Woman and the city

Mama na zakupach – miasteczko outletowe w Berlinie

30 października 2014

DSC_0002

DSC_0044

DSC_0068

DSC_0025

Mam to szczęście, że mieszkam w mieście, z którego tak samo łatwo i szybko jak do stolicy Polski można dojechać do stolicy Niemiec.

Jeśli chodzi o zakupy, często wybieram Berlin. Dlaczego?
– większy wybór innych niż w Poznaniu (oraz w Warszawie) sklepów,
– na półkach jest więcej towaru (mój mąż na przykład, szukając garnituru w Polsce, musiałby skracać spodnie, bo zazwyczaj mamy jeden uniwersalny rozmiar, a w Berlinie na wieszakach spodni jest tyle samo co marynarek! A i one występują we wszystkich kolorach, materiałach oraz fasonach – nie ma więc mowy, że od biedy wybierasz to, co najlepiej leży, możesz kupić to, co leży idealnie),
– ceny w sieciówkach są takie same, za to towary markowe często i gęsto można dostać taniej niż w Polsce (niemieckie garnki, produkty Villeroy and Boch, skórzane torebki, wspomniane wyżej garnitury),
– przyjemna obsługa (dobija mnie, kiedy w naszych sklepach zaraz po przekroczeniu progu jestem atakowana przez sprzedawcę pytaniem: „Czy mogę w czymś pomóc?”/”Czy szuka pani czegoś konkretnego?” podczas gdy wiadomo, że większość klientów chciałaby się najpierw w spokoju po sklepie rozejrzeć, bo rzadko która babka idzie na zakupy, z góry mając ustalone, co zamierza kupić. A jeśli już znajdę jakąś fajną rzecz na wieszaku, sprzedawca – który odbębnił swoją robotę pierwszym pytaniem – nie kwapi się, żeby mi pomóc w znalezieniu odpowiedniego rozmiaru, muszę chodzić, szukać go i prosić o pomoc. W Niemczech obsługa jest świetnie wyszkolona: nie narzuca się, ale jest obecna. Daje klientowi czas na obejrzenie półek zaraz po wejściu do sklepu, ale kiedy tylko widzi, że zainteresował się czymś: szuka metki, ceny, rozmiaru – podchodzi i pomaga, zawsze w najbardziej odpowiednim momencie. Dodatkowo w Polsce w sklepach z droższymi rzeczami często jestem ignorowana – czy to ze względu na młody wiek czy z powodu niepozornego wyglądu – w Niemczech to niemożliwe! Nawet jeśli obok stoi klientka z Louisem Vuittonem na ramieniu, jesteśmy traktowane w ten sam sposób i obsługiwane równie sprawnie. W Polsce zdarzało się, że musiałam ze sklepu wyjść, bo ekspedientki skakały wokół kobiety ubranej w futro, a dla mnie nie raczyły nawet ruszyć się zza lady).

Zakupy w Berlinie robiłam zazwyczaj na ulicy Kurfürstenstrasse (niedaleko Dworca Zoo), gdzie znajduje się „aleja próżności” z butikami największych domów mody, które oglądałam tylko przez szybkę, trzy ogromne domy towarowe (z KaDeWe na czele) – znajdziesz tu wszystko (od kosmetyków, poprzez ubrania czy zabawki dla dzieci, a na AGD i RTV skończywszy) oraz sieciówki rozsiane wzdłuż ulicy. Nie musisz nawet przechodzić przez jezdnię, bo np. Zara jest po jednej i po drugiej stronie!

W ten weekend po raz pierwszy pojechałam do miasteczka outletowego pod Berlinem. Czy warto się tam wybrać?

DSC_0024

DSC_0012

DSC_0060

DSC_0042

DSC_0034

DSC_0067

To zależy, czego szukasz. Jeśli stawiasz przede wszystkim na klasykę i nie interesują Cię sezonowe nowinki – to warto! Obok zwykłych sklepów (takich jak Mango, Mexx, Converse, Crocs, Geox) znajdują się sklepy droższe (Guess, Diesel, Calvin Klein, Boss). Często i gęsto masz wrażenie, że na wieszakach są ubrania sprzed kilku sezonów (helloł! W końcu to outlet!), ale można trafić na perełki. Na przykład sklep z garnkami Silit, akcesoria do kuchni Villeroy and Boch, świetnie zaopatrzone sklepy sportowe (Nike, Adidas). Takich butów do biegania na oczy w Polsce nie widziałam! Moje również znalazłam na półce – były o połowę tańsze, a przecież ja też kupowałam je w (polskim co prawda) outlecie!

DSC_0047

Największy tłok był natomiast w sklepie Lindt, pewnie dlatego, że przy wejściu rozdawano praliny. Setki czekolad w smakach, o których nawet nie śniło się takiej czekoladożerczyni jak ja! Zresztą: wyobraźcie to sobie tylko! Sklep wielkości średniego spożywczaka od podłogi po sufit wypełniony czekoladą, pralinami, setkami świątecznych Mikołajów, z których niektóre figurki wyglądały, hmmm… Ekscentrycznie!

DSC_0054

Ten outlet jest na pewno gratką dla miłośniczek Michaela Korsa. Ogromny wybór torebek oraz zegarków w dużo niższych cenach (30-70% off). No i raj dla mam… Sklep z butami Ecco, gdzie rządkiem były ustawione zimowe buty za 100-150 zł. U nas ciężko dostać małe rozmiary w regularnej cenie, a tam z półki uśmiechało się do mnie kilkanaście przecenionych par! Największego oczopląsu dostałam jednak w K.I.D.S (Kids International Designer Store). Ciuchy dla maluchów od największych światowych projektantów! Koszule Bossa, sukienki Chloe, sweterki Burberry, spodnie od Marca Jacobsa czy dresy DKNY. Ceny co prawda wyższe niż sieciówkowe, ale jak na ciuchy z metką, nie było aż takiej tragedii (bluzy za 120 zł, sweterki za 200 zł).

Jak trafić do miasteczka outletowego pod Berlinem? Najlepiej wpisać w nawigację adres:

Alter Spandauer Weg 1
14641 Wustermark OT Elstal
pn.-czw. 10.00-19.00, pt.-sb. 10.00-20.00

To co? Pozostało mi tylko życzyć Wam udanych zakupów!

DSC_0018

Dodaj komentarz

11 komentarzy do "Mama na zakupach – miasteczko outletowe w Berlinie"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
annNS
Gość

a ja szukam i szukam butow dla moich dzieciakow (ecco) i nic ponizej 270pln (po przecenie!!) nie znajde :/ plus kurtki, spodnie, czapki ect…tysiaca braknie :/

Kornelia K.
Gość

Ale zazdroszczę takiego wypadu na zakupy ;)) Wydaje mi się, że byłabym w raju przeglądając tyle outletów ;)) Pozdrawiam

Iwona
Gość

Opowieść jak z bajki ;) To teraz zdradź ile zostawiłaś $$$ :P

PiernikowaMama
Gość
PiernikowaMama

Ja się zastanawiam, czemu w Polsce nie ma prawdziwych wyprzedaży? Zawsze tylko jest -20%, -30%… Czasem coś się trafi w Internecie albo w TkMaxxie. Dzięki za wpis, co prawda nam jest bliżej do Warszawy, ale wjeżdżając na autostradę pewnie czas dojazdu do Berlina nie byłby dużo dłuższy :-) dobrze wiedzieć, że jest taki outlet z prawdziwego zdarzenia :-) bo te nasze to takie trochę oszukane ;-)

Susanna szyje
Gość

Zazdroszczę takiego wypadu, Mąż jedzie do Berlina w przyszły weekend ale na jakieś szałowe prezenty to na 100% nie mogę liczyć. Niemniej fajnie byłoby chociaż „napaść oczy” ;)