Mum and the city

Dzieciocentryzm

29 lipca 2015

DSC_0146_1

– Jezu, jak gorąco! Już się nie mogę doczekać, kiedy w końcu urodzę! – powiedziała do słuchawki.
– A na kiedy masz termin? – nie byłam pewna, czy dobrze pamiętam.
– Za trzy tygodnie, ale mam nadzieję, że rozpakuję się wcześniej.
– Ciesz się tym stanem! Potem… Potem wszystko będzie inne – starałam się nie brzmieć jak te babki opowiadające w piaskownicy mrożące krew w żyłach historie o swoich porodach.

Bo też wcale nie o to chodziło. Ja po prostu uwielbiałam być w ciąży! I tak jak większość kobiet z niecierpliwością czeka na rozwiązanie, tak ja miałam nadzieję, że będę z moim brzuchem chodzić w nieskończoność. Nie, wcale nie dlatego, że się bałam. Tak naprawdę zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z tego, co mnie czeka. Ale całkiem fajne było to, że przepuszczano mnie w przedświątecznej kolejce do kasy w Ikei, a po wejściu do zatłoczonego autobusu zawsze znajdywały się przynajmniej trzy miejsca siedzące, na których mogłam przycupnąć, pod warunkiem, że odpięłam kurtkę i sapnęłam ze trzy razy w przestrzeń. A jeszcze fajniejsze było to, że ludzie traktowali mnie z ogromnym szacunkiem. Całkiem obce osoby uśmiechały się do mnie na ulicy, a w odwiedzinach u cioci Wiesi mogłam sobie siedzieć z nogami na stoliku kawowym i nikt dziwnie na mnie nie patrzył, a nawet donoszono mi co rusz piękne kanapeczki i podtykano pod nos smakowite kawałki ciasta. Czułam się jak królowa: zawsze w centrum zainteresowania. Dobro narodowe, o które trzeba dbać, nad którym cmoka się w zachwycie i podziwia, że tak sprawnie pokonało pięć schodków prowadzących na pierwsze piętro. A mąż? Mąż był zachwycony za każdym razem, kiedy dawałam radę sama samiuteńka odkurzyć całe mieszkanie! Za to mama oferowała pomoc w myciu okien i gotowała dokładnie to, na co miałam ochotę. Po prostu: żyć nie umierać.

A potem urodziłam i okazało się, że wcale nie chodziło o mnie – tylko o mój brzuch.

DSC_0145_1

DSC_0147_1

Mąż już się nie zachwycał, że wysprzątałam cały dom, bo dziecko przecież na rękach, a nie w brzuchu. I z tym dzieckiem na rękach mogłam się zasapać w autobusie na śmierć, a i tak nikt mnie nie widział. Nikt też nie proponował, że pomoże mi wymyć okna, chociaż sama miałam na to mniej czasu i siły, niż będąc w ciąży. I nie podziwiano mnie, że wniosłam ważącą piętnaście kilogramów gondolę z czterokilogramowym dzieckiem w środku na to pieprzone drugie piętro!

Matka po porodzie – choć właśnie wtedy potrzebuje najwięcej pomocy, szacunku, przepuszczenia w kolejce czy choćby zwykłego ludzkiego uśmiechu – nie znaczy nic. Uśmiechano się, a owszem, ale do wózka, za to mnie bombardowano pytaniami:
– Jak to: nie karmisz piersią? Musisz karmić piersią! To dla twojego dziecka najlepsze!
– Jak to: nie nosisz w chuście? Musisz nosić! Dzieci potrzebują bliskości!
– Jak to: nie śpisz z dzieckiem? Powinnaś spać! Ono boi się spać bez ciebie!
– Jak to: nie chcesz drugiego dziecka? Musisz mieć drugie dziecko! Nie rób swojemu synowi krzywdy!
– Nie wracasz do pracy? To dobrze! Kostek ma wspaniałą mamę!

Tylko on, on i on. Co ja czuję, myślę i potrzebuję – takie nic. A kiedy ze spokojem i trochę na przekór odpowiadałam: nie, nie karmię, to nie dla mnie; nie, nie mam siły nosić dziecka, lubię nasz wózek; nie, nie mogę zasnąć, jeśli mój mały leży obok, wolę, żeby był w swoim łóżeczku, a nawet w pokoju; nie, nie planuję drugiego dziecka, jestem na to za wygodna – patrzono na mnie nie jak na wyrodną matkę. Patrzono na mnie, jakbym dopuściła się zbrodni na miarę hitlerowskiego ludobójstwa.

Pewnie ty też tak teraz patrzysz w ekran komputera?

Żyjemy w dobie dzieciocentryzmu. Nie na miejscu jest myśleć o sobie, kiedy zostajesz matką. Wraz z przecięciem pępowiny jedyne szczęście, do jakiego powinnaś dążyć, to szczęście twojego dziecka. Jedyna potrzeba to zaspokajanie jego potrzeb. Zupełnie tak, jakbyś wraz z łożyskiem wydaliła siebie.

I jest wiele matek, które czują to całkiem naturalnie. Nie kupią sobie nowej pary butów, żeby kupić trzecią parę dziecku. Nie myślą o pracy, bo wiedzą, że są potrzebne w domu. Tam wolą czekać z ciepłym obiadem niż myśleć za biurkiem o awansie. Mama, teściowa, sąsiadka z naprzeciwka i taksówkarz Zenek cmokają tylko z aprobatą. Dobra matka.

Ale jeśli, zamiast usypiać dziecko miarowym kołysaniem na rękach, wolisz wypić lampkę wina przy „Żonach Hollywood” – masz pecha. Zupełnie jak ja. Na wszelki wypadek po prostu nie mów o tym głośno ;).

DSC_0154_1

DSC_0156_2

  • Tatiana

    Świetny tekst :) ja też z tych „gorszych” matek :)

  • oll

    Ja ostatnio od mojej mamy uslyszalam.
    – co chcesz sie zapisac na angielski??? Synek jest jeszcze za maly (2 lata)
    Pytam sie a kiedy bedzie na tyle duzy zebym mogla sie dalej ksztalcic?

    • Wtedy Ty będziesz „za stara” – tzn. wiesz, w pewnym wieku już się nie chce ;).
      Więc korzystaj, póki masz chęci!

  • Dom Na Skraju Lasu

    Znam te odczucia doskonale, ale jednak często niestety,
    boję się o nich mówić głośno…

    • Lepiej nie mówić! Serio.
      Ja kilka razy powiedziałam i oberwałam po głowie O.o

  • Magda

    Zgadzam się w stu procentach !! Chociaż kocham mojego rocznego synka nad życie to po ciuchu nie mogę doczekać się powrotu do pracy … Po cichu bo dookoła wszyscy grzmią, że matka przynajmniej do 3roku życia powinna być z dzieckiem … A ja już tak na troszeczkę chcę się wyrwać z domu… O drugim dziecku też nie myślę, więc ja chyba też z tych „gorszych” :)

    • Gorsze to są te, co w ogóle o swoich dzieciach nie myślą, o!

    • Ewa Tylińska

      ja poszłam do pracy po 24 tygodniach i cieszyłam się, że mogę wrócić „do ludzi”, bo 24/7 tylko z dzieckiem, które kocham nad życie!!, od czasu tylko do czasu z rodziną, bądź znajomymi też z dziećmi, dawało mi na łeb!!

  • Moja słodka naiwność mi się przypomniała, gdy pół roku po urodzeniu pierwszego spotkałam się z koleżanką, matką podobnego szkraba i nieświadoma niczego w pełni wyluzowana, zapytałam, czy ją też te zupki, kupki i pseudozabawy z dzieckiem nużą, bo mnie strasznie. Tego spojrzenia wyrażającego absolutne zdziwienie i potępienie w oczach nigdy nie zapomnę ;-D Dostało mi się po uszach, bo to spojrzenie mówiło wiele: sobie dziecko zrobiłaś, sobie urodziłaś, to masz teraz się cieszyć każdą, absolutnie każdą chwilą którą jest ci dane z nim spędzić. Przecież dziecko to najlepsze co cię w życiu mogło spotkać i absolutnie nie wolno ci nawet pomyśleć, że myślisz inaczej…A że czasami właśnie myślę inaczej, to do moich egoistycznych i wyrodnych myśli przyznaję się baaardzo nielicznym (sztuk 2: najlepsza kumpela i mąż- w wersji umiarkowanej). A dzieciom kupuję z ubrań niezbędne minimum, a sobie nie. One szybko z ubrań wyrosną, a ja nie :)
    Magda / DWA PLUS DWA

    • Mam tak samo! Przecież Kostek za pół roku wyrośnie, wystarczy mu jedna para butów, ja ponoszę kilka lat, więc musowo muszę mieć… Dwadzieścia ;).

  • Monika – Z głową w chmurach

    oj tak, ten stan i pytania są mi doskonale znane. Ale ja też z tych „gorszych” ;) Pozdrawiam

  • 100% prawda. Nawet własna matka stawia interes dziecka ponad interes własnej córki, o teściowej nie wspominając. Dla tej drugiej jesteś po prostu osobą, która urodziła jej wnuki..

  • To jest pogląd z którym walczę od 3,5 roku! I napisałam o tym kilka tekstów. Matka to matka, taki sam człowiek jak przed zostaniem matką. Nadal lubię to co lubiłam i chcę to robić. Niestety wielu ludzi nie może tego pojąć… Z tym, że ja akurat należę do takich osób, które w ogóle nie przejmują się tym, że teściowa krzywo patrzy czy szwagierka puka się w głowę. Mówię im, że to nie ich sprawa i robię swoje. A mąż dzielnie to znosi i popiera bo taki sam „egoista” jak ja. Oboje mamy czelność widzieć świat poza własnymi synami! :)

    • Całe szczęście mój mąż też z tych wygodnych i myślących o sobie (nie chcę pisać „gorszych” rodziców, bo to nie jest gorsze rodzicielstwo, po prostu inne).

      Ale ja kilka razy od obcych osób oberwałam po głowie, bo nieopatrznie powiedziałam, że np. mały od pierwszych miesięcy nie śpi z nami, bo mamy lekki sen i się nie wysypialiśmy („Jak możesz myśleć o sobie!”), że nie noszę go za często, bo mi zwyczajnie ciężko (wiesz, jaka jestem chuda ;)), że nie usypiam na rękach, bo sobie tego po prostu nie wyobrażam, potrzebuję czasu dla siebie przynajmniej wtedy, kiedy śpi (jak go kołysałam, to każda próba odłożenia do łóżeczka kończyła się pobudką i płaczem).

      Widzisz, nawet teraz się tłumaczę, dlaczego robię tak, a nie inaczej. A to przecież prawo każdego człowieka (a więc i matki), żeby żyć po swojemu.

      • Wyobraź sobie, że masz np.pod pachą taki wyłącznik „mam wyjebane” i go sobie wciskaj jak ktoś cię atakuje!
        Ja mam zupełnie odwrotnie w kwestii wygody bo śpię z Arkiem- inaczej żadne z nas się nie wysypia. Miki śpi sam, Darek śpi sam. Nieraz słuchałam jak to jest źle, że małżeństwo śpi osobno. A ja tam znam wiele takich co śpią razem a patrzeć na siebie nie mogą więc nijak mi się to ma do jakości małżeństwa. Zresztą to stan tymczasowy.
        Długo bujałam, bo jeden ciągle się darł więc żeby nie budził drugiego… Karmię obiadem do dzisiaj bo mi tak szybciej niż jak jedzą sami. I też otoczeniu nie dogodzisz!
        A jak już powiem, że lubię być bez dzieci, wyjeżdżam bez nich na blogowe spotkania i dzień jak zamknę za nimi drzwi przedszkola będzie najszczęśliwszy w moim życiu to wychodzę na potwora. I w zasadzie w nosie to mam :) To że lubię swoje JA nie oznacza, że nie kocham swoich dzieci. Kocham ich szalenie i to jest najważniejsze!

      • kasia

        No widzisz, a ja bujalam i bujam, karmie juz b.dlugo, spimy ciagle razem, noszona w chuscie b.duzo i ze niby taka idealna jestem… Dzizys ja marze o tym zeby dziecko samo zasypialo, spalo u siebie itede itepe ale NO NIE DA SIE, po prostu sie nie da. Ryk i pisk i protesty! I wcale jej nie przyzwyczailam, tak bylo od pierwszysch dni! Juz w szpitalu pomimo bardzo udzielajacych sie poloznych nie dalo sie jej nie usypiac. Ciagle ryk! Wiec sie ciesz dziewczyno ze mozesz byc taka nieidealna, ja tez bym tak chciala, ale u mnie NIE DA SIE TAK!

  • Mnie bombardowano tekstami typu: jak to nie wyszło ci karmienie?! Za mało się starałaś! Teraz mnie to śmieszy, wcześniej miałam ochotę skakać z mostu. I wiesz, jeszcze dwa miesiące temu uważałam, że nie będę mieć drugiego dziecka a teraz marzę o drugim maluszku. Tylko nie mów tego nikomu ;-)

    • Aj! „Za mało się starałaś”! No jasne, że pamiętam :/.

      • oll

        No przeca karmienie jest w głowie (uslyszalam od poloznej) myslalam ze to cyc ma byc pelny zeby nakarmic :P

        • Ty mi nic o położnych nie mów!
          Moja w szpitalu podeszła, spojrzała jak młody pije, stwierdziła, że nie pije, bo nie umie, ale nie poradziła jak przystawić, żeby było lepiej, tylko poszła dalej. Potem ją wołałam i jedyna rada, jaką usłyszałam, to: „Proszę podać glukozę”, a jak poszłam po glukozę, usłyszałam: „Proszę przystawiać, w trzeciej dobie będzie nawał”. Kompletnie byłam nieprzygotowana, jak reagować (o co prosić – wiadomo, o konkretną pomoc w przystawianiu, ale skąd młoda matka ma to wiedzieć?). Po kilku dniach w domu położna środowiskowa pokazała, jak pobudzać Kostka do picia, ale na nas już chyba było za późno :(.

  • Drop

    A ja mam zupełnie odwrotne odczucia – że dzisiaj jeżeli jesteś „tylko” matką (czyt. nie robisz jednocześnie błyskotliwej kariery), zaraz cię pogardliwie ometkują: ‚ee ona to teraz tylko siedzi w domu’ (a więc pewnie obrasta w tłuszcz i odmóżdża się, ograniczając swoją aktywność do przysłowiowych zupek, kupek).

    PS Też uwielbiałam być w ciąży (no, tak odliczając ostatni miesiąc;)), ale dopiero teraz, kiedy dźwigam dziecko na rękach, znacznie częściej spotykam się z przychylnymi reakcjami (panie w skarbówce jakieś milsze, ktoś od czasu do czasu przepuści w kolejce). Śmieję się, że to chyba urok osobisty syna, bo w ciąży całe 2 razy zostałam przepuszczona gdziekolwiek, z czego jeden był trochę wymuszony przez jakąś starszą panią, która nie kryła oburzenia, że nie zostałam obsłużona w pierwszej kolejności.

    • Mnie w urzędzie – jak jestem z dzieckiem – każą czekać o wiele dłużej niż jak jestem sama ;). Serio (znasz to pewnie: „Proszę poczekać za drzwiami, zaraz panią zawołamy”, a to „zaraz” oznacza od 30 do 40 minut mimo braku kolejek ;)). Kostek wtedy robi prawdziwą rozróbę (no ile dwuletnie dziecko może usiedzieć na ławce pod drzwiami nuuudnego urzędu?), ale jakoś nikt się tym kompletnie nie przejmuje. Ale ja bywam w urzędach, gdzie jest dużo matek z dziećmi (Urząd Pracy, ZUS, odbiór paszportu ;)).

      • Drop

        Może zależy też od wieku dziecka ;) Mój to na razie jeszcze niechodzący bobas, którego nie mam jak odłożyć kiedy wypełniam formularze czy przekopuję torebkę w poszukiwaniu portfela (w foteliku już go nie uniosę, także zabieram samego). No i póki co widząc jak się czasem miotam i jak mi brakuje rąk, panie w okienku podchodzą do mnie trochę bardziej litościwie :)

  • Ja też… ja też UWIELBIAM BYĆ W CIĄŻY! :)

  • Marta

    Skończyłam wyższe studia medyczne i już na ostatnim roku przez przypadek zaszlam w ciąże. Po urodzeniu córeczki popracowałam zaledwie półtora roku w zawodzie i znowu wpadka :-P Teraz siedzę w domu już drugi rok po urodzeniu synka. Na początku tylko odliczałam dni do końca macierzyńskiego żeby tylko znowu móc iść do pracy. Ale po długich przemyśleniach i rozmowach z moją babcią doszłam do wniosku że w zasadzie to jedyny tak długi urlop w moim życiu. Jeżeli teraz zaczne prace to do usranej enerytury bedę tam już tkwić. A być mamą małego dziecka, jedynej na świecie osoby bezwarunkowo i całkowicie w Ciebie zapatrzonej już nigdy nie będę miała szansy. Więc mając głęboko gdzieś wszystkie opinie czy karmie za długo czy za krótko czy śpie z synkiem czy nie czy i czy bla bla bla po prostu cieszę się tym że mogę być mamą całą dobę. A za rok może dwa zamelinuję się w tej pracy i do śmierci pewnie a nie do emerytury tam już będę, i wtedy to dopiero zatęsknie do tych pieluch i nieprzespanych nocy i innych upierdliwości macieżyństwa. Enjoy your baby Girls! Just enjoy

    • pestki

      Mam dokładnie tak samo. Jeszcze zdążę się napracować. Niestety. A już od lat ponad dwóch nie pracuję, będąc w domu z dzieckiem. Teraz jestem na początku drugiej ciąży i przewiduję, że wrócę do pracy w 2017 roku we wrześniu i dobrze mi z tym. Serio. Choć wiem, że będzie to bardzo trudne. A mimo to można by mnie zaliczyć do tych gorszych matek bo potrafię powiedzieć, że nie lubię zmieniać pieluch, kupy mi śmierdzą strasznie, karmienie dziecka jest okropnie nudne itp. A z drugiej strony wkurzają mnie te ciągłe pytania kiedy wrócę do pracy i zdziwienie, że jeszcze nie wracam. Jakoś nikt mnie jeszcze nie pochwalił, że poświęcam się dla dzieci????

  • Ja długo sama siebie karciłam „no jak mozesz”, gdy tylko w jakiejś sytuacji dziecko nie było na pierwszym miejscu. Twraz wiem, że w kwestiach ważnych ono zawsze byłoby pierwsze, a to że się chcę ciepłej kawy napić zamiast układać puzzle, to zupełnie nic nie znaczy.

    • No właśnie! U mnie też najgorsze były (są) moje własne wyrzuty sumienia (a nie słowa innych ludzi): jak to nie masz ochoty bawić się z własnym dzieckiem? Wolisz usiąść do kompa i coś napisać? Co z ciebie za matka?!

  • Chyba mam ogromne szczęście, bo w moim otoczeniu nie spotykam się z krytyką a otwarcie i głośno mówię i dążę do tego, by dbać też o siebie. Syn jest dla mnie mega ważny, ale też dla niego chcę być mamą, która ma swoje pasje i zainteresowania.

  • Jak zwykle świetny tekst!

  • Babs

    Hm…. to ja dodam z innej beczki, ze w moim otoczeniu zato pelno tych 100% matek, super zapatrzonych, super dumnych, super nie majacych zainteresowan, ktorych super towarzystwo da sie zniesc przez okolo 15-30 min zanim musza juz leciec odprowadzac do szkoly, albo zrobic zakupy sukienki na bal albo zarezerwowac bilety na wyjscie na weekend. Albo dowiezc sprzedane na allegro ubiegloroczne bozonarodzeniowe zabawki.
    Nie mam dzieci, wiec pewnie ciezko to zrozumiec, ale uszami czasem wychodzi ze niema kolezanki z ktora moznaby w normie porozmawiac, bez mieszania w to dzieci, ktora pozostalaby osoba, w takim samym stopniu w ktorym jest mama.
    Tak, dzieci trzeba chciec I trzeba dawac im milosc, ale wszystko w umiarze, wiec jesli kochacie swoje dzieci idajecie im czgo potrzebuja, to jak pojda spac korzystajcie z przywileju bycia saba, bo to tak samo wazne zeby nie wykorkowac w tym mlynie zycia.

  • KasiA

    Kocham swoje dzieci, ale tez mysle tak jak tu napisano :D czy Ty jesteś na urlopie? ;)

    • Nie, nie, na konferencji w Gdyni ;).
      Morze widziałam 5 minut.

  • ania blabla

    :) nie mam dzieci, ale jak bede miec to nie dam sie zwariowac.. amen

  • Matko Zabawko

    Jak powiedziałam, że nie wracam do pracy usłyszałam, że jestem leniwa :p

  • Kasia

    Ludzie zawsze beda krytykowac. Ja spie z dzieckiem i slysze ze jestem niedobra matka a dziecko bedzoe niesamodzielne. Karmie 1,5 r i slysze ze pora konczyc bo sama woda juz mi z cyckow cieknie. A te co karmia 3 lata to juz zahacza o pedofilie, podobno… A jak nosilam w chuscie to kazali przestac bo sie zamecze, plecy rozwale a dziecko bedzie przyzwyczajone do noszenia… Moglabym tak dalej. Wiec uwierz, ze te niby idealne matki tez sa dookola krytykowane…

  • Julita Pl

    Ojej jak miło było przeczytać ten tekst przed snem :) tak mi lepiej na duszy :) Rewelacja!!:)

    • A mi miło przeczytać taki komentarz (również przed snem ;)). Dzięki :*

  • Takamama

    Hej do pracy wróciłam jak maly miał rok co prawda na nocki około 2 tyg w miesiącu ale było warto potrzebowałam tego, tego wyjścia do ludzi teraz pracuje już normalnie synek kończy 2 latka za kilka dni i jestem w 10 tc a też nie chvialam nie planowałam hehe wyszło :) moje szczęście jest takie ze mam wspaniałego męża on mnie rozumie i wspiera. a dwa mam super rodzinę haha a wiecie dlaczego dlatego ze po pierwsze jest daleko i po drugie jest daleko:) 1500km

  • Uwielbiam byc w ciąży, może i dlatego, że z żadka mam jakiekolwiek dolegliwości, może i dlatego, że tylko wtedy podobam się sobie, może i dlatego, że tak pięknie się skóra wtedy napina;) może i dlatego, ze dzieciątko jest 24h/dobę ze mną i na mnie nie krzyczy ….
    p.s. piekne zdjęcia

  • Sunny

    Uwielbiam Cie za te teksty???? mysle dokladnie tak jak ty????

  • Też lubiłam bycie w ciąży :D Obecnie z dzieciem w chuście i drugim za rękę nie mam problemu w autobusie wyprosić z siedzenia dla matek cięzarnych tudzież dzieciatych. Mam coś takiego w oczach, że sami czmychają :D

  • taaaak… też po porodzie poczułam się jak inkubator. po pierwszym, bo w drugiej ciąży już nikt się nawet specjalnie nade mną nie trząsł…eh

  • Karola

    Obserwuję bloga od jakiegoś czasu. I dziś w tvn24 w urywkach na temat „łóżkoteki” wydawało mi się, że skądś znam te buzie, które przed chwilą pokazano :-) chyba dobrze skojarzylam? :-)

  • Mam dokładnie takie same odczucia… i dlatego znów jestem w ciąży! :D
    A do pracy wróciłam bardzo szybko, po 6 miesiącach i niestety wyszło mi to bokiem :/ Poza tym, że dziecko było 8 godzin w żłobku, obowiązków jest mnóstwo, zero taryfy ulgowej, zero czasu dla siebie, zero energii. Po powrocie z pracy byłam tak wyczerpana (fizycznie i psychicznie), że tylko chciało mi się płakać nad mym żałosnym losem ;)

  • Dla mnie ciąża to był koszmar. Przez pierwsze 3 miesiące bolał mnie żołądek, a przez następne pół roku ciąża była zagrożona, dziecko mogło umrzeć w każdej chwili. Marzyłam o przyśpieszeniu, a zarazem nienawidziłam, bo przed 36 t to strach, że urodzi się niepełnosprawne. I to ciągłe leżenie doprowadzało mnie do szału. Jakoś dotrwałam do 38, a potem jak dzika latałam po schodach, żeby tylko szybciej, szybciej. Udało się tydzień przed terminem. Jeśli coś blokuje mnie przed myślą o kolejnym dziecku, to właśnie ciąża. Poród trochę mniej, bo po pierwszej akcji przysługuje mi wyłącznie cesarka. Każde inne rozwiązanie to ryzyko zgonu. Mojego. Dziecka przy okazji też, ale mojego bardziej.

    edit: A co do krytyki moich wyborów wychowawczych – na szczęście nie zaistniała. Moja rodzina jest jakaś tolerancyjna, bo guzik ich obchodzi jak i czym karmię, w co ubieram małą i co tam jeszcze.

  • Ja też kocham być w ciąży :)))) Potem faktycznie jakby się znikało z powierzchni ziemi ;) Tudzież stawało ciągłym obiektem do uwag i krytyki ze strony teściowej jak niestety u mnie :(

  • Marta Arndt

    A ja chyba jestem z tych pół na pół. Karmiłam długo, bo 20 mcy, dziecko spało w moim łóżku, bo zasypiał przy piersi, ale ja nie wiem czy robiłam to dla niego, czy dla siebie. Mi było tak dobrze, wygodnie. Tekst jest świetny, jak każdy zresztą, tylko zastanawiam się nad tymi matkami- kwokami, które tak afiszują się tym swoim książkowym rodzicielstwem. Czy to nie jest tak, że w jakimś sensie czują się przytłoczone i w ten sposób odreagowują? mój syn ma 7 lat od 1,5 roku nie pracuje na etacie jestem w domu i..to nie jest nic fajnego. Może przez chwile, może od czasu do czasu, nie chronicznie. I tez lubię usiąść sobie z lampką winka przed tv i mieć święty spokój :) Albo podrzucić dziecię do babci i uciec na chwilę od codzienności, bo chyba kazdy tego potrzebuje.nie widzę w tym nic złego.

  • I masz babo placek :D znów jesteś dobrem narodowym