Life and the city

A mogło być tak pięknie…

10 czerwca 2014

W weekend wybraliśmy się do poznańskiego zoo. Miało być fajnie i w ogóle…

DSC_2238p

Zaraz po przekroczeniu bramy powitała nas wielkich rozmiarów kaczka, co w sumie odebrałam jako dobry znak, chociaż przez moment miałam wrażenie, że chce mnie zaatakować.

Potem było już tylko gorzej…

DSC_2246p

DSC_2251p

DSC_2272p

Kraty, wszędzie kraty.

Niby czego innego można się spodziewać w zoo? Jednak moje dziecko bardzo chciało jakiegoś zwierzaka pogłaskać, a ja zrobić sensowne zdjęcia, co w tych warunkach okazało się praktycznie niemożliwe.

Często zwierzęta znajdowały się tak daleko, że w ogóle nie można ich było dostrzec! Tygrysa, niedźwiedzie oraz rysie – widzieliśmy tylko na zdjęciu powieszonym przy klatce.

DSC_2269p

DSC_2273p

Nie wiem, może już za dużo w życiu widziałam!

Miałam okazję jeździć na wielbłądzie w beduińskiej wiosce, więc widok liniejącego zwierza stojącego gdzieś tam daleko za trzema, czterema ogrodzeniami nie zrobił na mnie najmniejszego wrażenia.

DSC_2292p

DSC_2297p

DSC_2298p

DSC_2308p

Na Kostku też nie, bo wycieczka po zoo bardzo szybka zaczęła go nudzić. Całe szczęście mieliśmy ze sobą prowiant, który uratował sytuację.

DSC_2312p

W poszukiwaniu atrakcji weszliśmy na tarasy widokowe, jednak nawet tam spotkało nas tylko rozczarowanie. Po zwierzakach ni widu, ni słychu.

DSC_2318p

DSC_2320p

Choć na zdjęciach wszystko wygląda pięknie!

DSC_2330p

Bo też tereny, na których rozciąga się poznańskie zoo, są bajkowe! Lasy, stawy, łąki i soczyście zielone pagórki. Jedna foka na jeden km2 powierzchni. Dobrze dla zwierząt?

A ja sądzę, że całkowicie niewykorzystany potencjał.

Spacer po zoo mogłabym porównać do naszego zwykłego codziennego spaceru po lesie. Tyle tylko, że tu był wylany asfalt. I cała wyprawa kosztowała nas 70 zł (bilety + parking).

Trochę się nudziliśmy, trochę pogubiliśmy. Szukając drogi powrotnej, umilałam moim towarzyszom czas, opowiadając o zoo safari na Mazurach, które przypomina raczej sporych rozmiarów gospodarstwo. Zwierzaki puszczone wolno – może nie jakieś super egzotyczne, bo małe świnki, kozy, psy – biegają pomiędzy zwiedzającymi. Można podejść, pogłaskać, porozmawiać, zajrzeć w oczy i powąchać. Poprowadzić kozę na postronku lub opędzać się od osiołka-uparciucha, który jak upatrzy sobie cel: kobiecą pupę, nie chce opuścić wybranki na krok.

Dla mnie – mieszczucha – większą atrakcją od słoni znajdujących się kilometr dalej (w sumie to tak jak oglądanie ich w tv?!) jest właśnie owca na wyciągnięcie ręki. Dotykaliście kiedyś owcy?

I właśnie wtedy, kiedy głośno wyrażałam swoje niezadowolenie, kręcąc nosem, że wszystko jest nie tak, jak być powinno – niespodzianka! Przy samym wyjściu. Trafiliśmy tam zupełnym przypadkiem, na zasadzie: chodź, zajrzymy tylko, na chwilę. I zostaliśmy najdłużej.

Za wysokim drewnianym płotem znajdowała się mała zagroda. A w środku zwierzęta gospodarcze, przy których gromadziły się wszystkie dzieci, ze zdziwienia rozdziawiając buzie. Dwa kucyki na wolności podgryzały trawę. To jest to!

DSC_2339p

DSC_2350p

DSC_2356p

Radość niesamowita! Dziecko, które od dwóch godzin chciało wracać do domu, nagle za sprawą jednego konika nie pozwalało wyprowadzić się z zagrody. Czyż nie tak powinno wyglądać współczesne zoo?

A dzikim zwierzętom pozwólmy żyć na wolności, w ich naturalnym środowisku.

DSC_2286p

  • Ilona, zapraszam do wrocławskiego zoo (w celu zobaczenia zwierząt, najlepiej z ciut starszym dzieckiem, bo dla maluchów w wieku naszych synów, największą atrakcję stanowią obiekty dotykalne). Jest coraz ładniejsze, nie da się zgubić, zwierzęta na wyciągnięcie ręki. Mam jedno piękne, ale nie będę tu wrzucać.

    • Nie wiem, czy spodobają mi się kolejne zwierzęta w klatce. Tu nie chodzi o to, że poznańskie zoo jest złe. Po prostu czasy się zmieniają, a dyrekcja zoo za tym nie nadąża (chociaż starają się, dokupują słonie, budują im nowoczesne wybiegi za grube miliony, itp.). Tylko że ludzie coraz częściej jeżdżą do Egiptu, Kenii lub w jeszcze bardziej egzotyczne miejsca, a oglądanie słoni gdzieś tam za siedmioma górami, za siedmioma lasami jest bezsprzecznie porównywalne z oglądaniem ich w tv. Nawet dla mnie, nie tylko dla mojego dziecka (czyli: nuda). Zwierzęta mają dzięki temu jak w raju? Nie sądzę! Jak w raju to one mają u siebie w domu i to my powinniśmy do nich jeździć, jeśli zamarzy nam się zobaczyć na własne oczy słonia. A nie odwrotnie. Zawsze jeszcze zostają programy przyrodnicze.

      Od kiedy byłam na Mazurach w tym zoo safari, inaczej zaczęłam postrzegać organizację takich miejsc. Zresztą nawet ta mała poznańska zagroda z konikami, kózkami, świnkami, itp. była bardziej oblegana niż klatka z tygrysem.

  • mama JJ’a

    Dzięki Ilona za podpowiedź – za tydzień jedziemy na Mazury i sprawdziłam, że od tego zoo safari będziemy 13km, więc na pewno odwiedzimy ;)
    p.s. A jak ząbki?

    • Trudno trafić, bo prowadzi tam tajemnicza droga przez las (wypatrujcie uważnie znaków), ale naprawdę warto!

      Ząbki mają się dobrze :). Jestem cała pogryziona, bo mamy prawie komplecik. Szybko poszło. Nie ma to jak dostać wszystkie ząbki w kilka dni ;).

  • Kasia

    A my lubimy odwiedzać poznańskie zoo, głównie ze względu na kolejkę, która jeździ po zoo ;) Poza tym atrakcją dla syna są kaczki i inne zwierza, które chodzą na wolności. Ostatnio ten sam konik też wyszedł z ogrodzenia :)
    Czy te słonie miały by chodzić ‚luzem’ po zoo? ;p Albo tygrysy i niedźwiedzie? :) Nasz syn również nie był tym zachwycony (łe, ale ten słoń mały – bo daleko;), a tygrysy zawsze są ‚wciśniete’ w kąt ;)
    Jeszcze stanę po stronie zwierząt, bo mi jest żal tych zwierzaków, które dzieciaki targają na wszystkie strony (właśnie tych, które można dotknąć itd)- właśnie ta zagroda o której piszesz czyli mini zoo. Więc może to i fajne dla dzieci, ale raczej nie dla zwierząt.

    • Kolejka pewnie i dla nas będzie atrakcją, na razie zachwycamy się nią z daleka, bo ciągle nie było okazji wsiąść :).

      A widzisz, czyli starsze dzieci też wolą zwierzaki, które można pogłaskać od najbardziej nawet egzotycznego zwierza.

      Słonie, tygrysy luzem broń Boże – w ogóle nie powinno być ich w Polsce, to nie klimat i miejsce dla nich. Po co trzymać niedźwiedzie, których i tak nie widać, bo chowają się w lesie? To niech się chowają, ale na wolności, w Tatrach np. Zamiast tego więcej koników na łące na przykład. Kiedy my byliśmy, nie było tłoku, dzieci pilnowane przez rodziców delikatnie głaskały koniki po grzywie, one dalej podgryzały trawkę i nic sobie z tego nie robiły :). Nie wiem co się dzieje, jak jest np. Dzień Dziecka i zoo wypełnione po brzegi.

      • Kasia

        Tak, wolą zwykłe zwierzaki :) Pytałam o to kiedyś koleżankę z dziećmi w wieku szkolnym i jej też wolą takie zwykłe :) Z egzotycznymi to masz rację, ale jak pisałam, my jeździmy do zoo właśnie na kolejkę, kaczki i bociany (jakież było zdziwienie syna że bociany są jego wzrostu :) itd. i raczej nie w takie oblegane dni. Pierwszy raz jak byliśmy z synem miał trochę ponad rok i główna atrakcją była kaczka, tak poza tym to się nudził jak mops :) i też się śmieliśmy, że mogliśmy iść do parku obejrzeć kaczki, wyszło by taniej.
        taka ciekawostka – w tym roku zainteresował się również małpką, nietoperzem i surykatką :) ale jak babcia pytała co widział ciekawego w zoo to mówi: kolejka :)

        • Haha, chyba zabiorę jutro małego na kolejkę – czasami ją mijamy na spacerze i patrzy z rozdziawioną buzią.

          Kiedyś zabrałam chrześniaka i pamiętam, że dla niego ta przejażdżka też była niezapomnianym przeżyciem!