Mum and the city

High Need Baby, ADHD – wymysł matek, które nie radzą sobie z dzieckiem?

20 lipca 2017

Różne rzeczy w życiu zapominamy. Gdybym nie prowadziła bloga i nie opisywała wszystkiego na bieżąco, pewnie kłamałabym teraz w żywe oczy, że pierwszy rok życia mojego synka to była istna sielanka! Bo faktycznie, kiedy o tym myślę, to widzę raczej bezzębny uśmiech i spokojne spacerki w południe. No ale miewam czasami takie przebłyski, zwłaszcza gdy te same rzeczy robię z Basią… Że jednak wtedy było trochę inaczej!


A PAMIĘTASZ, JAK TO BYŁO…?

Chociaż moje dzieci są do siebie w miarę podobne. Tylko Basia większy wariat ;) (bo Kostek to ten rozważny wrażliwiec). Teraz na przykład mała ma taki upierdliwy okres, że nie chce do wózka, a chodzić jeszcze nie potrafi. Trochę jakbym cofnęła się trzy lata wstecz… Mamy więc niezadowolenie przed każdym spacerkiem i próbę wyswobodzenia się z pasów w trakcie.

Jednak właśnie w takich momentach mąż puszcza do mnie oko: „A pamiętasz, jak to było…?”. No jasne, że pamiętam! Do zamontowania starszaka w wózku potrzebne były 3 osoby. Słownie: TRZY OSOBY. Serio. Jedna naciskała lekko na brzuszek, żeby Kostek usiadł, druga asekurowała od dołu w razie gdyby jednak się wysmyrknął na chodnik (a wywijał się jak piskorz jakiś, prostując rączki i wyginając ciało w pałąk do tyłu!), a trzecia w pocie czoła dopinała pasy, nierzadko śpiewając przy tym kołysanki albo machając przed głową dziecka maskotką.

Wspominamy to teraz ze śmiechem, ale wtedy, czyli kiedy mąż biegł z synkiem na rękach do domu, bo jednak w trakcie spaceru ten nie przestawał krzyczeć wniebogłosy (zupełnie tak, jakbyśmy dali mu polizać kabanosa, a po sekundzie go zabrali) – wcale nie było nam tak do śmiechu.

JAK NIEWIELE ZALEŻY OD MATKI!

Albo całkiem niedawno. Bo musisz wiedzieć, że we wrześniu wyjeżdżamy na wymarzone wakacje, na których nie byliśmy… Nawet nie pamiętam, kiedy byliśmy ;). No ale jak to my – najpierw wykupiliśmy bilety, a potem nagle przypomnieliśmy sobie, że Basia przecież nie ma paszportu! Więc szybciutko do centrum miasta, Basię na krzesełko obrotowe u fotografa, cyk-cyk, dwie sekundy i zdjęcie do paszportu gotowe.

Za to z synkiem podejść do fotografa miałam… Sporo. W pierwszym miejscu popłakał się już w drzwiach, bo ciemno. W drugim na schodach, bo strome. W trzecim, bo pan za ladą się do niego uśmiechnął. W czwartym, bo w sumie nie wiem już co, ale przez dwa tygodnie chodziłam od fotografa do fotografa i modliłam się, żeby mój synek kochany przestał w końcu zapierać się nogami i rękoma przy samym wejściu.

Wtedy zapadła decyzja, że sama mu to zdjęcie zrobię. Posadziłam go na białym tle, ale jak to on – płakał, więc dostał kostkę czekolady do rączki. Spokojnie odczekałam, aż się w niej rozsmakuje, pociumcia sobie trochę, uspokoi się. Zajęłam strategiczne miejsce na wprost młodego z aparatem w ręce i wykorzystałam tę jedną, jedyną sekundę, którą wykorzystać było można, żeby zrobić idealne zdjęcie całej twarzy.

Oczywiście – idealne to ono nie było! Pamiętam, że siedziałam potem przez godzinę przy Photoshopie, żeby tę czekoladę z buzi Kostka wymazać. Powiększałam lupką, czy na pewno nic nie ma w kącikach ust i piksel po pikselu pipetą oraz farbką kolorowałam jego usta od nowa.

I tak sobie pomyślałam, kiedy składaliśmy wniosek o paszport Basi: jak dużo w sumie zależy od dziecka, a jak niewiele – od matki!


NIE MÓW O CZYMŚ, CZEGO NIE ZNASZ

Oczywiście, przez te wszystkie lata nasłuchałam się, że jak przyzwyczaiłam, tak mam. Albo, że matki dzisiaj lubią mówić, że mają high need baby, a tak naprawdę nie radzą sobie wychowawczo. Rozumiesz, że tłumaczą się w ten sposób ze swojej nieudolności, i że to bzdura jakaś jest. Wymysł taki! Że tak jest nam niby łatwiej, zamiast wziąć dzieciaka swojego w obroty.

I nie, nie jest mi wcale przykro. To znaczy jest, ale nie sobie współczuję. Bo wiesz co? Niestety, ale dokładnie takie same rzeczy słyszy dosłownie każda matka, która ma dziecko z ADHD!

A nasze HNB to przy tym pikuś! Uwierz mi, pracowałam przez kilka lat z dziećmi z ADHD. Nawet specjalne papiery na taką pracę robiłam, żeby lepiej te dzieci rozumieć i bardziej im pomóc. I wiem jedno: wszystkich, którzy twierdzą, że tak jest matce łatwiej, wygodniej, że coś wymyśla albo że ta choroba wcale nie istnieje, zamknęłabym na pół dnia z dzieckiem nadpobudliwym. Myślę, że tylko tyle by wystarczyło, żeby szybko odszczekali swoje słowa.

Bo tak naprawdę każdej matce, która ma dziecko z ADHD, należy się podziw. Pokłony w pas. Osobiście, gdybym mogła, to rozwijałabym przed taką matką czerwony dywan albo przynajmniej zaproponowała masaż. Bo wiesz, ona daje radę na co dzień, a ja wysiadałam po kwadransie na lekcji! To, co robią te matki, to heroiczna praca. To więcej niż robi dziesięć innych matek razem wziętych na co dzień! I za to je szanuję, bo one naprawdę walczą o swoje dziecko. Każdego dnia. Nie poddają się. Matka nigdy się przecież nie podda.

JEDNE DZIECI POTRZEBUJĄ MNIEJ, INNE WIĘCEJ

Teraz, kiedy kolejny raz zostałam mamą, wiem już, że to NAPRAWDĘ jest kwestia dziecka. Jedne potrzebują mniej, inne więcej. Matka tego pierwszego dziecka nigdy nie zrozumie matki drugiego.

No chyba że kiedyś znajdzie się w podobnej sytuacji!

Może więc zamiast wieścić całemu światu: „To twoja wina!” ciesz się, że masz dziecko raczej niewymagające i problemy matki, o której mówisz z taką pogardą, są ci zwyczajnie obce?


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • Martyna Chojnowska

    Ja to myślałam, że przy drugim dziecku będzie łatwiej, że starsza córka była bardzo absorbujaca. Za to teraz synek (2l) daje nam popalić. Jak coś nie po jego myśli idzie to drze się w nieboglosy, rzuca się na ziemię albo wygina jak chce go wziąć na ręce żeby uspokoić. Ostatnio chciałam oblizac mu loda żeby po rekach mu nie ciekło, to dopiero afera. Krzyki, że on chciał dużo, a nie mało i lód wylądował na ziemi. Dużo takich historii ale pracujemy nad nim.

  • Dobry wpis :) Uwielbiam Was, a w szczególności wasze filmiki na Instagramie :)

  • Ewa Kajstura

    Ale fajny tekst.. jak ja lubię czasem przeczytać że są tacy którzy by mnie rozumieli.. tylko tych atakujacych jest zbyt dużo.. uwielbiam Cię Ilonko:)
    A teraz pytanie: czy mając doświadczenie z synkiem i rosnącą Basia nadal nazwala bys ja HNB?

  • Seso

    Ja dopiero koło roku zaczęłam jarzyć, że moje dziecko jednak jest jakieś takie bardziej od innych ;) W sumie może koleżanka, teściowa, pani na ulicy podejrzewa, że jestem nieudolna wychowawczo, ale nie wiem doprawdy JAK można egzekwować od niemowlaka spokojne leżenie w wózku/grzeczne zasypianie/jeżdżenie w foteliku bez środków, które raczej przypominają tresurę psa, a nie wychowanie kogoś kochanego. Jak dużo w sumie zależy od dziecka, a jak niewiele ? od matki! ;) c.b.d.u

  • e-milka

    Chcialabym, zeby to byl moj wymysl, wtedy byc moze mialabym jakis wplyw, gdyby HNB byl tylko wytworem mojego umyslu. :) Tymczasem mialam wymagajace dziecko, nie znajac tego terminu. Z takich akcji – corka, nieco ponad 2 lata. Odbieram ja z przedszkola, jestesmy umowione na placu zabaw z moimi kolezankami i rowiesnikami corki. Moje dziecko, zazwyczaj anty-przedszkolne, nie zdazylo sie pohustac do woli. Dramat, pot i lzy. Prosby, grozby, roztaczanie wizji o placu zabaw i spotkaniu z zaprzyjazniona gromadka. W koncu matka wynoszaca dziecko wyjace („Huuuuuuuuuuuuustawka”), wierzgajace i kopiace (sic!, tak, moje dziecko – kopiace!). A wszystko to w godzinach szczytu – na oczach wychowawcow i innych rodzicow. Wyrywanie, umieszczenie w wozku, zapiecie pasow nomen omen bezpieczenstwa (gdyby nie one, wybieglaby ani chybi na jezdnie), transport malego piskorza („Cem do przedszkolaaaaaaaa”). Przejezdzamy kolo rzezby jajka. Nasz codzienny rytual – klepiemy jajko. Proponuje – „poklepiemy?”, ale oczywiscie dziecko nie slyszy probujac uwolnic sie z pasow. Kiedy jajko znika z pola widzenia – dramat numer 2: „Jajkooooooo”. I tak jedziemy sobie – ja z mala furia draca sie w wozku „Jajkooooo”. Dojezdzamy na plac zabaw – dziecko wypiete z wozka probuje natychiast wrocic do przedszkola.Lapie ja i unieruchamiam ja jak w kaftanie bezpieczenstwa. Czuje, jak powoli sie rozluznia. Placzemy obie histerycznie. Piec minut pozniej – ona zapomniala o calej akcji. Osiem lat pozniej – ja ciagle ja pamietam. ;)
    Teraz nikt mi nie wierzy – corka swietnie radzi sobie w szkole, jest przewodniczaca klasy (wybrana na dwie kadencje), udziela sie w kolkach zainteresowan i konkursach, czesto chwalona za prospoleczne, odpowiedzialne zachowanie. „Oj, chyba przesadzasz”. Ale mam taki filmik – kilkumiesieczne HNB nakarmione, zadowolone … przez minute dwadziescia – zaczyna stekac i placze, nim zdaze nagrac jej dobry humor – a tak bylo zawsze. Mam dowody na istnienie HNB. ;)

  • majka

    Bardzo fajny wpis! jak wczoraj robiliście te piękne zdjęcia to siedziałam niedaleko z moja córeczką i piłam kawę:)

  • mlodamm

    W zupełności się z Tobą zgadzam. A dodatkowo bardzo denerwuje mnie to, że każdy mości sobie prawo go głośnego komentowania i nie jest ważne, że nigdy wcześniej dana osoba nie znalazła się w takiej sytuacji. wrrr
    Pozdrawiam
    Puchowa czapka blog