Mum and the city

Jak Facebook zniszczył moje macierzyństwo?

3 kwietnia 2016

DSC_7042

Myślę, że chociaż nasze matki miały trudniej, bo musiały spierać ręcznie dwadzieścia pieluch dziennie i ucierać marchewkę z jabłuszkiem, to jednak miały łatwiej, bo nikt obcy nie patrzył im na ręce. A i one nie widziały innych. No, może tylko tę sąsiadkę z lewej, która w chwilach słabości wychodziła z papierosem na balkon i tę z prawej, która codziennie rano drwałowała spocona do pracy, ciągnąc za sobą rozpięte w środku zimy dziecko, w dodatku z górą od piżamy pod kurtką zamiast sweterka. Czyli – jednym słowem – życie.

Takie, którego darmo szukać na Facebooku.

Bo on pełen jest idealnych dzieci i ich jeszcze bardziej idealnych matek.
Tylko ja jakaś taka nieogarnięta.

Co sobotę pieką pachnące ciasta, ale nie takie zwykłe ciasta, jak nasze matki piekły, żeby dzieci i próchnica się cieszyły, a z burakiem zamiast cukru.

A jak już popieką, co miały, ekologiczną kurę znalezioną na targu trzy godziny jazdy od domu doprawią ziołami z własnego ogródka, bo soli nie można (i pestycydów ze sklepu tym bardziej broń boże!), to uśmiechają się jak żony ze Stepford. I zupełnie jak te żony na pigułkach uspokajających nigdy się nie unoszą. Tymczasem ja tupię nogą i trzaskam drzwiami. Czasami też przeklnę, pech chciał, że zawsze wtedy, kiedy dziecko słucha. Bo jak człowiek przeklina, to znaczy, że złość go taka ogarnęła, w której nie ma się głowy do tego, żeby sprawdzać, czy nieletni daleko jest czy może jednak blisko.

A ten nieletni właśnie wcale nie nauczył mnie cierpliwości – jak piszą matki na Facebooku – tylko całą cierpliwość ze mnie wyssał. Bo też jak można stać spokojnie, oddychać i mrugać tylko, kiedy on od godziny woła, że tablet chce? Tak, moje dziecko tablet dostaje, choć nie zawsze, a już zwłaszcza nie wtedy, kiedy Superniania napisze na swoim profilu, że dzieciom do lat trzynastu nawet telefonu się dawać nie powinno, a sto matek na to odpowie, że one i do osiemnastki nie dadzą. No… To ja też nie! Od dzisiaj.

Słowo harcerza. Którym byłam przez dwa tygodnie i tylko dlatego, że na fajny obóz mogłam dzięki temu pojechać.

Ale teraz co dzień prawie mam takie mocne postanowienie poprawy. Bo ja wcale nie chcę być gorsza! Ale kurczę blade w piekarniku przypiekane, pytam się coraz głośniej: JAK? Jak one to robią? Że z porodów tylko same dobre wspomnienia mają? Że nawet jeśli bolało, to tak jakby wcale, a poza tym dziecko wszystko im wynagrodziło, kiedy tylko wzięły je na ręce?

Cóż, moje ryczało dzień i noc, zamiast cokolwiek mi wynagradzać.

I jak tak patrzę na ścianę mojego Facebooka, to coraz wyraźniej widzę, że jakaś dziwna raczej jestem. Bo u mnie tak zwyczajnie i moje dziecko wcale nie mówiło trzystu wyrazów przed skończeniem drugich urodzin, co oczywiście jako swoją winę odczytuję. Za mało zabaw edukacyjnych wdrożyłam i w ogóle za mało nad kołyską świergotałam. Nawet do logopedy z nim wtedy nie poszłam, choć normalna matka z Facebooka idzie.

Bodziaki Kostek nosi z Tesco i nie piorę ich przed pierwszym ubraniem, bo mi się nie chce. A kiedy syn mój przychodzi, żebym się z nim pobawiła, to nierzadko odpowiadam: „Zaraz”, „Za chwilę”, „Nie teraz”, chociaż wiem, jak wielką krzywdę mu tym wyrządzam. Dziesięciu blogerów o tym wspominało! Zapominam też o obiedzie, a mimo to bywam rodzicem helikopterem. I gdzieś mam rodzicielstwo bliskości. Nie do końca wiem, kim była Maria Montessori, nie lajkuję cytatów z Korczaka, a wybierając przedszkole, patrzyłam przede wszystkim, żeby było blisko i tanio. Nie potrafię odczytywać wyników badań, tylko w pełni zdaję się na lekarzy i podaję antybiotyk, skoro każą, nawet jeśli CRP jest w normie. A potem mam wyrzuty sumienia, bo może to niepotrzebne było? Na fejsie tak wyczytałam.

Facebook zniszczył moje macierzyństwo. A właściwie zniszczył je ten nieograniczony dostęp do informacji, których nie jestem w stanie przetrawić, więc w efekcie – chociaż wiem więcej od mojej babki – wiem mniej. Bo zamiast intuicją się kierować czy autorytetom ufać – czytam i szukam na własną rękę. Wśród wiadomości, z których jedna przeczy drugiej.

A na końcu porównuję się z innymi.

Tylko że to porównanie przecież nie ma sensu! W końcu o sobie wiem wszystko, a o znajomych z Facebooka tylko to, co chcą mi pokazać… I tak po trzech latach poznałam wreszcie odpowiedź na pytanie: jak być lepszym rodzicem? Wystarczy słuchać swojego dziecka, a nie innych.

DSC_7041

Dodaj komentarz

40 komentarzy do "Jak Facebook zniszczył moje macierzyństwo?"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
majniaki
Gość

Ja prowadzę małą do przedszkola w piżamie pod kurtką, a jak głowy nie zdążę uczesać, nie wspominając o myciu, to zakładam kapelusz :)
Często, w zasadzie zbyt często mówię „za chwilę”, bo zabawy konikami mnie nudzą. Porody były świetne, ale gdybym wiedziała, że drugi będzie tak cholernie bolał, wybrałabym cesarkę. Jakby syn urodził się pierwszy, to na 100% byłby jedynakiem.
Nie jestem idealna, czasami wręcz tragiczna.
Jak się czujesz?
Pozdrawiam!

Kasia
Gość

U mnie nie ma takiego problemu, bo dwa lata temu usunęłam koni z Facebooka i sie nie dokształcam w Internecie ;) co i innym polecam :)

karjola
Gość
karjola
Ale muszę Ci powiedzieć,że jak się patrzy na Twojego bloga to też wszystko wygląda idealnie:)zawsze pięknie ubrana i umalowana, w kuchni lśni. dziecko radosne, bawi się z rodzicami, w mieszkaniu czyściutko…Na Twoje obiadki to ślinka cienkie człowiekowi…:)a ja znowu kotlety z zamrażalki wyjęłam i o sałatce to zapomniałam. Na ziemniaki nie miałam czasu,więc będzie z chlebem;)do kuchni ledwo weszłam, już się zrobił syf;)a ja nawet jeszcze dziecka nie mam, to aż boję się pomyśleć co będzie później:) Wierzę,że może to wszystko do zdjęć,żeby było ładnie,ale jak ja zwykły czytelnik patrzę na to wszystko,to mnie zazdrość zżera i myślę: ta Ilona… Czytaj więcej »
kasia
Gość

Ilona, no to jestesmy kwita:) Ja naleze do tego typu matek, co ma fb moglyby Tobie zniszczyc macierzynstwo, bo moje dziecko bez soli, cukru, antybiotykow… Ale Ty tez przyczyniasz sie to mojej depresji: zawsze masz taki porzadek, a ja nie daje rady tak, Kostek zawsze elegancki, czysty i uprasowany, a moje zawsze wymiete i wyswinone, Tobie sie udaje chodzic z dzieckiem do knajpy, a mi nie, moje dziecko nie siedzi tak grzecznie samo z tylu w foteliku w aucie jak u Ciebie Kostek na insta kiedys tam… normalnie deprecha jak to widze;)

Marta Arndt
Gość
Marta Arndt

przestań, ja tez nie prałam, też z tanich sklepów, albo ( o zgrozo!) z lumpeksu- wtedy prałam :P, klnę czasem jak szewc, drę się jak pier..dolnięta, bo czasem mam juz dosyć, piec nie lubię, więc codziennie kupuje dziecku niezdrowego batonika. Mój syn siedzi przed tabletem, bo matka się zmęczyla i ucina sobie drzemkę po obiedzie- bo lubię. Mam szczęśliwe dziecko? Mam, bo ma szczęśliwa mamę :D

Justyna
Gość
Justyna
Wrażenia z pierwszego porodu miałam bardzo podobne do Ciebie, syn też taka kopia Kostka – ryczał dzień i noc przez bite 8 miesięcy, potem zaczął się ograniczać do darcia w porze nocnej…choć bardzo się starałam być idealną matką, to nie byłam – włącznie z karmieniem nie cycem a mm :/. Pięć miesięcy temu urodziłam córkę, choć prawie się przekręciłam po porodzie, a skutki tego ‚cudu narodzin’ odczuwam do dziś, to powiem jedno – młoda jest tak innym od syna dzieckiem, że jest w stanie wynagrodzić cały ból, przez który przechodzę do tej pory…Syn też – tyle, że początki macierzyństwa z… Czytaj więcej »
Kasia ZapytajPoloznaPL
Gość

Mocny wpis. Zarazem też prawdziwy. Myślę, że dawniej było też łatwiej naszym rodzicom, bo babcie były bardziej dostępne. Dziś babcie mają też swoje pasje, prace i życie. My zaś mamy Facebooka, tysiąc poradników. Czasami autorzy stają na dwóch skrajnych biegunach i jak tu nie stracić równowagi? ;-)

Asia
Gość

Przy pierwszej ciąży i pierwszej wizycie u ginekologa, gdzie lekarz mówi co i jak Trzeba robić, powiedział mi jedna ważna rzecz: nie czytać duzo internetu odnośnie ciazy, bo wtedy można się załamac;) myślę że to samo można powiedzieć jak się już urodzi :)

Agata Ciesielska
Gość

A ja się ostatnio dowiedziałam, że fluor zabija, a ja wszystkie pasty z fluorem kupuję, więc czeka mnie chyba śmierć w męczarniach! Ale poza tym to posty o dzieciach ukrywam, po co mam się stresować, ja się ze swoim niemowlakiem wcale nie bawię godzinami w układanie klocka na klocku, bo wolę sobie Mum an the City poczytać na telefonie ;P

Our Creative Steps
Gość

Brawo DLA wniosku koncowego! :)

tarapatka
Gość

A ja staram się nie dać tej wszechogarniającej manii na super mamy, fit mamy, eko mamy etc. Owszem, FB czasami tego nie ułatwia, ale muszę nad sobą panować żeby nie popaść w skrajności.

Monika
Gość
Monika

O mój Boże. Potrzebowałam tego postu. Matką jeszcze nie jestem i parę latek pewnie jeszcze nie będę (chociaż życie pokaże ;) ale już jestem przerażona macierzyństwem po tym wszystkim co czytam. O jedynym słusznym porodzie, o karmieniu tylko cycem, o tym, o tamtym… I mimo że moja przyjaciółka ma małe dziecko i widzę, że da się normalnie to nadal strach. Przez te wszystkie „cudowne mamusie” co wiedzą wszystko najlepiej…
Dzięki Ci za tą normalność. Myślę, że wielu by się przydała :)

Maggdaline
Gość
Maggdaline

Uffff…. dobrze wiedzieć, że są takie matki jak ja. Wkurzają mnie internetowe matki, które przeczytały milion podręczników o wychowaniu, pielęgnacji itp. i mądrzą się i pouczają inne matki, które stawiają na intuicję. Wolę poczytać coś co mnie odpręża, niż kolejną książkę o tym, co powinno umieć moje dziecko w wieku 6 miesięcy (bo i tak nie potrafi połowy z tych rzeczy a rozwija się prawidłowo) Do dziś miałam wyrzuty sumienia, że zamiast czytać dziecku książkę w j. angielskim pracuję przed kompem a dziecko na macie edukacyjnej się turla. Na szczęście już mi lepiej. Dziękuję :)

Kasia z EmaliowanyCzajnik.pl
Gość

Ja tak mam podczas ciąży. Każdy krzywo na mnie patrzy, bo przecież jak ja mogłam tyle pracować w ciąży, z komputeram na kolanach siedzieć, przeprowadzać się i pakować kartony. O wsiadaniu do samolotu i leceniu na drugi koniec świata nie wspominając. Przecież to wszystko niebezpieczne jest. Powinnam siedzieć na kanapie, odpoczywać i tyć.

Zwariowana Anka
Gość
Zwariowana Anka
Jakże to prawdziwe co piszesz, też mam wrażenie że wszystkie inne mamy są takie idealne i poukładane i ONE wszystko wiedzą… jak rodzić bez bólu, jak karmić z radością, jak odkładać do snu bez kołysania, jak szybko poradzić sobie z kolką, z niejadkiem, z płaczącym o wszystko niemowlakiem, z niegrzecznym roczniakiem i upartym dwulatkiem – one wiedzą! a może wcale takich problemów nie spotkały… Ja to wszystko musiałam przeboleć i wyciągnąć wnioski, na podstawie których mogę być nieco mądrzejsza ale nadal nie wiem… bo każde dziecko jest inne, ma inne wymagania i nie ma na to złotego środka. W kuchni… Czytaj więcej »
Ali
Gość
bo nie mozna wierzyc internetom :D A Ty na swoich zdjeciach tez masz zawsze pieknie ;) A u mnie w domu syf bo przy dwojce nie da sie wszystkiego ogarnac bo albo jedno ryczy albo drugie ;) Moje oba porody byly przez cesarke na zyczenie – i nie mam z tego powodu wyrzutow sumienia. Pierworodny dal mi sie tak mocno we znaki ze drugiego w ogole nie chcialam, ale jak juz sie przytrafilo to od razu zaznaczylam ze tego drugiego to ja juz na pewno cyckiem karmic nie bede bo to meczarnia straszna – jest wiec na butli i ma… Czytaj więcej »
e-milka
Gość
e-milka
W Niemczech, gdzie widzi sie, jak bardzo ludziom brakuje religii, jest jeszcze gorzej, bo nie trzeba nawet wlaczac FB i juz sie jest na cenzurowanym. Wyznawczynie doktryny ?tylko najlepsze dla mojego dziecka?, naprawde wszystko wiedza najlepiej. Majac dwojke w odstepie 5 lat, przynajmniej jestem swiadoma, ze to ?najlepsze? ulega zmianom. Kiedy Szarak byla mala, nalezalo karmic piersia do pol roku. Wstydliwie przemilczalam na PEKiPie (zajecia z maluszkami), ze moje bardzo wczesnie zabkujace dziecko, bardzo lubi zuc bule (bule, zwykla, pszenna bule!) i inne stale pokarmy. Prawdopodobnie w ten sposob masowala sobie obolale dziasla A jak sie urodzil Bubek, to wtedy… Czytaj więcej »
Karolina
Gość
To właśnie moim zdaniem minus życia w „naszych czasach”, w czasach, w których Internet zawojował świat. Nasze matki i babki żyły bez tej całej wiedzy, a my jakoś wyrośliśmy na zdrowych, porządnych ludzi. Pamiętajmy też, że ludzie lubią koloryzować i pokazywać się w jak najlepszym świetle. Któż z nas lubi przedstawiać się z tej niedoskonałej strony, zwłaszcza publicznie? Niewielu jest takich, którzy piszą, że w czymś są kiepscy, że coś im nie wychodzi, a pod tą perfekcyjną powłoką zwykle kryje się normalny człowiek, który zazwyczaj wychodzi z ukrycia w domu, nie w świetle mediów. Niedoskonały, z mnóstwem wad i defektów,… Czytaj więcej »
kk
Gość

smutno to się czyta. to w sumie czujesz się winna że twoja opieka nad dzieckiem jest kiepska i się usprawiedliwiasz czy nie? bo gdybyś tak nie czuła to chyba nie czułabyś potrzeby takich tłumaczeń siebie i wręcz jechania po osobach które lubią zdrowy tryb życia. może byś miała więcej czasu dla dziecka i na te pro zdrowe rzeczy (którymi w sumie już nie wiem czy gardzisz czy zazdrościsz ich) gdybyś nie siedziała tyle na fejsie i blogach, bo z nimi widzę jesteś chyba nieźle zaznajomiona;)

gosia zee
Gość
gosia zee

doskonale rozumiem bo mnie i facebook i blogi perfekcyjnych mam (ktore czasem masochistycznie czytam) czasem doprowadzaja do szalenstwa i totalnego zwatpienia. jesli o facebook chodzi, jako odtrutke polecam : (to nie jest zadna reklama, tylko „grupa terapeutyczna” dla nieperfekcyjnych)
https://www.facebook.com/groups/87500194530/
grupa jest w wiekszosci po szwedzku ale nazwa grupy i zdjecia mowia za siebie. milego ogladania

Matka
Gość

A ja powiem tylko tyle, że jak czasami słucham i czytam o tych idealnych matkach i żonach to tylko się zastanawiam się nad jednym ile razy dziecko powiedziało im że kocha najbardziej na świecie i żebym nigdy się nie zmieniła i jakoś nie zależy mu na obiedzie z 3 dań, edukacyjnych i „mądrych” zabawach i innych pierdółach, najbardziej zależy mu żebym była po prostu obok i to jest najważniejsze myślę ;)

Ania Andrzejewska
Gość

Nigdy nie zapomnę, jak chodziłam dumna jak paw podczas naszego pierwszego spotkania. Pamiętasz? :) teraz mi głupio, ale wtedy jeszcze zachłyśnięta macierzyństwem byłam do utraty tchu. Obecnie tendencja jest u mnie jak u Ciebie – mam w nosie to, co mówią inni, chociaż ciśnienie potrafi mi podnieść najbardziej moja babcia -daj mu, niech zje tą czekoladę, itp.

A i z tym słuchaniem mojego dziecka nie jest do końca u mnie dobrze – czasami za 5 „mama” odrywam oczy od książki lub rzeczonego facebooka. A tekst uwielbiam!

MartynaG.pl
Gość

Amen!

Nadal czuję w powietrzu zapach dzisiejszych spalonych ziemniaków! OGIEŃ!! :) lubię to!

alex_lola
Gość
alex_lola

Szczerze..przegladam tego fejsa tak po prostu, ale nie do konca wierze w to co tam inne „idealne matki” zamieszczaja. Przeciez jeżeli jest się matką, to się wie jak to wyglada od podszewki ;-).
Czytając Twojego bloga, mam nadzieję iż faktycznie to co widzimy na zdjeciach to tylko garstka dla nas. A poza blogiem masz czasem zwyczajny balagan, syna w ubrudzonym ubranku i tp. B-).
Jeżeli miałabym podsumować to realnym porownaniem …. mamusie jezeli byśmy mialy wierzyć we wszystkie te „idealne mamy” to tak jakbyśmy wierzyly we wszystko co politycy obiecują..hahaha :-D. Także glowa do góry. Jestesmy zaje….biste mamuski !

Niedoskonała Mama
Gość
Jeśli chodzi o eko produkty to jest to bardziej kwestia wyboru, a nie chodzenia na targ. Miejsc i inicjatyw, gdzie można kupić zdrową żywność jest coraz więcej, na kurczaka poluję w delikatesach nieopodal, które raz w tygodniu przywożą kurczaka Kołacińskiego. Warzywa, kasze, mąki nabywam w Eko Rolniku bez pośredników, dzięki czemu finansowo jest znośnie, tyle że trzeba jechać po zakupy do osoby, która u siebie w domu organizuje odbiór. A to, czy rosół gotujemy z kury wolno wybiegowej, czy z klatkowej nie zmienia długości obierania warzyw i pyrkania. Wystarczy podjąć decyzję, że to dla nas priorytet i wcale nie okazuje… Czytaj więcej »
Ewelina Wawrzyk-Mazurczak
Gość

wreszcie ktoś napisał całą prawdę :) super :)

ewela
Gość
Ooo to jaka ja muszę być matką ? cesarka na życzenie, karmienie mm od samego poczatku, bromergon na zatrzymanie laktacji i reszta jak powyżej we wpisie. Nie poddałam się terrorowi laktacji i nikt nie był w stanie przekonać mnie do porodu sn. Dlaczego? Bo najważniejsze dla mnie było to co czuje JA sama na te tematy. Jestem szczęśliwa? Tak. Dumna? Jak najbardziej. Dziecko żyje? Żyje. Zdrowe? Jak ryba. I najważniejsze ze nie dalam zrobić sobie wody z mózgu i postąpiłam tak jak ja uważałam za słuszne dla mnie i mojego dziecka. Jestem nie idealna? Jestem. Macierzyństwo nie zawsze jest dla… Czytaj więcej »
Lila
Gość

Fajny tekst. Twojego bloga nie znam. Nie porownuj sie z innymi. Najwyzej sama ze soba. Ty wiesz na i.e Cie stac. Badz najlepsza wersja siebie samej, a nie sasiadki czy kumpeli z fejsa. Jak chcesz zobaczyc zdjecia ladne – obiadow, a potem zdjecia sajgonu w kuchni to zapraszam do mnie http://www.zrodlodobra.blogspot.com jestem przed wszystkim kobieta. A potem zona, matka, etc. Nie zatracaj sie w jednej roli zyciowej. Pozdrowienia!!!

Agnieszka / Domowe Zawirowania
Gość
Dla mnie to nieco trudny tekst. Bo w wielu punktach jestem mamą, z której się nieco nabijasz: uwielbiam gotować i często eksperymentuję ze zdrowym jedzeniem (zdrowe odżywianie jest dla mnie bardzo ważne i dlatego gotuję zdrowo), nie daję dzieciom słodyczy, tyle ile mogę bawię się z moim synem i nawet jakieś pojedyncze zabawki sama mu zrobiłam. Interesuję się różnymi metodami rodzicielskimi, wiem kto to Montessori i Korczak. Wprowadzam w życie idee pozytywnego rodzicielstwa. Rzadko pozwalam synowi oglądać bajki, bo wiem, że mu szkodzą. Czy jestem idealną matką? Oczywiście, że nie! Jak nie mam czasu pójść na zakupy, robię frytki. Kiedy… Czytaj więcej »
Pati
Gość

Na facebooku wszystko wygląda pięknie ładnie i wiadomo, że w życiu tak nie ma, bo każdy traci cierpliwość przy dziecku, zdarzy się powiedzieć brzydkie słowo czy mieć nieposprzątane… więc nie przejmowałabym się tymi idealnymi mamciami na fejsie :)

Zapraszam do siebie!

http://www.travelekspert.com/2016/06/around-bali-in-one-day.html

Iza
Gość
A mi jest cholernie przykro, jak pouczaja mnie koleżanki…. Mam taką jedna, która wszystko wie najlepiej- o karmieniu, o spacerach, o spaniu, itp., itd. Ale…..ona sama swoich dzieci nie wychowuje- jest cały czas z mężem, który pracuje w domu, mieszka z mama i tatą, dodatkowo pomaga jej siostra- singielka. Siedzą wszyscy na kupie…. Koleżanka, potrafi oddać dwójkę dzieci i wyjechać na wakacje na tydzień z mężem…. A ja jestem sama. Mąż pracuje do późna, nikt mi przy maluchu nie pomaga, a teraz jestem w ciąży- 6 miesiąc. Dam ogarniam sama, gotuje, piorę, odkurzam, myje podłogi, szykuje jedzenie dla małego…. I… Czytaj więcej »
Renata Cegielska
Gość
Renata Cegielska
Ja już staram się nie czytać ineternetu w sprawie porad itp.gdy dziecko chore. Idę do lekarza i wykonuje jego polecenia co i jak. W końcu od tego są żeby pomagać i wyleczyć. Bo czy internet mnie sam wyleczy zapłaci za leki raczej nie. U mnie w domu jest ciągle bałagan sprzątam raz w tyg.po dziecku. Wiem brzmi to tragicznie. Cóż nie jestem idealna ani pedatntem. Dziecko musi mieć też dzieciństwo. Wszędzie są synka zabawki nawet w łazience. Co innego gdy JE to już wogole mam poligon i w tedy muszę brać odkurzać. A gotuje na bieżąco chyba że mam nie… Czytaj więcej »
Joanna Lisińska
Gość
Joanna Lisińska

Jestem matka 7miesiecznego syna i nic nie jest łatwe a tym bardziej idealne. Każdy z Nas robi to co w jego mocy żeby było dobrze,ale i to nie zawsze wychodzi.przyjmujecie się tym co mówią inni? Żart. Każdemu wiecznie coś nie będzie pasować. Nie tak ubrany ,za chudy,za blady itd… Moje dziecko moja sprawa,wychowam je tak jak tylko potrafię, nie jak ktos dyktuje czy narzuca… Jesteśmy dorośli sami wiemy co dobre. ? życzę powodzenia