Mum and the city

Dziecko do szczęścia potrzebuje miłości. Niczego poza tym

19 lipca 2016

DSC_0944

Matka dla swojego dziecka chce wszystkiego, co najlepsze. Każda. Bez względu na to, jak urodziła oraz jak karmi. Ciągle się dziwię, że trzeba to w ogóle komukolwiek tłumaczyć! Sama czuję do swoich dzieci miłość tak ogromną, że nie potrafię jej opowiedzieć ani opisać, bo żadne słowa tej miłości nie pomieszczą. I przez to właśnie nie wyobrażam sobie nawet, że którakolwiek z nas mogłaby czuć inaczej. Wiesz, to jest tak jak z uczciwością – nigdy nie kłamię, więc z góry zakładam, że inni ludzie też są ze mną szczerzy. No ale żyjemy w społeczeństwie oceniającym (nie mylić ze wspierającym!). W efekcie matka boi się mówić o swoich porażkach, zamiata je pod dywan i udaje, że wszystko w jej życiu jest w jak najlepszym porządku. A to jest takie zaklęte – żeby nie powiedzieć: przeklęte – koło. Bo nie rozwiążesz problemu, jeśli wmawiasz wszystkim i sobie przy okazji też, że go nie ma.

DSC_0948

U mnie taką pętlą było karmienie synka. Po porodzie miałam głęboką anemię, nałożyły się na to problemy z tarczycą (musiałam przyjmować Euthyrox, który podobno osłabia laktację) plus nie dostałam synka do rąk, ponieważ urodził się niedotleniony i zamiast w ramiona mamy trafił od razu na intensywną terapię. Kiedy w końcu mi go przynieśli, nie potrafił ssać. Coś tam ciumkał, ale bardzo mało i niezbyt chętnie. Na moje wszystko było ok, bo się nie znałam, ale położne mówiły, że nie tak to powinno wyglądać. Niestety, żadna nie potrafiła powiedzieć, co zrobić, żeby było dobrze. Może były zbyt zajęte innymi pacjentkami, a może po prostu miały to totalnie gdzieś. Do dzisiaj nie wiem.

Tak więc kiedy leżałam w szpitalu słyszałam tylko, że MUSZĘ karmić piersią, ale nikt mi nie powiedział, jak to zrobić. Jak przystawiać, żeby synek ssał efektywniej, co jeść, żeby wzmocnić mój organizm i że może jednak odstawić te lekarstwa na tarczycę. Tak jakby karmienie piersią było naturalne (tak, wiem, tak to się nazywa, ale większość matek karmiących swoją opowieścią o początkach mogłaby to stwierdzenie z łatwością obalić!). „Będzie nawał w trzeciej dobie!” – rzucały położne w biegu i tyle je widziałam.

No ale tego nawału nie było. Tylko ja wiem, jak się wtedy czułam… No, i może jeszcze inna mama, której nie wyszło. Chowałam się z butlą po kątach domu, zabroniłam mężowi robić zdjęcia, bo nie chciałam mieć takiej pamiątki, pilnowałam, żeby nie karmić przy oknie – żeby sąsiadka nie widziała – i na wyjeździe, żeby rodzina nie gadała. I chociaż karmiłam butlą, w miejscach publicznych wstydziłam się bardziej niż te co piersią. Nigdy nie robiłam tego na widoku, tylko w pokoju matki z dzieckiem za zamkniętymi na klucz drzwiami. Wiesz dlaczego?

Bo i tak nikt by mi nie uwierzył.

Koleżanki podobnie jak położne opowiadały mi o nawałach pokarmu. Wiesz, coś w stylu: bardzo bolało, swoje przecierpiałam, okładałam piersi kapustą, ale dałam radę. Zniosłam ten ból dla mojego dziecka. To mówisz, że nie dałaś rady? Tak jakbym się bólu wystraszyła ;).

Zdarzało mi się usłyszeć, kiedy Kostek płakał, że „cyca chce!”. No to obwiniałam się jeszcze bardziej o każdą jego łzę. Że to przeze mnie.

Ludzie wokół nie pomagali, chociaż pewnie myśleli, że pomagają, kiedy mówili mi, jak ważne jest to karmienie. Że bez tego dziecko będzie chorowite, otyłe, mniej inteligentne i że będzie miało przez matkę swoją galopującą próchnicę jak tylko zacznie ząbkować.

Całe szczęście niczego takiego nie zauważyłam. Kostek wyrósł na zdrowego i piekielnie mądrego gościa.

DSC_0981

DSC_0994

DSC_1024

DSC_1046

DSC_1013

DSC_1051

Ale kiedy nie otrzymałam żadnej RADY, tylko OCENĘ, zamknęłam się w sobie całkowicie i przestałam o tym z kimkolwiek rozmawiać. Być może właśnie przez to w porę nie poszukałam pomocy.

Dlatego sama przez te wszystkie lata (a były ich trzy ;)), bardzo mocno kibicowałam każdej mamie, która miała siłę i wolę o swoją laktację walczyć. Kiedy mnie o coś pytacie, a ja nie czuję się na siłach odpowiedzieć, wysyłam was po wsparcie do innej blogerki, która wiedzę w temacie karmienia naturalnego ma ogromną. Bo warto. Odrzucić swoją dumę na bok i o tę pomoc poprosić, nawet jeśli miałabyś zapukać do drzwi dziesiątek, zanim otworzy ci w końcu jakaś przyjazna dusza. Trzymam kciuki za każdą mamę na początku jej drogi, żeby się udało, żeby trafiła lepiej niż ja wtedy. Teraz wiem, jak ważne jest znaleźć szpital, w którym od samego początku nie tylko oficjalnie promuje się naturalne karmienie, ale autentycznie w tym karmieniu pomaga. Jak fajnie by było, gdyby w każdym mieście – nawet takim mniejszym – znajdowała się poradnia laktacyjna. Ale nie żeby sobie po prostu była, tylko żeby panie stamtąd odwiedzały młode mamy w szpitalach i ich domach w pierwszych tygodniach po porodzie. Takie mam małe marzenie, a co!

DSC_0965

DSC_0966

Bo tylko ja wiem, ile jest takich kobiet jak ja. Przez te trzy lata dziesiątki, jeśli nie setki pytań: co zrobić? Dlaczego nikt nie powiedział, że to takie trudne? Pytacie mnie również, jakie mleko modyfikowane wybrać, a zawsze przed tym pytaniem jest litania, lista cała tłumaczeń, dlaczego zdecydowałyście się na ten krok. A przecież mi się z niczego tłumaczyć nie musicie!

Bo ja wierzę, że każda mama chce dla swojego dziecka tego, co najlepsze. I że zrobiła wszystko, żeby laktację pobudzić, a potem utrzymać. Jednak czasami stajemy przed tym wyborem, bo na przykład musimy wrócić do pracy po sześciu miesiącach i organizacyjnie nic nam się nie układa albo dziecko po prostu samo się koło roku odstawia. Pamiętaj: to nie jest tragedia. Zrobiłaś dla niego wiele, a w ciągu całego życia zrobisz jeszcze więcej! Bo nie zgodzę się z tym, że karmienie piersią to najlepsze, co możesz swojemu dziecku dać. Ok, to niezaprzeczalnie najlepszy pokarm, ale nie róbmy z tego zdania skrótu myślowego, który rzesze kobiet wpędza w niepotrzebną frustrację!

I one potem boją się iść do lekarza i powiedzieć: „Ok, minęło pół roku, planuję przestać karmić piersią, jakie mleko mogę podać?”. Jakby jakąś zbrodnię na dziecku poczyniły. Szukają więc po cichu i na oślep po sklepowej półce, kierują się ceną, bo składów czytać nie potrafią. Pytają też kobiet na forach, gdzie zawsze znajdzie się taka, która na pytanie: „Jakie mleko modyfikowane podać?” odpowie: „Mleko mamy” ;).

Ja jednak poszłam z tym pytaniem do lekarza. A właściwie dwóch i jednej położnej ;). Wszyscy byli zgodni – co się rzadko zdarza – że mleko Enfamil, bo składem najbardziej przypomina mleko matki. Poczytałam potem trochę, doszkoliłam się z tych składów i faktycznie Enfamil zawiera DHA, czyli kwas tłuszczowy typu Omega-3. Wiesz, to te kwasy, które znajdują się w rybach, dlatego ciężarna powinna jeść śledzie na zdrowie (swoje i dziecka), bo dzięki nim mózg maleństwa prawidłowo się rozwija.

DSC_1071

A tak już całkiem z punktu widzenia matki fajne jest to, że mleko Enfamil jako jedyne rozpuszcza się w temperaturze pokojowej. I w takiej temperaturze można je podawać! O ile w domu podgrzewanie wody nie jest jakąś szczególną upierdliwością… Ok, jest, ale naprawdę ciężko bywa z tym na spacerach i wyjazdach, kiedy owijasz termos w pięć ręczników i modlisz się, żeby trzymał temperaturę, a on nigdy jej nie utrzyma – albo ty poszłaś na zbyt daleki spacer ;). I wtedy jesteś skazana na łaskę czy niełaskę kelnerki, którą często-gęsto musisz prosić o wrzątek, za który kasuje jak za herbatę. A potem stajesz się oazą cierpliwości niczym jogin w kwiecie lotosu, nosząc dziecko w tę i z powrotem, i czekając, aż rzeczony wrzątek ostygnie.

No więc jeśli karmisz Enfamilem, wystarczy że wyjmiesz przegotowaną wcześniej wodę, wsypiesz mleko, zamieszasz i gotowe – I love it!

DSC_1112

I pamiętaj: dziecko do szczęścia potrzebuje miłości. Fajnie jeśli mama karmi piersią najdłużej jak się da, ale jeśli nie może tego robić przez kilka lat lub zwyczajnie nie chce, to nie warto tłuc ją po głowie cegłówką i przypinać łatkę matki gorszej. Jeśli kocha z całego serca, to swojego dziecka nie skrzywdzi.

Bo zawartość twojego dekoltu nie stanowi o tym, jaką jesteś mamą.

DSC_1119

  • salus salus

    dokładnie… mi jakoś szybko zanik pokarm..sam z dnia na dzień..niby przez cc..
    Pięknie wyglądasz! zdj. rewelacja

  • Pół roku odciągania mleka laktatorem, wizyt w poradni laktacyjnej, dostawiania, próbowania aż w końcu się poddałam, przede wszystkim dla swojego zdrowia psychicznego. Dużo nam to dało i całą naszą trójką odetchnęliśmy z ulgą.

    Też podajemy Enfamil, akurat on był w szpitalu i taki był nasz naturalny wybór :)

  • Monika

    Skąd ja to znam … mojego pierwszego syna nie karmilam bo po prostu nie akceptowal piersi już w szpitalu się darl jak poparzony jak tylko chciałam go przystawic. Oczywiście słyszałam od położnych że za mało się staram… A jedna z koleżanek powiedziała mi nawet ze jak by ona nie mogła karmić piersią to by się na dziecko nie zdecydowała. Teraz jestem w drugiej ciąży bliźniaczej i z góry rozważam czy karmić butelka… przy bliźniakach i 3 latku oraz mężu pracującym 12 h nie wyobrażam sobie jakoś karmienia piersią.

    • Moniko, skontaktuj się z Izą z bloga Elementarz mamy lub z autorka bloga Bliźniaki na piersi!

      • Monika

        Magdaleno byłam na obu blogach i niestety te teksty do mnie nie przemawiają. Jak napisała jedna z autorem powinnam cały dzień leżeć na łóżku i karmić blizniaki. Ja sobie na to nie mogę pozwolić bo mam jeszcze 3 latka budowę i firmę na głowie. Pozdrawiam

        • Oczywiście, to Twój wybór. Iza z EM też miała starszego syna ;)

  • Karolina

    Świetny post. Jestem mamą od 3 miesięcy. Już będąc w ciąży założyłam sobie,że będę karmić piersią. Synek pięknie ssał, a ja ryczałam z bólu…nikt mi nie powiedzial,że karmienie piersią boli, boli tak ze w pierwszej dobie po cesarce (nie wstydzę się przyznać, że nie urodziłam syna naturalnie) myślałam, że będę paznokciami zrywać farbę ze ścian pokoju w szpitalu. To trwało 6 tygodni, raz mocniej leciały łzy, a z nimi mleko raz słabiej. Czy było warto? Może nie w takich kategoriach to rozpatruję. Czy jestem dumna, że dałam rade ? Tak, ale nie krytykuję mam, które nie dają rady. Bo tak samo ktoś może pomyśleć o mnie, że nie urodziłam naturalnie, a przecież tyle kobiet rodzi i żyje. Rozczarowalam się trochę mitem dotyczącym karmienia piersią i „cisza” mam, które doświadczyły bólu, ale o tym nie mówią (choć wiem, że nie każda mama chce się tym dzielić, ale wolałabym usłyszeć prawdę niż odpowiedz w stylu ” oj poboli i przestanie) pozdrawiam Cię serdecznie

    • Oj boli, boli. Synek ssał słabo, więc tego nie czułam, ale przy córce stwierdziłam, że to boli nawet bardziej niż poród ;).

      • Asia

        Za kazdym razem jak uzywam depilatora powtarzam sobie w myślach ‚karmie piersia, karmie piersia, karmie piersia…’ i przypominam sobie pierwsze tygodnie i wtedy cud sie dzieje bo nagle przestaja bolec nogi i slysze gdzies w glowie ‚ja cie pierdykam, jak ty tamto znioslas to to jest nic’. Szczerze polecam matkom karmiacym ta metode. Po jednym wspomnieniu na noge ;)

  • Emkaemka

    Jak dobrze wiedzieć, ze nie jest sie jedyna mama kitrającą się z dzieckiem i butla po domu. Tak samo czułam sie gorsza i do tej pory jeszcze troche tego poczucia mi zostało karmiąc mm pomimo ze Mały ma juz prawie 10 miesięcy. Karmić naturalnie udało mi sie przez około 2 miesiące i to tez pokarm ściągamy bo wcześniak z 30 tyg. Początki marniutkie bo w szpitalu miałam co 3 h przynosić po 2 ml bo tyle potrzebowała moja mała Glizdunia i cisnelam te marne 2 ml przez 3 h zamówiłam, wracałam i zaczynałam znowu cisnąć (oby dwie piersi dla jasności) zeby na za 3h znowu było. Lekarz neonatolog rownież nie był pomocny bo na moje pytanie czy w razie czego mają czym syna mi nakarmić odpowiedział ze nie, nie, nie, nie, nie, moje jest najlepsze i najwyżej bedzie głodny jak nie przyniosę… Suma Sumarum cały tydzien w szpitalu spędziłam bez snu i jakiegokolwiek odpoczynku bo ciagle cisnelam i dziecię moje i tak małe bo zaledwie kilogramowe z głodu nie padło bo matka 2 ml mu nie moze załatwić. Szczyt swoich możliwości osiągnęłam kilka dobrych tygodni pozniej kiedy z dwóch cycków mogłam odciągnąć 120-130 ml po uwaga całej nocy (nazbierało sie). Po 2 miesiącach kiedy mogliśmy zabrać w końcu syna do domu i jadł juz na tyle dużo ze moj szczyt możliwości był zaledwie kropla w morzu jego potrzeb zaczęliśmy podawać mu mm co któreś nadmienię żebym miała więcej czasu wiadomo na co… Powrócił niestety moj koszmar ścigania czyli ciagle wiszenie na laktatorze zeby tego mm dostawał jak najmniej. Wytwalam jednak krótko bo moje randki z laktatorem zaczynały i kończyły sie płaczem z bólu i bezsilności ( ustawiałam najwieksza sile ssania, łudząc sie ze w magiczny sposób uda mi sie sciągnąć hektolitry mleka). Kończąc mon wywód po mniej więcej dwóch tygodniach od wyjścia Małego ze szpitala był juz całkowicie na mieszance a ja troche szczęśliwsza ze moze i poległam ale juz nie cierpię. Mam nadzieje ze moze chociaż jednej mamusce udało mi sie pokazać ze nie sa w tym samotne i mieszanki sa rownież dobre jak naturalne a jesli kobieta moze przestać dzięki temu cierpieć katusze związane ze ściąganiem lub mała ilością lub czymś tam jeszcze to moze i nawet lepsze.

  • Ja akurat nie miałam problemów z karmieniem córki i teraz też niemal dwutygodniowy ssak od piersi mi się nie odkleja, ale zdaję sobie sprawę, że są sytuacje, gdy karmienie piersią, pomimo ogromych chęci, jest niemożliwe i dlatego staram się powstrzymać od ocen i tzw. dobrych rad. Zdaję sobie sprawę, jak bardzo mogą być krzywdzące.

  • Ależ Ty masz urocze dołki :)
    Co do karmienia piersią i butlą, temat chyba wciąż trudny. Ja karmiłam piersią syna i córę, tak mi było wygodnie i bardzo się cieszyłam, że ten pokarm mam – przy drugim dziecku było łatwiej, bo nie wiedziałam nawet co to nadgryzione sutki ;)
    Jak byłam młodsza, myślałam, że kobiety które nie karmią, robią tak bo im się nie chce, wymyślają brak pokarmu itp. dziś wiem, że jest inaczej. Nie oceniam mam i nie szufladkuję w kategorii karmienia – bo przecież jedna i druga karmi swoje dziecko, jedna i druga, chce by było najedzone i szczęśliwe.
    I wiem jeszcze, że ważne jest by trafić na dobrą położną – ewentualnie specjalistkę od laktacji – bo takie kobietki też są i wiem, że potrafią pomóc w najbardziej beznadziejnych sytuacjach :)

  • Alexandra

    Ilona Wygladasz Bosko!!!Rob tak jak czujesz I uwazasz za sluszne Bo to jest najlepsze dla Twoich pociech.A reszta swiata sie nie liczy Bo I tak wszystkim nie dogodzisz. Kazda matka to wie;))Sciskam I pozdrawiam

  • msrn

    Karmisz córkę? Po stroju, w którym występujesz na zdjęciach że tak powiem nie wyglądasz ;)

    • Kasia A.

      a jak sie ‚wygląda na karmiącą’? trochę dziwne stwierdzenie…

      • msrn

        Ubiera się odzież ułatwiającą karmienie na przykład ;).
        Długie sukienki lub krótkie a nierozpinane nie ułatwiają sprawy zwłaszcza w miejscach publicznych, w których robione są zdjęcia ;).
        Ilona unika (bardzo zgrabnie zresztą) tematu karmienia Basi na blogu. Post miał być szczery dlatego sądziłam, że poruszy ten tetmat. Rozumiem jednak, że z jakiegoś powodu nie chce. Ma prawo :)

        • kasia a

          Moze przeciez odpiac gore-jest na szelkach?Karmilam dwojke dzieci i nigdy nie ubieralam jakis szczegolnych strojow. Zreszta do zdjec na wpis do bloga mozna sie ubrac dowolnie niezaleznie czy sie karmi czy nie

  • granato

    A ja Ci powiem, że karmię piersią, i owszem… Już drugi miesiąc. I czuję się, jak jakaś siłaczka, bo karmienie to koszmar! Dopiero od kilku dni jest lepiej. I męczymy się oboje – syn i ja. W imię tego, że to dla niego lepsze. Wiem jednak, że jeśli coś nam to karmienie zakłóci, to rzucę to bez żalu – na rzecz flaszki ;)
    „Naturalnie, że wykarmisz” – a dupa tam! (za przeproszeniem) – naturalnie to moje ciało nie wiedziało o co chodzi, bo oprócz pełnego cyca potrzebne są i inne partie ciała – a my za cholerę nie umiemy znaleźć pozycji, w której będzie nam obojgu komfortowo, lub choćby jemu. A i co do tego cyca to… szkoda słów.
    I tak na koniec – odwieczna wojna matek naturalnych, co to dziecko wypchnęły swoimi naturalnymi siłami i karmią je naturalnie z tymi, co to niby nie rodziły, tylko dostały i jeszcze butelkę wybrały – śmieszy mnie jak nic innego. Dziecko nie wymaga porodu 12-stogodzinnego ani cyca, bo lepszy (choć tu fajnie, jeśli się uda) – dziecko potrzebuje miłości, tak jak napisałaś. I właściwie to niewiele więcej niż miłości.
    Pozdrawiam ciepło, świetny post :)

  • Nie wiem czy coś się zmieniło w społeczeństwie albo po prostu mam takie szczęście, że ciągle słyszę o problemach z laktacją! O bólu i popękanych piersiach słyszę praktycznie wszędzie, od znajomych, w szkole rodzenia po obce babeczki, które są już w kolejnej ciąży i czekają tak jak ja na wizytę do lekarza. Za niecałe 3 miesiące rodzę i właśnie problemy z karmieniem piersią przerażają mnie bardziej niż poród :) Jestem ciekawa jak się potoczą moje losy. Jeśli nie będzie mi wychodzić i podejmę decyzję o karmieniu butelką, to nie zamierzam się tego w ogóle wstydzić! A wszystkich „życzliwych” będę olewać ile tylko mogę :)

  • Ja też słyszałam, że jak się karmi piersią, to dziecko nie chodzi do logopedy, moje chodzi, a ja karmiłam do roku. Próchnicę też ma, więc czynników wpływających na prawidłową mowę i zdrowe zęby jest wiele. Tak jak wiele jest sposobów okazywania miłości. Co do jednego się nie zgodzę – że wszystkie matki kochają dzieci. Są takie, które nie kochają, poczyniłam nawet wpis o tym jakże strasznym tabu. Pozdrawiam!

  • Karolina W

    Bardzo mądry tekst, który powinna przeczytać każda mama. Ja również miałam problemy z tarczycą, ale w szpitalu nikt nie powiedział mi że leki mają wpływ na laktację. Na dodatek mała miała kolki, mojego pokarmu było dla niej za mała i wtedy pomogło przestawienie na mleko modyfikowane HA.

  • madeinania

    A ja bardzo chciałam karmić piersią, tylko nadal (Zosia ma 2,5 miesiaca) nie wiem dlaczego tak mi na tym zależało. No i karmię. Generalnie spędzam z Zo przy piersi większą część doby co zrodziło ze mnie matkę sfrustrowaną na potęgę, bo NIENAWIDZĘ KARMIENIA PIERSIĄ. Mleko śmierdzi, klei się, dzieć jest od niego cały uwalony, wszystko jest uwalone. A i komentarzy, że tak przecież najwygodniej nie rozumiem. Bo dla mnie rozbieranie się wszędzie gdzie Zozol chce jeść wygodne nie jest, no i nakładki do karmienia, bo płaskie sutki, a dziecko tak małe się urodziło, że buzia za mała, żeby chwycić tyle ile potrzeba, żeby się najeść. A i jeszcze pech wrodzony, że w szpitalu Raszei było tej doby tyle rodzących (ładnie szpital zareklamowałaś;-) ), że po porodzie leżałam na patologii, bo miejsc nie było, a tam pielęgniarki się starały, ale im nie wychodziła ta pomic nam. No i ile się nasłuchałam, że przez te nakładki to dziecko nie będzie się najadało, że laktacja szybko się skończy… Na Polnej położne mówią wprost, że nakładki to szatan (koleżanka to usłyszała po tym jak pół personelu szpitala zgwałciło jej płaskie sutki). I tu kolejna rzecz, która doprowadziła mnie do szału i rozpaczy przy tym wszystkim naturalnym- dzieć bez silikonu na piersi pić nie umie, a mi mleko od 6 miesiąca ciąży leciało tak, że bez wkładek ani rusz. W ogóle ciąża, poród i karmienie dla mnie mają nie wiele wspólnego z moim pojęciem słowa naturalnie. Bo, obok karmienia, np. parcie wcale nie okazało się czymś, co przychodzi samo z siebie… To się wyżaliłam, dziękuję :-)

    • Parcie, brrr… Też nie rozumiem matek, które mówią, że wtedy poczuły ulgę, bo dla mnie to dwukrotnie była najgorsza część porodu :/ i nie, kobieta bez kontroli położnej nie czuje naturalnie, co ma robić (mam porównanie – za pierwszym razem położna była wielką nieobecną i kazała mi robić to, co czuję, więc parłam jak tylko poczułam skurcz. W efekcie ta faza trwała godzinę i synek urodził się niedotleniony. W Raszei położna mnie poprowadziła – wtedy pierwszy raz usłyszałam, żeby przeć w szczycie skurczu, który nadchodzi po kilku oddechach, a nie od razu – faza trwała 15 minut, dziecko dostało 10 pkt. w skali Apgar :)).

      • Kasia A.

        ja przy 1 porodzie tez nie mogłam ‚sie zgrać’ z parciem :)) ale przy drugim pojęłam o co chodzi, wg mnie to też nie jest intuicyjne i naturalne dla matek, kto to głosi takie poglady :)

  • e-milka

    Chetnie bym Cie usciskala. Nie obwiniaj sie. Mialam bardzo madra polozna, ktora mi powiedziala, ze to nie tylko zalezy od mamy. Choc moze
    sie to ewolucyjnie wydawac absurdalne, sa noworodki ktore sa jak stworzone do ssania i sa takie, ktore nie. Na szczescie w dzisiejszych czasach rowniez one maja szanse na dobry start i ogolnie dobre zycie.
    Ja na przyklad nie wierzylam wcale, ze bede karmic piersia (moja mama nie karmila, a ja tez nerwus jestem). A jak sie okazalo, ze jednak
    cesarka, to juz w ogole. Mialam kupione butelki, smoczki, odkazacz, za to nie mialam laktatora, bo po co, i tak mi sie nie przyda. Ale po prostu mialam szczescie z dziecmi ? oboje nie mieli zadnych problemow z ssaniem. Jak polozna corke zobaczyla, ktora przyssala sie zaraz po cesarce ? to wlasnie tak mi powiedziala ? „Masz szczescie, to jest dziecko stworzone do karmienia piersia” (wyobraz sobie, ze ona u swoich dzieci mimo walki, kapturkow i calej teoretycznej wiedzy nie dala rady!). Ominely nas tez stany zapalne i odstawienie (u jednego krotko przed rokiem, u drugiego krotko po) bylo bezproblematyczne. Ale nie widze w tym osobistej zaslugi, to bylo rowniez w tym wypadku zaskoczenie, tym razem pozytywne.

    Natomiast uwazam, ze powinno sie mamom mowic, ze to nie jest latwe i ze nie zawsze sie uda. A tym, ktore zaczely, ze w fazach wzrostowych (pierwsza nastepuje jakos po kilku dniach) dziecko pije nonstop. I to nonstop znaczy naprawde ? bez przerwy. Nie dlatego, ze pokarm jest malo wartosciowy, tylko ze zaraz spala na wzrost. To byl dla mnie szok wielki, ze nie moge nawet sie do lazienki ruszyc. Wiem, ze wiele mam nie wie, ze to przejsciowe i podaje wtedy niepotrzebnie butelke.

    Ale zal mi tych wszystkich mam, ktore jak mowisz, wstydza sie, ze nie karmia piersia. Ktore czuja, ze musza sie z tego tlumaczyc. Uwierz
    mi, rowniez dzieci kp maja prochnice (tu wstydliwie podnosze palec, to jest np.rzecz, ktora ja ?zamiatam pod dywan?). I przeciez ta butelka nie dzieli mam na Dobre i Zle Matki. Tak proste jak na obrazach Boscha to to nie jest.

  • Kasia A.

    Przy 1 dziecku bardzo sie meczyłam z karmieniem, ale czułam presję, że trzeba.
    Zazdrosciłam nawet koleżance, która mogła karmić bez problemu, ale po 2 tygodniach przestała, bo nie miała na to ochoty i jeszcze to publicznie potrafiła powiedzieć ;)
    Przy 2 jakoś poszło wszystko mniej boleśnie, az to tego stopnia, ze walczę teraz z oduczaniem syna od karmienia- a ma juz prawie 2 lata. Nie wiem czy postawic tu na naturalny proces u dzieci, ze przestanie, kiedy przyjdzie na to jego czas (według mnie to juz najwyzsza pora :) ? Probowałam roznych metod, nawet nie było mnie w domu przez tydzień – ale jak tylko wrociłam synek się do mnie przyczepił jak rzep i nie ma mowy, zeby go jakos bezbolesnie oduczyc :( moze jak by tak na miesiac uciec z domu? :)

    • Milka6300

      Ja też karmiłam prawie 2 lata. Nie odstawiłam synka z dnia na dzień, bo on jest wielkim ssakiem i to byłaby tragedia. Dla mnie i dla niego. Zaczęłam ograniczać mu pierś i tłumaczyć, że jest już duży, że na noc już nie dostanie, że za to będę go tulić. Najpierw odstawiłam mu karmienie w ciągu dnia, potem na noc i na koniec w nocy. Nie obyło się bez płaczu, krzyków i lamentów. Było trudno i nie raz chciałam się poddać. Odstawianie trwało od końca grudnia do marca. No i do teraz mówi o cycusiu i prosi, ale już nie po to aby pić mleko, tylko żeby się przytulić. Jak bardzo mnie napastował, to za chwilkę dostawał pierś, ale zaraz czymś go zajmowałam i po chwili zapominał. W ostatnim etapie dostawał pierś co kilka dni, kiedy czułam, że jestem przepełniona. Ja akurat nie dawałam rady ściągać laktatorem. Było to dla mnie jeszcze bardziej bolesne niż początki karmienia i jak już coś poleciała, to tylko kilka kropli. I jeszcze jedno – szczelne ubranie: bluzka w spodnie i żadnych dekoltów z łatwym dostępem. :-)
      Generalnie, odstawianie dziecka od piersi też nie jest łatwym zadaniem, wymaga duuużo cierpliwości, ale w końcu przyniesie zamierzony skutek.
      Życzę powodzenia!

  • Martyna Kwiatkowska

    Piękny wpis, bardzo przypomina mi moją historię… Co do mleka, też zdecydowaliśmy się na Enfamil, choć słyszałam opinie, że jest bardzo drogi (okazało się, że w aptekach internetowych, np. w Melissie, ma podobne ceny do innych produktów podobnej jakości). Synek chował się zdrowo, nie mieliśmy problemów z kolkami ani ulewaniem.

  • Jestem mamą od niedawna i byłam nastawiona na karmienie piersią. Zanim syn się urodził myślałam sobie „ot, przystawię i będzie jadł, co za problem?” jakże się myliłam! Już w szpitalu okazało się jaka to ciężka sztuka…na szczęście trafiłam do dobrej placówki z profesjonalnym personelem, który bardzo mi pomógł. Niestety w domu już tej pomocy zabrakło (dlatego również podzielam twoje marzenie!) i kiedy już miałam się poddać, z pomocą przyszła położna podczas pierwszej domowej wizyty. Dzięki niej karmię syna do dziś (3 miesiące). To doświadczenie pomogło mi zrozumieć, że karmienie piersią nie jest wcale takie proste i nie każda ma tyle szczęścia co ja, dlatego bardzo daleko min do oceniania.

  • Kamińska-Kicińska Małgorzata

    Przez większość mam- laktoterrorystek rodzących tylko i wyłącznie naturalnie jestem postrzegana w najlepszym wypadku jako „pseudo matka”. Dlaczego?
    Urodziłam przez cesarkę, od początku karmiłam butelką, nie z wyboru, chciałam karmic piersią, ale nawet doświadczona doradczyni laktacyjna nie potrafiła pomoc w moim przypadku. No cóż, nie wylałam z tego powodu morza łez, po prostu przyjęłam to jako fakt i zeby dziecko nie było głodne, podałam mleko modyfikowane. Jestem z tych mocnych psychicznie i mimo, ze słyszałam od „koleżanek”, pediatrów, sąsiadek i hugo wie kogo jeszcze, że „jakbym przystawiała, to bym mleko miała” i ze „mleko matki to najlepsze co mozna dac swojemu dziecku”, to nigdy, nawet przez sekundę, nie pomyslałam o sobie, ze jestem zła matka. A tym wszystkim, którzy tak sadza, gratuluje „szerokich” horyzontów ?
    A tak w ogole, to jak sie okaże, ze Kornelia w przyszłości bedzie wywijała jakies numery, to nikt mi nie zarzuci, ze wyssała to z moim mlekiem. Od razu bedzie wiadomo, ze ma to w genach. Po tatusiu ?

  • Ola

    Tez mialam problemy, lacznie z tym ze skonczylo sie na dopajaniu modyfikowanym bo synek nie chcial ssac. Ale mi polozne bardzo pomogly i po jakims czasie przeszlam tylko na karmienie piersia. Bolalo jak cholerka i dopiero okolo 3 miesiaca bylo ok. Po 6 miesiacach z wlasnej woli skonczylam karmic piersia. I to byla taka ulga ze ktos inny moze tez go nakarmic:)

  • Moja historia mleczna jest podobna do Twojej. Z tą różnicą, że ja pomoc laktacyjną w szpitalu dostałam, i nawet się udało, na trochę, poległam po trzech miesiącach. Kiedy moja mama zobaczyła mnie taką wyczerpaną karmieniem nieustannym i nieustanne płaczące dziecko zadzwoniła do mojej cioci pediatry, skonsultowała się, a potem już poszła do sklepu po butlę i mleko.
    Uważam, że to była najlepsza decyzja. Dziecko się uspokoiło, zaczęło lepiej przybierać na wadze, ja mogłam wypić gorącą herbatę i zjeść ciepły obiad.
    Z tym, ze ja karmiłam NANem i też rozpuszcza się w temperaturze pokojowej.
    U mnie decyzja o wyborze mleka była naturalna, przez pierwsze dni w szpitali Ula dostawała NAN i wiedziałam, że dobrze je znosi.

    • O, zobacz, nie wiedziałam, że NAN też w temp. pokojowej :)

  • Fili

    Jakbym czytała o sobie. Głęboka anemia po porodzie, brak fachowej porady w szpitalu i krytyka, że jak dokarmiam dziecko mm to mu szkodzę. Nie, lepiej będzie, żeby mi z głodu wyło kilka godzin aż wreszcie padnie ze zmęczenia i zaśnie a za godzinę powtórka z rozrywki bo głodne długo nie pośpi.
    Za miesiąc urodzę córkę. Może tym razem się uda, ale jak nie, to trudno. Na pewno nie będę sobie robić wyrzutów jak przy synku.

  • lenleobow.pl

    Jesteś wspaniałą Mamą!

  • a.

    Bardzo mądrze napisałaś… Jestes super, z krwi i kości mamą! Mnie się udało karmić rok, ale początek to byl dramat! Wyłam z bólu i załamania, a jedyne co slyszalam to ze mleko modyfikowane to zło ostateczne. Podziwiam takie mamy jak ty. Bardziej niż takie jak ja, które uporały sie z tym wszystkim, bo w Polsce panuje straszny terror laktacyjny. Gdyby nie laktator i wsparcie przyjaciolki, pewnie bym zwariowała. I niestety – ocenianie to, to w czym jestesmy najlepsi. Ja urodzilam przez cc i do dzisiaj mam traumę i nie potrafię sie z tym pogodzić, a minęło juz 1,5 roku. Dodałabym tylko jedno, do wstępu, ze nie wazne jak i CZY urodziłaś swoje dziecko, nie trzeba byc w ciąży żeby zostac rodzicem ;) a mamy adopcyjne to dopiero fighterki!

  • Karmię mm i co zabawne usłyszałam kiedyś od jednej kobiety, że widać po moim Synu, że karmiony piersią…

  • Znam ten temat. Z pierwszym szybo się poddałam, odciagałam i dostawiałam. Kolki placze i bezsilność mlodej mamy. Z drugim walczyłam dłużej. Jednak co robić gdy dziecko płacze z glodu. Znów się nie udało za długo. Brakował wsparcia i chociaż szukałam pomocy, to wszystkie rady były te same schematyczne. Niestety nie każda matka i nie każde dziecko pasuje do schematu. Obwiniałam się za każdym razem i niepotrzebnie wylałam morze łez. Dzisiaj sama wiem, że nie najważniejsze jest karmienie z milością.

  • tak piękny, cudowny wpis – jak ja się czułam winna, że nie dałam rady karmić tylko piersią.. dziękuję!

  • JoannaLB

    Jak ktoś mnie pyta, jak poród? Boli? To ja odpowiadam: poród to pryszcz! Karmienie piersią to dopiero boli! Na szczęście trafiłam na cudowne kobiety wokół mnie: ciocię, która pracuje na oddziale neonatologicznym i która po porodzie mi powiedziała, żeby się nie nakręcać na kp i podejść do tego ma luzie, bo lepiej na początku podać trochę mm niż zostawić dziecko głodne, bo później do nich na oddział trafiają niedożywione noworodki i wtedy jest problem! Oraz mamę, która wpadła ma pomysł, żeby pokarm odciągać i butlą podawać, bo mały nie chciał cyca. Nie długo stuknie nam 4 miesiąc i cały czas moje mleko podaję, ale wprowadzam raz dziennie Enfamil, żeby małego powoli przestawić. Nie ma co demonizować mm, bo każdy przypadek jest inny, a każda mama chce dla swojego skarba jak najlepiej!

  • facet

    Drogie Panie, zaciekawił mnie ten artykuł bo jestem młodym ojcem i wpieram mocno obowiązkach moją żonę.
    Nie przejmujemy się, tym że ktoś rodziny lub ze znajomych powie, że moja żona nie stara się karmić piersią. (bo stara się bardzo, ale nie zawsze wychodzi).
    Każda sytuacja jest inna. Nie wolno się tym przejmować. Trzeba stanąć przed lustrem i powiedzieć jestem fajną ,,babką” i mam super ,,bobasa”. Reszta się nie liczy.

    Nie przejmujcie się tym, że nie udało się urodzić dziecka w sposób naturalny. Najważniejsze że dziecko jest zdrowe.
    Ja Was Drogie Mamy podziwiam, że 9 miesięcy dajecie radę i potem kolejne miesiące nie przespane.

    Drogie mamy jesteście świetne, i najważniejsze i tak do tego trzeba podchodzić.

    P.S.
    Ja się wychowałem na ,,mleku w proszku w opakowaniu niebieskim” i jestem zdrowy.

    Wszystkiego dobre, i gonić trzeba wszystkich co Was stresują.

    pozdrawiam
    Facet

  • Syrop glukozowy to nie to samo, co syrop glukozowo-fruktozowy.
    Tak naprawdę glukoza to jedyny cukier, który mogą przyjmować noworodki/niemowlaki. Znajduje się również w mleku matki (jeden z dwóch składników laktozy).