Life and the city

Jak wytrzymać z dzieckiem w restauracji?

24 września 2014

DSC_0055p

Niektórzy nam zazdroszczą. Że z tak małym dzieckiem wychodzimy z domu. I że ono potrafi zachować się jak należy. Grzeczny chłopiec…

DSC_0029p

Otóż zdradzę Wam pewien sekret. Nie potrafi! Zdarzają się dantejskie sceny. Mrożące krew w żyłach obsłudze oraz innym gościom. Nam nie, my już dawno przywykliśmy…

Czyli pełzanie po brudnej posadzce tudzież wspinanie się na stolik, a ze stolika na parapet. Tak, nasze dziecko zdobyło swój pierwszy parapet, zanim jeszcze w ogóle pomyślało o nauce chodzenia.

Wszak właśnie z parapetu najlepiej widać to, co mają na talerzach klienci, którzy zostali obsłużeni przed nami. Zdarza się więc ślinotok i błaganie o kęs. Jak również tupanie nogami, że już, natychmiast musimy stąd wyjść! Płacz – dlaczego ciągle tu jesteśmy? Rozlewanie soku, bo pan kelner podał go minutę za późno. A jak nasze dziecko chce soczek teraz, ma to być TERAZ. Potem możecie się już wszyscy wypchać.

No dobra, z łaski się napiję, ale żeby to było ostatni raz!

DSC_0088ph

A jednak nie wstydzimy się i zabieramy nasze dziecię do ludzi. Powodów jest mnóstwo! Po pierwsze nabiera dzięki temu jako-takiej ogłady. Oswaja się z obecnością obcych oraz przyzwyczaja do przebywania w nowych miejscach, a nie tylko w domu i z mamą. No i ludzie oswajają się z widokiem małego berbecia (który ma prawo miewać humory!), co uwierzcie mi – wcale nie jest takie częste! Dzieci biegają po centrach handlowych, ale w restauracjach, kawiarniach? Raczej rzadko i głównie te starsze.

Nie będę też ukrywać, że potrzebuje tego sama matka, która całymi dniami w domu po prostu by nie usiedziała! A tak? Relax, take it easy…

DSC_0068p

DSC_0061p

DSC_0064ph

Jak więc wytrzymać z kilkumiesięcznym/dwuletnim dzieckiem w restauracji i nie zwariować?

1. Rekonesans – jest najważniejszy. Czyli warto sprawdzić miejsce, do którego chcecie pójść, wybrać takie, które już znacie lub oglądaliście przynajmniej przez okno. Jakie my mamy kryteria? Ma być przyjaźnie! Czyli nie ą i ę, bułkę przez bibułkę, super elegancko, gdzie zachowanie naszego małego mogłoby komuś naprawdę przeszkadzać… Bo on biega pomiędzy stolikami, krzesła przestawia i biada ktoś zabroni! Teraz w restauracjach są przewijaki, place zabaw, ale to już Ty znasz swoje dziecko najlepiej, czy jest to potrzebne, bo mojemu w sumie karta menu wystarczy do zabawy. Ale! Musi być krzesełko, bo w wózku nie usiedzi na pewno (tak jakoś ma od urodzenia, że jak wózek staje, to Kostek w krzyk). I dobrze, jeśli jest niezbyt ciemno oraz niezbyt głośno.

2. Jedzenie – jakieś zdrowe. Zupki kremy, chude mięso, warzywa na parze, pierogi, naleśniki. To, co Twoje dziecko lubi. Wyjście do restauracji nie jest dobrym czasem na eksperymenty, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że maluch odmówi współpracy. I żeby oczekiwanie na jedzenie nie trwało zbyt długo. A jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że będzie, to znowu wracamy do punktu pierwszego – czy w tym miejscu można czymś dziecko zająć? Bo wiadomo, że dziecko znudzone oznacza nie co innego jak właśnie kłopoty.

DSC_0075p

DSC_0078p

DSC_0080

3. Przygotowanie – w tym wieku jest już z górki. Jedzenie i picie kupujemy na miejscu. Zabieramy tylko pieluchę. I najważniejsze w całej tej historii – najlepiej, żeby dziecko było głodne. Czyli nie po obiadku, a przed. Empatia w tym wieku jest uczuciem zupełnie obcym, więc jeśli Kostek nie będzie chciał jeść, nam też nie da zjeść. Proste!

DSC_0085p

DSC_0036p

W Poznaniu fajnym miejscem dla rodzin z małym dzieckiem okazał się Burger Kont, który znajduje się przy Starym Browarze na ulicy Półwiejskiej. W menu kilka rodzajów burgerów, w tym jakże zaskakujący poznaniak z ziemniakami i gzikiem. Wyobrażacie to sobie?!

Niby dziecko nie powinno jeść hamburgerów, ale powiedzcie to Kostkowi!

DSC_0123p

Jadł aż się uszy trzęsły i klepał po brzuszku, żeby pokazać „jakie dobre”.

DSC_0093p

DSC_0127p

DSC_0049p
Ok, na swoje usprawiedliwienie mamy tylko to, że te hamburgery to nie jakieś tam fast foody, w których składniki były kiedyś mrożonką, a mięso tylko udaje mięso. Wszystko zostało przygotowane na miejscu, dzięki czemu jest nie tylko świeże, ale również pyszne!

Macie miejsca odczarowujące bajkę o złym Panu Hamburgerze w swoim mieście? Lubicie do nich zaglądać? Bo my bardzo!

A już w następnym poście przepis na domowe hamburgery. 100% homemade, DIY i co tam jeszcze potrzeba do pełni szczęścia. No to zdrówko!

DSC_0111p

Dodaj komentarz

23 komentarzy do "Jak wytrzymać z dzieckiem w restauracji?"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewelina z oliskowo.pl
Gość
Ewelina z oliskowo.pl

Masz fajne i świeże podejście do życia i macierzyństwa – brawo!
Dobrze, że nie ukrywasz się z Małym w domu, ani to dobre ani zdrowe.
A co do hamburgerów – zamiast zakazywać i mówić jakie to fe i niedobre a samemu zajadać się kiedy dziecko nie widzi, lepiej zabrać je w sprawdzone miejsce i pozwolić skosztować. Bo po kilku latach zerwie się jak pies z łańcucha i zamieszka w McDonalds.
A poza tym – przyjemnie się na Was patrzy! *.*

cucurucu blog
Gość
Nie mogę się powstrzymać by to napisać – Ślicznie wyglądacie :) Ja uwielbiam chodzić do restauracji z moim synkiem :) Pamiętam jak pierwszy raz postanowiliśmy zamówić dla niego danie, by już nie musiał podjadać z naszych talerzy. Kelner przyniósł mu obiad na dużym talerzu, a synek z wrażenia, na całą sale krzyknął z entuzjazmem „Jaaaaaaaaaaaa..!” Takiego szczęścia nie widziałam nawet przy otrzymaniu wymarzonej zabawki ;p Nie ukrywam, że cierpliwość trzeba mieć, szczególnie gdy dziecko zaczyna się niecierpliwić np. o soczek :) Najgorzej jak człowiek zacznie przejmować się, że inni patrzą, że pewnie przeszkadzacie, że zaraz nas wyproszą itd. Są tacy… Czytaj więcej »
cucurucu blog
Gość
Nie mogę się powstrzymać by to napisać – Ślicznie wyglądacie :) Ja uwielbiam chodzić do restauracji z moim synkiem :) Pamiętam jak pierwszy raz postanowiliśmy zamówić dla niego danie, by już nie musiał podjadać z naszych talerzy. Kelner przyniósł mu obiad na dużym talerzu, a synek z wrażenia, na całą sale krzyknął z entuzjazmem „Jaaaaaaaaaaaa..!” Takiego szczęścia nie widziałam nawet przy otrzymaniu wymarzonej zabawki ;p Nie ukrywam, że cierpliwość trzeba mieć, szczególnie gdy dziecko zaczyna się niecierpliwić np. o soczek :) Najgorzej jak człowiek zacznie przejmować się, że inni patrzą, że pewnie przeszkadzacie, że zaraz nas wyproszą itd. Są tacy… Czytaj więcej »
Monika z Mroźnego Trójwymiaru
Gość

Mamy podobnie!! nigdy nie wiem czy moja córka da mi skonsumować obiad w miejscu publicznym, czy będę oglądać wszystkie kwiaty na stolikach gości:):)Jeśli Laura akurat nie ma humoru to zawsze przy wyjściu mówię do widzenia i przepraszam:):)ale mimo wszystko nie zamierzam rezygnować z niedzielnych obiadów w restauracji…:):)

Agnieszka Wroniecka
Gość

Eh, a mnie tak już męczą wypady na miasto z małym Wronkiem-Demolką, że szkoda gadać. Chciałoby się posiedzieć, porozmawiać jak ludzie. Dlatego najlepiej zabierać ze sobą… babcię :D lub kogoś o podobnym zamiłowaniu do mojego syna ;)

Czytelniczka
Gość
Czytelniczka

Ilona, co Ty robisz z wlosami, ze sa takie ladne? Mi teraz jesienia mocno wypadaja ;( Rzadko chodzimy z mezem i dziecmi do restauracji- ok czasem extra dla nich do maca. Po prostu nam najlepiej smakuje domowe jedzenie, jesli juz to musi to byc fajne miejsce, zebysmy sie skusili. Za to ja lubie chodzic po kawiarniach, sama lub z przyjaciolka- jak dla mnie to relax. :-) Pozdrawiam Was!

Faszyrka
Gość
Faszyrka
Ło jeju, dobry temat. Póki dziecko jest pilnowane, wszystko ok, ale mam alergię na dzieci biegające samopas po restauracjach. Wkurza mnie, że to ja muszę przypilnować cudzego dzieciaka, żeby obrusa z mojego stolika nie ściągał, bo szanowna mamusia ma w tyłku, że jej dziecko samodzielnie eksploruje teren. Ale też nigdy tego nie komentuję. Za swoim po restauracji chodzę krok w krok, żeby przypadkiem nikomu nie przeszkadzało, nie potknęło się i nie przewróciło na kogoś albo pod nogi kelnera, itd. Niebezpieczne to jest i tyle. Poza tym głupio mi, że mój maluch może komuś przeszkadzać w chwili relaksu. Nie każdy lubi… Czytaj więcej »
Hania - dookoła nas blog
Gość

Ale trafiliście w temat! Wlasnie próbowaliśmy cos zamówić w knajpie, ale Mikołaj w 1 minucie chciał na buju buju, potem na płac, a potem zaraz na plaże i na baby, a potem juz jednak wolał pojeździć na hulajnodze, wiec juz szczerze nie wiem co zamówiłam z tego wszystkiego, będę udawała, ze wlasnie to, co przyniosą :) mimo wszystko tak, jak Wy wychodzimy do ludzi:)

Ali
Gość
a mi sie wydaje ze jesli czesto sie dziecko „do ludzi” zabiera to ono sie przyzwyczaja i zachowuje w miare sensownie :D Byc moze to tylko bledna teoria – przekonam sie pewnie dopiero za jakis czas, bo moj synek ma dopiero 11 miesiecy, ale zabieramy go czesto w rozne miejsca – mamy zwyczaj jadac poza domem w weekendy, ale czesto tez spedzamy czas u rodziny, znajomych, w sklepach, na basenie, plazy itp wszedzie z Malym. Nie zawsze jest latwo, ale uczymy sie, wiemy jak go zajac czy uspokoic gdy marudzi lub chce szalec :D – zwlaszcza ze jest na etapie… Czytaj więcej »
Ania
Gość
Nie rozumiem tego. Jesteśmy/staramy się być tolerancyjni, tak? Wszyscy są ok, ale na dystans? Kiedy na ulicy, czy w tej nieszczęsnej restauracji podejdzie do nas INNY, to wyrażamy swe niezadowolenie i wzrokiem gromimy, bo naruszył nasz święty spokój? To może na jakąś przestrzeń odludną zdezerterować – tam nikt nie będzie naruszał prywatności. Właśnie takie podejście powoduje, że rodzice z maluchami siedzą w domach, że na podwórkach coraz mniej dzieciaków biega… Z tego co kojarzę, to gdzieś w średniowieczu dzieci były podkategorią ludzi. Wracamy do tego? I wiecie co, niech się burzą, z pogardą i wyższością patrzą, w kościołach i muzeach,… Czytaj więcej »
Kaloshka
Gość

moja wchodząc do restauracji, zasiada przy stole, krzycząc „mniam, mniam”, także ten tego…:)) pełzanie, tańce, wdrapywańce i co tam w duszy się ukluje tez nam nie obce :))