Woman and the city

Jak nie przytyć (za dużo) w ciąży

14 stycznia 2015

DSC_1053_1

Zanim zaszłam w ciążę, myślałam, że na to, ile przytyję, nie mam żadnego wpływu. Właśnie tak sprawę przedstawiały mi inne kobiety ;).

Bo geny… Moja mama pierwszej ciąży przytyła ponad 20 kg, więc byłam pewna, że na pewno podzielę jej los, a po porodzie nadal będę przypominać małego wieloryba. Całe szczęście przytyłam niecałe 10 kg, dzięki czemu do samego końca mieściłam się w moje ulubione dżinsy i nie musiałam walczyć z największymi chyba zmorami pociążowymi: rozstępami oraz obwisłą skórą.

Bo hormony, choroba… To najczęstsza wymówka ludzi otyłych. Sorry Winnetou, ale zupełnie do mnie nie przemawia! Sama mam niedoczynność tarczycy, czyli powinnam być okrąglutka jak księżyc w pełni. Moje hormony w ciąży szalały do tego stopnia, że mimo częstych wizyt u endokrynologa, nie zawsze udawało się wyrównać ich poziom lekarstwami. Co więcej! Niedoczynność tarczycy ma na przykład Monika Pyrek, Agnieszka Włodarczyk, Maffashion, Kim Cattrall… Chyba nie muszę dalej wymieniać, bo już pewnie wiesz, o co mi chodzi? Wszystkie te babki są bardzo zgrabne. Jasne, prawdopodobnie dbanie o szczupłą sylwetkę jest dla nas trudniejsze niż dla zdrowego człowieka, ale umówmy się – na pewno nie jest niemożliwe!

Zatem: czy w ciąży trzeba tyć ponad normę? Absolutnie nie! Czy mamy wpływ na swoją wagę? Teraz już wiem, że tak! Wystarczy tylko zastosować kilka prostych trików:

1. Znajdź normalnego lekarza.

Jeśli tylko Twoja ciąża przebiega prawidłowo, nie ma potrzeby, żeby szukać super, hiper, duper specjalisty od zadań specjalnych. Ja o ciąży dowiedziałam się w sierpniu, kiedy to wszyscy ginekolodzy stacjonowali w ciepłych krajach. Znalazłam w okolicy jednego, jedynego, który mógł mnie przyjąć w tym wakacyjnym okresie. I tak oto trafiłam do ginekologa zajmującego się zapłodnieniami in vitro. Traktował mnie oczywiście jak wszystkie swoje pozostałe pacjentki: czyli chuchał, dmuchał i kazał przede wszystkim leżeć z nogami w górze przez najbliższe dziewięć miesięcy. Podobno ciąża to nie choroba, ale tak się wtedy czułam! Dlatego już we wrześniu zmieniłam lekarza, zależało mi na tym, żeby był młody, aktywny, niezbyt przewrażliwiony. Tak jak myślałam – dał mi zielone światło na wszystkie te czynności, które robiłam wcześniej. Odżyłam w ciągu kilku dni!

2. Ruszaj się.

Jeśli już masz normalnego lekarza, a Twoja ciąża nie jest zagrożona – nic nie stoi na przeszkodzie, żeby uprawiać sport. Ja ćwiczyłam do ostatnich dni przed porodem i bardzo to sobie chwalę, bo dzięki temu utrzymałam całkiem niezłą formę. Co można robić w ciąży? Ćwiczyć nogi i pupę na sprzętach znajdujących się na siłowni z małymi obciążeniami, wskakiwać na steper lub rowerek stacjonarny. Uprawiać marszobiegi, praktykować jogę lub ćwiczenia z dużą piłką. Pływać na basenie. Dużo spacerować. Czego nie można? Robić brzuszków, podnosić dużych ciężarów i uprawiać wszystkich tych sportów, które grożą upadkiem, jak: jazda na rowerze, na nartach, łyżwach, rolkach, jazda konna. Jak widzicie, zakazanych owoców jest mało, dlatego mam nadzieję, że każda z Was znajdzie aktywność, która odpowiada jej najbardziej.

WSKAZÓWKA: Jeśli nie bardzo wiesz, jak ćwiczyć w ciąży, włącz YouTube i wpisz któreś z haseł: „pregnancy workout”/”prenatal workout”/”prenatal fitness”/”prenatal yoga” (polecam zwłaszcza filmiki z Larą Dutta!). Na pewno znajdziesz swoje ulubione programy, które będą Ci towarzyszyć do ostatniego trymestru! Pamiętaj tylko, żeby się nie forsować, często odpoczywać, nie robić czegoś, co jest ponad Twoje możliwości oraz siły.

3. Jedz regularnie.

Najlepiej pięć posiłków dziennie. Gdy opuściłam jakiś posiłek, czułam się w ciąży bardzo źle: było mi słabo, miałam zawroty głowy i mdłości. W tym stanie nie ma półśrodków: jak już czujesz głód, to od razu wilczy, żadnego tam delikatnego ssania w żołądku! Jeśli więc jesz regularnie, nie głodniejesz, a więc w efekcie nie rzucasz się na całe opakowanie lodów zagryzanych pizzą.

4. Pamiętaj: śniadanie królewskie, kolację oddaj wrogowi.

W ciąży to raczej niemożliwe, bo brak kolacji niechybnie skończyłby się nocnym przeczesywaniem lodówki, ale warto przestawić organizm na tryb, w którym najwięcej kalorii dostarczasz w pierwszej połowie dnia, aby zdążyć to wszystko spalić. U mnie świetnie się to sprawdziło! Na kolację zazwyczaj jadłam miskę sałatki: czasami z sycącym mięsem, jajkiem lub grzankami, ale jeśli miałam ochotę na Kanapkę Drwala, to starałam się zawitać do Maca przed godziną osiemnastą.

5. Miej na podorędziu zdrowe przekąski.

Nie ruszałam się bez nich z domu. W mojej torebce (ale również w spiżarce) zamiast batoników zawsze mogłam znaleźć: jabłka, jogurty, sok pomidorowy, więc jeśli już dopadał mnie wilczy głód między posiłkami, podjadałam na zdrowie swoje oraz dzidzi.

Jak widzicie, wszystkie zasady są bardzo proste. Bo też utrzymanie prawidłowej wagi w czasie ciąży nie jest żadną mission impossible! Kiedy popytałam w takiej szczerej, przyjacielskiej rozmowie babki, które tyły powyżej 20 kg, wszystkie przyznały ze skruchą: „Ok, jadłam codziennie dwa obiady/słoik Nutelli/tabliczkę czekolady/paczkę chipsów…”.

Myślę, że tak w czasie ciąży, jak i podczas całego naszego życia powinno nam towarzyszyć motto: jem po to, żeby żyć; a nie żyję po to, żeby jeść.

DSC_1058_1

  • madlain

    Super, dzięki! Czekałam na tego posta. Jestem aktywną osobą i nie wyobrażam sobie bezczynnie przeleżeć całej ciąży. Nie byłam tylko pewna, za jaki rodzaj aktywności fizycznej mogę się zabrać. Twój wpis rozwiał moje wątpliwości. Powiedz tylko, czy chodziłaś na basen do ostatniego miesiąca ciąży, czy tylko przez pewien czas?

    • Do samego końca! Nawet jak miałam jakieś problemy, to akurat basen był wskazany, bo łagodził bóle spowodowane rozchodzeniem się bioder/macicy. Trzeba tylko uważać na infekcje (zapalenie pęcherza!) i jeść dużo żurawiny ;).

    • Ja miałam leżącą ciążę, jedyna aktywność przez 4 ostatnie miesiące to wycieczki do lodówki i wizyty u lekarza. Raz poszłam do sklepu, to skończyłam w szpitalu z plamieniem. Czy przytyłam nieco więcej niż trzeba? A owszem. Niestety nic to nie dało, nawet mimo półrocznego szlabanu na rower. Mój organizm chyba lubi być chudy. ;)

  • Matka polka

    Tylko nie przesadzajcie, ponoc dobrze jest przytyc ok 12 kg. Ja sie bardzo pilnowałam, przytylam ok. 11 kg (48->59) i niestety dziecko z objawami hipotrofii sie urodziło. Po porodzie wazylam 51 i okazalo sie tez, ze mam problem z karmieniem piersią. Wtedy tez przeczytalam, ze kobieta powinna miec 5 kg nadwagi, zeby organizm dobrze funkcjonował w czasie produkcji pokarmu (i zeby nie bral zapasow wapna z kosci). I przytylam wtedy do ok. 55 kg. Dziewczyny, dajcie sobie na luz z tym nienagannym wygladem w czasie ciązy i po. Ja uwazam, ze byłam głupia i zamiast o dobru dziecka myslalam o sobie, o tym jak bede wygladac. Poza tym jak sie karmi piersią po porodzie, to te kilkogramy szybko lecą w dół. Aktywnosc sportowa w czasie ciazy jest wskazana tak jak w kazdym okresie zycia. Ja zima chodzilam na biegowkach, a latem jezdzilam na rowerze do 7go miesiaca c, ale nie mialam cierpliwosci do cwiczen z pilką.

    • Tutaj jest dokładna rozpiska, ile to znaczy przytyć zdrowo: http://babyonline.pl/kalkulator-wagi-w-ciazy.html?gclid=CjwKEAiAxNilBRD88r2azcqB2zsSJABy2B96KVKSEytOqpwpbRn2UDcafylquhk-L-HFu7LE6BDAEhoCNwXw_wcB – ja nie podałam namiaru w tekście, bo łatwo te dane znaleźć ;). Orientacyjnie tylko użyłam określenia: „20 kg i więcej” ;), bo tak jak Ty uważam, że nie można dać się zwariować, broń Boże odchudzać (!), liczyć kalorie, odmawiać sobie, itp., ale też czasy, gdy ciężarna miała jeść za dwóch dawno minęły i dobrze!

    • Ja niestety też miałam problemy z kp, po porodzie co prawda ważyłam 58, ale szybko leciałam w dół. Najwyraźniej utyłam tylko wodą. Po kilku miesiącach z mojej „nadwagi” nic nie zostało. Ale u mnie problemy z kp były bardziej złożone, cesarka, 2 litry krwi stracone podczas krwotoku, dużo morfiny i wklęsłe brodawki.

    • izaiza1

      Ale tu dziewczyna pisze o regularnym jedzeniu po prostu zdrowym zdrowe jedzenie jest bardziej dziecku potrzebne niż np. Fast food czy jakies ciezkie jedzenie. Ponoć jesli nie cwiczylo sie przed ciążą to nie bezpieczne jest zaczynac dopiero w ciąży bo Tak tak jakby za duży szok dla oeganizmu ijezdzic rowerem w ciazy tez nie wolno bo??????? Tak mi ginekolog powiedzial nie wiem moze idzie nacisk na brzuch? (Bardzo bobry ginekolog) dla tych ktore nie chca uprawiac sporu proponuje po prosu duzo spacerowac i zdrowo jesc to jest Bardzo Dużo

      • majniaki.pl

        Sport można spokojnie zacząć uprawiać w ciąży tylko trzeba go wdrażać stopniowo. Wiadomo, że nie dobrze jest od razu rzucić się na bieżnie ustawić ją na 15 km/h i przebiec 5 km jeśli nigdy się nie biegało. No chyba, że cię to nie męczy. A co do jazdy na rowerze, to odradza się ze względu na ryzyko upadku. Jeśli w czasie ćwiczeń nie czujesz się komfortowo, to znaczy, że ćwiczenie ci nie służy.

        I nie zgadzam się, że zdrowo znaczy bardzo dużo.

      • Matka Polka

        Fajny ten kalkulator. Wynika z niego, ze za malo przytylam. Jadlam bardzo zdrowo, codziennie bardzo duzo warzyw, z kilkgram owocow, zero fastfoodow. Szczerze mowiac balam sie przytyc za duzo, bo balam sie tez, ze dziecko za duzo urosnie i bede miala problem podczas porodu. I mialam problem, w dzien porodu, jak zaczely sie coraz mocniejsze skurcze, to pomyslalam sobie, ze to najgorszy dzien w moim zyciu. Skonczylo sie cesarka. Tez bylo duzo morfiny i plaskie brodawki. Nie szlo nam karmienie piersią, mloda byla dokarmiana butelką. Nawet mleko odciagane dawalam jej butelka, bo nie chciala ssac cycka. W pierwszych dniach malo bardzo odciagalam, moze z 5 ml mi sie udawalo, a reszte uzupelnialam mlekiem. Kilka razy bylam w poradni laktacyjnej. Slyszalam te same rady i panie twierdzily, ze widocznie nie chce karmic. Wkurzalo mnie to, bo duzo wysilku mnie kosztowally te wszystkie proby. 11 dni po porodzie pani w poradni mnie wysmiala, ze chce karmic piersia, a jade na butelce non stop. Troche sie tam poklocilysmy, klocilam sie tez z polozna, bo wszystkie z gory mnie skreslaly i nie czulam od nich wsparcia. A jednak uparlam sie i kilka razy dziennie odciagalam mleko i dawalam z butelki corce. Az w koncu zaczelam tyle produkowac, ze zaczelo byc go za duzo w lodowce. Jak rozkrecilam laktacje ok. 3 tygodni po porodzie, to zaczelam probowac przystawiac mala do piersi. Ale nie chciala. Wtedy sprobowalam z kapturkami. Kapturki chciala, bo przypomnialy silikon smoczka butelki. I zaczelam ja przystawiac przez te kapturki. Dalej przynajmniej raz dziennie odciagalam mleko, zeby podkrecic laktacje. Po 5 tygodniach takiej orki przyczytalam u Tracy Hogg, ze mleko moze zaniknac wlasnie w 5 tygodniu, jak sie karmi przez kapturki. Tracy pisala ze to jest za mala stymulacja dla mozgu. Spanikowana zaczelam przystawiac mala bezposrednio do piersi i ku mojej radosci wreszcie dzidzia podchwycila temat. Od tamtego czasu poczulam super ulge i zaczelam miec wiecej czasu na inne sprawy, bo nie musialam juz non stop wyparzac laktatorow, butelek, kaptorkow. Nie musialam odciagac o 3 w nocy laktatorem mleka przez pol godziny, zeby pozniej dac go malej w butelce.
        Pisze to tym, bo moze to sie komus przyda. To nie bylo latwe, bylam zmasakrowana ta cala robotą, ktora codziennie musialam wykonac. Szczerze mowiac to byla najciezsza praca, jaka kiedykolwiek wykonalam. Zasypialam ze zmeczenia gdzie popadnie. Nie wiem, czy drugi raz bym przez to chciala przechodzic. Mysle, ze prawda jest, ze laktacje trzeba chciec. Mialam momenty zwatpienia, kiedy chcialam sie juz poddac i przejsc na butelke. Codziennie byly kryzysy ok. 18ej, bo mialam wtedy najmniejsza produkcje i balam sie czy starczy malej czy nie. Nieraz zastanawialismy sie czy juz dawac dodatkowe mleko, czy jeszcze poczekac i wycisnac cos z cycka… generalnie byl to mega trudny czas, ktory na szczescie juz minal.
        Zalezalo mi na karmieniu, bo podobno mleko matki jest najlepsze. Ale nie wiem teraz czy faktycznie tak jest. Czasem sobie mysle, ze moze niepotrzebna byla ta cala szarpanina. Mala dostalaby butelke, najadla by sie tyle ile chciala i bylby spokoj. Ale moze jednak dzieki tej piersi mala nam w ogole nie chorowala… z drugiej strony mam znajoma, ktora od poczatku karmila butelka i jej dziecko tez nie chorowalo. takze nie ma tu reguly.
        Z moich obserwacji kolezanek ciezarowek wynika, ze problemy z karmieniem mialy te chude babki, te ktore przytyly bardzo malo, tak jak ja. Kolezanki, ktore przytyly po 12-16 kg i wiecej nie mialay zadnych problemow (mimo cesarek) z karmieniem i bardzo szybko waga im spadla. Teraz mowia, ze waza nawet mniej niz przed ciaza.
        Takze miejcie to na uwadze drogie panie, jak chcecie karmic piersia. Oczywiscie kazda jest indywidualnym przypadkiem. W karmieniu wazna jest tez psycha, jak nie ma wsparcia albo jak za bardzo sie wszyscy wtracaja zamiast dac spokoj matce to matka moze sie zablokowac. Nie zdawalam sobie z tego sprawy. Myslalam, ze karmienie to mechaniczna sprawa, a nie, ze psycha tez tu sie wtraca.
        Koniec, Pozdrawiam
        Chyba musze zablokowac tego bloga, bo za duzo czasu spedzam na pisaniu komenarzy :)

        • Co Ty! Nie blokuj! Szkoda by było tak fajnych, merytorycznych komentarzy!

          Ja miałam bardzo duże problemy po porodzie, tak duże, ze bałam sie chodzić do toalety ;). W efekcie bardzo mało piłam, za co dostawałam regularnie po głowie od położnych ;). Prawdą jest, ze w Polsce pomoc laktacyjna kuleje. Ja dostawałam bardzo sprzecze sygnały, z jednej strony: „Proszę karmić! Każda ma mleko po trzeciej dobie!” (a ja go nie miałam nawet po tygodniu, jak odciągalam laktatorem to nawet tych 5 ml, nawet kropli :(), a z drugiej, po badaniu: „Pani nie ma mleka, proszę podać butlę, to żadna tragedia!”. No i sygnały od rodziny: „Jak to: nie karmisz piersią? Piersią TRZEBA karmic! Przystawiać i mleko będzie!”, a kiedy mały ciagle płakał: „Cycka mu trzeba!”. Także rozumiem i naprawdę podziwiam, ze tyle wytrwalas dla swojego dziecka! Ja tam wierze, ze kp wzmacnia odpornośc i więź z dzieckiem.

      • sss

        Na rowerze nie powinno się jeździć z bardzo prostej przyczyny… w razie upadku szansa na to, że osłonimy brzuch jest minimalna. Na głowę kask założymy, na brzuch nie. Nawet jeśli my będziemy jechać ostrożnie, zawsze ktoś może nam wbiec pod kółka i nieszczęście gotowe.

    • Karolina Gabryniewska

      Ja się nie zgodzę z ta 5 kilową nadwagą, w ciąży przytyłam również 11 kg, a jadłam jak zwykle czyli nie obżerałam się (zero zachcianek) do swojej wagi wróciłam w ciągu dwóch tygodni od cc, po następnych trzech tygodniach schudłam jeszcze 3 kg, i karmiłam syna do 7 miesiąca (moja mama i siostra do ok.5 więc i tak miałam szczęście).w czasie karmienia nie byłam na diecie ale te pierwsze trzy miesiące właśnie poświęciłam dziecku czyli jadłam zdrowo i lekko tzn. Duszone, gotowane dosmakowane w tym cebula i czosnek i inne przyprawy, warzywa, witaminy i zero słodyczy i schabowych z frytkami ;-) Da się wytrzymać w końcu to tylko pare miesięcy, dodam że mam celiakie czyli nie jem glutenu i nie wiem vo to kolki ;-) Pozdrawiam

  • Mam taki sam zajebisty brzuch;p tyle w temacie;p

  • Hej! Mnie też odrzucało od kurczaka! I od pomidorów!

  • Oj, ja też mam na biodrach, również pojawiły się w okresie dojrzewania. Za to w ciąży – już nie, choć moja mama miała, więc nie wiem, czy to genetyka, czy ślepy los? ;)

  • Aga

    Mnie Laura Dutta towarzyszyła prawie codziennie, uwielbiałam jej sesje jogi! Podczas ciąży przytyłam 17kg, w 6 miesięcy po porodzie odzyskałam swoją wagę sprzed ciąży.

  • Ja to robiłam wszystko, by dużo utyć w ciąży, liczyłam że mi choć kilka kg po ciąży naddatku zostanie. Ależ byłam naiwnym łosiem. Pół roku codziennego rosołu, masy kluch i innych specjałów wyżarło mi dziecko I zabrało ze sobą. Pół roku i co było na plusie (16kg) poszło w diabły. :/

  • Kasia

    Wszystko ładnie pięknie, rady spoko, ale niestety… chudy nigdy nie zrozumie grubego. Geny, których znaczenie nieco bagatelizujesz to także kultura jedzenia jaką wyniosło się z rodziny. Jeżeli przed nastolatką zawsze stawiano talerz pełen jak dla dorosłego faceta, podtykało się pod noc słodycze itd., to jest później naprawdę hardcorowo. Jedzenie to nałóg, którego przecież nie możesz zupełnie rzucić. To tak jakby dla alkoholika kazać pić tylko łyczek piwa dziennie. Albo pół papieroska dla nałogowego palacza. W naszym przypadku utrzymanie wagi to jedna wielka walka ze sobą codziennie. I chudy niestety tego nie zrozumie. Dla takich osób jak ja (rozmiar 42 bez ciąży i 44 po ciąży niestety) jest tylko jedna rada: nie wpier****j tyle!!! Droga pulchna czytelniczko, która planuje zajść w ciąże zapamiętaj po prostu jedno, bo rady Ilony są niestety dla chudych: po prostu nie wpie*****j!!! Nie tłumacz sobie, że musisz jeść więcej w ciąży bo dziecko potrzebuje. Nic się nie stanie, jeżeli będziesz jadła tyle samo co zwykle (czyli i tak mega dużo). Żadnych słodyczy, nawet w ciąży nie wolno poluzować i nie tłumacz sobie, że karmiąc piersią szybko zrzucisz. Karmię już rok i jestem cała napuchnięta, pierścionki nie wchodzą. Schudnięcie obecnie kilograma kosztuje mnie tyle wysiłku ile kiedyś schudnięcie 5 kg… Także walcz z pokusą i po prostu nie wp****j :) A będzie OK:)

    • Wydaje mi się, że dokładnie to samo napisałam :).

      Ludzie myślą, że bycie szczupłym przychodzi ot tak, bez żadnego problemu. „Jesteś chuda i zawsze będziesz” – tak mnie oceniają. Jakiś dar z niebios albo coś. Geny pewnie ;).

      Pewnie będę, ale wiesz dlaczego? Bo codziennie ćwiczę i uważam na to, co jem. Bo popularną filozofię: „Zjem, a co sobie będę odmawiać!” zamieniłam na: „Nie, jedzenie nie jest sensem mojego życia”.

    • JJ

      Yyyy… czyli to, co wynosisz z domu jest niekwestionowalne i nic nie możesz z tym zrobić? Bardzo długo walczyłam z uzależnieniem od jedzenia właśnie dlatego, że w domu faszerowali mnie niezdrowymi tłuszczami i cukrami prostymi a ja nie broniłam się, bo lubiłam podjeść. Przez całe dzieciństwo, nastoletność, ogólnie do czasu studiów byłam otyła, BMI > 30 . Owszem, podchodziłam do odchudzania dość długo. Nie obyło się bez terapii – wszak nie byłam w stanie wytrzymać tygodnia bez wpierdzielenia połowy półki ze słodyczami w markecie. Ale po roku walki, zmieniania swojego myślenia udało mi się wypracować nawyki żywieniowo-sportowe, które nie powodują, że czuję się smutna, uzależnienie od cukrów prostych trzymam pod kontrolą a figurę mam ładniejszą niż kobiety, którym wcześniej zazdrościłam. Grubi ludzie mają potencjał, żeby być szczupłymi ludźmi przez całe życie. I nie, nie wystarczy tylko chcieć. Potrzeba dużo samozaparcia i pracy.

  • M

    Oj Ilona powiem szczerze, ze ten post nie szczegolnie przypadl mi do gustu. I to nie dlatego, ze jestem zwolennikiem 9-cio miesiecznego zwolnienia lekarskiego, lezenia plackiem, jedzenia za dwoch, chuchania i dmuchania… bo ciaza, nie. Moze przez te zdjecia (wybacz prosze) taki lekki narcynizm mi sie tu wkradl. Naprawde cialo masz imponujace i godne pozazdroszczenia, ale dziewczyny, ktorych cialo wyglada inaczej po ciazy niz Twoje raczej nie przeczytaja tego postu z usmiechem na twarzy. I juz nie wazne czy jadly za duzo, czy po prosu skora sie za bardzo rozciagnela i zostaly z rozstepami (i nie mowimy tu o dodatkowych kilogramach-tych zawsze mozna sie pozbyc) to jest juz czas dokonany. Nie zmienia tego, a ten post dodatkowo pozbawi ich humoru na dzisiaj.
    A poza tym czytam chetnie i zeby nie bylo tak hejtowo to podoba mi sie Twoje „feministyczne” podejscie co do wychowu potomstwa. Ojciec jest takim samym rodzicem jak matka. Ja sie podzielilam maciarzynskim-taciezynskim z moim mezem. Maz zostam z mala jak miala 4 miesiace. I jakos dal rade.
    Wydaje mi sie rowniez ze charakterki Twojego syna i mojej Corki sa podobne. Jak nie to nie! I nie ma dyskusjii. Nikt im w kasze dmuchal nie bedzie. Oj ciezko z takimi czasmi ale moze w zyciu beda mieli latwiej (ja sie tak pocieszam i juz nawet nie mam sily nerwow sobie szarpac).
    xxx

    • Nie mam niestety ładnego zdjęcia z czasów ciąży (wiem, że takie najbardziej by pasowało). Jeśli położyłabym i obfotografowała miarę lub wagę (również przechodziło mi to przez myśl), mało kto by wszedł i przeczytał (niestety! Nadal wielu Czytelników wchodzi tylko na zdjęcia, nie po tekst!), a co dziesiąty czytający napisałby: „Tak się mądrujesz, a swojej figury nie pokażesz!”. Także tak… Blogowanie rządzi się swoimi prawami ;).

      • Kasia A.

        Jak jest co pokazać, to czemu nie :D

        • To raczej miał być rodzaj pocieszenia dla babek, które sie boja, ze po porodzie nie wrócą do formy ;). Pamietam jak byłam już przy końcówce, w tle grał TVN (program o chirurgii plastycznej, nie znam niestety tytułu) i pokazali brzuchy kobiet po ciąży (ale to była jakaś autentyczna masakra, nie zwykłe rozstępy czy nadmiar skóry!). Popłakałam sie: „Tak będę wyglądać???”. No nie. Wiele mamusiek nadal ma płaski brzuch ;). Co więcej – mamy na to realny wpływ!

          • m

            Wplyw mamy – prawie zawsze. Jednak ja wierze w rzeczy typu sklonnosc do rozstepow. Gdyby kobiety mialy wplyw na to jak ich cialo ma wygladac po ciazy i mogly zaradzic wszelkim skutkom ubocznym to by nie koczyly z rozstepami na cyckach. I to nie spowodowanymi dodatkowymi kilogramami, a po prostu sklonnosciami. Moim zdaniem.

            Ja mialam to szczescie ze ciaza byla dla mnie laskawa (zreszta mialam taka nadzieje patrzac na calkiem przyzwoite cialo mojej mamy, ktora nie miala do dyzpozycji kremow, masci, masazerow i innych gowien 30 lat wczesniej). I wlasnie tu kolejny raz powoluje sie na te sklonnosci, glownie, bo nie ukrywam ze z zapalem wcieralam tubami Palmer’s Cocoa Butter Formula Massage Cream trzy razy dziennie. Nawet w pracy mialam tube i smarowalam na przerwie. Pomoglo, chyba. Albo tak mialo byc i juz.

            Inne dziewczyny jednak nie maily takiego szczescia i tym serdecznie wspolczuje.I gdyby nie one pewnie nigdy bym jadaczki nie otworzyla i dalej czytala bloga w ciszy, a tak wychodze na totalnego hejtera, ktorym nie zamierzalam byc i nie bede.
            Obiecuje, ze jak mi sie spodoba jakis wpis to zamieszcze tym razem pozytywny komentarz. Juz miala okazje, no bo przeciez dzieki Tobie kupilam Roombe, Maseczke Dermiki i rozgladam sie za jakims fajnym lux dresem (stressed, depressed zaloz dress) zeby w weekend jak jestem w domu nie wygladac jak totalna fleja.

          • Zgadzam się, w skłonność (genetyczną) do rozstępów również wierzę. Dlatego to post na temat: jak się nie roztyć, a nie jak nie mieć rozstępów ;).

        • M

          No nie do konca jestem przekonana. Jednak pierwotnie blog byl parentingowy i w wiekszosci zagladaja na tego bloga mamy – tzn. po przebytej ciazy a nie przed. Niezle sie jedna z druga moga zdolowac jak im ciaza zmasakrowala cialo (np. bliznaicza) i juz tego nie sa w stanie odwrocic. Pokazywac – owszem, ale dyskretniej. Zdjecia zamieszczone do wpisu porownuje troche z tymi zdjeciami facetow, ktorzy chwala sie szesciopakiem. Takie w stylu „naprawde?”

          • Ja w sumie nie widzę niczego złego w tym, ze ktoś się chwali ciężko wypracowanym sześciopakiem ;).

          • JJ

            Dla mnie ten post jest fantastyczny, bo z jakiegoś powodu krąży przekonanie, że kobieta w ciąży jest wielorybem i wielorybem pozostanie. Ilona przecież pisze o wadze a nie o skórze. Ze skórą jest tak, że czasami nie da się inaczej niż operacyjnie. Niemniej jednak do ładnej figury wrócić można bardzo szybko, ba, uważam, że roztycie się w czasie ciąży naprawdę nie jest konieczne (oczywiście większe niż to wymagane). Każda mama może mieć szczupłą figurę – pytanie tylko, czy chce i ma na tyle samozaparcia, aby to dokonać. Podstawą chudnięcia jest dieta. Na dietę może przejść każdy. Sama mam obwisłą skórę na brzuchu, bo schudłam z dużej nadwagi – mimo wszystko uważam, że mam ładną figurę. Zdaję sobie sprawę, że po ciąży może mi przybyć skóry, ale cóż – zawsze mogę mieć nadzieję, że nie będzie bardzo źle. Dlatego podziwiam cudowny sześciopaczek!

  • Kasia A.

    ja w obu ciazach przytyłam po 15 kg/ 1 ciążą. Jednak w obu przypadkach nie wyglądałam jak wieloryb :P raczej sie wszyscy dziwili, ze ja juz do porodu, jak ledwo mam brzuch troche wiekszy. Po obu ciążach kg szybko zgubiłam, nawet się nie obejrzałam kiedy :) obecnie waże 48 kg. Jem na co mam ochote. Myślę jednak, że to kwestia genów może trochę jednak być :) w obu ciążach byłam też aktywna. ostatnio się bardzo ucieszyłam, bo mąż mi rzekł, że wygladam, jak bym jeszcze żadnego dziecka nie urodziła. Ale wiem, ze nie kazdy ma tak dobrze.

    • Z tego co wiem +15/18 kg jest jak najbardziej normą, zwłaszcza przy niskiej wadze wyjściowej ;). Także nie mogłaś wyglądać jak wieloryb! Miałam raczej na myśli przedział 20/30 kg na plusie i tłumaczenie się przed innymi: uważałam na to, co jem; nie jadłam więcej niż zawsze; nie masz na to żadnego wpływu. Trochę mnie dołowały takie stwierdzenia i nie powiem, przez nie bałam się ciąży i tego, co się z moim ciałem stanie ;).

      • JJ

        Właśnie ja też byłam mega zdołowana, że poświęciłam mnóstwo czasu na schudnięcie i ładną figurę a tutaj jakiś bachor w brzuchu ma mi to wszystko zaprzepaścić – mama, koleżanki, no wszystkie babki były takiego zdania, że w ciąży się trzeba rozrosnąć i nie ma się na to żadnego wpływu, ot hormony! „Uważałam na to co jem, to nie moja wina te 30parę kilo!” Byłam załamana. 30 kg? Schudłam kiedyś z 40-to kilowej nadwagi i naprawdę nie miałam ochoty na robienie tego jeszcze raz. Dziecko nie było planowane chociaż często o tym myśleliśmy i szczerze mówiąc miałam bardzo różne myśli kiedy zobaczyłam test ciążowy – no bo dziecko się ukocha oczywiście, ale ja nie chcę kosztem mojego wypracowanego w pocie czoła ciała (oczywiście w tych kwestiach na które mam realnie wpływ). Jestem w ciąży zagrożonej więc oprócz spacerów się nie ruszam dodatkowo, ale jem zdrowo, przytyłam 11 kilogramów (z BMI 17, także nisko). Przyszłe mamuśki, łepki do góry, jak komuś zależy to będzie dobrze!

        • Emilka B

          W pierwszej przytyłam 19kg i po 3 miesiącach ważyłam mniej jak przed zajciem. Tyle że byłam bardzo aktywna przed i moje ciało szybko się zregenerowało. A w drugiej ciąży przytyłam 25kg z tym że bardzo puchłam po porodzie już na drugi dzień „byłam mniejsza” i nie mówię tu o samym brzuchu nogi wszystko zeszło moment i zrzuciłam w pół roku resztę :)

  • Ja mam jeszcze jeden punkt do dodania – asertywność! Bo te wszystkie babcie i ciocie zaraz będą serwowały podwójne porcje obiadków i kaloryczne deserki, a wszystko „dla dobra dziecka”. Mnie brak asertywności zgubił – myślałam że mam wpływ na to, ile przytyję, a skończyłam z dwudziestką na plusie….

    • O tym nie pomyślałam, a tu masz rację! Zwłaszcza starsi ludzie namawiają, żeby jeść za dwóch. Tymczasem nie sama ilość, a jakość się liczy przede wszystkim.

    • JJ

      Oj tak, ja się z rodziną nie raz pokłóciłam, bo nie chciałam jeść słodyczy a przecież „dziecko potrzebuje”. Przepraszam, ale – no ja pierdolę. Tak, dziecko potrzebuje cukrów prostych. W ogóle fajnie jakby ktoś się zastanowił nad tym czego ja potrzebuję :P .

  • AgaZ

    W przypadku rozstepów, to niestety wiele zależy jednak od genów. Jestem mamą bliźniaków, w ciąży bardzo dbałam o skórę, bo wiedziałam, że jestem bardziej na nie narażona, i do pewnego momentu było ok. ale pod koniec ciąży to była masakra po prostu, rozstęp jeden na drugim. A przecież nie przytyłam jakoś ogromnie jak na c. bliżniaczą, bo ok. 18 kg. I niestety mój brzuch jest nie do pokazania, chyba tylko plastyka brzucha mi pozostała. Dodam jeszcze, że mama i siostra też miały problem z rozstępami, nie w takim stopniu jak ja oczywiście.
    A w ostatniej ciąży to schudłam 6 kg;)

  • Monika

    Niestety muszę się w tym miejscu zgodzić z osobami, które to zabolało. Nie dlatego, że sama należę do osób grubszych, bo wręcz przeciwnie jestem bardzo szczupłą osobą, również mam niedoczynność tarczycy i nie wiem jakim cudem, ale nawet gdybym się objadała to nie przybywa mi kilogramów, a parę by mi się przydało, jednak to raczej sprawa genów, rodzice do tęgich nie należą. W ciąży przytyłam 17 kg, odżywiając się zdrowo, zresztą zawsze stawiam na jakość posiłków, ale też niczego sobie nie odmawiam, bo nie muszę. Moja waga wyjściowa to 48 kg, więc niewiele przy moim wzroście, urodziłam dziecko 3700g, nie mam rozstępów, ale nie pisałabym takich rad nikomu, bo wiem, że różnie to u każdego bywa. Nie można wszystkich (większości) mierzyć swoją miarą. Z powodzeniem od początku karmię piersią (bez dokarmiania, choć początki były ciężkie) i też mogłabym napisać „kilka rad”, a uważam, że w tym wypadku edukacja przydałaby się i mamom i personelowi medycznemu. Ilono nie wszystko jest takie proste, poczekamy aż urodzisz jeszcze parę dzieci i jak twoja dieta i kolejne ciąże wpłynęły na twoją skórę i wagę… rozstępy potrafią się pojawić przy kolejnych, tak samo, jak może przy kolejnym uda Ci się karmić piersią (nie piszę ze złośliwości, wiem, że chciałaś). Pozdrawiam

    • A mnie by się przydały rady na temat karmienia piersią! I nie odebrałabym tego jako złośliwość.
      Fajnie jakby ktoś napisała kawa na ławę: nie, mleko samo nie płynie, trzeba zrobić to, to i to ;). Tak jak ja napisałam: tak, masz wpływ na swoją wagę, o ile zrobisz to i to.

      Również pozdrawiam!

      • M (Monika)

        Niestety z karmieniem nie jest to zawsze tak prosta sprawa, rób tak i tak a będzie tylko dobrze. Najlepiej jeśli mamy wątpliwości nie pytać się mamy, która nie karmiła wcale bądź parę tygodni, koleżanek, nawet zwykłej położnej, najlepiej udać się do dobrego sprawdzonego doradcy laktacyjnego, ale tylko certyfikowanego, jeśli problem jest taki, z którym same nie umiemy sobie poradzić. Czytałam twój post o terrorze, mogę się zgodzić z tym, że należy przystawiać, przystawiać i jeszcze raz przystawiać, ale pod warunkiem, że robimy to dobrze i dziecko odpowiednio ssie. Moje brodawki wg położnych były idealne do karmienia, ale nie dla mojego dziecka, karmiłam przez dwa miesiące przez nakładki, potem przyszło oduczanie ich, udało się na szczęście, obyło się bez większych dramatów. JA osobiście nie wierzę niestety w historie, że nie miałam pokarmu, mam słaby pokarm, skończył mi się pokarm…(można mnie za to hejtować;)) W ciąży nie przeczytałam nic na temat karmienia, wydawało mi się to oczywiste, jednak wymaga to wiele pracy zarówno ze strony matki jak i dziecka, znam kobiety, które nie karmiły parę miesięcy i potrafiły przywrócić laktację, także wszystko jest możliwe :) Pozdrawiam i życzę powodzenia na przyszłość :) (tak btw. ty jesteś polonistą, ja natomiast znienawidzonym germanistą ;))

        • Monika

          Ilona, sorry, że tak znowu i nie pod temat posta, ale jak chciałaś rad na temat karmienia, to oto mam już powód, dla którego się mogło nie udać, sięgnęłam głębiej (jakkolwiek to brzmi), bo nie wiesz napewno, że „poznałam Cię” zanim utworzyłaś tego bloga, na pewnym forum (nie,nie byłam uczestniczką forum), w sumie sama nie pamiętam już jak tam trafiłam, ale nieważne, przeczytałam jeszcze raz Twoje wpisy, po tym jak urodziłaś i powiem Ci jedno, czytam Cię ze względu na to, że w pewnym sensie jesteś do mnie podobna, tylko ja moje podejście zmieniłam wraz z pojawieniem się dziecka. Stukałam się w głowę, jak ktoś mówił, że śpi z dzieckiem, karmienie na żądanie…hmm myślałam, że co 2,3 h taaa zapomnij, przynajmniej na początku, a wogóle jak mi się nie uda to trudno, noszenie dziecka- absolutnie, tylko się przyzwyczai a teraz rzeczywistość: karmienie na żądanie, czyli w efekcie nieraz cała dobę, nie żartuję, w nocy na początku karmiłam non stop, uparłam się na karmienie i nikt mi nic nie wmówił, nie dałam sobie przegadać, udało się, nie dokarmiałam wogóle a syn jest tylko na cycu i jest powyzej 75 centyla, wiec ma sie dobrze :) a ile było pytan: czy mam duzo pokarmu, czy sie najada, czy przybiera.. Spię z dzieckiem, troche z wlasnego egoizmu, by sie wyspac, bo karmie go w nocy (kto to wymyslil, ze dziecko ma przesypiac noce najlepiej od urodzenia, teraz to bardziej sie budzi bo zabkuje) a troche dlatego, ze pomyslalam sobie: kurde, przeciez tylko czlowiek wyrzuca swoje mlode z gniazda, jak teraz nie bede z nim spac to nigdy, co do noszenia- staram sie tego nie robic, mezowi tez truje, jak z pracy przychodzi, a potem sobie mysle, a niech sobie ponosi, wkoncu jak przychodzi z pracy, to nic tylko go kapac i maly idzie spac. Spal ksiazke Tracy Hogg, albo nie stosuj sie do jej rygorystycznych zasad dotyczacych karmienia, bo to dobra droga do zaprzestania. Nie usypiam tez malego kolyszac, puszczajac kolysanki itepe, na poczatku odpusc sobie czysty dom (tez jestem pedantka, ale powiedziałam sobie pierwsze miesiace sa najwazniejsze jesli chodzi o laktacje, nikt nas nie nachodzil, mama byla u mnie tydzien, potem dawalismy razem sami, wlasciwie ja sama, bo maz pracuje do 18… Może się mylę, może za szybko się poddałaś, jeśli zrezygnowałaś już w szpitalu, bo dziecko płakało to o wiele za wczesnie, moj tez sie darł jak nie wiem co, nie dałam małego pielegniarkom ani raz, nie zgodziłam sie na dokarmianie, a przez to ,ze nie wiedziałam, ze dziecko trzeba wybudzac conajmniej co 2,3 h, jesli sie samo nie domaga jesc, mial zoltaczke karmionych piersia, czasem musi byc przy piersi 24h nawet jesli nie je, jesli sa poranione brodawki przez to, to nakładki chwilowo, lepsze to niz butelka, butelka rozleniwia dziecko i nie chce mu sie juz meczyc przy piersi, bo to dla niego naprawde ciezka praca. Nie neguje, ze sie nie starałas, moze faktycznie anemia miała na to troche wpływu, ale nie ma sie co poddawac, dziecko na poczatku traci dalej na wadze, moj jak mial tydzien, mial najnizsza wage spadkowa, potem zaczal przybierac. Nie musisz tego publikowac, bo naprawde się rozpisałam, maz sie pyta, czy prace dyplomowa pisze haha :D

          • Nie mogłam nie opublikować, skoro tyle napisałaś :* dzięki! Masz sporo racji, temat jest bardziej złożony, ale po czasie doszłam do podobnych wniosków ;). Nie porzuciłam karmienia jeszcze w szpitalu (taki szpital, ze absolutnie nie było mowy o dokarmianiu), a po tygodniu walki w domu, czułam sie trochę rozgrzeszona przez położną, która stwierdziła, ze pokarmu absolutnie nie ma i raczej juz po ptakach, bo trwa to za długo i przez pediatrę („proszę podać butlę, to żadna tragedia”). Do tego – tak jak piszesz – mój charakter był (jest ;)) taki, ze nie potrafię sobie odpuścić: przysiąść, położyć sie na pol dnia, kiedy wokół tyle do zrobienia – dla mnie ta niemoc to był koszmar. Butla pozwoliła mi odzyskać swoje życie, panowanie nad nim (tutaj faktycznie karmienie co 3 h z zegarkiem w ręku + przespane noce po 3 miesiącu ;)), dlatego teraz jej nie demonizuje, bo wiem, ze kp być może nie jest dla każdego… Chociaz – jeśli będę kiedyś miała drugie dziecko – to oczywiście spróbuje, bogatsza o doświadczenia, wrzucę na luz, zatrzymam sie, no bo jest o co walczyć (o tę bliskość przede wszystkim!).

  • M

    Gdzie się podział mój komentarz, moderacja komentarzy, ktoś tu chyba założył sobie idealnego bloga…a szkoda. Trzeba przyjąć na klatę, płaski pociążowy brzuch wszystko, również prawdę :)

    • Kochana, nie siedzę przed kompem 24h/dobę ;). 10-15 minut oczekiwania na moderację to chyba nie powód, żeby robić raban?

      • M

        Gwoli wyjasnienia, M. ktora wyzej napisala komentarz stajac w obranie dzieczyn, ktore nie do konca wygladaja po ciazy jak autorka, a M ktora zarzuca zakladanie idealnego bloga to dwie rozne M. Zbieg okolicznosci, ze akurat wpadlysmy na taki sam, malo wyszukany pseudonim.
        Pozdrawiam
        M. :-)

        • Wiem, wiem, widzę Wasze maile, a mam fotograficzną pamięć ;).

  • Karolina

    Wydaje mi się, że post nie miał nikogo urazić a jedynie trochę podpowiedzieć na co zwrócić uwagę. Bardziej chyba był kierowany do przyszłych mam niż do obecnych które trochę przytyły.

  • Malgosia

    Ja w ciąży przytyłam jakieś 15kg, wiec teoretycznie zmiesciłam się w normie. Przed ciążą bralam hormony, dzieki ktorym w 3miesiace dowalilam 10kg, choc intensywnie trenowalam 4-5 razy w tygodniu. Niestety od 10 tc zaczelam wymiotowac i.miec mdlosci.przez cala dobę-rano.wymiotowalam nim sie dobrze obudzilam, a o 23 potrafilam walczyc z nudnosciami. Cokolwiek zjadlam to od razu zwracalam. Sytuacja unormowala.sie. mniej wiece w 4 miesiacu, bo.wtedy nie wymiotowalam w srodku dnia tylko rano i wieczorem. Skutrxznie utrudnilo mi to cwiczenia bo od razu mnir.mdlilo. jedynym.wiec sportem byly dla mnie spacery. :-(
    Co do przekasek to zawsze mialam w torebce.migdaly -ze niby ograniczaja nudnosc… :-/ nie w moim przypadku.
    Udalo mi sie wrocic do.wagi sprzed.ciazy, ale nie sprzed hormonow. Daje sobie czas, powoli do.celu. 2kg mniej juz mnie ciesza. Reszta tez zaraz zniknie

    • Nie można jeździć na rowerze, bo to grozi niebezpiecznym upadkiem. Na stacjonarnym na przykład już można :).
      I faktycznie najbezpieczniej zacząć ćwiczyć przed ciążą, nie powinno być tak, że przed ciążą nic, a w ciąży wylewasz z siebie siódme poty. Ta aktywność ma raczej służyć podtrzymaniu dobrej formy i samopoczucia, a nie jej nabyciu i budowaniu mięśni ;).

  • pestki

    No ja niestety też się zgodzić z Tobą nie mogę. Ja pilnowałam się w ciąży co i ile czego jem do tego stopnia że nawet mama zwracała mi uwagę że chyba boję się żeby za bardzo nie przytyć. Ba zapisywałam co jem. Większy ruch odpadał w moim przypadku, basen też zostały spacery po kilka godzin dziennie. Przytyłam ponad 23 kg a chciałam 16 max. Więc nie zawsze jak się uważa tyje się tyle ile chce a przybranie na wadze ponad 20 kg nie świadczy o tym że się nie pilnowało. Tak czasem po prostu bywa. Teraz ważę 5 kg mniej niż przed ciążą, brak rozstępów-choć nigdy ich nie miałam, brzuch pozostawia jednak wiele do życzenia- zawsze też był moim słabym punktem.
    Twój brzuch jest genialny ale przyznaj zawsze pewnie taki był ?.

    • No właśnie nie :). Mam tendencję do wzdęć, zatrzymywania się wody w organizmie, gromadzenia tłuszczu właśnie w jego okolicy (typowa figura „jabłko”). Często przypomina małą piłeczkę i nie mam na to żadnego wpływu! Wystarczy, że coś zjem/wypiję/mam PMS. Brzuch to mój najsłabszy punkt, dlatego muszę sporo nad nim pracować (kardio + brzuszki). Po porodzie zaliczyłam nawet 6 Weidera, więc – patrząc na to, ile robię – już dawno powinnam mieć w tym miejscu sześciopak ;).

  • thevodka21

    Nie biorę do siebie tego posta bo wiem, że pewnie nie bylo Twoim zamiarem wytykanie tych które w ciąży sporo przytyly. Czyli mnie. 20 kg na plusie. I nie, naprawdę nie objadałam się w ciąży, tylko nieszczęśliwie należę do tych co są całe życie na diecie(bardzo bardzo ścisłej), a jak nie są to tyją od powietrza. Serio. Tak mam. Jak w ciąży wchodzilam na wagę i widziałam +5 w ciągu miesiąca to chciało mi się wyć do księżyca. No bo jak? Skąd? HOW? Tendencje do tycia, wczesniej w okowach rygorystycznej diety, wydostały się na wolność i sobie poszalały. Bogu dzięki oszczędzono mi rozstępów. Także tak. Wiem, że post miał na celu pokazanie, że się da być fit po ciąży. Ale wrzucilaś jednak wszystkie kobitki z nadwagą do jednego wora.

  • Editolinka

    Niestety ja znalazłam się w grupie kobiet które w ciąży miały nakaz „leżeć, nic nie robić, nie denerwować się , nie stresować”. Praktycznie od 3 miesiąca juz byłam na L4. Przed nadmiernym przytyciem broniłam się od początku ciąży. Prowadzę racjonalnie zdrowy tryb życia, jem zdrowo i tak też było w ciąży. W 5 mc okazało się że mam cukrzycę ciążową co dodatkowo zweryfikowało mój jadłospis – zero smażonego, zero słodyczy (nie zdrowych przekąsek i tak nie jem wiec z tym nie było problemu). Mimo to w ciąży przytyłam 17 kg. Po powrocie ze szpitala „zostało” mi 5 nadliczbowyxh kilogramów które zgubiłam na spacerach :) A czy mam rozstępy? Ani jednego! W ciąży z uporem maniaka smakowałam się masłem do ciała (tylko konsystencja masła dawała rade z odpowiednim nawilżeniem). Jestem bardzo zadowolona ze swojego ciała po ciąży :) Uważam że nawet w mniej aktywnej ciąży można o siebie zadbać na tyle żeby po porodzie cieszyć się zgrabnym i jędrnym ciałem :)

    • Współczuję i równocześnie podziwiam! Ja tylko pierwszy miesiąc i przy samej końcówce byłam „zdezaktywowana”, więc wiem, że to naprawdę nic fajnego! Brawo, że mimo wszystko starczyło Ci motywacji, aby do samego końca dbać o siebie!

  • No właśnie dlatego. Całe życie poniżej 3 centyla z wagą, a powyżej 97 ze wzrostem. U mnie w rodzinie tyje się po trzecim dziecku, albo dopiero po menopauzie. Liczyłam, że może ciąża w starszym wieku jednak mi coś doda, ale guzik z pętelką. BMI 16 się kłania. :)

  • KatarzynaKrawczyk

    Masz śliczne ciało i powinnaś je eksponować tak jak lubisz najbardziej. Czy to dzięki genom, ćwiczeniom, zdrowemu trybowi życia, po jednym czy kilku dzieciach. Powinniśmy czuć się w naszych ciałach najlepiej na świecie, mamy je tylko jedno przecież. Warto o nie dbać. I ciąża też jest takim okresem. Dbania o siebie i o dziecko. Dziecko i tak od nas ma to co najlepsze, jeśli nie dajemy mu tego w spożywanych pokarmach to weźmie je z naszych zapasów. Jestem w ciąży i mimo że zdrowo się odżywiam to i tak tyję, ale nie spędza mi to snu z powiek. Ja się czuję dobrze, moje dziecko też. Faktycznie, ćwiczę, od 40 do 60 minut dziennie, chociaż zdarza się, że w tygodniu jeden dzień mi wypadają ćwiczenia, ale za to oprócz ćwiczeń mam codziennie do 2 godzin spacerów. Trzeba dużo czytać. Kobietki pamiętajcie, że nie tylko w ciąży należy o siebie dbać, trzeba dbać zawsze. Można grzeszki popełniać, ale starać się ograniczać. I czytać etykiety!!! Spożywać dużo warzyw, owoców, szczególnie sezonowych.Chemia jest we wszystkim, a nie każdego stać na eko produkty.
    A w ciąży, jeśli zdarza się przytyć więcej niż siostra/mama/koleżanka/celebrytka, to trudno. Ruch i świadome odżywianie. Trochę rozsądku nikomu nie zaszkodzi. A to czy dojdziemy do formy w ciągu 3 dni czy roku, to nasz czas. Na to składa się bardzo wiele czynników. Nie dajmy się zwariować. Każda z nas może wiele osiągnąć, wierzmy w siebie, kochajmy swoje ciała, tak jak kochamy nasze dzieci. A organizm na pewno się nam się odwdzięczy.

  • majniaki.pl

    Ja w pierwszej przytyłam 34 kg tylko dlatego, że nie robiłam nic i żarłam za 10 osób. Biszkopty najlepiej mi wchodziły :)
    W drugiej ćwiczyłam do 5 miesiąca na siłowni, aktywna zawodowo byłam jeszcze na miesiąc przed porodem a urodziłam w 37 tygodniu ciąży. Jadłam zdrowo aczkolwiek nie powiem, żebym sobie słodyczy jakoś specjalnie odmawiała. Przytyłam 17 kg, czyli połowę tego co w pierwszej. Po pierwszej i drugiej szybko na szczęście wróciłam do formy. Jakby nie było to tak czy siak trzeba dbać o siebie, bo to nie tylko wygląd, ale i wydolność organizmu.

    Temat ważny i to bardzo. Ćwiczenia poprawiają kondycję, co przydaje się podczas porodu. Dziecko jest lepiej dotlenione, bo jest lepsze krążenie.
    Zdrowa dieta służy również obojgu i nie chodzi tu bynajmniej tylko o wagę.

    • Tak! Dziękuję za tak merytoryczne dopełnienie tego, co napisałam! Dokładnie! Nie chodzi o to, żeby jeść dużo, ale przede wszystkim – zdrowo. Jakość, nie ilość jest najważniejsza.

      Jeśli chodzi o ćwiczenia, byłam aktywna dokładnie po to, żeby mieć siłę na poród, być w dobrej formie, stąd np. joga, która pomaga przygotować/rozciągnąć miednicę, joga to również ćwiczenia oddechowe.

  • Faszyrka

    Skoro burza już przeszła, to pozwolę sobie dorzucić swoje trzy grosze ;-) Wprawdzie mam opory przed komentowaniem, bo jeśli tylko mam inne zdanie niż matka-blogerka i ślepo w nią wpatrzone matki-fanki, od razu jestem oskarżana o hejt, ale widzę, że trochę nieprzychylnych komentarzy już zebrałaś i chyba się nie przejęłaś, więc teraz ja. Zgadzam się, że nadmierne tycie w ciąży to głupi pomysł. Przede wszystkim ze względu na zdrowie dziecka, pal licho już mamę i jej rozstępy. Niestety podobne albo gorsze dla dziecka są konsekwencje odchudzania się ciężarnej lub kiepskiego odżywiania (np. hipotrofia). Po pierwszym przeczytaniu Twojego posta odniosłam wrażenie, że namawiasz do odchudzania. To chyba dlatego, że wiele z Twoich wskazówek i porad stosuje się właśnie w czasie odchudzania. Ach i trochę niefortunnie radzisz, żeby uważać z wieczornym posiłkiem. Pamiętam porady lekarzy, żeby z tym nie przeginać, bo w nocy jest duża przerwa w dostarczaniu jedzenia :-) Co do genetyki, wydaje mi się, że tycie jest uwarunkowane genetycznie (czytałam kiedyś o tym, ale nie była to rozprawa naukowa, więc ręki sobie za tą teorię uciąć nie dam). Pewnie rozstępy też są genetyczne. Mnie akurat ominęły, mimo iż moja mama ma po ciążach cały brzuch w rozstępach i mimo iż przytyłam w ciąży 20 kg. Smarowałam się dwa razy dziennie kremem w nadziei, że moje rozstępy będą mniejsze niż te mamine. Po porodzie okazało się, że nie mam ani jednego :-) Co do mojej wagi, no cóż. Dopóki mieszkaliśmy z mężem sami bardzo starannie dobierałam menu. Jadłam tylko zdrowe produkty, regularnie, pięć razy dziennie, piłam tylko wodę i herbatę owocową (bez hibiskusa ;-) ). Było nieźle, choć i tak przybierałam na wadze więcej niż bym chciała. Pod koniec ciąży przeprowadziliśmy do moich rodziców i wtedy to w zasadzie już cała moja dieta popłynęła. Zazwyczaj 2-3 posiłki z 5 przygotowywała moja mama. Nie żeby były niezdrowe, ale jakby bardziej kaloryczne :-) Poza tym moja rodzicielka piecze świetne ciasta i ciasteczka. Jest mistrzynią deserów. I robi pyszne bułeczki. No i jak by człowiek się nie starał, to zawsze kończył kolację z dodatkową połówką świeżej, chrupiącej bułeczki :-) Poza tym, przyznaję, jestem żarłokiem ;-) Nie jestem otyła, aż się zastanawiam, jakim cudem, ale po ciąży, a minęły już 3 lata, było tylko kilka takich miesięcy, gdy utrzymywałam wagę sprzed ciąży. Obecnie jestem 5 kg na plusie. Niestety musiałam ograniczyć ruch no i niestety popuściłam trochę ze zdrową dietą. Jestem mniej szczęśliwa z powodu mojej figury, za to bardziej szczęśliwa z powodu zaspokojonych kubków smakowych (znowu mieszkamy sami, a mój mąż gotuje po prostu pysznie:-) ). Podziwiam osoby, którym chce się codziennie ćwiczyć. Podziwiam osoby, które diety nie odpuszczają nawet na imprezach. Ja do nich nie należę. I chyba nawet nie chcę. Wolę wolny czas spędzić z dzieckiem i mężem niż na siłowni, ale wiadomo, co kto lubi, czasami trzeba się zresetować w samotności :-) Po cichu obiecuję sobie, że po urodzeniu drugiego dziecka wrócę do wagi ze studiów, a jak wyjdzie? Zobaczymy :-) W każdym razie wiem, jak wciąga racjonalne odchudzanie, gdy codziennie widzisz spadającą wagę i silniejsze, jędrniejsze ciało. Wciąga bardzo :-)
    A jeszcze w temacie głównym, myślę, że sam tytuł posta jest już kontrowersyjny, taki jakby namawiający do odchudzania :-) Znacznie lepiej byłoby napisać „Zasady racjonalnego odżywiania się w ciąży”, ale wiem, że blogowanie rządzi się swoimi prawami ;-)

    • Odchudzanie nie, broń Boże! Chodziło mi właśnie o racjonalne odżywianie. I przede wszystkim czym się rożni dieta ciężarnej od diety na odchudzanie – tu się nie powinno liczyć kalorii! Raczej starać się jeść jakościowo dobrze, dostarczać dużo wartości odżywczych i jeść regularnie, bardzo mi to pomagało na mdłości, wilcze napady apetytu, itp. W komentarzach powyżej podałam kalkulator ciąży i nawet zaznaczałam w tekście, że dużo to – moim zdaniem, ale również lekarzy – powyżej 20-30 kg. Dziecku to nie służy, mamie również.

      Ja też czasami pozwalam sobie zjeść więcej, ale mam tak, że jak się najem, to mój żołądek domaga się odpoczynku :). W sumie to nawet nie wynika z diety czy uważania na kalorie, dla mnie jedzenie po prostu nie jest ważne. Tak jak napisałam: jem, żeby przeżyć, a nie żyję, żeby jeść. Nie kuszą mnie frykasy, na pewno nie w nadmiarze, ot tylko, żeby spróbować :).

      A wyjście na siłkę to dla mnie prawdziwe święto lasu, pewnie takie jak dla innych babek fryzjer, zakupy, kino, ulubiony serial czy kawa w kawiarni z psiapsiółą ;).

  • Moje tez! W domu to nierealne ;) (co 5 min. ktoś czegoś chce!), dlatego zabieram knigę na steper ;).

    • Faszyrka

      Ahaha, właśnie tak jest! :-) Moja mała przybiega do mnie powiedzieć, że świetnie bawi się z tatą :-) Ja kiedyś próbowałam czytać na spacerach z wózkiem (całkiem nieźle się to udaje) i na spacerach z psem (odradzam ;-) ).

      • Ja zawsze z zazdrością patrzę na mamy, które siedzą na ławce, dziecko śpi w wózku, a one czytają… Mój mały budzi się z krzykiem za każdym razem, kiedy zatrzymam chociaż na sekundę wózek (taki wrażliwiec!).

        A w domu to różnie, jak Kostek widzi, że jestem zajęta, to zawsze wtedy chce się ze mną najbardziej bawić :). Mąż ciągle o coś dopytuje („Ilona! Gdzie pieluchy?”, „Przewinąć go?”, „Co zjadł na obiad? Dać mu jabłko?”, „Gdzie jest jego samochód?”, „To może ja włączę BabyTV?”). Ale muszę się pochwalić, że od początku roku przeczytałam w domu dwie CAŁE książki – dziecko zrobiło się wyrozumiałe w tym względzie, co mnie bardzo cieszy, bo nawet nie chodzi o to moje czytanie, ale żeby miał dobry przykład, że mama lubi książki, książki są fajne!

        • Faszyrka

          Gratulacje! Moje statystyki na ten miesiąc wyglądają podobnie :-) Robiłam pod koniec roku porządek w książkach i okazuje się, że średnią miesięczną mam właśnie 2. I pomyśleć, że przed urodzeniem dziecka to była średnia na tydzień :-)
          Dla mnie najgorszy jest moment, w którym książka wciąga tak, że już nie mogę przerwać. Wtedy czytam przy usypianiu małej, czytam zamiast prać i prasować, czytam zamiast sprzątać, czytam zamiast spać, czytam gdy mała je i nie widzi, że trzymam książkę pod stołem. A później za karę przez dwa albo trzy dni muszę doprowadzać chałupę do porządku ;-)
          Czytanie z wózkiem nie jest trudne, tylko źle przewraca się strony ;-) Moja od pewnego wieku spała nawet gdy wózek się zatrzymywał, ale ja czasami po prostu wolałam się przejść, szczególnie, gdy pogoda była ładna.

          • Nie no, jednak daleko mi do takiej średniej miesięcznej – ale na pewno idzie ku lepszemu! Za to przed porodem – tak, setki książek rocznie ;).

            Ostatnio zastanawiałam się nad zakupem czytnika Kindle – wydaje mi się, że to może być spore ułatwienie przy dziecku/na spacerze/siłowni. No ale jakoś ciągle ciężko mi się przekonać do NIE papierowej książki ;).

          • Faszyrka

            E, ja się chyba nie przekonam. To psuje wzrok ;-) Z drugiej strony, książki na kindla chyba są tańsze.

          • Książki też psują wzrok! Wiem, co mówię, do osiemnastki dorobiłam się wady -8 (teraz już całe szczęście po laserowej korekcji wyrównane do zera), a jako dziecko na oczy komputerów i pochodnych nie widziałam ;).

            No właśnie są niewiele tańsze – zważywszy na koszty produkcji są nawet bardzo drogie. I to mnie najbardziej powstrzymuje przed zakupem czytnika ;).

          • Faszyrka

            Oczywiście, że psują. Trochę się przekomarzam :-) Z mojego doświadczenia wynika jednak, że monitory mają gorszy wpływ na wzrok niż książki.
            Skoro sporo czytasz, może podzielisz się na blogu ciekawymi tytułami?

  • Misako – matka po japońsku

    gorzej jak nagle wszystko się rypie i przez 8 miesięcy leżysz jak kłoda – plus istnienie lodów czekoladowych i żeńskiego osobnika w twojej macicy nie pomaga ;)
    Na szczęście po jest motywacja (bynajmniej u mnie)

    • Tak, te rady nie dotyczą kobiet, których ciąża jest zagrożona (lub muszą na siebie bardziej uważać, np. po in vitro). Nie mam doświadczenia w tym temacie. Wiem, że martwienie się wtedy o wagę jest ostatnią rzeczą, o jakiej myśli ciężarna. No i utrzymanie przybywających kilogramów w ryzach nie zależy już od nas samych :(.

  • Joanna

    Podziwiam! Nie tylko za brzuch, przede wszystkim za siłę charakteru – żeby zachować regularność ćwiczeń i za umiejętność zapanowania nad apetytem – w sensie, jem po to, aby żyć, a nie żyję po to, aby jeść. Mimo, że należę do osób, których BMI jest w górnej części normy, to nie popadam w depresję na widok płaskiego brzucha, zwłaszcza, że akurat ten w poście jest solidnie wypracowany. Do czego ja nie mam samozaparcia i niestety czasu (trójka dzieci i brak chętnych do zastąpienia mnie w obowiązkach:) Gdybym ćwiczyła i jadła mniej, to bym była szczuplejsza. Proste. Co do dbania o wagę w ciąży. Wiem z doświadczenia, że racjonalne żywienie to podstawa. Ja musiałam zachowywać dietę cukrzycową (nie trzymałam się aż tak bardzo fanatycznie, ale posiłki były regularne i zbilansowane, od święta pozwalałam sobie na małą przyjemność) i mimo tego, że przeleżałam większość ciąży z powodu niewydolności szyjki i zdecydowanie nie ćwiczyłam, ba, ledwie się ruszałam, to nie przytyłam nic ponad konieczność. Rady jak najbardziej do rozważenia. Pozdrawiam, chętnie zaglądam na Pani bloga:)

    • Ja Ci dam za tą „panią”! Ilona jestem ;). I dziękuję za miły komentarz!

  • Wszystko fajnie, ale każda kobieta jest inna i każda ciąża jest inna. Ja w pierwszej ciąży byłam non stop głodna, a jak tylko poczułam głód to było tak jak piszesz – musiałam natychmiast coś zjeść. I to coś konkretnego – jogurcik czy jabłko nie dawały rady, to było za mało! A jak czułam głód robiło mi się natychmiast niedobrze. W drugiej ciąży mogłam nie jeść nic przez 4 godziny i luzik – czułam głód, ale taki normalny, lekkie ssanie. Co w związku z tym? W pierwszej ciąży przytyłam 20kg, w drugiej 18! Hahaha! Wszystkiemu winne zatrzymywanie wody i opuchlizna. Ale faktem jest, że po drugiej ciąży bardzo szybko wróciłam do normalnej wagi.

  • Madzia Robert

    Ja w pierwszej ciąży przytylam 28 koło i jadłam podobnie do ciebie lubię byc szczupdla i w ciąży też miałam nadzieję że uda mi się zachowac moją sylwetkę ….Ale niestety mój organizm działa inaczej przestawia się na tryb ciąża i żebym nie wiem jak zdrowo jadła moje hormony nie pozwalają mi trzemac idealnej wagi… słowA dietetyka i mojej pani doktor … Dodam że karmilam piersią i po pół roku wazylam tyle co przed ciążą … Teraz ponownie jestem w ciąży i może tym razem uda się oszukać organizm Ale wątpię bo jestem dopiero w drugim miesiącu a mam już dwa kilo na plusie może to tylko zatrzymana woda ale dwa kilo już jest :)

  • Patrycja

    Na Twój wpis trafiłam przypadkiem, wpisując w wyszukiwarkę tytuł posta – słowo w słowo.
    Myślę o dziecku i popadając w skrajne emocje zdanie zmieniam średnio co kilka godzin (jestem wręcz pewna, że mój mąż albo oszaleje albo mnie zostawi ;)
    Mam blisko 30 lat, od kiedy tylko pamiętam byłam pulchnym dzieckiem, zakompleksioną nastolatką, a następnie kobietą niezadowoloną ze swojej figury i z problemem z utrzymaniem prawidłowej wagi. Oczywiście całe życie towarzyszyły mi skłonności do podjadania, uzależnienie od słodyczy i inne takie… ;)
    Od niedawna, po dwóch latach zaprzyjaźnienia się ze sportem, odnalezienia pasji w zdrowym stylu życia i gorącej miłości do treningu siłowego (Crossfitu i wszelkiego rodzaju ciężarów) czuję się ze sobą… dobrze :)
    I już wszystko byłoby cudownie gdyby nie świadomość, co może się ze mną stać w te „magiczne” 9 miesięcy! Wcale nie przeraża mnie to, co stanie się później, jak będę musiała przeorganizować swoje życie w związku z pojawieniem się małego terrorysty w domu :) nie martwi mnie to, jak sobie poradzę, czy dam wtedy radę.. nie. Paraliżuje mnie ciąża i poród. Zmiany fizyczne jakie ze sobą niosą. Konieczność zmiany nawyków treningowych, dodatkowe kilogramy (znowu!), moje złe samopoczucie i niechęć do własnego ciała (już nie raz to przerabiałam), a co za tym idzie pogorszenie relacji z moim mężem (bo przecież wszystko zawsze i tak odbija się na nim…niestety), czarna rozpacz… itd. itp.
    I tak – wiem – jestem egoistką! Wcale się tego nie wstydzę. Która z nas po trosze nie jest? :)
    I wiem też, że i tak zdecyduję się na dziecko, bo w końcu te wszystkie plusy przysłonią mi minusy ;)
    Tak po prostu, z lekkim strachem w sercu, szukam wciąż miejsca, gdzie ktoś mi powie/napisze, że wszystko będzie ok. Trzeba tylko robić tak jak do tej pory – zwracać uwagę na to, co się je, ćwiczyć, być mądrą i nie dać się ponieść! …a przecież ja to wszystko wiem ;)
    Rozpisałam się, a chciałam tylko napisać, że dziękuję Ci za ten wpis. I dla mnie – jeszcze nie mamy – zdjęcie takiego brzuszka daje nadzieję, że na pewne rzeczy możemy mieć wpływ. A przynajmniej możemy spróbować powalczyć ;)
    Dziękuję i pozdrawiam!

    • Wcale nie jesteś egoistką! Ja też miałam takie myśli przed ciążą i wydaje mi się, że to całkiem naturalne. Jak ktoś walczy o swoje ciało (żeby wyglądać dobrze), to wiadomo, że potem trochę się boi wszystko to stracić… Ja często słyszałam komunikat: „Nie masz wpływu na to, co się stanie z Tobą w ciąży”. Dodatkowo również rodziłam krótko przed trzydziestką, więc dokładano mi cegiełkę: „Starsze ciało nie regeneruje się już tak dobrze”. Zaszłam w ciążę w przekonaniu, że na bank moje ciało się zmieni, bo przecież musi…

      A wszystko to… Nieprawda! Można wrócić do formy sprzed ciąży, tym bardziej, że intensywnie ćwiczysz (cross fit – podziwiam!). Ja w tym momencie jestem w szczytowej formie, a moje ciało nigdy nie wyglądało lepiej ;). Wiesz dlaczego? Bo w końcu miałam motywację, żeby na serio zadbać np. o brzuch (po roku samoistnie wrócił do formy, ale wystarczyło zjeść trochę więcej niż zawsze, żeby zrobił się z niego „balonik” – brak mięśni). I wcale nie mówię tu o jakimś nadludzkim wysiłku, bo ja na przykład tylko biegam i co kilka dni przez 10 minut robię różne wariacje brzuszków ;).

      I najważniejsze – tak jak przeczuwasz, dziecko jest warte tych kilku rozstępów, odrobiny cellulitu na udach, itp. Ale to nieprawda, że potem już równia pochyła i nawet jak będziesz się starać, to ciało nie wróci do formy. Całkiem serio? Gadają tak kobiety, które nie robią NIC i dziwią się, że nie przychodzi samo (jak kiedyś, za młodu).

  • sylwia

    Zgadzam się absolutnie z autorką tekstu oprócz jednej sprawy…jazdy na rowerze. Pytałam się Pani doktor, która też w czasie swojej ciąży jeździła na rowerze a za to odradzała ekstremalne ćwiczenia jogi, gdyż nadmierne! rozciąganie może być niebezpieczne. Wszystko z głową! Aktywność jak najbardziej tak!!!!!!! Polecam steper, chodzę na nim 5 razy w tyg. ok. 20 min. Nie jest zbytni wysiłek dla organizmu, a za to fantastycznie wzmacnia nogi, pośladki. Przygotowuje nogi na zbliżający się ciężar :) Polecam rekreacyjną jazdę na rowerze, absolutnie na naciska na brzuch – jak jedna z Pań zasugerowała. Jak macie ochotę na czekoladę to ją zjedzcie a potem na spacerek :D nie ma co fixować. PRZYSZŁA MAMA :) pozdrawiam

  • Nika

    Dzięki wielkie za ten tekst , zawierał wiele cennych informacji . Zdecydowanie teraz mniej sie boje ciąży. Miałam obawy bo moja mama w ciązy bardzo przytyła i potem nie udało jej się do końca pozbyć nadmiernych kilogramów .> Zmotywowałaś mnie bardzo

  • Mertelda

    Tak racjonalnie to ja sądzę, że nie przytyć to się chyba nie da (chyba, że ktoś jest cyborgiem, albo gwiazdą hollywood, która ma za sobą całą armię pomocników, trenerów etc.). Sama przytyłam może dlatego tak mówię, ale wiem też, że można schudnąć. W każdym razie mnie się udało ;), ale nie będę udawała, że to wyłącznie moja zasługa. Trafiłam do Ani Janickiej i dlatego mogę się znowu zgrabną sylwetką :DDDD. Poniżej daje namiary, może komuś się przydadzą :D.

    Tel. 691 343 605

    E-mail : annajanicka5@wp.pl

  • Algorytm Gwiazd

    Podziwiam i zazdroszczę. Niestety mnie, pomimo górnolotnych planów, się nie udało. Mam wrażenie, że wszystko co zjadałam doskonale się przyswajało… Przytyłam całe 19 kg… Trzeba przejmować się wagą w ciąży, chyba, że jak Matka polka jesteście bardzo szczupłe i parę kilogramów więcej nie spowoduje u Was nadwagi. Nie, nie jadłam nutelii, chipsów, ani czekolady… Zdarzał mi się czasem fastfood, ale nie za często. Nie ćwiczyłam na siłowni, ale dość dużo spacerowałam (spacer bardzo pomaga kiedy już zaczynają się skurcze – chodziliśmy sobie z mężem po lesie sprawdzając co jakiś czas częstotliwość – jeśli Waszej ciąży nic nie zagraża to bardzo polecam! Uwielbiam basen, ale musiałam zrezygnować z powodu nawracających infekcji intymnych (sok z żurawiny i globulki na stałe zagościły w moim menu). Po porodzie ubyło mi od ręki 12 kilogramów, niestety to co zostało nie chce się odczepić…pewnie ruchu i motywacji brakuje. Najważniejsze to jakość jedzenia i żeby jeść dla dwojga a nie za dwóch, pewnie młodzi, postępowi lekarze mogą w tym pomóc. Pozdrawiam autorkę i wszystkie kobitki bardzo serdecznie i życzę powodzenia!

  • Jak ja się cieszę że tu trafiłam! W pierwszej ciąży przytyłam 30 kg! Drugi raz do tego nie dopuszczę, choć szybciutko bo w 3 miesiące zrzuciłam zbędne kilogramy , nie chce ciąży wspominać jako czegoś strasznego. Chcę się czuć świetnie w tym cudownym czasie. A twój post podsuwa świetne wskazówki.

  • Aleks Li

    Ja w pierwszej i drugiej ciazy przytylam ponad 25kg. Potem to wszystko zrzucilam i doprowadzilam moje cialo do calkiem dobrej formy. Tym razem postaram sie nie przytyc i jesc zdrowo.

  • Emilka B

    Bardzo się ciesze że trafiłam na Twoją stronkę ;) Super recenzja ;)