Mum and the city

Nieśmiałe dziecko – czy musisz z tym walczyć?

13 sierpnia 2015

DSC_0984

ŚWIAT NIE ROZUMIE NIEŚMIAŁYCH

Wyobraź sobie, że budzisz się nagle na scenie. Przed tobą dziesiątki wpatrzonych w ciebie oczu. Czegoś od ciebie chcą. Ktoś wciska ci do ręki mikrofon i oczekuje, że powiesz coś mądrego. Tu, od razu, na poczekaniu wymyślisz. A ty masz w głowie pustkę. Czujesz, jak się czerwienisz i że z każdą sekundą jest coraz gorzej.

Tak właśnie czuje się nieśmiałe dziecko, kiedy wychodzi z domu.

Wróć na tę scenę jeszcze na chwilę. Ponieważ nie masz pojęcia, co zrobić, zaczynasz myśleć, jak uciec. Na scenie poza tobą jest jeszcze twoja mama. Cieszysz się, że nie jesteś sama, więc szybko biegniesz w jej stronę i chowasz się w jej ramionach w nadziei, że razem stąd wyjdziecie. Ale ona wyplątuje się, stawia cię przodem do widowni, podtyka mikrofon pod sam nos i zachęca miłym głosem:
– Nie bój się. Nie ma się czego bać! Przywitaj się!

Tak zachowują się rodzice nieśmiałego dziecka, kiedy wychodzą z nim do ludzi.

A teraz wyobraź sobie tę scenę po raz ostatni. Oślepia cię światło reflektorów. Czujesz, że wszyscy są już zniecierpliwieni twoim zachowaniem. Publiczność opuszcza swoje miejsca, obstępuje cię ciasnym wianuszkiem i dziwi się na głos:
– Dlaczego nic nie mówi?
– Jaka nieśmiała!
– Jak można się tak zachowywać?
– Wyrośnie z tego?
– No przywitasz się ze mną czy nie?
– Daj buzi!

Tak robią ludzie, kiedy widzą nieśmiałe dziecko.

DSC_0993

MAM NIEŚMIAŁE DZIECKO

I wiesz, co słyszę na każdym kroku?
– Tak go przyzwyczaiłaś.
– Cały czas z mamą, więc boi się obcych.
– Może zapiszesz go do przedszkola?

Tak, żeby siedział w kącie i pół dnia płakał, a drugie pół patrzył w okno, czekając, aż po niego przyjdę.

Nieśmiały nie stanie się duszą towarzystwa, tak jak niski nagle nie urośnie, niebieskooki nie będzie mieć oczu piwnych, a rudego nawet po przefarbowaniu się na kruczoczarno zdradzą miedziane odrosty.

Bo nieśmiałość nie jest cechą nabytą, a wrodzoną.

CZYLI NIE DA SIĘ TEGO ZMIENIĆ?

No nie. Ale coś zrobić można. Na przykład: znaleźć pozytywy. I zaakceptować. Nieśmiały znaczy wrażliwy. Potrafiący słuchać. Grzeczny (przynajmniej przy obcych ;)). Tyle wygrać!

DSC_1004

Nie przyśpieszaj. Jedno dziecko od razu pobiegnie do nowej cioci, drugie dopiero po godzinie, a inne po… Roku. To chyba nawet lepiej, że nie idzie za każdym, kto częstuje go cukierkiem? Po co to na siłę zmieniać?

Myślę, że my matki rozumiemy nasze dzieci. Ale otoczenie wymaga od nich, aby rozdawały buziaki na prawo i lewo. No czy to jest normalne? A ty rozdajesz i od razu wszystkim ufasz? Więc nie słuchaj tych, którzy mówią, że to twoja wina. Do szewskiej pasji doprowadzają mnie ludzie, którzy zabierają Kostka z moich kolan, nawet jeśli ten jest autentycznie przerażony. Zła matka, trzyma syna pod kloszem, zamiast wystawić go na środek pokoju i kazać mu recytować wierszyki. I co z tego, że płacze? Popłacze, popłacze, ale w końcu przywyknie!

A ja się nie zgadzam! Bo taka moja rola. Być przy dziecku, kiedy się boi. Rozumieć, co czuje. Nie zadawać mu gwałtu, tylko powoli oswajać ze światem.

DSC_1012

DSC_1002

  • Ali

    tez mam niesmiale dziecko (sama tez z gatunku takich jestem ;) ) Ale mozna troche mu pomoc – tak mi sie wydaje bo u nas sie sprawdza :) Przede wszystkim miejsca – zauwazylam ze nasz synek jest bardziej niesmialy w nowych miejscach, a jak juz sie do jakiegos miejsca przyzwyczai to i stopniowo zaczyna sie do ludzi przekonywac – zwlaszcza jesli widuje tych samych codziennie w tym samym miejscu. Tak wiec na plaze chodzimy zawsze w to samo miejsce, ten sam basen, ten sam plac zabaw itp i jako ze spotykamy tam czesto tych samych ludzi Mlody stopniowo przestaje sie ich bac a przy ktoryms kolejnym spotkaniu pomacha na dowidzenia, a przy nastepnym wysle buziaka, a za kolejnym przybije piatke :) I tak go stopniowo oswajamy ze swiatem… do zlobka tez poszedl i po pol roku chodzi tam z radoscia i usmiechem na ustach… :)

    • Tak, u nas też: te same miejsca, ci sami ludzie. Trzeba dać dziecku czas. Jak nieśmiały już się przyzwyczai, to potrafi się otworzyć i to jest piękne (mina cioci, przed którą zawsze się chowa, a pewnego dnia podchodzi i tak po prostu się przytula – bezcenna).

      Jeśli chodzi o przedszkole, to ja byłam gotowa dopiero w sześciolatkach… Kurcze, jak miałam kilka miesięcy to chodziłam do niani, od trzeciego roku życia przedszkole, ale to była dla mnie trauma (codziennie z płaczem, że chcę do mamy). I teraz nie wiem, czy mój syn nie będzie mieć podobnie :/. Na siłę go nie zaprowadzę (o ile nie będę musiała wrócić do pracy), ale też świta mi w głowie, że po prostu ja trafiłam do nieodpowiedniego miejsca, zła kadra, panie nie wiedziały, jak mnie ośmielić (a wystarczyło poprosić śmielsze dziewczynki, żeby podeszły się z Ilonką pobawić – tak było pierwszego dnia w sześciolatkach i tam chodziłam z uśmiechem na ustach).

      Także będziemy szukać fajnego przedszkola (to podstawa!) i trzymać kciuki, żeby udało się bez płaczów.

      • Ali

        to prawda z tym wlasciwym przedszkolem – mamy kuzyna ktory przy pierwszych probach oddania do przedszkola wpadal w histerie, a zostawiony na sile doprowadzal do rozpaczy nauczycielki i dzwonily do matki zeby go odebrala bo nie daja rady, przerobila kilka placowek, az w koncu trafila na to zlobko-przedszkole do ktorego teraz chodzi nasz syn – i tam panie tak umialy sie dzieckiem zajac ze nie plakalo dluzej niz 5 minut! Tak wiec odpowiednia kadra i podejscie naprawde moze rozwiazac wiele problemow :)

  • Piękny tekst – strasznie mi się podoba.
    Nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób. Ja sama jestem nieśmiała przy pierwszych kontaktach (poza pracą, bo w pracy wiem, że muszę oraz, że druga strona tego ode mnie oczekuje) i nigdy nie pomyślałam, że można to tak fajnie opisać. Ja akurat potrafię szybko się przełamać, ale nie pomyślałam, że nie każdy musi tak mieć, ani że się z tym rodzimy. Dobrze wiedzieć.

  • evi

    Nie zgadzam się z Tobą, sama jestem nieśmiała i moja córka tez taka była – maly dzikusek, ktoremu najlepiej bylo u mamy na rekach. Nie chcialam zeby taka byla bo nieśmiałość w dzisiejszych czasach nie poplaca, poslalam ja do zlobka i przyznaje nie bylo łatwo, miałam ochotę zrezygnować i gdyby nie mąż pewnie bym ja wypisala. Przetrwalysmy dwa tygodnie i uwazam ze bylo warto. Emi chodzi juz 3 miesiace do zlobka i jest juz calkiem innym dzieckiem, na placu zabaw pierwsza biegnie do dzieci, nauczyła dzielic sie zabawkami, dalej jest za mamą ale juz kurczowo nie trzyma sie maminej spodnicy. Jest bardziej komunikatywna, nauczyla sie nowych zabaw a przede wszystkim funkcjonowania w grupie rowiesnikow. Nie ma co trzymac dziecko w domu im dluzej będzie przy mamie tym trudniej będzie mu przyzwyczaić do przedszkola/szkoly

    • Aga

      Właśnie chciałam napisać podobny komentarz, ale już właściwie wszystko ulejas to, co ja myśle i jak było u nas. Nasza córcia stała się bardziej śmielsza w przedszkolu, chodzi tam odkąd skończyła 19 miesięcy. Zaczyna gadać w dwóch językach (mieszkamy w UK), same plusy, nie była jakaś mega niesmiala, ale nowe otoczenie, ludzie sprawiły, ze jej poziom pewności siebie bardzo wzrósł.

    • KasiA

      Nie zgadzam się z tym.Poniewaz man niesmiale dziecko tez wczesnie zapisywalam do roznych grup. Zajecia byly fajne, ale dla dziecka to byla czaseem droga ptzez meke iu nas to o wield duzej trwalo. Niektore dzieci potrzebujao wiele wiecej czasu i teraz widze, ze posylanir maluch dzieci na sile nie zawsze jest dobre. A starsze dzieci jednak wiecej rozumieja i latwiej im sie odnalesc. Nie popieram zasady zeby pchac dziecko na sile.

  • o chlopcu I

    Przedszkole nie zawsze rozwiązuje sprawę … Chłopiec chodzi do przedszkola chętnie ale wciąż ma problemy z przyłączeniem do grupy , ma kilkoro przyjaciół ale nigdy nie jest pierwszy, nie walczy o swoje … Panie w przedszkolu delikatnie mu w tym pomagały ale tez nic na sile …made dziecko jest inne i wyrasta na innego dorosłego … Każdy ma swoje mocne strony i nie musi to byc odwaga

    • O! Pięknie to napisałaś! Dokładnie, „każdy ma swoje mocne strony i nie musi to być odwaga” <3

      • kasua

        Tak jest!

  • Mam trzy córki i każdą inną. Pierwsza była jako małe dziecko dosyć nieśmiała, trzymała się spódnicy, jak to napisałaś, Druga i trzecia z tych samych rodziców są kompletnie inne, bez naszej zasługi ani pracy – takie po prostu są. Najstarsza ma teraz prawie 13 lat, z lękliwej nieśmiałości nic nie zostało. To bardzo trudne zadanie wyczuć, gdzie delikatnie popychać, a gdzie po prostu nie naciskać. Moim zdaniem na ile się da dobrze jest pomagać dziecku przełamywać nieśmiałość, ale bezwzględnie bez wywierania presji i z pełną akceptacją nawet jeśli się nie udaje. Jedno jest pewne, trzeba słuchać siebie i nie przejmować się opinią „życzliwych”.

    • Ale u mnie to samo! Mój brat był mega odważny (pewny siebie, itp.). Ja? Nieśmiała. Ci sami rodzice, tak samo nas wychowywali :).

  • Misako – matka po japońsku

    W drugą strone też niedobrze. Moja jest sprzedajna, do dorosłych, z sercem na dłoni, a do dzieci nie ufna, ale to też może być sprawa wieku. Co rusz, nawet przy tych „ciochach i wujkach” muszę jej powtarzać, że z obcymi nie, niewolno chodzić, dawać ręki, brać o nikogo bez zgody mamy/taty, niani. Ty musisz otwierać szeroko ramiona, a ja z cenia(mama papa) czuwać. , ech nie jest to łatwe.

  • caramelandwhite

    Amen.

  • Marzena

    Fajnie, że poruszyłaś ten temat. Przypomniałam sobie siebie sprzed kilkunastu lat, kiedy odezwanie się przy większej grupie osób wywoływało u mnie pot na plecach. Dzisiaj taka nie jestem, ludzie uważają mnie za towarzyską i dowcipną osobę. A wiesz co spowodowało zmianę? Mając chyba 12 lat zapisałam się tańce do pobliskiego ośrodka kultury. Na początku ćwiczyłam w kąciku, żeby nikt mnie nie widział i nie zwracał na mnie uwagi. Z czasem nabrałam pewność i w końcu pozbyłam się tego wiecznego wstydu. Może jakieś zajęcia grupowe dla chłopców mogłyby pomóc? Nie mówię, że teraz, bo jest jeszcze mały i może sam z tego wyrośnie, ale może kiedyś sam będzie chciał to jakoś przezwyciężyć.

    • Tak! Na pewno będziemy szukać – mąż koniecznie chce, żeby chodził na piłkę nożną, zobaczymy czy się spodoba :).

  • to minie ;) moj starszy byl identyczny! do 3go roku zycia nie mial czestego kontaktu z dziecmi, na placyku obserwowal, oddawal ‚grzecznie’ swoje zabawki, nie wyrywal cudzych, plakal i sie bronil przed pocalunkami wszelkich cioc czy wujaszkow, zapytany o co kolwiek chowal sie za mna a zachecany do rozmowy czy do wejscia na wyzszy szczebelek drabinki tym bardziej stawal okoniem. po przeprowadzce zaczelismy sie czesciej spotykac z nowymi sasiadami i z ich dzieciakami. nagle z mojego malego chlopczyka zrobil sie troche wiekszy i zdecydowanie smielszy chlopczyk ;) moze nie tak ‚rozbrykany’ jak inne dzieci ale ladnie bawil sie w grupie, bez problemu rozmawial ze wszystkimi nowymi ‚wujkami’ i ‚ciociami’. dzieki temu wszelkie obawy przed pojsciem do przedszkola minely. bylo pare lez, ale generalnie wszystko odbylo sie bezstresowo. najwieksza zmiane zauwazylam sie po pojawiniu corki (3lata temu), a po pierwszej klasie mam juz calkiem nowego synka ;) jest bardzo samodzielny (nie ma skonczonych 7lat a juz chodzi sam do sklepu nie tylko po buleczki, ale nawet przyniesie lososia, pory, ziemniaki czy reczniki kuchenne), otwarty, gadatliwy. dzieki tej swojej ‚wrodzonej niesmialosci’ mniej sie o niego boje i ze spokojem pozwalam latac z chlopakami po osiedlu :) dziecka ‚z wrodzona fantazja’ (czyli corki) tak szybko bym nie puscila samopas :) no chyba ze pod czujnym i opiekunczym okiem starszego rozsadnego brata ;)

  • Moja koleżanka z klasy przez kilka lat była bardzo nieśmiała, ale z czasem ku mojemu zdziwieniu to się zmieniło:-)

  • Ela Chwirot

    Ja bylam niesmialym dzieckiem. Najgorsze wspomnienia to wlasnie te proby walki wszystkich z tym, natretne pytania, buziaki. Moje dziecko nie ma pojecia co to niesmialosc. Fajnie, mowilam na poczatku.Z przyczyn technicznych poszedl do przedszkola jak mial 7 mcy(tak przedszkola, tu nie ma zlobkow, a szkola zaczyna sie w wieku 3 lat). Na godzine dziennie. Byl jakies 3 tygodnie, zrezygnowalam. Wrocil w tym roku w kwietniu, majac niecale dwa lata. Tez zmusila mnie sytuacja. Pierwsze dni srednio, zostawal godzine, dwie. Po dwoch tygodniach kladl sie na podlodze, jak o 17 pojawialam sie zeby go odebrac, nie chcial do domu. Kwestia dziecka, kwestia przedszkola (w moim jest 20 sztuk maluchow w wieku od 4mcy do 3lat i trzy panie). Wiecie co nie jest fajne w takim dziecku? Kazdemu da sie wziac na rece, z kazdym pojdzie, a ja tylko walcze z ta swoja paranoja, ze mi go ktos porwie alboco. Tak zle i tak nie dobrze. Ale taki jest. Nie mam zamiaru z tym walczyc. Tlumacze i bede tlumaczyc, jak podrosnie. Ale walczyc nigdy. To jego charakter. Ja bylam niesmiala i gdyby pozwolono mi byc niesmiala bez jakiegos parcia na zmiane mnie na sile (bez skutku) bylabym sobie niesmialym cokolwiek szczesliwszym dzieckiem.

  • piękny wpis !!! moja druga córka, na widok czy to rodziny czy obcych potrafiła ze strachu płakać godzinę, płącz rozdzierający serce. teraz, mając 2 lata jest juz lepiej, jest duszą towarzystwa, ale do tej pory z nikim nigdzie nie pójdzie bez mamy. nawet z tatą. nawet ze starszą siostrą. nie naciskam. nie zmuszam broń boże. wiem jaka jest i to mi wystracza. nic na siłe i nic na pokaz. to nie piesek w cyrku. a swoje się juz nasłuchałam „bo ciągle z mamą to taka jest”. ech ludzie…niech się każdy swoim poletkiem zajmie i zaraz bedzie lepiej na świecie.
    pozdrawiam
    Kasia

  • Asia

    Nie wiem dlaczego , ale się wzruszylam czytając ten wpis . pięknie napisane. Niestety, obecnie ludzie boja się mieć wrażliwe i wstydliwe dzieci z obawy że sobie nie poradza w życiu. Chca na siłę zrobić z nich osoby przebojowe. Tak mój tata robił z nami, pchajac nas na siłę do rówieśników, wyzywajac od dzikusow. Efekt jest taki że wiary w siebie brak. Nawet ten wpis pisze i milion razy poprawialam …. Pozdrawiam

    • O! Dokładnie, przebojowość jest w cenie, ale nieśmiałe dziecko nie będzie przebojowe, to tak jakby kazać żabie latać. Nie ma co walczyć, trzeba akceptować, podkreślać plusy (nieśmiali mają mnóstwo zalet!), wspierać. Dbać o silne podstawy, jak ma z tego wyrosnąć, to wyrośnie :) a jak nie, to przynajmniej nie będzie się czuć z tą swoją nieśmiałością „niewystarczający” i za mało do przodu dla rodziców.

  • M

    Nie zgadzam się. Ten temat trzeba z dzieckiem „przepracować”. Porozmawiać o jego lękach i zaproponować rozwiązania. Jesli to nie pomoże warto wybrać się z dzieckiem do psychologa.

    • Porozmawiać z dwulatkiem o jego nieśmiałości? O.o

      Dorosły sobie nie zdaje sprawy z czego to wynika (to tak jakby pytać: dlaczego jesteś śmiały czy gadatliwy? No tacy się po prostu rodzimy!), a co dopiero dziecko…

  • Znam to z autopsji, odwiecznie nieśmiałe dziecko, ale jakoś wcale mi w dorosłym życiu odwagi nie brakuje:) świetny tekst!

  • Moje dziecko jest raczej śmiałe, ale w życiu bym nie przyszło do głowy mówić do niego w ten sposób. To chyba nie jest problem rodziców dzieci nieśmiałych, ale części ludzi w ogóle. Dziecko ma robić tak i tak. Jak bezmyślna małpka do zabawy. No nie, na to się nie godzę. Jeśli moje dziecko nie chce podac ręki komukolwiek, godzę się z tym. Widać nie ma ochoty. Ja też nie podaję ręki, gdy nie mam na to ochoty. W ogóle uważam ten zwyczaj za niehigieniczny i przenoszący zarazki. Zwykłe Witaj albo Dzień Dobry powinno wystarczyć.

  • Agnieszka – Kieruski

    A ja mam dokładnie na odwrót z moim niespełna dwuletnim synkiem i uważam, że nie można przesadzić w żadną stronę. Bo ani dziecko nie może być zbyt nieśmiałe, bo ciężko będzie mu się odnaleźć w otoczeniu rówieśników, ani nie może być przesadnie do przodu, bo będzie narażać się na niebezpieczeństwo. Sama byłam bardzo nieśmiałym dzieckiem, które paraliżował kontakt z innym ludźmi, ale mój mały jest dokładną przeciwnością. Nie boi się nikogo i niczego, lezie wszędzie, zaczepia obcych ludzi, a wyjście z nim do sklepu czy do knajpy wiąże się z ogromnym wyczynem, aby utrzymać go przy sobie. W sumie nie da się go utrzymać przy nas dłużej niż minutę. Może to wynika wyłącznie z charakteru, ale myślę, że duży wpływ ma też tryb życia rodziców i wrażenia, jakich dostarczają swojemu dziecku. My postawiliśmy na podróże z dzieckiem, więc synek już od małego był otoczony obcymi ludźmi w różnych zakątkach świata. Teraz mamy strasznie ciekawskie i niepokorne dziecko, które trzeba chronić, bo pomimo swojej odwagi on kompletnie nie rozumie, że istnieje coś takiego jak zagrożenie i np. źli ludzie.

  • KasiA

    Zgadzam się, tez mam niesmiale dziecko (ale się robi coraz bardziej smiale). Sama byłam niesmiala a w pracy prowadze szkolenia dla dużych grup ludzi. Nieśmiałość to cecha jak kazda inna, tylko wkurza mnie ze dużo ludzi tak ja negatywnie ocenia :)

  • Karolina Zaręba

    Bardzo trafne spostrzeżenia, ja rozumiem ten problem i staram się dzieci ze soba oswajac

  • Kiedyś nie byłam sobą, wiem to na pewno. Mama często tłumaczyła mi w nerwach, że Muszę mówić Dzień Dobry, że Muszę się przywitać, że Muszę się uśmiechać, że Muszę rozmawiać z ludzmi, że Muszę bawić się z dziećmi sama a nie z mamą u boku itd. itd. To Muszę było przekleństwem. Zamknęłam się w sobie do tego stopnia, że bałam się odezwać nawet do cioci czy wujka. Chowałam się za fotel i czekałam aż wszyscy sobie pójdą.W szkole miałam kolegów, koleżanki mnie nie lubiły. Bo faceci biorą co jest, a baby udziwniają i pewnie byłam dla nich dziwna. Przyszedł czas, że zrozumiałam kim jestem naprawdę i że bez ludzi wokół siebie żyć nie potrafię. To był długi i samotny proces, dopiero w życiu zawodowym stałam się śmiała, odważna i pewna siebie. Popatrz, jak przez głupi rodzicielski błąd można zmarnować dziecku najlepsze lata młodości…

    .

  • mam nieśmiałe dziecko, jedno. I wcale tego nie neguję, nie walcze z tym. Śmiałośc przyjdzie później, z wiekiem. Ich mama przemogła to w sobie, mojemu dziecku tez się uda.