Mum and the city

Jeśli w jakiejkolwiek sekundzie macierzyństwa pomyślisz o sobie, to wiedz, że źle robisz!

17 maja 2017

DSC_9708

Nie wiem, czy zawsze tak było, czy tylko teraz. Ciągle mam w głowie słowa, że przecież „kiedyś matki miały gorzej!”. Ale potem sobie myślę, że nikt nie oczekiwał od nich tego, czego od matek oczekuje się teraz. Nikt się nie czepiał, kiedy dzieciaki biegały same po podwórku. Czy na boso w polu, gasząc pragnienie mlekiem prosto od krowy. Nikt nie wymagał, żeby na jakiś czas zawiesiły swoje życie i skupiły się tylko na maleństwie. To było po prostu fizycznie niemożliwe! Bo urlop macierzyński trwał trzy miesiące, a nie rok albo nie było go wcale, jeśli do babki obowiązków należało oporządzanie zagrody co rano. Zabawy edukacyjne naszych matek z nami wyglądały więc tak, że razem się dżemy na zimę robiło i nikt się specjalnie nie zastanawiał, czy to jest jakościowo dobrze spędzony czas, czy jednak nie.

ZUPA ANI LEWANDOWSKIEJ

Za to teraz jest tak, że jak powiesz: „Nie mam czasu!” albo że coś byś chciała, takiego tylko dla siebie, to usłyszysz, że po co ci te dzieci w takim razie były? Jeśli w ogóle w jakiejkolwiek nanosekundzie swojego macierzyństwa pomyślisz o sobie, to wiedz, że źle robisz. Co z ciebie za matka w ogóle?!!1

I tak, jeśli boisz się porodu naturalnego i planujesz z tego strachu cesarkę, to wygodna jesteś i tyle!
Jeśli nie chcesz/nie możesz karmić piersią –  to już zwierzęta lepiej traktują swoje dzieci!
Kiedy nie śpisz z całą rodziną w jednym łóżku – młode wyrzucasz do własnego pokoju, ale do męża lubisz się przytulić, co?
Wracasz do pracy po trzech miesiącach, chociaż ustawowo to ci się rok należy. Serio nie chcesz tego czasu poświęcić tylko swojemu dziecku? A powinnaś!
Albo nie wracasz, ale myślisz o zatrudnieniu niani. Na kilka godzin tylko. Lub posłaniu do żłobka. W dupach się poprzewracało!!!
Idziesz z mężem na randkę. A dzieci w tym czasie z kim, ja się pytam???
Jedziesz bez nich na wakacje. No kto to słyszał, przecież wiadomo, że jak wakacje to tylko całą rodziną!

Ok, podałam (trochę tylko ;)) przerysowane przykłady. Ale nóż mi się w kieszeni otwiera, bo coraz więcej widzę matek najeżdżających na inne matki za to, że czelność mają mieć własne życie. Nawet nie życie. Że czelność mają cokolwiek robić BEZ DZIECKA. Wczoraj na przykład na profilu Doroty Zawadzkiej padło pytanie o to, czy jak mama tankuje na stacji, to może śpiące dziecko zostawić na chwilę w aucie, żeby zapłacić za paliwo. Czytelniczki były zgodne: absolutnie NIE MOŻE. Dziecka nie zostawia się samego nawet na sekundę! Jeśli idziesz do kibla – to z dzieckiem w leżaczku. Kiedy idziesz do fryzjera – to z nim w wózku, a najlepiej wcale. Jeśli odkurzasz… A sorry, dobra matka nie odkurza, bo woli ten czas spędzić z własnym maleństwem zamiast na szmacie.

I tak na przykład Ania Lewandowska, która niedawno urodziła i wrzuciła na Instagram zdjęcie zupy (zupy!), mogła przeczytać potem komentarze obserwatorek i „dziennikarzy” na każdym możliwym portalu plotkarskim, że lepiej, jakby ten czas poświęciła dziecku. Serio?

Ale serio???

Ja rozumiem, że być blisko i dla dziecka, ale dzisiaj wszystko zmierza nie w tę, cholerka, stronę…

TO, ŻE ZOSTAŁAM MATKĄ, NIE OZNACZA Z AUTOMATU, ŻE PRZESTAŁAM BYĆ SOBĄ!

Jakie ja zawsze miałam wyrzuty sumienia, kiedy robiłam coś tylko dla siebie po porodzie. Słyszałam w głowie ten ganiący głosik: „Ale Ilona! Twoje dziecko tam samo, smutne! No zajmijże się nim przecież!”.

Kiedy siadałam do komputera napisać jakąś notkę, to z duszą na ramieniu.
Kiedy szłam pod prysznic, to byle szybko, byle do dziecka.
A jak biegałam, to maks czterdzieści minut, choć było mi TAAAK dobrze, no ale przecież w domu na mnie czekają, nie powinnam dłużej!
Kiedy jechałam na jakąś konferencję, to pierwszego dnia chciałam wracać.
A kiedy organizowałam własną krótko po drugim porodzie, to czytałam: „I po co? Jakim kosztem? Warto było?”.

Tak! Dzisiaj już wiem, że tak. I że te wyrzuty sumienia zupełnie niepotrzebne były! Nie można być TYLKO matką w swoim życiu. To znaczy ja wiem, że są kobiety, które potrafią i lubią, a mi nic do tego (nawet trochę im zazdroszczę ;)), ale osobiście byłabym sfrustrowana. Ja muszę mieć jakieś własne pole do działania, nie potrafię cały dzień gugać i męczę się niemiłosiernie, kiedy od rana układam tylko klocki albo pranie.

MAMY POTRZEBY SĄ NIEWAŻNE?

Dziecko, któremu matka podporządkowała całe swoje życie obok ważnego komunikatu: „mama jest zawsze, kiedy jej potrzebuję (i nie potrzebuję)” otrzymuje również taki, że: „mamy potrzeby są nieważne”.

Ja wiem, ja wiem. Już w ciąży traktowano cię jak żywy inkubator i zamiast: „Jak się czujesz?” słyszałaś zazwyczaj: „Czy z dzieckiem wszystko ok?”. Potem, po porodzie, też tylko ono: to do niego przyjeżdża rodzina w odwiedziny i sąsiedzi zagadują na ulicy, żeby się dowiedzieć, a ile ma miesięcy, a co już umie? Ty jakby przestajesz dla innych istnieć. I sama też całe swoje istnienie sprowadzasz tylko do tego maleństwa w wózku – jeśli właśnie tak czujesz przez pierwszych kilka miesięcy, to nie przejmuj się, jest to całkiem naturalne, a nawet potrzebne i zdrowe :).

A jeśli tak nie czujesz, to też jest zdrowe :).

DSC_9703

Jednak w życiu każdej z nas nadchodzi taki moment, kiedy trzeba pomyśleć o sobie. Tylko o sobie. Matka nie powinna? A g***o prawda! Nic w tym złego, kiedy mówisz: „nie teraz!”, „za chwilę!”, „jestem zajęta!”. Nic złego, że chcesz wrócić do pracy. Albo wyjść tylko do kosmetyczki. Ugotować na obiad spaghetti, które uwielbiasz, chociaż wiesz, że twój dwulatek tego nie tknie.

Kiwamy ze zrozumieniem głową za każdym razem, kiedy jakaś matka mówi, że wyszła po zakupy dla siebie, a wylądowała na dziale dzieciowym.

A równocześnie oburzamy się, kiedy inna stwierdza, że praca jest ważniejsza niż spacer z dzieckiem. Dlaczego w naszej kulturze macierzyństwo = poświęcenie, zapomnij o sobie, od teraz cię nie ma?

Pamiętaj, że jeśli myślisz czasem o sobie, robisz to nie tylko dla własnego dobra, ale również dla dobra swojego dziecka. Jeśli ty siebie nie szanujesz – ono też nie będzie. Jeśli ty nie stawiasz granic – nie dziw się, że twoje dziecko je przekracza. Jeśli ty nie umiesz o siebie zadbać – w jaki sposób ono ma się nauczyć dbać o siebie?

Nie możesz ciągle odkładać własnego życia na potem, bo pewnego dnia obudzisz się pod jednym dachem z nastolatkiem, którego skarpetki zbierasz z podłogi. Albo co gorsza – z 30-letnim Stasiem, który ani myśli wyprowadzić się od mamusi. Bo po co? Kto go wtedy opierze i poda obiad pod nos?

A chyba nie takiego życia chcesz dla was?

DSC_9720


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

Dodaj komentarz

32 komentarzy do "Jeśli w jakiejkolwiek sekundzie macierzyństwa pomyślisz o sobie, to wiedz, że źle robisz!"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Sylwia Tokarek
Gość
Sylwia Tokarek
Jedyne z czym się dziś nie zgodzę Ilonka – dziecka w aucie nie zostawiam samego i już. Mam dwoje znajomych którym auto spaliło się doszczętnie zostawione na chwilę (jedna w tym czasie odbierała ze żłobka dwoje dzieci, nie chcę nawet myśleć jak by się to skończyło gdyby zostawiła je same i poszła zapłacić za cokolwiek…. Poza tym sama prawda, ja też nie umiem żyć tylko dzieckiem i choć nieraz zazdroszczę tym mamom które mają z tego frajdę, to jestem jaka jestem i żyję tak, żebyśmy oboje byli szczęśliwi. Bo szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko :) Co do złośliwości innych mama… Czytaj więcej »
salus salus
Gość
salus salus

Cholera, ale dobrze, że jesteś!!mało tego rodzaju wpisów.. Tylko mama ma być mamą! A gdzie kobieta.. Gdzie czas dla siebie!!?? Zgadzam się w 100%

Tasha
Gość

Zgadzam się!

Tasha
Gość

A, mam pytanko. Czytałam parę postów i wszędzie widzę Kostka – to jego pseudonim czy tak się nazywa? Bardzo fajnie to brzmi :D

Olga
Gość

to ksywa od nazwiska ;)

Tasha
Gość

spoko dzięki :)

e-milka
Gość
e-milka
Ciagle walcze o rownowage. Z tym zostawianiem w aucie/wannie etc. – panikara bylam, a zwlaszcza przy pierwszym. Ze jak cos sie stanie, a ja przy tym nie bede, to juz stanie sie naprawde cos zlego. To jest pewnie zupelnie irracjonalne, bo najgorsze wypadki zdarzyly nam sie, jak bylam tuz obok, ale nic na to nie poradze, boje sie wielu rzeczy. Co ciekawe, podobnie jak u Ciebie, kiedy dzieci sa we dwoje, nie odczuwam tego jako ze sa same, tzn. np. wyskocze nawet sama na godzine po spozywke. Kiedy starsza miala 4 lata, jak teraz jej mlodszy brat, musiala mi towarzyszyc.… Czytaj więcej »
Olga
Gość

Oporów aby zostawić z tatą, babcią lub drugą babcią nigdy nie miałam ;) z moim tatą to samo, z teściem już gorzej bo miewa dziwne pomysły na „dobrą zabawę” z wnukiem więc wolę czuwać w pobliżu ;)
Serio był szum o zupę?! Bo plotki, sławy i gwiazdy wyeliminowałam już dawno z mojego życia;)

Martha92
Gość
Martha92
Zgadzam się z całym tekstem i rozumiem myśl, że dziś tak wiele wymaga się od mam, ale… jednak wolę spędzać czas edukacyjnie, kreatywne lub ruchowo z moim dzieckiem… I to nie jest przez to, że taka moda i ktoś mi narzuca (ja akurat po prostu to lubię), ale naprawdę wolałabym być zmuszona obecnymi czasami, zasadami, czy też wymaganiami do spędzania czasu z dzieckiem w taki sposób (jak np. nauka przez zabawę, zajęcia rytmiczne itd.) niż jak kiedyś nasze mamy/ babcie, które nie miały wyboru i czasu. Wolę z córką się bawić, uczyć ją, nie zostawiać w aucie, nigdy nie zostawiać… Czytaj więcej »
Marta Moszczyńska
Gość
Marta Moszczyńska

Dziękuję za artykuł. Od razu mi lepiej :-)

Młoda mama
Gość
Młoda mama
Boziu jak ty to pięknie ujelas?? od razu mi lepiej.. Ciągle słyszę ze jestem gowniara i zaniedbuje córkę bo to bo tamto bo pozwalam jej samej chodzic po placu zabaw zamiast za nia latac i co chwila lapac i hykac jak upadnie bo moze sie brudzic taplac w blocie i zbierac patyki czy kamienie bo sie husta w hustawce a ja obok rozwieszam pranie a przeciez nie dolece jakby wypadala bo moze glaskac koty i psy (chociaz tutaj pozwalam tylko przy znanych mi zwierzakach) bo daje jej czasami slodycze bo je to co my bo nie pije tylko wody itd… Czytaj więcej »
Patrycja Kotuła-Wójcik
Gość
Patrycja Kotuła-Wójcik
Ach tak mam dwumiesiecznego malucha i tez mialam dylemat z placeniem na stacji. Tankuje wiec jak jestem z kims w samochodzie ale teraz nastepnym razem poprosze obsługę stacji o spojrzenie tak mi przyszlo do glowy. Pan i tak mi tankuje gaz:) ja tak mam ze wiem ze dziecko moze chwile pobyc samo np. Zabawiome karuzelą w łóżeczku i biore szybki prysznic ale boje sie o tym powiedzieć bo jak mogą to inni odebrać i zaraz negatywnie ocenić to druga kwestia. Tak dzisiaj matki mają trudniej a jak dadzą do jedzenia dziecku sztuczną bułkę czy jogurt smakowy to tez są złe… Czytaj więcej »
Kam Al
Gość
Kam Al
Ajjj… Łapię się na swoim przewrażliwieniu nieustannie i za każdym razem dopada mnie myśl, że nie takiego dzieciństwa chcę dla swego dziecka. Staram się sobie z tym radzić, jednak jest to trudna walka. Wszędzie może czaić się niebezpieczeństwo, znajomi opowiadają o nich przy każdej okazji, Internet robi swoje, a media co raz donoszą o kolejnych wypadkach, a jak wiadomo, te chodzą po ludziach ;-) Okropnie żyć w świecie, gdzie nie ma ufności, czy to w ludzką dobroć, czy sprzyjający los i bieg wydarzeń. Gdy wspomnę swoje dzieciństwo, to wiem, że było beztroskie, właśnie dzięki swobodzie, jaką rodzice dawali dzieciom. Być… Czytaj więcej »
Karolina Chodkowska
Gość
Karolina Chodkowska

Według mnie zdjęcia Ani Lewandowskiej zmierzają jeszcze do jednego – do mitologizacji porodu i połogu. Kobieta, która wygląda jak milion dolarów i z wielkim bananem na twarzy pozuje do zdjęcia – bez śladu zmęczenia oraz bólu – czyli zwykłych, ludzkich odruchów, jest malowaniem trawy na niebiesko…nie dawaniem przyzwolenia zwykłej Kowalskiej na inny obraz rzeczywistości

O
Gość

Moje drogie.. :) Lubię wpisy Lewandowskiej bo naprawdę pozytywnie nastawia do życia, ale musicie czytać ze zrozumieniem : przy każdym wpisie kobieta dodaje, że teraz ma przerwę na relaks przez pierwsze dwa miesiace a filmiki były nagrane dużo wcześniej czy zdjęcia są sprzed roku – i ta negatywna opinia okazuje się niesłuszna. Także z igły wychodzą widły, a niestety ona jest taką kobietą jak my wszystkie – nieważne czy ma milion, czy złotówkę na koncie. Pozdrawiam :))))))

tarapatka
Gość
Myślę, że przez niektóre mamy zostałabym zlinczowana od stóp do głowy, bo ośmielam się zostawiać Syna co najmniej raz w tygodniu pod czułą opieką Taty :D a co gorsze! chodzę do fryzjera! Ba! Nawet kiedy karmiłam piersią, zostawiałam chłopaków i odciągnięte mleko, a sama wychodziłam na 2-3 godziny. I wiesz co? Takie wyjścia, pobycie ze sobą, przyjaciółkami, cokolwiek, są mi jak najbardziej potrzebne. Uważam, że dla mnie jak oczyszczenie i spuszczenie tego nabuzowania, które się we mnie zbiera kiedy Młody doprowadza mnie na skraj cierpliwości. Wracam szczęśliwsza, wypoczęta i zregenerowana. I dobrze mi z tym. Zero wyrzutów sumienia, bo mojemu… Czytaj więcej »
Kat
Gość

A czy ludzie czytelniczki tych prawd Anny Lewandowskiej myślą że to ona sama siedzi i gotuje te zupy ???;) taaa z pewnością i czekamy juz na kolejny bestseller jak być matką idealna wydany myślę że maks 2 mce po porodzie;) zdecydowanie lepiej poczytać ten blog pzdr

Monika F.
Gość
Monika F.
no ja właśnie w szoku bylam jak te wszystkie CUD-MATKI NIGDY ale to PRZENIGDY na sekundę dziecka samego nie zostawią, tak mnie wkurzyły właśnie te komentarze u p. Doroty… wyobraźmy sobie taka sytuacja: niemowlę chore, drze się godzinami, wracasz od pediatry po drodze wpadając do apteki po lekarstwa, dziecko AKURAT zasypia i co? (dodam, że jest zima) wydzierasz je z auta, żeby darło się kolejne godziny czy jednak zrobisz szybko zakupy spoglądając ciąglę przez okno na śpiące dziecko i dasz się biednemu małemu organizmowi choć troszeczkę zregerenować? a już totalnie szlag mnie trafia jak czytam, że „przecież w auto z… Czytaj więcej »
Zzazii
Gość
Zzazii
Moje córki już całkiem duże(10 i 12 lat) są mega samodzielne. Na stacji zostawaly w aucie, jak upadły to nikt nie płakał jakie one biedne. Taplały się w błocie, próbowały psiego jedzenia, skakały po skoszonej i rzuconej koniom pod pyski trawie czy też razem z nami zasuwały przy sianokosach. Bardzo kocham swoje córki ale też i lubię mieć czas tylko na własne potrzeby, bo też je mam. Moje otoczenie – teściowie, rodzice i znajomi(nieznajomy też ) patrzyli na mnie jak na wyrodną matkę. No cóż ja nigdy nie szłam z prądem ? Dzisiaj widzę, że moje dzieci są super samodzielne.… Czytaj więcej »
Mi
Gość
Bardzo pokrzepiający tekst. Ja zostałam „wyrodną matką roku” w kręgu moich bliższych i (głównie) dalszych znajomych, po tym jak od razu po macierzyńskim wróciłam do pracy. I nie, nie dlatego, że kocham swoją pracę (choć owszem lubię i fajnie było wrócić do pracy umysłowej po roku cyca, kaszek i pieluch). Mąż jest „wolnym strzelcem” i czasem ma zlecenia, a czasem nie, więc moja pensja etatowa to nasz jedyny pewny dochód. Ale nasłuchałam się, że dziecko traumę przeżyję, że kariera nie ucieknie, że „mama to najlepszy zawód świata”. Co ciekawe, krytykujące znajome dziwnym zbiegiem okoliczności mają dobrze zarabiających mężów, albo wsparcie… Czytaj więcej »