Mum and the city

Moje dziecko nie bawi się samo – gdzie popełniłam błąd?

24 lutego 2015

DSC_1213_1

Zanim urodziłam dziecko myślałam, że to, jakie będzie, w głównej mierze zależy od wychowania. Na upartego można przecież wszystkiego nauczyć! Samodzielnego usypiania, nie grymaszenia przy stole, śmiałości czy… Zabawy w pojedynkę.

Nie jest tak, że zupełnie nie doceniam roli genów, ale wierzyłam, że niemal wszystko jest do przeskoczenia, wystarczy odpowiednie podejście. Wierzę? Teraz to już nie wiem, co mam myśleć!

Na pewno z zazdrością patrzę na mamy, które mogą poczytać w spokoju książkę, obejrzeć Dzień Dobry TVN o poranku przy filiżance ciepłej kawy czy nawet popracować z domu. Których dzieci ze spokojem w okresie niemowlęcym leżały w łóżeczku, siedziały w kojcu, bawiły się na dywanie nieopodal. Patrzyły na karuzelkę, przez piętnaście minut miętoliły zabawkę lub zajmowały się swoją skarpetką. Ja tego nie znam.

Już od pierwszych dni jakiekolwiek odłożenie młodego kończyło się lamentem. Nie, to nie było postękiwanie, bo mój mały jest zero-jedynkowy: jak czegoś chce, to oznajmia to naprawdę donośnym krzykiem, nie uznając żadnych półśrodków. Mamy więc naprzemiennie albo ogromną radość (kiedy mama – najlepiej z tatą – jest obok), albo od razu płacz z całym arsenałem dostępnych metod. Myślę , że inne mamy high need babies doskonale wiedzą, o czym mówię!

Teraz jest lepiej, bo z powodzeniem mogę zaangażować Kostka w wiele prac domowych, które z zapałem wykonuje przy mojej nodze, naśladując mnie, ale na przykład ugotowanie obiadu nadal graniczy z cudem, bo przecież nie pozwolę mu obierać ziemniaków czy smażyć mięsa, więc kiedy to robię, on w tym czasie szarpie mnie i próbuje odwrócić moją uwagę od garnków.

Nie jest też tak, że moje dziecko na placu zabaw puści się samotnie w kierunku zjeżdżalni czy kulek. Każdorazowo ciągnie nas za rękę. Musimy być przy nim, patrzeć jak się bawi, a najlepiej aktywnie w tych zabawach uczestniczyć. Nawet kiedy Kostek rysuje, ktoś musi być obok, żeby nazywać kolory, kiedy układa puzzle, trzeba nazywać elementy na obrazku lub po prostu podawać klocki, gdy powstaje wieża. Serio.

DSC_1221_1

DSC_1230_1

DSC_1238_1

Brzmi jak paranoja? Nie wiem, dla mnie to norma, od dawna nie patrzę na to jak na coś niepokojącego, bo – całe szczęście! – w przyrodzie zawsze musi być zachowana równowaga, więc dla tej równowagi mój mały całkiem sporo śpi, a ja w tym czasie mogę zrobić, co do mnie należy. Zazwyczaj. No ale rozmawiam z innymi mamami, żywo interesuję się tematem wychowania i wyszło mi z tego wszystkiego, że niechybnie popełniłam gdzieś błąd! Jaki? Opinie są sprzeczne:
1. Przyzwyczaiłam go do ciągłej obecności kogoś dorosłego, to teraz mam.
2. Daję mu tej obecności za mało, dlatego non toper się jej domaga.

Ad. 1. Nie wiem, jak to robią inne mamy, nie przyzwyczajając, bo u mnie takie nieprzyzwyczajanie musiałoby polegać na wysłuchiwaniu wielogodzinnego płaczu dziecka od pierwszych niemal dni.
Ad. 2. No próbowałam przetestować tę opcję wielokrotnie i dawałam mojemu dziecku z siebie 100% normy, uskuteczniając kilkugodzinne intensywne zabawy z licznymi przytulasami, żeby chociaż na moment miał mnie dość i zapragnął własnej przestrzeni. Zawsze kończyło się tak samo: „Mama, ja chcę jeszcze i jeszcze!”. Czyli jak pokazałam, że z mamą fajnie się biega wokół stołu i czołga pod krzesłami, to potem musiałam tak biegać i czołgać się przez wiele godzin/dni/tygodni/miesięcy. Tata po powrocie z pracy też musiał. Bez przerwy na obiad czy kolację!

DSC_1235_1

Teraz wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że moje nieznoszące sprzeciwu dziecko jest… Rozpieszczone. A ja nadal nie wiem czy to kwestia błędów wychowawczych, czy jednak charakteru?

DSC_1248_1

  • Jakbym czytała o moim dziecku. Nawet jak łazimy po lesie, to nas maluch skrzykuje, żebyśmy się nie rozłazili. I to ona prowadzi trasę. Mały przewodnik. Kiedyś odwiedzili nas znajomi z dziećmi. Po osiedlu chodziła niespełna dwulatka z orszakiem sześciorga ludzi w wieku różnym. Taka zabawa! Ten typ chyba tak ma. I to nie jest tak, że ona ma lęki, że boi się nas opuszczać. Tak samo raźnie reaguje na zupełnie obce osoby, im więcej ludzi do zabawy tym lepiej. Dopiero teraz pomalutku zaczyna się sama bawić. Jeździ koparkami i samochodami po meblach, karmi zwierzątka, tuli, kładzie do snu. Albo rysuje, to ją potrafi zaabsorbować na dłużej.Czyli góra 15 minut. Ale oczywiście jeśli ktoś jest obok, to tym lepiej. Jak słyszę o dzieciach, które same potrafią siedzieć godzinę w swoim pokoju, to się zastanawiam, czy rodzice ich aby nie przywiązują do kaloryfera ;)

    • Podejrzewam, że u nas nawet przywiązanie do kaloryfera niewiele by zmieniło! ;)
      Wyrwałby go ze ściany albo rozbił o niego głowę, byle nas przywołać :).

      • Racja. Acz uważam, że teraz jest lepiej niż za czasow niemowlęcych, bo dziecię w każdej chwili przytomności domagało się:
        1. Wzięcia na ręce, w chustę, nosidło, na kolana, cokolwiek
        2.Puszczenia muzyki
        3.Śpiewania
        4.Gibania w rytm muzyki

        Dla odmiany teraz zaczyna się uczyć mówić (trochę późno, ale co robić, najpierw uczyła się chodzić, biegać, skakać i organizować żarcie) i w zasadzie zamiast mówić – śpiewa. Ostatnio wymyśliła piosenkę o lampkach rowerowych. W przedpokoju trzy rowery, trzy włączone (koniecznie!) światełka, a dziecię stoi przed lustrem i wyje „baaaatłooooo iiiiooooweeeeeiiii” na milion sposobów ;)

        • Tak, teraz jest zdecydowanie lepiej , bo jednak podawanie klocków to nie to samo co zabawianie leżącego dziecka od rana do wieczora!

          U nas jest faza pt. „ciekawość świata” – ciągle muszę nazywać pokazywane przedmioty, kolory, a jak nazwę inaczej, np. „hipek” zamiast „hipopotam”, to mamy mały kryzys tożsamości, który objawia się histerią, jakby za moment miał nastąpić koniec świata. Trochę to kłopotliwe, bo muszę z mężem ustalać, czy w danej książce kwiat to „kwiat” czy „tulipan”, a zagroda to „zagroda” czy „płotek”.

          • O, to gorzej. Ja bym mogła nazwać jakkolwiek. Gorzej z rysowaniem. Dziecko zobaczy postać w bajce na dvd – koniecznie każe ją narysować. Cyferki też mamy oczywiście rysować, a potem odliczać. Ma fioła na punkcie cyfr i liczb. W sumie nie dziwota, mama po mat-fizie i Polibudzie, tata po matematyce na UW ;) Dla odmiany jazdy z ubieraniem, bo dziecię uwielbia jakiegoś bodziaka i nie pozwala go zasłonić innym ubraniem. A tu na spacer trzeba wyjść. Spać chodzi w kapciach, bo nie życzy sobie zasypiać bez butów. I inne tego typu kaprysy. Rozpuściłyśmy, to mamy ;)

          • My z ubieraniem też mieliśmy problem od samego początku. Najpierw nadwrażliwość, a więc płacz przy najdelikatniejszej nawet zmianie pieluchy, nie mówiąc o ciuchach, więc zmienialiśmy ubrania, jak już NAPRAWDĘ była taka konieczność.

            A teraz bardzo się przyzwyczaja do swoich ubrań, jak jednego dnia ma jakiś sweterek, to drugiego nie pozwala założyć innego. Kupuję więc ostatnio ciuchy podobne do siebie (skarpetki, spodnie, bodziaki z wielopaków), bo każda zmiana kończy się przeciągłym płaczem i próbą rozebrania się.

          • Kasia A.

            my mamy tez 3 swiaty z naszymi ;)

  • dleonarda

    Nie wiem, czy to kwestia
    charakteru, czy przyzwyczajenia… Fakt, ze moje dzieci potrafią się bawić
    same. Ale! na przykładzie mojej średniej córki (obecnie 8 lat). Na co dzień
    potrzebuje chwili samotności, idzie do swojego pokoju pobawić się poczytać
    czy cokolwiek innego. Ale niech no tylko przyjedzie Babcia! Nie może jej
    zostawić na 5min! Babcia nie porozmawia z nami, nie usiądzie przy stole, nie
    może zobaczyć czegokolwiek, bo już, teraz jest potrzebna! Ze mną wszystkie
    zabawy się kończą, z Babcią niestety nie… A najmłodszy (prawie w wieku
    Kostka) też musi prawie wszystko robić za mną, razem sprzątamy, razem gotujemy,
    a niech no tylko mama włączy mikser, jest pierwszy do robienia ciast!!!! Ale do
    zabawy najlepsza jest Siostra! Chociaż jak np. ułoży wieżę, czy narysuje coś,
    to przybiega, woła nas, żeby „podziwiać”

    Sama
    napisałaś „teraz już jest lepiej” z czasem będzie jeszcze lepiej a
    potem to my będziemy chcieć uczestniczyć w ich „zabawach”;) (wiem coś
    o tym, mam jeszcze osiemnastolatkę w domu)

    • Jest lepiej, bo świetnie nauczyłam się funkcjonować z wymagającym dzieckiem, natomiast nie jest lepiej pod względem ilości czasu, który mam dla siebie :). Ale masz rację, staram się nie narzekać, bo kiedyś się to skończy i wtedy będę tęsknić do czasu, kiedy dziecko samo przybiegało co minutę, żeby się przytulić czy chwycić za rękę! :)

      • Ja mam babcię ;) Tylko jedną niestety. Druga babcia, to znaczy moja mama, stwierdziła na widok Klusięcia: „Ojej, Wy z Bartkiem nie byliście tacy absorbujący…”, no i niestety w związku z tym widziała małą tylko dwa razy przez kwadrans. Ale jej obiecałam, że się nie wywinie i na wiosnę ją zacznę obarczać wnuczką. Bo ona niby chce, ale nie jest w stanie wsiąść do pociągu i przejechać 40 km.Trochę rozumiem. Jakby pojechała, to najpierw musiałabym ją znaleźć na dworcu centralnym, bo na bank by się zgubiła po drodze ;)

        • U nas z babciami jest podobnie, mają już swój wiek, a mały jest mega absorbujący, więc – skoro ja jestem młoda, mam więcej siły, żeby się nim zajmować :).

          • Babcia chodzi na siłownię i basen (ta co się poczuwa). Rocznik 46. Skoro w zeszłym roku zjechała z mostu na linie, to co to dla niej biegająca wnuczka ;)

          • Ale fajna babcia!

  • M

    Oj jak ja cie rozumiem. Juz wczesniej pisalam w komentarzach ze czytam Ciebie, bo wydaje mi sie, ze nasze dzieci sa podobne charakterem. Moja B. tez jest wymagajaca. Od pierwszych dni. Jaki to byl szok dla mnie kiedy z totalnej swobody musialam sie przestawic na bycie do calodobowej dyspozycji. Ile to razy zabieralam ja ze soba nawet do toalety (w bujaczku).Teraz jest lepiej, bo przynajmniej jak chce byc przy mnie to po prostu za mna idzie. Smieje sie teraz z tego, ale wtedy nie bylo wesolo. I nie, ze to minelo i dlatego jest mi tak do smiechu. Mala po prostu chodzi do przedszkola (o dziwo nawet bardzo chetnie) i dzieki temu mam troche wytchnienia. Ok, wiadomo w pracy nie leze, ale przynajmniej troche doroslosci, a nie same klocki, misie, jeki i placz. No i jeszcze czego sobie zazdroszcze (a Ty pewnie masz z tym klopot), w parcy to jedyny moment kiedy moge zjesc posilek jak czlowiek-spokojnie i w miare cieply, bo jak wracamy to znow nie mam chwilki bez mojego lobuziaka. Ale za to znow przez moj pelen etat + etat mama juz nie mam czasu na fitnesy, jogi. Nawet 20 min interwalow to problem majac 3 godziny dziennie dla siebie (czytaj: gotowanie, szykowanie dziecka na jutro, pranie, sprzatanie, prysznic, depilacja, jakies maseczki, co jakis czas internetowe placenie rachunkow i mnostwo innych). A w weekend wiadomo. Mala B. zostaje w domu wiec znow 100% uwagi dla niej.

    • Interesowałaś się kiedyś tematem high need baby? Ja trafiłam przypadkiem na artykuł wiele miesięcy temu i wypisz wymaluj mój Kostek! Ogólnie jest tak, że jak mówisz matce, która nie ma high need baby o swoich rozterkach, to ona wzrusza ramionami, coś w stylu: przesadzasz; tyle kobiet ma więcej niż jedno dziecko i dają radę; ja się na macierzyńskim nudziłam, itp.

      Nie ma rozwiązania, bo z high need babies wyrastają high need adults, poza tym pewnie to znasz: metoda, która działa na dziecko dzisiaj, jutro niekoniecznie zadziała, więc trzeba się sporo napracować, ale pocieszające jest to, że nie jesteśmy same i wcale nie wyolbrzymiamy, opowiadając o dziecku!

      • M

        Ojej, wlasnie o tym przeczytalam i o ile niektore symptomy sie zgadzaja w 100% o tyle niektore opisane aspekty nie sa az takie drastyczne w naszym przypadku. B. jest w przedszkolu/zlobku i jezeli chodzi o jedzenie to sila zeczy je regularnie (zgodnie z harmonogramem). Spi tez calkiem dobrze (po tym jak oduczylismy ja nocnego jedzenia), no i zezwala zeby opiekowal sie nia ktos inny (znow: przedszkole). Ale przyznaje, ze na spacer wychodze z nia spocona po walce z ubieraniem. Zapieta w siodelku, krzeselku do karmienia, wozku tez nie bedzie i juz. Jak nie to nie i nic jej nie wmowisz. Aktywna jest niesamowicie. Corka sasiadki nie zdazy podniesc zabawki z podlogi a B. juz zdazy sprzatnac jej ta zabawke sprzed nosa, pobawic sie i odlozyc na miejsce zanim ta sie zorietuje. Oj wesolo jest

        • My od początku wprowadziliśmy rutynę jeśli chodzi o spanie i jedzenie, więc bywa ok, ale to zasługa naprawdę ciężkiej pracy. No i „bywa”, bo małe odstępstwo od normy i cała zabawa zaczyna się od początku!

          Przede wszystkim co u nas znamienne: Kostek chce na ręce, ale nie chce na ręce i tak w sumie jest ze wszystkim (jeść, ale nie chce jeść; ubrać skarpetki, ale nie ubierać; do wózka, ale jednak na ręce albo na nóżkach – pragnie stałości, ale utrudnia jej osiągnięcie). Trochę to rozumiem, bo jestem identyczna :).

  • Beata

    Mój Jasiek zachowuje się dokładnie tak, jak Kostek. Ciągle ktoś musi być przy nim, rozmawiać, bawić się, zwracać uwagę. Kiedy jestem z nim sama czasem dochodzi do tego że nie mogę nawet do toalety iść bo biegnie za mną i mnie uderzy – bo nie mogę iść siusiu. A tatuś wczoraj do mnie z teksem wyskoczył – sama go tak nauczyłaś. Sama, owszem, bo po pracy jestem non stop sama z dzieckiem a tatuś na trening, zakupy albo do pracy. Ostatnio nie mam już siły :-(

    • W toalecie to ja mam pochowane awaryjne zabawki, żeby w razie czego mieć go czym zająć i móc zrobić swoje ;).

      Co do nauczenia – nie wiem, bo tak było przecież od samego początku. Niczego nie uczyłam, najwyżej (nieopatrznie) utrwaliłam ;). Ale nawet teraz z perspektywy czasu nie miałabym pomysłu jak oduczyć. Pozwalać płakać gdzieś z łóżeczka/kojca aż się wykończy? :/

      • Madia

        Mam to samo, nie wiem co miałabym zrobić inaczej. A najbardziej wkurza mnie moja mama, która non stop wpędza mnie w poczucie winy i sprawia, że ja czuję się nieudolną matką. Ona by zostawiła do wypłakania, ale ja tak nie potrafię i kiedy mała płacze ja nigdy tego nie ignoruję. Nie wiem kto ma racje, ale nigdy nie będę zwolennikiem zimnego chowu, bo nie chcę żeby córka była kiedyś takim samotnym, wyobcowanym i masakrycznie nieśmiałym człowiekiem jakim ja jestem.

  • Kasia A.

    u nas jest to samo niestety :( i z drugim dzieciem sie tez tak zapowiada. niestety nie jestem w stanie sluchac tego wycia, wiec biore na rece jak juz naprawde mi puchna uszy. moze metoda jest to ignorowac (ale jest to nie do wytrzymania), zeby dziecko sie uczylo byc same od malego ;)

  • pestki

    Jak już z komentarzy widzisz nie jesteś w tym odosobniona ?. U nas to samo. Często też wystarczy, że siedzę na kanapie przy której się bawi ale nie ma mowy żebym stała w kuchni, która odległa jest od kanapy o dwa metry! Za to od czasu do czasu mogę coś przeczytać. Na szczęście w towarzystwie innych dzieci nie jestem już potrzebna do zabawy za to muszę uważać żeby nie ciągnął dzieci za włosy ?. Ja raczej przychylam się do stwierdzenia, że taki ma charakter, po mamusi, jak twierdzi mój tata ?.

    • O! Kostek też często w towarzystwie innych dzieci nie zwraca na mnie uwagi! Tyle dobrego :).

      U mnie też cała rodzina mówi, że charakter po mnie!

  • Mama ze stażem

    Hej!. Moim skromnym zdaniem powinnaś małemu jak najszybciej zapewnić towarzystwo rówieśników. Jak się wciągnie w dobrą zabawę to zapomni o mamusi.

  • Julita

    U nas niestety maz przyzwyczaił nasza roczna Hanie do noszenia na rękach, i pomimo tego ze w ciagu dnia swietnie potrafi sie sobą zajac, bawiąc sie zabawkami, oglądając książeczki to w momencie kiedy tylko maz przekracza próg jest atak histerii i płaczu bo ma ją natychmiast wziąć na rece, o pójściu do ubikacji nie wspomnę. Mam nadzieje ze to chwile i jej minie bo lada chwila sąsiedzi zaczną na nas dziwnie spoglądać … ;)

    • A Hania ile ma miesięcy? U nas był taki problem, mega nasilony (postępował z miesiąca na miesiąc) aż do stycznia. Wtedy mąż był w tygodniowej delegacji i albo mały zapomniał (choć myślę, że to nie to), albo po prostu wydoroślał i troszkę się usamodzielnił.

  • Drugie dziecko będzie Ci się wydawać aniołem ;

    • Boję się, że drugie będzie takie samo, bo wtedy już naprawdę nie dam rady!

  • Natalia

    Gdzie jest ta sala zabaw? :)

  • Jak skończy 3 lata będzie lepiej ;) przynajmniej mój zluzowal i jak widzi że jestem zajęta, sprzątam czy gotuje to mi głowy nie zawraca i bawi się sam, ew.poprosi żebym bajkę włączyla bo nudzi się. Ale jak już siadam wygodnie w fotelu i popijać kawę to nie ma już tak fajnie i bawić się muszę bo przecież nic nie robię..

  • mamajster.blogspot.com

    Kiedyś (dopóki nie urodziłam Hani) też uważałam, że to na pewno kwestia wychowania. Ale teraz, uważam, że do odpowiedniego wychowania wymagana jest odpowiednia podstawa. Bo jak mogę mówić o tym, że nauczyłam moje dziecko bawić się samo, skoro ono od początku chętnie to robiło. Tym bardziej, jak mam odpowiadać wszystkim ekspertom, że moje dziecko, pomimo że czasem śpi z nami, nie przyzwyczaiło się do tego i w łóżeczku śpi równie chętnie? Hania jest jaka jest, a ja mogę ewentualnie nad jej zachowaniami pracować. Na to jeszcze pewnie przyjdzie czas, bo ma dopiero 7 miesięcy. Wydaje mi się jednak, że kluczowe w tym wszystkim, zwłaszcza na początku jest usposobienie dziecka.

  • Oj chciałabym móc napisać, że rzeczywiście jest na to rozwiązanie, ale obawiam się, że nie. I mimo iż sama popełniłam tekst w temacie ( http://wp.me/p5eGb3-9w ), bo moje dziecko, jak akurat ma momenty, że potrafi się sobą zająć, tak mam wrażenie, że inne aspekty szwankują, Więc to jest dokładnie jak sama napisałaś – Młody się nie bawi, ale super śpi i wtedy masz czas. Moja się bawi, ale serwuje po dwie nocne pobudki i chodzi spać paskudnie późno, więc gdyby nie to, że potrafi się sobą zająć, nie wiem kiedy mogłabym zrobić cokolwiek! I też się zastanawiam, czy gdzieś popełniłam błąd?!?! A przecież tyle słuchałam, czytałam, obserwowałam, próbowałam, patrzyłam i nic! Tłumaczę sobie więc usilnie, że przecież nie można mieć przecież wszystkiego! :)

  • Monika

    Ilona, gdyby Twoje dziecko było high need to zapomnij o dobrym spaniu i w dodatku, żeby spał sam w łóżeczku (nic z tych rzeczy) to raczej coś innego… ja sama takim dzieckiem byłam, tylko wtedy nazywało się takie dziecko o zgrozo niegrzecznym, o ile niemowlę może być niegrzeczne, bo co to niby ma znaczyć, że jest kulturalne, tylko się uśmiecha, nie beka i pierdzi w miejscach publicznych, co do większych dzieci to już inna sprawa… Cóż na pocieszenie powiem Ci, że moja młodsza siostra to istne zaprzeczenie mnie, tzn mama sprawdzała czy oddycha, bo tak długo śpi i jest spokój… Za to ona teraz jest bardzo otwarta i żywa, a ja raczej zamknięta w sobie i nadwrażliwa na swoim punkcie, choć odkąd sama jestem mamą to się diametralnie zmieniło :)

    • Wiesz co, nie lubię, jak ktoś, kto nas nie zna (nie wie, jak daleką drogę przeszliśmy, a właściwie pokonujemy każdego dnia) ocenia, czy moje dziecko jest takie czy śmakie :). Włożyłam maksimum wysiłku, żeby ustabilizować nasze życie rodzinne, ale wystarczy małe zachwianie, żeby całą pracę zaczynać od początku (włącznie z problemami z zaśnięciem, usypianiem na rękach, płaczem przemęczeniowym, nocnymi przebudzeniami co godzinę/dwie, itp.). Nie jest tak, że high need babies to tylko w łóżku z rodzicami… Tak pewnie jest najłatwiej, teraz to wiem, ale dzieci są różne (nawet high need babies!) i różne sposoby na nie działają.

      • Monika

        Z doświadczenia powiem Ci, że nic nie działa, ewentualnie bliskość drugiej osoby, najlepiej mamy i jeśli chciałaś meczyc sie z usypianiem dziecka bo masz zdanie, ze ma spac sam a nie z rodzicami (nikt nie mowi, ze tak jest do skonczenia 18) to juz Twoja sprawa, ja tego nie oceniam, mowie na swoim przykladzie a to co innego. Pozdrawiam :)

        • U nas na problemy ze snem nałożyły się problemy z SI (po ciężkim porodzie i niedotlenieniu w pierwszych minutach) oraz wynikająca z tego nadwrażliwość. I teraz połóż się obok nadwrażliwego (nie wrażliwego, nadwrażliwego!) dziecka, które drażnił każdy dotyk (pisałam wyżej, że najdelikatniejsza zmiana pieluchy była wielką przeprawą), szmer, zapach, wszystko. U nas było tak, że wystarczyło przejechać mopem pod drzwiami śpiącego dziecka, żeby się zbudziło, więc wspólne spanie naprawdę nie wchodziło w grę, bo przebudzał się, jak tylko próbowałam podrapać się po nosie ;), a i zasnąć przy tylu bodźcach (mama, tata, oddech, szelest kołdry, zapach) nie potrafił.

          Także tak, z jednej strony teraz wiem, że wspólne spanie na pewno pomaga, z drugiej – nie w naszym przypadku, bo problem był bardziej złożony.

  • Taki ma charakter. Mój synek od samego początku lubił własną przestrzeń. Ponoć ma to po mnie, bo zachowywałam się podobnie w dzieciństwie. Nie było mowy, żeby wziąć go do łóżka. Nawet gdy miał kata i wstawałam do niego co 15 minut. Jak już był dużym niemowlęciem, uwielbiał bawić się sam, a denerwował się, gdy ja próbowałam bawić się z nim. Jakaś masakra. Żadnego przytulania. Żadnej bliskości. Teraz lubi, gdy siedzę obok w czasie zabawy. Lubi się czasem z nami pobawić. Ale nadal potrafi długi czas siedzieć sam nad puzzlami, czy klockami. Taki typ. Przytulać nadal się nie lubi.

    • Nasz lubi, ale na sekundę i biegnie dalej ;).
      Chłopcy często tak mają, to dziewczynki są małymi przylepkami, które mogą na kolanach u mamy i kwadrans spędzić :).

      • Czyli czas na dziewczynkę? :-D

  • Cierpliwości :) nasz Synek ok trzecich urodzin zaczął bawić się sam ;),

  • Ali

    O boziu, dzieki Ilona za ten tekst bo juz myslalam ze z moim dzieckiem (lub ze mna) cos nie tak! ;))))) Moj ma 16 miesiecy i tez od urodzenia byl z gatunku high need, a teraz jeszcze doszly jazdy z buntem choc nie wiem dlaczego nazwanym dwulatkowym skoro zaczyna sie tuz po skonczeniu roczku! Tez nie dosc ze sam ani na minute nie moze sie soba zajac i nawet w toalecie musi mi wiecznie towarzyszyc to jeszcze wszedl w taki etap ze kazda zmiana pieluchy czy ubrania to dramat! Na dokladke Ty jestes szczesciara bo Twoj chociaz spi dobrze, a moj to snu niewiele potrzebuje a to co przesypia tez musi byc z mama u boku! I nie ma ze z tata, o nie, na sen tylko mama! Wyobrazasz sobie?
    Wiem wiec doskonale o czym piszesz! :D
    Ale ale moze jest na to sposob jednak ;) – jaki czas temu zalilam sie naszej pani pediatrze ze takie ciezkie dziecko mam co nic mi nie daje zrobic, a ona mi na to ze czesto high need baby potrzebuja towarzystwa innych dzieci! A skoro rodzenstwa brak to rozwiazaniem moze byc zlobek! Tak wiec zapisalismy naszego wtedy niespelna 15 miesiecznego malucha do zlobka. I musze ci powiedziec ze wreszcie odetchnelam! I pani doktor miala racje! Oczywiscie Mlody ryczy za kazdym razem jak go do tego zlobka odwoze, ale uspakaja sie bardzo szybko jak tylko znikne mu z oczu i doskonale sie tam bawi! Malo tego gdy wracamy do domu to jest tak zmeczony ze spi przez 2h sam! Sukces w pelni, a ja mam w koncu czas dla siebie i na domowe obowiazki :)
    Problem w tym ze to nie moze byc pierwszy lepszy zlobek, ale takie miejsce w ktorym panie naprawde dzieckiem sie opiekuja i angazuja, nie wiem jak w Polsce ale tu u mnie nie jest latwo taki znalezc, szczesliwie nam sie udalo i dzieki temu zyje sie latwiej :P

    • My niemal codziennie chodzimy do salek zabaw (fortuna na to idzie!), bo też zauważyłam, że wybieganie się z innymi dziećmi jest remedium na nasze problemy.

      Mamy świetne przedszkole na sąsiednim osiedlu, ale przyjmują od trzech lat (chciałam posłać we wrześniu, miałby wtedy 2,5, ale niestety…).

      No i bunt dwulatka faktycznie zaczął się u nas szybko, bo też po roku. Moja rada: szybko to uciąć. Brzmi brutalnie, ale im szybciej, tym mniej boleśnie (choć wydaje się, że mega boleśnie!). U nas co kilka miesięcy powtarzają się ataki, trwają dwa-trzy dni i dzięki konsekwencji potem przez długi czas jest znowu spokojnie.

  • Hmm tekst jak o moim synku ? widzę, że jest nas więcej :D Nie usiedzi sekundy na miejscu, nie potrafi się na niczym skupić, żadne zabawki go nie interesują, nie bawi się praktycznie niczym sam, dużo płacze, dużo krzyczy, ciągle ciągnie mnie za palec wskazujący i prowadzi gdzie chce, ugotowanie dwudaniowego (niestety!) obiadu dla 4 dorosłych osób i dziecka graniczy z cudem ale ja ten cud popełniam codziennie! W Kościele jest najbardziej rozbieganym i rozbrykanym dzieckiem. I teraz uwaga: to chyba sprawa genów! Otóż gdybym nie widziała tego na własne oczy to bym nie uwierzyła: znam 16 miesięczne dziecko, które całą Mszę siedzi grzecznie w wózku i obserwuje ewentualnie grzecznie ogląda książeczkę. Na koniec z uśmiechem na ustach daje sobiezałożyć kurteczkę, czapkę, szalik i co tam jeszcze trzeba. Tosyn mojego kolegi z klasy. Niedawno sptkałam jego siostrę i pytam czy K. jest zawsze taki grzeczny? A ona mi mówi: to jest święte dziecko. Nie płacze, jest w stanie przez godzinę (sic!) bawić się sam na podłodze. Teraz jest pod opieką babci (mama wróciła do pracy) i mimo że lubi być noszony to spokojnie można przy nim
    obiad ugotować, kawę wypić i książkę poczytać itd. Okazało się, że ojciec K. był taki sam jako dziecko. I gdzie tu sprawiedliwość? Ile razy jest mi wstyd za Staśka ale co mam poradzić? Odseparować od społeczeństwa, zamknąć się w domu ? o co to to nie! To podobno z wiekiem mija, podobno wielkim przełomem dla takiego wymagającego dziecka jest pójście do przedszkola gdzie musi się przestawić ? nie jest sam na świecie, świat nie kręci się tylko wokół niego. Ja się szczerze obawiam czy mój syn kiedyś z tego wyrośnie. Bardzo, bardzo się boję, że już taki
    zawsze będzie. Oby nie, oby się uspokoił. Niemniej marzę, żeby poszedł już do przedszkola ;)

  • Gość

    Nic dziwnego, że chce maluch ciągle z mamą, jak ma taką fajną mamę ????

  • Kasia

    szukam własnie inforamacji o tym czy z moim dzieckiem wszystko ok i trafilam tu .
    Czytając to mysle ze chyba ja to pisałam :D pamietam jak dzis dzien jeszcze w szpitalu jak płakał bo nie był obok mojego cyca ehh (nawet myslałam czy to wina tego ze miałam go dopiero nastepnego dnia obok siebie z powodu ciezkiego porodu i tego ze mdlałam ) i takjuzł było zawsze, wyjscie do ubikacjii płaczzz usypianie samemu płacz… na szczescie nauczyłam go smoczka chodz bywały i takie tyogodnie ze jak tylko chciała wyjac cyca a dac smoczka odrazu sie budził!
    Teraz ma 9 miesiecy i toterorysta, do łozeczka nie moge go dac bo sie nie zabawi sam baaaa nawet nie chce zobaczyc czy sie da bo odrazu płacz, jak zamkne drzwi do pokoju by nie mogł mi uciekac to odrazu idzie i bije w nie zeee onn chce wyjsccc i oczywiscie płaczzz, a to na rece a to chodz ze mna spac itp.
    Nie mam czasu dla siebie nic a nic a czasem brak mi sił i mam ochote wyć. ostatnio spotkałam znajoma ktora urodziła i mowi ze karmi małego a pote on sam spi 3 h! zazdroszcze naprawde bo jak nie wiem co to jest 3h dla siebie
    hymmm
    mam nadzieje ze kiedys to minie :)

  • Niestety u nas jest to samo. Słyszałam już wiele teorii.. ale sorry inaczej się nie da. Jeśli nie wzięłam go na ręce to nie było krzyku…była awantura na cały blok. Jak dawałam z siebie 100% to chciało więcej. Jeszcze przy dziadkach, czy tacie jest luz… ale jak pojawię się w zasięgu wzroku… masakra. Też nie wiem co z tym zrobić… powoli się przyzwyczaiłam.

  • Shila

    U mnie to samo, tylko jeszcze brak drzemek i wczesne pobudki…. czasem łapią mnie jeszcze wątpliwości, czy to na pewno nie moja wina…. i czasem zazdrość, jak patrzę na dzieci, które bez płaczu jadą w wózku albo samodzielnie się bawią… ciepła kawa przy tv ,_ marzenie ściętej głowy….

  • Dulka

    Tia….no cóż…wypisz wymaluj…mój syn – to właśnie TEN typ. W październiku skończył 5 lat i wcale nie jest lepiej. Z perspektywy tych pięciu lat zaczęłam się zastanwiać, gdzie popełniłam błąd. Przecież zawsze starałam się mądrze odpowiadać na jego potrzeby, dbam o jego aktywny i zdrowy rozwój, wpsieram mocne strony, eliminuję negatywne zachowania itp., itd…. Mój aktualny problem to samodzielność…a właściwie jej brak. W wieku 5 lat dziecko przecież powinno już samodzielnie się ubrać, rozebrać, umyć, conieco posprzątać…robi to wszystko, choć niechętnie i z przymusem. Ale największy problem to brak umiejętności samodzielnej zabawy. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak jest? Po pierwsze geny (ma to po tatusiu – jedynak z późnego macierzyństwa – który dopiero niedawno mi zdradził, że spał z rodzicami w jednym łóżku do 15 roku życia), po drugie przybywanie w mojej obecności przez praktycznie 90% swojego życia (nie uwzględniając przedszkola) – cóż…tak się złożyło – mieszkam za granicą – mój mąż jest obcokrajowcem – przeprowadziłam się do jego rodzinnej miejscowości krótko przed porodem – nikogu nie znałam, nie miałam czasu poznać, nie było motywacji itd.. ; siłą rzeczy nie było nikogo innego, kto mógłby mojemu dziecku poświęcić uwagę…
    Ambitnie ograniczałam dziecku oglądanie bajek dbając o jego rozwój…Choć i tutaj poniosłam porażkę, bo dzień bez bajek to dzień stracony. cóż….Bajka to jedyne „5 min”, kiedy mogę np. spokojnie ugotować szybki obiad. Inaczej się nie dało.
    Ale ale….otóż nasza kochana Pani Logopedka (nie psychoog) podpowiedziała mi jak sobie poradzić, by maluch wreszcie zaczął bawić się samodzielnie i, by wreszcie odkrył w tym przyjemność. A dodam, że do niedawna moje dziecko nie zbudowało samodzielnie nawet wieży z klocków (choć oczywiście potrafi – jak wiele innych rzeczy). Otóż….pewnego dnia padło jak zwykle to samo pytanie: Mamo, pobawisz się ze mną w „gadanie”? – zabawa w gadanie polega na tym, że dwa (albo więcej) pojazdy współpracują ze sobą i gadają, przy czym w rzeczywistości wygląda to tak, ze to ja gadam, kieruję całą zabawą, wymyślam, rzucam pomysły, a moje dziecko ‚uczestniczy’ w tej zabawie. Tego dnia odpowiedziałam: Pobawię się z Tobą, ale tym razem ja będę się bawiła moim ulubionym pojazdem tak jak ja chcę, a Ty będziesz się bawił swoim ulubionym pojazdem tak jak Ty chcesz. Tym razem nasze pojazdy nie będą ze sobą gadały”. Trudno było go przekonać do nowej formy zabawy, ale gdy w końcu się udało….Oto poraz pierwszy raz w swoim życiu mój Wiktor zbudował cały warsztat samochodowy z kloców lego plus stację benzynową, most, dźwig itd….I tak zaczęla się nasza ‚terapia” i trwa nadal z coraz lepszymi efektami. Oczywiście, ja nadal jestem obok i również bawię się zabawkami, ale nie bawimy się już razem. To był strzał w dziesiątkę!
    Teraz już wiem, że problem z samodzielnym bawieniem się – i w ogóle z samodzielnością – nie wynika z braku umiejętności tylko z obawy przed samotnością i z obawy, że sobie nie poradzi….Przecież mama we wszystkim jest lepsza…Ona to wszytko lepiej potrafi…A wcale nieprawda. I to właśnie zaczęło sobie uświadamiać moje dziecko.
    No i cóż….wniosek z tego taki, że geny – tak, ale przede wszystkim nasze postępowanie jest istotne, metoda, podejście…Ja nie miałam innego wyjścia, to na mnie spoczęło pozostawanie z dzieckiem przez 90% czasu….Teraz widzę tego skutki. I nie cofnę już czasu. Mogę tylko starać się conieco naprawić. Czasem porada usłyszana od specjalisty mozę być kluczem do sukcesu! Powodzenia drogie Mamy! Pamiętajcie, że im wcześniej zaczniemy dziecko edukować, tym lepsze będą tego efekty na przyszłość.

  • Patrycja Kinga Tarka

    Proszę powiedzcie mi czy jestem wyrodną matką jeśli włączam córce (1,5 oku) bajki na godzinę w ciągu dnia by cokolwiek zrobić? Jest bardzo absorbujacym dzieckiem i nie jest w stanie pobawić się sama ani minuty :( jak próbuje zrobić coś sama np. Wysuszyć sobie włosy to jest atak histerii że nie biorę jej na ręce…

    • Simonka26

      Bajki to przyjaciel mamy. Moja ma 3 lata i bez bajek też nie mogłabym zrobić wielu rzeczy. Także nic się nie przejmuj i rób swoje!

  • WIem, ze juz jakis czas minal od tego wpisu ale bardzo bede wdzieczna za mala aktualizacje;-) Daj znac czy cos sie zmienilo? Jestesmy z mezem w takiej samej sytuacji a nasza corka ma juz 3 latka. Czy jest dla nas jakas nadzieja? Pozdrawiam serdecznie, Ania

    • Hej, zaczął się bawić sam – jak poszedł do przedszkola w wieku 3,5 roku. Teraz jako kawaler 4,5 letni potrafi zamknąć się w swoim pokoju i nie wychodzić z niego nawet przez godzinę :) składa Lego, lepi z Ciastoliny, studiuje mapy i takie tam poważne zajęcia, do których wcale nas nie potrzebuje :)