Mum and the city

Po co mi w ogóle to drugie dziecko?

27 lipca 2016

DSC_0818

Kiedy jeszcze byłam mamą jednego dziecka, zastanawiałam się często a głośno, po co ludziom drugie, trzecie, czwarte? Nie rozumiałam tej chęci posiadania całej gromadki, bo ja jako matka czułam się już spełniona. Wydawało mi się, że mam wszystko, czego do szczęścia potrzeba, a przy okazji żyję sobie wygodnie, wysypiam się, mam czas skoczyć na siłownię czy na kawę z przyjaciółką. Nie chciałam być jedną z tych zagonionych matek, które pchając wózek, trzylatka muszą na biodrze trzymać. Jedną z tych, co to podając słoiczek w restauracji, wołają do kogoś za swoimi plecami: „Zejdź z tego stołu!”. Albo – o zgrozo! – matką tak urobioną, że czasu na restaurację nie ma wcale. Nie chciałam w czasie rozmowy przez telefon dziesięć razy przerywać w połowie zdania, żeby jedno z parapetu ściągnąć, a drugie przestrzec dramatycznym krzykiem przed wkładaniem palców do gniazdka. Po co? Na co to komu w ogóle?

A jednak nią jestem.

Byliśmy ostatnio nad morzem i tam codziennie powtarzałam, że to ostatnie nasze wakacje, przynajmniej dopóki Basia trzech lat nie skończy. Bo z jedynakiem jest tak, że zawsze możesz odespać. Dwa lata temu na przykład brałam o piątej rano wózek i wędrowałam ulicami Trójmiasta, zahaczając po drodze o Maca, żeby kawę mocną wypić. Wracałam o dziesiątej, Piotr wyspany jak młody bóg wózek ode mnie przejmował i wtedy ja szłam pod kołdrę. Spotykaliśmy się po południu na obiedzie z widokiem na morze, ciesząc się smakiem rybki: ja jadłam, on dziecko na rękach trzymał, potem on jadł, a ja malucha lulałam. Nawet udawało nam się na pół godziny przysiąść na plaży. Ale naprawdę przysiąść i pogadać ze sobą, pobyć tak normalnie, a młody w tym czasie wierzgał nóżkami na kocyku obok, pod warunkiem, że ktoś mu nad głową grzechotką majtał.

No sielanka jak tak teraz o tym pomyślę.

Bo przy dwójce – bądźmy szczerzy – nie usiądziesz wcale. Ciągle coś. Jak nie jedno, to drugie. Noce wyglądają tak, że o dwudziestej czwartej przy dobrych wiatrach uda się już wszystkich zapakować do łóżka, kończą się wędrówki ludu, że pić, siusiu, ja chcę spać z mamą, a może z tatą? Nie, jednak z mamą, więc lądujemy na trzy godziny wszyscy w jednym ciasnym łóżku, a o trzeciej pierwsza pobudka na karmienie. Potem młody wstaje, że on chce bajkę oglądać. Pacyfikacja trwa jakieś pół godziny przeważnie, kiedy to Piotr pada na twarz, a ja udaję, że mnie nie ma, bo wiem, że o piątej Basia znowu będzie chciała jeść.

O szóstej wszyscy już siedzimy na balkonie z oczami na zapałki i podziwiamy wschód słońca. A potem pakowanie – zabawki młodego jeden plecak, pieluchy młodej drugi, do tego kremy, koce, ręczniki, długi rękaw, krótki, bo to nigdy nad polskim morzem nie wiadomo. I do samochodu wpinanie. Zasypiają w fotelikach, jak tylko silnik odpalamy, więc jazda do Maca po kawę jak za dawnych dobrych czasów i z tą kawą godzinę potem krążymy wokół plaży w poszukiwaniu miejsca parkingowego. Jest dobrze, nawet kiedy kawa się kończy. Mogłabym tego parkingu i dzień cały szukać, bo wiem, że jak w końcu auto zatrzymamy, to dzieciaki obudzą się z krzykiem. Więc przenoszenie na plażę, a tam już oczy dookoła głowy. Młoda spać chce, a coś nie może, podczas gdy młody w kierunku fal zmierza.

Dzieci na kocykach obok głośniej od naszych krzyczą i jest to na tyle pocieszające, że mówię szeptem do Piotra: „Patrz, wszystkie takie są!”, a on puszcza oko do tak samo jak my udręczonego taty, co myślał, że piwko sobie nad morzem wypije, ale nieee, muszelek musi teraz szukać i bałwana z piasku lepić.

Nawet żadnego wspólnego zdjęcia znad tego morza nie mamy, taki to był odpoczynek z czuwaniem 24 h/dobę.

„Więc po co to drugie?” – mogłabym zapytać siebie w drodze powrotnej, ale chyba jestem zbyt zmęczona, żeby mieć jakieś wątpliwości albo zbyt szczęśliwa, bo pytanie takie nawet przez sekundę nie pojawiło się w mojej głowie. Przed pojawieniem się Basi – tak, ale od kiedy jest z nami – nigdy.

DSC_0842

Ja tego drugiego macierzyństwa potrzebowałam, żeby zacząć się nim cieszyć.

Bo to jest tak, że jak zostajesz mamą po raz pierwszy, to wszystkiego się boisz. Nie wiesz co jest normą, a co nią nie jest, więc patrzysz na dzieci sąsiadki i tabel szukasz po internetach. A potem czytasz, co w którym miesiącu tak, a co jeszcze nie. I wtedy żadnej radości z tego, że dziecko przekręciło się z plecków na brzuszek, bo myślisz sobie tylko: „Uff… Nareszcie!”.

Żadnej radości z uśmiechu, co po nieprzespanej nocy, bo boisz się, że wszystko robisz źle, skoro kilka godzin przepłakało. A w głowie to, co powinnaś: że kosz pełen prania i obiad trzeba ugotować, zamiast na rękach tulić. Co za totalna strata czasu! Przecież dziecko w tym wieku już dawno samo spać powinno?

I chociaż mam teraz mniej czasu dla każdego, to mam go więcej, bo nauczyłam się odróżniać rzeczy ważne od tych niepotrzebnych. Nauczyłam się nie słuchać innych, bo sama wiem najlepiej, co mam robić. Nie ma tej nerwówki i stresu co przedtem. Dzięki temu uwierzyłam w końcu, że jestem dobrą mamą, taką, co to może w kolejce do kasy przekupuje lizakiem starszaka, żeby chwilę cicho postał, ale za to potrafi samymi tylko ramionami ukoić ból, uspokoić łkanie i sprawić, żeby dzieci każdego dnia kładły się i budziły z radością.

Nawet jeśli na wspólne wakacje pojedziemy dopiero za lat… Naście ;).

DSC_0855

DSC_0852

Dodaj komentarz

15 komentarzy do "Po co mi w ogóle to drugie dziecko?"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
salus salus
Gość
salus salus

:)

e-milka
Gość
e-milka
Ach, te spacerki o piatej :) U nas maz przejmowal po swojej nocnej zmianie, bo inaczej istnialo ryzyko, ze nie wstane wcale, wracali po 1,5 godzinie, w czasie ktorej probowalam nadrobic kolejna z rzedu zarwana nocke. Za to bywalam w niedziele o siodmej na placu zabaw, po drodze mijajac tylko joggerow, panie z psami i ojcow-nieszczesnikow, ktorym matki pewnie po tygodniu walk oddaly ukochane malenstwa, by choc w jeden dzien pospac dluzej :) Ale zobaczysz – kilka latek i brzdek garnkow Cie obudzi: „Lobimy sniki dla mamy” „Ciii…” „Tak, ciiiii, mama pi”. :) Tylko oczu nie otworz za wczesnie, udawaj… Czytaj więcej »
Kasia A.
Gość
Kasia A.
To samo mowilam w tamtym roku, a w tym tez juz bylismy na wakacjach, tym razem w sudetach :) w tamtym roku nasz pobyt na plazy polegal na tym, ze ciagle wyjmowalismy malemu piasek z buzi, bo jakos nie zniechecil sie do jedzenia go :) mi sie udalo uciec raz na kawe – pod pretekstem przyniesienia wody dla dzieci ;) a tak to na zmiane sobie wtykalismy dzieci – teraz Ty sie zajmujesz, moje pol godziny juz minelo :) a w praktyce to oboje bylismy zajeci, bo starszy chcial to, a mlodszy cos innego. W tym roku bylo juz duzo… Czytaj więcej »
pestki
Gość
pestki
Jezu nie strasz! Ja chcę na wakacje ?. Ale u mnie wakacje to przede wszystkim to, że nie jestem z dwójka dzieci sama od 7 do 19, nie muszę gotować, sprzątać, no dla mnie high life ??. Póki co byliśmy razem poza domem tylko na 4 dni ale to były najlepsze 4 dni od porodu ?? A pytanie po co mi było drugie dziecko czasem się pojawia jak starszak pokazuje co o siostrze myśli a pokazuje często ? Wtedy sobie powtarzam chciałaś to masz! ?? Tylko czasem mi szkoda, że mam dla małej zdecydowanie mniej czasu niż miałam dla syna.… Czytaj więcej »
sylu
Gość

0Basia to czysty tata ;)

Aleksandra Binkowska
Gość
Aleksandra Binkowska

Mam wrażenie, że byłaś z nami na wakacjach ;-) my też morze.. tylko starszak trochę większy, bo ma 7 lat.. tylko po za tym, że sama kółko na plażę weźmie to niewiele to zmienia ;-) mamo a to, tato a zobacz tamto, mamo zróbmy to, tato chodź do wody a młodego (3 m-ce) o dziwo szum fal nie usypia ;-) człowiek z całym majdanem turla się na plażę niczym prawdziwi ‚Janusze plaży’.. ale co tam :-) Pierwsze dziecko najukochansze, ale eksperymentalne.. drugie juz tylko najukochansze :-))
PS. Nam udało się zrobić zrobić razem zdjęcia. Az dwa :-D

początkująca_Mama
Gość
początkująca_Mama
ja przy pierwszym ciągle się uczę, aby nie porównywać z tabelkami i statystykami, niestety ciągle mi się wydaje, że coś robię źle, bo dzidziuś ostatnio jakoś gorzej w ciągu dnia zasypia ( w łóżeczku nawet nie ma na razie o tym mowy), bałagan w całym domu i pranie do zrobienia. NA dodatek tego wszystkiego Mężowi się wydaje, że właśnie jestem na najlepszych wakacjach życia i focha się, że obiadu nie ma, kiedy wraca z pracy lub przed pracą, a przecież mu się należy na dom zarabia, ja z kolei kiedy próbuję ugotować obiad podczas drzemki Malucha lub wykorzystać chwilę kiedy… Czytaj więcej »
tarapatka
Gość

Osobiście doświadczam dopiero uroków i bolączek tego pierwszego macierzyństwa, ale może dlatego, że jeszcze będąc w ciąży dużo czytałam i słuchałam, bardzo wiele z niego biorę i zauważam :) i cieszę się nim, mimo że syn wymagający, a noce nieprzespane. To cieszy każdy jego uśmiech i nabyta umiejętność.

Marta Bartosiewicz
Gość
Marta Bartosiewicz

Serducho za ten wpis. Wakacje z dwójka – wróciliśmy bardziej zmęczeni niz przed. I to prawda, ze teraz niby czasu mniej ale jakos tak wiecej sie udaje zrobić? I bardziej docenia to co ważne. I można sie nacieszyć bo wiadomo na co zwracać uwagę a co jest poprostu normą. I mniej sie zwraca uwagę na te dobre rady, albo juz nikt Ci ich nie daje bo przecież juz jedno dziecko masz. I w ogóle czasem nawet o trzecim zamarze, bo przecież zeby oni mieli jeszcze kogoś do kochania:)