Mum and the city

Ludzie, których przestaniesz lubić, kiedy zostaniesz mamą

13 stycznia 2016

DSC_4659

Są takie typy (ludzi), które niezwykle, niesamowicie wręcz potrafią uprzykrzyć życie młodej matce. Ja wiem, że oni nie robią tego specjalnie… Przynajmniej nie wszyscy (bo niektórzy oczywiście tak!). Czasami to brak doświadczenia, czasami wyobraźni, a czasami po prostu pech, że stanęli na drodze zaślepionej hormonami kobiety. Ale to nie zmienia faktu, że – od kiedy zostajemy mamami – denerwują nas…

10. Wszyscy ci, którzy przynoszą słodycze.

Żeby poczęstować nimi twojego malucha, kiedy nalewasz rosół. A potem się dziwią:
– On zawsze tak mało je? I nie chce marchewki?
Jakby to była twoja wina!

9. I ci, którzy przychodzą z małymi drobiazgami zwanymi zabawkami. Gubiącymi się potem po całym domu. I kłującymi w tyłek, kiedy rozsiadasz się wygodnie w fotelu.

Bo nie wypada przecież przyjść z pustymi rękoma? Taaa… To już lepiej przynieść zabawkę z Kinder Niespodzianki lub piłeczkę kauczkową?

Chyba nie.

DSC_4668

8. Spóźnialscy.

Z dzieckiem trudno cokolwiek zaplanować, ale… Z dzieckiem i ze spóźnialskimi gośćmi nie można zaplanować absolutnie nic! A najgorszy na świecie jest foch malucha przyzwyczajonego do spaceru po obiedzie, kiedy nie może na ten spacer wyjść, bo mama od godziny czeka na ciocię Krysię.

Ogólnie jest coś takiego w ludziach, że nie szanują czasu matki „siedzącej” w domu. Przecież ona i tak całymi dniami bezproduktywnie się nudzi? Nie zrobi jej większej różnicy, jeśli powiesz: „Wpadnę z rana”, a pojawisz się o… 13, prawda?

7. Głośni sąsiedzi.

Najgorzej, kiedy wracasz ze szpitala z noworodkiem, a oni wpadają na pomysł generalnego remontu. Choć to w sumie nie takie złe, bo młotek walący w ścianę codziennie od szóstej rano do dwudziestej jest w stanie nawet kilkudniowego brzdąca nauczyć pewnej subordynacji jeśli chodzi o przesypianie całych nocy.

Wiem to, byłam tam ;).

6. Chorzy w miejscach publicznych.

Są wszędzie. Rozłażą się jak rybiki wychodzące spod listew podłogowych i choć dotychczas żyłaś w przekonaniu, że zjawisko to nie istnieje, nagle jako matka zaczynasz je dostrzegać. Kaszlą w kolejce do kasy prosto w kark twojego malucha. Albo kichają w autobusie. Choć w sumie to nic wielkiego, bo są jeszcze…

5. Rodzice zabierający swoje chore dzieci w miejsca publiczne.

Z ospą do sklepu? Czemu nie! Z rotawirusem do salki zabaw? Przecież w domu tak nudno…

DSC_4627

DSC_4635

4. Najbliższa rodzina, która czuje się jak… W gościach.

I na przykład obiecuje, że pomoże po porodzie, a jak przychodzi co do czego, to przyjeżdża… Na kawę.

3. Przedszkolanki i nauczyciele. Ogólnie wszyscy pedagodzy, a czasami również psycholodzy.

Bo się wtrącają, a przecież kto zna lepiej twoje dziecko niż ty sama? No! Jakim więc prawem mówią ci, kiedy je posłać do szkoły? I że niegrzeczne jest? Sami są niegrzeczni!

I nie, to, że chodzi po klasie w czasie sprawdzianu wcale nie znaczy, że powinno dostać uwagę do dziennika!

2. Ludzie, którzy ZAWSZE wiedzą lepiej niż matka.

A nie za zimno mu bez tych rajtek?
Nie ma zeza przypadkiem? 
Moim zdaniem ma już nadwagę.
Jesteś pewna, że to mu nie zaszkodzi?
Jak możesz dawać zimny sok do picia???!!!
Taaa… Jestem niezwykle wdzięczna za te rady… Właśnie dzięki nim codziennie staję się jeszcze lepszą matką!

DSC_4652

1. Twój mąż.

Obojętnie jakbyście się nie kochali… Po porodzie zacznie cię wkurzać jak mało kto. Bo: jak on w ogóle trzyma to dziecko? Tak się nie trzyma! Tak się nie usypia! Tak się tego nie zakłada! No, co robisz? Daj, zrobię lepiej…

Ej, ale mógłbyś mi czasami pomóc…?

Nie, nie, z nami matkami wszystko jest w jak najlepszym porządku. Tylko ci ludzie stają się jacyś tacy… Dziwni?

DSC_4672

  • Hehe dobre i jakie prawdziwe ;)

  • mmaminka

    Uśmiałam się! Mam dokładnie tak samo!

  • Olka

    Skąd te cudne sanki??? Pisz szybko!

  • Cała prawda o nas samych :)

  • Trafiłaś w samo sedno. Mąż mnie do tej pory wkurza – Przecież nic mu się nie stanie… Mnie najbardziej wkurzało jak właziła jakaś ciotka do pokoju, do którego uciekłam karmić piersią w samotności, żeby przy okazji dziecko uśpić – Bo ona tylko popatrzy!

  • Paola

    Jeszcze bym dodała grupę: Doświadczone matki. Choćby ich pociechy były starsze od Twojej 5min są od Ciebie 5 miliardów lat świetlnych bardziej doświadczone. Ciążę, poród i połóg mają w małym palcu i przechodziły ją na pewno gorzej („ja to dopiero miałam”), albo lepiej („pieścisz się ze sobą”)… „Polewaj brzuch wodą to szyciej urodzisz.” Wiedzą jak przystawiać dziecko do piersi, gdy Ty jeszcze nie do końca to opanowałaś, są ekspertem od diet (w ciąży i podczas karmienia: ” kolek („my wszystko przetestowaliśmy i nic nie działa więc Ty nawet nie próbuj”), od problemów z zasypianiem, ząbkowaniem, od wprowadzania pokarmów stałych („dziecko ma juz skonczone 3 miesiące? Dawaj mu marchewke!! Moje już je!”), od obyczajów również („jeszcze nie ochrzciliście?”, „zawiąż czerwoną wstążkę na wózek, bo Ci ktoś dziecko zauroczy”). No i teksty dotyczące rozwoju: „moje już siada a Twoje? (moje jest 4mce młodsze) itp.

    • Ja te, co mają gorzej rozumiem – też zawsze mam gorzej, haha ;).
      Ale szczerze nie cierpię lasek, które twierdzą, że przesadzam (opisując poród czy pierwsze miesiące). Zwłaszcza, że najczęściej takie tezy wygłaszają kobiety, które dopiero planują macierzyństwo :).

  • salus salus

    Takie to prawdziwe i znane.. oj bardzo znane. Dodała bym tylko teściowa (bynajmniej moja) wychowała 3 synów idealnie.. A ja robię wszystko inaczej. .

    • U mnie to samo, teściowa ma trzech „idealnych” ?. Dodałabym, że zawsze jak coś mam zamiar zrobić z dzieckiem to słyszę, żebym zrobiła to inaczej, bo właśnie tak robi moja szwagierka. Albo szwagierka kupiła to, a nie tamto.

  • Aleksandra

    Haha, dokładnie tak:) dodałabym jeszcze ludzi proponujących spotkania w porach, o których z małym dzieckiem możesz zapomnieć, np 19 (u nas czas kąpieli był) 20 lub później (karmilam piersią i dziecko jak się obudziło to tylko mama!). ;P

  • Loha poiu

    Zapomnialas 11: Mlode matki z malymi dziecmi, ktorym sie wydaje ze one i ich dzieci sa najwazniejsze na swiecie…

    • Lech_m

      A dla Ciebie to cudze dziecko jest najwazniejsze na swiecie? Nie sądzę.

  • Dume Paoli

    „I nie, to, że chodzi po klasie w czasie sprawdzianu wcale nie znaczy, że powinno dostać uwagę do dziennika!”

    Oczywiście, że oznacza. Przecież smarkacz łazi i przeszkadza. Nie tylko nauczycielowi, ale przede wszystkim kolegom i koleżankom, którzy próbuja napisać ten sprawdzian.

    Czytam i widze, że według autorki cały świat powinien się do niej nagiąć „bo dziecko”.

    • Tak, zwłaszcza ostatnie zdanie o tym świadczy ;) :D.

    • Ania Stachuła

      Mam dokładnie take samo odczucie do tego punktu.

    • Ty tak na serio z tym komentarzem?

      • Dume Paoli

        No raczej. Nic gnojka nie usprawiedliwia. Matki również. Nie można traktować dziecka jako uzasadnienia dla swoich „widzi-mi-się”.

        • Mnie raczej chodzi o to, że nie rozumiesz charakteru tego posta. Jest typowo prześmiewczy i ironiczny i choć nie czytam bloga regularnie to od razu to wyczułam: że niektóre matki są przewrażliwione na punkcie pewnych zachowań, które przed macierzyństwem były im obojętne i mają fioła na punkcie swoich dzieci.
          Ilona nigdzie się nie utożsamia z tymi matkami, a pisze, że są. Więcej luzu :-) Bo z dyskusji w komentarzach wynika, że niektórzy wzięli tekst całkiem serio i poważnie. Czytajcie za zrozumieniem…

  • Tia… słodycze przed obiadem – dziękuję i mówię o tej zasadzie, że czekoladki po obiedzie, dzieci o tym wiedzą, a inni muszą się dostosować. Co do gości. Jak ktoś chce wpaść, to ostrzegam, że mogę być na dworze, o której odbieram córkę lub gdy pracuję i nie mam na to czasu danego dnia. Spóźnialstwo nie przejdzie – całowanie klamki na własną odpowiedzialność. Zadziwiające, że dzieciaki stają się niejadkami, jak są u kogoś na trochę, a potem się dowiaduję – chlebek z miodem zamiast obiadu, bo skoro nie chce zupy, to nie może chodzić głodne. Ja stosuję zasadę, że po śniadaniu, a przed obiadem nie podaję żadnych przekąsek, zapychaczy. Gotuję to, co dzieciaki lubią i czekam aż one powiedzą, że są głodne i mówią, wtedy się zwlekam i podaję.

  • Jak dla mnie 2, 5, 8 :) choc zawsze ogarnia mnie smutek gdy slysze od kogos, ze najblizsza rodzina przyjezdza i oczekuje wielkiego przyjecia na ich czesc nie oferujac w zamian jakiekolwiek uwagi wzgledem dziecka…

  • Ej, jeja a najwieksze zlo to te co wiedza wszystko o macierzynstwie i wychowaniu a nawet dziecka nie maja :)

  • 7, 6, 5, 2, 1 trafione, reszta nie.

  • Sandra

    Ze wszystkim się zgodzę tylko nie z punktem odnośnie nauczycieli. Chodzenie po klasie w trakcie sprawdzianu?? Nie wiem jak Wy ale za moich czasów było to nie do pomyślenia. Rodzicom się w głowach poprzewracało od tego bezstresowo wychowania. Chodzenie po klasie w czasie w którym powinno się być maksymalnie skupionym jest czystą ignorancja nauczyciela i kolegów /koleżanek z klasy, którym się przeszkadza. Skoro dziecko ma problem z wysiedzeniem w ławce powinno się to leczyć. Rodzice widzą w swoich dzieciach same dobre cechy, nie są tak obiektywni jak nauczyciele, których czasem warto posłuchać. Pomyślcie logicznie i przestańcie atakować pedagogów, którzy czasami spędzają więcejć czasu z Waszymi dziećmi niż Wy sami. Poza tym czasami dzieci inaczej zachowują się w domu i w szkole. Sandra – nie pedagog :-)

    • Tak, są jednak matki, które uważają to za normę.
      I nie, nie życzą sobie, żeby ich dziecko było karane.

      • Daria

        Ale chyba to jednak jakaś norma społeczna jest, że w szkole się nie chodzi podczas sprawdzianu – w zasadzie w ogóle się nie chodzi po klasie w trakcie lekcji, nie ciągnie koleżanek za warkocze i nie wtyka sobie rąk w majtki sprawdzając „co tam masz?” i za to dziecko dostaje uwagę do dzienniczka niezależnie od tego, czego sobie matka życzy. Matka może życzyć, ale aby miała pewność to chyba musi przejść na nauczanie indywidualne. Zapisując dziecko do szkoły godzimy się przyjąć szkolny regulamin. Jeśli on nam nie odpowiada – musimy zmienić szkołę. Jak uwielbiam Pani teksty, Pani Ilono, tak ten był chyba nieprzemyślany – przecież za naszych czasów też nie wolno było chodzić po klasie podczas sprawdzianu, a może się mylę?

        • Dominika

          Dokładnie , dołączam się do tej wypowiedzi. Jako osoby dorosłe , też musimy się stosować do pewnych norm społecznych , regulaminów. Przykładowo , jest zabronione palenie papierosów , w miejscach publicznych czy parkowanie w miejscach dla inwalidów. Jeżeli złamiemy , ten regulamin możemy się liczyć z pewnymi konsekwencjami jak mandat. I teraz zastanówmy się , szkoła jako placówka ma za zadanie przygotować dziecko do życia w społeczeństwie. Czego , uczmy nasze dzieci? Czy nie przygotowujemy dzieci na bycia Egocentrykami , gdzie osoba jest przekonana , że wszystko jest dla mnie. Po za tym , czasem warto brać opinie nauczycieli pod uwagę. Być , może mają dla nas jaką cenną wskazówkę. A nie twierdzić ,że ja jestem matką, ja wiem lepiej , wszystko co ja uważam za stonowane jest idealne dla mojego dziecka.

          • Ale… Mi to tłumaczysz? O.o
            Nie popieram tych matek, ale nie można zaprzeczyc, ze istnieją (tak, polecam czytać ze zrozumieniem: do ostatniego zdania ;)).

          • Dominika

            Nie tłumaczę. Wypowiadam swoją opinię. W żadnym stopniu nie komentuje Ciebie. Komentuje ten konkretny sposób myślenia.

      • Laura

        To proszę sobie wyobrazić, że Pani dziecko nie chodzi do szkoły i sama je Pani uczy wszystkiego w domu. I podczas takiej nauki Pani mu coś tłumaczy, wyjaśnia, czy każe napisać krótkie opowiadanie czy sprawdzian, a ono wstaje i sobie chodzi po pokoju, podczas gdy Pani drugie dziecko próbuje się nad czymś skupić i nie może no bo przecież to pierwsze dziecko łazi sobie bez większego pardonu po pokoju, a Pani się wcale na niego nie złości mimo, iż kazała mu Pani pisać opowiadanie/sprawdzian, prawda? Po co pisać, siedzieć na miejscu i jeszcze nie przeszkadzać innym skoro można sobie połazić!? Od tego właśnie proszę Pani jest wychowanie w szkole – wtedy, kiedy dziecko ma czas na zabawę to ma się bawić, wtedy kiedy jest czas na posiłek to ma siedzieć i jeść, wtedy kiedy jest przerwa ma czas aby sobie pochodzić i biegać, a wtedy kiedy jest czas na naukę na lekcji, to trzeba siedzieć i uważać, albo chociażby siedzieć i nie przeszkadzać innym dzieciom – to się nazywa odpowiednie zachowanie w grupie i odpowiedzialne zachowanie na pewnym etapie rozwoju dziecka, aby uszanować również i czyjś czas, a nie tylko patrzeć na to, że skoro moje dziecko chce pochodzić po klasie to niech sobie chodzi, a inne dzieci mnie guzik obchodzą! Gdyby wszystkie matki tak uważały i miały za nic bezkarne chodzenie po klasie w czasie lekcji czy sprawdzianów to byłby to istny cyrk pełen nieokrzesanych i nieodpowiedzialnych za własne zachowanie małych ludzików, a nie szkoła i dzieci, gdzie uczy się dobrych manier i zachowania w grupie!

        • Czy ja piszę, że to popieram?
          Piszę, że są takie matki.
          I… Serio nie rozumiem ataku ;).

          Powarzam po raz setny już chyba: polecam czytać do końca. Ostatni akapit. Ze zrozumieniem.

    • Bezstresowe wychowanie, to coś jak Yeti albo potwór z Lochness. Echhh… długo by pisać. Ale zgodzę się, że jako rodzice mamy prawo do tego by określić wg jakich wzorców chcemy wychować nasze Pociechy, na klatę jednak trzeba by jednak również przyjmować tego konsekwencje ;)

    • Ania Stachuła

      Kiedyś jak dziecko przyszło z uwagą do domu, to rodzice byli źli na dziecko. Dziś rodzice są źli na nauczycieli, bo to zawsze wina nauczyciela, nie ważne, czy dzieci się biją, przeszkadzają innym podczas pisania sprawdzianów czy przeklinają. Mają być niekarani i koniec.
      Moja koleżanka nauczycielka powiedziała mi ostatnio, że dziś więcej cierpliwości i silnej psychiki trzeba mieć do rodziców a nie do dzieci. Bo o tyle, ile jest w stanie zrozumieć niegrzeczne dziecko, o tyle nie jest w stanie zrozumieć ślepo zapatrzonego rodzica w dziecko i bak jego reakcji na zachowanie pociechy.

    • arcadiakobiet.blogspot.com

      Prawda!

  • in-red-heels.blogspot.com

    Dodałabym jeszcze – ludzie palący papierosy… Ble! I to pisze była palaczka.

  • mama

    Ja bym dodała tych co oskarżycielsko pytają: czemu to dziecko tak płacze?

  • Nina Bartelik

    Mnie najbardziej dołują ludzie (dotychczas zawsze takie teksty kobiety mi wygłaszały) komentujące mój sposób karmienia.
    Przykład z wczoraj:
    „O, jaki ładny chłopiec, a jaki duży jest! Jak Ty go karmisz? Butelką czy z cyca?”
    „Karmię piersią tylko”
    „To powinnaś dokarmiać, bo na pewno jest głodny!”

    Noż, kurde, to w końcu ładny, duży chłopiec, czy głodujący chłopiec?! Dodatkowo nie lubię słowa „cyc”. Niech tylko zapłacze, zaraz „niedzielni goście” każą mi go karmić, a ja wiem, że mały płacze, bo jest senny lub zwykle o tej porze jest na spacerze i chciałby już wyjść.

    • Ja od jednej osoby wiecznie słyszę, że dziecko na pewno głodne, czy zapłacze, marudzi, palca ma w buzi itp. Czasem się zastanawiam czy według tej osoby dzieci odczuwają coś więcej niż tylko głód.

  • Bardzo fajny wpis:) Zapewniłaś mi dobrą dawkę humoru na dziś :)

  • Dominika

    Ale sie usmialam hahaha ale z kazdym podpunktem przytakiwalam glowa ze tak wlasnie jest :)

  • ceka

    Mnie odkąd mam dzieci np. zaczęli wkurzać ludzie spacerujący z psami którzy nie sprzątają po pupilach. A potem to wszystko się w buty wkleja i koła wózka :/

  • Ania Stachuła

    Ogólnie bardzo trafny post, jednak mam wątpliwości co do 3. Moja przyjaciółka jest nauczycielką w przedszkolu i niektóre dzieci są naprawdę niegrzeczne. Tak, rodzicom ciężko to zrozumieć, ale kiedy maluch rzuca w inne 4-latki kamieniami na dworzu i nic do niego nie dociera, a mama zapatrzona w swe dziecko odpowiada „jak Pani śmie mówić, że moje dziecko jest niegrzeczne?”, to kto tu ma rację?

  • olka

    Ze wszystkim się zgadzam oprócz punktu z rotawirusem – sorry ale z jelitówką nie można nigdzie pójść bo czasami to nawet do ” kibla” nie można zdążyć…

    • Wszystko zależy od organizmu ;). Jedni mają tylko biegunkę, inni wymioty. Jeszcze inni to i to. Małe dzieci przechodzą inaczej, starsze dzieci inaczej. Po raz pierwszy inaczej, po raz dziesiąty inaczej (lżej, bo jest już odporność). Szczepione jeszcze inaczej. Plus faza choroby (początek-koniec). Gdyby nie można było z tym wychodzić z domu, to by się tak łatwo nie rozprzestrzeniało ;).

  • Graż

    Ha! No jak nie jest tak, jak jest ?? ;)

    Polecam „7 grzechów głównych, czyli co wkurza najbardziej MultiMatkę w macierzyństwie”
    http://www.multimatka.blogspot.com

  • Sama prawda :) I jeszcze te, które nie chciały być matkami, a teraz mają „idealne” dziecko przesypiające noce, bez kolek, a same (w swoim mniemaniu) są doskonałymi, wszechwiedzącymi matkami, z bzikiem na punkcie – muszę mieć/robić, bo modne. I jeszcze pouczają Cię na portalach społecznościowych (choć sama masz dwójkę, a kontaktów w zasadzie nie utrzymujecie od 10 lat :))

  • Fajne :)

  • M.

    Ja chyba jestem jakaś dziwna bo jak dla mnie żaden punkt jest nietrafiony. Świat nie moze nagle stanąć bo kobieta urodziła dziecko … A tak jakby tego wymagasz… Wydaje mi sie ze to młoda mama musi sie w tym wszystkim ogarnąć i na tym polega tród macierzyństwa:) a co do nauczycieli… To ja pracowałam zanim zaszłam w trzecia ciąże pracowałam w przedszkolu jestem nauczycielem.szacunek należy sie w obie strony .ja wlasnie słabo wspominam rodziców którzy tego nie pojmowali.

    • Ja słabo wspominam ludzi, którzy czytają bez zrozumienia. W komentarzach powyżej wyjaśniam moje stanowisko (w tekście tez jest, ale widzę, ze tekst za „tródny”).

  • bezpieczny

    Chyba jednak „ludzie, którzy przestaną cię lubić, kiedy zostaniesz mamą”…
    Proszę, daj znać czy to była ironia!

    • Myślę, że cały tekst mówi sam za siebie ;).

      Nie mam zamiaru go spalać, oznajmiając na końcu: #żart #ironia.

      Kto rozumie, ten rozumie (ostatnie zdanie!).
      Kto nie ma ani odrobiny dystansu… Hmmm… To już nie mój problem ;).

  • Ania

    Po pierwsze to chciałabym wiedzieć co jest złego w dawaniu czegoś dzieciom?
    Przecież to, że ciocia przyniosła czekoladę nie oznacza, że musi
    ją od razu zjeść. Mój siostrzeniec został nauczony, że je tylko
    po obiedzie. Nawet jak dostanie rano albo wieczorem?. To kwestia
    wychowania. Najłatwiej zrzucić na innych winę?

    Kwestia prezentów ? małych zabawek ? ubranka nie te, bo lepsze markowe, słodycze nie
    bo mama nie umie upilnować?. A później się słyszy ?ja taka
    zabiegana, a udało mi się zrobić ciasto do kawy a wujek Zenek
    nawet drobiazgu dla dziecka nie przyniósł?

    Co do spóźnialskich ja rozumiem ? czy ktoś ma dziecko, czy nie, czy pracuje, czy
    siedzi w domu, każdy czas jest cenny. Trzeba wtedy wyjść na
    spacer?. Trudno ciocia dołączy lub poczeka pod domem?. Nauczy
    się przychodzić na czas lub obrazi, ale to lepiej po co ma
    denerwować?

    Co do sąsiadów? trudno by ktoś uzależniał swoje plany życiowe od planów
    życiowych zupełnie obcych ludzi?.Trzeba postawić się też z tej
    drugiej strony?. Ich na pewno też denerwuje płacz dziecka i nie
    mogą przez nie spać mimo że wcale na dziecko się nie decydowali?
    Ale czemu im nikt nie współczuje, że nie śpią 5 noc z rzędu? A
    na pewno remontu w nocy nie robią?.

    Co do chorych w miejscach publicznych znowu działa to w dwie strony. Ile
    razy byłam u znajomych bo dziecko już tylko pokasłuje, albo prawie
    mu przeszło, a ja później cztery dni w łóżku? Albo w
    autobusach kaszlą prychają? dziecko ust nie zasłania i kropelki
    są w połowie autobusu?.

    Co do zabierania dzieci chorych do dzieci zdrowych bo nudno w domu fakt
    może krew zalać i człowiek pała chęcią mordu na pewno?

    Co do pomocy mhhh lepiej zawsze liczyć na siebie? Tak łatwiej i
    bezpieczniej?..

    A co do rad…tak na pewno denerwują?. Fakt też jest tak, że młode
    mamy często ja to nazywam ?czują że mają misję?i też
    wszystko wiedzą najlepiej?. Dziecko zimą przy otwartym oknie z
    gołymi nerkami, dziecko cały czas na rękach a później płacz,
    że?. Wszystko zależy czego rady tyczą?.

    Co do mężów to jak wszystko robią źle to ja im się zupełnie nie
    dziwię, że nie chcą robić już nic?. Po co skoro i tak zrobią
    to źle. Konkludując prawda jest taka, że moment, w którym kobieta
    decyduje się na dziecko jest momentem, w którym wszystko się
    zmienia i znajomi bez dzieci nie są już najlepszymi znajomymi?.

    Nie mam dzieci ale nianią byłam wiele lat, dzieci mnie lubią ale także
    słuchają, tak jak ja słucham je ? nie tylko przytakuję. Na
    młode mamy fakt jestem cięta i stąd moja odpowiedź. Może nie
    tyle na młode mamy ale na fakt, iż czasami wszystko wiedzą
    najlepiej i nic do nich nie dociera bo to ich dziecko, mimo iż
    medycyna mówi co innego, zdrowy rozum ? Wszystko.

    Podsumowując dodam jeszcze fakt, że największym osiągnięciem tych Wszystkowiedzących
    Matek jest urodzenie dziecka i wychowywanie go samodzielnie przez
    pierwsze 3 lata życia, a później jest płacz bo praca?.

    • Czytamy całość czy tylko nagłówki?
      Bo jak nagłówki, to serio lepiej potem nie komentować ;).

  • ola

    Ze wszystkim się zgadam ale przykre jest to, że czasem i młode matki zapominają jak mają się zachować, bo myślą że są centrum świata. Latem byłam świadkiem sytuacji jak mamusi i jej no nie wiem kilkumiesięczne dziecko w wózku czekali na autobus. Na tym samym przystanku czekała też dziewczyna na wózku inwalidzkim (nie miała jednej nogi). Gdy autobus podjechał jedni wysiedli drudzy zaczęli wchodzić innymi drzwiami a jeszcze inni czekali aż dziewczyna na wózku wejdzie do środka po czym słyszę młodą mamusię „no czy nie może Pani szybciej, bo ja już chciała bym ze swoim dzieckiem wejść do środka a nie stać na Słońcu”. No ręce mi odpadły -.- Miałam ochotę przywalić jej swoją torbą najbardziej jak mogłam ! Oczywiście dziewczyna się ze stresowała ale znalazł się chłopak który pomógł dziewczynie wejść „szybciej ” do środka . Mamusia też weszła po czym postawiła wózek i wróciła do zabawy na telefonie. No naprawdę ? Oczywiście, że nie każda młoda mama taka jest ale zdarzają się i takie .
    Wiem, też że każda matka chce chronić swoje dziecko ale są też inni ludzie na świecie ;)
    Moja mama pracuje w Przedszkolu i mówi że wychowanie dzieci powinno zacząć się od Babci/ Dziadka, potem rodzice a na końcu dziecko . Czasem rodzice są ślepo zapatrzeni w swoje dzieci, że nie widzą ich wad. Ja robiąc coś złego dostawałam karę od nauczycielki a potem jeszcze od mamy czy taty, Teraz to nauczycielka dostaje „kare” za to, że pozwoliła sobie powiedzieć co złego robi dziecko. Śmiech na sali ;)
    Wiadomo, że są ludzie i taborety ale niektórym to się chyba naprawdę w głowach powaliło ;)

  • Anna Tomaszewska

    Idealne!! I podniosłam się na duchu, bo myślałam, że tylko ja to tak widzę :-)

  • Bardzo dobry wpis :-)

  • Kasia A.

    jak zwykle musze sie zgodzic i to do wszystkich punktów :))) a najbardziej spodobal mi sie numer 1 :)

  • Olaaa

    Idealnie ubrane w słowa ?

  • arcadiakobiet.blogspot.com

    Przedszkolanki? Czyli dziewczynki chodzące do przedszkola :/

  • Emma

    A ja dodam jeszcze numer 11 albo raczej coś bliżej między 2 a 1: BEZDZIETNE KOLEŻANKI (kiedyś przyjaciolki), które za nic nie mogą zrozumieć że w ciągu ostatnich 10 lat kiedy zdałaś maturę/ skonczyłaś studia, mogłaś się zmienić i nie bawią cię już imprezy do 4 rano lub marnowanie niedzieli na leczenie kaca. Jak to?! Zostaw dzieci, choć z nami na miasto a jutro? A jutro dzieckiem zajmie sie mąż a ty spędzisz cały dzień w łóżku! Taaak… a co ja poradzę że najbardziej na świecie uwielbiam leniwe domowe wieczory we własnym domu z winem i mężem a niedzielę lubię spędzać z całą rodziną?
    To jest zdecydowanie mój najbardziej „znielubiany” typ ludzi odkąd zostałam mamą ;)

  • Bardziej od męża wkurza mnie tylko Jego mama :P

  • anetaemilia

    Po przeczytaniu odnoszę wrażęnie ,że cały świat przeszkadza. Mierzenie swoją miarką ,zrzucanie winy na ciocie bo przyniosła słodycze?niektóre matki zapominają same siebie ocenić i spojrzeć z boku! (ludzie maja prawo zachowywać sie w taki sposób jak czują).każDy powinien patrzeć na siebie.proste,ale bardzo trudne jak widać …