Mum and the city

Nie mów do mnie „mamo”! No chyba, że jesteś moim dzieckiem

1 czerwca 2017

DSC_0183

Pamiętam dzień, w którym zostałam mamą, jakby to było wczoraj. Ty też na pewno pamiętasz. Byłam tak zaaferowana i przejęta nową rolą, że nawet podobało mi się, kiedy w szpitalu wszyscy mówili do mnie per „mama”. Wiesz: „czy mama zgadza się na szczepienie?” oraz „jak mama się czuje?”.

W domu też postanowiliśmy razem z Piotrem zwracać się do siebie: „mamo” i „tato”. Ktoś nam tak poradził, żeby dzieci nie wołały nas przypadkiem po imieniu. To było fajne, bo było nowe.

MAMA CAŁEGO ŚWIATA

Ale potem nagle stałam się mamą całego świata. Byłam matką pielęgniarki w przychodni, bo: „Mama rozbierze dziecko!”. Matką pani na spacerze, która wołała za mną: „Niech mama uważa na komary w lesie!”.

Mamą dla sklepikarki, mamą sąsiadów i wszystkich ludzi w tramwaju. Zamiast: „Czy może pani przesunąć ten wózek?” słyszałam: „Mama przesunie wózek!”. Nawet maile do mnie często zaczynają się od zwrotu: „Droga Mamo”.

Nie wiem jak ty, ale ja nie wyobrażam sobie wołać do innej kobiety (KO-BIE-TY!): „Hej! Mamo!” tylko dlatego, że wiezie właśnie w wózku swoje dziecko. To dla niego jest mamą, a nie dla mnie.

Tak naprawdę ciężko mi przez usta przechodzi mówienie „mamo” do własnej teściowej (w końcu to mama Piotra, ja już swoją mamę mam), a co dopiero do pani na ulicy, którą widzę po raz pierwszy i prawdopodobnie po raz ostatni w życiu.

DSC_0172

UŚMIECHNIĘTY DWULATEK NA PROFILOWYM

I zawsze, ale to ZAWSZE mam ochotę tupnąć nogą, kiedy jakaś kobieta gdzieś tam (w rozmowie, wywiadzie, na scenie podczas konferencji czy w zakładce „o mnie” na swoim blogu) przedstawia się: „Przede wszystkim mama”. Nie wiem jak ty, ale ja jestem przede wszystkim kobietą, Iloną jestem, a przy okazji: mamą, żoną, córką, siostrą, blogerką i… Tu mogłabym wymieniać długo, pewnie do nocy nawet.

Mam dzieci, ale mam też dom w budowie, własną działalność gospodarczą, słabość do różowych paznokci u stóp i problem z puszącymi się włosami, kiedy pada deszcz.

Nigdy nie przedstawiałam się jako „Mama Kostka i Basi”, no chyba że pani w przedszkolu, żeby zapytać, jak tam mój maluch się sprawuje i czy ładnie je zupkę na obiad, bo w domu to nie bardzo. Bycie mamą jest tak naprawdę jedną z wielu ról, które wykonuję na co dzień – ale na pewno nie jedyną i nie chcę, żeby była tą najważniejszą dla moich rozmówców, np. dla pani w urzędzie czy dopiero co poznanej znajomej na imprezie, z którą piję właśnie pierwsze piwo. Tymczasem bardzo często dostaję od was wiadomości zakończone: „Pozdrawiam – Mama Antosia i Zosi”.

Zupełnie tak, jakby kobieta, która została matką, przestała mieć własne imię.

Ale to już wystarczy spojrzeć na niektóre profile na Facebooku, gdzie na zdjęciu głównym obok imienia i nazwiska osoby dorosłej widnieje zdjęcie… Uśmiechniętego dwulatka. Nie, nie kobiety z dwulatkiem. Ale dziecka, które jak wynika z metryki – pokończyło już wszystkie szkoły i ma jakieś tam doświadczenie zawodowe. Potrafi pisać komentarze i ma setki znajomych. No i ja wtedy sobie myślę, że sekunda, ale coś tu jest nie halo.

GŁUPIO TAK NA RANDCE MÓWIĆ DO MĘŻA „TATUSIU”

Razem z mężem nie udało nam się wytrwać długo w naszych planach, bo jednak zdecydowanie bardziej jest dla mnie Piotrem niż tatą.

Równocześnie dzieci nie mają z tym żadnego problemu! Na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy synek się zapomniał i zawołał do mnie: „Ilona!”, zamiast „mama!”. Basia nie pomyliła się jeszcze ani razu ;), ale to pewnie dlatego, że mówi raczej niewiele i tylko sylabami. Jednak jest to dla nich oczywiste, że my do siebie po imieniu, a oni do nas inaczej. Serio.

Nie mów więc do mnie mamo, bo to tak, jakbyś nie widział już we mnie kobiety. 

DSC_0173

PS Ale i tak tatowie mają gorzej. Wyobraź sobie ten popłoch w ich wzroku, kiedy ktoś obcy woła za nimi na ulicy: „Tato!”. To nerwowe ocenianie wieku rozmówcy po ilości zmarszczek mimicznych i myśl: „Co ja u licha robiłem dwadzieścia lat temu i czy na tej grubej imprezie u Andrzeja – z której niewiele pamiętam – na pewno nic się nie wydarzyło?” ;)


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • monika

    o! właśnie takimi wpisami mnie urzekłaś i dlatego tak bardzo lubię zaglądać na ten blog, oby wiecej takich a mniej takich jak ten poprzedni.
    Piękne zdjęcia, wyglądacie z Basią rewelacyjnie!

  • Hej, a w nazwie bloga jest mum and the city, a nie woman and the city.

    • Tak, bo to blog głównie dla mam – na tej samej zasadzie istnieją fanpejdże na Facebooku: „Mama na działalności gospodarczej” czy „Przedsiębiorcza mama” – od razu wiadomo, że są tam wałkowane problemy konkretnej grupy kobiet, które mają własną firmę/chcą mieć firmę: co z urlopem macierzyńskim, jak chorobowe na dziecko (czy można wtedy wystawiać faktury, czy nie), a nie wszystkich pań.

      Ale tak, gdybym teraz zakładała bloga w nazwie nie byłoby żadnej mamy ;) – bo to jednak jakoś tam szufladkuje i ogranicza pole manewru.

  • e-milka

    :) Mam dwie anegdoty w temacie. Na zajeciach mam z maluchami prowadzaca rozdawala teksty piosenek. Jedna z uczestniczek zapytala o nuty. Prowadzaca: „Nie wzielam, szczerze mowiac nie pomyslalam, bo…” „Bo jestesmy tylko mamami, tak?” – dokonczyla niewinnie jedna z nas wzbudzajac tym ogolna wesolosc. No tak, mama z natury na niczym, poza dziecmi sie nie zna. ;) Pamietasz, jak Bridget Jones byla zawiedziona, ze nikt za nia nie gwizdze, kiedy przechodz kolo budowy? Sune kiedys z wozkiem, a tam roboty na srodku chodnika. Jeden z robotnikow: „Chlopaki, przepuscie mamuske”. I tak sobie wtedy pomyslalam – stalo sie, jestem mamuska. :)

  • O tak, tak i te nagłówki w prasie „samochód potrącił matkę z dzieckiem” halo! Kobietę z dzieckiem. Ech

  • bratka

    a mi jakoś to nie przeszkadza:) z mężem przy synku rzeczywiście zwracamy się do siebie per mama i tata, ale na osobności już po imieniu. W zasadzie nie myślałam nigdy w tych kategoriach, o których tu pisałaś. My z mężem tak długo czekaliśmy na synka, że wręcz sprawia mi przyjemność, gdy ktoś się do mnie zwraca per mama. Czasami nadal nie mogę w to uwierzyć. Po porodzie bałam się, by do synka nie powiedzieć „chodź do cioci”, bo ja całe życie byłam ciocią:)

  • Mi to nie przeszkadza, gdy ktos obcy tak sie do mnie zwraca ;) moze po prostu nie przywiazuje do tego wiekszej wagi. Natomiast faktem jest, ze zdjecia bobasow na profilowym zdjeciu i cale galerie w albumach na fb, tak jakby to byl funpage dziecka a nie profil mamy, są dziwne.

  • Martyna Niewiem

    Z drugiej strony można by się przyczepić, że wołają „Pani mąż..” , „Mąż wypisze..” a czemu nie po imieniu? :p
    Poza tym wydaje mi się, że zwrot „Mama” jest takie uniwersalne (nie ujmując ;)) i jest ciepłym określeniem osoby, o której jedno wiemy na pewno – bo widać (przynajmniej dla obcej osoby). Przecież nie mamy na czole, ani na widoku swoich imion, teraz łatwiej ludziom iść na skróty :P
    Wpadłam na pomysł z koszulką „Nie mów do mnie mamo” ale sądzę, że dla wielu byłoby źle odbierane i dużo osób by potępiało albo pytało. Sadzę, że prędko by się odechciało nosić niż każdemu tłumaczyć dlaczego :D
    Jak złamałam rękę w Malborku, to tłumy mnie pytały czy ją złamałam na Grunwaldzie itp :D Nie lubię kłamać, więc pierwsze było „nie, …” więc ciekawość ludzi.. co się stało.. :D ale po paru takich.. miałam dość i mówiłam „taaak” dla świętego spokoju :P Jak wiadomo Malbork ma kilka tysięcy turystów.. Miałam strzelać z łuku na Oblężeniu Malborka, a robiłam za „wodziankę” rycerzy z bractwa :D Przynajmniej zamek doooobrze zwiedziłam, zamiast kisić się na próbach :D
    Pozdrawiam serdecznie :)

  • oli82

    Mnie jeszcze to nie dotknelo ( cora 14 m-cy). Moze za krotko jestem mama, a moze to fakt,ze mieszkam w Anglii. Tutaj nawet do tesciowej mowie po imieniu. Do meza tez po imieniu ( tak na marginesie rowniez Piotr), choc jesli mowie o nim naszej corci mowie Tata.
    Ps.Milo widziec poznanski Stary Rynek i Stary Mlynek. Szwendalo sie kiedys po tych wszystkich kawiarenkach:) Kto wie, moze kiedys Was spotkam przy jakiejs wizycie. Przywitac sie jak by co czy nie lubicie tego?:-)

  • Jakoś, nie zwróciłam na to uwagi, czy mówią do mnie per mamo, czy pani, choć pewnie mówią, jedyne co narzuciłam, to, bo by moje dziecko zwracało się do mnie właśnie Mamo, nie Karolina, tylko mamo, do innych woła po imieniu.

  • hahaha to dobre! i trochę kojarzy mi się z ogólnym przyzwoleniem na dotykanie kobiecego brzucha w ciąży :) przestajesz być kobietą, Twj brzuch staje się nagle dobrem publicznym i generalnie zatraca się gdzieś granica, której normalnie nikt by nie próbował przekroczyć… co jest z tym rodzicielstwem?! :)