Mum and the city

Leniwe popołudnie

28 maja 2014

DSC_1903

Kilka tygodni po tym, jak urodził się nasz syn, odwiedził nas kolega męża. Kawaler pełną gębą, korzystający z wszelkich uroków życia w pojedynkę, nie dostrzegł niczego zachwycającego w naszym dobrze rokującym – aczkolwiek wówczas jeszcze nie najpiękniejszym, bo czerwonym i pomarszczonym – bąblu. Popatrzył więc z rezerwą. Byle z daleka! Chyba trochę się wystraszył, bo już wtedy musiał przeczuwać, że realizujemy scenariusz, jaki i jemu za kilka lat napisze życie. Na pewno wiecie, o co chodzi! Każda kobieta z dzieckiem u boku bywa czasami wrzodem na tyłku singla, który nie może uwierzyć, że jak to tak? Na zakupy nie możesz wyjść? Na ploty? Na piwo wieczora wygospodarować? Naprawdę ani jednego? A dziadkom podrzucić? Od roku u fryzjera nie byłaś??? Ja będę innym rodzicem, nie zapomnę o sobie, co to to nie! Żadne dziecko nie wejdzie mi na głowę, nie wywróci świata do góry nogami, no bo przecież nie może tak być…

Nasz gość również jeszcze się łudził.

 

Rodzicielstwo odmładza. Zauważyłem, że wszyscy znajomi, którym urodziło się dziecko, zachowują się, jakby mieli kilka lat mniej.


cytat z kolegi męża, który chciał nas – a może siebie? – pocieszyć

 

Spojrzeliśmy na niego zupełnie tak samo jak całkiem niedawno na Conchitę Wurst, kiedy po raz pierwszy pojawiła się na ekranie naszego telewizora. Czyli… Pewnie domyślacie się jak, tłumaczyć nie muszę! Po wielu nieprzespanych nocach czuliśmy się, jakby ktoś niepostrzeżenie dopisał w naszych metryczkach co najmniej dziesięć lat. Wiedziałam, że mam podkrążone oczy, których nie byłam w stanie zaszpachlować żadnym magicznym korektorem. Makijaż oka tylko ten stan podkreślał. To się chyba nazywa starość?

Gdyby nie wizyta kolegi, pewnie siedzielibyśmy, kiwając się nad własnym beznadziejnym losem, bez nadziei na lepsze jutro, bez szans na poprawę jakże beznadziejnej sytuacji.

I doprawdy, nawet obecność osób trzecich nie była w stanie zmobilizować nas do wykrzesania z siebie przynajmniej odrobiny tej życiowej energii, którą tryskaliśmy wcześniej! Wtedy, kiedy mieliśmy czas dla siebie, spędzając leniwe popołudnia po pracy i mogąc robić wszystko, co tylko podpowiadała nam fantazja. Mogliśmy na ten przykład cały wieczór siedzieć na kanapie.

Dzisiaj myślę o tamtym czasie jak o dawno temu obejrzanym filmie. Takim, którego nie zapomniałam zaraz po pojawieniu się napisów końcowych, ale… No właśnie. Skończył się. To nie moje życie. Nie ja w nim grałam, niestety! Czas wrócić do rzeczywistości.

Bo dzisiaj nasze leniwe popołudnia wyglądają zgoła inaczej! Możemy robić wszystko, czego chce nasz syn. Byle na zewnątrz.

DSC_1938

Próbować dorwać chomika w klatce? Czemu nie!

DSC_1888

Chodzić boso po trawie? Czemu nie!!

Tutaj wędrówka w nieznane z dziadkiem.

DSC_1960

Wspinać się po schodach, udając, że to Mont Everest? Czemu nie!!!

DSC_1898

A także szukać biedronek, zliczać ich kropki i na tej podstawie zgadywać lata, śledzić wędrówki mrówek lub kolekcjonować kamyki, jakby były największymi skarbami.

DSC_1957

DSC_1992

Jak również grać w badmintona po obiedzie.

DSC_2029

Czy też wskoczyć na trampolinę.

DSC_2045

DSC_2052

Kiedy oglądałam te zdjęcia na ekranie komputera, przypomniałam sobie wizytę kolegi męża. Minął od niej dokładnie rok.

Jak myślicie? Miał rację?

Taaa…, to nie do uwierzenia!

DSC_2062

spodnie i bodziak młodego – H&M | koszula – stara, ale jara | chusta na głowie – materiał Ikea według pomysłu pewnej fajnej Mamy (wszystko dokładnie opisane tutaj)

  • Świetnie wykorzystany materiał z Ikei! Młody wygląda świetnie :) Pole do popisu to on tam ma na tej ładnej trawce :)

    • Miałam odrobinę materiału i jak zobaczyłam u Wronka chustkę, pomyślałam, że będzie jak znalazł :).

      Przyznam, że ta chusta ratuje nam tyłki w upalne dni! Młody zdejmuje wszystkie letnie czapki, więc kiedy się bawi na zewnątrz, muszę nad nim stać i ciałem osłaniać przed słońcem. Dosyć to upierdliwe! A jak mu zawiążę niepostrzeżenie chustkę (dlatego tak krzywo założona, bo muszę się spieszyć, kiedy druga osoba zajmuje go zabawą), to zapomina, że ma coś na głowie i zostawia ją w spokoju.

      • Dokładnie, u nas to samo! Ja swojemu daję jakieś klucze czy telefon na chwilę do zabawy, zawiązuję szybko chustę i o niej zapomina, bo jej tak nie czuje na głowie jak np. czapki.

        • Ja na początku myślałam, że chodzi o daszek (widzi go czy coś?), ale nawet jak zakładałam czapę daszkiem do tyłu/boku, to momentalnie lądowała na podłodze. Chodzi chyba o ciężar nakrycia głowy :).

          • Kasia

            Tez korzystałam z takiej chustki, tzn znalazałam u Mamy kawałek trójkąta biały w czarne duszki i to nakrycie głowy u nas się sprawdziło przez 2 lata.
            Mama wygląda świetnie :)

          • Dzięki!