Mum and the city

Nie nadaję się do żłobka

16 listopada 2017

Czy posłać dziecko do żłobka

Za nami przygoda ze żłobkiem. Wytrzymałam dwa dni. Tak. Całe DWA DNI. Co takiego strasznego się stało, że postanowiłam zabrać stamtąd moje dziecko? I że w ogóle cały pomysł ze żłobkiem uważam za poroniony? Naprawdę, bardzo współczuję rodzicom, którzy nie mają innego wyjścia, ale kompletnie nie rozumiem tych, którzy nie muszą, ale mimo wszystko do żłobka swoje dzieci posyłają!


KIEDYŚ

Żłobek kojarzył mi się ze wszystkim, co najgorsze. Słyszałam dużo niepochlebnych opinii, że to taka przechowalnia i w duchu się z nimi zgadzałam. Ja? Ja będę inną matką! Zostanę z dzieckiem w domu, jak długo będzie tego potrzebować!

Dlatego po pierwszym porodzie nawet nie szukałam pracy, bo wiedziałam, że na nianię średnio nas stać (w szkole zarobiłabym tyle samo, ile wydałabym na opiekunkę), a żłobek nie wchodził w rachubę. Pobyt w nim traktowałam trochę jak pobyt w szpitalu, czyli: „Unikaj, póki możesz”.

Potem jednak moje myślenie zaczęło się zmieniać…


POTEM

Okazało się, że praca w domu z dzieckiem na kolanach brzmi świetnie, ale… Tylko w teorii. Bo tak naprawdę nie jesteś ani z dzieckiem, ani w pracy. Mam w głowie mnóstwo planów, ale dopóki w ciągu dnia zajmuję się dzieckiem – z niczym nie mogę ruszyć pełną parą.

W końcu zaczęło mnie to frustrować. Te zarwane noce, kiedy cała rodzina już spała, a ja do drugiej-trzeciej stuk, stuk w klawiaturę. Ten brak czasu dla męża, bo dziećmi zajmujemy się na zmianę: kiedy on pracuje, ja zabieram je na spacer; kiedy ja ogarniam sprawy zawodowe, on jedzie do babci na obiad. Dały mi już w kość te cztery lata bez wolnych wieczorów, bo kiedy tylko dzieci kładą się spać, siadamy do komputerów i zamiast patrzeć sobie w oczy, patrzymy w migający kursor myszy, wymieniając zdawkowe: „Ty bierzesz maila od Kasi, a ja od Marianny, ok?”.

W dodatku byłam mega zadowolona z przedszkola starszaka: widziałam, z jakim uśmiechem z niego wraca, z jakim błyskiem w oku opowiada o swoich kumplach, lekcjach angielskiego, jak recytuje wiersze, śpiewa, rysuje i lepi. Ile pomysłów na zabawy stamtąd przynosi! I smakują mu dania, których w domu w życiu by nie tknął, na przykład jaglanka czy zupa szczawiowa!

Basia patrzyła na brata z zazdrością. Za każdym razem, kiedy wychodził do przedszkola, stała ze swoimi bucikami w drzwiach – również gotowa do wyjścia. Kiedy odbierała ze mną Kostka po południu, pierwsze co robiła, to biegła do sali pełnej dzieci. Widziałam, że potrzebuje kontaktu z rówieśnikami. Że w domu się nudzi.

Wtedy zapadła decyzja: wysyłamy Basię do żłobka! Na kilka godzin tylko, pobawi się, a ja i Piotr ogarniemy, co mamy do ogarnięcia i dzięki temu popołudnia całe, wieczory oraz weekendy będziemy mieli wyłącznie dla rodziny.


TERAZ

Basia poszła do żłobka chętnie. Jeszcze w szatni z niecierpliwością przebierała nogami i nie patrząc na nas – swoim zwyczajem pobiegła do sali pełnej dzieci. Zapłakanych dzieci. To jej nie zraziło: przez okno widziałam, jak chwyta zabawkę – jeździk jakiś – i zasuwa z rozwianym włosem przez dywan.

Odetchnęłam z ulgą. Tego dnia w żłobku była dwie godziny.

Na drugi dzień pobiegła z takim samym entuzjazmem, znowu przywitał ją ryk dzieci, więc na moment zwątpiła, ale zaaferowana uspokajaniem całej grupy opiekunka szybko zamknęła za nią drzwi. Basia została w środku, a ja na zewnątrz.

„To normalne, że dzieci płaczą” – uspokajali mnie, czy raczej siebie rodzice przed budynkiem żłobka. Wiem, że to normalne. U starszaka w przedszkolu też płakali. Ale na Boga! Dwójka czy trójka dzieci, a nie wszyscy na raz, w dodatku tylko we wrześniu, a my mamy już listopad!

Z sercem na temblaku wróciłam po córkę tak jak pierwszego dnia – dwie godziny później. Zajrzałam przez okno. Snuła się po sali z podkówką na twarzy, cała spocona, z zaczerwienionymi i opuchniętymi od płaczu powiekami. Widać było, że jest wykończona i wyglądała tak, jakby szukała kogoś, kto zwróci na nią uwagę, przytuli, uspokoi. Pani w kącie pokoju ogarniała maluchy, które były w gorszym stanie od mojej Basi. Tam chyba nie było dziecka, które nie wyłoby w rozpaczy! Mój wzrok spotkał się ze wzrokiem mojej córki, która podbiegła do okna, a ja – jak najszybciej pognałam do sali.

Dzieciaki za ścianą wyły jeszcze gorzej niż rano, kiedy były odprowadzane przez rodziców. Myślałam, że wyważę drzwi, za którymi się znajdowały!

„To normalne, że płaczą” – powiedziała opiekunka na mój widok. I że Basia naprawdę dzielnie sobie radzi, zaczęła płakać tylko dlatego, że inne dzieci płakały. Nie obchodziło mnie to. Już w tym momencie nie wyobrażałam sobie, żeby przez kilka godzin dziennie, CODZIENNIE miała chodzić do miejsca, gdzie wszyscy ryczą. Serio. Dorosły by tego nie zniósł!

Kiedy ją ubierałam, płakałam głośniej od niej. Niewiele myśląc, zabrałam z półki wszystkie jej rzeczy. Bo w momencie, w którym nasz wzrok spotkał się przez szybę i zobaczyłam to rozpaczliwe: „Mamo! Gdzie byłaś???” postanowiłam, że już nigdy do żłobka nie pójdziemy.

Wszystko, co kiedyś myślałam o żłobku okazało się… Prawdą. To przechowalnia, gdzie dzieci zostają nakarmione i przewinięte, ale nic poza tym. Może czasami się pobawią, ale częściej płaczą, bo są zwyczajnie… Maleńkie jeszcze i w większości na żłobek niegotowe. Pani za to jest jedna na kilku i chociaż się stara – nie jest w stanie zastąpić im mamy!

Nie wiem, może to za wcześnie dla Basi.
Może źle trafiliśmy.
Może to ja jestem przewrażliwiona?
Może to normalne, że dzieci płaczą…

Jednak nasza dwudniowa przygoda otworzyła mi oczy. Przypomniałam sobie, dlaczego chciałam zostać z dziećmi przez trzy lata – dopóki nie pójdą do przedszkola – w domu. I wiem jedno: własna wygoda jest ostatnim, czym powinna się kierować matka, posyłając dziecko do żłobka. Jeśli nie musisz – nie rób tego i naprawdę nie wierz matkom, które twierdzą, że tak będzie dla dziecka lepiej. Ja im uwierzyłam, a prawda jest taka, że to rodzicom będzie lepiej. Tak małemu dziecku za to najlepiej jest w domu. Przy mamie. Tobie się krzywda nie stanie. A jemu niestety może.


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • polajkujesz go albo udostępnisz TUTAJ,
  • dasz mi o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz mojego Facebooka, żeby być ze wszystkim na bieżąco,
  • dołączysz do nas na Instagramie :)
  • Kasia A.

    u mnie taka sama sytuacja była z młodszym synem, tyle, ze w przedszkolu. puscilismy go gdy był na ukonczeniu lat 3 – wiek sie wydaje odpowiedni.
    starszy miał 3,5 jak poszedł do przedszkola. jednak widze, ze mimo tego, ze syn lubi bawic sie z rówieśnikami i jakos sobie radzi (chodzil tez na zajecia wcześniej i bywal w bratem w tym przedszkolu dużo razy), to jest to dla niego stresujaca sytuacja. często sie budzi w nocy i placze ze nie chce isc do przedszkola, jak wychodzi to mowi, ze jest smutny beze mnie. i jest najszczęśliwszy, gdy jest chory i zostaje w domu ;)
    mysle, ze na to sie skladaja rozne czynniki i charakter dziecka i pani w danej grupie i przyzwyczajenia dziecka w domu. nie ma złotego srodka i dobrego wieku dla każdego dziecka. kazdy rodzic powinien rozwazyc indywidualnie sytuacje, bo on najlepiej zna swoje dziecko.
    mojej osobistej koleżanki corka sie swietnie odnalazła w zlobku ma 1.5 roku i chodzi tam niczym skowronek z uśmiechem na ustach.

    • Podobno 3 lata + to dobry wiek na posłanie do placówki, bo dziecko w tym wieku faktycznie potrzebuje socjalizacji z rówieśnikami (wcześniej do szczęścia wystarczy jeden/dwóch stałych opiekunów). Sama planuję posłać Basię do przedszkola we wrześniu za rok, będzie miała 2,5 roku (w naszym przedszkolu publicznym przyjmują od tego wieku, jeśli są miejsca).

      Mam wrażenie, że ona poradziłaby sobie już teraz, tylko że właśnie… W grupie były maluszki kompletnie niegotowe na żłobek (poniżej roku), które „rozwalały” pracę w całej grupie. Jeśli jest to jedno-trójka dzieci to pani może sobie świetnie poradzić (o ile oczywiście jest to odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu), jeśli jest to większość grupy, no to wszystkie dzieciaki źle w takiej placówce funkcjonują.

      Mam też wrażenie, że w naszym żłobku było za dużo dzieci na jedną panią. Słyszałam o takich, gdzie na jedną opiekunkę przypada trójka, wtedy pewnie sytuacja wygląda lepiej, bo wszystkie można wyprzytulać i uspokoić.

      Ja sama byłam dzieckiem, które na przedszkole było gotowe dopiero w wieku… 6 lat. Ale też wpływ na to miały nauczycielki, bo wcześniej chodziłam do przedszkola, gdzie siedziałam w kącie i płakałam, i wszyscy mieli to gdzieś, a potem trafiłam na świetne nauczycielki, które potrafiły zachęcić inne, śmielsze dzieci do zabawy ze mną (zauważyły, że sama nie podejdę i nie zainicjuję zabawy, więc prosiły dziewczynki: „Zawołajcie Ilonę, na pewno też chce się pobawić w sklep!”), dzięki czemu po kilku dniach się ogarnęłam, znalazłam koleżanki i ze względu na nie zaczęłam chętnie do przedszkola chodzić :)

      • Natalia

        Też mam podobne zdanie na temat żłobków ;) chociaż zdaje sobie sprawe że są dzieci które to lubią. Mój syn w styczniu skończy 3 latka i właśnie idzie po Nowym Roku do przedszkola, tyle że z grupą rocznikowych 4 – latków. Mamy trochę obaw ale nie wybieram się od razu do pracy bo dajemy małemu czas. Jeśli będzie się kiepsko aklimatyzował, zrezygnujemy i zaczniemy na spokojnie we wrześniu.
        Ja też byłam przedszkolakiem ktory nie do końca dobrze się czuł, szczegolnie że byłam najmłodsza. Moja mama nie miała wyjścia i musiałam iść jako 3 latek (w moim miejscu zamieszkania dzieciaki szły tak ok 5 roku życia dopiero). Na szczeście zdarzyły się dwie rzeczy, dzięki którym pokochałam przedszkole – doszła druga dziewczynka w moim wieku, która stała się moją najlepszą przyjaciółka a moja Pani okazała się cudowną osobą, która mimo że miała kilkanaście dzieci pod opieką potrafiła znaleźć czas dla nas maluszków i zrozumieć że potrzebujemy się przytulić częściej niż starszaki bo tęsknimy za mamą ;-)

      • Kinga

        Jedno jest pewne – jeśli dzieci płaczą non stop zamiast się bawić to znaczy że jest to nieodpowiednie miejsce dla maluchów, źle zarządzane, w którym zaniedbuje się ich potrzeby emocjonalne. Nawet z bardzo małymi dziećmi można współpracować zająć je zabawą to wszystko jest kwestia organizacji i tego w jakim „duchu” placówka jest zarządzana, jaki ma zespół. Jest wiele fajnych żłobków Ale ważne żeby wcześniej zebrać maksymalnie dużo informacji pytać czytać opinie i uczestniczyć najlepiej w dniach otwartych i integracyjnych aby mieć okazję obserwować otoczenie i pracę z dziećmi
        Proszę się nie zrażać. Trafiliście Państwo na bardzo słaba placówkę Ale nie wszystkie takie są. Takie doświadczenia z perspektywy czasu nam rodzicom bywają potrzebne.

  • Myślę, że źle trafiłaś niestety i nie dziwię się, że nie chcesz próbować więcej. Mój syn trafił super, co prawda żłobek prywatny, ale 2 panie na 10 dzieci. Każde było dopieszczone tyle, ile potrzebowało. Zresztą było widać z jaka radością rano dzieci biegną do cioci do sali.
    Mieliśmy po prostu szczęście.

    • Tutaj była jedna chyba na piątkę dzieci (albo na siódemkę, nie wiem, bo panie się zmieniały i wtedy po raz pierwszy zapaliła mi się lampka ostrzegawcza). Plus kontakt z dyrekcją mega utrudniony – dyrekcja nieobecna, nie odbierająca telefonów i nie odpisująca na maile (nie wypisaliśmy jeszcze Basi, bo nie możemy się skontaktować). Podejrzewam, że placówka może być zwyczajnie niedopilnowana, stąd ten chaos, który w niej panuje.

      • widziMisia

        Może trafiliście na punkt opieki? Zupełnie inne zasady niż żłobek prywatny. Nasza córka przez pierwszy miesiąc była w punkcie opieki, dopiero zaczęłam widzieć na czym polega różnica… To dwie zupełnie inne instytucje. Możliwość tworzenia punktów zaistniała że względu na niedobór miejsc z żłobkach. Każdy może to założyć. Panie kochane, ale raczej nie przygotowane do pracy, totalny chaos, porażka jeśli chodzi o organizację. Po czasie dowiedziałam się od znajomej która przychodziła że swoim dzieckiem na adaptacje, że moja córeczka strasznie płacze, według pań była dzielna. Panie na siłę zabierały jej kochaną maskotkę dla ‚jej dobra’, żeby dolaczala do zabaw. Trauma dla malutkiej. Teraz młoda jest drugi miesiąc w żłobku prywatnym, zachwycona, a ja spokojna. Miś pod pachą. Nawet się za mną nie obejrzy jak leci do sali.

  • Ja przy drugim dziecku też kombinowałam, jak miał 2,5 roku zapisałam do prywatnego przedszkola. Tak jak nigdy nie chorował i nie brał antybiotyków, tak wziął dwukrotnie w ciągu 2 tygodni. Ponadto zrobił się bardzo nerwowy. Wycofałam się z tego. Miałam już dość bycia w domu z dziećmi, ale zacisnęłam zęby. I nie żałuję tego.

    • Basia też zrobiła się jakaś nieswoja, chociaż to tylko dwa dni, więc za krótko, żeby cokolwiek stwierdzić, być może po jakimś czasie by się przyzwyczaiła. Pierwszego dnia wróciła ze żłobka, wpadła w histeryczny płacz, padła jak stała spać. W nocy budziła się z płaczem. Druga noc jeszcze gorsza. Wyszłam dokładnie z takiego założenia jak Ty: dam radę. Bo warto zacisnąć zęby, nie jestem w sytuacji podbramkowej, najwyżej jeszcze przez rok/dwa popracuję z małą na kolanach :)

  • Ja muszę moją młodą posyłać do żłobka. Najbardziej cierpi mój mąż, kiedy ją odprowadza. Żali się, że Zocha nawet na niego nie spojrzy, kiedy otwierają się drzwi sali ? Młoda ma 16 miesięcy, od trzech miesięcy chodzi do żłobka i oprócz chorób od czasu do czasu nie mamy problemów. Ona po prostu uwielbia tam chodzić.

    • Choroby to nie problem :) każde dziecko to przejdzie prędzej czy później (mój synek w wieku 3 lat, kiedy poszedł do żłobka, Basia od urodzenia, bo się zarażała od niego – całe szczęście w tym roku szkolnym miewa tylko katar).

  • Dorota Starybrat

    A ja mam totalnie inne zdanie. Córka poszła do żłobka kilka dni po ukończeniu 1 roku życia. Troszkę popłakiwała przez 3-4 dni, ale potem z chęcią biegła do dzieci i cioć. Potem jak skończyła 2,5 płynnie przeszła do przedszkola i od zawsze uwielbiała tam chodzić. Teraz ma 4,5 roku. Synek rozpoczął przygodę ze żłobkiem 2 tygodnie przed 1 urodzinami. Było jeszcze lepiej niż z córką, bo ani razu nie zostawiałam go z płaczem. Ciocie przejmowały go z moich rąk, a on z chęcią do nich szedł. Nie widziałam też, żeby inne dzieci płakały. Teraz mija 2 miesiąc w żłobku, a mały jest tam taki szczęśliwy, że nie chce wracać do domu. Ciocie są przewspaniałe i widać to na odległość. Moje 13-miesięczne dziecko ma zajęcia sensoryczne, plastyczne, angielski i wiele innych atrakcji. Świetnie się rozwija i z dumą patrzę na jego nowe umiejętności, które prezentuje w domu. Wiem, że to zasługa żłobka. Tak więc, nie ma reguły. Miejsce miejscu nie równe. Dodam tylko, że moje dzieci chodzą do prywatnych placówek (bo w mojej miejscowości nie ma państwowych). Tam są grupy max 15-osobowe, 2 opiekunki-nauczycielki z wykształceniem + pani pomoc. Paniom zależy na opinii rodziców, więc bardzo się starają. I chwała im za to…

  • Ania

    U nas w żłobku super, chodzą dzieci od 1r.ż. do 3. płaczą tylko nowe albo te co akurat mają zły humor. Córa chętnie chodzi mimo, że często chora. Panie są 3 chwilami 2. Wiadomo maluszki wymagają więcej uwagi i też mi niekiedy żal bo Pani wszystkich nie przytuli. Zgodzę się, że to są dzieci maleńkie i często niegotowe ale że to przechowalnia to niekoniecznie. Panie się starają organizują zabawy, zajęcia, nawiązują kontakt z dzieckiem. Z tym że przy tych dzieciach jest też wiecej pracy, są mniej samodzielne przez co niekiedy jest zamieszanie. Sama wiem jak pracowałam w przedszkolu z trzylatkami i byłam sama na sali to niekiedy sajgon był z ubieraniem po leżakach, podwieczorkiem. Poza tym może źle trafiliście może właśnie dzieci tak przychodzą nowe, w środku roku szkolnego, na 2 godziny albo w ogóle raz w tygodniu. To mega dezorganizuje grupę nawet jeśli dzieci już są przyzwyczajone a teraz często tak jest, szczególnie w prywatnych placówkach.

  • Monika

    Czytam Pani bloga od jakiegoś czasu, pierwszy raz komentuję, bo poczułam się lekko urażona. Muszę stanąć w obronie żłobków. Możliwe, że źle Pani trafiła. Nasza córcia poszła do żłobka w wieku 14 miesięcy. Faktycznie pierwsze kilka dni szła dość niechętnie, płakała jak się rozstawałyśmy i na powitanie. Jednak dzięki podglądowi on-line na bawialnie wiedziałam, że nic złego się nie dzieje. Trzeba też wybrać odpowiednią placówkę. W naszym żłobku są bardzo ciekawe zajęcia, których nie byłabym w stanie zapewnić w domu (m.in rytmika, zabawa z j.ang, różne doświadczenia, wspólne prace plastyczne, nauka piosenek, wierszyków, teatrzyki, rehabilitacja). Mogłam zakończyć przygodę ze żłobkiem w momencie kiedy straciłam pracę, jednak widząc jak świetnie się rozwija postanowiliśmy nie rezygnować z tej opcji.
    Nie można generalizować. Każde dziecko jest inne, tak samo każdy żłobek prezentuje inny poziom. Pozdrawiam ;)

    • Dokładnie taką miałam nadzieję, kiedy zapisałam córkę do żłobka: rozwijające gry i zabawy w grupie rówieśników. Sama widzę, jak synek się rozwija w przedszkolu! Niestety, pewnie źle trafiliśmy.

  • Ania Komosa

    Koło mojego bloku otworzyli we wrześniu żłobek. Codziennie przechodzę obok idąc na spacer lub do sklepu i widzę płaczące dzieci, ale to nie wszystko… Widziałam jak panie były na spacerze z dziećmi w 6-cio osobowym wózku. Siedziały na ławce we dwie i rozmawiały nie obchodziło ich, że niektóre dzieci zasnęły na siedząco z zwisającą głową. Reszta dzieci się nudziło. Nigdy bym nie posłała tam dziecka. ?

  • Sharkmum.com

    Cóż. Ja mam inne zdanie.
    Być może nam się po prostu udało dobrze trafić. Ja od początku wiedziałam, że chcę aby moje dziecko chodziło do złobka i wiem, że prawdopodobnie wiele osób ma mnie w tym momencie za wyrodną matkę-karierowiczkę, ale… no właśnie, jak widzę z jaką radością Rekiniątko wbiega na salę, jak „przynosi” ze żłobka różne umiejętności, głownie te społeczne, jak pocieszanie czy dzielenie się, jak słodko macha z uśmiechem na pożegnanie ciociom, wysyłając im buziaczki na pozegnanie, kiedy go odbieramy, to wiem, że podjęłam dobrą decyzję.
    Nie traktuję żłobka jak przechowalni. Wiem, że nie każde dziecko potrafi się odnaleźć w takiej sytuacji, ale też jakbym tylko zauważyłabym jakiekolwiek, najmniejsze symptomy tego że jestmu tam źle, zabrałabym go ze żłobka jeszcze tego samego dnia.
    Na szczęście tak się nie dzieje… i reszta maluchów też sydaje s?ę być zadowolona ?

  • Joanna Ludwin

    Wybacz Ilona ale mnie osobiście nie podoba się Twój post tym razem :( za dużo w nim subiektywne oceny :( oczywiście piszesz (i slusznie), że są rodzice którzy nie mają wyjścia i dzieci muszą iść do żłobka ale boję się, że tym postem zasiejesz jeszcze większy strach i panikę w oczach rodziców którzy we wrześniu posłali swoje pociechy do tych placówek. Ja wraz z moim synkiem (obecnie 2 lata) również przechodzilismy przez żłobek. I owszem może i mogłam z nim zostać w domu ale wtedy nie byłoby szans na taki standard życia jaki mamy teraz i wszyscy z tego korzystamy włącznie z nim. Dzieci są różne i każde inaczej się odnajduje w danej sytuacji. Ja akurat byłam ta szczęściarą, że młody przestał płakać po kilku tygodniach i do dnia dzisiejszego wraca z uśmiechem na ustach :) śpiewa piosenki, recytuje wiersze, sam zaczyna się rozbierać i ubierać, dawno już odpieluchowanie mamy za sobą i byłabym nie sprawiedliwa mówiąc, że to wszystko Nasza zasługa bo jednak w dużej mierze przyczyniły się do tego żłobkowe ciocie:) w Waszym przypadku myślę, że to bardziej Ty nie dałaś rady niż Basieńka i w Twojej głowie jednak skrywały się myśli że żłobek to samo zło a te inne tylko pozornie na chwilę wzięły górę. Ja jestem w stanie zrozumieć rodziców którzy oddają dzieci do żłobka chodź wcale nie muszą ale chcą mieć chwilę na ogarnięcie siebie samych bądź młodszego rodzeństwa i sądzę, że nie ma w tym nic złego :) więc proszę nie oceniaj ich aż tak surowo bo wzbudzasz (moim zdaniem) nie potrzebne wyrzuty sumienia:) a tak poza tym to serdecznie Cię pozdrawiam i życzę szybkiej i sprawnej przeprowadzki:)

    • Możliwe, że coś jest w Twojej opinii, bo ja faktycznie jak przeczytałam post Ilony to poczułam się bardzo źle z tym , że oddaje młoda do żłobka (zdaje sobie sprawę, że nie taki był cel tego posta). Ja Musiałam wrócić do pracy. Po przeczytaniu wpisu zaczęłam się jednak zastanawiać, że może nie powinnam mieć jeszcze dziecka skoro nie stać mnie na to żeby zostać dłużej w domu… trochę jak taka zła matka się poczułam. No i oczywiście mam schize, czy czasem tam jej niezaniedbują, ale nigdy ich nie naszłam na niczym takim. No i mała obecnie już bardzo dobrze reaguję na żłobek. Normalnie głópawki dostaje? Na poczatku jednak tez płakała…

  • Daga

    No to ja nie o żłobku a o przedszkolu. Młody drugi rok chodzi. Oddałam go w zeszłym roku bo miałam dwulatkę i jego (mocno absorbujące dziecko lekko mówiąc) a dodatkowo dom na głowie. Oddałam go, przyznaję, z wygody. I nie żałuję. Miał kilka pierwszych dni bardzo trudnych ale przetrwaliśmy. Przewaga plusów „przedszkolowania” w stosunku do minusów jest miażdżąca. Młody lepiej się rozwija, nauczył się wielu rzeczy i dochodzę do wniosku, że mój egoizm wyszedł mu na dobre. W stosunku do przedszkola mam mocno mieszane uczucia. Do pań opiekunek grupy również, jeśli chodzi o porozumienie na liście rodzic—> wychowawca a jednak gdybym miała podjąć tą decyzję jeszcze raz nie zawahałabym się ani na sekundę.

    • Widzisz, ale przedszkole to już starsze dzieci, a Basia trafiła do grupy, w której były dzieci roczne i młodsze. Niegotowe na rozstanie z mamą. Płaczące cały dzień i rozwalające cały plan dnia. Potrzebujące 100% uwagi osoby dorosłej (starsze dzieci już jej aż tak nie potrzebują). To jest właśnie różnica między przedszkolem a żłobkiem.

  • Kamila Smółkowska Bernaś

    popieram w 100% córkę posłałam, wszyscy namawiali. Ja miałam obiekcje, bo wiedziałam jak to wygląda od zaplecza, jednak no może da radę ma dobre opinie ten złobek. Posłałam córkę z alergią na mleko przyniesiony papier od lekarza przypominanie kilka tysięcy razy w zlobku, o alergii i co? Moje dziecko ktore zwykle latalo do dzieci z usmiechem po 2 dniach wpila we mnie swoje male raczki i blagala abym ja zabrala serce mi pekalo. Tego dnia zostala jej podana zupa mleczna rozcienczona woda tlumaczenie Pan „Bo ona tak bardzo chciala” wyladowala w szpitalu podlaczona do aparatury, nie mogla oddychac. Nikomu tego nie zycze. Zrezygnowalam z pracy zostalam z nia w domu. Synek teraz tez wszyscy namawiaja, a ja wole z nim pracowac niz poslac do zlobka.

    • mój syn też ma alergię na mleko, ale po wypiciu nie ma aż takich rzutów, aby musieć być „podłączonym do aparatury” ;D

  • Michalina

    A ja mam przeciwne zdanie co do żłobków. Mój synek miał 13 m-cy jak musiałam wrócić do pracy. Niania nie wchodziła w grę, uważałam to za najgorszy scenariusz. Więc padło na żlobek. Szukaliśmy prywatnego, z niedużą ilością dzieci w grupie, z ciekawymi zajęciami i przytulnym wnętrzem. Udało się:-) wiadomo początki nie były łatwe, szczególne dla mnie. Dlatego do żłobka odprowadza go mąż, a ja odbieram. Przez pierwsze dwa tygodnie popłakiwał przy oddaniu, nadal mu się to zdarza (chodzi 2,5 mca) ale za chwilę przestaje bo Pani czymś to zabawi, coś pokarze i jest ok.
    Nie słychać płaczu też innych dzieci. Podoba mi się że ciągle czymś się zajmują, malują, poznają nowe rzeczy, uczą angielskiego i spotykają się z różnymi ciekawymi ludźmi, mają nawet zajęcia z dogoterapii.
    Dzięki czemu moje dziecko super się rozwija.
    Nie uważam, żeby to była przechowalnia, ponieważ mój synek wychodzi że żłobka uśmiechnięty, zadbany, przebrany i zadowolony. Wiadomo jednak wszystko zależy od żłobka i przede wszystkim od dziecka.

  • dezemka

    Chyba faktycznie źle trafiliście, my też w Poznaniu i mieliśmy super żłobek. Zresztą znam wiele dzieci żłobkowych zadowolonych ze swojego bytu. Nasz synek chodził do żłobka od 1.5 roku, czasami faktycznie niespecjalnie chciał iść, ale czekałam pod drzwiami i okazywało się, że po maksymalnie 2 min się uspokajał. Zawsze Pani go czymś zajęła i było ok. Nigdy, przenigdy nie widziałam żeby dzieci płakały dłużej niż chwilkę. Był kiedyś jeden chłopiec który przy rozstaniu z mamą płakał i trwało to miesiąc (ale nie że ciągle przez 8h tylko chwilę rano) i po miesiącu mu przeszło. Żłobek był fajnym wstępem do przedszkola, gdyż grupa do której trafił synek ta od 1.5 roku była taka trochę przedszkolna, więc normalnie malowali, rysowali, lepili różne rzeczy, mieli przedstawienia, układanki, dzięki czemu w przedszkolu juz wszystko ogarniał. Jedyne co mnie razi w żłobkach to choroby, jakiś kosmos i dlatego drugi synek pójdzie do żłobka jak najpóźniej lub tez wcale. Choć ja się boję, że będzie płakał w przedszkolu tak jak teraz widzę niektóre nowe dzieci w maluchach…No ale jak faktycznie w Waszym żłobku dzieci płakały kilka godzin to coś było nie bardzo….

  • Zofia Bogusławska

    To zależy od placówki. Ale i od dziecka. Najstarsze moje zaczeło chodzić kiedy miał rok i 4 miesiace. Wbił się w grupę od pierwszego dnia. Kochał żłobek (prywatne żłobko-przedszkole) i uwielbiał tam chodzić. Średnia córa poszła w to samo miejsce( a chodzila od urodzenia odprowadzac brata i znała wszystko bardzo dobrze, chadzała na uroczystosci i tak dalej) w okolicy roku. Do samego końca chodziła tam bo musiała. nie bylo dramatu, ale oddawac trzeba było na rączki do pani, bo nie chciała wchodzic do sali. Takze wiesz, nigdy nie wiadomo jak dziecko zareaguje ;)

  • Marta Syrocka

    I teraz po raz pierwszy sie nie zgadzam. Moje dzieci sa w zlobku i u niani od najmlodszego – starszy mial 2,5 miesiaca jak poszedl do niani, 6 jak do zlobka, a mloda 3,5 jak do obydwu. Zadne nigdy nie plakalo, nawet jesli w zlobku czasem inne dzieci plakaly. Z obydwu placowek jestem strasznie zadowolona i pracuje wiedzac, de krzywda im sie nie dzieje. Moze wiec lepiej nie wrzucac wszystkich do jednego worka i nie wywolywac poczucia winy u matek pracujacych piszac: „… naprawdę nie wierz matkom, które twierdzą, że tak będzie dla dziecka lepiej. Ja im uwierzyłam, a prawda jest taka, że to rodzicom będzie lepiej. Tak małemu dziecku za to najlepiej jest w domu. Przy mamie. Tobie się krzywda nie stanie. A jemu niestety może.” !

    • Wiesz co, jeśli dziecko jest radosne, szybko się adoptuje, cieszy ze spotkania z innymi dziećmi – no to myślę, że nie wywołam w nim niepotrzebnego poczucia winy.

      Ale jeśli tak jak w tym żłobku płacze po dwóch miesiącach chodzenia do niego (przypominam: mamy listopad, nie wrzesień!) nie tylko przy odprowadzaniu, ale cały boży dzień zamiast się bawić – no to być może zamiast powtarzać: „To normalne” rodzic zastanowi się, czy na pewno nie ma innego wyjścia?

      • Marta Syrocka

        A moze roznica tkwi w wieku dziecka? Moje, jak pisalam juz, sa od malego w zlobku. Syn kolezanki zaczal chodzic, jak mial skonczony rok i przez ponad miesieczna adaptacje plakal zawsze, gdy go zostawiala. 2 minuty, pozniej nie bylo zadnego problemu, ale jednak. Teraz wszystko jest ok. I krzywda mu sie nie dzieje. Byl po prostu bardziej swiadomy rozlaki z mama, z ktora wczesniej spedzal cale dnie. Teraz jest bardziej samodzielny. I swietnie sie w zlobku bawi.

        • Myślę, że to bardziej zależy od dziecka :) mój synek poszedł do przedszkola w wieku 3,5 roku i ani razu nie zapłakał (był po prostu gotowy na rozstanie z mamą i szczęśliwy, że idzie do dzieci).

          A znowu w grupie Basi miałam wrażenie, że im mniejsze dziecko, tym bardziej nie rozumiało sytuacji i płakało. Ale najmłodsze miały ok. 10-12 miesięcy.

    • matka

      Dziecko, które ma 2,5 miesiąca i jest posyłane do niani, zaś 6 miesięcy do żłobka będzie dobrze się czuło
      wszędzie. By nie pisać zbyt mocnych słów – takie cygańskie maleństwo :-)

  • gość

    Ja się nie zgodzę. Moją córkę zapisałam do żłobka, gdy miała skończone 14 miesięcy. Owszem, pierwsze dni płaczu za nami, pierwsze tygodnie chodzenia w kratkę (tydzień zdrowia, tydzień przeziębienia), ale ten etap już za nami. Obecnie moja córka na pytanie „Chcesz jechać do żłobka?” odpowiada radosnym tak, a płacze tylko jak ją odbieram i ucieka mi, bo nie chce wracać do domu. Żłobek w moim mieście jest rewelacyjny, jestem bardzo zadowolona i co najważniejsze moje dziecko też. Drogie Mamy, badajmy potrzeby naszego dziecka i pamiętajmy, że dziecko nie jest tylko dla nas, potrzebuje kontaktu z rówieśnikami, a żłobek ma swoje ogromne zalety jeśli chodzi o rozwój dziecka (oczywiście pewne wady też są, tak samo jak decyzja, że dziecko do żłobka uczęszczać nie będzie). I proszę nie stwarzajmy obrazu żłobków jako instytucji przechowujących i niedbających o dzieci, bo to niesprawiedliwe.

  • Aleksandra Mariacher

    Ale zle trafiliescie!!! Ja mam zupelnie inne doswiadczenie ze zlobkiem! U nas wygladalo to jak z marzen! Mam nadzieje ze wiecej placowek bedzie czynilo to tak jak nasza. Dlatego podziele sie moim doswiadczeniem z wami. Sama sie obawialam i mialam watpliwosci czy zlobek to dobry pomysl. Ale wyjscia tak na prawde innego nie mialam. Ogladalam 4 zlobki w okolicy i wybralam chyba jednak ten najlepszy. Co Prawda troche drozszy niz inne ale jak zobaczylam wnetrza zlobka, jego urzadzenie i podejscie personelu koncept bedagogiczny to zrozumialam, ze to jest miejsce dla mojego syna. Jest to zupelnie inna bajka niz to co Ty piszesz! Dzieci prawie w ogole tam nie placza ! Oczywiscie w fazie przyzwyczajania ale tylko rano i to krotko! Ale dzieci tez sa tu duzo starsze. Przyzwyczajanie trwa od wrzesnia do listopada…. W grupie mojego syna w tym roku jest 6 nowych dzieci i srednio co 2 tygodnie jest nowe dziecko. Kazde przyzwyczajanie jest dopasowane indywidualnie do dziecka. Pierwszy dzien ja przyszlam z moim synem na godzine do sali gdzie byla dwojka bawiacych sie dzieci (reszta dzieci byla w tym czasie w ogrodku). Ja siedzialam na krzesle z boku sali. Moj syn mogl sam zdecydowac czy chce zostac przy mnie czy ruszyc na odkryce sali/zabawek/dzieci. Jak dziecko chcialoby rodzica zaciagnac do wspolnej zabawy to nalezalo powiedziec ze tu jest moje miejsce i ja musze tu zostac. Jak chce to moze zaprosic pania do zabawy. Siedzacy i obserwujacy rodzic jest taka bezpieczna wyspa w nowym srodowisk, do ktorej dziecko moze sie w kazdej chwili zwrocic, lub zlapac kontakt wzrokowy. MOze caly czas zostac przy rodzicu. Lub bawic sie z dziecmi lub zabawkami Obiekunka miala wtedy czas i mozliwosc budzenia zaufania i budowanie wziezi z dzieckiem. Drugi dzien wygladal tak samo. Kolejnegodnia sytuacja sie powtorzyla, ale w zwiazku z tym ze moj syn juz nie siedzial niedaleko mnie tylko bawil sie juz w koncu sali opiekunka zdecydowala, ze moge sie z synem pozegnac i powiedziec ze zaraz przyjde. Wyszlam na 15 minut. Nastepnego dnia on sam mial wejsc do sali juz bez rodzica i zostac na chwile. Potem stopniowo wydluzal sie czas jego pobytu i bral udzial w coraz wiecej ‚rytualow zlobkowych’ (poranne spiewanie/ wyjscie na ogrodek / sniadanie obiad/ praca wolna) Czas przyzwyczajania do zlobka trwal okolo mieisaca. I rano zawsze odbierala go ta sama pani ktora od poczatku budowala z nim wiez. Po to aby po prostu nie bylo na raz tylu zmian. Moj syn mial 16miesiecy jak zaczal chodzic do zlobka (styczan 2017) i byl przez pol roku najmlodszym dzieckiem dopiero od wrzesnia przyszlo pare dzieci (2-3) w wieku ponizej 24 miesiaca. A reszta powyzej 2 roku zycie czyli rowiesnicy mojego syna.
    Teraz nie ma czasu na pozegnanie ze mna w szatni……:) biegnie do drzwi sali…:)
    Przyzwyczajanie odbywa sie indywidualnie i jest dopasowane do dziecka i do rodzica. niektore dzieci siedza na kolanach u rodzicow pierwszych kilka dni. Inne mamy opuszczaja sale juz 2 dnia . W grupie sa 3 panie na 10 dzieci. Dlatego maja czas na indywidualne traktowanie dziecka. No ale oczywiscie tak na 100% kolorowo nie bylo. Po ok 3 tygodniach zaczal plakac, zrozumial ze musi, po tym jak juz wszystko co nowe odkryl a dzieci i pomieszczenie nie byly juz takie nowe i fascynujace, rozstac sie kolejny raz z mama…i ze to jest nasza codzienna rutyna. Placz zaczynal sie chwile przed wejsciem do sali. Po szybkim pozegnaniu opiekunka zawsze brala go ode mnie placzacego na rece. Ja czakalam chwile za dzwiami i jego placz ustawal zawsze kilka sekund (max minute) po tym jak zamknelam drzwi! Dlatego moglam z czystym sumieniem isc do pracy. Po jakims czasie jak nadal plakal to opiekunka zaproponowala abysmy sie pozegnali juz w garderobie. Ona wychodzila z sali chwile z nim rozmawiala a ja sie pozegnalam i poszlam. I okazalo sie, ze taki system rozstania dzialala bez placzu. I tutaj bylo znow indywidualne podejscie! Nie bylo mowy o tym ze dzieci musza plakac!!! Zgadzam sie z Twoim zdaniem ze zlobek to nie przechowalnia dla placzacych dzieci!! I z mojego doswiadczenia to jest zupelnie cos przeciwnego!!!! Kazde dziecko jest indywidualne i musi tak zostac potraktowane! Dlatego jestem bardzo bardzo zadowolona ze zlobka! Zycze wszystkim takich dobrych opiekunow.
    Przepraszam za brak polskich znakow! (mam nadzieje ze tekst jest mimo wszystko zrozumialy)

  • Jestem w szoku. Tosia chodziła do żłobka 18 miesięcy i nigdy nie byłam świadkiem takiej sytuacji. Szczerze? Nigdy nie słyszałam i nie widziałam, żeby jakiekolwiek dziecko tam płakało. Fakt, na maleńką, góra dziesięcioosobową grupę przypadały trzy-cztery opiekunki, maluszki były osobno, starsze dzieci osobno. Pewnie, że miałam wyrzuty sumienia, że ona musiała pójść do żłobka, ja do pracy, ale wiedziałam też, że nic złego tam się nie dzieje. A Wasza sytuacja? Myślę, że gdyby Tosia trafiła tak, jak Basia podjęlibyśmy taką samą decyzję i ją z tego żłobka po prostu zabrali.

  • Kamila Ordyńska-Walczak

    Hej, ja miałam ogromne szczęście jeśli chodzi o żłobek. Jest to żłobek prywatny i kosztuje więcej niż państwowy, ale poza tym jest cała masa plusów. Mój synek ma 21miesięcy. Do tej pory w domu był głównie ze mną, jednak jestem w tej chwili juz w 7miesiącu ciąży i troszkę zaczelo brakować mi siły i refleksu do calodziennej gonitwy za rezolutnym maluchem. Mąż pracuje w systemie zmianowym wiec nuestety czesto go nie ma. Staraliśmy się wychodzić z Mlodym do znajomych, ale to nie to samo. Zależało mi by moje dziecko potrafilo się bawić z dziećmi różnymi nie tylko znajomymi. Z mysla też o przyszlym rodzenstwie.
    Przez pierwsze 3dni był w żłobku przez 3h. Z czego przez godzinę byłam z nim. W tym czasie poznał Panie i dzieci oraz spróbował jedzenia innego niż to które dostaje w domu. Kolejny tydzień, młody zaczął podobnie, niestety epidemia bostonki troszkę podciela Nam skrzydła. Nie zrazilo Nas to, po chorobie wróciliśmy na nowych zasadach już po 5h i już od początku sam. Owszem synek płakał, pierwszy dzień spędził u Pani na rękach, ale zdobyła ona tym jego zaufanie. Z dnia na dzień jest coraz lepiej, dziecko moje po obudzeniu się rano pierwsze co mówi to brum brum bo chce jechać bawić się z dziećmi. Do żłobka chodzi 2tydzien.Na początku owszem serce mi się krajalo na widok placzacego mojego dzieciątka, myślałam jak ja nienawidze mojego Męża, za to ze sama przechodze te meki. Ale widząc z jaką radością synek idzie do dzieci, a potem jak trzeba go wołać, aby łaskawie przyszedł do mamy bo ” jego czas w żłobku się skończył „. Uznałam, że podjęliśmy dobrą decyzję. Oczywiście wliczam w to również zagrożenie ewentyalnymi chorobami, ale idąc do przedszkola czekało by Nas to samo. W żłobku ma mnóstwo zajęć w domu by się nudził. Także tym razem nie mogę przyznać racji stwierdzeniu, że żłobek to „przechowalnia” , jak się dobrze trafi to przynosi wiele korzyści.

  • Kinga

    Dobry wieczór. Myślę, że nie można się tutaj dac ponieść emocjom – wszystko zależy od placówki. Większość dzieci lubi przebywać w gronie rówieśników nawet tych naprawdę malutkich i żłobek nie jest dla nich traumatycznym doświadczeniem. Jeśli dzieci ryczy cały dzień w listopadzie to znaczy tylko jedno- mieliście Państwo pecha bo to była okropna placówka bez zespołu pedagogów, organizacji i podejścia do dzieci. Dobry żłobek i dobre przedszkole to miejsca w których dzieci czują się szczęśliwe i tracą poczucie czasu, bo są zajęte zabawą. Myślę że przed zapisaniem dziecka trzeba porządnie rozeznać się do do placówki popytać znajomych wybrać się na dni otwarte. To tego trzeba przygotować zarówno siebie jak i dziecko aby potem nie było rozczarowań. Z całą pewnością to nie było odpowiednie miejsce dla córki Ale nie wszystkie żłobki to przechowalnie..trzeba szukać dalej przede wszystkim starać się zebrać maksymalnie dużo informacji i podczas pierwszych dni dziecka obserwować otoczenie

  • Małgorzata Oo

    Czasami nie ma się wyjścia. Posłałam mojego synka do żłobka gdy miał 18miesięcy – musiałam wrocić do pracy. Byłam przerażona ale teraz widzę ogrom plusów. Synek trafił do prywatnego żłobka z dofinansowanirm z UE. Na 10dzieci są 3ciocie. Biegnie do żłobka z radoscia i z uśmiechem wychodzi. Przez pierwsze dni siedziałam w szatni i sie przysłuchowalam. Ciocie zwracają się do dzieci z taka radością i energią. Do tego codziennie mam dokładne streszczenie dnia dziecka. Wszystko zależy od podejścia opiekunek i aklimatyzacji

    • 3 dzieci na jedną panią – brzmi jak ideał :). W naszym żłobku było 5-7.

  • Moja córka jest w tym samym wieku co Basia. Kilka miesięcy temu chciałam posłać ją do żłobka, aby móc skupić się na własnej pracy. Gdy przyszło co do czego odpuściłam temat. Młoda przechodzi obecnie lęk separacyjny do tego stopnia, że podczas mojej nieobecności potrafi godzinę siedzieć pod drzwiami płacząc. Nawet z tatą nie zostanie sama na dłużej. Gdy orientuje się, że wyszłam z pokoju i nie ma mnie kilka minut od razu zaczyna biegać po mieszkaniu i szukać. Taki stan utrzymuje się już 3 tygodnie. Nie chcę oddawać dziecka do żłobka i narażać na niepotrzebny stres.

  • Angelika Solecka

    Chyba trafiłaś na zły zlobek, nigdy nie widziałam, żeby w jakimkolwiek żłobku wszystkie dzieci płakały. Mój syn chodził do żłobka chętniej niż teraz do przedszkola. Zawsze był zadowolony, nigdy nie płakał. Rzadko zdarzało się, żeby ktores dziecko lamentowalo. Ciocie były sympatyczne, ale i stanowcze. Jak miały jakiś problem to mówiły. Rzeczywiście może 3 pierwsze dni były ciężkie, ale to tyle.

  • Małgorzata

    Moim zdaniem nudzisz 2 dni? Błagam kolejna matka i kasza w głowie. Dzieci płaczą to normalnie oczywiście jest to trwa mega długo trzeba rozważyć możliwości ale 2 dni? Ja nie miałam wyjścia był meksyk przez miesiąc a potem uśmiech itp wiec sorry ale dla mnie wieje twoim wyborem

    • „Dzieci płaczą, to normalne, trwa to mega długo” – rozumiem, że (chociaż mam wybór) powinnam wytrzymać kilka miesięcy płaczu, żeby nie urazić Cię moim wyborem?

  • Zuzi Clowes

    Kurczę, ja mam zupełnie inne doświadczenia żłobkowe. Róża poszła we wrześniu kiedy miałą 14 miesięcy. Przy pierwszym dziecku sobie tego kompletnei nie wyobrażałam, przy drugim byłam już jednak gotowa żeby choć trochę wrócić do żywych i do pracy. Z totalnym luzem że jak będzie płacz i rozpacz to oleję pracę i będę dalej z Różą w domu. Ona tymczasem przyjęła to super. Zaaklimatyzowała się od razu, nie płakała kiedy wychodziłam, machała mi rączką i szła do nowych zabawek, nowych dzieci, nowych przygód. Nawet Panie w żłobku były zdziwione jak bezproblemowo weszłą w ten system. Myślę że odwożenie starszej siostry do pkola tam i z powrotem cały zeszły rok pomogło, widziałą jak dzieci się bawią, wiedziała że zawsze wracamy po Mill – ale może to tylko moja teoria. Kiedy po 6h odbieram R, ze żłobka zastaję ją bawiącą się i zadowoloną. Je, bawi się, zupełnie nie jest rycząca i rozpaczająca, podobnei jak reszta dzieciaków. Czy zdarza się że słychać płacz? Jasne. czy moje dziecko płacze? pewnie. Zabawek nie da się skolonować, czasem nie podpasuje obiad, a czasami jakieś inne dziecko wkurzy. A czasami pewnie nie ma dnia i tęskni za mamą. Ale w domu płacze z dokładnie tych samych powodów, jak to dzieci. Dla mnie najważniejsze że kiedy rano idzie do żłobka Róża piszczy z podekscytowania, krzyczy ‚cioooociaaaa!!!!’. macha mi ręką na pożegnanie i idzie się bawić. Ja szczęśliwie pracuję i wszyscy (póki co) jesteśmy zadowoleni. Ale wiadomo, każde dziecko inne i instytucja instytucji nierówna. Trzymajcie się!

  • Mum

    Masakra ten post :-( czesto czytam z przymruzeniem oka, lubie twojego bloga i do niego wracam, nie biore wszystkiego na serio ale tym razem nie ma tu krzty wyczucia i umiejetnosci przekazania tego co chcesz napisac. To co napisalas jest tak strasznie subiektywne ale przekaz jest jak kawa na lawe: mam to szczescie ze ocalilam moje dzieci od tego strasznego wiezienia jakim jest zloek a inni chcac czy nie chcac niech przez to przechodza, ja nie musze hahaha! Biedne matki biednych dzieci! Zabolalo mnie to bo stawiasz sie na pozycji wyzszej, tej lepszej i to nie jest zbyt mile. Ps. Moje dziecko uczeszczalo do zlobka i pierwsze miesiace byly ciezkie ale takie jest zycie i po pewnym czasie bylo juz tylko dobrze. Moje dziecko jest pelnym zaufania, cierpliwym, szczesliwym, bardzo otwartym dzieckiem i na prawde mam poczucie ze to tez dzieki pracy dobrych pan, bo moj syn nie byl taki. Brak ci jednak kunsztu pisania, ten post to obnazyl. Przykro. Spoko blog ale nie mam w ogole ochoty juz tu wchodzic.

    • Chodziło mi tylko o to, że jeśli matka ma wybór, powinna rozważyć inną opcję niż żłobek. Jeśli posyła do żłobka, ale nie idzie do pracy (lub jak ja: pracuje z domu) lub stać ją na nianię, ale woli wydać mniej. Niestety, ale właśnie od takich matek słyszałam same pozytywne opinie o żłobkach: że dziecko się socjalizuje, usamodzielnia, że POTRZEBUJE żłobka oraz grupy rówieśniczej, bo wyrośnie na nieśmiałka, przylepę, itp. To nie jest prawda. Czytałam badania na ten temat i dopiero dziecko trzyletnie jest gotowe funkcjonować w grupie i z kontaktu z rówieśnikami korzystać. To jest wprowadzanie innych matek w błąd. Bo one to robią dla siebie, nie dla dziecka (chyba nie zaprzeczysz?). Ja zostałam w ten błąd wprowadzona, dlatego podjęłam decyzję o żłobku, nieświadoma minusów (które opisałam: jedna pani na kilka dzieci nie zastąpi mamy). Jeśli zdajesz sobie z tego sprawę, to wiesz, że żłobek jest kompromisem, na który się godzisz, a nie najlepszym z możliwych wyborem.

      Natomiast nie miałam pojęcia, że to temat tabu, o którym nie można pisać, żeby nikogo nie urazić, bo o żłobku tylko w ochach i achach wypada. Bądźmy dorośli. Jeśli ktoś mi – matce butelkowej! – powie, że karmienie piersią jest najlepszym, co można dziecku dać, to sorry, ale ja przyznaję mu rację i się nie obrażam. Sama podjęłam inną decyzję. Świadoma zysków i strat (strat, na które z różnych powodów się godzę), dlatego nie boli mnie takie stwierdzenie (bo wiem, że to fakt potwierdzony naukowo, ale mój wybór był inny i mam do niego prawo).

      Każda z nas może wybrać po swojemu. Czasami musi, bo wyboru nie ma (u mnie tak było z butlą). Ale nie wmawiam innym matkom, że butla jest super i robię to dla dobra dziecka :). A matki żłobkowe tak właśnie zawsze decyzję o żłobku przedstawiały.

      • Mum

        Nie o to chodzi zeby pisac same ochy i achy i nie jest to oczywiscie temat tabu. Ale sama przeczytaj swoje pierwsze slowa: az tak wspolczujesz nam matkom i dzieciom zlobka? Dobrze ze ty nie muszisz w takim razie przez to wszystko przechodzic…reszta sobie radzcie.

      • e-milka

        Mysle, ze tez trzeba patrzec pod katem rodziny. Uwazam, ze dla moich dzieci najlepsze byloby pod pewnym wzgledem pozostanie ze mna. Ze wzgledow emocjonalnych, ale tez, bo uwazam, ze mam im sporo do zaoferowania. Ale zauwazam niestety jak jakosc mojego macierzynstwa spadla z momentem narodzin synka. O ile z duza poswiecalam mnostwo czasu na wspolne zabawy i kreatywne projekty, o tyle teraz czesciej wyglada to tak, ze synek ma zapewnione wszystkie materialy, jakie potrzebuje i chce, ale bawi sie czesto sam. :( W przedszkolu, zlobku, sa panie, ktore w czasie opieki zajmuja sie tylko dziecmi (mam taka nadzieje), nie muszac robic zakupow, gotowac obiadow etc. (oczywiscie tez wychodza na zakupy, ale dla przedszkola i dla wybranej grupki dzieci jest to zawsze frajda kupic cos na podiweczorek albo materialy ze sklepu papierniczego, ale to cos innego niz jak najszybsze w moim wypadku przelecenie sklepu wedlug listy-mapy). Ale sa przeciez rodziny, gdzie wlasnie w domu dzieci sa „przechowywane” i pojscie do zlobka czy przedszkola jest plusem (bo na przyklad z rodzicami same nie wybralyby sie do tearzyku, czy na jakies warsztaty, bo rodzice by im tej bibulki czy innych „bzdetow” nie kupili, a juz raczej transformersa i „pukawke”). Ale niestety i nas ograniczyly mozliwosci finansowe i dosc nieszczesliwa konstelacja rodzinna. Dla mnie pojscie dzieci do zlobka to byly pierwsze godziny bez dzieci od czasu ich narodzin i bardzo ich potrzebowalam.

  • Ja gdybym mogła ty bym zabrała syna z przedszkola bo i tak jest tak rzadziej niz w domu przez choroby, i za kazdym razem jest placz.ze on nie chce mimo tego ze jak wracamy do domu to mowi ze bylo super

  • Karolina Bednarek

    O dzieki Ci Pani za ten tekst! Bo juz myslalam,ze to ja jestem dziwna i przedpotopowa, bo przeciez teraz super modne i lanserskie jet dac berbecia do żłobka i chwalenie sie tym wokolo jakie to moje niemowle jest dorosle. Najgorsze,ze niektore matki to robia,zeby spokojnie isc na zakupy, do kosmetyczki czy zwyczajnie polezec w domu przed TV. Odebrac dziecko o 17tej, cyknac z nim fotke na insta i podpisac #calumojswiat :D teraz troche przesadzilam,wiem przepraszam. Ale wiele moich kolezanek,ktore maja dzieci w wieku mojego poslali swoje dzieci do zlobkow mimo,ze albo wcale nie musialy wrocic do pracy tylko chcialy, albo i tak siedza w domu. Jakie jest ich zdziwnie kiedy dowiaduja sie,ze moj nie chodzi zlobka??? Chc3sz 3 lata siedziec w domu??? Przeciez wspolna zabawa dzueci rozwija. Otoz uwazam,ze takie male dzieci nie bawia sie ze soba tylko obok siebie lub zwyczajnie zabieraja sobie nawzajem zabawki. Dbam o to,zeby moje dziecko mialo kazdego dnia kontakt z dziecmi bez zlobka. Wiem,ze niektorzy nie maja wyjscia, musza wrocic do pracy. Ale duzo jest matek ktore zwyczajnie robia to dla swojej wygody, tak jak napisalas.

  • M

    Nie zgodzę się. Moje dziecko chodzi od 5 miesiąca życia do zlobka i to najlepsza decyzja pod słońcem. W naszym żłobku dzieci nie płaczą a nawet jeśli to Panie z nimi pracują. Ja córeczce zawsze mówię, ze będzie super, ze ciocie są cudowne i będzie bawić się z dziećmi. Efekt taki, ze dzieci nie chcą wychodzic a w sobotę przynosi mi buty i domaga się odwiezienia. Są piosenki, zabawy, prace plastyczne. Nawet dostałam laurkę na dzień mamy jak miała roczek. Zrobiła stempelki w formie kwiatków. Poszła rowno w 20 tyg życia. Ale była przygotowana do tego bo nie usypiała na cycu (karmiłam do roku) tylko sama z ulubiona maskotką. Czesto pozwalałam zajmować się członkom rodziny.
    Teraz słyszę od cioć, ze Ala jest cudowna. Ze się usmiecha. Ma teraz 19 miesięcy a od dawna potrafi sama jeść łyżka czy widelcem.
    Siedzi na nocniku. Zaczyna mówić. Zna kolory po angielsku i takie rzeczy o których bym nie pomyślała aby ją nauczyć na tym etapie.
    Ja wróciłam do pracy, po kilku godzinach bez dziecka jestem za nią stęskniona i z zapałem spędzamy razem czas.
    Żłobek jest super. Tylko najgorzej są nastawieni rodzice i mamy które szukaja sposobu aby być z dzieckiem non stop. Może Wasz żłobek był zły … może miałyście pecha ze akurat trafiliście do nowej grupy dzieci. U nas adaptacje są stopniowo. Moja nie musiała mieć adaptacji. Teraz jest w starszej grupie i panie się śmieją, ze mogłaby iść już nawet do przedszkola jak zaczęła chodzić. Może zmieńcie placówkę i nastawienie. Przygotujcie dziecko i siebie.

  • renjaa

    No cóż, ja też się nie zgodzę… zanim zdecydowałam się na żłobek czytałam trochę wpisów blogowych w podobnym tonie co Twój – o tym, ze żłobki to przechowalnie… Ale stwierdziłam (nabywając się przez te lektury wyrzutów sumienia), ze zaryzykuję. Nasz synek poszedł do żłobka miesiąc przed drugimi urodzinami – widziałam, że ani ja ani niania nie jesteśmy mu w stanie zapewnić już takich atrakcji, jakimi będą zajęcia w żłobku i kontakt z dziećmi, które zawsze uwielbiał ;-) Pierwsze 2-3 tygodnie to była adaptacja, później chodził bardzo chętnie ?Chodzi do żłobka już od 9 miesięcy i widzę, jak wiele wiedzy przynosi ze żłobka – piosenki, zabawy, jakieś historyjki. Opowiada o zabawach z dziećmi, ciociami, nabywa nowych praktycznych umiejętności. Jaś chodzi do państwowego żłobka w Poznaniu i wszystko jest na mega poziomie – począwszy od mega zdrowego menu (w domu niejadek, tam je wszystko), przez naukę angielskiego, rytmikę, zajęcia plastyczne, dydaktyczne, ruchowe… Ja nie byłabym w stanie zapewnić mu w domu nawet skromnego ułamka takich atrakcji, jakie ma teraz w żłobku ?Jednym słowem – zle trafiliście :-) Może warto poszukać jeszcze? Poczekać aż gdzieś zwolni się miejsce? Z tego do piszesz wynika, ze praca tego ?waszego? żłobka nie jest zbyt dobrze zorganizowana, bo rzeczywiście w listopadzie dzieci nie powinny aż tak płakać… i to cała grupą… to wręcz niewyobrażalne. Jednym słowem – warto trochę po tym odpocząć i poszukać czegoś z polecenia :-)

  • gocha

    ja tez wszystkim odradzam zlobki, niestety corka chodzila ponad rok do takiej placowki. I mimo, iz byla to prywatna instytucja, to na slabym poziomie. Dzieci sie czesto snuly smutne i znudzone. Zabralismy ja stamtad z powodu chorob. Żaluje, ze nie zrobilismy tego wczesniej. Teraz jest starsza, chodzi do przedszkola i jest ok. Jako 3 latek byly jeszcze problemy, jako 4 latek jest bardzo zadowolona. Mysle, ze duzo zalezy od charakteru dziecka. Moje sie nie nadawalo do zlobka. Inne dzieci moga miec inny character, temperament i w zlobku beda szczesliwe.

  • Wiktoria Marszałek

    Ten post zgarnął już wystarczająco dużo negatywnych komentarzy, powiem tylko, że chyba trochę się z nim pospieszyłaś. Dwa razy po dwie godziny to naprawdę niewiele. Dziecko nie ma szansy się przyzwyczaić. Gdybyś dała dziecku z miesiąc – okej. Chociaż i tak uważam, że trzeba próbować z kilkoma placówkami. Tak naprawdę użyłaś tych dwóch króciutkich dni, żeby znaleźć potwierdzenie dla swoich wcześniejszych uprzedzeń do żłobków. Moja dwuletnia siostrzenica była bardzo niechętna, stosowała szantaż emocjonalny, ale rodzice się nie ugięli – po dwóch tygodniach, nie to dziecko. Przyzwyczaiła się, stała się mniej marudna, niż kiedy była w domu i teraz chodzi bardzo chętnie. Tatuś wychodzi do pracy, ona do żłobka. Już nie mówiąc o tym, że przez kilka lat mieszkałam z dziewczyną, która w żłobku w Poznaniu pracowała. Zawsze opowiadała, że jak przychodzi nowe dziecko, to trochę cała grupa się rozprasza, ale po kilku dniach wszystko wraca do normy, bo one, jako ciocie, o swoje dzieciaczki bardzo dbają, jest dyscyplina, ale jest też czas na przytulanie.
    Jako blogerka z szerokim gronem odbiorców i osoba, która ma niejaki wpływ na opinie innych matek, powinnaś mieć nieco bardziej solidne podstawy, niż cztery godziny, które dziecko spędziło w żłobku. Napisałaś, że rodzic nie może kierować się wygodą, tylko dobrem dziecka. Ale Ty nie dałaś swojemu dziecku szansy – oparłaś się tylko na swoich matczynych wątpliwościach. Cztery godziny! Rany Julek!

  • e-milka

    My nie mielismy wyboru, oboje byli w zlobku, bo ja po roku musialam podjac w pierwszym przypadku drugie studia, w drugim prace. To byla bardzo trudna decyzja, zwlaszcza ze oboje nie przepadaja. U corki poprawilo sie, kiedy rowiesnicy dorosli do wspolnych zabaw i przyjazni (sama byla juz wczesniej na tym etapie, ale starsze dzieci nie braly jej serio ze wzgledu na dziecinny wyglad, a mlodsze nie wiedzialy, o co jej chodzi), wczesniej nawiazywala kontakty glownie z doroslymi. Nie powiem, martwilo mnie to, kiedy odbieralam ja w pierwszym okresie praktycznie zawsze z kolan pan (z drugiej strony – poradzila sobie i potrafila przekonac wychowawcow do nieco innego, wlasciwie uprzywilejowanego traktowania)
    Natomiast placowki byly swietne. U corki mielismy nawet bardzo fajna pania z Polski. Dla mojego trudnego dziecka panie opracowaly specjalny patent, zamieniajac lezakowanie na spacer w wozku ze starszakami (dzieki czemu zasypiala). U synka maluchy byly w oddzielnym budynku, z dala od rejwachu starszych dzieci, panie tez byly wyciszone i spokojne. Natomiast gdyby mi sie trafilo trzecie i ostatnie zostalabym w domu dluzej. Moze nawet udaloby nam sie znalezc jakas mila starsza pania z Polski na kilka godzin? Tak by mi sie marzylo.

  • Monia

    W wieku kiedy dzieciaczki są oddawane do żłobka, przeżywają lek separacyjny po raz pierwszy. Drugi jest gdzieś w wieku przedszkolnym. Osobiście uważam, że oddanie w tak wczesnym wieku dziecka pod opiekę innych (żłobka w szczególności, czasem niani) jest niedobre, bo dziecko powolutku traci zaufanie do rodzica. Bo gdy płaczę a rodzic nie przychodzi? Tak przecież było do tej pory prawda? Jak były w domu z mamą czy tatą. Wiem że niektórzy nie mają wyboru. Że nie wszystkie żłobki są straszne, ale trafić na dobry jest baaaardzo ciężko. Te pierwsze lata są ogromnie ważne w życiu dziecka i jeśli jest to tylko możliwe, nie zabieramy naszym dzieciom siebie.

  • Piękny tekst. Aż mi łzy naplynely do oczu. Też mieliśmy krótką przygodę ze zlobkiem. Bo przecież po macierzyńskim wraca się do pracy. A ja miałam wątpliwości. Adaptacja byle jak bo żłobek dopiero się otwierał. Po pierwszym dniu zrezygnowałam. Trudno mi określić na ile niegotowy był mój roczny syn ale ja byłam totalnie nieprzygotowana na zostawienie go w żłobku. Poszłam na urlop wychowawczy. Słyszę od wielu rodziców ile to ich dzieci w żłobku się nauczyły i ile to traci mój syn. Bzdura. Dzieci po prostu w tym wieku się intensywnie rozwijają i najlepiej gdy robią to przy mamie.

  • Dominika Rosiek

    Kompletnie nie zgadzam się z tym wpisem. Pracuję w żłobku jako wychowawca małego dziecka i mimo krótkiego stażu wielu rodziców widziałam. Jak sama piszesz to Ty nie jesteś gotowa na żłobek, nie Twoje dziecko. U nas adaptacje zaczynają się od kilkunastu minut pierwszego dnia do całego dnia ostatniego, zwykle cały proces trwa około dwóch tygodni. Nasza najcięższa adaptacja trwała ponad dwa miesiące. Gdy już wszyscy powoli zaczynali wątpić w jej powodzenie dziewczynka przestała płakać, a zaczęła normalnie się bawić i współpracować. Po dwóch dniach nie da się stwierdzić czy dziecko nadaje się do żłobka czy nie.

  • Klaudia Waligóra

    U nas jest naprawdę ok młodą chodzi do żłobka odkądskonczyla rok, kilka razy zdarzyło sie że płakały wszystkie dzieci na raz, młoda zawsze chętnie szła do dzieci. Dziś jest w ostatniej grupie i aż żal mi ją zabierać do przedszkola jak widzę jak zrzyta jest z „ciociami”. Wiec chyba nie każdy żłobek jest taki zły.

  • Moim zdaniem to oczywiste że najlepiej ż mamusią? aczkolwiek u nas ja po roku wracałam do pracy i poszła młoda do żłobka. Mamy doświadczenia z 2 żłobków (zmieniliśmy że względu na lokalizację) i moim zdaniem błędem rodzica jest wysyłanie we wrześniu bo wtedy jest pełno nowych dzieci i to jest przerażające jak wszystkie płaczą – tak było w pierwszej placówce. W drugiej placówce na adaptacji w tym samym momencie była moja córka + jeden chłopczyk. Nikt nie płakał? a gdy moja młoda albo chłopczyk trochę zaczynali to pani już przy nich i tulila. A że 3 panie są na tą 10 dzieci tam to jak dwie się zajmowały indywidualnie to 3 pani z resztą bawiących się. I z tego co wiem ten drugi żłobek nie robi takich grupowych adaptacji. Także jak ktoś musi oddać dziecko do żłoba to niech takiego szuka.

  • Basia

    A ja mam bardzo dobre doświadczenia ze żłobkiem. Nie wiem może to przypadek, że trafiliśmy na taki, a może u nas po prostu jest lepiej. Mój synek poszedł do żłobka mając skończony roczek. Nie było innego wyjścia. Nie mamy pomocy ze strony dziadków a ja nie pracuję w domu. Poza tym może jestem wyrodną matką, trudno, ale nie miałam z tym większego problemu. Liczbę dni gdy mój mały zapłakał przy oddawaniu można policzyć na palcach dwóch rąk. Był zawsze zadbany i uśmiechnięty, codziennie zaskakiwał nas nowymi umiejętnościami, śpiewał piosenki. Dzieci płakały, to prawda, ale we wrześniu, bo to jednak miesiąc najgorszy, przychodzi najwięcej nowych dzieciaczków. Ale później już nie było takich problemów. Synek doskonale się rozwijał a jak musieliśmy opuścić żłobek i pójść do przedszkola płakaliśmy jak bobry. Kiedy byliśmy na występach z okazji dnia mamy i taty czy też zakończenie roku żłobkowego, dzieciaczki miały tak ogromny repertuar piosenek i wierszyków, że wszyscy pękaliśmy z dumy. Od tego roku synek chodzi do przedszkola i też widzę, że jest szczęśliwy, ale pierwszy tydzień był tragiczny i szczerze mówiąc nie miałam takiego tygodnia w żłobku, żeby mały się zanosił, żebym nie mogła go od siebie odkleić. Ale się przyzwyczaił i czuje się już tam jak u siebie. Myślę, że wszystko zależy. A koleżanka też ma synka w żłobku od tego roku, miał 13 miesięcy jak poszedł i też jest szczęśliwy.

  • Agata Okrucińska

    Hmm tak czytam wasze komentarze i stwierdzam, że chyba naprawdę z tymi żłobkami jest jakiś problem. Ale chciałabym też dodać coś od siebie. Moja córka ( teraz 2,5 roczku) poszła do państwowego żłobka ( na którego czekaliśmy 8 miesięcy) mając 1rok i 3 miesiące nie miałam z nią żadnych problemów. Rzeczywiście na początku niektóre dzieci płakały ale z czasem to przeszło. Moja Tamara nie płakała, zawsze wychodziła zadowolona, chętnie tez szła do żłobka, zreszta do teraz chodzi a mnie cieszy to ze tablica w żłobku jest zawsze zapełniona pracami wykonanymi przez dzieci i widzę jak bardzo nudzi sie weekendami w domu a w żłobku nie ( czasami nawet nie chce wracać do domu :) ) mam oczywiście pewne zastrzeżenia np co do tego ze za rzadko wychodzą na spacery mając piękny płac zabaw, ale myśle ze zastrzeżenia bedą zawsze nie da sie wszystkim dogodzić. Za to po odebraniu Tamary idziemy na godzinny spacer razem. Ale wracając do tematu uważam ze nie zawsze posłanie dziecka do żłobka będzie błędna decyzja uważam, ze każda mama powinna postępować zgodnie ze swoją intuicją a jak wiadomo powszechnie my kobiety mamy ja bardzo dobra zwłaszcza jak jestesmy mamami ? Pozdrawiam serdecznie wszystkie mamusie

  • nesska

    Szczerz mówiąc zdziwiłam się, że Basia idzie do żłobka i pierwsza moja myśl była taka, że zapewne masz jakieś super extra sprawdzone miejsce za które ręczysz…. Moim zdaniem żłobek to trochę jednak ‚przechowalnia’, niewiele się tam nauczy -bo jest za małe, dzieci jest za dużo i właśnie większość tylko płacze. Poza tym takie małe dzieci raczej nie potrzebują kontaktów z rówieśnikami ( ewidentnie wolą zabawy ze starszymi dziećmi ) a wręcz przeciwnie, lubią jak uwaga dorosłego opiekuna jest skupiona tylko na nich. I co najważniejsze – małe 1,5 roczne dziecko nie powie mamie co się dzieje a praktyki niestety w takich miejscach bywają różne ( słyszałam o jednym żłobku w którym płaczące dzieci się po prostu wyprowadza do innego pomieszczenia i czeka żeby się uspokoiło, w sumie nie dziwie się bo jak ogarnąć 20 płaczących maluchów???? ) Kolejna rzecz to dyscyplina- teraz jemy, teraz śpimy, teraz się bawimy…-wszyscy w jednym czasie da się tak zdyscyplinować takiego maluszka???? Pewnie się da ale czy to dla niego dobre??? A już w ogóle pomijam fakt, że czy ciepło czy zimno trzeba tego malucha zrywać z łóżka i wywozić z domu…..
    3 czy 4 letnie dziecko dobrze już jest uczyć trzymania kredki, oswajać z innym językiem, wprowadzać dyscyplinę, tańczyć, śpiewać, ćwiczyć pamięć i po to jest przedszkole…. żłobek niestety jest stworzony po to żeby było co z dzieckiem zrobić jak się chcę wrócić do pracy- nie jest to instytucja dla dzieci tylko dla rodzica….Więc też jestem tego zdania – nie musisz nie puszczaj dziecka do żłobka.
    P.S. Czytałam niektóre komentarze i chyba większość broniących żłobki to osoby które korzystają z prywatnych placówek- nie oszukujmy się ale miejsca za które się płaci grubą kasę znacząco się różnią od tych państwowych…Co nie zmienia faktu, że jednak większość dzieci wolałoby z mamą zostać w domu :D

    • To też był prywatny żłobek.

      Zjeździłam wszystkie żłobki w naszej okolicy i cóż… No dzieci w nich płaczą. Pani ma czas dla dwójki dzieci maks, a dzieci w tym wieku potrzebują niemal 100% uwagi dorosłego, bo inaczej „snują się” bez celu. Nie bawią się razem, tylko osobno. Place zabaw są małe lub nie ma ich wcale i dzieci siedzą w sali z panią. Dlatego napisałam ten tekst. Rozumiem, że rodzice czasami nie mają wyboru. Ale nie rozumiem, kiedy są w podobnej do mojej sytuacji, mają inne wyjście, a mimo wszystko na żłobek się decydują, po czym twierdzą, że dziecku tam jest lepiej niż z mamą w domu, bo zajęcia, bo samodzielność, bo czas odciąć pępowinę, bo to i tamto (sama pod wpływem takich opinii na żłobek się zdecydowałam i niestety – bardzo się zawiodłam).

      • Kasia A.

        mnie dziwni jedna rzecz w tych wszystkich komentarz mam zadowolonych ze żłobka. w żlobku dziecko sie super rozwija, bawi sie, uczy, tańczy, spiewa, recytuje. a czemu by tego nie mogło robić w domu z rodzicem? i że będąc w domu w wieku 1,5 roku traci właśnie na rozwoju… dziwne to. i ze gdyby nie żlobek to dziecko nie nauczylo by się tego czy owego…naprawdę??? mam odmienne zdanie. zadzwia mnie tez ilość wspaniałych zlobkow, na które osoby tu wpisujące trafily i na ilość cudownych, cierpliwych i przytulających pan przedszkolanek… dwojka moich dzieci chodzila tez do placowek prywatnych. ogolnie jestem zadowolona, ale bez przesady. minusy sie tez znajda, bez specjalnego nawet szukania. wychwalanie zlobka pod niebiosa uważam trochę za przesadzone..

  • #kruczkowakrawcowa

    Faktycznie źle trafiłaś ? Ja jestem zadowolona z naszego żłobka. Jest prywatny i dzieciaki mają czas zapełniony różnymi zajeciami: plastyka, muzyka, angielski, logopedia, rytmika ect. (tak, piszę o żłobku, gdyby ktoś miał wątpliwości).Panie organizują im czas w 100%. Może to, że mają moc atrakcji powoduje, że nie płaczą. Jak ją zaprowadzam i odbieram to widzę jakie dzieciaki są szczęśliwe. Maluchy chętnie chodzą do tego żłobka. Widzę za to inne minusy…. choroby. Ala chodząc tydzień do żłobka, kolejny tydzień siedzi w domu i choruje ?

  • Marta

    Ja również jestem bardzo zadowolona ze żłobka, gdzie chodzi teraz 15-miesieczny syn,a wcześniej chodziła córka. Jest to zlobek prywatny. Znam inne żłobki które działają jak przechowalnie i nie posalalabym tam dziecka.Zgadzam się z opinią, że źle trafiliście i taka ostra opinia z Twojej strony jest trochę niesprawiedliwa.

  • Kasia Silencio

    Moja roczna córka poszła do Klubu z chęcią, pierwsze dwa dni było super. Odbierana przed obiadem więc dla niej rewelacja. Ja wróciłam do pracy miesiąc później (ten pierwszy miesiąc miał przygotować ja i mnie). Więc po powrocie do pracy to ja miałam depresję. Młoda polubiła klub, zdarzały się dzieci płaczące, jej też zdarzało się płakać, ale zawsze stałam pod drzwiami i słuchałam jak długo to trwa… Nigdy dłużej niż 3minuty. Aktualnie pod brama przedszkola mówi nam, że to ona idzie do dzieci, nie mama i tata. Ale fakt jest taki, dostajemy fotki naszych dzieci z każdego prawie dnia, lodówka od obrazków ugina się, prezenty na dzień mamy, taty, dziadka, babci… Grupa liczy dziesiecioro dzieciaczkow, a Pani Dyrektor zawsze gotowa na rozmowę. Sama dzwoni dopytuje czy wieczorem czuje się dobrze, bo w dzień dwa razy kaszlnelo… Nie narzekam, ale to też prywatna placówka, sprawdzona przez rodzinę więc wiedziałam, że będzie dobrze.

  • Mi

    Przykry ten tekst- przypinasz automatycznie latke „zlej matki” kazdej kobiecie, ktora dokonala innego wyboru. Ja poslalam roczniaka do zlobka- w Danii 90% dzieci zaczyna swoja przygode ze zlobkiem okolo 12-miesiaca zycia. I jakos nie slychac o masowych traumach- z tych dzieci wyrastaja naprawde fajni, zrownowazeni i spolecznie dojrzali ludzie. Bywam z corka na placach zabaw w Polsce i mam wrazenie, ze dunskie dzieci sa bardziej radosne i otwarte od polskich. O umiejetnosciach sojalnych juz nie wspomne. I nie prawda, ze dzieci do 3-go roku zycia nie potrzebuja towarzystwa. Corka w zlobku poznala grupe przyjaciol, sa obecnie w jednej grupie przedszkolnej i razem pojda do szkoly. Ja nie chodzilam do przedszkola i szkole wpominam jako koszmar- nie potrafilam odnalesc sie w grupie. Patrzac na corke, nie mam watpliwosci jaki wybor podejme przy kolejnym dziecku- zlobek (odpowiedni) to dar dla dziecka.

  • Ja też tak zawsze myślałam, że żłobek to zło, ale w moim przypadku miło się zaskoczyłam. Dzieci przychodzą do żłobka uśmiechnięte, córka uwielbia tam chodzić i rano sama szykuje buty do wyjścia, lubi też Panie opiekunki, bo to widać z ich relacji :) Gdybym miała takie wrażenia jak opisujesz i widziałabym same płaczące dzieci to pewnie też bym ją zabrała do domu, więc się nie dziwię. Pozdrawiam!

  • Martyna K

    Moje dziecko ma niecałe 14 miesięcy, a ja od czterech lat jestem freelancerką (tłumaczem) na pierdyliard etatów naraz (czyt. praca po 16-18 godzin na dobę, jeśli jest taka potrzeba, żadnych weekendów, świąt, bla bla). Sytuacja u nas zupełnie jak u Was – jak Małż w pracy, to ja ogarniam młodego. Jak Małż wraca, to on ogarnia młodego, a ja siadam do pracy. Potem oboje ogarniamy młodego w ramach rytuału dobranockowego. Młody zasypia, ja siadam do pracy. I nagle kurde jest 5 nad ranem. I tak codziennie. I nie wiadomo jak długo jeszcze. I też mi żłobek przez myśl przechodzi co jakiś czas.

    Dziękuję, że mi przypomniałaś, że mama to zniesie, a dziecko niekoniecznie. Chociaż podobno odrobina egoizmu jest zdrowa, to wolę zacisnąć zęby i poczekać jeszcze dwa lata, do wieku przedszkolnego. A w ogóle, to macie super dzieciaki, Wasze Instastory to dla mnie zawsze jasny punkt dnia :-)

  • Alicja Sternal

    Mam bardzo podobne doświadczenia ze starsza córką. Jak miała ledwo ponad roczek mój tata, ktory opiekowal sie Mają zaczął miec powazne problemy z kregoslupem. Ja i moja mama pracowałysmy. Udalo mi sie cudem zalatwic zlobek. Dzien pierwszy na jakies dwie godziny, odebralam zaryczaną, ale myslalam, okej, to pierwszy dzien. Jak drugiego dnia pojechalam po dziecko i zobaczylam przez szybę, że moje dziecko siedzi w wózku przypieta pasami, na sali, zaryczana, obrzygana, to myslalam, ze mnie jasny szlag trafi i serce pęknie z rozpaczy. Kilkoro innych dzieci rowniez tak siedzialo. Panie nie reagowaly, za duzo dzieci mialy pod opieka. Corka trzesla sie jak galareta, z nerwow a aucie rowniez wymiotowala ??Znam osoby, ktore z tego zlobka sa super zadowolone, co w moim przypadku prowadzi do takiego samego wniosku jak autorki. Nie musisz, nie dawaj do żłobka. Na szczescie moj tato jakos dal rade jeszcze rok posiedziec z corka, ja i mama pracowalysmy, wiec dziekuje Bogu, ze nie musialam Mai tam wiecej zostawiac.

  • Kasia

    Super. „Bardzo” mi Twoj wpis pomogl. Moja corka bardzo zle znosi zlobek, placze i trzesie sie na sam widok budynku…chodzi tam od wrzesnia. Trafilam na Twojego bloga poprzez google, szukajac porad na temat adaptacji dzieciaczkow w zlobku. Oboje z mezem musimy pracowac, mieszkamy za granica i nie mamy tu zadnych cioc i dziadkow do pomocy. Co mam zrobic? Jest mi szalenie przykro, a po przeczytaniu Twojej notki jeszcze mocniej. Moze nie jestem wystarczajaco dobra mama? Moze jestem zbyt malo zaradna? Inne dzieci maja bardziej ogarniete matki? Takie mysli mi sie kotluja, ale zaraz przypominam sobie, ze radzimy sobie jak mozemy i na ile potrafimy. Musze pracowac, chociaz bardzo bym chciala pobyc z nia do 3 r.z., a nie moge. Wywolalas burze, wlasnie przez forme wypowiedzi, sprawiajace, ze takie mamy jak np.ja, poczuly sie jak ofiary zyciowe i nie-wystarczajaco-dobre-mamy, albo nawet wyrodne-matki.

  • Jezu, jak bardzo się z Tobą zgadzam, to nawet sobie nie wyobrażasz!

  • Avenlin Nilneva

    Trafiłaś bardzo źle! Ze względu na charakter moich studiów trochę sobie z rodziną pojeździłam po Polsce, mieszkaliśmy po pół roku w dwóch innych miastach a to wiązało się oczywiście ze żłobkami. W Krakowie trafiliśmy na cudowny (do którego córka wróciła po naszym powrocie do miasta), w Łodzi również świetny natomiast w Gdańsku właśnie na taką przechowalnię. To nie powinno wyglądać tak jak opisałaś :( wiadomo, że adaptacja jest trudnym czasem i każde dziecko radzi sobie z nią inaczej ale każdemu powinno zależeć żeby przebiegła jak najłagodniej. W obecnym żłobku panie są bardzo elastyczne i jeżeli dziecko lubi zasypiać na drzemkę drapane po pleckach to siedzą i je drapią, z przytulanką – to dają przytulankę i tak dalej. W ciągu dnia wymyślają tak fajne zabawy i zajęcia, że dzieci chyba nie mają czasu pomyśleć o rodzicach :) do tego moja 2,5-latka czasami zaskakuje mnie ni z gruchy ni z pietruchy recytując wierszyki albo nazywając kolory po angielsku! I taki żłobek sobie chwalę bo wiem, że to nie jest czas stracony i jestem pewna, że mojemu dziecku nie stanie się tam krzywda. Szkoda, że nie wszystkie miejsca takie są :<

  • OMG, Ilona, płaczę w pracy przez Was <3 Słuszna decyzja, zrobiłabym dokładnie tak samo!

  • msflower

    Jako matka, pedagog i córka nauczycielki dziecko 20 miesięczne posyłam do żłobka od poniedziałku, a ja wracam do szkoły od przyszłego semestru. Na adaptację dałam nam miesiąc przed powrotem. Żłobek, który wybrałam jest sprawdzony i świetny.

  • Eve S

    Mój dwulatek „wytrzymał” w żłobku 2 miesiące (z czego miesiąc chorował). Maksymalnie udało mi się go zostawiać na 2h, które spędzałam z laptopem na kolanach w samochodzie, bo jako że żłobek publiczny, dojazd był niekrótki i nie opłacało mi się wracać do domu. Ostatecznie go wypisałam, po braku jakiejkolwiek poprawy. Po pewnym czasie z innych powodów musiałam go wysłać na 2h po południu do przedszkola (teraz ma 2l3m), prywatnego koło domu. I zaaklimatyzował się od razu. Po pierwsze przychodzi, kiedy już większości dzieci nie ma, w zasadzie całą salę i personel ma dla siebie. I na razie daje radę. Także może za jakiś czas spróbujcie w ten sposób?