Mum and the city

Jak Facebook zniszczył moje macierzyństwo?

3 kwietnia 2016

DSC_7042

Myślę, że chociaż nasze matki miały trudniej, bo musiały spierać ręcznie dwadzieścia pieluch dziennie i ucierać marchewkę z jabłuszkiem, to jednak miały łatwiej, bo nikt obcy nie patrzył im na ręce. A i one nie widziały innych. No, może tylko tę sąsiadkę z lewej, która w chwilach słabości wychodziła z papierosem na balkon i tę z prawej, która codziennie rano drwałowała spocona do pracy, ciągnąc za sobą rozpięte w środku zimy dziecko, w dodatku z górą od piżamy pod kurtką zamiast sweterka. Czyli – jednym słowem – życie.

Takie, którego darmo szukać na Facebooku.

Bo on pełen jest idealnych dzieci i ich jeszcze bardziej idealnych matek.
Tylko ja jakaś taka nieogarnięta.

Co sobotę pieką pachnące ciasta, ale nie takie zwykłe ciasta, jak nasze matki piekły, żeby dzieci i próchnica się cieszyły, a z burakiem zamiast cukru.

A jak już popieką, co miały, ekologiczną kurę znalezioną na targu trzy godziny jazdy od domu doprawią ziołami z własnego ogródka, bo soli nie można (i pestycydów ze sklepu tym bardziej broń boże!), to uśmiechają się jak żony ze Stepford. I zupełnie jak te żony na pigułkach uspokajających nigdy się nie unoszą. Tymczasem ja tupię nogą i trzaskam drzwiami. Czasami też przeklnę, pech chciał, że zawsze wtedy, kiedy dziecko słucha. Bo jak człowiek przeklina, to znaczy, że złość go taka ogarnęła, w której nie ma się głowy do tego, żeby sprawdzać, czy nieletni daleko jest czy może jednak blisko.

A ten nieletni właśnie wcale nie nauczył mnie cierpliwości – jak piszą matki na Facebooku – tylko całą cierpliwość ze mnie wyssał. Bo też jak można stać spokojnie, oddychać i mrugać tylko, kiedy on od godziny woła, że tablet chce? Tak, moje dziecko tablet dostaje, choć nie zawsze, a już zwłaszcza nie wtedy, kiedy Superniania napisze na swoim profilu, że dzieciom do lat trzynastu nawet telefonu się dawać nie powinno, a sto matek na to odpowie, że one i do osiemnastki nie dadzą. No… To ja też nie! Od dzisiaj.

Słowo harcerza. Którym byłam przez dwa tygodnie i tylko dlatego, że na fajny obóz mogłam dzięki temu pojechać.

Ale teraz co dzień prawie mam takie mocne postanowienie poprawy. Bo ja wcale nie chcę być gorsza! Ale kurczę blade w piekarniku przypiekane, pytam się coraz głośniej: JAK? Jak one to robią? Że z porodów tylko same dobre wspomnienia mają? Że nawet jeśli bolało, to tak jakby wcale, a poza tym dziecko wszystko im wynagrodziło, kiedy tylko wzięły je na ręce?

Cóż, moje ryczało dzień i noc, zamiast cokolwiek mi wynagradzać.

I jak tak patrzę na ścianę mojego Facebooka, to coraz wyraźniej widzę, że jakaś dziwna raczej jestem. Bo u mnie tak zwyczajnie i moje dziecko wcale nie mówiło trzystu wyrazów przed skończeniem drugich urodzin, co oczywiście jako swoją winę odczytuję. Za mało zabaw edukacyjnych wdrożyłam i w ogóle za mało nad kołyską świergotałam. Nawet do logopedy z nim wtedy nie poszłam, choć normalna matka z Facebooka idzie.

Bodziaki Kostek nosi z Tesco i nie piorę ich przed pierwszym ubraniem, bo mi się nie chce. A kiedy syn mój przychodzi, żebym się z nim pobawiła, to nierzadko odpowiadam: „Zaraz”, „Za chwilę”, „Nie teraz”, chociaż wiem, jak wielką krzywdę mu tym wyrządzam. Dziesięciu blogerów o tym wspominało! Zapominam też o obiedzie, a mimo to bywam rodzicem helikopterem. I gdzieś mam rodzicielstwo bliskości. Nie do końca wiem, kim była Maria Montessori, nie lajkuję cytatów z Korczaka, a wybierając przedszkole, patrzyłam przede wszystkim, żeby było blisko i tanio. Nie potrafię odczytywać wyników badań, tylko w pełni zdaję się na lekarzy i podaję antybiotyk, skoro każą, nawet jeśli CRP jest w normie. A potem mam wyrzuty sumienia, bo może to niepotrzebne było? Na fejsie tak wyczytałam.

Facebook zniszczył moje macierzyństwo. A właściwie zniszczył je ten nieograniczony dostęp do informacji, których nie jestem w stanie przetrawić, więc w efekcie – chociaż wiem więcej od mojej babki – wiem mniej. Bo zamiast intuicją się kierować czy autorytetom ufać – czytam i szukam na własną rękę. Wśród wiadomości, z których jedna przeczy drugiej.

A na końcu porównuję się z innymi.

Tylko że to porównanie przecież nie ma sensu! W końcu o sobie wiem wszystko, a o znajomych z Facebooka tylko to, co chcą mi pokazać… I tak po trzech latach poznałam wreszcie odpowiedź na pytanie: jak być lepszym rodzicem? Wystarczy słuchać swojego dziecka, a nie innych.

DSC_7041

  • Ja prowadzę małą do przedszkola w piżamie pod kurtką, a jak głowy nie zdążę uczesać, nie wspominając o myciu, to zakładam kapelusz :)
    Często, w zasadzie zbyt często mówię „za chwilę”, bo zabawy konikami mnie nudzą. Porody były świetne, ale gdybym wiedziała, że drugi będzie tak cholernie bolał, wybrałabym cesarkę. Jakby syn urodził się pierwszy, to na 100% byłby jedynakiem.
    Nie jestem idealna, czasami wręcz tragiczna.
    Jak się czujesz?
    Pozdrawiam!

    • Ja codziennie czuję, że to JUŻ po czym… Nic się nie dzieje! ;)

  • Kasia

    U mnie nie ma takiego problemu, bo dwa lata temu usunęłam koni z Facebooka i sie nie dokształcam w Internecie ;) co i innym polecam :)

  • karjola

    Ale muszę Ci powiedzieć,że jak się patrzy na Twojego bloga to też wszystko wygląda idealnie:)zawsze pięknie ubrana i umalowana, w kuchni lśni. dziecko radosne, bawi się z rodzicami, w mieszkaniu czyściutko…Na Twoje obiadki to ślinka cienkie człowiekowi…:)a ja znowu kotlety z zamrażalki wyjęłam i o sałatce to zapomniałam. Na ziemniaki nie miałam czasu,więc będzie z chlebem;)do kuchni ledwo weszłam, już się zrobił syf;)a ja nawet jeszcze dziecka nie mam, to aż boję się pomyśleć co będzie później:) Wierzę,że może to wszystko do zdjęć,żeby było ładnie,ale jak ja zwykły czytelnik patrzę na to wszystko,to mnie zazdrość zżera i myślę: ta Ilona to jest matka i gospodyni:)To może dla równowagi pokaż się czasem w dresie i z bałaganem w kuchni,żeby się mi lepiej zrobiło ;);)
    Pozdrawiam serdecznie

  • kasia

    Ilona, no to jestesmy kwita:) Ja naleze do tego typu matek, co ma fb moglyby Tobie zniszczyc macierzynstwo, bo moje dziecko bez soli, cukru, antybiotykow… Ale Ty tez przyczyniasz sie to mojej depresji: zawsze masz taki porzadek, a ja nie daje rady tak, Kostek zawsze elegancki, czysty i uprasowany, a moje zawsze wymiete i wyswinone, Tobie sie udaje chodzic z dzieckiem do knajpy, a mi nie, moje dziecko nie siedzi tak grzecznie samo z tylu w foteliku w aucie jak u Ciebie Kostek na insta kiedys tam… normalnie deprecha jak to widze;)

    • Czyli niepotrzebnie się nakręcamy, patrząc na inne, a przecież ideały nie istnieją – jesteśmy całkiem fajnymi matkami, chociaż każda celuje w czymś innym ;)

  • Marta Arndt

    przestań, ja tez nie prałam, też z tanich sklepów, albo ( o zgrozo!) z lumpeksu- wtedy prałam :P, klnę czasem jak szewc, drę się jak pier..dolnięta, bo czasem mam juz dosyć, piec nie lubię, więc codziennie kupuje dziecku niezdrowego batonika. Mój syn siedzi przed tabletem, bo matka się zmęczyla i ucina sobie drzemkę po obiedzie- bo lubię. Mam szczęśliwe dziecko? Mam, bo ma szczęśliwa mamę :D

  • Justyna

    Wrażenia z pierwszego porodu miałam bardzo podobne do Ciebie, syn też taka kopia Kostka – ryczał dzień i noc przez bite 8 miesięcy, potem zaczął się ograniczać do darcia w porze nocnej…choć bardzo się starałam być idealną matką, to nie byłam – włącznie z karmieniem nie cycem a mm :/. Pięć miesięcy temu urodziłam córkę, choć prawie się przekręciłam po porodzie, a skutki tego ‚cudu narodzin’ odczuwam do dziś, to powiem jedno – młoda jest tak innym od syna dzieckiem, że jest w stanie wynagrodzić cały ból, przez który przechodzę do tej pory…Syn też – tyle, że początki macierzyństwa z nim wspominam do tej pory jako koszmar, a teraz jest tak bardzo inaczej…ale nie uwierzyłabym, że może tak być, gdybym nie przeżyła na własnej skórze, czego i Tobie życzę :)

    • O, teraz synek faktycznie wszystko wynagradza, jak się boję drugiego porodu to patrzę na niego i od razu sobie myślę, że dla takiego cudu przecież warto znieść naprawdę wszystko :).

  • Mocny wpis. Zarazem też prawdziwy. Myślę, że dawniej było też łatwiej naszym rodzicom, bo babcie były bardziej dostępne. Dziś babcie mają też swoje pasje, prace i życie. My zaś mamy Facebooka, tysiąc poradników. Czasami autorzy stają na dwóch skrajnych biegunach i jak tu nie stracić równowagi? ;-)

  • Asia

    Przy pierwszej ciąży i pierwszej wizycie u ginekologa, gdzie lekarz mówi co i jak Trzeba robić, powiedział mi jedna ważna rzecz: nie czytać duzo internetu odnośnie ciazy, bo wtedy można się załamac;) myślę że to samo można powiedzieć jak się już urodzi :)

  • Brawo DLA wniosku koncowego! :)

  • A ja się ostatnio dowiedziałam, że fluor zabija, a ja wszystkie pasty z fluorem kupuję, więc czeka mnie chyba śmierć w męczarniach! Ale poza tym to posty o dzieciach ukrywam, po co mam się stresować, ja się ze swoim niemowlakiem wcale nie bawię godzinami w układanie klocka na klocku, bo wolę sobie Mum an the City poczytać na telefonie ;P

    • Ja też tylko z fluorem ;) ba! Dla dziecka również :)

      • No ja też i dla siebie i dla dziecka z fluorem. Bo pomyślałam jak niemądra matka, że jak z apteki i że jak na pierwsze ząbki to chyba dobrą kupuję. A potem mnie blogi i facebook uświadomiły że jednak nie! Że lekarze kłamią, a pasta zabija!

        • Tak, też to czytałam ;). Ale dwóch stomatologów (mój i dziecięcy) stwierdziło, że nie masz dla dziecka jak Elmex, więc… No jest z fluorem. Dla nas – dorosłych – to już w ogóle nie wyobrażam sobie bez.

  • A ja staram się nie dać tej wszechogarniającej manii na super mamy, fit mamy, eko mamy etc. Owszem, FB czasami tego nie ułatwia, ale muszę nad sobą panować żeby nie popaść w skrajności.

  • Monika

    O mój Boże. Potrzebowałam tego postu. Matką jeszcze nie jestem i parę latek pewnie jeszcze nie będę (chociaż życie pokaże ;) ale już jestem przerażona macierzyństwem po tym wszystkim co czytam. O jedynym słusznym porodzie, o karmieniu tylko cycem, o tym, o tamtym… I mimo że moja przyjaciółka ma małe dziecko i widzę, że da się normalnie to nadal strach. Przez te wszystkie „cudowne mamusie” co wiedzą wszystko najlepiej…
    Dzięki Ci za tą normalność. Myślę, że wielu by się przydała :)

  • Maggdaline

    Uffff…. dobrze wiedzieć, że są takie matki jak ja. Wkurzają mnie internetowe matki, które przeczytały milion podręczników o wychowaniu, pielęgnacji itp. i mądrzą się i pouczają inne matki, które stawiają na intuicję. Wolę poczytać coś co mnie odpręża, niż kolejną książkę o tym, co powinno umieć moje dziecko w wieku 6 miesięcy (bo i tak nie potrafi połowy z tych rzeczy a rozwija się prawidłowo) Do dziś miałam wyrzuty sumienia, że zamiast czytać dziecku książkę w j. angielskim pracuję przed kompem a dziecko na macie edukacyjnej się turla. Na szczęście już mi lepiej. Dziękuję :)

  • Ja tak mam podczas ciąży. Każdy krzywo na mnie patrzy, bo przecież jak ja mogłam tyle pracować w ciąży, z komputeram na kolanach siedzieć, przeprowadzać się i pakować kartony. O wsiadaniu do samolotu i leceniu na drugi koniec świata nie wspominając. Przecież to wszystko niebezpieczne jest. Powinnam siedzieć na kanapie, odpoczywać i tyć.

  • Zwariowana Anka

    Jakże to prawdziwe co piszesz, też mam wrażenie że wszystkie inne mamy są takie idealne i poukładane i ONE wszystko wiedzą… jak rodzić bez bólu, jak karmić z radością, jak odkładać do snu bez kołysania, jak szybko poradzić sobie z kolką, z niejadkiem, z płaczącym o wszystko niemowlakiem, z niegrzecznym roczniakiem i upartym dwulatkiem – one wiedzą! a może wcale takich problemów nie spotkały… Ja to wszystko musiałam przeboleć i wyciągnąć wnioski, na podstawie których mogę być nieco mądrzejsza ale nadal nie wiem… bo każde dziecko jest inne, ma inne wymagania i nie ma na to złotego środka. W kuchni mam tylko biały cukier, tak używam soli, nie gotuję supereko bo ani mąż ani mały nie ruszą widelcem, mój dwuipółlatek pije mleko jeszcze z butelki bo tak mu smakuje lepiej, właśnie ogląda bajkę i je parówkę z lidla bo mama pije poranną kawę przed komputerem. Pozdrawiam wiosennie ;)

  • Ali

    bo nie mozna wierzyc internetom :D A Ty na swoich zdjeciach tez masz zawsze pieknie ;) A u mnie w domu syf bo przy dwojce nie da sie wszystkiego ogarnac bo albo jedno ryczy albo drugie ;)
    Moje oba porody byly przez cesarke na zyczenie – i nie mam z tego powodu wyrzutow sumienia. Pierworodny dal mi sie tak mocno we znaki ze drugiego w ogole nie chcialam, ale jak juz sie przytrafilo to od razu zaznaczylam ze tego drugiego to ja juz na pewno cyckiem karmic nie bede bo to meczarnia straszna – jest wiec na butli i ma sie dobrze. Starszak ma juz 2,5 roku i zarowno soli i cukru zdostaje w posilkach bo nie mam czasu oddzielnie gotowac a moj maz nie posolonego nie tknie, a ja bez slodyczy w domu nie przezyje – cos w koncu musi moje nerwy koic ;) I wydrzec mi sie zdarza na dzieci. Zla kobieta jestem… I tez sie czasem zaczytam w tych idealnych rodzicach… a potem sobie mowie ze oni nie istnieja i tyle :D

  • e-milka

    W Niemczech,
    gdzie widzi sie, jak bardzo ludziom brakuje religii, jest jeszcze gorzej, bo
    nie trzeba nawet wlaczac FB i juz sie jest na cenzurowanym. Wyznawczynie doktryny
    ?tylko najlepsze dla mojego dziecka?, naprawde wszystko wiedza najlepiej. Majac
    dwojke w odstepie 5 lat, przynajmniej jestem swiadoma, ze to ?najlepsze? ulega
    zmianom.

    Kiedy Szarak byla
    mala, nalezalo karmic piersia do pol roku. Wstydliwie przemilczalam na PEKiPie
    (zajecia z maluszkami), ze moje bardzo wczesnie zabkujace dziecko, bardzo lubi
    zuc bule (bule, zwykla, pszenna bule!) i inne stale pokarmy. Prawdopodobnie w
    ten sposob masowala sobie obolale dziasla A jak sie urodzil Bubek, to wtedy juz
    oficjalnie zalecano, by podawac stale pokarmy po 4 miesiacu, o ile dziecko
    wyraza nimi zaintereresowanie.

    Oboje nie
    przesypiali nocy do 2, 5 lat, a starsza byla tez dzieckiem wiecznie placzacym.
    Za namowa poloznej, choc bylo to dla mnie szokiem, wzielam moje jesienne
    dziecko do naszego lozka, gdzie ssala nieprzerwanie, a ja czasem po prostu ze
    zmeczenia nawet zasypialam na chwile. O tym tez nie mowilam na PeKipie, bo
    wszystkie dzieci mialy swoje lozeczka, a od pol roku rowniez swoje pokoiki.
    Kiedy urodzil sie Bubek, modne stalo sie ?loze rodzinne? a on przez pierwsze
    miesiace nawet dawal sie odkladac (sztuka, ktora przy starszej nie udawala sie
    nigdy), wiec spotkalam sie z potepieniem kiedy wspomnialam, ze niekiedy spi w
    swoim lozeczku.

    ?Baby Björn? byl
    alfa i omega przy Szaraku, jedynym slusznym nosidelkiem, podczas gdy w czasach
    Bubka okazalo sie, ze zle wplywa na nozki dziecka i jednak nie.

    Ale najlepsza
    pointe do tego ekologiczno-jedynie-slusznego wychowania dzieci powiedzialo
    dziecko mojej kolezanki z pracy (w skrocie tylko bio, ciuchy nie z sieciowek,
    zadnych dupereli i plastiku, najchetniej bezksiezniczkowo, ale sie nie dalo ?
    dziecko bylo silniejsze J). W przedszkolu rodzice gotuja na zmiane, bardzo
    sie starajac uwzglednic nie tylko to co zdrowe, ale rowniez wszystkie
    nietolerancje i alergie. Mala powiedziala ostatnio, ze i tak nie jada w
    przedszkolu, bo nie smakuje. Czyli o kant stolu rozbic to cale szalenstwo. Calkiem
    serio i wcale nie do smiechu: czytalam kiedys, ze pediatrzy bija na alarm, bo
    coraz czesciej zdarza im sie spotykac dzieci z rodzin zyjacych ekologicznie i wegansko,
    ktore sa po prostu niedozywione i to juz jest niepokojace.Jak zwykle ? umiar i
    rozsadek to jedyne co nas moze uratowac.

  • To właśnie moim zdaniem minus życia w „naszych czasach”, w czasach, w których Internet zawojował świat. Nasze matki i babki żyły bez tej całej wiedzy, a my jakoś wyrośliśmy na zdrowych, porządnych ludzi.
    Pamiętajmy też, że ludzie lubią koloryzować i pokazywać się w jak najlepszym świetle. Któż z nas lubi przedstawiać się z tej niedoskonałej strony, zwłaszcza publicznie? Niewielu jest takich, którzy piszą, że w czymś są kiepscy, że coś im nie wychodzi, a pod tą perfekcyjną powłoką zwykle kryje się normalny człowiek, który zazwyczaj wychodzi z ukrycia w domu, nie w świetle mediów. Niedoskonały, z mnóstwem wad i defektów, zupełnie taki sam jak my. Więc nie ma się co przejmować i ciągle porównywać, trzeba być po prostu najlepszą jaką się umie, jaką się może, nie dać się zwariować i wpędzić w ten wyidealizowany świat. Bądźmy sobą nie żoną ze Stepfort, bo one są przereklamowane :) i pamiętajmy, że każdy u siebie na stronie, blogu, czy fb stara się być ekspertem w danej dziedzinie.

  • kk

    smutno to się czyta. to w sumie czujesz się winna że twoja opieka nad dzieckiem jest kiepska i się usprawiedliwiasz czy nie? bo gdybyś tak nie czuła to chyba nie czułabyś potrzeby takich tłumaczeń siebie i wręcz jechania po osobach które lubią zdrowy tryb życia. może byś miała więcej czasu dla dziecka i na te pro zdrowe rzeczy (którymi w sumie już nie wiem czy gardzisz czy zazdrościsz ich) gdybyś nie siedziała tyle na fejsie i blogach, bo z nimi widzę jesteś chyba nieźle zaznajomiona;)

  • gosia zee

    doskonale rozumiem bo mnie i facebook i blogi perfekcyjnych mam (ktore czasem masochistycznie czytam) czasem doprowadzaja do szalenstwa i totalnego zwatpienia. jesli o facebook chodzi, jako odtrutke polecam : (to nie jest zadna reklama, tylko „grupa terapeutyczna” dla nieperfekcyjnych)
    https://www.facebook.com/groups/87500194530/
    grupa jest w wiekszosci po szwedzku ale nazwa grupy i zdjecia mowia za siebie. milego ogladania

  • Matka

    A ja powiem tylko tyle, że jak czasami słucham i czytam o tych idealnych matkach i żonach to tylko się zastanawiam się nad jednym ile razy dziecko powiedziało im że kocha najbardziej na świecie i żebym nigdy się nie zmieniła i jakoś nie zależy mu na obiedzie z 3 dań, edukacyjnych i „mądrych” zabawach i innych pierdółach, najbardziej zależy mu żebym była po prostu obok i to jest najważniejsze myślę ;)

  • Nigdy nie zapomnę, jak chodziłam dumna jak paw podczas naszego pierwszego spotkania. Pamiętasz? :) teraz mi głupio, ale wtedy jeszcze zachłyśnięta macierzyństwem byłam do utraty tchu. Obecnie tendencja jest u mnie jak u Ciebie – mam w nosie to, co mówią inni, chociaż ciśnienie potrafi mi podnieść najbardziej moja babcia -daj mu, niech zje tą czekoladę, itp.

    A i z tym słuchaniem mojego dziecka nie jest do końca u mnie dobrze – czasami za 5 „mama” odrywam oczy od książki lub rzeczonego facebooka. A tekst uwielbiam!

  • Amen!

    Nadal czuję w powietrzu zapach dzisiejszych spalonych ziemniaków! OGIEŃ!! :) lubię to!

  • alex_lola

    Szczerze..przegladam tego fejsa tak po prostu, ale nie do konca wierze w to co tam inne „idealne matki” zamieszczaja. Przeciez jeżeli jest się matką, to się wie jak to wyglada od podszewki ;-).
    Czytając Twojego bloga, mam nadzieję iż faktycznie to co widzimy na zdjeciach to tylko garstka dla nas. A poza blogiem masz czasem zwyczajny balagan, syna w ubrudzonym ubranku i tp. B-).
    Jeżeli miałabym podsumować to realnym porownaniem …. mamusie jezeli byśmy mialy wierzyć we wszystkie te „idealne mamy” to tak jakbyśmy wierzyly we wszystko co politycy obiecują..hahaha :-D. Także glowa do góry. Jestesmy zaje….biste mamuski !

  • Jeśli chodzi o eko produkty to jest to bardziej kwestia wyboru, a nie chodzenia na targ. Miejsc i inicjatyw, gdzie można kupić zdrową żywność jest coraz więcej, na kurczaka poluję w delikatesach nieopodal, które raz w tygodniu przywożą kurczaka Kołacińskiego. Warzywa, kasze, mąki nabywam w Eko Rolniku bez pośredników, dzięki czemu finansowo jest znośnie, tyle że trzeba jechać po zakupy do osoby, która u siebie w domu organizuje odbiór. A to, czy rosół gotujemy z kury wolno wybiegowej, czy z klatkowej nie zmienia długości obierania warzyw i pyrkania. Wystarczy podjąć decyzję, że to dla nas priorytet i wcale nie okazuje się to skomplikowane ani czasochłonne. Nie bardziej niż gotowanie z produktów, o których nic nie wiemy.

  • wreszcie ktoś napisał całą prawdę :) super :)

  • ewela

    Ooo to jaka ja muszę być matką ? cesarka na życzenie, karmienie mm od samego poczatku, bromergon na zatrzymanie laktacji i reszta jak powyżej we wpisie. Nie poddałam się terrorowi laktacji i nikt nie był w stanie przekonać mnie do porodu sn. Dlaczego? Bo najważniejsze dla mnie było to co czuje JA sama na te tematy. Jestem szczęśliwa? Tak. Dumna? Jak najbardziej. Dziecko żyje? Żyje. Zdrowe? Jak ryba. I najważniejsze ze nie dalam zrobić sobie wody z mózgu i postąpiłam tak jak ja uważałam za słuszne dla mnie i mojego dziecka. Jestem nie idealna? Jestem. Macierzyństwo nie zawsze jest dla mnie piękne. Ale kocham synka ponad wszystko. ? I przede wszystkim nie porównuje się z innymi. ?

    • Super – zazdroszczę postawy! Ja dopiero się jej uczę :).

  • Lila

    Fajny tekst. Twojego bloga nie znam. Nie porownuj sie z innymi. Najwyzej sama ze soba. Ty wiesz na i.e Cie stac. Badz najlepsza wersja siebie samej, a nie sasiadki czy kumpeli z fejsa. Jak chcesz zobaczyc zdjecia ladne – obiadow, a potem zdjecia sajgonu w kuchni to zapraszam do mnie http://www.zrodlodobra.blogspot.com jestem przed wszystkim kobieta. A potem zona, matka, etc. Nie zatracaj sie w jednej roli zyciowej. Pozdrowienia!!!

  • Dla mnie to nieco trudny tekst. Bo w wielu punktach jestem mamą, z której się nieco nabijasz: uwielbiam gotować i często eksperymentuję ze zdrowym jedzeniem (zdrowe odżywianie jest dla mnie bardzo ważne i dlatego gotuję zdrowo), nie daję dzieciom słodyczy, tyle ile mogę bawię się z moim synem i nawet jakieś pojedyncze zabawki sama mu zrobiłam. Interesuję się różnymi metodami rodzicielskimi, wiem kto to Montessori i Korczak. Wprowadzam w życie idee pozytywnego rodzicielstwa. Rzadko pozwalam synowi oglądać bajki, bo wiem, że mu szkodzą.

    Czy jestem idealną matką? Oczywiście, że nie! Jak nie mam czasu pójść na zakupy, robię frytki. Kiedy jestem bardzo zmęczona, odpoczywam i nie bawię się z synem. Nie znam się na modzie i jest mi zupełnie obojętne, jakie ubrania zakładają moi mali synowie. Żadna z nas nie jest w stanie w 100% mieć wszystkiego dopiętego na ostatni guzik, po prostu takie jest życie. Raz mi coś wyjdzie lepiej, raz gorzej. Co nie zmienia faktu, że mam jakiś swój ideał, do którego dążę. Raz mieszkanie mam wysprzątane, raz naczynia piętrzą się w zlewie, a zabawki leżą wszędzie. Ale generalnie chcę te naczynia zmywać, tylko czasem różne okoliczności życia sprawiają, że mi się nie udaje od razu.

    To też kwestia priorytetów: odżywianie jest dla mnie ważne, więc poświęcam czas i wysiłek na planowanie posiłków i robienie zakupów. Moda nie jest dla mnie ważna, więc większość ubrań nasze dzieci mają po kimś lub kupuję je w second handzie.

    Według mnie to nie w facebooku jest problem, tylko w tendencji do porównywania się. Ja skupiam się na tym, co jest dla mnie ważne, co uważam za dobre, potrzebne w macierzyństwie i małżeństwie i na tym, w czym jestem dobra. Dlatego piszę na blogu np. o tym, jak odżywiać dziecko zdrowo, bo to jeden z moich priorytetów i jestem w tym dobra! Nie będę pisała przecież o modzie, która w ogóle mnie nie interesuje i z której jestem noga. I jest to dla mnie naturalne, że jeśli chcę być dobrą mamą, to chcę się również rozwijać w tym temacie, więc czytam, uczę się nowych rzeczy i wybieram to, co uważam za słuszne i przydatne. Z tekstu przebija coś takiego, co mi mówi, że nie powinnam wiedzieć, co to rodzicielstwo bliskości itd., a tylko słuchać mojego dziecka. A ja wolę połączyć te dwie rzeczy i odczytać, co inni mądrzy ludzie mówią na ten temat i zdecydować, czy chcę to wziąć do mojego macierzyństwa.

    Rozpisałam się… Podsumuję swoją myśl: To oczywiste, że żadna z mam nie jest idealna, każda ma swoje mocne i słabe strony. Najlepiej się nie porównywać, tylko skupić się na tym, co jest ważne dla mnie. W moim przypadku ważny jest rozwój, stawanie się lepszą żoną i mamą (bo zawsze jest jakieś lepiej), z jednoczesną akceptacją swoich słabości i niedociągnięć. I doceniam i podziwiam inne mamy, które niektóre rzeczy robią lepiej niż ja. A na pewno część rzeczy ja robię lepiej od nich

  • Na facebooku wszystko wygląda pięknie ładnie i wiadomo, że w życiu tak nie ma, bo każdy traci cierpliwość przy dziecku, zdarzy się powiedzieć brzydkie słowo czy mieć nieposprzątane… więc nie przejmowałabym się tymi idealnymi mamciami na fejsie :)

    Zapraszam do siebie!

    http://www.travelekspert.com/2016/06/around-bali-in-one-day.html

  • Iza

    A mi jest cholernie przykro, jak pouczaja mnie koleżanki…. Mam taką jedna, która wszystko wie najlepiej- o karmieniu, o spacerach, o spaniu, itp., itd. Ale…..ona sama swoich dzieci nie wychowuje- jest cały czas z mężem, który pracuje w domu, mieszka z mama i tatą, dodatkowo pomaga jej siostra- singielka. Siedzą wszyscy na kupie…. Koleżanka, potrafi oddać dwójkę dzieci i wyjechać na wakacje na tydzień z mężem…. A ja jestem sama. Mąż pracuje do późna, nikt mi przy maluchu nie pomaga, a teraz jestem w ciąży- 6 miesiąc. Dam ogarniam sama, gotuje, piorę, odkurzam, myje podłogi, szykuje jedzenie dla małego…. I ona poucza mnie, jak życ. Brak słów. A przykro bardzo. Dużo bym dała za pół dnia dla siebie…. Ba! Choćby 2 godziny raz na miesiac…..

  • Renata Cegielska

    Ja już staram się nie czytać ineternetu w sprawie porad itp.gdy dziecko chore. Idę do lekarza i wykonuje jego polecenia co i jak. W końcu od tego są żeby pomagać i wyleczyć. Bo czy internet mnie sam wyleczy zapłaci za leki raczej nie. U mnie w domu jest ciągle bałagan sprzątam raz w tyg.po dziecku. Wiem brzmi to tragicznie. Cóż nie jestem idealna ani pedatntem. Dziecko musi mieć też dzieciństwo. Wszędzie są synka zabawki nawet w łazience. Co innego gdy JE to już wogole mam poligon i w tedy muszę brać odkurzać. A gotuje na bieżąco chyba że mam nie przespana nockę bo syn często płacze ząbki idą to w tedy wyciągam mrożoną pizze lub kiełbasę. Pozdrawiam ? bardzo fajny post miło się czyta ??

  • Joanna Lisińska

    Jestem matka 7miesiecznego syna i nic nie jest łatwe a tym bardziej idealne. Każdy z Nas robi to co w jego mocy żeby było dobrze,ale i to nie zawsze wychodzi.przyjmujecie się tym co mówią inni? Żart. Każdemu wiecznie coś nie będzie pasować. Nie tak ubrany ,za chudy,za blady itd… Moje dziecko moja sprawa,wychowam je tak jak tylko potrafię, nie jak ktos dyktuje czy narzuca… Jesteśmy dorośli sami wiemy co dobre. ? życzę powodzenia