Woman and the city

Na czym nie warto oszczędzać?

17 marca 2015

DSC_1135_1

Jeśli ktoś Ci mówi, że oszczędzanie się opłaca, nie ufaj mu. Widocznie jeszcze się nie dorobił, więc nie może być żadnym autorytetem w kwestiach finansowych.

Bo opłaca się kupować z głową, ale oszczędzać? Już nie zawsze!

1. Zdrowie.

To oczywiste. Jeśli kiedykolwiek Ty lub ktoś z Twojej rodziny poważnie chorował, to na pewno wiesz, że nie ma takich pieniędzy, których nie można wydać na dobrego specjalistę. Liczenie na to, że ktoś w państwowej placówce nam pomoże jest jak czekanie w ostatnich latach na śnieg w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Raczej się nie zdarza :(.

2. Jedzenie.

Jest takie powiedzenie, które – jeśli chodzi o jedzenie – pasuje jak ulał: mniej znaczy więcej. A na pewno lepiej!

DSC_1158_1

Co mi po trzech „watowanych” kanapkach z tanią wędliną nafaszerowaną wodą (a więc i chemią, bo jakoś tę wodę trzeba związać!)? No nic. Ani to zdrowe, ani smaczne, ani – na dłuższą metę – sycące. To już wolę zjeść jedną z plasterkiem prawdziwego mięsa. Rzecz dotyczy oczywiście każdego innego jedzenia. Jakościowe zawsze będzie droższe, ale nie musimy się nim opychać, żeby dostarczyć cennych składników odżywczych (szklaneczka świeżo wyciskanego soku kosztuje tyle samo co litr soku z pulpy – ale jak myślisz, gdzie znajdziesz więcej witamin?).

DSC_1122_1

3. Ciuchy, ale te ponadczasowe.

Do dzisiaj pamiętam pierwszy drogi ciuch, który sobie kupiłam. Miałam wtedy siedemnaście lat i długo ciułałam grosz do grosza, żeby uzbierać na dżinsową kurtkę, taką zwyczajną, błękitną, ale topowej marki. Kosztowała trzy stówy (na tamte czasy było to całkiem sporo!), a ja byłam w niej zakochana po uszy. I mimo, że spłukałam się do zera – nie żałuję! Bo ta kurtka nadal jest ze mną. Tak, tak, noszę ją nieprzerwanie od czternastu lat, a moją miłość do niej nie przebije nawet uczucie, którym darzę czekoladę!

Pamiętam też buty, które moja mama kupiła za tysiąc złotych. Pukałam się wtedy w głowę, że takie zwyczajne, czarne oficerki, kto to słyszał, tyle kasy?! Sama dorwałam całkiem podobne, tylko pięć razy tańsze… Mistrzyni oszczędzania! Ale wiesz co? Moje rozpadły się po jednym sezonie. A potem następne i następne (no co? Dużo chodzę!). W końcu podkradłam mamie te jej drogie buty i noszę je już… Siódmy sezon. Policzcie sobie tylko! Są w ciągłym użyciu od dziesięciu lat, więc wychodzi 100 zł na rok – da się taniej? Nie. Ja próbowałam i w ten sposób przetraciłam na buty prawie tysiąc w trzy lata…

Jeśli więc wiesz, że kupujesz coś ponadczasowego (co nigdy nie wyjdzie z mody i się nie znudzi): białą koszulę, marynarkę, trencz, klasyczne dżinsy, ołówkową spódnicę, oficerki, zegarek – nie wahaj się ani chwili i dołóż trochę grosza, bo to nie będą zmarnowane pieniądze. W końcu ta rzecz – jeśli będzie naprawdę dobrej jakości! – ma szansę towarzyszyć Ci przez pół życia. Jest taki myk stosowany przez największe fashionistki świata: one miksują rzeczy tańsze z droższymi, dzięki czemu nawet w T-shircie z H&M wyglądają jak milion dolarów.

4. Kosmetyki do pielęgnacji.

Używałam drogich i tanich tuszów do rzęs, lakierów do paznokci, korektorów i… Nie widziałam kompletnie żadnej różnicy! Tusz za 20 zeta też potrafi zrobić dobrze. Ale na przykład krem – już nie. Zawsze, kiedy słyszę, że ktoś jest zadowolony z kremu Nivea czy Ziaja – zazdroszczę. Młodości oraz braku problemów ze skórą.

Osobiście sądzę, że na pielęgnację warto przeznaczyć trochę grosza, bo to inwestycja w nasz wygląd, która zwróci się po latach.

5. Wyposażenie kuchni.

Zastawa stołowa za niezbyt duże pieniądze? Fikuśne szklaneczki? Garnki, które nadadzą się nawet na indukcję i nie kosztują kroci? Da się! Wystarczy pogrzebać w koszach w CH.

Jednak te rzeczy są zwyczajnie… Słabsze. Szklanki, kieliszki tłuką się na potęgę, na talerzach i kubkach pojawiają się charakterystyczne „pajączki”, jeśli korzystasz ze zmywarki, a garnków czy patelni ze zwykłego spożywczaka indukcja nie zawsze „łapie”, jeśli chcesz sobie usmażyć tylko jedno jajko na śniadanie.

Ja wiem, że jak taki kubek się potłucze, to zupełnie nie żal, bo szybko można uzupełnić. Koszt niewielki, tylko… Podliczałaś kiedyś, ile kasy faktycznie na to wszystko wydajesz? Prawdopodobnie już dawno mogłabyś kupić za to porcelanową zastawę, taką, na której nie wstyd będzie podać obiad, a potem zaserwować deser wraz z kawą Twoim… Wnukom! Nie, kubek kupiony na przecenie w CH na pewno do tego czasu nie przetrwa ;).

DSC_1182_1

DSC_1187_1

Wniosek nasuwa się sam: ciężko nam spiąć pośladki i odłożyć większą sumę na zakup czegoś porządnego. Chcemy już, teraz, natychmiast. No i najważniejsze: mózg nie analizuje wszystkich małych kwot, które wydajemy, więc czujemy się o niebo lepiej, niż gdybyśmy jednorazowo przetracili na coś pół naszej pensji. Nawet jeśli w ostatecznym rozrachunku (patrz przykład z butami) jesteśmy na minusie. Sprzedawcy to wykorzystują, produkując coraz więcej bubli, bo wiedzą, że dla wielu z nas cena i tylko cena się liczy. Gdyby na „wszystko za 5 zł” nie było popytu, nie byłoby również podaży – proste!

A Ty? Jest coś, na czym nie lubisz oszczędzać?

DSC_1143_2

  • Kasia

    Bardzo oplaca sie oszczedzac. Najzdrowszy sok? Kup pomarancze i wycisnij. Kup jablka i zrob kompot. Najzdrowsza wedlina? Kup surowe mieso i upiecz. Naprawde najlepsze nie musi byc drogie, wiec ogolnie wniosek z tego artykulu jak dla mnie tylko czesciowo poprawny..:)

    • Kiedyś w programie „Wiem co jem” były obliczenia, że litr soku ze świeżych pomarańczy zrobiony w domu kosztuje więcej niż kartonik soku z pulpy kupiony w sklepie (choć mniej, niż świeżo wyciskane, np. Marwit ;)). Podobnie z wędliną (prowadzącej chodziło o to, że jak coś jest TAK tanie, to nie może być wartościowe).

      • beeme

        Też zależy, trafiłam w osiedlowym sklepie na soczyste pomarańcze z mega cienką skórą i z czterech owoców dokładnie wyszły 3 szklaneczki przepysznego soku.

        • O! Jak fajnie!

          Ja też mam osiedlowego warzywniaka, lubię tam kupować (to co teraz napiszę, może wydać się śmieszne, ale… W kalafiorze znajduję ślimaki, więc mam pewność, że nie był pryskany, chociaż takie „znaleziska” nie należą do przyjemnych), choć ceny nie należą do najniższych…

    • Zofia Bogusławska

      Dokładnie!! Z kilku pomarańczy (a teraz są naprawde tanie!!) można zrobić pyszny sok a parę minut. Zdrowszy kilukrotnie bardziej, smaczniejszy i świeży. My zazwyczaj dolewamy trochę wody, bo jest dużo bardziej intensywny niż chcemy, wiec jeszcze bardziej oszczędzamy. Wędliny też zaczełam piec.. dużo smaczniejsze, zdrowsze i dzieci CHCĄ, bo te sklepowe zdejmują z chleba regularnie..
      Jest jeszcze jedna rzecz, na którą ludzie wydają masę pieniędzy… woda! butelkowana mineralna nie różni się zbytnio od tej z kranu. A przepuszczona przez brite etc. jest pewnie o niebo lepsza.. a różnica cenowa jest ogromna!

      • Poznańska woda z kranu jest ohydna :/.

        Ale nie trzeba wydawać kroci na wodę, bo na przykład Cisowianka jest jedną z lepszych, a kosztuje mało.

  • pestki

    Często tak jest, że wszystko co drogie jest lepszej jakości ? Ja na ciuchach natomiast lubię „oszczędzać” tzn wolę kupić tańszy ciuch a częściej zmienić go na nowy. Jakoś nie lubię chodzić trzy sezony w jednej kurtce czy butach. Buty nudzą mi się bo np są matowe a ja bym tej zimy chciała ze skóry licowanej albo z paskiem ? ważne dla mnie tylko żeby były ze skóry ale najlepiej żeby nie kosztowały więcej niż 300 zł. To samo tyczy się kurtek czy płaszczy jeden kolor przez dłużej niż trzy zimy? No ale ja jestem inna i nie znam się na modzie ?.

    • Z tego, co piszesz, wychodzi na to, że się znasz :). Zwracasz uwagę na nowości, itp.

      Ja lubię mieć takie i takie ciuchy. Jak wiem, że coś jest sezonowym hitem, to wolę w to nie inwestować, tylko szukam tańszych zamienników (lub przechodzę obok trendu obojętnie). Ale jak wiem, że kupuję coś ponadczasowego (płaszcz, biała koszula), no to już dokładam, bo jednak jakość widać na pierwszy rzut oka, więc fajnie mieć taką rzecz, która ładnie wygląda nie tylko na modelce i zdjęciu ;). Tylko że ja w ogóle lubię prostotę i klasykę – a ona raczej się nie nudzi (choć mój mąż twierdzi, że właśnie nudno się ubieram ;)). Kurtki, sweterki czy buty i tak wymieniam na podobne ;).

      Pamiętam jak miałam robiony manicure na ślub i sprzeciwiłam się jakimkolwiek zdobieniom, kamyczkom, kwiatkom, itp. Manicurzystka była zadziwiona: „Jak to? Ale tylko manicure francuski? Tutaj nakleimy dosłownie jeden kamyczek! Dłonie będą ładnie wyglądać na zdjęciach!”. „Nie, dziękuję” – uparłam się. Spojrzała na mnie krytycznym wzrokiem (miałam beżowe czółenka, zapinany sweterek i klasyczne dżinsy).: „Ach, no tak. Widzę, że pani ma taki styl… Byle bez szaleństw…”.

      • oll

        Ahhh a ja pamietam moje fuksjowe szpilki do bialej sukni slubnej hihi :P

        • Ej, ale fuksjowe szpilki są akurat mega! Taki fajny smaczek ;)

  • Alicja

    Jejku. Ostatnio nie lubię cię czytać. To już nie ta sama Ilona. Ostatnimi czasy pisze tutaj snobka, a nie ta fajna babka co kiedyś. Zaczynają mi przeszkadzać te niby błyskotliwe, naszpikowane ironią teksty, w prawie każdym podkreślone, że wszystko co drogie jest lepsze. Nie czuję się tutaj już komfortowo.

    • „…w prawie każdym” – czyli w których konkretnie?

      Taka jest moja życiowa filozofia, wolę mniej, ale lepiej i uważam, że to większa oszczędność niż wymienianie garderoby co dwa sezony. Nie wiem, czy przeczytałaś cały tekst, mam wrażenie, że nie ;), bo nazywanie snobizmem noszenia przez dziesięć lat tych samych butów (po mamie!) jest lekkim… Nadużyciem :(

  • Drop

    Nie lubię oszczędzać na zdrowiu, produktach do jedzenia, pamiątkach typu zdjęcia, fotoksiążki, ostatnio na kosmetykach (na zasadzie – kupuję 1 rzecz, a porządną), pewnie jest jeszcze trochę takich spraw, które teraz nie chcą mi przyjść do głowy. Mimo wszystko zdecydowanie więcej mam takich rzeczy, na których oszczędzam od lat i absolutnie uważam, że warto (to tak a propos pierwszego zdania w tekście). Oszczędzam np. na abonamentach – telefonicznym czy tv. Wiem ile czasu spędzam przed telewizorem, czy ile minut „przegaduję” w ciągu miesiąca. Jeśli więc operator proponuje mi 2 razy więcej w cenie wyższej zaledwie o 10 zł, nie daję się skusić, bo mimo, że w skali miesiąca kwota wydaje się niewielka, w ciągu roku daje to już całkiem sporą sumkę, szczególnie jak na coś co nie zostanie wykorzystane. Oszczędzam też np. na rzeczach, które zaraz po użyciu lądują w koszu – waciki, papier toaletowy itp. Kiedy jadę na wakacje oszczędzam na wypasionym noclegu, bo i tak spędzam tam tylko kilka godzin śpiąc. Wolę zaoszczędzoną kwotę przeznaczyć na zobaczenie dodatkowych miejsc. Na ile to możliwe staram się unikać kupowania na raty, no chyba, że są to raty 0%. W kwestii ciuchów zgodzę się, że są rzeczy, na które warto wydać więcej, mam tak szczególnie z butami. A co do tych świeżych soków, ostatnio w jakimś programie widziałam zestawienie: sok z sokowirówki vs. kartonowy. Sama byłam zdziwiona, ale ten pierwszy wychodził taniej.

    • Zgadzam się! Oszczędzać warto, ale nie na wszystkim (bo w ostatecznym rozrachunku możemy wyjść na minus). Taki raczej miał być sens pierwszego zdania :), myślałam, że to wynika z całości tekstu, ale chyba nie do końca.

      Ja w życiu nie wzięłabym niczego na raty ;). Mistrzem oszczędzania na abonamentach (i negocjacji z paniami na infoliniach) jest za to mój mąż. Oszczędzamy na ogrzewaniu (i to całkiem skutecznie, bo mamy zaskakująco niskie rachunki), prądzie (ale tu też trzeba było najpierw zainwestować w ledy) i ogólnie na przemyślanych zakupach.

  • To są te oficerki Twojej mamy? Są świetne :) Ja nie lubię oszczędzać na podróżowaniu. I nie lubię podejścia „nie pojadę na kilka dni tu i tu, nie zobaczę tego czy tamtego, bo przecież to zawsze jakaś kaska w kieszeni zostanie”. Warto inwestować w dobre wspomnienia :)

    • Taaak, trochę zniszczone, ale nadal nie wyobrażam sobie wymienić je na inne, bo… Bardzo je lubię ;).

      Też nie lubię oszczędzać na podróżowaniu, całe szczęście mój mąż nie lubi jeszcze bardziej, bo potrzebuje takiego prawdziwego resetu z dala od domu, czyli codziennych problemów, kiedy ma urlop. Ale z drugiej strony rozumiem, że na podróżach oszczędzać najłatwiej i dla wielu to zbędny wydatek.

  • Zofia Bogusławska

    Naczynia z ikei jak i wszystko inne dzieli się na to super tanie – szybkoniszczące i wyższej jakosci – ale już nie tak tanie. I o ile szklanki kupowane kiedy miałam 20 lat mają pełno rys, o tyle już te ze średniej ceny kupowane po kilku latach mają się świetnie. To samo z talerzami. Mam kilka najtańszych – pajączki, pękanie, etc. Natomiast te średnie cenowo używane bardzo intensywnie od lat chyba 6-7 są w idealnym stanie ;) A i tak są tańsze niż porcelana ;) Więc ta ikea nie taka zła ;)

    • pozdrawiam

      ale wszędobylskość Ikei jest okropnie nudna. Ja juz nie moge patrzec na meble z Ikei, ktore mam w chacie. Takie same widzialam w 50 rozych miejscach (znajomi, hotele, hostele). Stół, jaki mam w kuchni, w co drugiej knajpie widze. Sztućce, kubki, szklanki z Ikei sa u mniie w pracy.
      Tanie rozwiazania sa dobre na poczatek, jak sie jeszcze nie ma kasy. Lepiej kupic cos taniego i tego uzywac, niz nie miec nic. Ale z czasem czlowiek chce sie otaczac czyms lepszym. Ja tak przynajmniej mam.
      Nie nazwalabym tego snobizmem. To zwyczajna potrzeba estetyczno-praktyczna.
      Pozdrawiam

      • Ikea ma jeden plus: dobry design (porównując na przykład z polskimi meblami typu Bodzio czy BRW).

        Rozumiem więc, dlaczego ludzie – urządzając się – pierwsze kroki kierują właśnie tam. Sama też, kiedy szukam mebli dla dziecka, jadę do Ikei, bo mają konkurencyjne ceny. Przeraża mnie jednak trend urządzania całego mieszkania jak z katalogu Ikei – wtórność i brak inwencji.

        Doskonale wiem, o czym mówisz, bo ostatnio moje meble ogrodowe (via Ikea) stały w przebieralni na siłowni. A takie fajne były, dopóki nie zaczęłam ich widzieć dosłownie wszędzie ;).

  • „Jakościowe” – ostatnio znajomy wrzucał na fejsa spleśniały chleb z półki ekosreko, więc różnie z tym bywa ;) U nas na rynku warzywa i owoce są tanie jak barszcz, na pewno zdrowsze niż dziwadła z supermarketu. Ale na półkach ekosreko i ja bywam, czasem kupię jakiś syrop czy kaszę, czasem płatki śniadaniowe bez cukru (lub prawie bez cukru, nie trafiłam jeszcze na zbożowe, które mają mniej niż 15%).

    • Ja akurat „ekosklepy” i wszelkie półki w markecie ze zdrową, eko żywnością omijam szerokim łukiem. Kilka razy dałam się nabrać – jako świeżo upieczona mama – i kupiłam z takiej półki kaszkę/kaszę, a potem identyczną znalazłam na normalnej półce, tylko gorzej zapakowaną, większą i sporo tańszą ;).

      Co do warzyw i owoców, jajek – w Poznaniu właśnie na bazarze jest najdrożej :). To pewnie specyfika każdego dużego miasta.

      Ale mam już sprawdzone firmy, gdzie kupuję chleb czy mięso, bo tu masz rację – tak z przypadku można się bardzo naciąć. Nie każdy droższy chleb czy wędlina będzie lepszy.

      • To prawda, w Warszawie też jest problem z bazarami, łatwo przepłacić. Tu u siebie mam targ, na który przyjeżdżają nie posrednicy, ale często prawdziwi gospodarze. Raz na jakiś czas jest targ kurzy, to jest dopiero frajda dla małej pooglądać prawdziwe kurczęta czy żywe dorosłe kury.
        A na półkach eko bywają rzeczy, które trudniej dostać gdzie indziej poza netem lub specjalnymi sklepami. Małe miasto, rozumiesz. Wszystko, co nie swojskie, robi się egzotyczne, nawet ryż kupujemy w Warszawie, bo kupujemy dobry ryż, taki do sushi, jest dużo zdrowszy i pożywniejszy od amerykańskiego. W zasadzie nie musi być do sushi, ważny jest kształt ziarenek, gatunek inny po prostu. Ziarna owalne, prawie okrągłe, a nie podłużne. Droższy, ale dużo sytszy. Wielu ludzi myśli, że jest jeden gatunek ryżu, lubię ich uświadamiać w tym względzie, że popuarny u nas „ryż dietetyczny” to tak naprawdę ryż pastewny, którym w Chinach karmi się zwierzęta, a nie ludzi. Jak człowiek trochę podróżuje po świecie, a moja teściowa i jej starszy syn bywają na całym świecie, od Peru po Chiny czy Bali (chyba tylko w Australii i Nowej Zelandii jeszcze nie byli), to przywozi stamtąd różne nowalijki. Choć oczywiście homara się nie przewiezie, a tam smakuje o niebo lepiej niż odmrażany i robiony tutaj, nawet w najlepszej restauracji. My w ogóle jesteśmy w domu trochę wschodni. Ostatnio zaczęłam zabielać zupy mlekiem, po gruzińsku, bo nie lubię czystych i kremów, a ze śmietaną ciągle są problemy (dostać dobrą śmietanę to naprawdę robi się wyzwanie, jeśli nie ma się dojścia do mleka prosto od krowy). No i okazało się, że gruziński sposób nie dość, że rozwiązał problem warzenia się, to jeszcze sprawił, że mi te zupy jeszcze bardziej smakują.
        Albo herbatka z liści koki przewiezionych po cichu w walizce, bo babcie emerytki rzadko na lotnisko sprawdzają, hi hi. Niektórych rzeczy nie da się spróbować bez podróżowania. Europa jest bardzo uboga smakowo ostatnio, choć powiem Ci, że w Polsce i tak jest nieźle. Niemcy, Norwegia, Francja, tam to jest masakra. Porządnego chleba nie dostaniesz, o jogurtach zapomnij, sery to jeszcze jako tako we Francji, ale czasem mam wrażenie, że w zwykłym spożywczaku na polskiej wsi jest większy wybór niż we francuskim markecie. Ot, globalizacja. Mam w planach zakup sokowirówki, Karotka wycofuje jedyny sok bez cukru, zastępując je nowymi i dosładzanymi. Nie mam schiz cukrowych, ale mnie wkurzyli po prostu. I tak zarobią lokalni producenci jabłek i marchwi. Sama się wychowałam na domowych sokach, serach itd. mama była za młodu trochę ekosreko, karmiła piersią wbrew całej rodzinie, chowała nas pod ekologicznym kloszem bez słodyczy i trochę przesadzała. Dlatego staram się mieć do tego rozsądny stosunek, ale jeśli coś jest smaczne i zdrowe, to czemu nie? Chowanie z dala od śmieciowego żarcia i schabowych co prawda uczyniło mój żołądek wrażliwym, ale za to nie tknę kebabu czy hamburgera na mieście. Więc suma sumarum mi się opłaciło, ale słodycze i tak czasem podjadam po kryjomu, jak nikt nie patrzy, odruch z dzieciństwa, żeby mamy nie denerwować, jak byliśmy w gościach. ;)

  • Nie oszczędzam na butach – przez większość czasu poruszam się pieszo i akurat porządne buty to inwestycja nie tylko w wygląd i na kilka sezonów, ale też bycie dobrym dla swoich stóp, nóg i kręgosłupa, nie ma co oszczędzać. :)

    • I tu masz rację – też nie lubię oszczędzać na butach i nie chodzi o ich wygląd, markę, cokolwiek, tylko właśnie o wygodę i zdrowie (co – niestety – często idzie w parze z ceną).

  • Baśko

    Gdzieś usłyszałam taką opinię… „Pożądanym jest żeby było szybko, tanio i dobrze, ale… jak jest szybko i tanio to nie może być dobrze, jak jest szybko i dobrze to nie jest tanio a jak jest tanio i dobrze to nie jest szybko” Oczywiście od każdej reguły są wyjątki ale świadome życie ekonomicznie to fajna sprawa, żeby wiedzieć na czym można oszczędzać a do czego warto dołożyć :) a moda? Ja traktuję to jako biznes więc jak coś jest modne a mi się to nie podoba to nie kupię tego bo po co mi to? :) ale trzeba naprawdę dobrze selekcjonować wśród ofert co nam jest potrzebne a co nie :)

  • Dominika Szypelt

    chociaż mamą nie jestem może to i lepiej bo mam dopiero 20 lat to Twojego bloga czytam zawsze z zaciekawieniem i wiem ze gdy bede miala dzieci na pewno tu zajrzę po odpowiedzi na nurtujące pytania, co do oszczędzania zarabiam od dwóch lat już na siebie i nigdy nie było mi żal pieniędzy na karotkę która jest faktycznie bez cukru tak samo jak po zdrowsze lepsze jogurty czy owoce ze straganu, ja mimo swojego wieku wiem, że w dzisiejszych czasach nie można oszczędzać bo prędzej czy później oszczędność to nie będzie, pozdrawiam i buziaki dla dzieci :)

  • Olga

    Do Twojej listy dodałabym jeszcze punkt „Bezpieczeństwo” taki np. Fotelik samochodowy dla dziecka… można przecież kupić za 300zł w markecie, jednak czy zapewni on bezpieczeństwo dziecku? Szczerze wątpię, ale mam nadzieję, że osoby które go zakupiły nie będą musiały tego sprawdzać… My wydaliśmy przeszło 1000zł na fotelik montowany tyłem. Dzięki temu nie dostaję palpitacji serca jak mamy gdzieś jechać ;)
    Co do butów – kozaki za 150zł rozpadły mi się po 1 sezonie a kozaki za 29zł (nazwałam je przy zakupie „butami z papieru” i kupiłam z myślą, że pochodzę w nich część zimy bo mi pasowały do sukienki, a jak się rozpadną to trudno) mam 6 rok (raz odpadł obcas, który dało się przykleić ;))
    Na jedzeniu też nie oszczędzamy, w końcu dobre jedzenie bez chemii = zdrowie, a na zdrowiu się nie oszczędza :)