Woman and the city

Jak zmusić męża do pomocy?

19 lutego 2015

DSC_1100_1

Sposobów jest wiele. Jedne sprytne, inne głupie. Ja w swoim życiu robiłam już chyba wszystko, więc jako-taką wiedzę w temacie posiadam, a na pewno potrafię przewidzieć, co pomaga, a co szkodzi. Chcesz namówić męża do pomocy w domu? Możesz spróbować tego:

1. Obraź się.

I zaciskając usta, szarp się z odkurzaczem tuż przed jego nosem w nadziei, że zauważy, wstanie, zapyta chociaż, czy w czymś Ci przypadkiem – Kochanie – nie pomóc? Cóż, nadzieja matką głupich.

Facet to istota, która nie rozumie, jeśli nie mówi się do niego wprost! Możesz nie odzywać się kilka godzin po bohaterskim, bo samodzielnym odgruzowywaniu chaty, a on i tak nie skuma, że coś jest nie halo. A nawet ucieszy się, że:
a) ma taką dzielną żonkę, która ze wszystkim radzi sobie sama,
b) nie jazgoczesz mu nad uchem na tematy, które w ogóle go nie interesują.

2. Zażądaj pomocy.

Po dniach ciszy, które były karą wymierzaną przeze mnie samą we mnie samą, przechodziłam do kontrofensywy i wołałam: „Wynieś śmieci!”. Ok, brzmiało to raczej: „W ogóle nie mogę na ciebie liczyć, co ty sobie wyobrażasz, wynieś w końcu te śmieci!”, bo byłam już tak wkurzona, że na pewno dało się to wyczuć w tonie, geście oraz słowie. A wtedy… Mój mąż w magiczny sposób przenosił się w czasie do okresu nastoletniego, kiedy to mama rozkazywała mu, co ma robić, jak ma robić i kiedy ma to robić. Ale równocześnie wiedział już, że jest dorosły i sam może o swoim życiu decydować, więc w odpowiedzi słyszałam: „Nie teraz, później, bo jestem zajęty…”. Zaglądałam mu więc przez ramię, oczywiście, był zajęty… Na Facebooku ;). I awantura gotowa, a jej efektem na pewno nie były wyniesione śmieci!

3. Nie rób niczego.

I w spokoju obserwuj, jak dom zarasta brudem. Nie sprzątaj zabawek dziecka, nawet jeśli ciągle się o nie potykasz. W tym sposobie jest metoda, bo chodzi o to, żeby on też się potknął, a więc schylił i zabrał za układanie czegokolwiek. Może istnieją faceci, na których to działa, ale przyznam szczerze, moje doświadczenie pokazuje, że ich próg odporności na brud jest odwrotnie proporcjonalny do progu odporności na ból. Czyli wysoko poprzeczka postawiona, baaardzo wysoko. Chata musi być w naprawdę opłakanym stanie, żeby zauważyli, że dzieje się coś niepokojącego, a i tak zazwyczaj usłyszysz: „Nie mam czystych gaci! Czy ty masz zamiar w ogóle zrobić kiedyś pranie?! Cały dzień siedzisz w domu i zobacz, jak on wygląda!”. No to wstajesz jak niepyszna i sama z zaciętymi ustami zaczynasz sprzątać. Tak, ten punkt prowadzi prosto do punktu pierwszego… No chyba że w swojej desperacji przejdziesz do czwartego!

4. Udawaj obłożnie chorą.

Czyli ostateczność ostateczności, kiedy wszystkie inne sposoby zawodzą. Przerabiałam ten temat całkiem niedawno. Mąż owszem, współczuł mi i sprzątał, ale nie był w tym tak skuteczny jak ja, więc w efekcie ciągle brakowało nam czystych naczyń. Ponieważ byłam obłożnie chora, nie mogłam tak nagle ozdrowieć, nie tylko dlatego, że wyszłabym na głupią. Bałam się, że wtedy wrócilibyśmy do starego porządku: ja na szmatę, on na Facebooka… Ale znalazłam ostatnią deskę ratunku…

5. Proś i nagradzaj.

Ważne jest, żeby nagradzać nawet starania, bo jak nie nagrodzisz, to następnym razem powie Ci: „Skoro robisz to lepiej – zrób to sama” (wiem to, byłam tam!).

Długo opierałam się przed tą metodą, bo uważałam, że to tak samo jego dom jak i mój, więc powinien czuć się odpowiedzialny za porządek, tak jak i ja się czuję! Z jakiej paki więc mam go prosić, żeby posprzątał po obiedzie? Sam to powinien wiedzieć! Wrong… Takie myślenie to droga donikąd!

Niestety, Drogie Panie, tylko ta metoda jest w stu procentach skuteczna. Mężczyźni są jak duże dzieci i często potrzebują głównodowądzącej. A skoro tak, to musisz pamiętać również, żeby prosić (nie wydawać polecenia, bo spotkamy się w punkcie drugim!) dokładnie, na przykład: „Czy mógłbyś wynieść śmieci do kosza na zewnątrz, a potem wymyć kubeł jeśli jest brudny i włożyć nowy worek foliowy do środka? Jesteś taki kochany, zawsze mogę na ciebie liczyć…”. Bo dla nich słowa: „wynieś śmieci” oznaczają zamach na wolność osobistą i niezależność, a w najlepszym wypadku: „postaw śmieci przy drzwiach wejściowych, to krasnoludki je stamtąd zabiorą…”.

Tak naprawdę mężczyźni nie są skomplikowani, to my – babki – wiele spraw komplikujemy, oczekując czegoś i nie wyrażając tego wprost. Nie mam racji?

  • HeHe u mnie najbardziej działa obrażanie się a na drugim miejscu nagroda:)

  • U mnie nic nie działa i wiecznie są o to awantury. Aczkolwiek to samo było z opieką nad dzieckiem i zaciskałam zęby patrząc jak mąż za luźno zakładał pieluchę. W końcu się nauczył, że za luźna pielucha, to wszystko na zewnątrz :-D
    Ale ze sprzątaniem mi jeszcze tak nie wyszło…

    • U mnie całe szczęście nie ma ŻADNEGO problemu jeśli chodzi o pomoc przy dziecku. Mąż od samego początku bardzo się zaangażował, radził sobie nawet lepiej ode mnie (noszenie do beknięcia – ręce mi odpadały, a on dawał radę; no i nie miał w sobie takiego strachu przed tą małą istotką jak ja). Cóż – synek jest całym jego światem, ma totalnego bzika na jego punkcie, więc w sumie o nic nie muszę prosić, bo sam się rwie do małego (aż za bardzo, Kostek doskonale wie, że okręcił go sobie wokół małego paluszka ;)).

      • Mój mąż niestety nie miał żadnego wzorca z domu, a że wcześniej nie miał kontaktu z dziećmi, bał się. Sama nie chciałam, aby stał z boku i tylko przyglądał się, jak mały rośnie. Teraz mąż jest jak najbardziej zaangażowany. Musiałam tylko zmienić jego pogląd na świat ;-)

        • Ten brak wzorca to niestety często największa bariera w wielu kwestiach…
          Całe szczęście udowodniliście, że można ją przeskoczyć!

  • Racja!. Polać jej! To wszystko wina kobiet!

  • Tinka

    Myślałam, że tylko mój mąż nie wie ile czynności kryje się pod hasłem „wyrzuć śmieci” ;) Też walczę i szukam sposobu jak tu faceta zmobilizować do sprzątania…. i najbardziej dobija mnie fakt, że trzeba im wszystko tłumaczyć. I zamiast się cieszyć i relaksować myślę czy każdą jedną czynność wymieniłam i czy wyjaśniłam dokładnie co ma zrobić. Bo hasło „puść zmywarkę” oznacza zostawienie połowy naczyń w zlewie i na blacie a zmywarka hula z połową załadunku. A prośba „włóż naczynia do zmywarki” wcale nie spowoduje jej uruchomienia mimo że nie będzie w niej już miejsca nawet na widelec!!!

    • Ze zmywarką mamy tak samo! Włączy ją, ale przedtem nie rozejrzy się, czy na stole nie ma brudnych kubków, bo… Nie powiedziałam! Często rozkłada mnie to na łopatki, bo coś, co dla mnie jest tak oczywistą oczywistością, że nie widzę potrzeby komunikowania mężowi dokładnie, dla niego nie jest już takie łatwe…

      Długi czas miałam tak, że sama wszystko robiłam, bo szkoda mi było energii na wydawanie tak szczegółowych poleceń. Ale to błąd. Wierzę, że za kilka lat zaczniemy rozumieć się bez słów i nie będę już musiała tak dokładnie wszystkiego objaśniać.

      • pestki

        A u nas zmywarka to jedyna rzecz którą zrobi lepiej ode mnie. Serio. Choć w sumie jak już się czymkolwiek zajmie to zrobi to perfekcyjnie tylko niczym nie potrafię go do pracy zmobilizować. Nie działa ani prośba, ani groźba ani obrażanie się nic. Dobrze że choć tą zmywarkę robi i śmieci czasem wyrzuci ?. Ale odkurzanie mycie prasowanie pranie to moja działka. No czasem mi pralkę otworzy i przypomni że się wyprało, ale już np nie wyjmie z pralki ? żeby się jeszcze dzieckiem zajął to bym mogła sobie w spokoju posprzątać a tak sprzątam tylko po trochę i nigdy nie jest tak czysto jak bym chciała. Takie życie ? jak o tym piszę to mi nawet wesoło jest ale muszę przyznać że czasem szlag mnie trafia ?.

        • To u nas jest inny problem, bo ja jestem perfekcyjna do bólu, a Piotr robi, żeby zrobić i mieć z głowy. Dlatego często i gęsto go wyręczałam (skoro i tak poprawiam lub robię to lepiej), co doprowadziło do całkowitego rozleniwienia męża. Teraz wiem, że czasami trzeba po prostu odpuścić.

          Drugi problem jest taki, że on po prostu pewne moje czynności uznaje za absurdalne i z góry zapowiedział, że NIE będzie tego robić, bo mam coś z głową. No i teraz nie wiem, czy ja mam jakąś manię, czy jemu po prostu wygodniej twierdzić, że sprzątanie po obiedzie wystarczy sprowadzić do wymycia naczyń (przetarcie stołu, blatu, zlewu, płytki, ułożenie wyschniętych naczyń do szafki to już moja „fanaberia”).

          Jest jeszcze trzeci problem… Nienawidzę, kiedy coś zupełnie niepotrzebnego leży na wierzchu. Dla Piotra ustawienie w rządku na blacie w kuchni przyniesionych zakupów to właśnie ułożenie ich. Tak samo z dokumentami – ja segreguję i chowam do szafy w gabinecie, on układa na równej kupce na stole i uznaje, że jest porządek.

    • Kasia

      Po prostu faceci tak mają że trzeba im szczegółowo wytłumaczyc o co chodzi i juz. nie denerwujcie sie na nich kobitki!
      (ja nad tym ciagle pracuje :)

      • Raz jeden zostawiłam męża w domu z przykazaniem: „Posprzątaj tak, jak ja zawsze sprzątam w sobotę!”.

        Wracam wieczorem, a tam czysta… Podłoga :b. „Sprzątałeś?” – pytam. „Tak” – odpowiedział. „To dlaczego jest kurz na szafkach?” – „Nie mówiłaś nic o wytarciu kurzu!”. „A o łazience pamiętałeś?” – „Nie mówiłaś nic o łazience!”. „Wymyłeś kuchnię?” – „Nie wiedziałem, że kuchnię też trzeba!”. Także ten…

        • Marta

          Jakbym czytała o swoim mężu. Owszem sprzątnie, ale sprowadza się to do zmycia podłóg, czasem umycia prysznica, czytaj kabiny prysznicowej bo już brodzik nie mieści się w pojęciu prysznic. A jak mnie nie ma i zadzwonie z pytaniem „Jak Ci idzie?” to słyszę „Tak się nacharowałem”, a tu umyta podłoga :)

        • Kasia A.

          dobre! :) mam to samo :) ale zauważ, ze mało precyzyjnie sformułowałaś polecenie :p

  • Kasia A.

    Stosuje numer 5, uwazam, ze jest najlepsza. Czasem mam problem z pochwałą (bądżmy szczere, za co ta pochwała ma być, ja też sprzatam itd i pochwał nie dostaje :P), ale to działa. Numer 3 – ciezko mi wytrzymac w bałaganie, ale też kilka razy zastosowałam,
    Mam jeszcze swoja metode :) Jak sie u nas pojawiło 2 dziecko, to mąż chętniej zajmuje sie sprzataniem (bo inaczej musi nosic i zabawiac niemowlaka:) Wiec czasem sam mowi, ze pojdzie wyrzucic smieci (w ramach relaksu i wyjscia z domu :P) co sie wczesniej nigdy nie zdarzało :P

    • Ja też mam problem z tymi pochwałami! No ale mi nic się od tego nie stanie, a skoro na męża działa, to widocznie nie ma innego wyjścia :).

  • U nas nie było żadnego problemu przed urodzeniem dziecka.

    Po porodzie – bałagan zaczął się nawarstwiać, a czas kurczyć (i to tak niewyobrażalnie!). No i druga kwestia jest taka, że dla mnie pojęcie porządku jest trochę inne niż dla męża, a tego nie da się zwyczajnie przegadać, no bo ja mu powiem: „Ważne jest dla mnie, żeby kran był czysty, czy mógłbyś przecierać kran, kiedy widzisz na nim zacieki?”, a mąż mi na to: „Nie, nie mógłbym. Twoje podejście nie jest normalne. Mokry kran to nic złego!” – no i jesteśmy w punkcie wyjścia ;).

  • Aaa, jeszcze jedno: przypomniała mi się wczorajsza wieczorna rozmowa z mężem:
    – Mógłbyś czasami sprawdzić, czy pranie nie wyschło, a jeśli tak, to ułożyć je w szafie?
    – Po co? Przecież można brać do ubrania prosto z suszarki!

    Także tak, w moim związku rozmowa potrafi zdziałać cuda! ;)

    • Ven

      Ilona, bo mokry kran to naprawdę nic złego :v

      • Wieeem. Pewnie dlatego nigdy nie pójdziemy na terapię małżeńską, nawet jeśli by się waliło i paliło, bo pewnie w trakcie wypomniałby mi te krany (albo ja jemu), no i wiadomo co bym usłyszała: „Jak tak pani to przeszkadza, to musi pani sama dbać o ich czystość”. No nie dopuszczę do tego, żeby się dowiedział od fachowca, że ma rację :b.

    • Marta

      Ja w kwestię prania a dokladniej wieszania, męża nie mieszam bo musiałabym posiadać chyba z dziesięć suszarek bo inaczej prania by nie zmieścił. Ale sam chowa swoje ciuchy bo ja nie mam nerwów żeby patrzeć na jego półki.

      • No widzisz! A ja składam swoje i jego: skarpetkę do skarpetki, skarpetkę do skarpetki. A wszystkie ciemne, podobne, ale jednak inne. Dziesiątki skarpetek, potem mi się śnią po nocach ;).

        • Zofia Bogusławska

          Wystarczy kupić 20-30 par identycznych skarpet i problem z głowy ;) U nas zdaje egzamin.

  • Magdalena Mamrot

    skarpety, smieci, brudne naczynia, niechowanie zakupow do lodowki, to u nas normalka. najbardziej wkurza mnie jak zaladuje zlew tak wysoko, ze nawet czajnika nie da sie zalac woda; zabierze na silownie recznik, ktory uzywamy do wycierania twarzy/rak. A juz szczytem lenistwa jest akcja z akwarium. Jak wyzdychaly nam ryby poprosilam, zeby odlaczyl pompe, bo niepotrzebnie ciagnie prad. Stwierdzil, ze lepiej nie bo wtedy szybciej szyby zazielenieja (czytaj: i bede musial je umyc). Yyyyyy helol?!?!

    • Faceci, haha! A jednak świat bez nich byłby taaaki nudny i poukładany… :)

  • shenkoka

    U nas też działa..partnerstwo..i tak jak mówisz rozmowa..trochę już chyba stereotypowo traktujemy mężczyzn

  • Czy tylko ja jestem dziwna, bo nie piorę rzeczy mego partnera? Nie obchodzą mnie. Jego ciuchy, jego sprawa. No ale to on mnie uczył obsługiwać jego pralkę. Ja po prostu w ogóle nie biorę pod uwagę pomagania mi. Punkt 3 – to znaczy wszystko zarasta, aż mi przyjdzie do głowy poodkurzać, to sobie poodkurzam i tyle. Czasem umyję wannę, czasem coś innego. On potrafi i poodkurzać i pozbiera zabawki, obiad codziennie robi i często dla mnie śniadanie. Jakieś takie gendery jesteśmy. ;)

    • Ja tam piorę, jak już wrzucam swoje, to co mi szkodzi dorzucić pranie dziecka i męża? ;)

      • A dlaczego on nie może dorzucić Twoich rzeczy do swojego? Ja czasem Niemałżowi coś podrzucam, ale rzadko, bo zazwyczaj on swoje pranie kumuluje i pierze dużo naraz. I potem sam rozwiesza. Ma w tym wyższą skuteczność ode mnie. Ja regularnie zapominam o praniu i rozwieszam dzień później. Albo trzy dni później (mój rekord) ;)

  • Marta

    Masz rację w 100 %, u nas też, po sprawdzeniu różnych rozwiązań, sprawdza się tylko punkt ostatni. I chociaż niekiedy i tak korci mnie żeby po nim coś poprawić to się pilnuję i ewentualnie poprawiam jak jest w pracy :) Co do punktu drugiego to ja jeszcze często słyszałam „Nie mów do mnie jak do tych dzieci w pracy” (jestem z zawodu nauczycielem w przedszkolu i logopedą), to dało do myślenia….

  • Magda

    a u nas właśnie dzis była MEGA awantura o ….śmieci.Do tego co napisałaś -nic do dodania,niestety.ach ci faceci.

  • Olga

    Haha ja znalazłam jeszcze jeden punkt na swojego małżonka – daję mu wybór: sprzątasz łazienkę, czy kuchnię? Działa w 100% :D A jeśli wiem, że powie „posprzątam, ale >>zaraz<<", od razu uprzedzam "sprzątamy teraz, czy za godzinę?" Zawsze wybiera "za godzinę", ale później nie ma już wykrętów ;) A z natury leniwy, jak i reszta facetów, do tego programista, więc wszystko zero-jedynkowo ;) Ale właśnie przeczytałam mu Twój tekst i chyba zrozumiał, bo minęło 20 min i idzie wyrzucić śmieci! Dzięki! :)

  • VIKI
  • masz rację :) moja mama powtarzała jak mantrę „facet musi myśleć, że rządzi w domu. we wszystkim przytakuj i rób swoje ” :D i tak robię…i pewnego wieczoru na imprezie u znajomej, owa znajoma mówi do mojego: „K. znamy sie od lat. i nigdy, w życiu bym nie przypuszczała, ze będziesz takim pantoflarzem :D „. Jezuuu jakby piorun w niego strzelił :D obraza i odpowiedź, ze to przecież on rządzi :D taaa..musi tak myśleć przecież :)

  • Olga Szymańska

    Mój mąż nie robi w temacie sprzątania kompletnie nic. Twierdzi, że ma traumę z dzieciństwa, kiedy to mana kazała mu sprzątać we wszystkie soboty. W związku z tym najwyraźniej postanowił odreagować to na mnie i do końca życia nie robić nic. Dodam, że mamy dziecko i argumenty, że chociaż ze względu na dobro dziecka ważna jest jakakolwiek higiena, nie trafiają. Tak samo kiedy byłam w ciąży, nie mogłam liczyć na żadną pomoc, chociaż słowo „pomoc” nie powinno mieć tu zastosowania skoro tak samo mieszka w tym domu. Poza kwestią sprzątania nie mamy innych problemów, jednak sam ten problem wystarczy, żeby mącić nasz spokój od lat. Żadna rozmowa i żadna technika nie posuwają tej sprawy w dobrym kierunku