Life and the city

Mieszkanie czy dom – co jest lepszym rozwiązaniem? Odpowiedź może cię zaskoczyć!

11 czerwca 2017

DSC_0444

Kiedy napisałam wam po raz pierwszy, że budujemy, a raczej remontujemy stary dom sprzed wojny – od razu wysypał się wór z pytaniami. Wtedy zrozumiałam, że własny dom to taka beza, która stoi na wystawie, ładnie wygląda i kusi, żeby ją kupić, ale kiedy w końcu to zrobimy i wbijemy w nią zęby, to często okazuje się, że wyrzuciliśmy pieniądze w błoto, bo jest tak słodka, że aż mdli i niestety – nie dla nas. Choć oczywiście są tacy, co bezy uwielbiają! Tak samo jest z domem – choć to fajna opcja, naprawdę nie jest dla każdego. Trzeba znać minusy, zanim się na niego zdecydujemy, a o tych minusach coś w ogóle mało się mówi. Dlatego właśnie dzisiaj postanowiłam o tym szczerze napisać :).

DSC_0533

1. Koszty budowy.

Koszty budowy domu są wysokie. Jeśli ktoś mówi ci, że da się postawić dom za 150 czy 300 tysięcy (ja takie historie słyszałam!) to raczej pomnóż te kwoty razy 3, a potem dodaj do tego cenę działki, ogrodzenia, trawnika, innych nasadzeń wokół, kostki brukowej, czyli… Często jeszcze raz tyle.

Jeśli ktoś mówi ci, że taniej samemu wybudować dom niż kupić mieszkanie, to po prostu uśmiechnij się i podziękuj za dalszą rozmowę, bo naprawdę niczego się z niej nie dowiesz. Strata czasu. My remontujemy nasz stary dom metodą gospodarczo-chałupniczą (dlatego trwa to już trzy lata!), ale w żaden sposób metr kwadratowy budowy nie chce być tańszy niż metr kwadratowy sprzedawany w moim mieście przez developera. A to dlatego, że materiały budowlane kupowane przez nas w detalu są sporo droższe niż te same, ale kupowane przez developera w hurcie. No i cena działki też robi swoje.

DSC_0557

Koszty budowy bardzo często przerastają młodych inwestorów, którzy nasłuchali się, jakie to łatwe i przyjemne. Wystarczy wjechać na pierwsze lepsze osiedle domków jednorodzinnych, żeby dostrzec, ile jest na nim porzuconych budynków w stanie surowym otwartym (bez okien) lub zamkniętym (z oknami, ale bez tynków w środku), bo kasa się skończyła, a budowa coś nie chce.

I zaczynają się schody, bo taki wybebeszony budynek naprawdę ciężko sprzedać. Raz, że każdy – kto marzy o domu – chce go tworzyć od pierwszej kreski na projekcie, a dwa – wielu wierzy, że za 300 tys.? To ja się spokojnie wprowadzę z żoną, dwójką dzieci, psem, kotem i jeszcze zostanie na akwarium dla rybek!

Ok, trochę się nabijam. A trochę nie. Przy niepewnym budżecie zakup mieszkania zawsze będzie najbezpieczniejszą opcją, bo obędzie się bez przykrych niespodzianek. Cenę masz czarno na białym, dolicz tylko do każdego metra kwadratowego ok. 1 tys. na wykończeniówkę, jeśli decydujesz się na developerkę – choć oczywiście da się taniej (jak również da się drożej). Ale ten tysiak to zazwyczaj taki pewniak.

2. Koszty utrzymania.

Moja znajoma wybudowała dom. Po taniości. Na działce bez gazu (bo jak z przyłączami, to cena lawinowo skacze w górę!), więc gaz z butli. Dom jest słabo zaizolowany i chociaż nie mają jeszcze urządzonego ogródka, co woda się w nim leje hektolitrami i kanalizacji, która też zawsze podbija miesięczne koszta, to utrzymanie tego domu już w tym momencie ją przerasta. No bo to tak jest, że człowiek nie zawsze przekalkuluje: wybudować to jedno, a utrzymać to drugie. W okresie zimowym w naszym klimacie opłaty za ogrzanie domu dają w kość nawet bardziej niż brak słońca. Jest też dużo wyższy podatek od nieruchomości, który mi samej potrafi zepsuć humor na kilka tygodni w styczniu, kiedy to przychodzi wycena z miasta.

Jeśli chodzi o utrzymanie, zawsze najtaniej będzie nas kosztować mieszkanie w nowym budownictwie z własną wspólnotą mieszkaniową (broń cię boże nie pakuj się w żadne spółdzielnie, bo tam czynsz na dzień dobry będzie wyższy o jakieś 25%!). Ta wspólnota mieszkaniowa to w ogóle taka bajka dla dużych dziewczynek, bo…

DSC_0481

DSC_0485

DSC_0468

3. Praca wokół domu.

Pracy wokół własnego domu jest mnóstwo. I jeszcze trochę. Tutaj nie składasz się razem z sąsiadami na pana ogrodnika, więc wszystko musisz robić sama. Taki trawnik na przykład. Ile razy ja słyszałam: „Obsadzę se cały ogród trawą i nie będę musiał nic robić!”. Tylko że trawa to jedna z najtrudniejszych roślin! Wyobraź sobie tylko: raz w roku – na wiosnę – wyciągasz areator, żeby ją spulchnić aż do korzeni. Potem raz w miesiącu nawożenie, pryskanie, odchwaszczanie, bo mlecze, mchy i wszelkie grzyby lubią trawniki nie mniej niż Polacy. Raz w tygodniu koszenie – to będzie jakieś dwie godziny z głowy, jeśli masz mały ogródek i silne bicepsy. Oraz moje ulubione: podlewanie. Codziennie. Kolejna godzina.

Samo się nie zrobi, bo nie masz wspólnoty. Do tego przycinanie drzewek, sadzenie kwiatków, odśnieżanie podjazdów i chodników przed domem o szóstej rano (za nieodśnieżony chodnik grozi mandat!), pozbywanie się pszczół, które zalęgły się w piwnicy i wszelkie bieżące naprawy typu zacinająca się furtka czy zapchana rynna. Musisz zawołać męża, tylko mu nie przypominaj! Jak powiedział, że zrobi, to zrobi, nie trzeba się powtarzać co pół roku.

Ludzie często myślą, że własny ogródek to taki high life, drink z palemką na leżaczku, tymczasem na ten leżaczek często nie ma już czasu. Jeśli nie lubisz grzebać w ziemi lub po prostu nie cierpisz na nadmiar czasu – znowu, nie myśl za bardzo o domu. Fajniejszą opcją dla ciebie będzie mieszkanie z dużym balkonem/tarasem, koniecznie w bloku położonym przy terenach zielonych, żeby móc wyjść z dziećmi na spacer. I huśtawka pod blokiem, którą nie ty musisz co kilka tygodni naoliwiać.

DSC_0488

DSC_0498

4. Lokalizacja.

Byłam jakiś czas temu u znajomej (pozdrawiam Karolina!), która kupiła razem z mężem mieszkanie na nowym osiedlu wybudowanym przez firmę Ataner. W ogóle dla niewtajemniczonych, czyli tych nie z Poznania – Ataner to najbardziej znana firma developerska w Poznaniu, która buduje już od 26 lat, a że interesuję się trochę rynkiem nieruchomości, znam jej wcześniejsze inwestycje. Śliczne budynki, wysoka jakość materiałów (dzięki którym koszty utrzymania są naprawdę niskie), ale przede wszystkim – te lokalizacje. Mój osobisty tata, który też jest developerem (aktualnie na emeryturze) zawsze zazdrościł tej firmie działek. Najlepszych w mieście.

No więc znałam inne inwestycje, ale jak pojechałam na Osiedle Marcelin, które powstało tuż przy Lasku Marcelińskim, to mnie wcięło. Mówię do męża: „Patrz! Tu jest wszystko! A nam się budowy zachciało!”.

Nie dość, że las pod bokiem, a równocześnie bliskość miasta i dogodna komunikacja, to jeszcze: sklepy, że można wyjść w kapciach z klatki i już jesteś. Małe, klimatyczne knajpki – chyba w ogóle przestałabym gotować w takim sąsiedztwie! Place zabaw, gdzie widzisz swoje dziecko z okna (choć nie polecam wypuszczać dzieci samemu, bo się nasłuchasz niepotrzebnie potem ;)). Do tego przedszkole! I centrum sportowe z siłownią dla dorosłych oraz salką zabaw dla najmłodszych – z czego mieszkańcy mogą korzystać bez ograniczeń! Wszystko, czego potrzebuje młoda rodzina. Kupując mieszkanie, masz ten luksus, że możesz wybrać sobie naprawdę dobrą lokalizację. Zakup własnej działki to raczej wypadkowa tego, co nam się marzy, a możliwości finansowych, jakie mamy. Z tym że ostatecznie to właśnie możliwości finansowe wygrywają z marzeniami :).

DSC_0474

DSC_0457y

DSC_0540

DSC_0506

DSC_0501

DSC_0431

Kiedy więc Ataner odezwał się do nas z pytaniem, czy nie chcielibyśmy napisać o jego nowej inwestycji: Nowy Marcelin, która powstaje tuż obok osiedla Karoli, stwierdziłam: znam! Byłam tam! To temat dla mnie! Bo musisz wiedzieć, że o rynku nieruchomości wiem nawet więcej niż o wychowaniu dzieci, o którym piszę na co dzień. W końcu z niejednego pieca chleb już jadłam…

5. Możliwość sprzedaży.

To największy minus domu względem mieszkania. Bo domy się nie sprzedają. Tak jak pisałam wyżej: ludzie ciągle myślą „sam se zrobię taniej i pod siebie!”. Na domu tak naprawdę można tylko stracić, to znaczy sprzedać go taniej, niż kosztowało cię jego wybudowanie. Sporo taniej, bo przecież hej! Budowa kosztuje 300 tys.!

Znowu się nabijam. Ale prawda jest taka, że jeśli chcesz się budować, lepiej, żebyś miała pewność, że to już na zawsze. Dokładnie ta działka, ten projekt, to miasto i los na pewno nie rzuci cię w inną część kraju czy świata.

Jeśli chodzi o mieszkania – sprawa wygląda zupełnie inaczej. Tak naprawdę mieszkanie w dużym mieście to dzisiaj najbezpieczniejsza inwestycja. Jego wartość będzie tylko rosła. Chętnych na mieszkania jest bardzo dużo. Chętnych na nowe, ładne mieszkania od sprawdzonego developera jest jeszcze więcej. Chętnych na nowe, ładne mieszkania od sprawdzonego developera w dobrej lokalizacji – jest jak mrówków w mrowisku, na którym usiadła Telimena. Wiem, bo w swoim życiu sprzedałam już 4 mieszkania – za kwotę, dzięki której mogłam wymieniać je na większe.

Dlatego, kiedy piszecie do mnie: „Mieszkam z teściową i mam dość. Czy twoim zdaniem warto brać kredyt na budowę własnego domu?”, to ja się wtedy czuję jak w chwili, w której przychodzi do mnie syn, czy on może zjeść Kinder Niespodziankę przed obiadem? No nie. Dorabianie się najlepiej zacząć małymi kroczkami, a nie od skoku na głęboką wodę.

DSC_0543


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

Dodaj komentarz

44 komentarzy do "Mieszkanie czy dom – co jest lepszym rozwiązaniem? Odpowiedź może cię zaskoczyć!"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Renewarte
Gość

W dom wylądowałam przez przypadek, i nigdy więcej! NIGDY, nie nadaję się. Miastowa jestem. :)

e-milka
Gość
e-milka
No wlasnie – marzenie o domu jest wspaniale. To taka koronacja spelnienia, swiadectwo sukcesu. Bardzo pociagajaca jest mysl stworzenia czegos dokladnie tak, jak sie o tym marzy. Te kafelki marokanskie, te bielone podlogi etc. ;) Moj maz tez o tym marzy, ale podczas gdy on widzi tego grila i dzieci hustajace sie w ogrodku, ja wlasnie widze robote, duzo roboty. I jak w komedii – skarbonke. Ponadto jestem mieszczuchem, a zakup domu w miescie obecnego zamieszkania nie wchodzi w rachube – ceny sa zaporowe. I tez juz sie napatrzylam – na domy duze, „dka dzieci”, do ktorych dzieci nigdy nie… Czytaj więcej »
Olga
Gość
Całe życie oprócz (3 lat na studiach) mieszkałam w domu. Najpierw rodzinnym – ze schodami – każdy kto przychodził marudził, że tyle schodów, ale byłam przyzwyczajona i zupełnie mi to nie przeszkadzało. Zauważ proszę, że w dużej ilości bloków są schody do pokonania. Teraz mieszkamy z mężem u teściów. Dom wielki przeszło 300m?, parterowy – szczerze, już wolałam schody niż ten ogrom korytarza do przejścia. W planach za jakieś 3-4 lata nasz własny domek. Wielkościowo koło 100m? z małym ogródkiem. Większego domu nie chcę, bo pomijając koszty to dużo sprzątania. Ogródek chcę mały, z tarasem. Nigdy nie miałam większych chęci… Czytaj więcej »
AA KK
Gość
Och, moi rodzice pobudowali dom, mieszkamy w nim już prawie 10 lat (ja studentka teraz głównie wakacyjnie), dom prawie 200m2 i tu się pojawia właśnie problem. Ja teraz w domu bywam rzadko, jak wracam to zawsze zawalają mnie robotą, mama sama nie wyrabia z wszelakimi robotami ze sprzątaniem, pięknymi kwiatami włącznie. Ale osobiście nie chciałabym całe życie już mieszkać w bloku, chyba że coś na prawdę dużego, a jeśli kiedyś będę myśleć o domu to właśnie o małym domku z małym ogródkiem, bo do mnie prace ogrodowe nie przemawiają zupełnie :) Fajnie wrócić do dużego domu, ale szczerze mamie współczuje… Czytaj więcej »
remika
Gość
remika

Pięknie to osiedle wygląda na zdjęciach – aż się przejadę w tygodniu zobaczyć!

Gburrek
Gość

Kupiliśmy dom rok temu, nie nowy, remont polegał praktycznie na zniszczeniu całego wystroju i robieniu od nowa, to ta słaba część jak dla mnie. Natomiast mimo tego i pomimo upierdliwych schodów (rozumiem ból) nie zamieniłabym go na powrót do bloku. Najdobitniej widzę to teraz kiedy większość niedzieli spędziliśmy we własnym ogrodzie, bez spojrzeń sąsiadów (bo ok, w bloku też można mieć ogródek, ale to zupełnie inna bajka), syn biegał bez koszuli i boso, bawił się z psem, zero stresu. Sprzątania jest trochę, ale wolę sprzątać duże powierzchnie niż dostawać cholery porządkując małe, ciasne pomieszczenia, przeładowane szafy i szuflady.

Kasia | frontdomowy.pl
Gość

Marzy mi się własny dom (co ciekawe – od urodzenia mieszkam w domu jednorodzinnym), ale wiem też, że idąc na swoje nie będzie mi się chciało poświęcać dużo czasu na dbanie o ogródek etc. Poza tym ogrzanie domu zimą zdecydowanie przerasta moje możliwości finansowe…

Magdalena Wojtyńska
Gość
Magdalena Wojtyńska

Jestem mieszczuchem. Sprzedaliśmy jednak mieszkanie w bloku, w dużym mieście, gdzie mieliśmy blisko, szkołę, sklepy, place zabaw i wyprowadziliśmy się na peryferia (20km od miasta). Nasze osiedle to 8 domów – bliźniaków po ok.85-90m. Narożne domy maja po ok.150m ogródka. U nas jest tylko trawa. Fakt trzeba kosić, dbać. W zimę z odśnieżania dzieciaki robią sobie zabawę. Szkoła nadal blisko, ale brak rozrywek w mieście, lokalne sklepy do 18 i czasem ciężko coś kupić po pracy. Ale cisza i spokój na co dzień. Jedyny minus to godzinne dojazdy do pracy.

Oll
Gość
Mamy male mieszkanko 40m zrobilismy w nim 3 male pokoje tak by kazfy mial swoj kacik ( maly ale wlasny) kazdy dookola ssie dziwi jak mozemy mieszkac w takim malym mieszkaniu czy nam nie ciasno – jestesmy w 3. Koszty utrzymania takiego mieszkania sa tak niskie ze po oplaceniu kredytu i oplat mieszkaniowyc/ wspolnotowych zostaje duzo kasy na … no wlasnie na to czego innym czesto zaczyna brakowac tej kasy – na wlasne przyjemnosci. Mysle ze to zalezy jak kto chce zyc i co stawia na cel swojego zycia. My z mezem uznalismy ze wolimy wydawac na siebie na podroze… Czytaj więcej »
agnieszka
Gość
agnieszka

z innej beczki: skąd są te jasne buty?;]

Katarzyna Malinowska
Gość
Katarzyna Malinowska
Ja pochodzę ze wsi gdzie mieszkaliśmy w dużym domu, w którym obecnie zostali tylko moi rodzice. Zawsze marzyłam o domu, ale dopiero niedawno uświadomiłam sobie ile wiąże się z tym pracy, ciężkiej pracy. Na chwilę obecną mamy z mężem mieszkanie w zabudowie szeregowej z małym ogródkiem. Jest to chyba optymalne rozwiązanie. Mieszkanie i ogród nie są duże, zawsze brakuje nam miejsca do przechowywania, ale dzieci maja gdzie pobiegać, mamy własne maliny, pomidory, kwiaty i duuużo mniej pracy. Mam tylko 4 okna do umycia, a nie 16 jak w domu rodzinnym, ogrzewanie mamy gazowe nie muszę palić w piecu, bliskość komunikacji,… Czytaj więcej »
Olga | Napisawszy.pl
Gość

Moi rodzice mają sąsiadów, którzy wybudowali wielki, trzykondygnacyjny dom. Docelowo: dla trójki swoich dzieci i ich rodzin. A dzieci, urodzone w latach 70, wyjechały do Niemiec i tam dorasta obecnie trzecie pokolenie tej rodziny. A sąsiedzi mieszkają w 2 pokojach, reszta domu stoi pusta.

Co do kosztów, to może ludzie porównują mieszkanie w śródmieściu do porównywalnej wielkości domu na dalekich obrzeżach? 150 m2 mieszkania w centrum miasta to ze 2 miliony pękną, dom na zapupiu jednak chyba taniej ;)

Justyna Latoszczyk
Gość
Justyna Latoszczyk
1. Wszyscy nam to mówili przed budową: znajomi, doradca finansowy, bank, WSZYSCY. Nieprawda, nie zabrakło; jeszcze trochę zostało; ALE kupa roboty przy porównywaniu ofert, braniu wszystkiego na papierze, możliwie niekupowaniu w sieciówkach budowlanych, bo na 90% wszystko droższe niż u lokalnego dostawcy, z którym trzeba zwyczajnie wynegocjować zniżkę. Zresztą „ile procent zniżki?” należy pytać WSZĘDZIE. Znaleźć dobrego wykonawcę, podpisywać umowy na poszczególne etapy, za zrobioną robotę sumiennie płacić – nam w ten sposób się udało :-) Okres budowy to chyba najtrudniejszy czas w moim życiu. Ale kiedy budzisz się we własnej sypialni, we własnym domu – bezcenne. 2. Koszty utrzymania… Czytaj więcej »
Kasia
Gość
Witam, ja się muszę trochę nie zgodzić, ponieważ miałam do wyboru, jako młoda dziewczyna zaraz po studiach, zbudować dom – 200 m2 lub kupić mieszkanie na kredyt 45 m2, wybrałam to pierwsze perspektywicznie, bo mąż, dzieci i chociaż przez pierwsze dwa lata mieszkaliśmy u męża w mieszkaniu 60 m2, to jak miały się pojawić dzieci to przeprowadziliśmy się do domu. Fakt jest taki, że dom budowałam jeszcze przed bumem budowlanym, gdzie ja za cegły na cały dom zapłaciłam 5 tys. a moja znajoma,która się budowała rok później już 25 tys., działkę dostałam od rodziców, a raczej moi rodzice pozwolili mi… Czytaj więcej »
Asia Radzięda
Gość
Asia Radzięda

Dzięki za ten post, idealny dla mnie, bo akurat kalkuluję od pół roku czy dom czy mieszkanie. Chwilowo doszłam do wniosku, że rozwiązaniem optymalnym będzie kupienie połowy bliźniaka. Takie domki zazwyczaj mają stosunkowo malutkie działeczki, w sam raz na tarasik i minimalną ilość trawy. Poza tym, ceny działek w Suchym Lesie powalają… Najpierw myślałam o dużym, najlepiej dwupoziomowym, mieszkaniu. Niestety w miejscowości w której chcę mieszkać takich się nie buduje. Z kupnem nieruchomości od developera widzę tylko jeden problem: jego wiarygodność i jakość.

cytrynowe drzewo
Gość
cytrynowe drzewo

Sama marzę o domu, ale dobrze wiem z czym to się wiąże, bo do czasu studiów w takim mieszkałam. Jednak aktualnie wygrał zdrowy rozsądek i kupujemy z mężem mieszkanie, a potem się zobaczy. Swoją drogą ceny mieszkań w Poznaniu też są kosmiczne, nie brakuje nam dużo do stolicy niestety :P a co do Atanera u nich ceny to jeszcze zazwyczaj plus 10% w porównaniu do okolicy ;)

Katarzyna Kasprzak-Sałamaszek
Gość
Katarzyna Kasprzak-Sałamaszek

A jeszcze co do ogrodu. Moje dzieci mają 2 i 4 lata. Przedszkole i żłobek mam 15 min (piechotą) od domu. Jak wracam z pracy odbieram dzieci wracamy do domu, one biegną na ogród, a ja gotuje obiad, sprzątam, zjadamy obiadek (one drugi już) pózniej siadam sobie na tarasie pije kawę a dzieciaki szaleją :) cudnie jest. Jak myślę że w bloku musiałabym biegać co chwile po schodach by wyjść na dwór by wrócić to wiem, że dobrze wybrałam. A dzieci ? O 1000 razy wolą szaleć na dworze a nie oglądać tv :)

Ula Jaworska
Gość

Zgadzam się praktycznie że wszystkim. Mieszam na osiedlu Atanera i bardzo sobie chwałę okolicę i sam plan w okolicy Malty. Teraz szukamy czegoś większego i niestety jest ciężko, bo człowiek przyzwyczaja się do dobrego!
A jeśli chodzi o sprzedaż domu : moja szwagierka wybudowala całkiem tanio i świetnie, a sprzedała z zyskiem. Także ten, czasem da się! ?

Juli
Gość

mieszkasz w domu i nie chcesz się wyprowadzac, czyli ci to rozwiązanie pasuje, ale piszesz opłacone artykuły dla Atanera o tym jak śliczne (sic!) i dobrej jakości są ich molochy… klujesz po oczach brakiem obiektywizmu i zupełnie nie pomagasz w decyzji mdz domem i mieszkaniem ?

Ewa Bartkowiak
Gość
Ewa Bartkowiak

Takie są ceny w mieście :) cena domu na wsi czy w malym miasteczku nie jest tak wysoka. A ja nienawidzę miasta i bloków. :) Szczegolnie takiego miasta jak Poznan , zycie tam to dla mnie udręka , wiem bo studiuję tam :)

Paulina
Gość
Paulina

Super wpis! Zgadzam się z Tobą :)

Anonim
Gość
Anonim

Czesc, tez uwazam ze duze mieszkanie – apartmament z duzym tarasem (balkonem) w dobrym punkcie blisko centrum a jednoczesnie przy lesie/parku/morzu/… to najlepsze roziwazanie. Nam wystarczy te odpowiedniej wiekosci 4 pokoje + odpowiednia kuchnia + odpowiednia lazienka przy rodzinie 2+2 wiecej nie trzeba… Pracy jest duzo miej niz z domem i wiecej czasu dla dzieci i dla siebie :o) a czas tak naprwde jest BEZCENNY, bo mamy go niestety jedynie ograniczona ilosc… Cieszmy sie zyciem poki trwa, poki nic jeszcze nie boli…

Sandra
Gość
Sandra

A jestem zadowolona z mieszkania w domu. Tylko my nie budowaliśmy go sami, a kupiliśmy od dewelopera w Rozarium Tuchomskim – i jest to bliźniak, a nie wolnostojący. Z rodzicami też mieszkaliśmy całe życie kawałek od Gdańska więc do dojazdów byłam przyzwyczajona. No i mieliśmy spory wkład własny z oszczędności co też sprawiło, że było nam łatwiej z pieniędzmi i opłatami na początku.