po czym znow tlumacze. Staram sie zachowac spokoj, patrzec podobnie jak Ty – z perspektywy dziecka. Niemniej jednak, musze przyznac, ze nie zawsze mi sie to udaje. 2. dobry pomysl 3. stosuje, ale rzadko, by nie spowszednialo. 4. kiedy dzieci byly bardzo male, odwracalam tez uwage. Uwazam jednak, ze przy starszych tak robic nie nalezy – chce by moje dziecko znalo moje stanowisko w sprawie tej przykladowej czekolady przed obiadem i rozumialo moje argumenty, nawet jesli jest to „podle i niesprawiedliwe” ;)

Ducky
Gość

Odkryłam Twój blog przypadkiem, upatrując sobie w wyszukiwarce pocieszenia na jeden z moich nowych wyrzutów sumienia (młode mamki mają Sylwii ruch boli, nie ma do czego wracać ;).
No i znalazłam to pocieszenie… i zostałam na dłużej :). A wracając do tematu – chwyt z tuleniem znam, stosuję i kocham. Niezawodny sposób na pokonanie przeciwnika, który w dodatku lubi wówczas zostać pokonany :)

Karolina
Gość
Karolina
Mamy prawie 3 latka na stanie i faktycznie lepiej ‚zapobiegać niż leczyć’ czyli starać się rozładować napięcie zanim eskaluje ;) chciaż czasami nic nie działa i zachowuje się jak zawieszony Windows ;) ale ja jeszcze jedną mam sprawę, w marcu ma przyjść na świat nasza córeczka i kompletnie nie mamy pomysłu i zgody na imię dla niej, w tym tyg do głowy mi przyszło żeby dać jej na imię Basia – tak jak moja mama ;) ale teraz wątpliwości czy to nie za dużo Baś na jedną rodzinę, kiedyś pisałaś, że Wasza Basia jest po babci ? Znaczy po Twojej… Czytaj więcej »
Pani Fanaberia
Gość

U nas najlepiej działa mniej więcej taka kolejność:
1. Przeczekanie pierwszego napadu. Repertuar mojej córki jest na prawdę szeroki i zawiera wrzaski, rzucanie się na ziemię, wicie, kopanie, a czasem i bicie. Na tym poziomie tłumaczenie czy nazywanie emocji nie ma najmniejszego sensu. Podobnie jak przytulanie.
2. Pytanie o przytulenie. Jeśli Zo jest gotowa to ją przytulam, jeśli nie to dalej czekam.
3. Po przytuleniu spokojne wytłumaczenie emocji, sytuacji.

Niestety odbijanie piłeczki i naśladowanie jej zazwyczaj tylko pogarsza sprawę;)

Kasia
Gość

Ha! Mój niespełna 3-letni syn wyczuł metodę przytulania się i ZAWSZE jak nie chcę spełnić jego zachcianki, krzyczy: „tulać! tulać!”. Na początku czułam, że przytulenie się do mnie daje mu siłę, żeby powstrzymać swoje zachowanie, a teraz jakby wyczuł, że można coś ugrać na tym- przytuli się, uspokoi, a jak się odlepi ode mnie/męża, histeria zaczyna się od nowa. Wygląda to trochę tak, jakby przytuleniem zamykał nam usta, mimo, że tłumaczę mu, dlaczego nie zrobię tego, o co prosi. Macie jakiś pomysł na takiego spryciarza?