Mum and the city

W głowie się nie mieści, ale właśnie tak wygląda idealna mama!

10 maja 2017

DSC_9874

Codziennie mamy sobie coś do zarzucenia. Bo przecież zawsze można było lepiej lub bardziej! Na przykład ja dzisiaj… Rano zaspaliśmy do przedszkola. Potem lista moich przewinień z godziny na godzinę robiła się coraz dłuższa. Włączyłam na przykład Basi piosenki na MTV, żeby wypić ciepłą kawę, choć wiem, że dziecko telewizji do drugiego roku życia nie powinno oglądać wcale! I zamiast skrobać marchewkę, przypaliłam pierogi… Z paczki! Czy się tego wstydzę? Teraz ani trochę. Teraz…


Do napisania tego posta zainspirował mnie eksperyment społeczny przedstawiony w tym filmie. Ciebie też wzrusza?



JAK Z PIERWSZYCH STRON GAZET

DSC_9885

DSC_9900

DSC_9952

Bo musisz wiedzieć, że miałam być TĄ mamą. Tą taką jak z pierwszych stron gazet.

Kiedy wyobrażałam sobie swoje macierzyństwo, to widziałam je właśnie tak: spacer po mieście. Wyczesany wózek. A w wózku brzdąc różowy i czysty w ciuszkach z Zara Kids. I ja. Na obcasach. W jakiejś sukience zwiewnej i kuszącej, ale nie za bardzo, bo w końcu matką już jestem! Ot tak tylko, żeby panowie się czasami obejrzeli.

DSC_0023

DSC_0024

Mój dom miał być oazą spokoju. Porządek wszędzie (w końcu miałam „siedzieć” w domu, dopóki dziecko nie pójdzie do przedszkola. A jak się siedzi w domu, to jest mnóstwo czasu na sprzątanie!). I obiad lądujący na stole akurat w chwili, w której mąż otwiera drzwi, wracając z pracy. Ani minuty później.

Bo musisz wiedzieć, że zanim nie urodziłam sobie własnego dziecka, nie bardzo miałam styczność z innymi maluchami. Noworodka to chyba nie widziałam wcale, a niemowlaki głównie w telewizji, jak śpią i jeść nie wołają. Moje koleżanki jeszcze były przed, a te, które po – bardzo dbały o pozory i jak zapowiadałam, że wpadnę na kawę, to one chyba biedne cały dom na kolanach sprzątały i myły włosy, żeby się nie wydało. Więc matki to ja też głównie w telewizji widziałam, czytałam wywiady w gazetach i myślałam, że jak ona może wyglądać och i łał, dbać o dom, męża i dziecko, a do tego znajduje czas na pracę i „bywanie”, to przecież ja też mogę! Tym bardziej, że chcę bez tego „bywania”. Co w tym trudnego?

Ano nie wiedziałam, że ona ma nianię, sprzątaczkę i trenera z fakultetem z dietetyki. A ja miałam być z tym wszystkim do godziny 17 sama.

JESTEM DO BANI

Kiedy więc zostałam mamą, to pierwszym – co poczułam – nie była niestety miłość, a rozczarowanie. Nie, nie macierzyństwem czy dzieckiem, choć trochę tak, że tak to wszystko wygląda. Zupełnie inaczej niż pokazują.

Najbardziej rozczarowana byłam sobą.

Bo wiesz, jak szłam na spacer z moim wyczesanym wózkiem, to zamiast zwiewnej sukienki dres wyciągnięty, a zamiast obcasów dwie różne skarpetki. Dobre i to, że buty do pary ;). Bobas i owszem, różowy był, ale od płaczu! Zamiast w wózku, to on na moich rękach, a ja spocona i jeśli ktokolwiek wtedy się za mną oglądał, to chyba tylko po to, żeby sprawdzić, czy się nie przewidział. Czy ta babka naprawdę ma plamę wielkości Sahary od ulanego mleka na ramieniu?

Obiad na stół wjeżdżał o różnych porach i na pewno nie wtedy, kiedy mój mąż wracał z pracy, bo jak on wracał, to ja się dopiero zabierałam za gotowanie, a często nawet za odmrażanie mięsa! Sprzątać sprzątałam do pewnego czasu. Wstawałam nawet przed dzieckiem w każdy piątek, żeby zrobić te sobotnie porządki, co by weekend był wolny (taka byłam wyrywna!), ale szybko zorientowałam się, że: a) jak posprzątam w piątek, to do soboty tak nie zostanie, b) rodzice wolnego weekendu nie mają nigdy.

DSC_0035

DSC_0048

Był nawet taki moment, w którym sobie myślałam, że jeśli ktokolwiek gdziekolwiek przyznaje medal dla najgorszego rodzica, to należy się on właśnie mi. Byłam po drugim porodzie i nie bardzo wiedziałam, w co ręce włożyć. Że dla jednego i drugiego dziecka mnie za mało, a dla męża nie ma mnie wcale. Właśnie wtedy starszak złamał obojczyk na placu zabaw, bo go NIE DOPILNOWAŁAM. Tak, to moja wina – myślałam. Jestem do bani.

ZASTANAWIAŁAŚ SIĘ KIEDYŚ, CO BY BYŁO, GDYBYŚ ZNIKNĘŁA?

Ale całe szczęście, kiedy Basia miała trzy miesiące, mój mąż przejął część mojego urlopu macierzyńskiego. Całe szczęście nie dlatego, że z niego lepsza mama niż ze mnie ;). Okazało się, że tak samo nie domaga i jest to CAŁKIEM NATURALNE, bo nie można być zawsze, wszędzie i we wszystkim na 100%. No po prostu się nie da.

Okazało się, że to całkiem normalne, że obiad nie jest na czas albo z pizzerii z dowozem do domu. I bałagan w domu, w którym jest niemowlak, jest całkiem normalny. Co więcej! Okazało się, że gdyby nie ja, to ten nasz mały świat zwany rodziną zwyczajnie by runął. Kostek na przykład na śniadanie dostawałby pączki, a Basia nie wychodziłaby na spacer, gdybym jej nie wsadzała do wózka i nie mówiła: „Idźcie”. Gdybym o dziewiętnastej nie przypominała mężowi, że czas dzieci szykować do snu, to oni do dwudziestej czwartej bawiliby się w gilgotki. Już się pogodziłam z faktem, że faceci o pewnych sprawach po prostu nie myślą. Więc to ja chodzę, przypominam, pilnuję. Jestem takim strażnikiem naszego domowego ogniska. Nie tylko szyją, co kręci głową, a całym kręgosłupem.

DSC_9977

DSC_0070

Zastanawiałaś się kiedyś, co by było, gdybyś zniknęła? Na kilka dni tylko? Ja zastanawiać się nie muszę, bo już to wiem. Ale jeśli ty nie wiesz, to pomyśl tylko…

WSZYSTKIE POPEŁNIAMY BŁĘDY!

A teraz spójrz w lustro. I powiedz to – KONIECZNIE! – głośno:

Gdyby nie ja, nie byłoby na świecie najcudowniejszych istot, jakimi są moje dzieci.
Gdyby nie ja, nie byłoby mojej rodziny.
To ja pamiętam, żeby na stole codziennie był ciepły obiad. Nawet jeśli jest odgrzany lub z paczki. Nawet jeśli to pizza z dowozem do domu. To ja pamiętam, żeby ją zamówić, zanim ktokolwiek zawoła, że jest głodny ;).
To ja całuję dzieci na dobranoc i kiedy przyśni im się coś złego.
To ja chodzę w środku nocy, żeby je przykryć, kiedy się rozkopią.
To ja wrzucam ich ubrania do pralki i zarządzam wspólne sprzątanie. Nawet jeśli chata lśni czystością tylko przez 15 minut, to dzięki mnie nie zarosła brudem całkowicie.
To dzięki mnie, kiedy gdzieś jedziemy, w walizce jest syrop na kaszel i tysiące innych niby niepotrzebnych rzeczy, które – jak się potem okazuje! – przydają się zawsze.
To ja zawijam szaliki wokół szyi i przypominam o rajstopkach.
To ja wiem, kiedy podać ciepłą herbatkę z imbirem i miodem, bo mam szósty zmysł, którym diagnozuję choroby lepiej od naszego pediatry – zanim w ogóle się zaczną.
To ja podcieram nosy.
To prawda, nie umiem ustrzec dzieci przed każdą wywrotką, choć bardzo bym chciała. Ale to ja potem całuję ich rany i naklejam na nie kolorowe plasterki, dzięki czemu boli trochę mniej.
Nikt tak jak ja nie potrafi odgadnąć nastroju moich dzieci. Że dzieje się coś złego i właśnie teraz potrzebują rozmowy.
Dzięki mnie dostają na urodziny czy pod choinkę dokładnie to, o czym marzą. Nawet nie muszą o tym mówić głośno, wystarczy jedno spojrzenie w sklepie i już wiem, notuję w myślach, zbieram pieniądze.
To ja pokazuję moim dzieciom świat. Uczę je chodzić, mówić oraz żyć.

DSC_9982

DSC_9988

DSC_9992

Tak, dokładnie – to TY trzymasz wszystko w kupie! Nawet jeśli wydaje ci się, że nie robisz nic wielkiego, to tak naprawdę robisz WSZYSTKO.

Przyznaj głośno, że TO CO DOBRE BEZ CIEBIE SIĘ NIE ZROBI! Bo nieważne, ile rzeczy ci dzisiaj nie wyszło – dla swojej rodziny i tak jesteś idealna <3

DSC_9996


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • Korka

    Aż się łezka w oku. . . :) Dzięki a ten wpis

  • Kat

    TaK to jest cała prawda o macierzyństwie odkryłam to tez po urodzeniu pierwszego dziecka i cały czas myślę że to strasznie niefair ze lansuje się tylko ciągle ten obraz błogiego stanu jaki nadchodzi kiedy rodzi się maluch …a przecież jest zupełnie inaczej i potem kobiety czują właśnie to rozczarowanie. Ja bardzo źle zniosłam okres pierwszych 3 miesięcy to był dla mnie najtrudniejszy okres w życiu i jak patrzyłam w necie na te same szczęśliwe wymalowane celebrytki ze swoimi noworodkami to czułam się najgorsza matka która noc nie umie i nie czuje ten wielkiej euforii. Natomiast kiedy rozmawia się z normalnymi dziewczynami wkoło to mało która czuje ta euforię od razu i mało która wygląda przepięknie bo nieprzespanych nocach od roku ehhh

  • Zofia Bogusławska

    Poplakalam sie. Akurat taki mam dzis dzien, ze wydaje mi sie ze nic nie wyszlo.. mimo ze jakby z boku spojrzec to przeciez wcale nie jest tak zle..

  • e-milka

    Zeby sie nie wydalo – cos o tym wiem. ;) A teraz sobie zawsze mowie: „Za kazda „zorganizowana” kobieta stoi inna kobieta (jak za kazdym sukcesem mezczyzny, tyle ze tu najczesciej jej mama, a nie partnerka). A ze nie mam zony, to niestety tak to wyglada jak wyglada czasem. Ale za to – za „nieogar” jak i za wspaniale dzieci jestesmy odpowiedzialni tylko my dwoje (choc przyznajmy, ze gdyby nie placowki edukacyjne nie wiem, jakbysmy sobie poradzili.)

  • Patrycja Imielowska

    Przeczytać takie słowa na koniec dnia, który był ok, ale mogłybyc jeszcze lepszy … juz jest, był cudowny ?

  • Racja! Mama jest niezastąpiona! :) ja co prawda nie robię połowy tych rzeczy, o których pisalaś na końcu, ale za to mam kilka innych funkcji ;D

  • salus salus

    :) w samo sedno trafione!

  • Olga

    Fajny tekst ;) U mnie na szczęście w rodzinie sporo młodszego kuzynostwa – jakieś 24 lata młodszy kuzyn jest najmłodszy z mojego kuzynostwa. Kuzynka tuż przede mną uwinęła się z pierwszym dzieckiem to jakiś pogląd „od kuchni” jak to wygląda miałam. Ale nie będę ukrywać, że i tak planowałam mieć lepiej, czyściej. Teraz sobie wmawiam, że jak wreszcie się wybudujemy i przeprowadzimy i będę na takim prawdziwym swoim to będę wreszcie miała czyściutko…taaa dobre sobie, w planach drugi dzidziuś, więc zanim my się przeprowadzimy to będę szukać zmywalnych farb do wszystkich pokoi zamiast snuć wizję pięknego domu i zadbanego ogródka (haha). Więc może jak dzieci pójdą do szkoły to wreszcie ogarnę się z porządkami :P

    • e-milka

      Hi, hi – lepiej, czysciej. ;)
      Ja nie mialam praktycznie stycznosci z malymi dziecmi, ale raz odwiedzilam szwagierke z wtedy kilkumiesiecznym maluchem. Dwa wrazenia moje wtedy, tylko pomyslane na szczescie:”Czemu to dziecko ciagle placze? W domu siedzi, a jak ta lazienka wyglada?”Niestety, karma do mnie wrocila i to z impetem i przytupem. :)

  • mevans

    Dziekuję.

  • Marta Kachnic

    Jesteś boska!! Dziękuję!!

  • Sylwia Tokarek

    Ilona Twoje wpisy o realiach macierzyństwa mi pomogły w tych najgorszych chwilach na początku i wciąż mnie podnoszą na duchu kiedy ZNÓW coś idzie nie tak jak sobie wyobrażałam. Szkoda że tak niewiele osób ma odwagę powiedzieć jak jest naprawdę, że bywa strasznie trudno, źle, że ma się dość i płacze się w poduszkę.
    Ale potem przychodzi mały człowiek z lepką buzią i ślini Ci całą twarz całusami i robi „cacy”, albo kurczowo trzyma rączkami bo TY jesteś całym jego światem kiedy coś jest dla niego obce albo straszne. I wszystko to złe jest nieważne. Za każdym razem.

    Świetny wpis. Dzięki!

  • Nina Bartelik

    Ilona, dziękuję, czytałam i trochę sobie popłakałam, ale już biorę się w garść, bo mały zasnął, a ja muszę pomyśleć, której koleżance trzeba by sprzedać ten artykuł :)

  • Julia

    Kocham Cię za ten post ? bardzo był mi potrzebny…

  • Aga

    Nie wiem, jak ty to robisz, ale czytając sie popłakałam. Piękny tekst.

  • Kamila Ordyńska-Walczak

    Zgadzam się z poprzedniczka masz dar czytania w moich myślach.

  • Justyna Pióro

    Ten tekst powinna przeczytać każda kobieta będąca w pierwszej ciąży. Kobieta, która tak jak Ty, ja i wiele wiele innych myśli sobie, że to tylko siedzenie w domu z uroczym bobasem, a jej partner jest taaaaki biedny, bo musi chodzić do pracy. Która myśli, że ogarnie obowiązki domowe do południa, a resztę dnia będzie poświęcać na stymulowanie rozwoju dziecka, przygotowywanie mu najzdrowszych posiłków z najbardziej ekologicznych produktów przy akompaniamencie niezwykle rozwijającej muzyki klasycznej. W czasie drzemki dzieciątka będzie piła gorąca kawę, do której zje pyszne ciastko, a ono wcale nie pójdzie w boczki, bo przecież straci ciążowe kilogramy na samą myśl o karmieniu piersią ;)

  • Ola U.

    Piękny, wzruszający wpis. A ten filmik! Tak, masz rację: każda z nas jest idealna dla swojego dziecka!

  • superana

    Tego! Tego właśnie powinni uczyć w szkole rodzenia! Że potem nie będzie wyglądać jak na filmie i obojętnie jak wiele razy zrobisz coś źle i tak jesteś najlepszą z mam!

  • Ilona, nawet nie wiesz, jakie to wspaniałe, że jesteśmy normalne! Za rok może się wybiorę na BPC!

  • Pingback: To jedno spotkanie zmieniło moje życie. Ten wpis może zmienić twoje! - MUM AND THE CITY()