A mogło być tak pięknie…

W weekend wybraliśmy się do poznańskiego zoo. Miało być fajnie i w ogóle…

Zaraz po przekroczeniu bramy powitała nas wielkich rozmiarów kaczka, co w sumie odebrałam jako dobry znak, chociaż przez moment miałam wrażenie, że chce mnie zaatakować.

Potem było już tylko gorzej…

Kraty, wszędzie kraty.

Niby czego innego można się spodziewać w zoo? Jednak moje dziecko bardzo chciało jakiegoś zwierzaka pogłaskać, a ja zrobić sensowne zdjęcia, co w tych warunkach okazało się praktycznie niemożliwe.

Często zwierzęta znajdowały się tak daleko, że w ogóle nie można ich było dostrzec! Tygrysa, niedźwiedzie oraz rysie – widzieliśmy tylko na zdjęciu powieszonym przy klatce.

Nie wiem, może już za dużo w życiu widziałam!

Miałam okazję jeździć na wielbłądzie w beduińskiej wiosce, więc widok liniejącego zwierza stojącego gdzieś tam daleko za trzema, czterema ogrodzeniami nie zrobił na mnie najmniejszego wrażenia.

Na Kostku też nie, bo wycieczka po zoo bardzo szybka zaczęła go nudzić. Całe szczęście mieliśmy ze sobą prowiant, który uratował sytuację.

W poszukiwaniu atrakcji weszliśmy na tarasy widokowe, jednak nawet tam spotkało nas tylko rozczarowanie. Po zwierzakach ni widu, ni słychu.

Choć na zdjęciach wszystko wygląda pięknie!

Bo też tereny, na których rozciąga się poznańskie zoo, są bajkowe! Lasy, stawy, łąki i soczyście zielone pagórki. Jedna foka na jeden km2 powierzchni. Dobrze dla zwierząt?

A ja sądzę, że całkowicie niewykorzystany potencjał.

Spacer po zoo mogłabym porównać do naszego zwykłego codziennego spaceru po lesie. Tyle tylko, że tu był wylany asfalt. I cała wyprawa kosztowała nas 70 zł (bilety + parking).

Trochę się nudziliśmy, trochę pogubiliśmy. Szukając drogi powrotnej, umilałam moim towarzyszom czas, opowiadając o zoo safari na Mazurach, które przypomina raczej sporych rozmiarów gospodarstwo. Zwierzaki puszczone wolno – może nie jakieś super egzotyczne, bo małe świnki, kozy, psy – biegają pomiędzy zwiedzającymi. Można podejść, pogłaskać, porozmawiać, zajrzeć w oczy i powąchać. Poprowadzić kozę na postronku lub opędzać się od osiołka-uparciucha, który jak upatrzy sobie cel: kobiecą pupę, nie chce opuścić wybranki na krok.

Dla mnie – mieszczucha – większą atrakcją od słoni znajdujących się kilometr dalej (w sumie to tak jak oglądanie ich w tv?!) jest właśnie owca na wyciągnięcie ręki. Dotykaliście kiedyś owcy?

I właśnie wtedy, kiedy głośno wyrażałam swoje niezadowolenie, kręcąc nosem, że wszystko jest nie tak, jak być powinno – niespodzianka! Przy samym wyjściu. Trafiliśmy tam zupełnym przypadkiem, na zasadzie: chodź, zajrzymy tylko, na chwilę. I zostaliśmy najdłużej.

Za wysokim drewnianym płotem znajdowała się mała zagroda. A w środku zwierzęta gospodarcze, przy których gromadziły się wszystkie dzieci, ze zdziwienia rozdziawiając buzie. Dwa kucyki na wolności podgryzały trawę. To jest to!

Radość niesamowita! Dziecko, które od dwóch godzin chciało wracać do domu, nagle za sprawą jednego konika nie pozwalało wyprowadzić się z zagrody. Czyż nie tak powinno wyglądać współczesne zoo?

A dzikim zwierzętom pozwólmy żyć na wolności, w ich naturalnym środowisku.

8
Dodaj komentarz

3 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Gość

Ilona, zapraszam do wrocławskiego zoo (w celu zobaczenia zwierząt, najlepiej z ciut starszym dzieckiem, bo dla maluchów w wieku naszych synów, największą atrakcję stanowią obiekty dotykalne). Jest coraz ładniejsze, nie da się zgubić, zwierzęta na wyciągnięcie ręki. Mam jedno piękne, ale nie będę tu wrzucać.

Gość

Nie wiem, czy spodobają mi się kolejne zwierzęta w klatce. Tu nie chodzi o to, że poznańskie zoo jest złe. Po prostu czasy się zmieniają, a dyrekcja zoo za tym nie nadąża (chociaż starają się, dokupują słonie, budują im nowoczesne wybiegi za grube miliony, itp.). Tylko że ludzie coraz częściej jeżdżą do Egiptu, Kenii lub w jeszcze bardziej egzotyczne miejsca, a oglądanie słoni gdzieś tam za siedmioma górami, za siedmioma lasami jest bezsprzecznie porównywalne z oglądaniem ich w tv. Nawet dla mnie, nie tylko dla mojego dziecka (czyli: nuda). Zwierzęta mają dzięki temu jak w raju? Nie sądzę! Jak w… Czytaj więcej »

Gość
mama JJ'a

Dzięki Ilona za podpowiedź – za tydzień jedziemy na Mazury i sprawdziłam, że od tego zoo safari będziemy 13km, więc na pewno odwiedzimy ;)
p.s. A jak ząbki?

Gość

Trudno trafić, bo prowadzi tam tajemnicza droga przez las (wypatrujcie uważnie znaków), ale naprawdę warto!

Ząbki mają się dobrze :). Jestem cała pogryziona, bo mamy prawie komplecik. Szybko poszło. Nie ma to jak dostać wszystkie ząbki w kilka dni ;).

Gość
Kasia

A my lubimy odwiedzać poznańskie zoo, głównie ze względu na kolejkę, która jeździ po zoo ;) Poza tym atrakcją dla syna są kaczki i inne zwierza, które chodzą na wolności. Ostatnio ten sam konik też wyszedł z ogrodzenia :) Czy te słonie miały by chodzić ‚luzem’ po zoo? ;p Albo tygrysy i niedźwiedzie? :) Nasz syn również nie był tym zachwycony (łe, ale ten słoń mały – bo daleko;), a tygrysy zawsze są ‚wciśniete’ w kąt ;) Jeszcze stanę po stronie zwierząt, bo mi jest żal tych zwierzaków, które dzieciaki targają na wszystkie strony (właśnie tych, które można dotknąć itd)-… Czytaj więcej »

Gość

Kolejka pewnie i dla nas będzie atrakcją, na razie zachwycamy się nią z daleka, bo ciągle nie było okazji wsiąść :). A widzisz, czyli starsze dzieci też wolą zwierzaki, które można pogłaskać od najbardziej nawet egzotycznego zwierza. Słonie, tygrysy luzem broń Boże – w ogóle nie powinno być ich w Polsce, to nie klimat i miejsce dla nich. Po co trzymać niedźwiedzie, których i tak nie widać, bo chowają się w lesie? To niech się chowają, ale na wolności, w Tatrach np. Zamiast tego więcej koników na łące na przykład. Kiedy my byliśmy, nie było tłoku, dzieci pilnowane przez rodziców… Czytaj więcej »

Gość
Kasia

Tak, wolą zwykłe zwierzaki :) Pytałam o to kiedyś koleżankę z dziećmi w wieku szkolnym i jej też wolą takie zwykłe :) Z egzotycznymi to masz rację, ale jak pisałam, my jeździmy do zoo właśnie na kolejkę, kaczki i bociany (jakież było zdziwienie syna że bociany są jego wzrostu :) itd. i raczej nie w takie oblegane dni. Pierwszy raz jak byliśmy z synem miał trochę ponad rok i główna atrakcją była kaczka, tak poza tym to się nudził jak mops :) i też się śmieliśmy, że mogliśmy iść do parku obejrzeć kaczki, wyszło by taniej. taka ciekawostka – w… Czytaj więcej »

Gość

Haha, chyba zabiorę jutro małego na kolejkę – czasami ją mijamy na spacerze i patrzy z rozdziawioną buzią.

Kiedyś zabrałam chrześniaka i pamiętam, że dla niego ta przejażdżka też była niezapomnianym przeżyciem!