Life and the city

Mieszkanie czy dom – co jest lepszym rozwiązaniem? Odpowiedź może cię zaskoczyć!

11 czerwca 2017

DSC_0444

Kiedy napisałam wam po raz pierwszy, że budujemy, a raczej remontujemy stary dom sprzed wojny – od razu wysypał się wór z pytaniami. Wtedy zrozumiałam, że własny dom to taka beza, która stoi na wystawie, ładnie wygląda i kusi, żeby ją kupić, ale kiedy w końcu to zrobimy i wbijemy w nią zęby, to często okazuje się, że wyrzuciliśmy pieniądze w błoto, bo jest tak słodka, że aż mdli i niestety – nie dla nas. Choć oczywiście są tacy, co bezy uwielbiają! Tak samo jest z domem – choć to fajna opcja, naprawdę nie jest dla każdego. Trzeba znać minusy, zanim się na niego zdecydujemy, a o tych minusach coś w ogóle mało się mówi. Dlatego właśnie dzisiaj postanowiłam o tym szczerze napisać :).

DSC_0533

1. Koszty budowy.

Koszty budowy domu są wysokie. Jeśli ktoś mówi ci, że da się postawić dom za 150 czy 300 tysięcy (ja takie historie słyszałam!) to raczej pomnóż te kwoty razy 3, a potem dodaj do tego cenę działki, ogrodzenia, trawnika, innych nasadzeń wokół, kostki brukowej, czyli… Często jeszcze raz tyle.

Jeśli ktoś mówi ci, że taniej samemu wybudować dom niż kupić mieszkanie, to po prostu uśmiechnij się i podziękuj za dalszą rozmowę, bo naprawdę niczego się z niej nie dowiesz. Strata czasu. My remontujemy nasz stary dom metodą gospodarczo-chałupniczą (dlatego trwa to już trzy lata!), ale w żaden sposób metr kwadratowy budowy nie chce być tańszy niż metr kwadratowy sprzedawany w moim mieście przez developera. A to dlatego, że materiały budowlane kupowane przez nas w detalu są sporo droższe niż te same, ale kupowane przez developera w hurcie. No i cena działki też robi swoje.

DSC_0557

Koszty budowy bardzo często przerastają młodych inwestorów, którzy nasłuchali się, jakie to łatwe i przyjemne. Wystarczy wjechać na pierwsze lepsze osiedle domków jednorodzinnych, żeby dostrzec, ile jest na nim porzuconych budynków w stanie surowym otwartym (bez okien) lub zamkniętym (z oknami, ale bez tynków w środku), bo kasa się skończyła, a budowa coś nie chce.

I zaczynają się schody, bo taki wybebeszony budynek naprawdę ciężko sprzedać. Raz, że każdy – kto marzy o domu – chce go tworzyć od pierwszej kreski na projekcie, a dwa – wielu wierzy, że za 300 tys.? To ja się spokojnie wprowadzę z żoną, dwójką dzieci, psem, kotem i jeszcze zostanie na akwarium dla rybek!

Ok, trochę się nabijam. A trochę nie. Przy niepewnym budżecie zakup mieszkania zawsze będzie najbezpieczniejszą opcją, bo obędzie się bez przykrych niespodzianek. Cenę masz czarno na białym, dolicz tylko do każdego metra kwadratowego ok. 1 tys. na wykończeniówkę, jeśli decydujesz się na developerkę – choć oczywiście da się taniej (jak również da się drożej). Ale ten tysiak to zazwyczaj taki pewniak.

2. Koszty utrzymania.

Moja znajoma wybudowała dom. Po taniości. Na działce bez gazu (bo jak z przyłączami, to cena lawinowo skacze w górę!), więc gaz z butli. Dom jest słabo zaizolowany i chociaż nie mają jeszcze urządzonego ogródka, co woda się w nim leje hektolitrami i kanalizacji, która też zawsze podbija miesięczne koszta, to utrzymanie tego domu już w tym momencie ją przerasta. No bo to tak jest, że człowiek nie zawsze przekalkuluje: wybudować to jedno, a utrzymać to drugie. W okresie zimowym w naszym klimacie opłaty za ogrzanie domu dają w kość nawet bardziej niż brak słońca. Jest też dużo wyższy podatek od nieruchomości, który mi samej potrafi zepsuć humor na kilka tygodni w styczniu, kiedy to przychodzi wycena z miasta.

Jeśli chodzi o utrzymanie, zawsze najtaniej będzie nas kosztować mieszkanie w nowym budownictwie z własną wspólnotą mieszkaniową (broń cię boże nie pakuj się w żadne spółdzielnie, bo tam czynsz na dzień dobry będzie wyższy o jakieś 25%!). Ta wspólnota mieszkaniowa to w ogóle taka bajka dla dużych dziewczynek, bo…

DSC_0481

DSC_0485

DSC_0468

3. Praca wokół domu.

Pracy wokół własnego domu jest mnóstwo. I jeszcze trochę. Tutaj nie składasz się razem z sąsiadami na pana ogrodnika, więc wszystko musisz robić sama. Taki trawnik na przykład. Ile razy ja słyszałam: „Obsadzę se cały ogród trawą i nie będę musiał nic robić!”. Tylko że trawa to jedna z najtrudniejszych roślin! Wyobraź sobie tylko: raz w roku – na wiosnę – wyciągasz areator, żeby ją spulchnić aż do korzeni. Potem raz w miesiącu nawożenie, pryskanie, odchwaszczanie, bo mlecze, mchy i wszelkie grzyby lubią trawniki nie mniej niż Polacy. Raz w tygodniu koszenie – to będzie jakieś dwie godziny z głowy, jeśli masz mały ogródek i silne bicepsy. Oraz moje ulubione: podlewanie. Codziennie. Kolejna godzina.

Samo się nie zrobi, bo nie masz wspólnoty. Do tego przycinanie drzewek, sadzenie kwiatków, odśnieżanie podjazdów i chodników przed domem o szóstej rano (za nieodśnieżony chodnik grozi mandat!), pozbywanie się pszczół, które zalęgły się w piwnicy i wszelkie bieżące naprawy typu zacinająca się furtka czy zapchana rynna. Musisz zawołać męża, tylko mu nie przypominaj! Jak powiedział, że zrobi, to zrobi, nie trzeba się powtarzać co pół roku.

Ludzie często myślą, że własny ogródek to taki high life, drink z palemką na leżaczku, tymczasem na ten leżaczek często nie ma już czasu. Jeśli nie lubisz grzebać w ziemi lub po prostu nie cierpisz na nadmiar czasu – znowu, nie myśl za bardzo o domu. Fajniejszą opcją dla ciebie będzie mieszkanie z dużym balkonem/tarasem, koniecznie w bloku położonym przy terenach zielonych, żeby móc wyjść z dziećmi na spacer. I huśtawka pod blokiem, którą nie ty musisz co kilka tygodni naoliwiać.

DSC_0488

DSC_0498

4. Lokalizacja.

Byłam jakiś czas temu u znajomej (pozdrawiam Karolina!), która kupiła razem z mężem mieszkanie na nowym osiedlu wybudowanym przez firmę Ataner. W ogóle dla niewtajemniczonych, czyli tych nie z Poznania – Ataner to najbardziej znana firma developerska w Poznaniu, która buduje już od 26 lat, a że interesuję się trochę rynkiem nieruchomości, znam jej wcześniejsze inwestycje. Śliczne budynki, wysoka jakość materiałów (dzięki którym koszty utrzymania są naprawdę niskie), ale przede wszystkim – te lokalizacje. Mój osobisty tata, który też jest developerem (aktualnie na emeryturze) zawsze zazdrościł tej firmie działek. Najlepszych w mieście.

No więc znałam inne inwestycje, ale jak pojechałam na Osiedle Marcelin, które powstało tuż przy Lasku Marcelińskim, to mnie wcięło. Mówię do męża: „Patrz! Tu jest wszystko! A nam się budowy zachciało!”.

Nie dość, że las pod bokiem, a równocześnie bliskość miasta i dogodna komunikacja, to jeszcze: sklepy, że można wyjść w kapciach z klatki i już jesteś. Małe, klimatyczne knajpki – chyba w ogóle przestałabym gotować w takim sąsiedztwie! Place zabaw, gdzie widzisz swoje dziecko z okna (choć nie polecam wypuszczać dzieci samemu, bo się nasłuchasz niepotrzebnie potem ;)). Do tego przedszkole! I centrum sportowe z siłownią dla dorosłych oraz salką zabaw dla najmłodszych – z czego mieszkańcy mogą korzystać bez ograniczeń! Wszystko, czego potrzebuje młoda rodzina. Kupując mieszkanie, masz ten luksus, że możesz wybrać sobie naprawdę dobrą lokalizację. Zakup własnej działki to raczej wypadkowa tego, co nam się marzy, a możliwości finansowych, jakie mamy. Z tym że ostatecznie to właśnie możliwości finansowe wygrywają z marzeniami :).

DSC_0474

DSC_0457y

DSC_0540

DSC_0506

DSC_0501

DSC_0431

Kiedy więc Ataner odezwał się do nas z pytaniem, czy nie chcielibyśmy napisać o jego nowej inwestycji: Nowy Marcelin, która powstaje tuż obok osiedla Karoli, stwierdziłam: znam! Byłam tam! To temat dla mnie! Bo musisz wiedzieć, że o rynku nieruchomości wiem nawet więcej niż o wychowaniu dzieci, o którym piszę na co dzień. W końcu z niejednego pieca chleb już jadłam…

5. Możliwość sprzedaży.

To największy minus domu względem mieszkania. Bo domy się nie sprzedają. Tak jak pisałam wyżej: ludzie ciągle myślą „sam se zrobię taniej i pod siebie!”. Na domu tak naprawdę można tylko stracić, to znaczy sprzedać go taniej, niż kosztowało cię jego wybudowanie. Sporo taniej, bo przecież hej! Budowa kosztuje 300 tys.!

Znowu się nabijam. Ale prawda jest taka, że jeśli chcesz się budować, lepiej, żebyś miała pewność, że to już na zawsze. Dokładnie ta działka, ten projekt, to miasto i los na pewno nie rzuci cię w inną część kraju czy świata.

Jeśli chodzi o mieszkania – sprawa wygląda zupełnie inaczej. Tak naprawdę mieszkanie w dużym mieście to dzisiaj najbezpieczniejsza inwestycja. Jego wartość będzie tylko rosła. Chętnych na mieszkania jest bardzo dużo. Chętnych na nowe, ładne mieszkania od sprawdzonego developera jest jeszcze więcej. Chętnych na nowe, ładne mieszkania od sprawdzonego developera w dobrej lokalizacji – jest jak mrówków w mrowisku, na którym usiadła Telimena. Wiem, bo w swoim życiu sprzedałam już 4 mieszkania – za kwotę, dzięki której mogłam wymieniać je na większe.

Dlatego, kiedy piszecie do mnie: „Mieszkam z teściową i mam dość. Czy twoim zdaniem warto brać kredyt na budowę własnego domu?”, to ja się wtedy czuję jak w chwili, w której przychodzi do mnie syn, czy on może zjeść Kinder Niespodziankę przed obiadem? No nie. Dorabianie się najlepiej zacząć małymi kroczkami, a nie od skoku na głęboką wodę.

DSC_0543


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • W dom wylądowałam przez przypadek, i nigdy więcej! NIGDY, nie nadaję się. Miastowa jestem. :)

    • Wielokrotnie słyszałam takie głosy. Ktoś się wyprowadził hen za miasto, bo działka po rodzicach, więc fajnie będzie, a potem tylko problem, bo do pracy daleko i do szkoły, a duże miasta korkują się na obwodnicy (Poznań nawet na autostradzie).

      To również nie dla mnie, ale ja nie jestem zmotoryzowana, więc zawsze zależało mi, żeby to przedszkole/szkoła/sklepy/siłownia były na pieszo, a przynajmniej komunikacją miejską: raz-dwa i jestem :).

  • e-milka

    No wlasnie – marzenie o domu jest wspaniale. To taka koronacja spelnienia, swiadectwo sukcesu. Bardzo pociagajaca jest mysl stworzenia czegos dokladnie tak, jak sie o tym marzy. Te kafelki marokanskie, te bielone podlogi etc. ;) Moj maz tez o tym marzy, ale podczas gdy on widzi tego grila i dzieci hustajace sie w ogrodku, ja wlasnie widze robote, duzo roboty. I jak w komedii – skarbonke. Ponadto jestem mieszczuchem, a zakup domu w miescie obecnego zamieszkania nie wchodzi w rachube – ceny sa zaporowe. I tez juz sie napatrzylam – na domy duze, „dka dzieci”, do ktorych dzieci nigdy nie wroca. Na domy duze, z umeblowaniem starym, ale nie z sentymentu, czy milosci do antykow a z koniecznosci. Na domy robione „pod tesciowa”, bo byla glownym sponsorem, wiec jej zdaniem lazienka dla gosci bez prysznica powinna byc. I wreszcie na te ruiny niewykonczone ze smetnym transparentem „Na sprzedaz”. A jednak – miec cos swojego, cos co dzieci moga sprzedac. Rodzice przyjaciolki mojej corki kupili przed laty mieszkanie w swietnej lokalizacji, bo ceny byly jeszcze dostepne, a dzis zarobiliby wielokrotna wartosc gdyby zdecydowali sie sprzedac.

    • Zawsze mówiłam – jeśli dom, to tylko mały, bo weź to: 1. Wysprzątaj, 2. Utrzymaj. Dzieci wyfruną szybciej niż myślimy i potem goń się po tym domu razem z mężem na starość :). Wielopokoleniowych domów nie ma dzisiaj sensu budować, bo dla dzieci to często ciężar, one chcą jeździć po kraju i świecie, a sprzedać też niełatwo, no chyba że tanio. Tak naprawdę za 50 lat i tak to działka będzie miała większą wartość niż budynek (o ile jest w dobrej lokalizacji, bo na polu też nie, na polu jest dużo pustych działek). To jeszcze niestety nie do końca do Polaków dociera, bo u nas dom to sacrum, ale dobrze to widać na przykładzie Amerykanów – oni nie stawiają domów na lata, tylko z dykty – tanio, łatwo zburzyć i postawić w to miejsce coś innego, coś pod siebie.

      Tak samo miałam z działką: duży ogród nigdy nie był moim marzeniem, bo ja widziałam tylko, że ktoś to musi podlać i przekopać. A i tak wszyscy nam się dziwią, że kupiliśmy działkę nieco ponad 500 m2, bo przecież 1 tys. (a najlepiej 2 tys.!) to najlepszy metraż, Ilona!
      Nigdy w życiu, jeszcze mi życie miłe. Tak na dobrą sprawę potrzebuję tylko tarasu do rozstawienia leżaków i żeby czasami można było zjeść śniadanie/obiad pod chmurką (choć jak już się to ma, to i tak człowiek zapomina i nie korzysta :D).

      Minusem domu są też schody, o czym nie wspomniałam we wpisie – teraz mamy mieszkanie ze schodami i szczerze ich nie cierpię. Bo trzeba latać po drobne rzeczy (ładowarka! Sweterek dla Basi!) na górę, no i śpię jak na szpilkach czy synek przypadkiem nie wychodzi po ciemku i w półśnie do łazienki (łazienka tuż przy schodach, a niech mu się noga omsknie, tfu, tfu!). No i noszenia odkurzacza po schodach też nie polecam, nic fajnego. No chyba że parterówka, ale tu znowu duża (szeroka) działka jest potrzebna, więc robi się cena zaporowa i koło się zamyka.

      • e-milka

        I duzy ogrod – w teorii piekna sprawa. I juz oczami duszy widze, jak daje zgraji kalosze i bulke w lape i wyganiam, zeby slimaki z naszego ogrodka wrzucili sasiadowi, temu, co „Jestes szalona” na fulla puszcza. ;) Ale po Twoim wpisie, ze przeciez ktos moze „malca z trawnika buchnac” zawahalam sie. ;) A tak serio – to tez juz widzialam – domek na wsi, „zeby dzieci mialy kontakt z natura”, a dzieci najwiekszy kontakt maja na wirtualnej farmie. Z reszta i na to czasu nie maja, bo dojazd do szkoly, czy na zajecia dodatkowe i tak do miasta. Ale wizja piekna jest. Choc z pewnoscia tez troche przeze mnie zazdrosc przemawia, bo to jest jak przed pierwszym dzieckiem – czlowiek niby slyszy czasem straszne historie, ale wierzy, ze u niego bedzie inaczej (i sie w sumie 300 000 zamknie ;))

  • Olga

    Całe życie oprócz (3 lat na studiach) mieszkałam w domu. Najpierw rodzinnym – ze schodami – każdy kto przychodził marudził, że tyle schodów, ale byłam przyzwyczajona i zupełnie mi to nie przeszkadzało. Zauważ proszę, że w dużej ilości bloków są schody do pokonania. Teraz mieszkamy z mężem u teściów. Dom wielki przeszło 300m?, parterowy – szczerze, już wolałam schody niż ten ogrom korytarza do przejścia. W planach za jakieś 3-4 lata nasz własny domek. Wielkościowo koło 100m? z małym ogródkiem. Większego domu nie chcę, bo pomijając koszty to dużo sprzątania. Ogródek chcę mały, z tarasem. Nigdy nie miałam większych chęci do prac w ogrodzie, ale trawa wyglądająca jak łąka mi nie przeszkadza więc będzie co będzie, byle szło wyjść przed dom i wypić w spokoju kawę ciesząc się pogodą. Znam plusy i minusy obu opcji, ale domek bardziej do mnie przemawia :)

    • Jeśli całe życie mieszkałaś w domu to wiesz z czym to się je i raczej nic Cię nie zaskoczy :)

  • AA KK

    Och, moi rodzice pobudowali dom, mieszkamy w nim już prawie 10 lat (ja studentka teraz głównie wakacyjnie), dom prawie 200m2 i tu się pojawia właśnie problem. Ja teraz w domu bywam rzadko, jak wracam to zawsze zawalają mnie robotą, mama sama nie wyrabia z wszelakimi robotami ze sprzątaniem, pięknymi kwiatami włącznie. Ale osobiście nie chciałabym całe życie już mieszkać w bloku, chyba że coś na prawdę dużego, a jeśli kiedyś będę myśleć o domu to właśnie o małym domku z małym ogródkiem, bo do mnie prace ogrodowe nie przemawiają zupełnie :) Fajnie wrócić do dużego domu, ale szczerze mamie współczuje keidy musi chociażby okna umyć w tym naszym wielkim domu, a coraz młodsza nie jest :)

  • remika

    Pięknie to osiedle wygląda na zdjęciach – aż się przejadę w tygodniu zobaczyć!

  • Kupiliśmy dom rok temu, nie nowy, remont polegał praktycznie na zniszczeniu całego wystroju i robieniu od nowa, to ta słaba część jak dla mnie. Natomiast mimo tego i pomimo upierdliwych schodów (rozumiem ból) nie zamieniłabym go na powrót do bloku. Najdobitniej widzę to teraz kiedy większość niedzieli spędziliśmy we własnym ogrodzie, bez spojrzeń sąsiadów (bo ok, w bloku też można mieć ogródek, ale to zupełnie inna bajka), syn biegał bez koszuli i boso, bawił się z psem, zero stresu. Sprzątania jest trochę, ale wolę sprzątać duże powierzchnie niż dostawać cholery porządkując małe, ciasne pomieszczenia, przeładowane szafy i szuflady.

  • Marzy mi się własny dom (co ciekawe – od urodzenia mieszkam w domu jednorodzinnym), ale wiem też, że idąc na swoje nie będzie mi się chciało poświęcać dużo czasu na dbanie o ogródek etc. Poza tym ogrzanie domu zimą zdecydowanie przerasta moje możliwości finansowe…

  • Magdalena Wojtyńska

    Jestem mieszczuchem. Sprzedaliśmy jednak mieszkanie w bloku, w dużym mieście, gdzie mieliśmy blisko, szkołę, sklepy, place zabaw i wyprowadziliśmy się na peryferia (20km od miasta). Nasze osiedle to 8 domów – bliźniaków po ok.85-90m. Narożne domy maja po ok.150m ogródka. U nas jest tylko trawa. Fakt trzeba kosić, dbać. W zimę z odśnieżania dzieciaki robią sobie zabawę. Szkoła nadal blisko, ale brak rozrywek w mieście, lokalne sklepy do 18 i czasem ciężko coś kupić po pracy. Ale cisza i spokój na co dzień. Jedyny minus to godzinne dojazdy do pracy.

  • Oll

    Mamy male mieszkanko 40m zrobilismy w nim 3 male pokoje tak by kazfy mial swoj kacik ( maly ale wlasny) kazdy dookola ssie dziwi jak mozemy mieszkac w takim malym mieszkaniu czy nam nie ciasno – jestesmy w 3. Koszty utrzymania takiego mieszkania sa tak niskie ze po oplaceniu kredytu i oplat mieszkaniowyc/ wspolnotowych zostaje duzo kasy na … no wlasnie na to czego innym czesto zaczyna brakowac tej kasy – na wlasne przyjemnosci. Mysle ze to zalezy jak kto chce zyc i co stawia na cel swojego zycia. My z mezem uznalismy ze wolimy wydawac na siebie na podroze na restauracje zabawe itp niz na duzy kredyt za apartament. Mysle ze warto przede wszystkim kierowac sie mozliwosciami finansowymi ??

  • agnieszka

    z innej beczki: skąd są te jasne buty?;]

    • Ryłko, ale kupione wieki temu (mam je chyba z 10 lat!).

      Ale widziałam ostatnio w Ryłko podobne, tylko ładniejsze (unowocześnione) – nawet byłam zła, że moje jeszcze niezniszczone, przecież nie kupię drugich niemal identycznych ;)

      • agnieszka

        szukam takich, miałam podobne firmy maciejka, ale już ich nie ma, ubolewam:(

  • Katarzyna Malinowska

    Ja pochodzę ze wsi gdzie mieszkaliśmy w dużym domu, w którym obecnie zostali tylko moi rodzice. Zawsze marzyłam o domu, ale dopiero niedawno uświadomiłam sobie ile wiąże się z tym pracy, ciężkiej pracy. Na chwilę obecną mamy z mężem mieszkanie w zabudowie szeregowej z małym ogródkiem. Jest to chyba optymalne rozwiązanie. Mieszkanie i ogród nie są duże, zawsze brakuje nam miejsca do przechowywania, ale dzieci maja gdzie pobiegać, mamy własne maliny, pomidory, kwiaty i duuużo mniej pracy. Mam tylko 4 okna do umycia, a nie 16 jak w domu rodzinnym, ogrzewanie mamy gazowe nie muszę palić w piecu, bliskość komunikacji, i wiele innych rzeczy na plus. Teraz już mniej marzę o własnym domu, myślę jedynie o kupnie większego mieszkania z większym ogródkiem ale to w przyszłości. Pozdrawiam, Kasia

  • Moi rodzice mają sąsiadów, którzy wybudowali wielki, trzykondygnacyjny dom. Docelowo: dla trójki swoich dzieci i ich rodzin. A dzieci, urodzone w latach 70, wyjechały do Niemiec i tam dorasta obecnie trzecie pokolenie tej rodziny. A sąsiedzi mieszkają w 2 pokojach, reszta domu stoi pusta.

    Co do kosztów, to może ludzie porównują mieszkanie w śródmieściu do porównywalnej wielkości domu na dalekich obrzeżach? 150 m2 mieszkania w centrum miasta to ze 2 miliony pękną, dom na zapupiu jednak chyba taniej ;)

    • Taniej, ale nadal nie 300 tys. :)

      Zresztą, w Poznaniu na obrzeżach (do 20 km, sprawdzałam miejscowości Zalasewo-Skórzewo-Kórnik) cena działki to nadal koszt 100-300 tys. Licząc minimalne koszty budowy 150×3 + 200 tys. działka i nasadzenia wokół/ogrodzenie/kostka brukowa/mała architektura wychodzi minimum 800 tys. przy małym, stumetrowym domu oraz projekcie i materiałach bez szału, czyli jakieś 8 tys. za m2 – mieszkanie w mieście nadal kosztuje mniej :)

      • Nie mówiąc o kosztach utrzymania mieszkania, które są nieporównywalnie mniejsze od kosztów utrzymania domu? Tak jak piszesz, dom nie jest dla każdego i nie wiem, skąd się wzięło to ogólnokrajowe aspirowanie do mieszkania w domu ;)

  • Justyna Latoszczyk

    1. Wszyscy nam to mówili przed budową: znajomi, doradca finansowy, bank, WSZYSCY. Nieprawda, nie zabrakło; jeszcze trochę zostało; ALE kupa roboty przy porównywaniu ofert, braniu wszystkiego na papierze, możliwie niekupowaniu w sieciówkach budowlanych, bo na 90% wszystko droższe niż u lokalnego dostawcy, z którym trzeba zwyczajnie wynegocjować zniżkę. Zresztą „ile procent zniżki?” należy pytać WSZĘDZIE. Znaleźć dobrego wykonawcę, podpisywać umowy na poszczególne etapy, za zrobioną robotę sumiennie płacić – nam w ten sposób się udało :-) Okres budowy to chyba najtrudniejszy czas w moim życiu. Ale kiedy budzisz się we własnej sypialni, we własnym domu – bezcenne.
    2. Koszty utrzymania – tak, do przewidzenia – tak, konieczne realistyczne podejście – tak. Jeżeli nigdy w życiu nie miałeś/łaś do czynienia z: kotłem grzewczym, kominkiem, szambem itp. MUSISZ mieć gaz, pompę ciepła (lub inne rozwiązanie niewymagające inwencji własnej poza ustawieniem sterownika), kanalizację itd. I, nie, nie będziesz rąbać drewna, to się tylko wydaje romantyczne.
    3. Pracy jest mnóstwo – TAK. Ale bez kitu, z tym trawnikiem to przesada: włączyć zraszacz, skosić raz w tygodniu latem, potem już znacznie rzadziej; jak jest odśnieżanie to nie ma koszenia; można zawsze zainwestować w kosiarkę z pługiem ;-) Są też tacy, którzy to zwyczajnie lubią.
    4. Tak. Reklama też tak.
    5. Nie wiem. Sporo nowych, pięknych osiedli widzę świecących pustkami. Działka to też dobra inwestycja. Nie wiem czy gorsza.
    P.S. Nie uważam, że dom jest lepszy od mieszkania. Ale uważam, że nie jest gorszy i wcale nie musi być droższy. Wszystko zależy od tego, ile czasu możesz poświęcić, jak daleko dojeżdżasz do pracy, na jak dużą działkę czy dom się decydujesz, jaką masz infrastrukturę.

    • Super komentarz!

      Co do zakończenia: ja też nie uważam, że dom jest gorszy :) – nie budowałabym się przecież! Po prostu dla każdego jego własne rozwiązanie dopasowane do aktualnej życiowej sytuacji + wymagań :)

      • Dorota Głuch

        Ilona , czyli z tego co wcześniej napisałaś, że dom raczej trudno sprzedać, to twóje ostatnie lokum ??

        • Dokładnie. Zdaję sobie sprawę, że jeśli mielibyśmy się gdzieś wyprowadzić (Warszawa?) to straciłabym na sprzedaży tego domu, więc musiałam obiecać mężowi (i sobie!), że to już ostatnia przeprowadzka.

          Ogólnie z taką pewnością powinno się budować dom.

  • Kasia

    Witam, ja się muszę trochę nie zgodzić, ponieważ miałam do wyboru, jako młoda dziewczyna zaraz po studiach, zbudować dom – 200 m2 lub kupić mieszkanie na kredyt 45 m2, wybrałam to pierwsze perspektywicznie, bo mąż, dzieci i chociaż przez pierwsze dwa lata mieszkaliśmy u męża w mieszkaniu 60 m2, to jak miały się pojawić dzieci to przeprowadziliśmy się do domu. Fakt jest taki, że dom budowałam jeszcze przed bumem budowlanym, gdzie ja za cegły na cały dom zapłaciłam 5 tys. a moja znajoma,która się budowała rok później już 25 tys., działkę dostałam od rodziców, a raczej moi rodzice pozwolili mi się wybudować na wspólnej działce, więc koszt działki odpadł, a co do tych wszystkich spraw typu wypielęgnowanych trawnik, ogrodzenie, kostka to są koszty na które jesteśmy w stanie zarobić jak decydujemy się na budowę domu, a posiadanie wszystkiego na tip top to tak jak bycie perfekcyjną matką, dlatego ja miałam trawnik, który teraz nie wygląda jak trawnik, bo mam trójkę małych dzieci i wolę z nimi spędzać czas a nie na koszeniu trawy, jak będę miała potrzebę to sobie zarobię i wezwę ogrodnika, marzyłam o podgrzewanym podjeździe i choć koszt takiego podjazdu nie jest duży, to wtedy mnie to trochę przerosło, ale na pewno będę go mieć, ogród też na razie dzieci mają plac zabaw i to nam wystarczy. Jeszcze sprawa opłat miesięcznych, jak porównujemy ile by nas kosztowało mieszkanie w 60-metrowym mieszkaniu mojego męża to nam wychodzi porównywalna kwota, a przestrzeni więcej. Oczywiście zastanawiamy się czy by się na starość nie przenieść do mieszkania, żeby nie myśleć właśnie o odśnieżaniu, czyszczeniu rynien, ale chyba też bardziej bliskość do sklepów itp., ale nie wiem czy nasze emerytury to wytrzymają, bo sam czynsz jest wysoki, więc jeszcze będziemy się zastanawiać. Reasumując, ja uważam, że budowa domu nie jest taka straszna, ale na pewno trudniejsza niż kupno mieszkania, ale satysfakcja na pewno większa…

  • Taniej niż bezpośrednio od producenta? WOW.

    • Katarzyna Kasprzak-Sałamaszek

      Tak taniej :) każdy producent chce zarobić i może kilka razy zejść z ceny :) trzeba pukać do wielu drzwi i kombinować :) mamy wolny rynek każdy chce zarobić więc to niech oni walczą o klienta :)

    • Katarzyna Kasprzak-Sałamaszek

      Tak, taniej się udało. To sprzedawcy mają walczyć o klienta a nie odwrotnie. Fajny numer zrobiliśmy z Leroy, ogłaszali się że jak znajdzie się jakiś materiał taniej to oni tą cenę przebiją, więc wyszukaliśmy w hurtowni za Obornikami tanie bloczki betonowe i pojechaliśmy do Leroy. Pokazaliśmy im że jest taniej niż u nich, obniżyli cenę i dorzucili gratis transport ?

      • Ok, prawda jest taka, że wyceniam jedną rzecz u kilku dostawców (np. okna, drzwi, itp.), ale średnio mam czas szukać, żeby było najtaniej. Fugi biorę gdzie aktualnie jestem – mój czas też kosztuje :). Bardziej skupiam się na tym, żeby było dobrze (czyli: aluminiowe okna przesuwane, bo chcę mieć dom otwarty na ogród, drzwi z najlepszą izolacyjnością, bo przez nie zawsze ucieka najwięcej ciepła, dobry piec, bo pozwoli nam zaoszczędzić w przyszłości, itp.). Była wypowiedź jednego pana na Facebooku, który stwierdził, że udało mu się 160 metrów wybudować za bodajże 360 tys., ale on nie wmawiał wszystkim, że to cena uśredniona za budowę domu, tylko właśnie stwierdził: „ale wystarczy, że chcesz dębową podłogę, kominek z płaszczem wodnym i ogrodzenie kute – i już cena skacze o 100/200 tys. wzwyż”. Dla mnie np. piwnica czy garaż w bryle to nie są jakieś luksusy czy fanaberie (a to też akurat z dyskusji na Facebooku, nie z Twojej wypowiedzi), bo budując dom nie chcę mieć gorszych warunków niż w bloku i nie godzę się na kompromis (w końcu buduję dom ze świadomością, że to do końca życia).

        Co do walki o klienta – my osobiście największy problem mieliśmy z wyborem ekipy remontowej. Nikt nie chciał wejść na pierwszy etap (dobudowanie salonu, obniżanie dachu, przestawienie kilku ścian w domu i okien). To był taki absurd, że przyjeżdżała na budowę firma z Grunwaldu i twierdziła, że im się nie chce jeździć taki kawał na budowę (budujemy się w Poznaniu). Musieliśmy brać tych, którzy w ogóle chcieli, a nie tych, którzy byli najtansi.

        Także ja tej walki o klienta jakoś nie zauważyłam :).

        • Katarzyna Kasprzak-Sałamaszek

          My okna dachowe wybraliśmy najszczelniejsze z „tysiącem parametrów” i bardzo duże, problem z nimi był taki, że nikt nie miał ich na stanie, bo nikt nie bierze takich okien. Cena jaką nam zaproponowali w Fakro była nie do przejęcia. Zaczęliśmy pisać do dystrybutorów i okazało się, że oni potrafią dogadać się z Fakro, żeby zeszli z ceny.

          Pierwszy problem z ekipą mieliśmy przy kładzeniu dachu, wymyśliliśmy sobie odwrócony dach, chcieliśmy mieć w pokojach odsłonięte krokwie, a więc ocieplenie musiało iść na deskowanie i na to dachówki. Wszystkie firmy słysząc to windowały nam ceny o kilkanaście tysięcy. Wkurzyliśmy się z mężem i zawołaliśmy znajomych i deskowanie oraz ocieplenie dachu zrobiliśmy sami. Firma przyszła tylko położyć dachówkę.

          Ścianki działowe zrobiliśmy sami, było to szaleństwo bo ja miałam na rękach 3 miesięczne dziecko, ale jakoś poszło. Zachęceni tym doświadczeniem, sami otynkowaliśmy ściany i zagipsowaliśmy, później nauczyłam się kłaść płytki i takim sposobem część mieszkalną wykończyliśmy własnymi rękami :) Nie było łatwo, ale jak patrzymy dziś na to co zrobiliśmy jesteśmy dumni, że dom jest nasz i przez nas prawie zrobiony.
          Dwa lata temu zdecydowaliśmy się na ekipę, która miała nam wykończyć dwa pomieszczenia (przedsionek i gabinet), na które nie mieliśmy już sił, czasu i pieniędzy na początku. I to dopiero był koszmar, cały czas musiałam patrzeć na ręce co chwile pokazywać co zrobili źle i mówić że mają poprawić.
          Garaż budowały nam 3 ekipy (mamy nietypowy projekt bo chcemy mieć tor saneczkowy) i dopiero niedawno trafiliśmy na super ludzi, którzy wszystko dokończyli, poprawili i nie narzekali co chwile na pogodę, prace i pieniądze.
          Ogród powstaje powolutku trawa, trochę nasadzeń i piękny domek dla dzieci (zbudowany przez Nas samych bo ceny powalają), ale już mamy plan że za rok budujemy basen :)

          • MOKA

            Bardzo współczuję. Cieszę się że mogliśmy z mężem pozwolić sobie na urządzenie mieszkania pod klucz i nic nas nie obchodziło. Najdłużej trwało uzgodnienie co i jak chcemy. Urządzenie mieszkania 50mkw na Mokotowie w Warszawie kosztowało nas 150tys zl ale jest zrobione dokładnie jak chcieliśmy. Dlaczego takie małe? Ponieważ mamy już dom 240 m kw pod Warszawą ( od stanu deweloperskiego wydaliśmy na urządzenie 600tys zł i też mieliśmy przeboje z ekipami także od tej pory tylko urządzanie pod klucz i niech firma użera się z podwykonawcami) Teraz budujemy jeszcze dom w Lublinie ( na wypad poza miasto) następnie sprzedajemy dom pod Warszawą i kupujemy apartament 250mkw na Powiślu bądź na Mokotowie w Warszawie ( tak znamy cenę
            i wiemy ile będziemy musieli dopłacić)a mieszkanie na mokotowie pod wynajem pójdzie. Po takim doświadczeniu wiemy że najlepszy dla nas jest właśnie apartamentowiec z ogromnym tarasem który łączy zalety domu i mieszkania :) niedługo zaczniemy starania o dziecko i wówczas temat domu chcemy mieć zakończony by własnie nie musiec z 3miesiecznym dzieckiem na rękach robic scianek działowych ;) nie chcemy tracić tyle czasu na szukanie czegoś taniej ponieważ godzina naszej pracy nie jest tego warta i wolimy zapłacic więcej :) oczywiście każdy robi jak uważa i na miar? swoich możliwości. Takim sposobem jak Pani wykańczała to robiła moja teściowa za komuny i w obecnych czasach jednak wolimy skorzystać z udogodnień jakie daje XXI wiek :)

  • Asia Radzięda

    Dzięki za ten post, idealny dla mnie, bo akurat kalkuluję od pół roku czy dom czy mieszkanie. Chwilowo doszłam do wniosku, że rozwiązaniem optymalnym będzie kupienie połowy bliźniaka. Takie domki zazwyczaj mają stosunkowo malutkie działeczki, w sam raz na tarasik i minimalną ilość trawy. Poza tym, ceny działek w Suchym Lesie powalają… Najpierw myślałam o dużym, najlepiej dwupoziomowym, mieszkaniu. Niestety w miejscowości w której chcę mieszkać takich się nie buduje. Z kupnem nieruchomości od developera widzę tylko jeden problem: jego wiarygodność i jakość.

  • cytrynowe drzewo

    Sama marzę o domu, ale dobrze wiem z czym to się wiąże, bo do czasu studiów w takim mieszkałam. Jednak aktualnie wygrał zdrowy rozsądek i kupujemy z mężem mieszkanie, a potem się zobaczy. Swoją drogą ceny mieszkań w Poznaniu też są kosmiczne, nie brakuje nam dużo do stolicy niestety :P a co do Atanera u nich ceny to jeszcze zazwyczaj plus 10% w porównaniu do okolicy ;)

  • Katarzyna Kasprzak-Sałamaszek

    A jeszcze co do ogrodu. Moje dzieci mają 2 i 4 lata. Przedszkole i żłobek mam 15 min (piechotą) od domu. Jak wracam z pracy odbieram dzieci wracamy do domu, one biegną na ogród, a ja gotuje obiad, sprzątam, zjadamy obiadek (one drugi już) pózniej siadam sobie na tarasie pije kawę a dzieciaki szaleją :) cudnie jest. Jak myślę że w bloku musiałabym biegać co chwile po schodach by wyjść na dwór by wrócić to wiem, że dobrze wybrałam. A dzieci ? O 1000 razy wolą szaleć na dworze a nie oglądać tv :)

    • Ty się lepiej nie przyznawaj, że puszczasz dzieci same do ogrodu, bo Cię zjedzą (been there, done that) :)

      • Katarzyna Kasprzak-Sałamaszek

        Ja uważam, że naprawdę miałam szczęśliwe dzieciństwo:) moja mama mogła wypuścić nas z bloku i nie martwic się, że biegamy po całym osiedlu :)
        U mnie na szczęście jedyne stworzenia, które widzą dzieci hasające po ogrodzie to sarny z za ogrodzenia :)

  • Zgadzam się praktycznie że wszystkim. Mieszam na osiedlu Atanera i bardzo sobie chwałę okolicę i sam plan w okolicy Malty. Teraz szukamy czegoś większego i niestety jest ciężko, bo człowiek przyzwyczaja się do dobrego!
    A jeśli chodzi o sprzedaż domu : moja szwagierka wybudowala całkiem tanio i świetnie, a sprzedała z zyskiem. Także ten, czasem da się! ?

  • Proszę doliczyć cenę działki w Poznaniu (500 tys. wzwyż) lub na obrzeżach (200 tys. wzwyż). Nie mam pojęcia, dlaczego ludzie nagminnie zapominają w kosztach budowy uwzględniać cenę działki (przecież często to drugie tyle).

    Polecam również uważniej czytać, bo informacja, że tekst powstał w ramach współpracy jest w nim zawarta: „Kiedy więc Ataner odezwał się do nas z pytaniem, czy nie chcielibyśmy napisać o jego nowej inwestycji…” – ciężko oznaczyć to jeszcze bardziej.

  • Juli

    mieszkasz w domu i nie chcesz się wyprowadzac, czyli ci to rozwiązanie pasuje, ale piszesz opłacone artykuły dla Atanera o tym jak śliczne (sic!) i dobrej jakości są ich molochy… klujesz po oczach brakiem obiektywizmu i zupełnie nie pomagasz w decyzji mdz domem i mieszkaniem ?

    • Nie mieszkam w domu, od kiedy wyjechałam z rodzinnego domu na studia, czyli będzie jakieś… prawie 15 lat? :)

      I tak jak napisałam: „Dom to fajna opcja, ale nie dla każdego” i tu wymieniam, dla kogo nie (jeśli ktoś liczy, że wybuduje się za 300 tys., nie stać go na wysokie opłaty, nie ma czasu ani głowy do ogródka, planuje jeszcze kiedyś w życiu się przeprowadzać, itp.). Moim zdaniem warto przejść wszystkie drogi, zanim zdecydujemy się na ten ostateczny krok, jakim jest własna budowa. No i trzeba być tej decyzji pewnym oraz znać minusy tego rozwiązania.

      Mam wrażenie, że nie wszyscy czytają tekst ze zrozumieniem…

  • Ewa Bartkowiak

    Takie są ceny w mieście :) cena domu na wsi czy w malym miasteczku nie jest tak wysoka. A ja nienawidzę miasta i bloków. :) Szczegolnie takiego miasta jak Poznan , zycie tam to dla mnie udręka , wiem bo studiuję tam :)

  • Paulina

    Super wpis! Zgadzam się z Tobą :)

  • Anonim

    Czesc, tez uwazam ze duze mieszkanie – apartmament z duzym tarasem (balkonem) w dobrym punkcie blisko centrum a jednoczesnie przy lesie/parku/morzu/… to najlepsze roziwazanie. Nam wystarczy te odpowiedniej wiekosci 4 pokoje + odpowiednia kuchnia + odpowiednia lazienka przy rodzinie 2+2 wiecej nie trzeba… Pracy jest duzo miej niz z domem i wiecej czasu dla dzieci i dla siebie :o) a czas tak naprwde jest BEZCENNY, bo mamy go niestety jedynie ograniczona ilosc… Cieszmy sie zyciem poki trwa, poki nic jeszcze nie boli…