Mum and the city

Matki, którym dziecko cały świat przysłania

10 września 2014

DSC_0034m

DSC_0177m

Bardzo łatwo zapomnieć o sobie, kiedy rodzi się dziecko.

Właściwie jest to całkiem naturalne. Żeby nie powiedzieć: dobre.

O ile stan ten nie trwa zbyt długo! Bo macierzyństwo jest jak praca. Zaprzeczy tylko ten, kto nigdy nie doświadczył jego uroków…

DSC_0180m

DSC_0182m

DSC_0186m

Wiesz, kiedy pojawia się wypalenie zawodowe? Kiedy to, co robimy, przestaje nas cieszyć. Czujemy się bezużyteczni i niepotrzebni. Zazwyczaj to reakcja organizmu na stres i przemęczenie. Chcielibyśmy uciec. Ale gdzie?

No właśnie. Ludzie, którzy doświadczają wypalenia, odkrywają, że nie mają niczego poza pracą. Żadnych zainteresowań, pasji, opracowanych latami sposobów na spędzanie wolnego czasu, pomysłów na relaks. Właściwie nie mają siebie.

Sądzę, że takie samo wypalenie pojawia się, kiedy poświęcasz całe życie swojemu dziecku. Będąc na macierzyńskim można zapomnieć, że świat jest gdzie indziej. Tam, na zewnątrz.

DSC_0023m

Ja wiem, jak trudno być wspaniałą matką i spełnioną kobietą równocześnie. Że łatwiej żyć dla innych niż dla siebie. Tak zostałyśmy przyuczone. Żeby z tym obiadem na męża czekać. I po nim posprzątać. Koszulę na jutro wyprasować. Dziecku przed snem książkę przeczytać. A dla siebie co? Dla siebie już nic.

Zwyczajnie – czasu nie ma. Ja wiem, że jest ciężko. Szef nie zawsze czeka na nas z otwartymi ramionami. Przyjaciółki mają już własne problemy. Poza domem nie ma nic. Więc mąż, dzieci… Ja? Ja lubię gotować. Patrzeć jak jedzą, jak im smakuje.

Znasz kobiety, które tak mówią? Ja znam.
Dziecko to najlepsze co mi w życiu wyszło.
Jego sukcesy cieszą mnie bardziej niż moje własne.
Jest wszystkim, co mam.

Matki, którym dziecko cały świat przysłania…

DSC_0132m

DSC_0051m

DSC_0088m

DSC_0049m

DSC_0066m

We mnie zawsze był głęboki sprzeciw, żeby całą siebie dziecku oddać. Pewnie głupio, bo tak to w pierwszych miesiącach powinno wyglądać! Ale nie mieściło mi się w głowie, że teraz mam nie spać, bo on chce spać na mnie. Albo wprost przeciwnie, nie wstawać z łóżka, bo on chce leżeć. Lub nie wyjść, bo z tak małym dzieckiem to głównie w domu…

Z części siebie po długich bojach zrezygnowałam. Część z tego zdążyłam już odzyskać. Na przykład ciepłą kawę pitą o poranku. Obiad przeżuty, a nie połykany w całości na stojąco gdzieś między krzykiem berbecia a próbą ugryzienia mnie w łydkę. Spokojny wieczór z mężem.

DSC_0155v

DSC_0175v

DSC_0129m

Jednak jest taka część mnie, której nie oddam nigdy. To moje pasje. Coś, co mnie w życiu kręci. Może się walić i palić, ale mam święte prawo do tych kilku chwil tylko dla siebie. Do odpoczynku i relaksu. Żeby na basen wyskoczyć, jogę poćwiczyć, pobiegać po lesie, książkę w spokoju przeczytać. Napisać coś. Zdjęcia zrobić. W scrapbooking się pobawić. Obraz namalować. Dużo tego mam, no!

DSC_0032v

DSC_0027m

Dziecko nie jest całym moim życiem. Mam własne. Nie zawali się, kiedy ono pójdzie do przedszkola, szkoły. Kiedy zdanie kolegów stanie się ważniejsze od mojego (a stanie się! Taka jest kolej rzeczy…). I w końcu, gdy będzie chciało się wyprowadzić, założyć własną rodzinę.

Wiesz już, co wtedy zrobisz? Bo ja mam tysiące planów i marzeń z dzieckiem niezwiązanych, które tylko czekają na jego dorosłość… Nie teraz i zaraz, nie jakoś bardzo niecierpliwie, ale tak, dla mnie istnieje życie poza macierzyństwem.

DSC_0095m

DSC_0119m

DSC_0093v

DSC_0134m

Bo bycie matką nie definiuje mnie w całości. Zwyczajnie mi nie wystarcza! Znam kobiety, które tylko o tym potrafią mówić. Nawet nie rozmawiać, bo je nie interesuje, co druga osoba ma do powiedzenia. One same chcą, potokiem nieprzerwanym, nie o sobie, a o swoim skarbie największym, bo to temat najciekawszy: teraz i zawsze, na wieki wieków, amen.

Dałaś sobie ten gorset założyć? Sama się w nim zasznurowałaś? Możesz jeszcze swobodnie oddychać? A Twoje dziecko?

Ono najbardziej potrzebuje matki, która dbając o jego rozwój, nie zapomni o własnym. Będzie zarażać energią i chęcią. Szczęściem. Na własnym przykładzie pokaże, co to znaczy samorealizacja. Matki, której satysfakcja z życia nie jest uzależniona od dokonań dziecka. Czy te klocki umie układać? Kiedy zaczął mówić? Czy liczy do stu? Jakie ma oceny? To zawsze wpędza w poczucie winy!

Odrobina egoizmu jest więc potrzebna nie tylko nam, kobietom, ale przede wszystkim naszym bliskim. Mężowi, żeby też poczuł się potrzebny, a nie wyręczany. Żeby stał się częścią układanki zwanej rodziną. Dziecku, które od czasu do czasu powinno usłyszeć: „Nie, teraz nie mogę, jestem zajęta”. To nie będzie dla niego koniec świata, chociaż przez długi czas myślałam, że tak właśnie się stanie. Co ze mnie za matka, która ma potrzeby inne niż jej dziecko? Która w ogóle ma jakieś potrzeby? Na półkę nie potrafi ich odstawić i ze spokojem patrzeć, jak pokrywają się kurzem, zapomniane? Co ze mnie za człowiek, który nie chce żyć dla innych?

No jakoś nie. Jednak czy nie jest tak, że sama muszę rozprostować skrzydła, aby nauczyć moje dziecko latać?

DSC_0195m

  • Pirat

    Bardzo madrze napisane, zazdroszcze Ci tych pasji. Ja od 3 lat nie potrafie odszukac czegos dla siebie. Najpierw praca ma etacie i studia, pozniej maz, mieszkanie, teraz dziecko. Wazne jest wszystko dookola a ja w cieniu. Brakuje mi energii i czasu na pasje. To co sprawia mi przyjemnosc jest niestety czaso- i pracochlonne. Ale wierze ze jak juz ogarne sie w macierzynstwie to i na pasje przyjdzie czas. Jest to cenna lekcja na przyszlosc, zeby pomagac dzieciom w szukaniu i realizacji pasji.

    • Ja kiedyś pracowałam z młodzieżą i co mnie uderzyło najbardziej to to, że młode pokolenie praktycznie nie ma zainteresowań. Taki totalny tumiwisizm. I to nie jest ich wina, tylko niestety nasza, rodziców :(.

  • Całkiem niedawno żaliłam się pewnej mamie (ma dwójkę odchowanych synów), że nie mam dla siebie czasu, że wieki temu tańczyłam na parkietach, że nie maluje, nie czytam, nie chodzę po lesie, nie piekę tortów. Praca, dom, praca, dom.. Pomału się wypalam. Ja to wiem, że dziecko nie jest pępkiem świata i potrafię wyjść z domu bez niego, potrafię wywieźć do babci na weekend, nie rozpaczam przy rozstaniach, a z wielką radością oddaje go w ręce przedszkolanek. Po prostu czasu jest za mało. Etat, dojazdy, gotowanie, sprzątanie, kąpiele, usypianie i upragnione 15 min z mężem przy winie, bo o 22 to już oczy nam się zamykają i nawet te nasze wieczorne spotkania są na czas..
    Co mi powiedziała doświadczona mama? Że ona żałuje, że życie dzieciom poświęciła, że 20 lat tylko oni, tylko dom, rodzina. A oni odeszli, wyjechali, zostawili ją samą z mężem, którego poznaje na nowo, bo zawsze był na drugim planie. Teraz nadrabia, chodzi na kursy, szkolenia, organizuje eventy, spełnia się, ale wciąż powtarza, że to wszystko za późno, że mogła wcześniej myśleć o sobie i nie pozostawiać swych marzeń na daleką przyszłość.

    • Czyli potwierdziła to, co ja tylko podejrzewam…
      A najgorsze jest to, że rodzice, którzy poświęcili życie dzieciom, później często mają do nich pretensje (że nie odwzajemniły tego wystarczająco, nie podziękowały, odeszły), zamiast do siebie. A taka jest przecież kolej rzeczy, dlatego trzeba mieć życie poza dzieckiem (rozwój zawodowy również jest tym życiem ;)).

    • Magda

      Mam podobne odczucia, Ilona rewelacyjnie piszesz i mimo, że nie masz zawrotnej liczby fanów na fb to myślę, że to tylko kwestia czasu. Podejmujesz naprawdę fajne tematy. Zazdroszczę Ci, że masz czas na realizację swoich zainteresowań.

      Ja mimo, że wracam z pracy o 16-17 to nie potrafię znaleźć czasu dla siebie, po całym dniu też chcę poświęcić czas synkowi, raptem zostaje mi na to czas do 20, a przecież trzeba trochę mieszkanie ogarnąć, coś zrobić do jedzenia, do sklepu iść i mnóstwo innych rzeczy, wieczorem też słabo, bo coś za coś, wcześnie przychodzę z pracy, ale po 5 muszę wstać, żeby na 7 w pracy być. Więc o 22:00 marzę tylko, aby iść spać. Tak to niestety wygląda i podejrzewam, że nie tylko u mnie…No, ale od czego są weekendy:)

      • Ja raczej miałam na myśli kobiety, które niczego dla siebie nie potrafią wygospodarować Bo praca to też dla mnie rodzaj samorealizacji. Trzeba o siebie zadbać, wyjść do ludzi, można się spełnić, a nie dziecko i dziecko.

  • asia

    Swietnie piszesz, uwielbiam Twój styl, wspaniale sie Ciebie czyta. Tematy bardzo interesujące, zawsze znajduje cos dla siebie. Wspomnialas, ze Twój syn nie pije mleka, moja córka tez przez jakiś czas nie chciala, teraz zjada ale tylko łyżeczką, z butelki za zadne skarby świata nie będzie pic (ma 11 miesięcy, zaczelo sie gdy skonczyla 3). Mozesz skierować mnie do posta w którym piszesz co w zamian podajesz Mlodemu jeśli taki byl? Dziekuje i pozdrawiam :)

    • Nasz maluch przestał pić mleko kilka miesięcy po tym, jak zaczęliśmy rozszerzać dietę. Tak naprawdę nigdy nie pił mleka modyfikowanego 2 (wtedy zaczął się jego bunt). Na początku podobnie jak Twoja córka – tylko łyżeczką, koło roku nawet tak nie. Czasami tylko zimne mleko od krowy (nie może być przegotowane!). My podajemy jogurty, kaszki, kasze, owsiankę na mleku z owocami, naleśniki z twarogiem, duuużo żółtego sera (na kanapce, grzanki, zupy serowe – tzn. w zupce kremie rozpuszczam dwa plasterki żółtego sera w czasie podgrzewania, ale też często zabielam obiadek – sosy, zupy – śmietaną lub kefirem, z ziemniaków robię puree również ze śmietaną, kefirem). Ostatnio zasmakowało mu muesli. Jak widzisz – kombinuję jak się da, żeby tego wapnia przemycić jak najwięcej. Tutaj kilka przepisów:
      http://mumandthecity.pl/3-x-tak-kaszki-bio-dla-niemowlaka/
      http://mumandthecity.pl/zdrowe-koktajle-calej-rodziny/

  • Cieszę się, że trafiłam dziś na Twój post. Jestem dokładnie w punkcie, o którym piszesz. Kończy mi się urlop macierzyński, muszę się ogarnąć, zadbać o siebie, o swoją przyszłość i o ten mój byt-odrębny (tak! odrębny!) od dziecka. I chyba zapomniałam co mnie kiedyś kręciło, i o tej adrenalinie zawodowej, i o tych pasjach wszystkich. Także ten. Czas wrócić na właściwe tory.

  • Marta M.

    Jeden z lepszych postów jakie czytałam. Bardzo zdroworozsądkowe podejście do macierzyństwa, ukazane w prosty i ciekawy sposób. Sama kończę moją przygodę „9M” i mam zaplanowane co będę robiła między lulaniem maluszka a dokarmianiem męża :)

  • Mam podobnie. Często szukam chociaż chwili na realizacje moich pasji. Teraz jest ciężko, bo synek jeszcze mały, ale jakoś sobie radzę. Grunt, że sprawia mi przyjemność i realizacja moich pasji i tym bardziej opieka nad dzieckiem. Wszystko da się pogodzić, gdy się tego chce.

  • Kasia

    Moge sie wypowiedziec z perspektywy dziecka. Mama samotnie wychowywala mnie i siostre. Dala z siebie wszystko, chciala nadrobic brak ojca. Oddala nam sie w calosci, nie zostawiajac nic dla siebie. Trudno opisac, jaka presje wywiera to na dziecko, zwlaszcza w okresie dorastania, kiedy czas zaczac myslec o wyborze zyciowej drogi. Ciezko jest dokonywac waznych wyborow wiedzac, ze jestem wszystkim co ona ma. Zeby tylko jej nie zawiesc.
    Dzis bardziej doceniam jej trud i wiem, ze tylko dzieki niej wyszlam na ludzi. Ale latwiej by mi bylo w zyciu, gdybym wiedziala, ze nie tylko moje, ale tez mamy zycie spoczywa na moich barkach.

  • Bardzo fajny blog, trafiłam tu przypadkiem z FB. Podpisuję się 4 kończynami, ale uważam, że każdy kij ma dwa końce. Z jednej strony problem tkwi w nas, jeśli nie widzimy świata poza dzieckiem, a z drugiej strony – na ile pogłębiają go ludzie wokół? Odkąd jestem mamą przestałam istnieć dla ludzi jako odrębna osoba. Nagle przestały przychodzić zaproszenia na spotkania, zamiast „cześć, co słychać u Ciebie” słyszę „o, jaka duża” (dziecko w domyśle). No i wielkie zdziwienie, gdy ktoś dowiaduje się, że robię coś poza czyli szydełkuję, szyję itd. Teraz wróciłam do pracy na pół etatu i bardzo mnie to cieszy. To, że mamy zapominają, kim były wcześniej, zwłaszcza na początku po narodzinach dziecka to jedno, ale potem, gdy przechodzi pierwszy, drugi i trzeci szok, ludzie nie dają Ci wyjść z cienia swojego dziecka. Jesteś jego przedłużeniem. :-) Taka prawda. :-)

    • Taka prawda!
      W ogóle w czasie ciąży kobieta jest w centrum, wszyscy pytają ją o zdrowie, samopoczucie, itp., a potem nagle to się kończy: „Jak się czuje dziecko? Co już potrafi? Co u niego słychać?” – pytają najbliżsi. O kobietę nie pytają… Znajomi bezdzietni się izolują (jeden, dwa razy odmówisz, bo ząbkowanie, choroba, zmęczenie i oni już więcej nie próbują nigdzie wyciągać), dzietni mają swoje sprawy. Cóż, życie! Ale my się tak łatwo nie damy ;).