Life and the city

Małe radości

24 czerwca 2014

Są takie dni, kiedy od samego rana jestem na nie. Bałagan wszędzie, że w domu nie chce się siedzieć, ale sprzątać też nie bardzo… Bo nie widzę sensu! Tylko się odwrócę i znowu wszędzie te zabawki, ślady lepkich rączek na dopiero co przetartych meblach, banan pieczołowicie wgnieciony w dywan i brudne naczynia wrzucone na szybko do zlewu.

Są takie dni, kiedy od samego rana pada deszcz. Zimno strasznie, że bez kurtki ani rusz, a miało być lato, słońce zapowiadali, tymczasem rzeczywistość ciągle rozczarowuje…!

Są takie dni, kiedy nie poznaję własnego odbicia w lustrze. Takie jest naburmuszone i złe. Patrzę na skrzywioną twarz i udaję, że to nie ja. Wszystko dzieje się wbrew mnie, bo przecież poza mną. Też tak masz?

Co wtedy robisz?

Ja mówię. Do osoby, która stoi najbliżej. Że dlaczego tu, a nie tam i po co znowu tam, skoro można tu? Dlaczego tak, a nie inaczej, skoro można w ten sposób, choć to też jest źle! Słowami wiercę dziury. Cała jestem w opozycji, bez względu na reakcję. Mówię na przykład: „Doszoruj ten garnek, zostawiłeś na noc na płytce i wszystko zaschło!” a po chwili: „Nie myj go, bo hałas, a dziecko śpi!”, po czym: „Dlaczego nie wymyłeś? Taki jesteś wygodny?! Wszystko mam robić za ciebie?”.

I wtedy już wiem, że muszę ten dzień namalować od nowa.

Bo tylko ode mnie zależy, jak będzie wyglądać. Jasne, mogę znaleźć tysiące wymówek: że hormony, okres się zbliża, polski klimat nie pozwala cieszyć się latem, ale znowu jak jest upał, to też źle. W sklepie kolejka, ta baba przede mną – wredna! – o krok się nie ruszy, żeby zrobić miejsce dla wózka, a kaszki znowu podrożały. Tylko że to nie ma nic do rzeczy!

W sobie trzeba znaleźć spokój.

Brudne garnki? Super! Mam wymówkę, żeby nie gotować i wyciągnąć rodzinę z domu, do tej nowej knajpy, o której tyle dobrego słyszałam. Zimno? Świetna okazja, żeby narzucić na ramiona ulubiony płaszcz! Deszcz pada? Przecież tak lubię przeskakiwać kałuże!

I wtedy na moment się przejaśnia. To ta magiczna chwila, w której słońce wygląda zza chmur w całkowicie deszczowy dzień. Moja mama zwykła mawiać, że Bozia wyprała właśnie pieluszki i rozwiesza je do wyschnięcia.

A ja łapię te promienie i cieszę się po prostu, bo są, zamiast martwić na zapas, że zaraz znikną…

DSC_2233ph
DSC_2253
DSC_2255
DSC_2259
DSC_2269
DSC_2276
DSC_2270
DSC_2271

  • Ven

    Ilona mam dokładnie tak samo, a kiedy osiągam kulminację uświadamiam sobie że tak nie można. Na szczęście mąż tylko się wesoło ze mnie śmieje, najpierw z tego jaka chodzę niepocieszona, a później że przepraszam „żem wrednam” ;)

    P.S. Piękny płaszcz, skąd? :)

    • Ach, te baby…
      Dobrze przynajmniej, że zdajemy sobie sprawę, jaki mamy realny wpływ na nasze złe humory i próbujemy je odczarować. U mnie też po kulminacji jest opamiętanie ;). Ostatnio staram się bardzo, bardzo do kulminacji nie dopuszczać…

      Płaszcz z Simple :).

  • Gajzo

    Aaaa, jakie zaległości…
    Napiszę tylko, że ja (póki co) nie potrafię dostrzec w brudnych garnkach żadnych pozytywów (zwłaszcza z szarobure dni) i okropnie współczuję z tego powodu mojemu facetowi o_O. W słoneczne dni jakoś łatwiej mi przełknąć te małe niedociągnięcia.
    Płaszcz piękny, mama ładna, fryzuraa super, a Kostek rośnie jak na drożdżach :D.

    • A gdzie byłaś, jak Cię nie było?

      Dzięki! Kostek rośnie, rośnie – sama coraz częściej patrzę na niego z leciutkim żalem w sercu, bo zamiast dzidzi mam już małego chłopca <3 i sama nie wiem, kiedy to zleciało?

      • Gajzo

        Zmieniam pracę, studia (polonistyka to nie był dobry wybór), i tak jakoś na wszystko (co przyjemne) brak czasu. Powoli wracam do świata żywych :).

        PS Ilona, stało się to co przeczuwałaś. Piotr kosi Cię na insta :D. Ach te fanki…

        • O_o Odważnie! Ale do odważnych świat należy! Powodzenia!

          Fanki ciągną do młodego ;).

  • Skąd ja to znam hehe :) Dobrze mi robią jednodniowe burze negatywnych emocji. Sprawiają, że się resetuję i kolejny dzień zaczynam i kończę z uśmiechem ;) Na szczęście złe humory mam rzadko ;p

  • Kasia

    Chyba kobiety tak mają :) Bo u męża jakoś nie zauważyłam takich dni, a u siebie i owszem :) Nie lubię siebie za takie marudzenie, ale nie mogę tego uniknąć.
    Piękna fryzura :)

    • Kiedyś myślałam, że to kwestia hormonów, ale mój syn też tak ma, więc może jednak charakter? Czekamy aż zacznie mówić, może wtedy marudkowanie się skończy? Albo pogłębi ;).
      Dzięki!