Life and the city

Morze Bałtyckie i jego absurdy, czyli serio myślicie, że Polak wszystko łyknie?

30 lipca 2018

Gdybym miała opisać moją relację z polskim morzem na Facebooku, na pewno zaznaczyłabym status: „to skomplikowane”. Z jednej strony uwielbiam nasze plaże: są najpiękniejsze, na jakich byłam (bo nie byłam jeszcze na Bali!). Szerokie, ze złocistym piaskiem i pasem zieleni skutecznie oddzielającym to, co dzikie, od tego, co cywilizowane. W tym roku w dodatku trafiliśmy na tak bajeczną pogodę, że spokojnie mogliśmy nie tylko plażować, ale również się kąpać. Wzięliśmy też udział w świetnym evencie, o którym napiszę następnym razem. Morze Bałtyckie jest osom! I wakacje nad nim wypadają średnio o połowę taniej niż wakacje za granicą w podobnym standardzie. To ogromne plusy! Jednak jest kilka kwestii, które przeszkadzają mi na tyle, że co roku rozważam, czy to nie był przypadkiem nasz ostatni wyjazd nad Morze Bałtyckie?

Morze Bałtyckie


1. Kłamliwe oferty.

Kiedy dowiedzieliśmy się, że w tym roku jedziemy nad Morze Bałtyckie do Ustki, od razu pomyśleliśmy, żeby zatrzymać się w naszym ulubionym Grand Lubicz Hotel. Niestety, okazało się, że nie ma już żadnych wolnych pokoi.

Zarezerwowaliśmy więc dwupokojowe mieszkanie. W ofercie jak wół stało: „miejsce parkingowe w cenie”. Kiedy przyjechaliśmy, okazało się, że szef się pomylił, ale już szybciutko zmienia treść ogłoszenia (nie zmienił jej do dzisiaj). Niestety, miejsca parkingowego nie było… W całej Ustce!

Tak samo restauracje z daleka krzyczące neonami: „Oferujemy czeskie piwo!” a w środku Tyskie. Albo takie, w których niby przepyszne drinki, ale jednak nie „bo my się dopiero co otworzyliśmy”. Hitem była też pierogarnia z tysiącem pierogów w menu, ale po krótkiej rozmowie z kelnerem okazało się, że u nich to tylko ruskie…

Morze Bałtyckie


2. Jedzenie byle jak, byle szybko.

Znaleźliśmy 1 (jedną!) smażalnię ze świeżą rybą. Jedną budkę z naprawdę dobrymi, naturalnymi lodami i może ze dwie kawiarnie z pyszną kawą. Na całą Ustkę!

Na każdym kroku za to budy z zapiekankami. Frytki tak tłuste, że pół dnia się odbijają. Kebab co pięć kroków. Ryba w panierce, która w praktyce okazywała się panierką bez ryby. Gotowe gofry zamiast takich na świeżo! 

Ja się zastanawiam, co by było, gdyby takie jedzenie oferowano np. we Włoszech czy Chorwacji zamiast lokalnych frykasów?

Mam wrażenie, że restauratorzy są na etapie: „Nie zależy nam na stałych klientach” tudzież: „Polak wszystko łyknie!”. To bardzo złe podejście, bo ludzie nie są głupi. Wracają tam, gdzie dają dobrze jeść. W dobie internetu po całej Polsce wieść się niesie, gdzie warto iść, a gdzie lepiej nie. Myślę, że jeszcze kilka lat i restauratorom takie podejście odbije się czkawką, a raczej brakiem ruchu w interesie. Już teraz zresztą było mnóstwo knajp w środku sezonu świecących pustkami (mimo kuszących promocji: „Do każdej rybki piwo za złotówkę!”), podczas gdy do wspomnianej przeze mnie smażalni ze świeżą rybą ludzie potrafili stać i godzinę w oczekiwaniu na wolny stolik. A nawet się o ten wolny stolik pobić (autentyk!).


3. Brak miejsc choć minimalnie przystosowanych dla rodzin z dziećmi.

Ja naprawdę nie wymagam znowu tak wiele. Moim dzieciom wystarczą trzy zabawki. Albo kolorowanka z kredkami.

Tak ciężko kupić trzy zabawki w IKEA?

To już kolejna spora nadmorska miejscowość, w której byliśmy i nie znaleźliśmy restauracji choć minimalnie dostosowanych pod rodziny z dziećmi. Teraz jest tak, że są miejsca tylko dla dzieci (place zabaw, salony gier, dmuchane pałace), w których rodzice nudzą się jak mopsy i miejsca tylko dla dorosłych (restauracje, kawiarnie), w których nudzą się dzieci. Patrząc na ruch w sezonie na ulicy, kto pierwszy wpadnie na to, żeby te dwa miejsca połączyć w jedno, zostanie milionerem przed czterdziestką. Serio.

Morze Bałtyckie

Morze Bałtyckie


4. Obsługa, której się nie chce.

Na braku kącików dla dzieci niestety się nie kończyło. Zdarzało się tak, że najpierw dostawaliśmy jedzenie, a po wielu bojach, wycieczkach do baru, płaczach, prośbach i groźbach donoszono nam dla dzieci picie, bo (tu śmiech kelnerki) „Naprawdę zapomniałam!”. 

Albo 30 minut przed jedzeniem dla dzieci na stół wjeżdżało jedzenie dla dorosłych, niech dzieciaki sobie popatrzą i porządnie zgłodnieją.

Jednego wieczoru wybraliśmy się również na wspomniane wyżej czeskie piwo, czyli na Tyskie. Dla dzieci zamówiliśmy kolację, żeby nie zanudziły się jak mopsy. Kolacja pojawiła się stosunkowo szybko, jednak piwa dla nas… Dopiero po godzinie, kiedy dzieciaki stały już w drzwiach najedzone po korek i gotowe do wyjścia!

Trafiliśmy też do restauracji, w której usłyszeliśmy, że nawet za dopłatą nie możemy wymienić surówki z białej kapusty w zestawie dla dzieci na gotowaną marchewkę, kalafior, brokuł, buraczki, ogórka małosolnego, cokolwiek co jest w menu, a co nasze dzieci zjedzą (bo białej kapusty to nie bardzo ;)). Nie, bo… Nie. Surówkę można wymienić na surówkę. Z tymże buraczki to już nie surówka!

A potem narzekanie, że dzieci na wakacjach żyć innym wczasowiczom nie dają. Że płaczą przy sąsiednim stoliku, a Karyna z Sebą nie potrafią zatkać Brajankowi buzi. Ale może zamiast mieć wieczne pretensje do rodziców, czas przyjrzeć się, jak faktycznie rodziny z dziećmi są w nadmorskich kurortach traktowane przez obsługę? Wciąż jak klienci drugiej kategorii, tacy, co to w ogóle z domu do osiemnastki swojego dziecka wychodzić nie powinni. A to przecież one – te rodziny właśnie – zostawiają najwięcej kasy, bo tu woda, tam soczek, lody na deserek czy gofry po kolacji.

Najbardziej jednak się z Piotrem zaśmiewaliśmy, kiedy weszliśmy do kawiarni, w której przy kasie widniała tabliczka: „Po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględniamy”. Okazało się, że zamówień również nie uwzględniają, bo właśnie zmiana kasjera, a on musi założyć fartuszek, co potrwa minimum 30 minut…

Serio, nadal żyjemy w PRL-u?


5. Brak toalet.

Na 100 stolików dwie toalety, z czego jedna nieczynna z „przyczyn technicznych”. A ta druga brudna tak, jakby cały tydzień nikt jej nie sprzątał. Dla mnie to brak szacunku. Jest sobie Janusz nadmorskiego biznesu, który stwierdza: „Hej, szkoda miejsca na kibel! Przecież zamiast tego można wcisnąć jeszcze ze dwa stoliki!” (tu pojawiają się dolary w jego oczach).

Nie rozumiem, dlaczego sanepid się tym nie zainteresuje. Przecież dopóki ludzie nie będą w stanie na spokojnie i bez kolejek skorzystać z toalety w miejscu, w którym jedzą, dopóty będą sikać po krzakach albo wprost do morza.

I nie, to wcale nie jest wina niewychowanych wczasowiczów! Morze Bałtyckie powinno stać toaletami publicznymi, bo tylko w ten sposób można zachować względny porządek!

Od kilku dni jesteśmy w domu. Emocje opadły i już wiem, że nad Morze Bałtyckie na pewno wrócimy i to niedługo. Co by nie było, będę tam jeździć! Sama mam mnóstwo wspaniałych wspomnień z wakacji spędzonych nad naszym Bałtykiem. I co najważniejsze: dla moich dzieci żadna z opisanych przeze mnie niedogodności nie była przeszkodą, bo bawiły się po prostu świetnie!

Jednak wierzę, że jeszcze kilka lat i Polacy zaczną chcieć czegoś więcej niż tylko zapiekanek pomizianych seropodobnym czymś. Zresztą, to już się dzieje, o czym świadczy fakt, że nasz ulubiony Grand Lubicz Hotel był cały zajęty, mimo dość wyśrubowanych cen :). A wtedy strzeżcie się nadmorscy „restauratorzy”. I serio, tu nie trzeba wzywać Magdy Gessler, żeby dowiedzieć się, co jest nie tak. Wystarczy po prostu ruszyć głową, a raczej… Ruszyć tyłek do pracy!

A ty? Morze Bałtyckie wspominasz dobrze czy jednak tak jak u mnie jest to hmmm… Trudna miłość?


Podoba Ci się ten wpis? Daj mi o tym znać, to naprawdę wiele dla mnie znaczy!


Dziękuję, że jesteś ze mną!

Dodaj komentarz

39 komentarzy do "Morze Bałtyckie i jego absurdy, czyli serio myślicie, że Polak wszystko łyknie?"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Gosia
Gość

Podobne wrażenia mam z pobytu w Międzyzdrojach. Na stałe mieszkamy z rodziną za granicą i zawsze jesteśmy z naszym roczniakiem mile widziani. W Polsce mam wrażenie że wszędzie gdzie wychodzimy to jest problem, brak miejsca żeby przewinac dziecko, a obsługa tak niemiła że aż przykro :-(, o jakości jedzenia nawet nie wspomnę takie wielkie rozczarowanie i nie wydaje mi się żeby polskie morze było tańsze od Włoch

Weronika
Gość
Weronika

Ja właśnie wczoraj wrocilam znad Bałtyku. Bylam w Sopocie. To co napisalas jest 1000000% prawda.
Moim dzieciom gofry nie smakowaly. Lody tylko naturalne bo reszta topiła sie jak woda. Sztuczne byly mega i nie dobre.
Restauracja tylko jedna podpasowala moim dzieciom.
Tez jestem wybredna. Duzo bym zmienila.
Nawet 2 dni spędziliśmy na Helu botam ładniejsza woda i mniej ludzi.
Właściciele restauracji mysla tylko o tym jak zarobic $ nie myslac o reszcie społeczeństwa.

Joanna
Gość
Joanna

Tegoroczne wakacje spędziliśmy z dzieciakami ( 3 i 1.5 roku) w Dąbkach.To był strzał w dziesiątkę. Idealne miejsce dla rodzin z dziećmi. W większości lokali mały kącik zabaw dla dzieci. Polecam najbardziej Fish Pub, miła obsługa, menu dla dzieci i przepyszne dania rybne nie mówiąc już o szarlotce z lodami,pycha?

Kasia
Gość

W Dębkach?

Grzegorz
Gość
Grzegorz

Niestety potwierdzam. To samo w górach, to samo w Bieszczadach. Jedzenie taki syf, że już lepiej nakupowac kiełbasy i smażyć na grillu. Na majówkę byłem we Włoszech nad Gardą, obsługa bajka, jedzenie pyszne, ale cenowo trzeba przeliczyć na euro 1:1.

Ania
Gość

I znów w punkt! My byliśmy w Karwi. To mała miejscowość. Z czystym sumieniem mogę polecić tylko jedno miejsce, w którym warto zjeść. Piwniczka u Jerzego Waśkowskiego. Reszta – syf. Aczkolwiek u Pana Jerzego zabrakło nam krzeselka do karmienia.

Anes
Gość

My mamy wiele przygód z polskim morzem dlatego od jakiegoś czasu wybieramy wczasy zagraniczne :) Można znaleźć dużo fajnych ofert szczególnie na last minute za jakieś 1000 zł od osoby z pełnym wyżywieniem, aquaparkiem i innymi atrakcjami :) I woda zazwyczaj bajecznie czysta tam gdzie byliśmy, a niestety ja osobiscie po kapieli u nas w morzu dwukrotnie nabawilam sie wysypki na ciele, a siostra w tym roku zastała zamknięte plaże z powodu sinic i do najbliższej miała jakieś 8 km…. no i niestety w Polsce nigdy nie mamy gwarancji pogody, czego o Chorwacjach, Grecjach, Portugaliach nie możemy powiedzieć :)

Kasia
Gość

A w Polsce pogoda – lipiec to najbardziej deszczowy miesiąc w Polsce. Więc jadąc do nas w lipcu proszę nie narzekać.
Sinice są zawsze gdy pojawia się dość wysoka temperatura, ale da się znaleźć plaże bez nich. 8 km to niedużo.

Beata
Gość
Ja bylam tydzien temu w Gdansku i naprawde zdecydowałam ze nie wroce tam podczas sezonu. Przy wejsciu na plaze 1 miejsce gdzie mozna się przebrać za darmo i wziac prysznic przy innych, prysznic „bez swiadkow” 2zl, toaleta 2zl. Parking na trawie, nie strzezony w ktorym brak miejsc 6zl/h! Nie wspomne juz o parawaningu i braku mozliwosci dojscia do morza. Widzialam nawet mini posesje zrobiona z parawanow ok 10x10m w srodku grilujaca rodzinka 4os. Miejsca noclegowe tylko pod warunkiem że chcesz minimum 3 dni( nie licz na weekendowy wypad) Na obiad tak jak piszesz suchy schabowy drobiowy, tortilla z czyms, kebab… Czytaj więcej »
Ola
Gość
Nie zgodzę sie z tym,ze wakacje za granica sa duzo drozsze. Mieszkamy na polskim morzem, takze na wakacje stad uciekamy :) Co roku jestesmy we Wloszech lub Chorwacji, autem, z dwojka dzieci. Zazwyczaj jedziemy docelowo w jedno miejsce, pobyt wykupujemy w biurze podrozy. Nie jestesmy bardzo wymagajacy, ale jezdzimi po 3-4 gwiazdkowych hotelach z wyzywieniem, czystych, eleganckich, prostych.. Zreszta w tych pokojach tylko spimy,wiec czego nam trzeba? Mamy duze, sloneczne pokoje, piekne lazienki, codzienne sprzatanie – standard.. W tym roku w Kalabrii mieszkalismy nawet w malym domku w klimacie poludniowym, otoczonym ogródkiem. Oczywiscie, ze sa oferty za grube pieniadze i… Czytaj więcej »
Lidia
Gość

Tydzień temu wróciłam z rodziną z Jastrzębiej Góry.
I jestem zdziwiona Waszymi relacjami. Drugi raz odwiedziliśmy Jastrzębią. Świetne miejsce.
Smażalnia i wędzarnia „Zapiecek”. Super miejsce.
Restauracja „Papay”- kącik zabaw dla dzieci, krzesełka i obsługa bardzo wyrozumiała i cierpliwa dla małych klientów.
Pyszna kawa i świetne jedzenie.

Miejsca parkingowe są:-) Można znaleźć bezpłatne parkingi.
Szukającym noclegu polecam „Willa Kotwica”. Ładne apartamenty do wynajęia. W willi kącik zabaw dla dzieci oraz plac zabaw przy lasku.

Oczywiście turystów mnóstwo, ale nie tak dużo jak w innych nadmorskich miejscowościach. Plaża czysta, może dlatego są kosze na śmieci:-)
Aha a personel w sklepach czy restauracjach uprzejmy i miły:-)
Polecam Jastrzębią Górę:-)

Natalia
Gość
Natalia

Też w tym roku byłam w Jastrzębiej Górze i warunki super,w większości restauracji kącik zabaw dla dzieci, obsługa miła i wyrozumiała a w papayu jedzenie pycha

Kuba
Gość

Byliśmy z Mrówami nad morzem w miejscowości Białogóra i tam… wszystko (prawie) było na prawdę super. Dla każdego coś, trochę plastikowych zabawek, ale były też drewniane. Był kebab i dwie smażalnie świeżych ryb, ludzie z obsługi raczej zadowoleni, a nie wkurzeni na cały świat, że turyści przyjechali. Było czysto i przyjemnie… nie jak na wypadzie na kilka godzin do Łeby :) Czuję, że idzie to w dobrą stronę.

Asia
Gość

Całe życie mieszkam na pomorzu, obecnie od 15 lat w Gdańsku i niczego nie jestem tak pewna jak tego aby unikać polskiego morza w sezonie. Brudno (plaże pełne petów),drogo, tłoczno i nawet te knajpy (w miejscach turystycznych) które poza sezonem serwują dobre jedzenie to latem tracą znacznie na jakości, do tego brak widoku na morze bo parawany…Nie polecam.
ps. na Bali wcale nie ma ładnych plaż ;)

Emka
Gość

Proszę nastepnym razem zainstalować sobie aplikacje TripAdvisor i czytać opinie o lokalach – o jedzeniu, obsłudze, toaletach i przystosowaniu pod kątem dzieci.
Jeśli idzie sie gdzieś na ślepo, to trudno oczekiwać pełnej satysfakcji.
Korzystam zawsze, gdy jestem na wyjeździe i jeszcze sie nie zawiodłam.

Kasia
Gość
Aż odpaliłam komputer aby odpowiedzieć. Mieszkam nad morzem. Bałtyckim. I pracowałam w gastronomii we Władysławowie. W hotelach w Chałupach, Jastrzębej Górze i w Rekowie. I wypowiedzieć się mogę chyba. Gastronomia we Władysławowie woła o pomstę do nieba. W skrócie, podejście właścicieli jest takie by kupić najtaniej = najgorsze. Sprzedać jak najwięcej, żeby dużo zarobić, ale już pretensji o jakość nikt nie może mieć. Bo tanie… Taka chyba tutaj mentalność. Dodatkowo w rejonie półwyspu helskiego są ogromne korki, na które narzeka prawie każdy tutejszy. Ale jakoś ten turysta musi przyjechać, żeby zostawić tutaj pieniądze, więc to jest totalna hipokryzja. W hotelach… Czytaj więcej »
Anna
Gość

My od 3 lat jeździmy do Rowów. W sumie zaraz po zakończeniu roku szkolnego więc delikatnie przed sezonem. I nie mam takich wspomnień. Gofry robione na bieżąco. Ciepłe, chrupiące. Restauracje, do których chodziliśmy, miały kąciki dla dzieci. I dobre jedzenie też miały. Oczywiście kebaby i inne wynalazki też były ale my nie korzystaliśmy. Pozdrawiam serdecznie

Agata
Gość

Jako Gdynianka zaprzeczę stanowczo! Są wspaniałe miejsca w miastach nadmorskich – ale faktycznie, trudno o nie w tych miejscowościach, które żyją tylko w sezonie…

Anna
Gość

My byliśmy na Helu, tydzień temu. Było jak w raju. Wszystko i się podobało. Polecam!!!

Aleksandra
Gość
Aleksandra

Byliśmy tydzień temu w Kołobrzegu- czyste plaże. nieprzeludnione i „niezaparawanione”(!), toalety blisko plaży, na plaży prysznic, przebieralnia. Budki z lodami naprawdę naturalnymi, a nie przełożonymi z komercyjnej lodówy do tej z napisem „naturalne” (niestety z niektórych miejsc tak właśnie smakują…). W samym mieście wybór knajpek z dobrym jedzeniem (korzystaliśmy z porad miejscowych i Trip Advisora). Jedyne co kulało, to atrakcje dla dzieci „na mieście”. Niby jest oceanarium, museum 6D,Miasto Myszy i inne, ale bez efektu WOW i drogie (w stosunku do oferty/atrakcji).

magda
Gość
Faktycznie mało jest miejsc gotowych na rodziny z dziećmi, ale jest ich coraz więcej. Od kilku lat jeżdżę do Gąsek i w tym roku pojawiły się kąciki dla dzieci. Przy latarni nawet kury i koty chodzą więc dzieci mają się „czym” zająć :) Obsługa zależy gdzie, jedni przemili a drudzy jakby za karę tam byli. Najmilej wspominam zajazd Zagłoba, gdzieś przy drodze (nie pamiętam dokładnie). Obsługa przemiła, bez problemu nie tylko wymienili surówkę na gotowane warzywa, co na sam brokuł (taki typ mi się trafił co tylko brokuły chwilowo je), bez dopłaty z uśmiechem i „oczywiście nie ma problemu”. Nie… Czytaj więcej »
Magda
Gość

Kilka lat temu byliśmy pierwszy raz od DAWNA nad morzem, a dokładniej w Gdyni. Znaleźliśmy tam restaurację ze smaczną świeżą rybą podawaną na talerzach (!) i miłą obsługą. Smakowało i podobało nam się, więc wracamy tam za każdym razem. Ale faktem jest bylejakość w wielu miejscach i problemy z WC: wiecznie brudne i z kolejkami. A na Helu powaliło mnie to, że z restauracji pani pokierowala mnie do toalety w zaułek za budynkiem, gdzie za drewnianym płotkiem ogrodowym stał kibelek i wisiała umywalka. ;) Takie uroki podróżowania ;)

Ultimar
Gość

Uroki polskiego morza niezmiennie te same, przynajmniej udało się wyjechać a to już prawdziwy sukces, jeśli jak piszesz – nie było rezerwacji pokoju kilka miesięcy wcześniej. Oby w końcu model nadmorskich biznesów ewoluował i zacznie się stawiać na jakość, bo taka heca przy lecących jak łeb na szyję standardach kiedyś musi się skończyć. Pozdrowienia :)

Karolina
Gość
Karolina
A ja od kiedy mam dzieci szczerze nienawidzę polskiego morza… pokonanie kilkuset metrów spacerem z hotelu na plaże/obiad/piwko jest ponad moją cierpliwość (a spacer promenadą – horrorem). Ilość wszelkiego rodzaju kiczu i wszechobecny zapach frytury jest zatrważający (i jeszcze dźwięk cymbergaja grrr). Nie mam siły w ciągu 15 minutowego spaceru ciągle tłumaczyć, że nie kupimy skaczącego pieska/rycerskiego miecza/ciupagi!!!/jakiejś dziwnej glajdy lub innego badziewia… nie przejedziemy się na autku/koniku lub innym stworze, nie zjemy kolejnych lodów/waty cukrowej/popcornu/żelków itp. itd. Dlatego w tym roku pomimo idealnej pogody latem nie pojechałam z moimi chłopcami nad polskie morze. All inclusive w naszym przypadku też… Czytaj więcej »
error: Content is protected !!