Mum and the city

Jeśli w jakiejkolwiek sekundzie macierzyństwa pomyślisz o sobie, to wiedz, że źle robisz!

17 maja 2017

DSC_9708

Nie wiem, czy zawsze tak było, czy tylko teraz. Ciągle mam w głowie słowa, że przecież „kiedyś matki miały gorzej!”. Ale potem sobie myślę, że nikt nie oczekiwał od nich tego, czego od matek oczekuje się teraz. Nikt się nie czepiał, kiedy dzieciaki biegały same po podwórku. Czy na boso w polu, gasząc pragnienie mlekiem prosto od krowy. Nikt nie wymagał, żeby na jakiś czas zawiesiły swoje życie i skupiły się tylko na maleństwie. To było po prostu fizycznie niemożliwe! Bo urlop macierzyński trwał trzy miesiące, a nie rok albo nie było go wcale, jeśli do babki obowiązków należało oporządzanie zagrody co rano. Zabawy edukacyjne naszych matek z nami wyglądały więc tak, że razem się dżemy na zimę robiło i nikt się specjalnie nie zastanawiał, czy to jest jakościowo dobrze spędzony czas, czy jednak nie.

ZUPA ANI LEWANDOWSKIEJ

Za to teraz jest tak, że jak powiesz: „Nie mam czasu!” albo że coś byś chciała, takiego tylko dla siebie, to usłyszysz, że po co ci te dzieci w takim razie były? Jeśli w ogóle w jakiejkolwiek nanosekundzie swojego macierzyństwa pomyślisz o sobie, to wiedz, że źle robisz. Co z ciebie za matka w ogóle?!!1

I tak, jeśli boisz się porodu naturalnego i planujesz z tego strachu cesarkę, to wygodna jesteś i tyle!
Jeśli nie chcesz/nie możesz karmić piersią –  to już zwierzęta lepiej traktują swoje dzieci!
Kiedy nie śpisz z całą rodziną w jednym łóżku – młode wyrzucasz do własnego pokoju, ale do męża lubisz się przytulić, co?
Wracasz do pracy po trzech miesiącach, chociaż ustawowo to ci się rok należy. Serio nie chcesz tego czasu poświęcić tylko swojemu dziecku? A powinnaś!
Albo nie wracasz, ale myślisz o zatrudnieniu niani. Na kilka godzin tylko. Lub posłaniu do żłobka. W dupach się poprzewracało!!!
Idziesz z mężem na randkę. A dzieci w tym czasie z kim, ja się pytam???
Jedziesz bez nich na wakacje. No kto to słyszał, przecież wiadomo, że jak wakacje to tylko całą rodziną!

Ok, podałam (trochę tylko ;)) przerysowane przykłady. Ale nóż mi się w kieszeni otwiera, bo coraz więcej widzę matek najeżdżających na inne matki za to, że czelność mają mieć własne życie. Nawet nie życie. Że czelność mają cokolwiek robić BEZ DZIECKA. Wczoraj na przykład na profilu Doroty Zawadzkiej padło pytanie o to, czy jak mama tankuje na stacji, to może śpiące dziecko zostawić na chwilę w aucie, żeby zapłacić za paliwo. Czytelniczki były zgodne: absolutnie NIE MOŻE. Dziecka nie zostawia się samego nawet na sekundę! Jeśli idziesz do kibla – to z dzieckiem w leżaczku. Kiedy idziesz do fryzjera – to z nim w wózku, a najlepiej wcale. Jeśli odkurzasz… A sorry, dobra matka nie odkurza, bo woli ten czas spędzić z własnym maleństwem zamiast na szmacie.

I tak na przykład Ania Lewandowska, która niedawno urodziła i wrzuciła na Instagram zdjęcie zupy (zupy!), mogła przeczytać potem komentarze obserwatorek i „dziennikarzy” na każdym możliwym portalu plotkarskim, że lepiej, jakby ten czas poświęciła dziecku. Serio?

Ale serio???

Ja rozumiem, że być blisko i dla dziecka, ale dzisiaj wszystko zmierza nie w tę, cholerka, stronę…

TO, ŻE ZOSTAŁAM MATKĄ, NIE OZNACZA Z AUTOMATU, ŻE PRZESTAŁAM BYĆ SOBĄ!

Jakie ja zawsze miałam wyrzuty sumienia, kiedy robiłam coś tylko dla siebie po porodzie. Słyszałam w głowie ten ganiący głosik: „Ale Ilona! Twoje dziecko tam samo, smutne! No zajmijże się nim przecież!”.

Kiedy siadałam do komputera napisać jakąś notkę, to z duszą na ramieniu.
Kiedy szłam pod prysznic, to byle szybko, byle do dziecka.
A jak biegałam, to maks czterdzieści minut, choć było mi TAAAK dobrze, no ale przecież w domu na mnie czekają, nie powinnam dłużej!
Kiedy jechałam na jakąś konferencję, to pierwszego dnia chciałam wracać.
A kiedy organizowałam własną krótko po drugim porodzie, to czytałam: „I po co? Jakim kosztem? Warto było?”.

Tak! Dzisiaj już wiem, że tak. I że te wyrzuty sumienia zupełnie niepotrzebne były! Nie można być TYLKO matką w swoim życiu. To znaczy ja wiem, że są kobiety, które potrafią i lubią, a mi nic do tego (nawet trochę im zazdroszczę ;)), ale osobiście byłabym sfrustrowana. Ja muszę mieć jakieś własne pole do działania, nie potrafię cały dzień gugać i męczę się niemiłosiernie, kiedy od rana układam tylko klocki albo pranie.

MAMY POTRZEBY SĄ NIEWAŻNE?

Dziecko, któremu matka podporządkowała całe swoje życie obok ważnego komunikatu: „mama jest zawsze, kiedy jej potrzebuję (i nie potrzebuję)” otrzymuje również taki, że: „mamy potrzeby są nieważne”.

Ja wiem, ja wiem. Już w ciąży traktowano cię jak żywy inkubator i zamiast: „Jak się czujesz?” słyszałaś zazwyczaj: „Czy z dzieckiem wszystko ok?”. Potem, po porodzie, też tylko ono: to do niego przyjeżdża rodzina w odwiedziny i sąsiedzi zagadują na ulicy, żeby się dowiedzieć, a ile ma miesięcy, a co już umie? Ty jakby przestajesz dla innych istnieć. I sama też całe swoje istnienie sprowadzasz tylko do tego maleństwa w wózku – jeśli właśnie tak czujesz przez pierwszych kilka miesięcy, to nie przejmuj się, jest to całkiem naturalne, a nawet potrzebne i zdrowe :).

A jeśli tak nie czujesz, to też jest zdrowe :).

DSC_9703

Jednak w życiu każdej z nas nadchodzi taki moment, kiedy trzeba pomyśleć o sobie. Tylko o sobie. Matka nie powinna? A g***o prawda! Nic w tym złego, kiedy mówisz: „nie teraz!”, „za chwilę!”, „jestem zajęta!”. Nic złego, że chcesz wrócić do pracy. Albo wyjść tylko do kosmetyczki. Ugotować na obiad spaghetti, które uwielbiasz, chociaż wiesz, że twój dwulatek tego nie tknie.

Kiwamy ze zrozumieniem głową za każdym razem, kiedy jakaś matka mówi, że wyszła po zakupy dla siebie, a wylądowała na dziale dzieciowym.

A równocześnie oburzamy się, kiedy inna stwierdza, że praca jest ważniejsza niż spacer z dzieckiem. Dlaczego w naszej kulturze macierzyństwo = poświęcenie, zapomnij o sobie, od teraz cię nie ma?

Pamiętaj, że jeśli myślisz czasem o sobie, robisz to nie tylko dla własnego dobra, ale również dla dobra swojego dziecka. Jeśli ty siebie nie szanujesz – ono też nie będzie. Jeśli ty nie stawiasz granic – nie dziw się, że twoje dziecko je przekracza. Jeśli ty nie umiesz o siebie zadbać – w jaki sposób ono ma się nauczyć dbać o siebie?

Nie możesz ciągle odkładać własnego życia na potem, bo pewnego dnia obudzisz się pod jednym dachem z nastolatkiem, którego skarpetki zbierasz z podłogi. Albo co gorsza – z 30-letnim Stasiem, który ani myśli wyprowadzić się od mamusi. Bo po co? Kto go wtedy opierze i poda obiad pod nos?

A chyba nie takiego życia chcesz dla was?

DSC_9720


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • Sylwia Tokarek

    Jedyne z czym się dziś nie zgodzę Ilonka – dziecka w aucie nie zostawiam samego i już. Mam dwoje znajomych którym auto spaliło się doszczętnie zostawione na chwilę (jedna w tym czasie odbierała ze żłobka dwoje dzieci, nie chcę nawet myśleć jak by się to skończyło gdyby zostawiła je same i poszła zapłacić za cokolwiek….
    Poza tym sama prawda, ja też nie umiem żyć tylko dzieckiem i choć nieraz zazdroszczę tym mamom które mają z tego frajdę, to jestem jaka jestem i żyję tak, żebyśmy oboje byli szczęśliwi. Bo szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko :)

    Co do złośliwości innych mama wobec siebie, ja mam zawsze jedną myśl w głowie – nikt Ci tak nie dowali jak inna matka. Żaden facet, żadna bezdzietna kobieta nie wleje tyle złośliwości w „porady” co inna matka. Nie wiem czy to jakaś usilna potrzeba dowartościowania samej siebie, ale ja już się nauczyłam olewać ;)

    • A mi się zdarzało zostawiać wózek z dzieckiem pod sklepem (osiedlowym, do którego prowadzą wysokie schody + w środku nie ma absolutnie miejsca między regałami, żeby się zmieścić). Zdarzyło mi się nawet ostatnio posadzić synka z córką (w wózku) na stacji (tam, gdzie pije się kawę) z przykazaniem, żeby pilnował siostry i rowerka, po czym sama wyskoczyłam do toalety. Nie dałabym rady z całym majdanem. Do domowej toalety też nie zabieram dziecka w leżaczku. Co więcej! Odpalam odkurzacz i idę na górę (dziecko zostaje na parterze) lub wychodzę do ogródka, kiedy ono śpi w domu, a nawet kiedy nie śpi, to wychodzę do kuriera. Kostek zresztą sam już biega po ogrodzie i nie stoję w oknie/nie patrzę, czy nie idzie na ulicę (choć tłumaczę za każdym razem, że za furtkę nie wychodzimy – i myślę, że uczy go to jakiejś odpowiedzialności).

      Zobacz, jak mało dzisiaj potrzeba, żeby zostać #ZłąMatką.
      Masz siedzieć i patrzeć, i nie odstępować nawet na krok – nawet jak chce ci się siku, nawet jak masz jakiś tam obowiązek (zrobienie zakupów/zatankowanie/posprzątanie). Wydaje mi się, że matki, które „nawet na sekundę samego nie zostawią” albo są bardzo młodymi matkami, albo mają dużą pomoc z zewnątrz i to żaden problem, żeby podrzucić babci, kiedy mama idzie pod prysznic albo po ziemniaki do piwnicy. Pozostałe natomiast muszą sobie jakoś radzić.

      PS1 Co do auta i płacenia na stacji, to nigdy nie byłam w takiej sytuacji, bo nie mam prawka, więc jakby problem mnie nie dotyczy, ale wyobrażam sobie, że jakbym miała, a dziecko by zasnęło – natomiast stacja byłaby przeszklona i miałabym na dziecko oko ze środka – to tak, pewnie też bym zostawiła na minutę czy dwie.

      PS2 Auto równie dobrze może się spalić, kiedy siedzi w nim matka z dzieckiem. Trzeba po prostu robić przegląd i mieć sprawne instalacje.

      • kasia

        Zgadzam sie! Mi sie zdarzylo zostawic spiace dziecko w zycie, gdy starszego przeprowadzalam prze ulice I na 1 Pietro do przedszkola. Jakies 3 minuty.

      • Ali

        tez mi sie zdarzalo zostawiac moich w aucie jak spali a ja gdzies na chwile tak ze widzialam przez szybe samochod, albo w garazu pod domem zeby ich nie wybudzac :)

  • salus salus

    Cholera, ale dobrze, że jesteś!!mało tego rodzaju wpisów.. Tylko mama ma być mamą! A gdzie kobieta.. Gdzie czas dla siebie!!?? Zgadzam się w 100%

  • Tasha

    Zgadzam się!

  • Tasha

    A, mam pytanko. Czytałam parę postów i wszędzie widzę Kostka – to jego pseudonim czy tak się nazywa? Bardzo fajnie to brzmi :D

    • Olga

      to ksywa od nazwiska ;)

      • Tasha

        spoko dzięki :)

  • e-milka

    Ciagle walcze o rownowage. Z tym zostawianiem w aucie/wannie etc. – panikara bylam, a zwlaszcza przy pierwszym. Ze jak cos sie stanie, a ja przy tym nie bede, to juz stanie sie naprawde cos zlego. To jest pewnie zupelnie irracjonalne, bo najgorsze wypadki zdarzyly nam sie, jak bylam tuz obok, ale nic na to nie poradze, boje sie wielu rzeczy. Co ciekawe, podobnie jak u Ciebie, kiedy dzieci sa we dwoje, nie odczuwam tego jako ze sa same, tzn. np. wyskocze nawet sama na godzine po spozywke. Kiedy starsza miala 4 lata, jak teraz jej mlodszy brat, musiala mi towarzyszyc. Wiem, ze nadmierna opiekunczoscia szkodzimy im, ale… Z drugiej strony, jak sobie pomysle, jak niewiele tragicznych wypadkow przydarzylo sie nam, biegajacym samopas dzieciom PRLu. Unikalismy otwartych studzienek, nie wlaczalismy gazu dla zabawy, ani nie bawilismy sie na parapetach w wiezowcach, unikalismy pijakow i zboczkow, bo przeciez „gupi nie bylismy”. Na tyle dzieciakow, jakie znalam, jedno nie dozylo doroslosci, wypadek w dniu wagarowicza. Ale procentowo to przeciez nic. Ciagle walcze z racjonalnym spojrzeniem na sprawe i moimi lekami.

    • Przez pierwsze 3 lata też nigdzie nie zostawiałam. Nawet nie szłam do sklepu, jak nie było męża, a wiedziałam, że nie wjadę wózkiem, bo wysoko i ciasno. Teraz przy dwójce trochę mi przeszło, a może zwyczajnie nie mam wyjścia/muszę zluzować, żeby nie zwariować?

  • Olga

    Oporów aby zostawić z tatą, babcią lub drugą babcią nigdy nie miałam ;) z moim tatą to samo, z teściem już gorzej bo miewa dziwne pomysły na „dobrą zabawę” z wnukiem więc wolę czuwać w pobliżu ;)
    Serio był szum o zupę?! Bo plotki, sławy i gwiazdy wyeliminowałam już dawno z mojego życia;)

    • Coś tam było, że za szybko wraca do pracy. Że powinna siedzieć na macierzyńskim, ale „znajomi” mówią, że ją nosi i na pewno nie wykorzysta go w pełnym wymiarze. A to źle dla dziecka. Dziecko takie niezaopiekowane, Ania zupę ugotowała i zrobiła jedno zdjęcie ;)

      • Zofia Bogusławska

        Znaczy sie powinna nie gotowac i glodowac ;) Ale jednoczesnie obiad dla menża powinin byc! :p

  • Martha92

    Zgadzam się z całym tekstem i rozumiem myśl, że dziś tak wiele wymaga się od mam, ale… jednak wolę spędzać czas edukacyjnie, kreatywne lub ruchowo z moim dzieckiem… I to nie jest przez to, że taka moda i ktoś mi narzuca (ja akurat po prostu to lubię), ale naprawdę wolałabym być zmuszona obecnymi czasami, zasadami, czy też wymaganiami do spędzania czasu z dzieckiem w taki sposób (jak np. nauka przez zabawę, zajęcia rytmiczne itd.) niż jak kiedyś nasze mamy/ babcie, które nie miały wyboru i czasu. Wolę z córką się bawić, uczyć ją, nie zostawiać w aucie, nigdy nie zostawiać samej w domu niż jak kiedyś brać dziecko ze sobą do obory, na pole lub prać tetrowe pieluchy. Myślę, że ten kto narzeka na dzisiejsze czasy, wróciłyby z płaczem, gdyby przeniósł się do „tych” starych czasów… Ja nawet nie mogę sobie wyobrazić, że miałabym prać jakieś pieluchy w wirówce.

    • To nie tak. Bardzo się cieszę, że żyję w XXI wieku z tymi wszystkimi udogodnieniami typu pralka, zmywarka, pieluchy wielorazowe.

      Równocześnie przeszkadza mi dzisiejszy dzieciocentryzm. Jako matka spędzam mnóstwo czasu z dzieckiem. Pracuję z domu, żeby być więcej z dzieckiem! Bawię się, gram, czytam książki, zabieram na spacery. Odwalam kawał dobrej roboty, tymczasem ciągle mam wyrzuty sumienia, że źle, że za mało, że nie tak, bo… No właśnie, bo mam jeszcze własne sprawy do ogarnięcia (jak właśnie praca czy sprzątanie). Kiedyś matka miała: nakarmić, ubrać, wymyć. Dzisiaj? Dzisiaj nie może zrobić zupy i wrzucić jej na Instagram (bo: „zajęłabyś się lepiej dzieckiem!”) czy wyjść na stacji zapłacić za paliwo (bo: „nieodpowiedzialna matka, a co z dzieckiem?!!!”).

  • Marta Moszczyńska

    Dziękuję za artykuł. Od razu mi lepiej :-)

  • Młoda mama

    Boziu jak ty to pięknie ujelas?? od razu mi lepiej.. Ciągle słyszę ze jestem gowniara i zaniedbuje córkę bo to bo tamto bo pozwalam jej samej chodzic po placu zabaw zamiast za nia latac i co chwila lapac i hykac jak upadnie bo moze sie brudzic taplac w blocie i zbierac patyki czy kamienie bo sie husta w hustawce a ja obok rozwieszam pranie a przeciez nie dolece jakby wypadala bo moze glaskac koty i psy (chociaz tutaj pozwalam tylko przy znanych mi zwierzakach) bo daje jej czasami slodycze bo je to co my bo nie pije tylko wody itd itd a ja poprostu postanowiłam ze nie będę kwoka i moje dziecko będzie miało dzieciństwo chociaz zbliżone do mojego.. To ma duzo plusów bo nasza mala jest samodzielna ma kulę frajdy i poznaje swiat w najprostszy sposob ale minus jest taki ze przez inne matki jestem oceniana za najgorsza i nie odpowiedzialna.. Ale przecież ja tak sie wychowywalam a moze jeszcze gorzej i żyje i nic mi nie jest a dziecko moze sie utopić woda z butelki moze skręcić kark nawet na dywanie wypadki sie zdarzają i poprostu niektórym nie da sie zapobiec..

  • Patrycja Kotuła-Wójcik

    Ach tak mam dwumiesiecznego malucha i tez mialam dylemat z placeniem na stacji. Tankuje wiec jak jestem z kims w samochodzie ale teraz nastepnym razem poprosze obsługę stacji o spojrzenie tak mi przyszlo do glowy. Pan i tak mi tankuje gaz:) ja tak mam ze wiem ze dziecko moze chwile pobyc samo np. Zabawiome karuzelą w łóżeczku i biore szybki prysznic ale boje sie o tym powiedzieć bo jak mogą to inni odebrać i zaraz negatywnie ocenić to druga kwestia. Tak dzisiaj matki mają trudniej a jak dadzą do jedzenia dziecku sztuczną bułkę czy jogurt smakowy to tez są złe a gdzie są w tym wszystkim tatusiowie?ręce mają czyste, nikt sie ich nie czepia:/

  • Kam Al

    Ajjj… Łapię się na swoim przewrażliwieniu nieustannie i za każdym razem dopada mnie myśl, że nie takiego dzieciństwa chcę dla swego dziecka. Staram się sobie z tym radzić, jednak jest to trudna walka. Wszędzie może czaić się niebezpieczeństwo, znajomi opowiadają o nich przy każdej okazji, Internet robi swoje, a media co raz donoszą o kolejnych wypadkach, a jak wiadomo, te chodzą po ludziach ;-) Okropnie żyć w świecie, gdzie nie ma ufności, czy to w ludzką dobroć, czy sprzyjający los i bieg wydarzeń. Gdy wspomnę swoje dzieciństwo, to wiem, że było beztroskie, właśnie dzięki swobodzie, jaką rodzice dawali dzieciom. Być może z nadmiaru obowiązków, albo z lenistwa lub jednego i drugiego. Niemniej jednak ilu rzeczy, sytuacji udało mi się dzięki temu doświadczyć. Mieszkam w otoczeniu kilku jezior, rzek, lasów. Całymi dniami latało się z innymi dziećmi samopas, a do domu wracało się głównie po to, aby coś zjeść. Gdy pomyślę, że moje dziecko ma tak spędzać dni, to włosy jeżą mi się na całym ciele. Dlaczego? Czy to przez ten właśnie trend, że gdy mnie nie będzie obok, to coś mu się stanie? Mam nadzieję, że zdołam pokonać swoje lęki i dam córce beztroskę, a sama zyskam czas na sprawy, które miały dla mnie znaczenie przed macierzyństwem, a teraz dziwnym trafem stały się bardzo bardzo drugorzędne. A chcę być kobietą, nie tylko matką. Może drugie dziecko zmusi mnie do takiej postawy, bo jeśli nie, to osiwieję przed trzydziestką :D

  • Karolina Chodkowska

    Według mnie zdjęcia Ani Lewandowskiej zmierzają jeszcze do jednego – do mitologizacji porodu i połogu. Kobieta, która wygląda jak milion dolarów i z wielkim bananem na twarzy pozuje do zdjęcia – bez śladu zmęczenia oraz bólu – czyli zwykłych, ludzkich odruchów, jest malowaniem trawy na niebiesko…nie dawaniem przyzwolenia zwykłej Kowalskiej na inny obraz rzeczywistości

    • A tu masz rację! Nie tyle razi mnie to na zdjęciach (bo jakby one z reguły – jak cały Instagram – są upozowane, są częścią większej strategii i ja to wiem – to jak macierzyństwo na filmie/w serialu czy sesja do gazety), co na InstaStories, gdzie ją podglądam. Wyobraź sobie, że od porodu wrzuca króciuchne filmiki, na których… Skacze. Robi pajacyki. Wymachy nogami. Jakby chciała pokazać: nie boli, nic już nie boli.

      I patrzą na to te kobiety biedne co rodziły i były porozrywane do pupy, te co chodziły z wielkim trudem zgięte albo wcale i myślą sobie: „Co ze mną nie tak?”. I patrzą na to bezdzietne, które się potem zdziwią, jak to wygląda naprawdę, bo zrobienie pajacyka kilka dni po porodzie to nie takie hop ;).

      I w sumie najbardziej zastanawia mnie: po co? Co i komu Ania próbuje udowodnić? Dlaczego? Być może to część strategii: jestem sprawna, więc szybciej się regeneruję, a dzięki ćwiczeniom poród to była pestka, więc ćwicz teraz ze mną, ale… No nie, nie kupuję tego.

  • Myślę, że przez niektóre mamy zostałabym zlinczowana od stóp do głowy, bo ośmielam się zostawiać Syna co najmniej raz w tygodniu pod czułą opieką Taty :D a co gorsze! chodzę do fryzjera! Ba! Nawet kiedy karmiłam piersią, zostawiałam chłopaków i odciągnięte mleko, a sama wychodziłam na 2-3 godziny. I wiesz co? Takie wyjścia, pobycie ze sobą, przyjaciółkami, cokolwiek, są mi jak najbardziej potrzebne. Uważam, że dla mnie jak oczyszczenie i spuszczenie tego nabuzowania, które się we mnie zbiera kiedy Młody doprowadza mnie na skraj cierpliwości. Wracam szczęśliwsza, wypoczęta i zregenerowana. I dobrze mi z tym. Zero wyrzutów sumienia, bo mojemu dziecku krzywda się nie dzieje, zawsze zostaję pod dobrą opieką z pełnym ekwipunkiem niezbędnym do przetrwania ;) P.S. A w zeszły piątek nawet na randce z mężem byłam!! :D

  • Kat

    A czy ludzie czytelniczki tych prawd Anny Lewandowskiej myślą że to ona sama siedzi i gotuje te zupy ???;) taaa z pewnością i czekamy juz na kolejny bestseller jak być matką idealna wydany myślę że maks 2 mce po porodzie;) zdecydowanie lepiej poczytać ten blog pzdr

  • Monika F.

    no ja właśnie w szoku bylam jak te wszystkie CUD-MATKI NIGDY ale to PRZENIGDY na sekundę dziecka samego nie zostawią, tak mnie wkurzyły właśnie te komentarze u p. Doroty… wyobraźmy sobie taka sytuacja: niemowlę chore, drze się godzinami, wracasz od pediatry po drodze wpadając do apteki po lekarstwa, dziecko AKURAT zasypia i co? (dodam, że jest zima) wydzierasz je z auta, żeby darło się kolejne godziny czy jednak zrobisz szybko zakupy spoglądając ciąglę przez okno na śpiące dziecko i dasz się biednemu małemu organizmowi choć troszeczkę zregerenować? a już totalnie szlag mnie trafia jak czytam, że „przecież w auto z dzieckiem zostawionym w środku może wpaść inne auto” nosz kur** a jak będę wyciągać dziecko z auta na przykład, albo stać już obok auta to nie może wpaść w nas auto? no paranoja

    • Haha, śmiałam się z tego właśnie pod nosem! Na tej zasadzie najlepiej nie wychodzić na spacer, bo wariaci są wszędzie i wjeżdżają na chodnik i nie wsiadać do samolotu, bo przecież samoloty się rozbijają.

      Ja rozumiem minimalizować ryzyko. Ale to mi podchodzi pod paranoję :/

    • No i jednak tak jak pisałam gdzieś wyżej w komentarzu: albo pisały to baaardzo młode matki, które jeszcze zbyt wiele nie przeżyły i baaardzo się stresują. Albo takie, które w każdej chwili mogą zostawić dziecko u babci i np. podskoczyć do apteki/zatankować same.

  • I wiesz co? Tylko z korzyścią dla tego pierwszego dziecka!
    Wyobraź sobie, jak ma przesrane, taki na każdym kroku pilnowany maluch, haha. W każdym razie mój syn przez pierwsze trzy lata, kiedy nie było jeszcze jego siostry, nie miał ze mną lekko ;).

    • Monika F.

      coś czuję że bardzo byśmy się polubiły hahah buziaki i pozdrowienia dla rodzinki wspaniałej :*

  • Zzazii

    Moje córki już całkiem duże(10 i 12 lat) są mega samodzielne. Na stacji zostawaly w aucie, jak upadły to nikt nie płakał jakie one biedne. Taplały się w błocie, próbowały psiego jedzenia, skakały po skoszonej i rzuconej koniom pod pyski trawie czy też razem z nami zasuwały przy sianokosach. Bardzo kocham swoje córki ale też i lubię mieć czas tylko na własne potrzeby, bo też je mam. Moje otoczenie – teściowie, rodzice i znajomi(nieznajomy też ) patrzyli na mnie jak na wyrodną matkę. No cóż ja nigdy nie szłam z prądem ? Dzisiaj widzę, że moje dzieci są super samodzielne. Nie ma dla nich rzeczy nieosiągalnych.