Mum and the city

Gadżety w życiu kobiety (i jej dziecka)

29 stycznia 2014


DSC_0358

Mam na imię Ilona i lubię otaczać się gadżetami. Zabrzmiało jak wyznanie zakupoholiczki?

Całe szczęście nią nie jestem! Biżuteria nie interesuje mnie wcale, kosmetyki…? Od kiedy zostałam mamą, wystarcza mi dobry krem. Lubię ładne ubrania, ale nie lecę do sklepu tylko dlatego, że coś jest właśnie „in”.

Za to technologiczne nowinki śledzę z wypiekami na twarzy. Nie rozumiem, jak można mieć problem z rozróżnianiem nazw: iPod, iPad czy iPhone? W moim życiu sprzęty są obecne na co dzień. Dzięki nim mam możliwość słuchania muzyki gdziekolwiek jestem. W czasie treningu wiem, ile przebiegłam kilometrów i czy spaliłam już pączka, którego zjadłam na drugie śniadanie. Z telefonu korzystam nie tylko wtedy, kiedy dzwonię, ale również gdy przeglądam internet, czytam, co do mnie napisałyście, sprawdzam pocztę, pogodę, kupuję bilety komunikacji miejskiej oraz bilety parkingowe. Komputer to moje narzędzie pracy i relaksu…

DSC_0360

Myślę, że nie tylko ja tak mam… Nie uciekniemy przed postępem technicznym i nawet nie próbujemy (w końcu telefon w kieszeni to wygoda!), dopóki sprawa nie dotyczy naszych dzieci. Bo wtedy święte oburzenie: „Dziecko? I komputer? Kto to słyszał!”, „Telefon? Nie za mały na telefon?”, „Tablet dla dziecka? Odebrać im prawa rodzicielskie!”, itp. itd…

Udajemy, że to, bez czego sami nie możemy żyć (wytrzymacie miesiąc bez komputera i telefonu komórkowego?), nie jest nikomu potrzebne.

I nawet jeśli nasze rodzone dziecko pasjami gra w Angry Birds, a odrabiając pracę domową, korzysta z internetu, a nie z książek – nigdy się do tego głośno nie przyznamy. Dlaczego? Bo taka jest moda: komputer jest zły. Internet jest zły. Skoro wszyscy tak mówią, to tak jest, prawda?

Mój chrześniak w wieku sześciu lat odpalał laptopa i grał w szachy. Tak – w gry komputerowe. Sześciolatek! Uczył też grać w szachy swoją czteroletnią (!) siostrę. Teraz w szachy ogrywa starszych. A przecież gry komputerowe są złe… Prawda?

Sama często zaglądam do internetowego słownika. Przy okazji z ciekawością podczytuję porady językoznawców: „Moje Drogie Czytelniczki” czy „moje drogie Czytelniczki”? „Online”, „on-line” czy „on line”? „SMS-y”, „sms-y”, a może: „SMSy”, bo chyba nie „esemesy”? Dlaczego zapis: „w latach 90-tych” jest niepoprawny? Czy w jakimkolwiek słowniku papierowym odnalazłabym odpowiedzi na te pytania? Wątpię! Ale internet jest przecież zły, lepiej trzymać nasze dzieci z dala od niego, jak najdłużej… Uczyć można się w bibliotece lub nad podręcznikiem, a zadania domowe odrabiać nad kartką papieru… Prawda?

Otóż nie! Czasy się zmieniły. Choćbyśmy bardzo chcieli – nie jesteśmy w stanie zatrzymać postępu. Nasze dzieci dorastają wśród gadżetów i rolą rodziców nie powinno być udawanie, że tego typu sprzętów nie ma, że są nieważne i niepotrzebne. Rolą rodziców jest nauczenie, jak mądrze korzystać z technologicznych dobrodziejstw. Na które strony warto zaglądać, a na które nie. Dlaczego Wikipedia nie może być jedynym źródłem informacji i po co każdą ciekawostkę znalezioną w internecie sprawdzać trzy razy, zanim puści się ją w obieg? Rodzice powinni dokonywać selekcji, jeśli chodzi o gry. Kontrolować jakość i długość czasu spędzanego przed komputerem. Oraz podsuwać równolegle ciekawe książki (w tej kwestii nie ma co liczyć na lekcje języka polskiego – lektury szkolne prędzej do czytania zniechęcą niż zachęcą).

Udowodniono, że mózgi naszych dzieci będą się różniły od naszych mózgów (tak samo jak nasz sposób myślenia różni się od sposobu myślenia naszych rodziców). Młodsze pokolenia przyswajają ogromną ilość informacji równocześnie. W szybkim tempie docierają do sedna i wertują dalej. Ich mózg działa trochę jak internetowa przeglądarka, w której ktoś pootwierał dziesięć zakładek i swobodnie się pomiędzy nimi porusza, przechodzi do innych linków, podstron, klika w kategorie, czyta w tym samym czasie na temat romansu Perfekcyjnej Pani Domu oraz dlaczego soki dla dzieci nie zamarzają. Mózg naszych rodziców jest w stanie przyswoić jedną informację od początku do końca – i dopiero potem następną. Można to porównać do czytania książki czy artykułów w gazecie: od tytułu do ostatniej kropki. I następna strona. Starsze pokolenia zatrzymują się na szczegółach, przez co nie nadążają i gubią się w nadmiarze wiadomości, jakimi zewsząd bombarduje nas świat.

To jest ewolucja, która dokonuje się na naszych oczach. Nie jesteśmy w stanie jej zatrzymać. Możemy udawać, negować, zabraniać – pytanie tylko: po co?

DSC_0354

  • Po co? Bo warto zachować umiar, jak ze wszystkim. Już rola rodzica w tym, żeby nauczyć korzystać mądrze. To podstawa.

    Dla mnie telefon w rękach 3 latka i tablet u każdego pierwszoklasisty to po prostu jakaś pomyłka. Nie dlatego, że sama z nich nie korzystam. Mam, jasne ale służą mi w konkretnym celu. Miesiąc bez telefonu? Na wakacjach raczej nie używamy.

  • Kasia

    wlasnie, bo chodzi o to, zeby dzieci z internetu umiejetnie korzystaly i zeby je tego wlasnie nauczyc.
    mysle, ze krytyka spedzania czasu przed komputerem wynika z tego, ze u czesci dzieci zastepuje wszelkie inne formy spedzania czasu wolnego.
    moje dziecie na razie pisze sobie na komputerze literki oraz sprawdzamy razem czasem rzeczy, ktorych synowi pokazac nie moge w rzeczywistosci, a pyta: co to jest?
    nie jestem jednak pewna jak to bedzie wygladalo za kilka lat, czy nie bede musiala pod grozba odlaczenia kabla od komputera wyciagac syna na spacer lub do gry w pilke i nie bede przeklinac internetu i tego calego swiata komputerowego, ktory jest mi rowniez bliski..

  • Magdalena Zajączkowska

    Doskonały tekst. Jestem pod wrażeniem! Szczególnie ostatnie 2 akapity dotyczące ewolucji naszych mózgów – nigdy w ten sposób nie myślałam, a dokładnie to obserwuję. Moje dziecko jest tak mądre, tak analityczne, spostrzegawcze, potrafi w kilka sekund znaleźć odwołanie do danej sytuacji z przeszłości – szczęka opada :o
    I korzysta z tabletu, podkrada mi telefon – ciężko mu tego zabronić. Niezwykłe jest to, że odnajduje jego więcej funkcji niż ja. Sposób, w jaki dzieci korzystają z tabletów czy smartfonów jest niezwykle fascynujący – okazuje się, że tam dużo więcej można zdziałać na zasadzie intuicji niż konkretnej wiedzy.
    To co mówisz – moja mama na smartfonie jest w stanie WYUCZYĆ się jedynie paru podstawowych jego funkcji – jak dzwonić, jak smsować, szczytem jest zrobienie zdjęcia i jeszcze wysłanie go za pomocą mms-a czy maila.
    3-4-letnie dziecko nie zadzwoni – bo nie potrafi czytać. Ale za to znajdzie i otworzy każdą aplikację, jaka go interesuje, poradzi sobie doskonale nawet z nową grą, znajdzie sobie kolejne do ściągnięcia. Pod jakim wrażeniem byłam, gdy się zorientowałam, że Hania doskonale się połapała, że gdy na ajfonie ściaga się jedna gra, to bez hasła, bez ponownego uwierzytelnienia może zainstalować sobie kolejne – gdybyście widzieli tempo w jakim ich wyszukuje i klika INSTALL :v
    Moja mama, gdybym nawet to podpowiedziała, dokładnie wyjaśniła, to i tak nie widziałaby o co chodzi i cierpliwie odczekała, aż jedna istalka się zakończy, aby odpalić drugą.
    To faktycznie mogą być jakieś różnice, zmiany, które zaszły w mózgach kolejnych pokoleń.

    • Ja wielokrotnie o tym myślałam, bo sama czuję się w połowie drogi… Czasami brakuje mi cierpliwości, wolę poklikać, przeczytać pierwszy i ostatni akapit, pomijając to, co mniej ważne. Równocześnie szybko cały ten szum informacyjny mnie męczy, marzę o tym, żeby się odciąć, usiąść w kącie z książką/gazetą i odpocząć. A potem brakuje mi bodźców, tego, że nie mogę poznać zdania ludzi na dany temat (przeczytać komentarzy pod artykułem) i gładko przejść do strony, na której znajdę to, co mnie w czasie czytania artykułu zainteresowało.

      I masz rację, że gadżety (zwłaszcza Apple) działają intuicyjnie. Starsi ludzie boją się, że zniszczą drogi sprzęt, dlatego wolą nie działać bez instrukcji, nie chcą klikać i sprawdzać – dzieci nie mają takich oporów! No i żyją w tym świecie od urodzenia, więc siłą rzeczy ich mózg musi być inaczej zbudowany niż mózg dziadków!

  • A jeszcze, bo mi się przypomniało. Na drodze ewolucji możemy przystosować się nawet do picia płynu do mycia naczyń ale po pierwsze to trwałoby miliony lat, po drugie przetrwałyby tylko jednostki silniejsze (z resztą jak w naturze). Człowiek od urodzenia przystosowuje się do warunków w jakich przebywa (patrz: język) więc nic dziwnego, że dzieci szybciej opanowują pewne umiejętności (ciężej nauczyć się nowego języka jak mam 20 lat niż gdybyśmy mieli z nim kontakt od początku). Jestem ciekawa materiału odnośnie zmian w mózgu, bo ten temat mnie żywo interesuje.

    Co do korzystania z internetu, mam inne zdanie ale jest dużo racji w tym co piszesz.

    • Kasia

      jestem ciekawa co mamy myslicie zrobic gdy np wszystkie dzieci z klasy Waszego dziecka beda mialy np komorke (laptop, tablet) cokolwiek, a Wasze nie.
      jak myslicie to rozwiazac. gdzie jest wg Was ten zloty srodek?

      • Kasia

        ja sama potrafie zyc bez telefonu, internetu i nawet mi z tym dobrze. wiadomo, ze nie kupujemy dziecku czegos, tylko dlatego ze wszyscy maja. tylko ze jak pisze Mamunia nadeszly troche inne czasy. moze nie do konca jest to juz odyseja kosmiczna 2000 ale zblizamy sie w tym kierunku :)

      • Wątpię żeby wszystkich rodziców było stać na zrobienie z dziecka gadźetomaniaka. Telefon w pewnym wieku pewnie dziecko będzie miało żebyśmy mieli z nim kontakt. W jakim wieku, jeszcze nie wiem i cieszę się, że nie muszę wiedzieć na chwilę obecną. Uważam, że używanie (zwłaszcza NADużywanie) tel. kom. jest zwyczajnie niezdrowe i im później tym lepiej. Mam w nosie, że postępu nie zatrzymam :).

        • Kasia

          a ja mam wlasnie takie wrazenie nt tych gadzetomaniakow. zauwazylam, ze duzo dzieci ma bardzo dobry sprzet rozmaitej masci.
          ostatnio w odwiedzinach u kuzynki jej wszystkie dzieci w wieku 5 lat w gore uparcie graly w gry na laptopie (a sa wychowane dosc rozsadnie, godziny na komputer sa limitowane). a ja przyszlam z gra planszowa w prezencie i poczulam sie jak dinozaur :)
          takze zobaczymy jak to bedzie, na razie jestem na etapie przedszkola, wiec chwilowo mnie to tez nie dotyczy.

          • Dla mnie to jest po prostu przerażające. O ile rozumiem korzystanie, żeby się czegoś nauczyć, dokształcić albo po prostu poznać, wtedy jestem za. Ale już tępe patrzenie w grę (i to dotyczy też dorosłych) bez ograniczeń czasowych (co dość istotne) jest niezrozumiałe, może dlatego że my w ten sposób nie postępujemy. Jako rozrywka, do czasu do czasu – do przyjęcia, oczywiście. Tak jak i wszystko inne.

            Obserwuję dwójkę dzieci w podobnym wieku. Jedno (młodsze) umie liczyć, uczy się czytać, potrafi napisać kilka słów, potrafi z telefonu skorzystać i zadzwonić po pomoc (4 lata), drugie nie potrafi wymienionych rzeczy za to jest obcykane we wszystkich grach (6 lat). Dzieci obserwują dorosłych – głównie rodziców. Chcą tego samego, przynajmniej dopóki grupa rówieśnicza nie będzie miała więcej do powiedzenia.

          • Kasia

            a ja nie pisalam o tepym patrzeniu w gre :) tego chyba nikt nie popiera, to oczywiste. wydaje mi sie ze po prostu obecnie dzieci maja wieksza naturalna ciekawosc do takich sprzetow i mysle jednak ze wypra one w koncu np tradycyjne gry planszowe. oboje z mezem w czasie wolnym prawie wcale nie korzystamy z internetu (mamy go wystarczajaco duzo w pracy). jedyne co, to ostatnio sie wkrecilam w blog mamuni :P
            licze na to, ze moje dziecko nie da sie calkowicie wciagnac w swiat komputerowo/internetowy i rownie chetnie bedzie siegac po ksiazke czy pojdziemy razem na rower itd. ale jak to bedzie, to zobaczymy.

          • Ja też liczę na to, że książki, gry planszowe, ruch na świeżym powietrzu nigdy nie zostanie wyparty przez cyfrowy świat – i nawet za 1tys. lat ludzie będą znali zapach papieru, świeżego druku, będą biegali w lesie, a nie przed ekranem telewizora.

          • I o to właśnie chodzi.

          • Są gry i Gry. Sama jako dziecko uwielbiałam gry strategiczne. Sporo się dzięki nim nauczyłam. Gry ruchowe (X-box, PlayStation) również są jak najbardziej rozwijające i pożyteczne – warto z nimi startować stosunkowo wcześnie. Nie można więc generalizować, że komputery, internety, gry są złe.

            Niebezpieczeństwo jest wtedy, kiedy dziecko myli świat realny z fikcją (znam takie dzieci). Wyczekuje, kiedy wróci do domu i zacznie grać – bo tamten świat pociąga bardziej, tam więcej się dzieje. No i jestem przeciwna wszelkim grom w zabijanie, strzelanie, z przemocą (właśnie one prowadzą do uzależnienia, mam na myśli Counterstrike, itp.) – moje dziecko będzie miało zakaz zasiadania do takich gier przynajmniej do osiemnastego roku życia. I nieważne, że wszyscy koledzy w klasie będą o tym gadać na przerwach.

          • Ja pisałam jedynie o uzależnieniu czyli grać w byle co, byle gdzie i byle jak najdłużej. Rozwijające, uczące – jestem za, sama lubię!

        • Co to znaczy: nadużywanie telefonu? Czy to, że telefon zastępuje mi: notatnik, kalendarz, kalkulator, mapę, biletomat, pogodynkę jest już nadużywaniem telefonu czy po prostu wykorzystywaniem jego funkcji i ułatwianiem sobie życia?

          Czy coś takiego jak nadużywanie telefonu w ogóle istnieje? Wątpię.

          • Nadużywanie to dla mnie prowadzenie godzinnych rozmów i popychanie pierdół przez telefon, zwłaszcza wtedy kiedy nie służy to pracy, a rozmowę można poprowadzić krótko i rzeczowo.

          • To szukanie kontaktu z drugim człowiekiem, który jest daleko, a nie nadużywanie telefonu.
            Chociaż zastanowiłam się przez moment i można nadużywać telefon – np. sprawdzając co pięć minut, czy na fejsie nie ma niczego nowego ;).

          • No widzisz, inaczej do tego podchodzimy. Nigdzie nie napisałam, że chodzi o osobę która jest daleko ;), prawda? Jeśli można rozmawiać krótko to lepiej rozmawiać krótko i tyle.

          • Jasne, ja akurat nie lubię gadać przez telefon, ale znam ludzi, którzy gadają często i gęsto – w ten sposób zaspokajają swoją potrzebę kontaktu z drugim człowiekiem. Fajnie, że telefon to umożliwia.

          • To mi się właśnie nie podoba.

          • Ven

            Aniu mam wrażenie, że czasami albo widzisz albo tylko chcesz widzieć czubek własnego nosa. Są ludzie, którzy dużo rozmawiają przez telefon, bo tak jak napisała Ilona szukają kontaktu z drugą osobą. Są i tacy, którzy spędzają dużo czasu grając w gry, nie rozumiem takiej krytyki. Rozrywka jak każda inna, ja nie krytykuję, że dla kogoś rozrywką jest trzygodzinne pocenie się na siłowni, jak ktoś lubi to niech tak robi.

            Zaręczam o wiele bardziej szczegółowe notatki robiłam na wykładach czy teraz robiąc notatki na szkoleniach używając do tego celu laptopa.

            Katastrofą jest to, że dorośli np. mniej zamożni nakręcają się z kupnem dziecku gadżetów na np. Pierwszą Komunię Świętą. Mnie to czeka za rok…albo w tym roku (ciągle mi się miesza ile mój Chrześniak ma lat ;) ) i na pewno nie będę się pod tym względem spinać. Poza tym nikt ode mnie tego nie wymaga, bo akurat mama P. ma do tego podejście zdroworozsądkowe, a i ja nie zrobiłabym nic wbrew sobie.

            Pamiętam jak mój brat wagarował i cała rodzina grzmiała na matkę, że powinna zabronić używania komputera, wiecie jaki był skutek? Zupełnie odwrotny. Dlatego cieszę się, że nie mieliśmy zakazu, ale wprowadzone racjonalne zasady korzystania. Okres buntu minął, a brat szkołę i studia skończył z bardzo dobrymi wynikami.

          • Nikt im nie broni rozmawiać. Ja tego nie lubię, uważam za niezdrowe. Nie czytasz ze zrozumieniem. Napisałam, że w sytuacji kiedy można rozmawiać krótko to lepiej krótko. I nie mam na myśli rozmowy z mamą za oceanem. Mogę mieć swoje zdanie? Mogę. To dziękuję.

            Co do notatek, pisałam o dzieciach, a nie o wykładach na uczelni ;). Więcej luzu.

          • Ven

            Aniu zdecydowanie nie jesteś dla mnie kompanem do rozmowy i mam wrażenie, że to Tobie potrzeba więcej luzu. Uciekam do pracy :-)

            P.S. Nie mam mamy za oceanem, a rozmawiam z nią co drugi dzień minimum godzinę – taka silna więź po prostu.

          • Ida

            w sumie to powinnas sie do mamy przejechac a nie wisiec na telefonie ;) nie wiem czy to Boodzik miala na mysli? zeby telefony nie zastepowaly kontaktu osobistego. nie wiem czy dobrze zrozumialam ta wymiane zdan :P tez kiedys wisialam godzinami z Mama na telefonie, ale sobie uswiadomilam, ze musze dac mamie troche luzu i wiecej zyc swoim zyciem a mama swoim. maz sie smial ze mnie, ze nie mam pepowiny odcietej od mamy i mial troche racji. teraz dzwonie raz w tygodniu na mw godzine do Mamy ;))

          • Ja moja widzę często – dzwonię jeszcze częściej. Nie widzę w tym niczego złego.
            Z tego co wiem, Ven pracuje na co dzień, a jej Mama mieszka niestety daleko :(.

          • Ven

            Wszystko się zgadza :-) Obie mamy w sobie bardzo duże oparcie, stąd potrzeba częstego kontaktu.

          • Ven

            Dzięki za radę, chociaż jej nie oczekiwałam :-) Z racji dzielących nas kilometrów nie możemy widzieć się tak często jakbyśmy chciały, to nasz system, wypracowany przez lata i skuteczny. Pozdrawiam serdecznie.

          • Ida

            to nie miala byc rada :) w formie zartu ja napisalam :) nie pisalam rowniez ze to cos zlego.
            sama tak dlugo robilam, az kiedys maz mnie sie zapytal ile ja mam w koncu lat i czy w koncu odetne pepowine od mamy. troche mi to dalo do myslenia i stwierdzilam, ze mama nie musi wiedziec o tym co mialam na obiad albo o ktorej wstalo moje dziecko. bardzo kocham mame i mam z nia bardzo dobry kontakt. ale po prostu podejelam decyzje, ze czas troche dorosnac i nie wisiec jej ciagle nad glowa (choc ona nie miala nic przeciwko).
            taka moja osobista refleksja po prostu :)
            ps. maz lubi swoja tesciowa zeby nie bylo :)

          • I to rozumiem poniekąd ;). Pisałam o sytuacji gdy nie ma potrzeby rozmowy i można sprawę załatwić krótko. Naprawdę nie znacie osób, które wiszą na telefonie i mówią byle co żeby tylko mówić?

          • Ven

            Każdy ma różne potrzeby :-)

            Plama?! nowotwór ucha to słyszałam, może to ma związek?

    • Aniu, ale dobrze rozumiem, że będziesz dziecko trzymała jak najdłużej się da z dala od komputera i internetu, podczas gdy sama z niego korzystasz pasjami?
      To tak, jakby palacz (odpalając papierosa) mówił do dziecka: „Palenie jest złe. Nie można palić”.

      Rozumiem, jeśli rodzice sami nie korzystają ze zdobyczy techniki. Jeśli korzystają – nie są wiarygodni.

      • Znowu to samo. Gdzie to napisałam? Wcale tak nie twierdzę, bo tylko hipokryta by trzymał z dala jeśli sam korzysta. Moja w tym głowa, żeby to korzystanie było ZDROWOROZSĄDKOWE, tak jak moje. I na pewno ograniczone czasowo w młodym wieku.

        Ale nie jestem za tym, żeby informacji szukało w pierwszej kolejności w internecie, a potem w książkach. Wypracowania pisało w Wordzie zamiast zeszycie itd. Nie podoba mi się to, po prostu. Może jestem starej daty ;). Nie wyobrażam sobie tv w przedszkolu na ścianie, pierwszoklasisty z tabletem i 2-latka grającego na telefonie.

  • Sylwia

    Hmm, przypadkiem trafiłam a ten blog i ten wpis. Podziele sie więc z Wami jak to wygląda u moich dzieci. Syn 12l. i córka 13l. , mąż zapalony informatyk i wielbiciel gadżetów, własnym dzieciom nie skąpił i mają własne komórki od drugiej klasy podstawówki i od ponad roku każde swój laptop, wcześniej przez pare lat mieli na spółkę jeden komputer. Oboje spędzają często po kilka godzin dziennie przy laptopach, na grach lub oglądaniu filmów, z tel komórkowych za to prawie nie korzystają, wręcz ciężko sie do nich dodzwonić, bo albo rozładowane, albo wyciszone. Telewizje oglądają od biedy i wielkiego święta. Za to są oboje jednymi z najlepszych uczniów w swoich klasach, córka wręcz pochłania książki, i ciągle jej mało, syn czyta również chętnie, ale że ma specyficzny gust to troche trudniej znaleźć książke, która go zaciekawi, za to z matematyki i w szachach bije mnie i męża na głowę,12-latek!!! Niestety w okresie jesienno – zimowym, po szkole prawie wcale nie spotykają sie z rówieśnikami, wolą ten czas spędzić przy komputerach :( Nie ograniczam im tego, bo nie ma to negatywnego wpływu na ich naukę i zachowanie, ale nie ukrywam że wolałabym by mniej czasu spędzali przy komputerach :/

    • To jest akurat znak naszych czasów, że dzieci siedzą w domu przed komputerem i nie biegają (tak jak my biegaliśmy) po podwórku. Ale rodzicom zazwyczaj to pasuje (dziecko w domu = bezpieczne, bo mam na nie cały czas oko).

      • Kasia

        Mamunia, widze ze masz zgloszony blog do konkursu. jak mozna na Ciebie glosowac? bo bylam na stronie, cos czytalam o sms, ale koniec koncow nie wiem :)

        • SMS o treści A01102 na nr 7122 – z jednego telefonu można wysłać jednego SMS-a :).

          • Kasia

            to od nas dwa, maz i ja, zyczymy powodzenia.

          • (Nie) dziękuję – żeby nie zapeszyć ;).

    • Kasia

      wlasnie, to wydaje mi sie trudne, tj jak zachecic nastolatka, zeby w jesienna szaruge wyszedl z domu. jezeli pojdzie do kolegi to pewnie tam sobie beda i tak grac :) bo jak w sumie teraz spedzaja wolny czas dzieci w tym wieku, gdy na dworze duzy mroz albo pada deszcz? nie zawsze rodzice maja czas, zeby cale popoludnie spedzac ze swoim dzieckiem i zajmowac im czas (pograc w cos, wyjsc na basen itd). piszesz ze np gracie w szachy, rozumiem ze takie tradycyjne figurkowe czy tez w necie? latwo jest oceniac komus, kto ma male dziecko, bo to dziecko jeszcze wlasnie nie wsiaknelo w taki swiat. zobaczymy za kilka lat. my na razie bawimy sie na zmiane z mezem po pracy z naszym 3latkiem i na razie dajemy rade (jak jest dobra pogoda na wyjscie to wychodzimy jak tylko to mozliwe, ostatnio na topie sa sanki). ewentualnie w porze kolacji wlaczamy bajke, zeby przygotowac kolacje a potem kapil. ale czuje, ze za pare lat tak juz nie bedzie :)

  • Nic dodać, nic ująć :) Wszystko może stać się narzędziem zbrodni gdy zostanie użyte w niewłaściwy sposób ;)

  • Piszesz o chrześniaku 6 latku, wiesz…. mój 4 latek sam włącza laptopa, przynosi kabelek do prądu jeśli jest potrzeba, sam włacza firefoxa, sam w zakładkach gry lub bajki wyszukuje… Ale ! co bym nie dostała od razu po uszach od czytelników, że jakiegoś maniaka wychowuję ! Oj broń Boże :) Do komputera dopuszczam max 2-3 razy w tyg. max do 2 godz. zwłaszcza w te dni kiedy pochmurno na dworze lub kiedy nie wiem w co ręce włożyc z nadmiaru obowiązków. Skoleji na smarfonie prywatnym nagmiennie mam zmieniają tapete i dzwonek, stąd nie zawsze reaguje jak dzwoni… :)